DRUKUJ

 

Zapach siostrzanego strachu

Publikacja:

 16-10-27

Autor:

 dzik
Ruszyli w drogę w milczeniu żegnani smutnymi spojrzeniami prawie wszystkich członków rodziny Halszki. Dzik nie czuł się dobrze zabierając komuś dziecko, lecz wiedział, że gdyby tego nie zrobił dziewczynka najpewniej zginęłaby z głodu. Halszka wbijała wzrok w swoje zaciśnięte na kolanach dłonie, a jej ciałem wstrząsały dreszcze, po policzkach nie płynęły jednak łzy. Dziewczyna była zdeterminowana nie dać po sobie poznać żalu. Gdy ostatnie chaty zniknęły za drzewami dziewczyna nagle odwróciła się w kierunku wsi, jakby ktoś ją zawołał. Za nimi nie było jednak nikogo. Dzik położył dłoń na jasnych włosach Halszki i, chcąc ją pocieszyć, szepnął banalne „Będzie dobrze”. Jaka mięciutka. Mogę jeszcze raz? Mogę, mogę, mogę? Proszę. Dziewczyna lekko skinęła głową i wróciła do wpatrywania się w swoje kolana. Do pierwszego postoju wcale ze sobą nie rozmawiali. Podczas przygotowywania posiłku dziewczyna, wydawałoby się, zapomniała całkowicie o poprzednich wydarzeniach i z werwą zabrała się do pomocy. Jedzenie smakowało jej niezmiernie, głównie dlatego, że od dawna była głodna, ale i z powodu mięsa, którego zazwyczaj nie dostawała.

— Poczęstuj się. — Dzik podsunął jej pod nos torbę ze słodyczami.

Dziewczyna niepewnie sięgnęła po cukierek i podziękowała spoglądając mu na moment w oczy. O mamo, ależ ona jest słodka. Tak sobie siedzi cichutko i zajada tego cukierka. Też bym ją sobie tak zjadł. Do tego, o co chodzi z jej ubraniami? Przecież musi jej być zimno. Nie wolno pokazywać tyle skóry, to niezdrowo. Oczywiście nie narzekam, mnie się tam podoba, ale nie jestem pewien ile jeszcze uda mi się nie próbować ogrzać jej własnym ciałem. To znaczy teoretycznie mógłbym. Mógłbym, prawda? Przecież jest moja. Zapłaciłem, tak? No zapłaciłem, więc jest moja. Jesteś moja wiesz? Nie, nie mogę, nie wolno gwałcić małych, słodkich dziewczynek. Jeżeli by była chętna to co innego, ale na razie nie wolno. Przestań sapać Dzik, przestań. Dzik widząc, że Halszka jest lekko ubrana wstał i rzucił jej swój zapasowy płaszcz.

— Masz, zawiń się.

Dziewczyna ciasno opatuliła się ubraniem i podziękowała po raz kolejny. Jak to było? Męskie ubranie na dziewczynie jest niczym flaga na zdobytym forcie?

— Będę ci musiał kupić jakieś cieplejsze ubrania, bo inaczej to mi uświerkniesz w zimie.

Niedługo później ruszyli dalej, podróży nadal nie urozmaicała im rozmowa. Gdy zaczęło się ściemniać Dzik, choć do całkowitych ciemności było jeszcze daleko, zarządził, że zatrzymują się na noc. Z pomocą Halszki oporządził konie i przygotował dla niej posłanie obok swojego. Po zjedzeniu lekkiej kolacji, nie mając nic innego do roboty oboje położyli się spać. Dzik leżąc i wpatrując się w sufit wozu usłyszał ciche łkanie dochodzące z boku. Czyli w końcu pękła, co? Nie wiedząc jak mógłby pocieszyć dziewczynkę, postanowił na razie się nie odzywać, zamiast tego udając, że nic nie słyszy. Po kilkudziesięciu minutach łkanie zostało zastąpione miarowym oddechem. Nagle otworzył szeroko oczy rozglądając się czujnie. Odgłos oddychania nie dochodził od strony Halszki, tylko z zewnątrz. Dzik postanowił wciąż udawać, że śpi i zaczął uważnie obserwować wejście. Pojawiła się w nim skryta w mroku kaptura twarz, a zaraz potem cała sylwetka mężczyzny z nożem. Nieznajomy zaczął skradać się w kierunku posłań, podnosząc jednocześnie nóż do dźgnięcia. Więcej Dzikowi nie było trzeba, szybkim ruchem rzucił, stojącym w zasięgu ręki, kubkiem w kierunku napastnika, jednocześnie zrywając się na nogi. Przeliczył się jednak nieco, zanim zdążył wstać przeciwnik odzyskał równowagę i ciął szeroko nożem. Dzik syknął z bólu gdy ostrze rozcięło mu lewe przedramię. Udało mu się jednak złapać nadgarstek trzymający nóż. Będąc zdecydowanie silniejszym wytrącił nóż z ręki zdezorientowanego zabójcy i wykręcił mu ręce. Zrobili przy tym sporo hałasu, który obudził Halszkę.

— Hala, nie wychodź z wozu. — Dzik wypchał napastnika na zewnątrz chowając się za nim jak za tarczą.

— Jest was więcej? — warknął, jednocześnie ściągając mężczyźnie kaptur.

— Nie! Nie, jestem sam!

Niedoszły zabójca okazał się całkiem młodym chłopakiem, którego twarz wydała się Dzikowi znajoma. Po rozejrzeniu się po okolicy i upewnieniu, że złapany człowiek mówił prawdę rzucił go na ziemię.

— Halszka, już dobrze. Przynieś mi jakiś sznur.

Dziewczyna wybiegła przerażona niosąc ze sobą mocną linę, po czym, zobaczywszy kogo przytrzymuje jej pan, stanęła osłupiała. Odruchowo przekazała linę do wyciągniętej ręki, a Dzik zabrał się do wiązania leżącego człowieka.

— Halszka, czy wiesz może dlaczego twój brat chciał mnie przed chwilą zabić? — zapytał dziewczynę tonem odpowiednim raczej do spokojnej rozmowy przy herbacie.

Teraz, wiedząc kim był napastnik, nie miał się już czego obawiać i zabrał się do opatrywania rozcięcia na ręce.

— Nie... — urwała. — Chciał zabić? — szepnęła z przestrachem.

— No to może kawaler się wypowie? — zapytał wskazując na niego nożem. — Zdajesz sobie sprawę, że próba morderstwa to ciężkie przestępstwo? Za takie coś ludzie lądują jako niewolnicy w kopalniach.

— Panie, ja nie... Ja przepraszam...

— Martwemu przeprosiny na nic by mi się zdały — wszedł mu w słowo Dzik. — Właściwie żywemu też mi się nie przydadzą. Dlaczego chciałeś mnie zabić? — Zbliżył nóż do gardła chłopaka.

— Halszka... Halszka, chciałem ją ratować — wycharczał. — Jak tylko się dowiedziałem, że ojciec ją s-sprzedał, to wybiegłem i chciałem ratować. Nie wiedziałem co robić. Przepraszam, przepraszam — jęczał coraz mniej składnie.

— No tak, większość ludzi gdy nie wie co robić to dźga innych nożem. Najchętniej to bym cię teraz tak sprał kijem żebyś całą zimę nie usiadł, ale coś mi się wydaje, że to by wcale nie pomogło.

— Panie, ja...

— Zamknij się i słuchaj. Jakbym ci przylał to byś miał tylko kolejny powód, żeby mi gardło poderżnąć. Dlatego mam lepszy pomysł. Kochasz swoją siostrę prawda? — zapytał niespodziewanie.

— Ta-Tak panie.

— Hala przynieś mi kij którego używałem do smażenia.

Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie, przynosząc około metrowy giętki patyk o średnicy około centymetra.

— A teraz zdejmij sukienkę i wypnij tyłek.

— Nie! — krzyknął wściekle brat Halszki zrozumiawszy do czego dążył Dzik.

— Nie? A niby jak zamierzasz mnie powstrzymać?

— Panie, błagam, wszystko, tylko nie ją. Zróbcie ze mną co chcecie... Ugh — zakrztusił się szmatą, którą Dzik wepchnął mu do gardła jako knebel.

— Spokój. Halszka na co czekasz? — Na te słowa dziewczyna zrzuciła z siebie ubranie, obróciła się tyłem i oparła o koło wozu. Jej ciałem wstrząsały dreszcze spowodowane strachem i zimnem.

— To nie tak, że zrobiłaś coś źle, po prostu muszę pokazać twojemu bratu do czego może doprowadzić jego głupota. Bo to przez niego tu stoisz. Przez niego i dla niego. Może kiedyś mu to wybaczysz, ale on sobie nie wybaczy i oto chodzi, bo może następnym razem trochę pomyśli i przeżyje. Dlatego muszę bić mocno. Będę bić z całej siły. Masz, zagryź — podsunął jej przed usta kawałek drewna. — Gryź z całej siły i staraj się wytrzymać wszystkie trzydzieści razów.

Gdy Dzik wypowiedział liczbę uderzeń chłopak szarpnął się w więzach. Dziewczyna oddychała nieregularnymi chełstami, a po jej policzkach płynęły łzy, lecz posłusznie wzięła oferowane drewienko do ust. Dzik stanął za nią i przyjął pozycję do uderzenia i zauważył, że po niekontrolowanie dygoczących nogach Halszki spływa jej mocz. Momentalnie odrzucił kij, wyjął z kieszeni chustkę i zapewniając dziewczynę o jej bezpieczeństwie zaczął wycierać jej uda. Gdy śnieżnobiały materiał z wyhaftowaną literą D całkowicie przesiąkł płynem Dzik podszedł do związanego młodzieńca i przycisnął mu go do nosa.

— Czujesz!? Wąchaj! Tak pachnie strach twojej ukochanej siostry. Strach, który czuła przez twoją głupotę. Zapamiętaj ten zapach! Zapamiętaj go dobrze! — Dzik potrząsał ogłupiałym chłopakiem, krzycząc na niego. Wyszarpnął mu knebel z ust i uspokoił się nieco.

— Za każdym razem gdy nie będziesz wiedział co robić, wąchaj ten strach i decyduj tak, żeby nikt nie musiał się już tak bać. Zrozumiałeś?

Odpowiedziało mu energiczne kiwanie głową.

— To teraz leć do domu i nie zatrzymuj się dopóki tam nie dotrzesz — rozkazał rozcinając mu więzy.

Chłopak wstał i ruszył biegiem w stronę wsi potykając się co chwila i nie oglądając się za siebie. Dzik podszedł do zdezorientowanej Halszki, która nadal stała nago obok wozu. Podniósł ją delikatnie i zaniósł do wnętrza wozu.

— Już dobrze, już dobrze — pocieszał ją, głaskając po głowie. — Byłaś bardzo dzielna, dziękuję ci. Dziękuję i przepraszam.

Dziewczyna przylgnęła do niego całym ciałem, nadal nie mogła jednak wyrównać oddechu. Dzik owinął ją kocem i, gdy już uspokoiła się nieco, posadził na jednej z leżących w pobliżu skrzyń. Następnie wyjął z kufra czystą tkaninę, zamoczył ją w wiadrze z wodą i zaczął wycierać nogi Halszki do czysta. Gdy zbliżał się niebezpiecznie blisko do krocza dziewczyna mimowolnie zasłoniła się i złożyła nogi razem.

— M-mogę to zrobić sama.

Eeh? Naprawdę? No, a nie mógłbym, no troszkę chociaż, przecież nie mówię, że bym chciał ci tam coś. No dobra, chciałbym, ale bym przecież nic nie zrobił. Tylko wytarł, dokładnie i sprawdził czy wszystko wytarte, też dokładnie, ale nic więcej. No obiecuję, że nic. No proszę. Byłem już tak blisko. Dlaczego mi to robisz? Dzik przyznał dziewczynie rację i rzucił jej szmatę. Gdy tylko doprowadziła się do porządku podszedł do niej, jeszcze raz przeprosił i pocałował w czoło.

— Sukienkę trzeba będzie jutro wyprać. Będziesz musiała spać zawinięta w koc. Dam ci kilka dodatkowych skór, powinno być w miarę ciepło.

Gdy leżeli obok siebie Dzik zaczął analizować zajścia tego wieczora. Co jest takiego w przerażonej dziewczynie, że nie mogę przestać myśleć o jej rozdygotanych nogach? Możliwe, że to chęć obrony słabszej istoty. No bo przecież wiadomo, że obrona wiąże się z wdzięcznością, a wdzięczność trzeba jakoś wyrazić. Dzik, nie sap. Teraz ona leży tu obok mnie całkiem nago. To znaczy pozawijana w koce, ale gdyby jej kazać. Nie, gdyby ją poprosić. Dzik, co ja mówiłem o sapaniu? Nie wolno i już. Idź spać.

Następnego ranka Dzik obudził się czując ból w obu rękach. Gdy spojrzał w lewo i zobaczył bandaże przypomniał sobie zakończenie poprzedniego dnia. Zaraz potem zwrócił się w prawo i zobaczył nagą Halszkę śpiącą na jego ręce i śliniącą mu się na ramię. Słodka, urocza, piękna, chcę, moja, nie oddam.

— Hej, wstawaj. Nie czuję ręki.

Potrząsnął dziewczyną. Powoli otworzyła oczy, po czym, zdając sobie sprawę co się dzieje, zerwała się i, czerwona jak burak, zasłoniła kocem.

— P-przepraszam.

Zaraz, czy ona trzymała moją dłoń między udami? Spokój, tylko spokój nas uratuje. Mamusiu ciągle czuję jej ciepło. Po co ja ją niby budziłem? Wracaj tu w tej chwili. Wróć proszę. Wrócisz prawda?

— Nic się nie stało — odpowiedział spokojnie Dzik masując sobie dłoń.

Data:

 2016

Podpis:

 Dzik

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80023

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl