DRUKUJ

 

Jönköping

Publikacja:

 17-03-23

Autor:

 DoktorUboot
Wyboista droga zmieniła się równy, surowy asfalt. Las przerzedził się, aż w końcu zniknął, zastąpiły go solidne murowane domy z całkiem dużymi podwórzami i dobrze utrzymanymi bramami ze stalowych prętów, najczęściej pomalowanymi na zielono lub brązowo. Tu i tam zaszczekał ostrzegawczo pies. W większości okien paliły się światła, życie wieczorne toczyło się tu z pewnego rodzaju dostojnością i satysfakcją. Gdy po obu stronach drogi zaczęły wić się najprawdziwsze chodniki, Maks odetchnął z ulgą, ale jednocześnie poczuł się trochę rozczarowany. Od początku tej wyprawy liczył się z tym, że być może przyjdzie mierzyć mu się z brakiem podstawowych zdobyczy cywilizacji, i w głębi ducha zdążył się już na to przygotować. Okazało się jednak, że nie tak łatwo zupełnie uciec od świata doczesnego.

Powrót do jako tako ludzkiego świata okazał się być na tyle gwałtowny, że dopiero teraz Maks w pełni na chłodno pojął swoje położenie, wreszcie bez żadnych zniekształceń uświadomił sobie, że jest już zdany tylko na siebie, i w nawet najmniejszym stopniu nie może być pewny tego, co z nim za chwilę stanie. Nie miał zielonego pojęcia, gdzie choćby przyjdzie mu spędzić najbliższą noc. W kieszeniach trzymał jedynie dwudziestozłotowy papierek i zdjęcie swojej żony, zmarłej ledwie miesiąc wcześniej.

Pochłonięty rozmyślaniami o tym wszystkim, dotarł do niewielkiego skrzyżowania. Otaczały je ze wszystkich czterech stron siatkowe ogrodzenia posesji, z trudem opierające się presji zalegających na nich potężnych kłębów kwitnących bzów. Ich intensywny zapach panoszył się po okolicy.

Maks bez większego namysłu postanowił skręcić w prawo, sekundę później wpadł na jakiegoś człowieka, który stał tuż za narożnikiem ogrodzenia. Tamten krzyknął piskliwie i odskoczył od razu do tyłu. Maks wymamrotał przeprosiny, bardzo chciał iść dalej, lecz jednak zatrzymał się i przyjrzał uważnie nowo poznanemu mieszkańcowi tych ziem. Był to chłopak młodszy od niego o najwyżej kilka lat, raczej przed trzydziestką. Ciemnowłosy i – o ile Maks mógł to w ogóle ocenić – całkiem przystojny, zwłaszcza jego oczy przykuwały uwagę, biła w nich jakaś nieokreślona, głęboka wrażliwość i poczciwość. Stał pod tym ogrodzeniem, zerkając na Maksa z niepewnością, jakby obawiał się, że ten go uderzy.

– Przepraszam – odezwał się w końcu Maks. - Wiesz może, czy jest tu jakiś hotel, albo jakieś pokoje do wynajęcia? Przyjechałem z daleka i zupełnie nie wiem, gdzie się ruszyć.

Nim ów dziwny chłopak odpowiedział na zadane mu pytanie, minęło dobrych kilkanaście sekund.

– Nie..nie...maa.. tu hoo...hoo.tt..elu – wyjąkał z trudem. Uśmiechnął się przepraszająco, chcąc chyba w ten sposób wynagrodzić Maksowi swoją wadę wymowy. Maks odprężył się trochę. Uznał, że może uznać tego chłopaka za swojego sprzymierzeńca.
– A w najbliższej okolicy?
– Też ...nnnie...nie ma.

Maks nie miał złudzeń – mimo całej sympatii, jaką wzbudzał ten gość, może być bardzo trudno uzyskać od niego jakąś konkretną pomoc. Właściwie to sam mógł mieć jakieś problemy. Co robi o tej porze na ulicy? Gdzie są jego opiekunowie albo po prostu rodzina? Przemknął wzrokiem po jego ubraniu. Nie było w najlepszym stanie. Najgorsze były buty, stare, sportowe, kiedyś – dawno temu - białe, teraz w kolorze trudnym do określenia. Podeszwy trzymały się chyba powietrza.

Wszystko to na pewien czas stało się mniej ważne. W głębi jednej z uliczek dochodzących do skrzyżowania zamigotały trzy lub cztery ludzkie kontury, Maks początkowo nie mógł być tego pewien, bo postacie te w ulicznym półmroku zlewały się ze sobą i przenikały, jedyne co wydawało się oczywiste, to tylko to, że z każdą sekundą coraz bardziej się przybliżały. Chłopak-jąkała zamilkł, na jego pogodnej dotąd twarzy nagle zagościł zastanawiający niepokój. Maks jednak wcale go nie podzielał. Jasne, często chodząc wieczorami u siebie po Mokotowie odczuwał delikatny stres, kilka razy w swoim życiu tam zaczepiany był przez podpitych wyrostków. Tutaj jednak, w tej dziurze, czuł się nie tyle nawet bezpiecznie, ale raczej tak, jakby krążył po własnym śnie. A co może stać się człowiekowi śpiącemu, nawet jeśli śniło mu się coś złego?

Ogarnęła go jakaś przedziwna beztroska, a przecież już samo to, w jaki sposób ci trzej rośli mężczyźni - to już było widać bardzo dobrze - szli, kołysząc się niedbale z nogi na nogę i huśtając rękami, niemal otwarcie wyrażając w ten sposób wypełniającą ich od stóp do głów chęć na zaczepkę, mogło przynajmniej przyprawić o gęsią skórkę.

Nie wiadomo kiedy otoczyli Maksa kółeczkiem. Wyglądali niemal identycznie, różnili się od siebie tylko w drobnych szczegółach. Ewidentnie niedopici. Silni, nabici o brzydkich płaskich twarzach, ich oczy były rozbiegane i w zasadzie mówiły o nich wszystko. Na widok tych twarzy beztroska definitywnie rozstała się z Maksem
– Ty, ciole, co to za typ, skąd on jest? - szczeknął jeden z nich, kształt jego głowy przypominał do złudzenia dynię. Pytanie zostało wyraźnie skierowane do jąkały.
– Od nas, z rodziny, przyjechał wczoraj – chłopak odpowiedział najzupełniej czysto, bez śladu jąkania.
– Ale skąd jest, z jakiego miasta?
– Jurek, on mieszka we Szwecji, nie umiem tego wypowiedzieć...


Dyniogłowy, całkowicie zbity z tropu, spojrzał Maksowi w twarz ze złością wprost wylewającą się z nozdrzy i uszu.

– To ty mów – kiwnął głową w kierunku Maksa. Aż zacisnął pięść, chęć uderzenia nieznajomego mu człowieka była w nim najwyraźniej trudna do powstrzymania. Tym bardziej że Maks zachowywał pełny spokój i z dużą pewnością siebie patrzył prosto w oczy agresora.

– Mieszkam w Jönköping – odparł Maks, to miasto wyskoczyło mu samo z ust, choć nie miał zielonego pojęcia, jak to było właściwie możliwe, nie miał też żadnej pewności czy Jönköping leży w ogóle w Szwecji.

Miejscowi spojrzeli po sobie. Wyglądało na to, że odpowiedź Maksa zaskoczyła ich bardziej niż jego samego.

– Masz szczęście frajerze – wysyczał dyniogłowy. – Jeszcze się spotkamy.
Ruszył dalej przed siebie, a za nim jego koledzy.

– To chyba ich herszt – pomyślał Maks.

Data:

 2016

Podpis:

 Doktor U-boot

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80470

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl