DRUKUJ

 

GIBSON cz.1

Publikacja:

 17-03-22

Autor:

 Kurier
Był bardzo gorący i duszny letni dzień. Pierwsza zmiana dobiegła końca. Dżanus, nareszcie po pracy, mógł odetchnąć i ugasić pragnienie. Przeszedł z części restauracyjnej do baru z ogródkiem. Miał tam niebawem spotkać się z Gryfem. Tymczasem Caroline, urocza nowa barmanka z Australii, właśnie wyszła z piwnicy niosąc kosz pomarańczy. Poprosił o wodę z kranu z lodem i cytryną. Naturalna blondynka o oliwkowobrązowej karnacji, uśmiechając się, lecz nie patrząc na kolegę, podała z pewną wyczuwalną obojętnością zamówioną wodę, do której wrzuciła jeszcze dwa listki mięty, symulując życzliwość. Wyglądała niczym dziewczyny ze spotów reklamowych zachęcających do wyjazdów wypoczynkowych na bajeczne plaże, słynące z palm kokosowych, białego piasku i lazurowej wody.

Jeszcze nie było żadnego ruchu. Klienci pojawiali się zwykle dopiero po piątej. Czas od otwarcia baru o trzeciej do napływu ludzi był przeznaczany na robienie zapasów, mycie naczyń, sprzątanie sali po poprzedniej nocy i inne prace organizacyjne. Chłopak, korzystając z okazji, uciął sobie krótką pogawędkę z Caroline. Krzątając się za wielkim barem usytuowanym na środku lokalu i mającym kształt kwadratu z trzymetrowymi bokami i dębowym blatem, dziewczyna rozmawiała z nim całkiem uprzejmie. Odpowiadała na pytania, lecz nie wykazywała większego zainteresowania bardziej absorbującą dyskusją. Gdyby Dżanus przestał pytać, ona nie podtrzymałaby rozmowy.
-Powiedz mi, czy ty jesteś modelką?
-Nie, gdzie tam. Co ci przyszło do głowy?
-Zapomnij. A skąd pochodzisz dokładnie? Wiem, że z Australii, ale nie wiem, z jakiej miejscowości.
-Ze stolicy! - odparła dziewczyna.
-A przypomnij mi, co jest stolicą Australii? Sydney?
-Nie, nie - zaśmiała się.
-Wiem, ten, no, ten, Melbourne przecież.
-Też nie! Naszą stolicą jest Canberra.
-A tak, no właśnie. Kiedyś słyszałem, ale zapomniałem. Ale to jest całkiem nieznane miasto.
-Tak wiem, właśnie zauważyłam.
-Na ile przyjechałaś do Nowego Jorku?
-Na czas studiów. Będę studiować na Columbii. Teraz mam jeszcze wakacje i postanowiłam trochę popracować - odpowiedziała szczupła, wysportowana, wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o gładkich i błyszczących długich włosach spiętych w koński ogon. Była ubrana w króciutkie dżinsowe spodenki, różową koszulkę i białe, sportowe buty z logo w kształcie kangura. W tym momencie musiała podejść do drugiej strony baru, gdzie jacyś nowi klienci chcieli coś zamówić. Zamyślony Dżanus nawet nie zauważył, kiedy podszedł do niego kelner Danny, który klepnął kolegę w ramię i powiedział:
-No, cześć stary. Skończyłeś na dzisiaj? Co tam słychać, jak ci leci?
-A, niech będzie. Czekam właśnie na Gryfa. On miał dzisiaj wolne, ale też jest na Manhattanie. Będziemy wracać razem.
-Widziałem go na stacji metra na 14 Street Union Square. Jak szedłem do pracy około dwunastej.
-Tak, mówił mi rano w domu, że postanowił trochę zarobić i planował grać gdzieś w subwayu na gitarze. Ale nie wiedziałem, czy mu Majkel fendera pożyczy.
-No grał, właśnie go tam widziałem jak grał. Super, mówię ci! Młody ma talent. Szarpał jak zawodowiec. Nawet przez chwilę postałem i podglądałem go z boku. Nawet mi machnął ręką jak mnie zobaczył.
-No, teraz na niego czekam. Umówiliśmy się na około trzecią. Co on tam pogrywał? - przerwał zaintrygowany Dżanus.
-Patrzyłem, jak grał Hendrixa. Zebrał się niemały tłum, kilkanaście osób albo i więcej. A on tak zasuwał, że ludziom szczęki opadały. Był tam też taki Murzyn w naszym wieku, mówię ci. Wiesz, gość chodził, przyglądał się, odchodził i wracał. Tak analizował wszystko, co młody grał. Po którymś tam kawałku nawet bił brawo, chyba po tym, jak zagrał „Purple Haze”. Młody to zauważył, więc dalej grał Hendrixa. W końcu Murzyn rzucił mu dziesięć dolarów do futerału. Murzyn białemu rzuca dziesięć dolców za Hendrixa!!! Czaisz to? No, tego jeszcze nie było!
-No to młody będzie scieszony. On gra te numery idealnie nuta w nutę. On nawet specjalnie powtarza błędy Hendrixa. Czysta profeska, ale mało kto to zauważa. Najczęściej rzucają po parę centów, a jak ktoś dolara wrzuci, to już jest dobrze.
-No właśnie. I wtedy młody zagrał jeszcze „All Along the Watchtower”, mówię ci, Murzyn zaczął śpiewać.

Gdy tak rozmawiali, przyszedł Gryf i zagadał:
-Cześć! Co słychać?
-Właśnie rozmawiamy o tobie. Jak tam zbiórka? Słyszałem, że znowu błyszczałeś.
-A nieźle, parę groszy wpadło. Czemu mówisz, że błyszczałem?
-No, Danny mówi, że Hendrixa grałeś na Union Square i podobało się.
-No tak. Fajnie było. Miałem dobry dzień, uzbierałem prawie sto dolców.
-Ale jak Murzyn uznał twoją grę, to już jest wyczyn.
-Co? Danny ci powiedział? - zaśmiał się szczerym chichotem młody gitarzysta - to mnie zaskoczyło. Facet znał się na rzeczy, chyba z dwadzieścia minut mnie słuchał. I pierwszy raz taką kasę mi ktokolwiek rzucił. Dyszkę.
- A Majkel jak tam, dał gitarę bez problemów?
- Tak, bez problemów. Dał mi jeszcze kostkę z fuzzem. Fajny ten fender. Nawet nie wiedziałem, że to jest jakaś limitowana seria.
-Gratuluję. To masz piwo u mnie. Siadaj! Już poprosiłem Caroline, zaraz ci przyniesie - powiedział Danny i poszedł na zaplecze po Mocha Pie with Espresso Whipped Cream i New York Cheesecake, żeby uzupełnić braki w gablocie z deserami przy barze kawowym.
Gryf podziękował za pół litra Coors’a z beczki, który Caroline podała mu w zmrożonym kuflu ozdobionym mgiełką i krystalicznymi kroplami wody ściekającymi po bokach. Spragniony i odwodniony, jeszcze stojąc, zatopił usta w obfitej pianie. Jednym haustem pochłonął dużą część złocistego napoju. Po czym przysunął wysokie krzesło barowe, usiadł obok Dżanusa, odetchnął z ulgą i powiedział:
- Słuchaj Dżanus! Mam do ciebie wielką prośbę. Popatrz, znalazłem w subwayu gazetę. „The Village Voice”. Tutaj są ogłoszenia. I jest używany, dziesięcioletni gibson ES-335 na sprzedaż!!! Rozumiesz sytuację?!?! Mógłbyś zadzwonić, zapytać ile za niego chcą?
-Co to jest za gitara? To już nie jesteś zainteresowany Les Paulem?
-Ten model to jest marzenie. Les Paul jest super, ale ES-335 to już jest wyższy poziom. Nie miałem rozeznania, że można tak po prostu tę gitarę tutaj kupić. To jest idealny sprzęt do jazzu, dlatego przydałby mi się bardzo. Ale można też na niej spokojnie grać bluesa i rocka. Clapton na niej grywa. Scofield na takiej grał, jak byłem na jego koncercie w Blue Note. Nawet mi się nie śniło, że mógłbym taką sobie kupić. Ten instrument to jest normalnie legenda! W sklepie to trzeba kilka tysiaków dać. Muszę sprawdzić to ogłoszenie. Proszę, zadzwoń. Ja się nie dogadam. Ty lepiej znasz inglisz. No, Dżanusku, zgódź się.
W tym momencie wrócił do nich Danny, który usłyszał, jak Gryf prosił kolegę o pomoc.
- Byłeś na Scofieldzie? Kiedy? Gdzie? Lubię go - przerwał im.
- Byłem tydzień temu w Blue Note na trzeciej ulicy. Tu niedaleko, może pół kilometra stąd.
- No i jak tam jest? Słyszałem o tym klubie, ale jeszcze w nim nie byłem.
- Jest fajnie, ale za wejście się płaci. Musiałem wydać czterdzieści dolarów za miejsce przy stoliku. I potem jeszcze dwie dychy za drinki i napiwek. Na jakieś jedzenie to mnie nie było stać. Wypiłem jedną lampkę wina do przerwy i piwko po. Kameralnie tam jest. Ale występ był super. Scofield fajny gość, mówię ci. Nawet ze mną chwilę porozmawiał, jak podszedłem poprosić o autograf. Nie spodziewałem się, że będzie taki przystępny. A ja miałem wrażenie jakbym spotkał boga z Olimpu. No i on grał na takim właśnie gibsonie ES-335. To już byłoby niesamowite, jakby się udało taką gitarkę zdobyć. W Polsce nie ma szans na takie cudo. Nigdzie nie można dostać. Widzisz, ja w Polsce to mam taką gitarę własnej roboty, bo tych markowych zachodnich nie ma w ogóle w sprzedaży. Musiałem sobie zamawiać w Gdańsku u lutnika, żeby mieć jakiś ludzki sprzęt. Wprawdzie jak graliśmy jakąś chałturę, wtedy co z chłopakami hymn ZSRR żeśmy zagrali na gitarach, to nawet Kukiz mnie za nią pochwalił, spodobało mu się brzmienie, że takie stratocasterowskie … Ale to tylko takie brzmienie na prowincję, wiesz, jak wyroby czekoladopodobne. Słaby substytut. Jakbym chciał zdawać na gitarę do Akademii Muzycznej, to trzeba się godnie zaprezentować.
- No dobra, zadzwonimy do nich wieczorem, teraz chodź, coś zjemy u Chińczyka. Na co masz ochotę? Ja biorę Chicken Curry with Onion. A ty?
- To chodźmy, ja mam ochotę na Beef Lo Mein.

Data:

 2016

Podpis:

 JM

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80466

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl