DRUKUJ

 

DZIDZIUŚ

Publikacja:

 16-09-06

Autor:

 Tomasz1970
Kukle — mała wiocha na skraju Podlasia, gdzie psy pod granicą litewską dupami szczekają, a wrony kołują górą na Białoruś to i plucha pewnie będzie. Na skraju tegoż wygwizdowa usadowił się mały domek – ani to ładne, ani to brzydkie – drewniana chata, drewniane okiennice z murowanym kominem, z którego wydobywa się jak oszalały dym z paleniska, zasmradzając okolice siedliska Dzidziusiów, aż po wieżyczkę kościoła. To taka chata, gdzie babka Dzidziusiowa, każdego poranka, przygarbiona, ale żwawo popierdziela z kubełkiem w dłoni do komórki po czarne złoto, ładuje szuflą po brzegi, targa do chaty, podrywając kulasem fajerki, podsypuje palenisko, wrzucając opał do ognia. Stawia żeliwny gar na kuchni, rozrabia mąkę z wodą i jajkiem, doprawiając odrobiną soli, a potem leje przez sitko rzadką masę na wałujące się mleko — warzy kluski lane dla wnusia, Brajanka, który biedaczysko odsypia sobotnie hulanki i swawole.

Babcia Aniela od dawna mogłaby szczęśliwie posiadać kuchenkę gazową, wnusio kilkakrotnie przekonywał upartą staruchę, ale gdzie tam! Węgiel można poczuć, szuflą do kubła nabrać, a gaz? Nie dość, że ulotny, śmierdzi, to jeszcze huknąć może! Nalegania wnusia Brajanka, na wpuszczenie choćby odrobiny nowoczesności do kurnej chaty, babko Dzidziusiowa zbywa jednym zdaniem, z charakterystycznym, jakże dźwięcznym wschodnim zaciągiem:
- Papieżowi dobrze w Rzymie! A chłopu? A w chacie, w dymie.
- Nowoczesności berbeciowi się zachciewa... Na nowoczesność to i poczekać trzeba. - Ciotka Miłochna wtórowała siostrze. Dwie kobiety, jeden świat. Wiedzy tajemnej nie potrzeba – obydwie wyglądem zbliżone do wiedźm żywcem wyjętych z bajek dla niegrzecznych pacholąt, niż babulek, które ciepłem, słowem i miłością dają wszystko, co najlepsze dla swych latorośli.
Nie ma zmiłuj! Siódma rano, a one jak szczebiotki, jak dwie papużki nierozłączki, co to całymi dniami w oknach własnych chat siedzą, kiedy we dwie nie plotkują, to cały kuklowy świat pod bacznym okiem mają. Kto nie przejdzie, ten brany na języki. A, że taki beret miał, a że stary Gogol zgrubł, a że Hawryluczka wypacykowała włosy na jasno.
- Widziała ty wczera, w patrzadle te cudaki, co to we Warszawie tak paradujom? - Starucha Miłochna, nie zważając na małego Brajanka, który odsypia sobotnią dyskotekę, naparzała jęzorem, ile tylko Bozia sił w gębie dała.
- A widziała, widziała. Toż, to laboga! Takie pomyleńce, że to Święta Ziemia nosi! - Aniela wtórowała, grzmocąc fajerwerkami na kuchni z taką werwą, że samego Wszechmogącego by obudziła ze snu po dziele stworzenia, a co dopiero wątłe chucherko, ledwie 65 kg, które wytarmosiło swoje ciałko w rytmach „Bangarang”.
- One „geje” sie zwom. Tak mówio w patrzadle. - Kobieta ściszyła głos, jakby bała się, że Baciuszka usłyszy.
- No, tam nie tylko geje Miłciu, tam też te, co to myślom, że som babami, ale chopy z nich takie, że dali Bóg! - Skończywszy zdanie, machnęła ręką — niby babko oburzone, ale też podekscytowane, niby jej to przeszkadza, a jednak coś nowego – pleciugi mają temat na cały dzień.
- Anielciu, jaki to je świat tera? Ani to chopy, ani to baby...
- Ano, ani to chopy, ani to baby, święte słowa Michciu, święte słowa.

Data:

 Marzec2016

Podpis:

 Tomasz Z.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79883

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl