DRUKUJ

 

Amant

Publikacja:

 16-09-19

Autor:

 mbrznk
Szedł Amant nocą do celu swych pragnień. Dystans długiego i ciemnego korytarza oraz drzwi na jego końcu, dzieliły go od aksamitu skóry młodej hrabiny. Dodawał sobie animuszu, głośno i rozmyślnie stukając, świeżo skradzionymi lakierkami, z portugalskiej skóry.
Niósł wysoko uniesiony kaganek z długą białą świecą. Choć brudny, to dumny bo, wypachniony, kroczył korytarzem zamaszyście wysoko podnosząc swoje mizerne nogi. Oznajmiał w ten sposób zgromadzonym, przy zamkach drzwi przylegających pokoi, wpatrzonych na niego z ukrycia, że oto on, król, nie tylko tej, nocy, zdobywca, idzie po swoje.

Na tę myśl, podbił jeszcze dostojność swojej pielgrzymki. Jak w policzek oprycha, czarną rękawiczką, walił zuchwale obcasem marmurową posadzkę. Echo kroków niesionych korytarzem i towarzyszący mu rosnący szmer niewyobrażalnego zachwytu i podziwu zza drzwi, które mijał po drodze, podsycały żar rosnący i rozlewający się, w jego rachitycznym ciele.

Wrzawa, niesiona jak iskra lontu, dotarła do celu. Wrota hrabiny rozwarły się z lubieżnym, niskim pomrukiem. Dostrzegł wyraźniej cel swojej podróży, w tym i blask ciepłego światła pokoju i wygięte w spazmie rozkoszy, nagie ciało, na aksamitnym szezlongu. Zwilżył pieczołowicie i obficie językiem swoje suche wargi. Wciągnął w nozdrza jej słodki zapach, niesiony długim woalem. Zamknął oczy i podniósł oczarowany głowę, krzywiąc ją delikatnie na bok w lubieżnym zachwycie.

Niczym pstryczek w nos, czy widok zgniłej wisienki na torcie, poczuł Amant silniejszy, pojedynczy pomruk wiatru i głośny trzask, zamykanego z impetem włazu. Rozwarł powieki. Ciemność. Zamknął i otwarł powieki. Mruga. Ciemność. Cały czas ciemność!
Serce zaczęło mu bić szybciej. Przycichli w stuporze gapie za drzwiami, jeszcze chwile temu, przychylni. Wyczekiwali na jego ruch. Co za afront! Skąd ten przeciąg? Treść i natłok podejrzeń sprawił, że wściekły, w gestykulacji, wypuścił z rąk świeczkę.
Schylił się i na czworakach, zaczął jej szukać. Kroczył dookoła, w kierunku bez jasnego celu. Włożył rękę do wiadra z wodą.
– Psiakrew – przeklął.

Wstał raptownie, od czego zakręciło mu się w głowie. Dla zachowania równowagi, odchylił prawą nogę, która wylądowała w tym samym wiadrze, w którym, chwilę temu, nawilżał przypadkowo swoją dłoń.

Kopnął wiadro, które z łoskotem uderzyło w ścianę, tuż obok niego. W odpowiedzi poczuł, że coś zalewa mu twarz i koszulę. Podniosła się wrzawa za drzwiami. Stał wściekły, zrezygnowany i mokry. Sterczał bez ruchu, a dźwięk jego miarowych kroków, zastąpiły krople spływające z przemoczonego ubrania, niosące się echem we wszystkie strony ciemnego korytarza.

Ktoś otworzył drzwi. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę, łapiąc zagubioną w ciemności orientację. To te drzwi! Nadzieja na nowo odżyła. Serce wybijało rytm. Ruszył pospiesznie w ich stronę zapominając o wszystkim, co go powstrzymało. Po czterech chwiejnych krokach, na śliskim podłożu i w kradzionych butach, potknął się i uderzył z łoskotem kośćcem o posadzkę.
– Pieprzona woda – zasyczał zrezygnowany, dotykając czołem chłodnej posadzki.

Kiedy uniósł głowę, gdy cień bezdźwięcznie zbliżał się do jej jasnego pokoju. Wdarł się do środka bezszelestnie, a potem z hukiem zaryglował za sobą potężne, nieposkromione wrota. Co rusz wywoływał i wtórował głośnej salwie śmiechu. Potem szeptał, coraz ciszej i ciszej, aż zamilkli.

A on, jak to Amant. Został sam, w ciemnej i mokrej od łez, dupie. Bez cienia i bez nadziei.

Data:

 18 listopad 2016

Podpis:

 mbrznk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79916

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl