DRUKUJ

 

Ukojenie #5

Publikacja:

 17-01-10

Autor:

 Agnes1709
Ocknął się około 6:00 i spojrzał na dziewczynę – nadal spała przytulona. Chciał wstać, napić się wody, ale bał się ruszyć, żeby jej nie zbudzić. Egzystował tak kilka minut, w końcu wysunął się najdelikatniej jak mógł spod jej ręki, lecz gdy tylko stanął na nogi, od razu nim zachwiało. Kręciło mu się w głowie, miał w niej kompletny nieład. Głód, do tego fizyczne wypalenie po ostatnich używkowych ekscesach dały już o sobie znać. Pierwszy raz od kilku lat... wytrzeźwiał!
Ciężko wlókł się do kuchni i zaraz sięgnął po fajki. Zapalił, ale gdy tylko to zrobił, zerwało go na wymioty. Zgasił prawie całego i nalał wody do szklanki. Pił ją powoli, kompletnie mu nie smakowała. Wrócił do salonu i spojrzał na butelkę z alkoholem, lecz na sam widok targnął nim odruch zwrotny. Wyszedł na zewnątrz i ciężko złapał powietrze. Dumał chwilę, wreszcie udał się do szopy po zioło. Alkoholu nie tknął, ale skręta musiał zapalić. Wiedział, że pomoże mu to chociaż na godzinę, poza tym musiał odwieźć dziewczynę, a nie był w stanie utrzymać się na nogach, a co dopiero prowadzić samochód.
Kręcił go dobre dwie minuty. Wszystko się w nim trzęsło, miał dziwne dreszcze, napady zimna i gorąca. Usiadł na schodach i odpalił. Jarał szybko, co chwila oglądając się w kierunku kanapy. Skończył błyskawicznie. Wrócił do domu, usiadł pod ukochanym plakatem i oparł się o ścianę. Chęć na fajkę rozrywała mu płuca. Siedział tak parę minut i dopiero, gdy poczuł, że narkotyk zaczyna działać, podszedł zapalić. Rwało go nadal, ale wypalił całego.
Nie mógł zrozumieć, czemu nie da rady się napić? Zawsze, nawet w najgorszych używkowych zejściach, był w stanie sięgnąć po alkohol. "Napiję się potem” – pomyślał.
Trawa spełniła swoją powinność, poczuł się trochę lepiej. Sprawdził godzinę – 6:30. Wziął ołówek, szkicownik i usiadł przy ścianie, naprzeciwko dziewczyny. Spała jak zabita. ”Na pewno wcześniej wstanę...” – pomyślał Trevor, uśmiechnąwszy się pod nosem.
Ręce mu trochę drżały, ale naszkicował ją błyskawicznie, notabene ogromną przyjemność sprawiało mu rysowanie jej ładnej twarzy. Gdy skończył, położył rysunek na ziemi i znów poszedł na papierosa. Ten szedł mu już lepiej. Głód męczył go strasznie, zjadłby konia z kopytami. Ponownie spojrzał na zegarek – dochodziła 7:00. "Kurwa, czemu jest tak wcześnie?” – ogarniała go złość i zniecierpliwienie. Przespałby się jeszcze, ale wiedział, że potem ciężko mu będzie wstać. Butelka chodziła za nim jak cień, ale starał się o niej nie myśleć. Nie mogąc usiedzieć w miejscu poszedł do samochodu, otworzył tylne drzwi i pozbierał cały syf z siedzenia. Wziął wszystko pod pachę i machnął niechlujnie do szopy. Wrócił do domu i usiadł w tym samym miejscu. Gapił się na blondynkę jak zahipnotyzowany, w końcu mógł się spokojnie napatrzeć. Nawet nie czuł, kiedy przysnął.


Otworzył oczy i w rozmazanym obrazie zobaczył niewyraźną sylwetkę Emmy. Gdy obraz zaczynał się stabilizować zauważy, ł że nie śpi, tylko się mu przygląda.
– Dzień dobry. Wygodnie ci tam? – uśmiechnęła się.
– Nie najgorzej – odwrócił szkicownik rysunkiem do ziemi.
– Masz talent.
– Amatorszczyzna – palnął głupio, zmieszany.
– Mogę go wziąć?
Zamyślił się.
– Jasne – odparł po chwili.
Nie był zadowolony, ale wyrwał kartkę i podał dziewczynie.
– Więc tak wyglądam, jak śpię? – zaśmiała się. – Pięknie rysujesz.
– Dzięki – uśmiechnął się i spojrzał na godzinę – dochodziła 8:00
– Tak, masz rację, musimy się zbierać – oświadczyła Emma. – Muszę tylko skoczyć do łazienki.
– Prosto i w prawo, ostatnie drzwi – wskazał jej ręką.
Gdy poszła, on biegiem zerwał się do rzęcha, nabrał trochę zielska, zawinął w jakiś papier i schował w kieszeń. Odpalił fajkę i stanął w progu w oczekiwaniu, aż ślicznotka wyłoni się z toalety. W końcu wyszła.
– Powinieneś coś zjeść – powiedziała, widząc, że jest jakiś osowiały.
– Jedziemy? – zapytał, szybko zmieniając temat.
– Tak.
Wsiedli do samochodu. Przekręcił kluczyk, ale silnik nie odpalał. Przekręcił drugi raz –
– znowu nic. Próbował tak chyba z tysiąc razy.
– Pierdolony złom! – trzepnął rękoma w kierownicę, ale po chwili przyjrzał się wskaźnikom na desce rozdzielczej. – No tak, oczywiście nie zatankowałem! Poczekaj minutę.
Poszedł do szopy, podniósł stojący tam kanister, ale zaraz odrzucił w kąt. Wrócił do auta.
– Musimy zadzwonić po taksówkę, nie mam paliwa.
Wziął telefon i zamówił środek lokomocji.
– Będzie za dwadzieścia – trzydzieści minut. Chodź do domu.
– Posiedźmy tu.
Spojrzał na pannę, nie odzywając się. Widziała, że jest zły, zwłaszcza po wyrażeniu, którego użył w stosunku do samochodu. Również milczała, nie chciała go chyba jeszcze bardziej złościć.
Siedzieli tak kilka minut, w końcu Trevor wysiadł z auta, wyjął zioło i zaczął kręcić blanta. Kompletnie przestało go obchodzić, co 29-latka sobie pomyśli. Za chwilę już palił. Szybko się z nim uporał i wsiadł do wozu. Emma nadal milczała. Trevor odniósł wrażenie, że się zlękła.
– Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem.
– Nie wystraszyłeś, po prostu nie widziałam jeszcze, jak się złościsz – uśmiech powoli wracał na jej twarz.
Spojrzał na zegarek, a później na nią.
– Mógłby się pośpieszyć – warknął.
W końcu taksówka przyjechała. Chłopak wziął od kierowcy kanister i zatankował samochód.
– Niech pan chwilę poczeka – zwrócił się niego.
Wsadził głowę do Forda.
– Chcesz jechać z nim, czy ze mną?
– Z nim tu nie przyjechałam – uśmiechnęła się kąśliwie.
Trevor się rozweselił, wziął portfel z fotela i zapłacił taksówkarzowi. Dochodziła 8:30. Odpalił i ruszył dość ostro. Jechał szybko, po kwadransie był już koło jej domu. Odprowadził ją pod drzwi i panna zadzwoniła do mieszkania. Rozległo się niewyraźne: ”Słucham”.
– Otwieraj! – krzyknęła wkurzona.
Drzwi zabrzęczały i Emma stanąwszy w nich, odwróciła się do chłopaka.
– Wejdziesz?
– Nie, pojadę.
– Śpieszysz się? Chodź, odświeżę się szybko i pójdziemy na śniadanie.
Nie odpowiedział, tylko bez apatycznie ruszył za nią. Nie lubił chodzić po cudzych domach, choć z drugiej strony nie chciał się jeszcze rozstawać.
Weszli na górę. Trevor czuł się trochę niepewnie, ale starał się to ukryć.


Mieszkanie było bardzo małe. Od wejścia, w poprzek, ciągnął się niewielki korytarz, po lewej stronie, na samym jego końcu, znajdowała się łazienka, po prawej natomiast jakiś pokój. Naprzeciw drzwi wejściowych mieścił się salon. Przy jego lewej ścianie stał regał, dalej było wejście do kuchni, a na samym końcu, w rogu, na dość sporej komodzie stał telewizor. Po prawej umieszczona była kanapa, a naprzeciw drzwi, pod oknem, mały stolik. Nad łóżkiem wisiał obraz z końmi.


Już od wejścia Trevor zobaczył niewysokiego, bardzo szczupłego, dwudziestoletniego chłopaka, mającego nie więcej jak metr siedemdziesiąt wzrostu. Kolor ściętych na mniej więcej dwa centymetry włosów miał trochę jaśniejszy do Emmy. Siedział, wyciągnięty na kanapie i wyglądał na kompletnie niezainteresowanego pojawieniem się siostry. Dziewczyna od samego wejścia do salonu zaczęła na niego krzyczeć:
– Czy ty nie możesz raz posiedzieć w domu?! Nie pomyślisz, że ktoś może zapomnieć kluczy?! Tylko ćpanie ci w głowie! Dobrze, że rodzice tego nie widzą!
– Nie drzyj się, nie moja wina, że masz sklerozę – chłopak był wielce zadowolony.
– Szkoda mi słów na ciebie! – odwróciła się i podeszła do Trevora.
– Chodź, siadaj.
– Postoję.
Pociągnęła go za rękę.
– Siadaj, to potrwa kilka minut. I nie zwracaj uwagi na tego gówniarza!
Wściekła, poszła do łazienki. Chłopak podszedł do młodzika i wyciągnął rękę.
– Trevor.
– Tommy – gówniarz uścisnął mu dłoń i szatyn klapnął koło niego.
Siedział i się nie odzywał, za to młodzik co chwila chichotał z jakiegoś filmu.
– Można tu zapalić? – spytał w końcu starszy chłopak.
– Chodź do kuchni, zawsze wrzeszczy, jak jaram w pokoju.
Małolat był kompletnie wyluzowany. Usiedli w kuchni i zapalili. Młodszy chłopak zajrzał do lodówki, po czym odwrócił się do gościa.
– Chcesz coś do picia?
– Nie, dzięki.
W kuchni było trochę jaśniej. Trevor przez dość spory okres czasu przyglądał się oczom Tommy'ego i teraz był już pewny, że trawa to nie jedyny środek, jaki zażył. Pomyślał o Emmie, która nie miała o niczym pojęcia. Nie chciał się wtrącać, lecz w końcu nie wytrzymał:
– Co brałeś? – wyjechał.
Chłopaka zamurowało i nagle stracił swój dobry humor.
– Nic – odparł.
– Nie wiem, co wziąłeś, ale nie rób tego więcej. Ona martwi się o ciebie.
– Nic nie brałem! – spłoszył się młodzik.
Trevor od razu zauważył, że gówniarz stracił pewność siebie. Siedzieli przez chwilę, milcząc.
– Ona wie, że palisz! – poinformował go w kwestii trawy.
Przerwała im Emma, wchodząc do kuchni.
– Wypijmy kawę. W barze nie mają dobrej – włączyła ekspres.
Chłopak patrzył na Tommy'ego i widział w jego oczach strach, spowodowany perspektywą ujawnienia Emmie prawdy. Lecz milczał, patrzył tylko od czasu do czasu to na niego, to na ślicznotkę. Dostał kawę i zapytał:
– Mogę zapalić?
– Śmiało – odparła dziewczyna. – A ty weź się za sprzątanie, jak wyjdę! – huknęła do brata.
– Dobra, nie drzyj się już – był wyraźnie poddenerwowany.
– Chodź, gówniarz działa mi na nerwy – rzekła do Trevora.
Usiedli w pokoju. 27-latek szybko wypił kawę, panna jeszcze nie. Znów się jej przyglądał.
– Zapomniałam twojego rysunku – obwieściła, niezadowolona.
– Zabierzesz innym razem... mam nadzieję – uśmiechnął się niemrawo.
Nie bardzo chciało mu się gadać. Cholernie źle się czuł i napiłby się czegoś, albo chociaż jeszcze trochę przespał. Od rana katował się wizytą u matki i ciągle to za nim łaziło.
– Idziemy? – zapytała dziewczyna, odstawiając pustą szklankę.
– Tak.
Będąc już w progu spojrzał jeszcze na Tommy'ego, który sprawiał wrażenie szczęśliwego, że już wychodzą. Zaraz byli w samochodzie, a po kilku minutach przy lokalu. Gdy weszli do baru, gdzie spotkał ją na śniadaniu, od razu zauważył wkurzającego barmana. Skrzywił się. Podeszli do lady i złożyli zamówienie. Po trzech dniach głodówki Trevor marzył o czymś do żarcia. Po dziesięciu minutach dostali to samo, czyli stek, tylko dziewczyna jak zwykle z jakimś zielskiem. Trevor zerknął na zawartość jej talerza i nagle uderzył głośnym, intensywnym śmiechem.
– Czemu wszystkie kobiety jedzą jakieś rośliny? Przecież to nie ma wyrazu – śmiał się jak opętany.
Spojrzała na niego, jak na idiotę.
– Przepraszam – wystękał, ale chichotał dalej.
– Cieszę się, że poprawił ci się humor – patrzyła na niego ciepło.
Już chciał ugryźć swoją porcję, ale zaraz spojrzał na jej talerz i znowu zaczął rżeć. Zaraz wstał.
– Przepraszam. Pójdę na chwilę do łazienki.
Stanął w niej i wył dalej, kompletnie nie mogąc się opanować. Tkwił tam kilka chwil, przemył twarz wodą i powoli wrócił do Emmy. Usiadł przy stoliku i delikatnie jeszcze chichocząc, wziął się za posiłek. Wchłonął go momentalnie. Dziewczyna siedziała i przyglądała się jego wariacjom. Spojrzał na nią i zobaczywszy jej dość dziwną minę, od razu się uspokoił. Zrobiło mu się niewiarygodnie głupio, że tak się rzucił na to jedzenie.
– Przepraszam –mruknął.
– Nie szkodzi, fajnie, że w końcu coś zjadłeś.
Zapadła chwila milczenia. Trevor spojrzał na zegarek – 10:15. Po tej kawie czuł się jeszcze gorzej, ciśnienie mu podskoczyło.
– Masz ochotę na coś jeszcze? – zapytał dziewczynę. Sam chciałby drinka, ale się powstrzymywał.
– Nie, dzięki.
– Chcesz jeszcze posiedzieć, czy pójdziemy? Zapaliłbym papierosa.
– Dobrze, chodźmy.
Trevor już chciał iść w stronę samochodu, kiedy usłyszał:
– Przejdźmy się, to dwadzieścia minut drogi.
Nie powiedział nic, tylko grzecznie ruszył za blondynką. Spacerowym krokiem udali się w stronę sklepu, gdzie pracowała. Był w odległości trzystu, może czterystu metrów.
Szli tak około trzydziestu minut. Trevora nieustannie męczył ten niewdzięczny telefon i zamyślił się głęboko. Emma widziała, że znów od rana coś go trapi, ale nie przerywała jego zadumy. Gdy doszli na miejsce, przystanęli na chwilę. Uścisnęła go.
– Dziękuję ci za wszystko.
Znów poczuł się dziwnie.
– Zadzwoń, jak będziesz miał chęć. Jutro mam wolne – podała mu kartkę z numerem.
– Zadzwonię.
– Cześć – rzuciła, dając mu całusa w usta i się oddaliła.
Przeszedł go miły dreszczy i zamurowało go nieco, przez co nie zdążył jej odpowiedzieć. Stał i patrzył za nią do czasu, aż zniknęła w sklepie. Poczuł lekki smutek, ale zaraz szybko poszedł do auta. Po pięciu minutach dojechał pod knajpę, gdzie bywał Mike. Wszedł do środka i zaraz zobaczył kumpla. Kupił dwa piwa i podszedł do niego.
– Czy ty czasem zmieniasz miejsce pobytu? – zaśmiał się, podając mu rękę.
– Nie.
– Czy prócz zielska sprzedawałeś coś wczoraj jakimś małolatom? – zapytał, stawiając butelki na stole.
– Jakim małolatom?
Trevor wyjaśnił, o co chodzi.
– Nie, poza tym nic nie mam.
Mike odpalił skręta.
– Tak oficjalnie? – zapytał szatyn, spoglądając na barmankę.
– Laska jest w porządku.
Spalił pół i podał przyjacielowi, który wykończył go w moment. Siedzieli tak około kwadransa, rozmawiając o starych czasach, gdy nagle Trevor zamilkł. Zbiegiem okoliczności do knajpy właśnie wszedł natręt z niewdzięcznego pubu. Od razu zauważył chłopaka i uśmiechnął się złośliwie, choć raczej bez entuzjazmu. Stanął przy ladzie, rzucił na nią jakieś papiery, po czym zaczął rozmawiać z barmanką. Trevor zrobił dość dziwaczną minę. Koleś stał przy barze, a chłopak, wyraźnie już poirytowany, przyglądał mu się co chwilę spode łba.
– Co jest? – zapytał wreszcie Mike.
– Nic... pójdę po piwo.
Podszedł do lady i stanął obok dupka najbliżej, jak się dało. Ten na chwilę umilkł.
– Poproszę jeszcze dwa razy – rzekł Trevor, patrząc kątem oka na bydlaka.
Gość się nieco odsunął.
– Macie Marlboro? – kontynuował.
– Tak
– Wezmę paczkę.
Chwycił wszystko i ruszył do stolika, obejrzawszy się w połowie drogi.
– Stary, co jest grane?! – powtórzył widocznie zaintrygowany Mike
Szatyn odpowiedział milczeniem, natychmiast otworzył fajki i poczęstował kolegę. Był w połowie piwa, gdy nagle koleś ruszył w stronę wyjścia. Trevor wstał i szybko zgasił niedopałek.
– Na razie! – podął rękę przyjacielowi.
Rzucił na stolik parę banknotów i szybko ruszył w stronę drzwi. Mike z lekkim zdezorientowaniem patrzył na oddalającego się chłopaka. Ten wyłonił się delikatnie z knajpy i spojrzał w lewo – gbur był już prawie pięćdziesiąt metrów dalej.
Ruszył za typem. Chwycił po drodze leżącą przy budynku, pękniętą cegłę i mocno zacisnął w ręku. Szedł już dobre dziesięć minut, trzymając się cały czas w tej samej odległości. Coraz mocniej ściskał kamień w dłoni. Bydlak chyba wiedział o obecności szatyna, bo gdy ten odpalił papierosa, nieco przyśpieszył. Szedł, nie odwracając się ani razu, w końcu, po kilku minutach, delikatnie się obejrzał. Znowu przyśpieszył.
Trevor śledził faceta jeszcze przez około sto pięćdziesiąt metrów, w końcu ten wszedł do ładnego, nowego budynku. Odwrócił się jeszcze przed wejściem, po czym zniknął za drzwiami. Chłopak chciał wejść za nim, ale drzwi były zamknięte. Przejechał wzrokiem po numerach za szybką, umieszczoną przy wejściu, lecz nic nie wydedukował. Stał tam dość długo, w końcu zrezygnował i udał się w miejsce, gdzie zaparkował samochód. Spojrzał na zegarek – parę minut po dwunastej.
Do domu dojechał bardzo szybko. Po wejściu do środka od razu nalał sobie całą szklankę whiskey, którą wypił jednym tchem. Zapalił papierosa i położył się na niezłożonej jeszcze kanapie. Muliło go na spanie, ale nie chciał przespać wizyty u matki. Mimo to zasnął.


Obudził go telefon. Odebrał, mocno zaspany.
– No i gdzie ty jesteś?! Jest po trzeciej! – usłyszał z wyrzutem.
Zarwał się na równe nogi.
– Przepraszam, przysnąłem. Już jadę.
Pociągnął mały łyk, który pozostał w butelce i wsiadł do wozu. Zrobił skręta i za chwilę już jechał, popalając. Całą drogę myślał, jak szybko załatwić sprawę. Nie miał ochoty siedzieć tam długo, poza tym chciał jeszcze spać.
Skończył blanta i senność jakby mu przeszła. Po około czterdziestu minutach był już w mieście, gdzie stał jego rodzinny dom. Rozglądając się wkoło widział, że przez rok sporo się zmieniło. W końcu dojechał na miejsce. Stanął na progu i powoli otworzył drzwi.
– Mamo! – krzyknął.
– Tu jestem! – dobiegło z kuchni.
Wszedł do niej wolnym krokiem. Kobieta mocno go uścisnęła. Zioło delikatnie nim poruszyło.
– Co ci jest? Źle wyglądasz – od razu zauważyła jego osowiałość.
– Mówiłem, że jestem chory, poza tym nie wyspałem się w nocy – tłumaczył z pełną obojętnością, ale w środku był bardzo niespokojny. Ściany rodzinnego domu totalnie go przybiły.
– Pewnie jesteś głodny? Chodź – ruszyła do salonu. – Siadaj – wskazała mu krzesło przy stole, a sama wróciła do kuchni.
Trevor założył ręce na blat i siedział w milczeniu. Pojawił się koło niego talerz z pieczenią i chleb. Kobieta spoczęła naprzeciwko i czekała, aż zacznie jeść. Ukroił odrobinę, wziął na widelec i włożył do ust, ale zrobił to bardzo ospale. Następne podejścia niczym się nie różniły. W końcu matka zapytała:
– Czemu nie jesz? Przecież to twoje ulubione. Nie smakuje ci?
– Nie jestem głodny – wybełkotał ciężko.
– Synu, co się z tobą dzieje? Znowu coś brałeś? – patrzyła nerwowo.
Trevor siedział i milczał, ale matka nie odpuszczała.
– Chcesz się zabić?
– Nic nie brałem, jestem zmęczony! – rzucił poddenerwowany.
– Nie wierzę ci, znowu mnie okłamujesz.
Trevor był już poirytowany jej uporczywością.
– Daj mi spokój. Chciałaś coś, więc mów, zaraz muszę wracać – syknął.
Matka nie rozumiała, co się dzieje, nigdy się tak do niej nie odzywał.
– Chciałam cię zobaczyć, czy to zbrodnia?
Szatyn siedział i milczał, gdy nagle trzasnęły wejściowe drzwi.
– Cześć! – usłyszeli z korytarza.
Chłopak podskoczył na krześle, momentalnie oblewając się zimnym potem. "Kurwa, znowu będzie to samo” – pomyślał, w mig przeszywając kobietę zimnym, pretensjonalnym spojrzeniem.
– Nie miałam pojęcia, że wróci wcześniej – wyjechała 52-latka, totalnie zagubiona.
Zauważyła, że syn bardzo się zdenerwował. A on siedział i czekał... jak na wykonanie wyroku! W końcu ojciec wszedł do pokoju.
– Cześć ćpunie! – uśmiechnął się złośliwie.
Trevor spuścił głowę, a matka nie reagowała, mocno zmieszana. Mężczyzna usiadł niedaleko chłopaka.
– Przeszedł ci apetyt od tych prochów? – zapytał, spojrzawszy na jego talerz.
– Przestań! – zagrzmiała kobieta.
– No co...? Zobacz, jak on wygląda? Bezdomny na ulicy lepiej się prezentuje. Wychowałaś narkomana.
Matka spojrzała na syna, nie mając pojęcia, co zrobić. Gdyby znała prawdziwy powód paniki 27-latka, na pewno nie kazałby mu przyjeżdżać. Niejednokrotnie była świadkiem złośliwego zachowania męża w stosunku do niego, lecz o tym, że prawie codziennie katował go jak psa, nie miała pojęcia. Facet dobrze się z tym ukrywał, wiedział, gdzie tłuc. Trevor, mimo udręki, nie powiedział jej o tym nigdy. Nigdy też nie rozumiał, za co go stary tak nienawidzi.
– Wcinaj, dobrze ci zrobi po ćpaniu – kontynuował facet
– Dosyć już! – krzyknęła 52-latka.
– Muszę iść do łazienki – wycedził szatyn, wstał od stołu i sztywno-miękkim krokiem udał się do toalety.
Wszedł, i cały mokry i rozdygotany, oparł ręce o zlew. Za wszelką cenę chciał uciec z tego domu. Sterczał w łazience dość długo, w końcu wyszedł, lecz nie zdążył przejść nawet metra, bo wyrósł przed nim ojciec. Chwycił go za gardło i z całej siły przycisnął do ściany. Był wielkim facetem, więc uchwyt był bardzo bolesny.
– Matka narobiła się dla ciebie! Masz iść i to wszystko zeżreć, bo inaczej tak ci wpierdolę, że cię stąd wyniosą! Rozumiesz, śmieciu?! – jeszcze mocniej ścisnął chłopaka, unosząc do góry jego podbródek.
Trevor pomachał potakująco głową i gdy tylko ojciec go puścił, nie czekał dłużej. Zerwał się do drzwi i błyskawicznie wskoczył do samochodu. Zdążył tylko usłyszeć z progu matczyne: ”Trevor!”, ale szybko odpalił i ruszył jak szalony.
Jechał jak wariat, przez łzy prawie nie wiedząc drogi. W końcu zatrzymał wóz na poboczu i rozpaczliwie się rozpłakał. Siedział półprzytomny, ciężko nabierając powietrza. Obraz wrednej, wściekłej gęby ojca, uporczywie stał mu w oczach, powodując coraz większy żal. Po godzinie, może półtorej, udało mu się w końcu dotrzeć do domu. Wpadł do środka i od razu do kuchni. Za moment miał już w ręku butelkę, do której przyssał się jak pijawka. Pił bardzo zachłannie, dusząc się przy okazji połączonymi z alkoholem łzami. Ledwo odpalił fajkę trzęsącymi się rękoma. Zanim skończył peta, butelka była w połowie pusta, a po następnych kilku minutach nic już w niej nie było. Wstał po następną, dość mocno już podcięty. Wypicie w tak szybkim tempie całej butelki whiskey dało o sobie znać. Usiadł w kuchni, otworzył nowy trunek i znów pociągnął łyk. Siedział chwilę, po czym gwałtownie wstał i szybkim krokiem poszedł do szopy. Wyjął schowany pistolet, wsadził za jeansy i wsiadł do samochodu. Z butelką w dłoni przekręcił kluczyk i mocno wcisnął gaz. Jechał bardzo szybko, raz po raz popijając. Za niedługo znów parkował pod domem rodziców. Był już dość ostro wstawiony. Wziął z bagażnika klucz do kół i poszedł do drzwi. Gnata trzymał w drugiej ręce. Pociągnął za klamkę – zamknięte. Zadzwonił dzwonkiem –otworzyła mu 52-latka. Odepchnął ją i wbiegł po schodach. Wpadł na prawo, do jadalni, gdzie siedział ojciec i rozmachem uderzył go stalowym narzędziem w twarz. Wykręciło mu głowę, ale zaraz chciał wstać.
– Siedź! – wymierzył do niego z broni.
Ojciec usiadł w kompletnym szoku, w podobnym była matka, która wbiegła za chłopakiem.
– Spokojnie... – odezwał się mężczyzna.
– Zamknij mordę, zabiję cię, bydlaku! – ledwo gadał przez stojący w gardle kołek rozpaczy.
– Trevor, oddaj mi broń – błagała go kobieta, podchodząc truchtem.
– Nie podchodź! – krzyknął, ale ona zbliżała się nadal, bardzo wolno.
– Odejdź! – wycelował do niej.
Przysiadła przy stole, zatrwożona. Trevor obciął ojca lodowatym wzrokiem i powoli cofnął się do stojącej z tyłu szafy. Otworzył ją i wyjął czarny, skórzany pasek, z dość grubą, metalową sprzączką.
– No...! Powiedz jej, jak mnie wychowywałeś przez dwadzieścia lat! – pomachał nim, wyciągając przed siebie dłoń.
– O Boże, Trevor…! – jęknęła zszokowana kobieta.
Podszedł do ojca i z całej siły trzasnął go nim po twarzy.
– Boli?! – ryknął.
Nie usłyszał odpowiedzi. Drugi raz go uderzył.
– Nie boli, prawda?!
– Synku... – wydusiła błagalnie, kompletnie roztrzęsiona matka.
Spojrzał na nią, po czym huknął mężczyznę klamrą po plecach. Ten jęknął, wykrzywiając twarz.
– Ale tak jest bardziej efektywnie, nieprawdaż?!
Stary milczał, ale był przerażony i widać było, że mocno odczuł uderzenia.
– Kładź się, gnoju! – Trevor wskazał mu podłogę.
– Spokojnie... – powtórzył bełkotliwie ojciec.
Chłopak znowu mu przyłożył i facet wydał z siebie przejmujący odgłos.
– No już!
Mężczyzna położył się twarzą do ziemi. 27-latek usiadł i zapalił papierosa. Ręce latały jak w delirce, a alkohol zaszumiał w głowie. Nie posiedział długo, za chwilę wstał. Podszedł do ojca i z pełnym impetem kopnął go w prawy bok. Ten skręcił się z bólu. Syn spojrzał na 54-latka i za chwilę drugi raz pociągnął go z nogi.
– Nie przejmuj się, w pracy nie zauważą. Po żebrach nie widać – oświadczył.
– Trevor, błagam cię, przestań! – apelowała kobieta, ale on nie reagował.
Uklęknął obok ojca, przycisnął kolano do jego szyi, chwycił go za włosy i zgasił mu papierosa na twarzy. Mężczyzna wydał z siebie głośny syk.
– Nie martw się, to mnie też nie ruszało – orzekł Trevor, patrząc mu w oczy.
Wstał i odpalił drugą fajkę. Matka już nic nie mówiła, płakała tylko głośno. Chłopak spojrzał na stół – stała na nim pusta szklanka. Kopnął ojca w twarz.
– Za niesprzątnięcie po sobie – wskazał palcem naczynie. – Za spóźnienie – ponowił uderzenie. – Za pyskowanie – zadał kolejny cios, po którym zaczął go już bez przerwy kopać, za każdym razem uświadamiając mu, za co dostaje.
W końcu po kilkunastu seriach matka zerwała się z krzesła i zaczęła odciągać syna.
– Trevor, przestań, zabijesz go! – szarpała chłopaka do tyłu, lecz z niewielkim skutkiem.
Szatyn zadał mu jeszcze kilka razów, w końcu odpuścił i przyklęknął, przycisnąwszy mu broń do skroni.
– Pożegnaj się!
– Trevor, nieee! – krzyknęła kobieta, całkiem znieruchomiała.
Tkwił przy ojcu w milczeniu, a za nim przerażona rodzicielka. Spojrzał na nią, po czym wstał i usiadł przy ścianie. Oddychał bardzo szybko. Spojrzał na faceta – leżał, cały zalany krwią. Schował głowę w złożonych na kolanach rękach i znów się rozpłakał. Podeszła do niego matka.
– Już dobrze... – przytuliła syna i powoli zabrała mu pistolet.
Siedzieli tak kilka minut i Trevor powoli się uspokajał. Nagle uwolnił się z jej uścisku, zerwał się z miejsca i wyszedł bez słowa. Za godzinę był pod domem dziewczyny, dochodziła 20:00. Podszedł pod klatkę, przyglądał się numerowi mieszkania, ale guzika nie naciskał. Stał piętnaście minut, w końcu odszedł i ruszył pod knajpę, gdzie zaczepił ich ten dupek. Gdy był już w środku, rozejrzał się, ale nikogo nie wypatrzył. Lekko chwiejnym, poalkoholowym krokiem podszedł do baru.
– Poproszę piwo.
Wziął trunek i usiadł przy stoliku. Wypił dość szybko. Zapłacił i znów udał się pod dom Emmy, ale i tym razem nie zadzwonił. Oddalał się już powoli, kiedy usłyszał:
– Trevor!
Szedł dalej.
– Trevor, poczekaj! – dogoniła go.
" Skąd wie, że tu jestem?” – myśli przysłoniły mu jej słowa.
– Czemu nie zadzwoniłeś? – złapała go za ramię, zatrzymując w miejscu.
Stał ze spuszczoną głową i milczał. Nie patrzył jej w oczy, gdyż znowu zaczęły napływać mu łzy.
– Co ci jest? Trevor...
Nie dał rady się odezwać, kołek w gardle stał się jeszcze większy. Podniosła jego głowę – wyglądał niezrozumiale, oczy błyszczały.
– Co się stało?! – była wyraźnie zaniepokojona.
Cisza. Wyrwał twarz z jej ręki i spuścił wzrok.
– Chodź! – pociągnęła go za sobą.
– Nieee, muuszę iiiść – wybełkotał, uwalniając się z jej uścisku i ruszył wolno w stronę samochodu.
– Trevor! – na powrót go zatrzymała, łapiąc za ramiona. – Co się stało? Czemu nie chcesz ze mną porozmawiać? – usilnie próbowała się czegoś dowiedzieć.
– Zostaw mnie – wyszarpnął się.
Dziewczyna dała spokój. Zmartwiona i zdezorientowana stała i patrzyła, jak się oddala.
– Trevor! – krzyknęła jeszcze, ale się nie odwrócił.
Nie poszedł do samochodu, wszedł do położonego nieopodal sklepu i kupił butelkę , gdyż tamtej zapomniał zabrać od rodziców. Potem wziął telefon i wykręcił numer. Czekał chwilę.
– Gdzie jesteś? – zapytał po usłyszeniu głosu w słuchawce.
– W domu – odpowiedział Mike.
– Masz jakieś zioło? Nie miałem jak wziąć z chaty.
– Przyjedź, dam ci coś.
Przyjaciel nie mieszkał daleko, więc Trevor poszedł pieszo, no i nie chciał jeździć już po pijaku. Kilka minut później pukał do ciemnobrązowych, podniszczonych drzwi.
– Co jest, stary? – zapytał Mike widząc, że jest przybity.
– Nic, w porządku.
– Ok, nie chcesz mówić, nie wnikam, ale nie wyglądasz za dobrze – podał mu dwa blanty.
– Mogę tu zajarać?
– Co to za pytanie...?!
Spalił migiem, podziękował kumplowi i wyszedł. Chcąc nie chcąc, znów znalazł się pod domem dziewczyny. Pragnął się z nią zobaczyć, lecz wstydził się, że znowu może się rozpłakać. Czuł się jak ciota.
Usiadł na schodach i oparł się o poręcz. Mimo zażenowania liczył w nadziei na to, że znów wyjdzie. Otworzył butelkę i jednym pociągnięciem wypił prawie połowę. Teraz zakręciło nim już dobrze, do tego zabrakło mu tchu. Odpalił papierosa, który działał bardzo nasennie. Nawet nie czuł, kiedy przysnął. Zauważył go wychodzący z domu Tommy i szybko wrócił na górę. Zaraz wyszedł, a za nim Emma. Młody nie czekał, tylko sobie poszedł.
– Trevor – szarpnęła go za bark.
Bez reakcji.
– Trevor, obudź się! – potrząsnęła nim.
Ciężko otworzył oczy.
– Chodź – zabrała mu butelkę i pociągnęła za sobą, półprzytomnego. Wciągnęła go do domu, posadziła na kanapie, a butelkę postawiła w kuchni.
– Daj mi się napić – wymamlał, dość już niezrozumiale.
Widziała, że dziś tego potrzebuje, wiec oddała mu alkohol. Łyknął porządnie. Dziewczyna się nie odzywała, czuła, że tej chwili to zbędne. Siedziała tylko i patrzyła, jak robi się coraz bardziej nawalony, opróżniając butelkę. Trevor także milczał. Jak wypił już wszystko, wstał, lecz natychmiast tak nim machnęło, że o mało się nie przewrócił.
– Nie wstawaj – posadziła go na miejsce.
– Muszę zapalić.
– Zapalisz tu! – poszła i przyniosła popielniczkę.
Odpalił papierosa i dalej się nie odzywał, kiwał się tylko na wszystkie strony świata. Był już kompletnie nie do życia, we łbie wirowała potężna karuzela. Zdrzemnął się zaledwie kilka minut, więc zioło mocno go jeszcze gniotło, do tego przez parę godzin wypił ponad dwie butelki whiskey.
– Muuuszę jeechać do dooomu – wybełkotał i chciał wstać, ale zaraz kiwnęło go z powrotem do pozycji siedzącej.
– W takim stanie?! I może jeszcze chcesz prowadzić?! Nigdzie nie pojedziesz, będziesz spał tu! – huknęła.
Nie protestował, było mu już wszystko jedno, poza tym nie czuł się na siłach. Odpalił drugiego papierosa od pierwszego. Dziewczyna coraz bardziej zastanawiała się, co się dzieje z tym chłopakiem? Ten już prawie nie widział na oczy, peta, którego obraz skakał z lewej na prawą, trzymał bezwładnie.
– Dosyć już tego palenia! – zabrała mu pół fajki i położyła go na kanapie.
Nakryła szatyna kocem, wzięła pustą butelkę i poszła do kuchni. Wyjęła z lodówki wodę i gdy wróciła, ten już odleciał. Zasnął momentalnie. Postawiła wodę na szafce koło łóżka i poszła spać.

Wyraźnie dotknęły 27-latka dzisiejsze wydarzenia, bo już pierwszej nocy dały o sobie znać.
Śniło mu się, że wracał ze szkoły, miał jakieś dwanaście lat. Wszedł do domu i udał się do kuchni. Matka zbierała się do wyjścia.
– Idę do pracy. Nagrzej sobie jedzenie z garnka – poinformowała i poszła.
Trevor zjadł i usiadł przed telewizorem. Po jakiejś godzinie usłyszał dźwięk otwieranych kluczem drzwi. Momentalnie wyłączył telewizor. Od razu zauważył, że znowu coś jest nie tak, bo stary zawsze najpierw wchodził do salonu. Ten krzyknął z jadalni:
– Mówiłem ci, żebyś wyniósł graty zza domu do garażu?!
Trevor ze strachu przed biciem nigdy nie zapominał o jego nakazach, ale to kompletnie wyleciało mu z głowy.
– Przepraszam, zapomniałem. Już idę – powiedział, wystraszony.
Wszedł do jadalni i widząc, że stary ma już w garści znienawidzone narzędzie tortur, zerwał się i chciał uciec, ale facet zdążył go złapać i rzucić na podłogę. Zaczął tłuc go po rękach, którymi próbował zasłaniać się chłopak.
"Ciekawe, jak długo dzisiaj?” – tylko jedna myśl siedziała w głowie ofiary.
– To już dawno miało być zrobione! – rozdarł mordę oprawca.
Ciosy były potężne, typ się nie patyczkował. Mimo, iż chłopak zasłaniał się jak mógł, kilka uderzeń doszło do celu. W końcu mężczyzna zostawił syna i poszedł do pokoju. Trevor poniósł się wolno i ruszył zrobić to, co miał zrobić. Nie płakał, był już jakoby zahartowany, lecz oczy się zaczerwieniły. Czuł palące smugi na ciele.
Stary pasek stosował rzadko, bo zostawiał ślady, przeważnie częstował Trevora kilkoma kopniakami lub wykręcaniem rąk, ale młodzik pasa bał się najbardziej, był najdotkliwszy.
Zaniósł worek do garażu i wrócił do domu.
– Chodź tu! – usłyszał.
Wszedł do sypialni.
– Przynieś mi piwo.
Stary nie pił często, ale jak już to robił, zawsze był podpity. Zaraz dostał butelkę.
– Nie ryczysz? Chyba słabo się przyłożyłem? – mężczyzna roześmiał się ironicznie.
Trevor stał i milczał, ale trząsł się w środku. Nie wiedział, co go czeka, facet potrafił znienacka wstać i go pobić.
– Odrobiłeś lekcje? – zapytał mężczyzna.
– Jeszcze nie.
– Telewizor był ważniejszy?
– Nieee – Trevor ze strachu już ledwo wydobywał słowa.
Wiedział, że straszną frajdę sprawia ojcu przeciąganie tej rozmowy.
– Chcesz oberwać drugi raz? – ten kontynuował widząc, że małolat już mało nie płacze.
– Nie.
– To spadaj.
Nie trzeba było powtarzać, chłopak migiem udał się do swojego pokoju i wziął za lekcje. Wiedział, że to jeszcze nie koniec, bo ojciec sięgnął po piwo. Nie uciekł, gdyż potem byłoby jeszcze gorzej, do tego doszłyby nieodrobione zadania.
Po godzinie stanął nad nim kat, lekko już podcięty.
– Co to, kurwa, ma być?! Nie umiesz pisać?! – spojrzał na zeszyt.
Nie dziw, że literki były rozlazłe, skoro młodzik pisał je trzęsącymi się, bolącymi rękoma.
– Pytałem o coś!
– Uuumieeem – wydusił Trevor przez ściśnięte gardło.
Ojciec chwycił go za twarz i przycisnął ją do zeszytu.
– To jest, kurwa, pisanie?! – przyduszał policzek coraz mocniej.
– Nieee.
– Więc czemu to robisz?! – zawył, po czym zaczął okładać chłopaka pięściami w tył głowy.
Temu pozostało tylko się zasłaniać. Facet miał możliwość swobodnie się wyżyć, guzy nie rzucają się w oczy.



– Trevor!!! Obudź się, do cholery!!!
Otworzył oczy i zobaczył niewyraźną, groźną sylwetkę w ciemnym pokoju.
– Przepisałem zadania! – krzyknął przerażony, odsuwając się natychmiast w koniec łóżka i zasłaniając głowę.
– Już dobrze, to tylko sen – odezwała się postać i mocno go przytuliła.
Zamroczony jeszcze snem i alkoholem chłopak po chwili zrozumiał, że koszmar minął. Siedział skulony, od dziewczyny biło przyjemne ciepło. Emma znowu usłyszała jego krzyki, lecz te, w porównaniu z jękami w jego domu, były wręcz przeraźliwe.
– Nic mi nie jest – odezwał się po chwili, uwalniając z jej uścisku.
Odpalił papierosa, ręce latały mu na wszystkie strony. Panna była już pewna, że chłopak ewidentnie ma jakiś problem, ale nie pytała. Zresztą po jego słowach nie trudno było się domyślić. Milczała, patrząc na niego z niepokojem, a może żalem.
– Która godzina? – zapytał, drżącym jeszcze głosem.
– Dochodzi czwarta.
– Mogę do łazienki?
– Jasne. Prosto i w prawo
Poszedł, odlał się, umył ręce oraz twarz i wrócił. Znów chciał zapalić fajkę, ale spojrzał na Emmę.
– Pójdę do kuchni.
– Nie musisz.
– Muszę, i tak narobiłem ci już bałaganu.
Po skończonej fajce chciał wrócić na kanapę, ale dziewczyna chwyciła go za rękę.
– Chodź, tam się przynajmniej wyśpisz – pociągnęła go do swojego pokoju.
– Ale ty się nie wyśpisz...
– Żartujesz...?! Popatrz na to łóżko! – rozradowała się, pokazując mu mebel.
Faktycznie, łoże było takie, że wlazłoby tam z pięć osób. Poza tym w sypialni prócz łóżka, dwóch szafek po jego bokach i szafy przy prawej ścianie, nie było nic.
– Zresztą młody przyjdzie rano i będzie burczał, że ma zajętą kanapę. I musiałby spać tu, a na to nie mam ochoty. Wolę już spać z tobą, nie działasz mi na nerwy – śmiała się.
Trevor przez te kilka chwil jej wesołości kompletnie zapomniał o przykrościach.
– Mogę dostać wody?
– Pewnie – poszła i przyniosła mu butelkę z szafki. – Chodźmy spać.
Położyli się do siebie plecami. Trevora męczył ten sen, uparcie nie chcąc odejść. Całe dzieciństwo wróciło, a miał już spokój. Leżał otoczony błędnymi myślami, w końcu pękł i rozpłakał się w rękaw. Nie chciał, aby go usłyszała, więc praktycznie nie wydawał dźwięków, pociągał tylko delikatnie nosem, lecz Emma od razu zauważyła, że chlipie. Nie chciała go pocieszać, wiedziała, że to jeszcze bardziej przygnębia, ale chciała, żeby było mu lżej. Odwróciła się do niego, objęła w pasie i wzięła za rękę. Leżała, nie odzywając się słowem, w końcu zasnęli.

Data:

 2013

Podpis:

 Agnes

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80299

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl