DRUKUJ

 

Hugo, cz. III

Publikacja:

 16-08-14

Autor:

 SirPotworny
Hugo, ciągnąc za sobą jakąś małolatę i jednocześnie dyskutując o czynszu z właścicielką kamienicy, cały czas myślał tylko o jednym. Nie o swoim nienarodzonym dziecku, które mogło nie być jego, ani nie o tym, że nie ma żadnych pieniędzy, a powinien mieć, gdyż powinni mu płacić. Myślał o cieniach.
Tak, był dyplomatą cieni - przynajmniej tak twierdził. Załatwiał, żeby cienie nie zjadały za dużo ludzi w zamian za różne fajne rzeczy pochodzące z Ziemi, których te istoty nie mogły dostać. W Świecie Cieni wszystko było zrobione z dymu. Cienie też były tylko dymem.
Dlaczego robił to wszystko? Dawał się wplątywać w liczne tragedie tylko po to, żeby mu nie płacili?
Mimo beznadziejnej sytuacji życiowej i finansowej, chyba nie mógłby przestać. Co miałby robić zamiast tego? Sprzedawać samochody?
Po przemyśleniu sprawy, to może byłaby fajna praca, tylko że Hugo wcale nie znał się na samochodach. Nie miał prawa jazdy i nie stać go było na żaden pojazd. Nawet rower.
Zresztą, na rowerze też nie umiał jeździć.
Hugo otworzył drzwi, szybko wciągnął dziewczynę do środka i zamknął je przed nosem właścicielki z hukiem. Usłyszał wrzask irytacji, a potem stłumione „Cicho tam!” dobiegające z trzeciego piętra.
Ściągnął kożuch i rzucił go na krzesło, a właściwie na potwora zrobionego z ubrań, który siedział na krześle. Hugo zastanawiał się, czy ta figura kiedyś przemówi ludzkim głosem, wykształci osobowość w wyniku jakichś reakcji toksycznych odpadów, czy innych ohydnych kreatur. Potem pozrzucał śmieci z wysiedzianej kanapy i wskazał ją ręką dziewczynie.
- Siadaj – odparł przelotnie, ruszając w stronę aneksu kuchennego. Nie był oddzielony od salonu żadną ścianą, w pewnym momencie pokoju kuchnia po prostu się zaczynała. Hugonowi podobało się to rozwiązanie. Miał mniej drzwi do otwierania. Nienawidził ciągłego otwierania i zamykania drzwi.
Z wiszącej szafki wyciągnął małą, podręczną apteczkę i podał ją dziewczynie. Ta popatrzyła na pudełko, a potem na Hugona.
- Porwałeś mnie, żebym cię opatrzyła?
- Przecież mówiłem. Ale był jeszcze jeden powód. Poza tym, dlaczego zaraz porwałem? Zaprosiłem na herbatę – wyjaśnił spokojnie. - A teraz, czy mogłabyś owinąć mi jakiś bandaż uciskowy dookoła żeber? Nie wiem, co zrobić ze szczęką. Boli jak cholera, ale może nie jest złamana.
Dziewczyna popatrzyła ze strachem na bandaże i plastry. Westchnęła ciężko.
- No dobra. Będę mogła później iść do szkoły?
Hugo nie odpowiedział.
Ściągnął poplamioną krwią, wyblakłą koszulkę. Brzuch nie był jeszcze fioletowy, ale widać było, gdzie dostał.
Dziewczyna odwróciła wzrok.
- Dlaczego się pan rozebrał? Przed obcą dziewczyną?
- Chciałaś mi to zawinąć dookoła kurtki, czy co? - odparł z wyrzutem, marszcząc brwi. Dziewczyna poddała się i zaczęła rozwijać bandaż.
Hugo westchnął cicho.
- To jak masz na imię? - zapytał, podnosząc do góry ręce.
- Teraz pan będzie tworzył jakąś zażyłość? Lepiej, żebym panu nie mówiła.
- Jesteś pewna?
Dziewczyna nie odpowiedziała.
Hugo Stacks kontynuował.
- No dobra, dziewczyno. Zaczniemy inaczej. Nie masz cienia.
- No i?
- Każdy ma cień. Czasem go nie widać, bo światło akurat tak pada, ale ogólnie, każdy go ma. Nawet ja. A ty go nie masz, prawda? Gdziekolwiek nie pójdziesz.
- Nigdy nie zauważyłam jego braku – stwierdziła po chwili.
- Bo jesteś smarkulą i interesują cię tylko sukienki i przystojni dżolasi.
- Dżolasi?
- Chłopcy – dodał smutno. Dzisiejsza młodzież nie rozumie nawet normalnych słów. - Nieważne. Chodzi o to, że jeśli nie masz cienia, to nie wiadomo, gdzie się podziała granica.
Dziewczyna przestała owijać go bandażem i wsunęła jego końcówkę pomiędzy inne warstwy. Hugo opuścił ręce i popatrzył jej w oczy. Były wielkie i mysie.
- Jaka granica?
- Mam dużo wyjaśnień – powiedział do siebie. - Usiądź sobie, zrobię ci herbaty.
Dziewczyna wstała.
- Obiecał pan, że będę mogła sobie pójść, gdy panu pomogę – przypomniała, ściskając dżinsową kurtkę w dłoniach, jak przerażone dziecko.
Hugo westchnął przeciągle i podrapał się po brodzie.
- Jestem Hugo. Hugo Stacks. I wcale ci tego nie powiedziałem. Także przepraszam, ale muszę się czegoś dowiedzieć.
Dziewczyna nie przyjęła dobrze tej wiadomości i ruszyła ku drzwiom wyjściowym. Hugo zatrzymał ją w ostatnim momencie, zasłaniając plecami drogę ucieczki.
- Jedno pytanie – rzucił szybko – Czy zauważyłaś coś dziwnego w swoim życiu?
Dziewczyna zamarła. Hugo zauważył to coś w oczach, co pojawia się u ludzi, którzy zdali sobie z czegoś sprawę. Uśmiechnął się lekko.
Złapał dziewczynę za ramię i odprowadził z powrotem do kanapy.
- Mogę ci pomóc, ale musisz mi powiedzieć.
Twarz dziewczyny była pełna zwątpienia, jakby nie mogła się zdecydować, co powinna zrobić.
- Po prostu mi powiedz – poprosił Hugo delikatnie, utrzymując kontakt wzrokowy.
- No więc... nie wiem, czy to dziwne, ale... nie potrafię decydować.
Hugo otworzył szeroko oczy.
- Co? - zdziwił się - Tylko tyle? Wszystkie nastolatki tak mają. Kurde, zmarnowałaś mój czas...
- To nie tak, że nie umiem dobrać butów do sukienki – tłumaczyła dziewczyna. - Tylko bardziej... No, na przykład dzisiaj, leżał pan na drodze. Ludzie przechodzili obok pana z jednej albo drugiej strony. Gdy ja podeszłam, to miałam problem, bo nie wiedziałam, co zrobić. Mam przejść z lewej, czy z prawej? A może górą? Chciałabym zdecydować, ale nie potrafię. Decyzje nie pojawiają się w mojej głowie.
Hugo oparł twarz na dłoni. Co tu się dzieje, do cholery?
- Muszę cię zabrać do Świata Cieni – zdecydował.
- Gdzie? Nigdzie z panem nie idę!
- Nie histeryzuj, tylko na chwilę. Muszę się dowiedzieć, co jest z tobą nie tak.
Dziewczyna obrzuciła go gniewnym wzrokiem.
- Wszystko jest ze mną „tak”, pacanie jeden!
A więc to tak wygląda prawdziwa osobowość nastolatki, pomyślał Hugo. Wystarczy trafić w czuły punkt i zamieniają się w dzikie, narwane bestie.
Dziewczyna obrzuciła go wiązanką przekleństw, której nie powstydziłby się Bobby.
- Spokojnie, dziewczyno! Nic ci nie zrobię! Nie chcesz się dowiedzieć, czemu nie umiesz podejmować decyzji? Mogę ci w tym pomóc!
Podejrzewał, że to nie wypali. Oczy pełne ognistego piekła przewiercały mu mózg. Nie radził sobie z dziećmi, ani z kobietami.
W sumie to w ogóle sobie nie radził z ludźmi.
- Nie pójdę z panem do żadnej Doliny Zła, rozumie pan?
- Do Świata Cieni...
- Tak w ogóle, to wychodzę, rozumie pan? Wychodzę!
Dziewczyna znów rzuciła się do wyjścia, tym razem w towarzystwie swojej pewności siebie.
- Bobby, anihilacja! - krzyknął Hugo w panice.
Pokój ogarnęła ciemność.
Anihilacja to nie do końca dobre słowo do opisania tego, co się stało. Gdyby to naprawdę była anihilacja, Hugo i jego nowa koleżanka już nie poskładaliby się do kupy. Jak na dyplomatę cieni przystało, Hugo Stacks lubił trudne słowa, lecz nie zawsze używał ich w odpowiednim znaczeniu.
Zwykle, by przejść do Świata Cieni, trzeba wejść w swój cień. Oczywiście nie każdy jest w stanie to zrobić, ponieważ nie każdy próbował wejść prosto w ścianę, w swoje ciemne odbicie.
W ostateczności, można też krzyknąć „Bobby, anihilacja!”, a wtedy cień rozpościera się na cały pokój i wszystko, co się w nim znajdowało, przenosi się do Świata Cieni.
Krzesła i ubrania Hugona Stacksa rozpierzchły się po świecie zrobionym z dymu. Zginęły gdzieś, pochłonięte przez szarość. Hugo przeklął pod nosem. Lubił swoje krzesła. Będzie musiał ich potem poszukać.
Teraz miał większy problem. Zaraz obok niego pewna młoda osóbka dostawała ataku paniki. Rozglądała się dookoła, machała rękami, szukając czegoś materialnego i oddychała ciężko. Mysie oczy wydawały się być jeszcze większe, niż do tej pory. Hugo chciał ją jakoś uspokoić. Położył jej rękę na ramieniu i właśnie wtedy dostał w twarz z rozpędu. Dziewczyna nadal testowała przestrzeń.
- Ała – powiedział cicho, choć bolało piekielnie.
- Prze... - próbowała wydusić dziewczyna, lecz głos ugrzązł jej w gardle. Mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Bobby, gdzie jest pan McShadelson? - zapytał Hugo swego cienia. Miał nadzieję, że jest gdzieś w pobliżu.
- A skąd mam wiedzieć, co? - zirytował się Bobby. - Pójdę do niego do domu, to się pewnie dowiem. Kuźwa, Hugo, wyluzuj trochę, przecież nie jestem jakimś pieprzonym medium...
Dym poruszył się i zaczął sunąć w sobie tylko znanym kierunku.
- To ty masz nogi, Bobby? - zdziwił się Hugo, ale nikt mu nie odpowiedział na to pytanie.
No tak, przypomniał sobie. Dziewczyna.
Najważniejsza w tej chwili była dziewczyna.
Odwrócił ku niej wzrok. Siedziała skulona w przestrzeni pełnej dymu, obejmując rękami swoje kolana i przyciskając je mocno do klatki piersiowej. To żesz narobiłem, skarcił się w myślach Hugo. Dziewucha będzie mieć traumę do końca życia.
Podszedł ostrożnie i kucnął naprzeciwko niej. Dziewczyna podniosła wzrok.
- Gdzie my...
- To jest Świat Cieni – zaczął wyjaśniać Stacks. - Albo Dolina Zła, jeśli wolisz. Tak naprawdę, cienie nie są złe. Też chcą mieć coś z życia. No, istnienia.
Dziewczyna nie odpowiedziała.
- Okej, dziewczyno...
- Laura.
- O widzisz, masz jakieś imię. Lauro, posłuchaj mnie. Jesteś w dziwnym miejscu, w którym nigdy nie byłaś. Rozumiem. Nawet nie wiedziałaś, że istnieje. Pewnie się boisz, ale nie masz czego. Cienie to stały element życia człowieka, nie zrobią ci nic złego.
- Nie boję się cieni – zaczęła Laura. - Boję się pana.
- Mnie? - zdziwił się Hugo, wskazując na siebie wskazującymi palcami. - Ale ja nie jestem straszny. Słyszałem już, że brzydki, ale nigdy straszny.
- Porwał mnie pan i zabrał do jakiejś Krainy Ciemności!
- Świata Cieni...
- Myśli pan, że się z tym pogodzę, tak po prostu?
- Nie no, to by było zbyt piękne... - narzekał Hugo. Jego praca była fajniejsza, zanim ta dziewucha pojawiła się w jego życiu. Niby mógł jej nie porywać, znaczy, nie pomagać jej...
Gdzie jest ten Bobby i McShadelson, gdy ich potrzeba? Drużyno dywersji, wzywam cię!
Drużyna dywersji przybyła dopiero po paru minutach niezręcznej ciszy.
- Witaj, chłopcze – rzekł pan McShadelson. - Rozwiązałeś już sprawę? Możemy podyskutować o limitach ludzi?
Hugo wstał i podał rękę Laurze. Zachował chociaż tyle kultury osobistej.
- Nie, możemy natomiast wrócić do granic – odparł Stacks. - Przedstawiam panu, panie McShadelson, eksponat numer jeden, Laurę.
Dziewczyna nadepnęła mu na stopę.
- Przyprowadziłeś do naszego świata zwyczajnego człowieka? - zapytał pan McShadelson z głębokim zdziwieniem w głosie.
- O nie, Laura nie jest taka zwyczajna. Nie ma cienia.
Pan McShadelson wydał z siebie odgłos kontemplacji.
- I jeszcze nie potrafi decydować – dodał Hugo, żeby rozjaśnić sprawę.
- Doprawdy? - rozmyślał nad tym cień. Po chwili, dodał:
- W jakim celu ją tutaj przyprowadziłeś?
- No jak to? - nie rozumiał Stacks – Chciałem się dowiedzieć, o co z tym chodzi. Najpierw Bobby wyczuł granicę bez cienia, potem pojawia się ona, też bez cienia, i w dodatku bez decyzji... To mi śmierdzi, panie McShadelson. O co tu chodzi?
- Nie wiedziałem, chłopcze, że tak wolno myślisz – skarcił go cień.
- Czego znowu nie zauważyłem? - rzucił obrażonym tonem Stacks.
- Ta dziewczyna jest twoją zaginioną granicą.
- Ja? - włączyła się Laura.
Hugo popatrzył na dziewczynę i przez dłuższy czas nie spuszczał z niej wzroku. Speszyło ją to nieco.
- Jak dziewczyna może być granicą? - zapytał w końcu Bobby, którego irytowały takie niedomówienia.
- Nie miała cienia, więc granica znalazła się w niej samej – wyjaśnił pan McShadelson. Hugo podrapał się po brodzie i syknął cicho. Zapomniał, że niedawno dostał w szczękę.
- O co chodzi z tymi granicami? - zapytała Laura, szturchając Hugona w ramię.
- Później ci wytłumaczę – rzucił w pośpiechu. - Panie McShadelson, czy da się ją stamtąd wyciągnąć?
Cień przez chwilę milczał.
- Nie wiem, chłopcze – odparł w końcu. - Nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Naprawdę, chciałbym ci pomóc, ale nie potrafię.
- No w sumie, nie przeszkadza jej to jakoś w życiu... - stwierdził Hugo.
- Ach tak? - rzuciła dziewczyna. - A od kiedy to został pan ekspertem od mojego życia?
- Nie grozi ci niebezpieczeństwo, więc możesz z tym żyć, czyż nie? - zauważył Hugo, wyginając swoje wargi w kształt dorodnego banana.
Laura prychnęła lekceważąco.
- Chłopcze... Wiem, że to nie najlepszy moment, ale czy moglibyśmy przedyskutować tą sprawę z limitem ludzi? - wtrącił z nadzieją pan McShadelson.
Hugo zastanowił się chwilę.
- No dobrze... Skoro pan pomógł, mogę się zgodzić na dwóch ludzi na miesiąc. Co dwa tygodnie. Może być?
- Dziękuję, chłopcze, że nie pozwalasz nam umrzeć z głodu. Trzymaj się dobrze!
- Lizidupa – skomentował Bobby.
- Robercie, możemy wracać – zarządził Hugo. - Aha, i weź moje meble.
Bobby z ociąganiem spełnił życzenie.
Laura otworzyła oczy i była z powrotem w świecie ludzi. Westchnęła ciężko.
- I co, nie było tak strasznie, prawda? - dodał wesoło Stacks. Dziewczyna uderzyła go pięścią w przedramię.
- Niech pan tak więcej nie robi! - krzyknęła i zaczęła płakać.
Hugo znieruchomiał.
- Przepraszam? - powiedział, lecz to nie naprawiło sprawy.
Nie było innego wyjścia – delikatnie objął dziewczynę ramieniem, a ta przykleiła się do niego i zaczęła płakać w wyblakłą koszulkę. Potem objęła go wpół i przycisnęła się mocniej do jego brzucha. Hugo nie mógł oddychać. Miał wrażenie, że mdleje od bólu. Delikatnie odciągnął dziewczynę od swoich prawdopodobnie złamanych żeber.
- No już – pocieszał ją, niezbyt wiarygodnie – Nic się nie stało. Odprowadzę cię do domu i już wszystko będzie dobrze.
Dziewczyna pociągnęła nosem.
- Nienawidzę pana trochę – stwierdziła.
- Możesz mi mówić Hugo, trudno.
- Mama mnie zabije za to, że nie poszłam do szkoły.
- Przyjmują usprawiedliwienia od nieznajomych facetów?
- Możemy spróbować – stwierdziła z uśmiechem, wycierając łzy o rękaw. - Strasznie mi zimno.
- Zawsze tak jest po powrocie ze Świata Cieni – wyjaśnił Hugo.
- Skoro i tak już jest po mnie, to wyjaśnisz mi, o co chodzi z tymi granicami?
Zgodził się.
- Chodzi ogólnie o to, że w cieniach ukryte są granice. Głównie między ich światem, a naszym, ale istnieją niezliczone rodzaje granic. I jedna z nich jest w tobie. Dlatego nie potrafisz podejmować decyzji. Granica musi być pomiędzy.
Laura słuchała w skupieniu, mrużąc oczy i wydymając wargi.
- Okej...
- Serio mówię.
- Okej.
- Naprawdę!
- Wierzę przecież! - rzuciła ze zirytowaniem. - Ale to niszczy mi życie! A ten koleś z piekła powiedział, że nie wiecie, jak to naprawić. I co, dowiedziałam się tego wszystkiego na marne?
- Czy tak trudno zapamiętać, że to Świat Cieni? - dociekał Hugo.
Laura włożyła dżinsową kurtkę.
- Gdzie idziesz? - zapytał mężczyzna.
- Do domu.
- Miałem cię odprowadzić – przypomniał.
- Poradzę sobie sama.
- Jesteś pewna?
- Wiesz, że nie. Ale chcę zostać sama – odparła, po czym wyszła z mieszkania.
- No i pięknie – stwierdził Bobby. - Spaprałeś życie kolejnej lasce.
Hugo opadł na kanapę.
- Przynajmniej będzie mniej problemów – stwierdził ponuro.
- Mam za nią iść? - zapytał Bobby.
- Oczywiście, że tak – odparł Hugo, obracając w dłoni swoją zapalniczkę.

Data:

 2015-2016

Podpis:

 SirPotworny

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79845

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl