DRUKUJ

 

Pan Samochodzik

Publikacja:

 17-04-14

Autor:

 Sylwiana
Nie cierpię myć włosów! Sterczeć pod prysznicem lub leżeć w wannie, masować, spłukiwać, rozczesywać, a na koniec suszyć. Nie cierpię tego. Od kiedy wyczytałam w jakimś naukowym czasopiśmie, że deszczówka jest zbawienna dla włosów całkowicie zaprzestałam domowych, nudnych rytuałów. Wychodzę podczas deszczu i nawet palcem nie kiwnę, a wszystko robi się samo. Wystarczy tylko trochę zachodu, a włosy są maksymalnie nawilżone, zdrowe, mają wysoki połysk i łatwo się rozczesują.

Czasem trzeba długo czekać na deszcz, spaceruję wtedy po dworze dając włosom wiatr, dotleniam je. Przewietrzam. Prawie zawsze widzę Pana Samochodzika. Czy to wracając z pracy, czy podczas moich wieczornych przewietrzeń. Pan Samochodzik, nieznajomy sąsiad z okolicy, czyta gazetę i słucha radia lub tylko słucha radia. Często się zastanawiam czemu woli siedzieć tam, w małym aucie, wystawionym na działanie żywiołów, niż w przyjemnej domowej atmosferze. Może ucieka przed kimś? Czymś? Znalazł tam swoje miejsce, tam mu dobrze, tam ma swoje schronienie. Swoją ucieczkę od prawdziwego życia. Ważne by mieć takie miejsce, szczególnie w dzisiejszych czasach.

Dziś mam szczęście. Błyska się! Będzie burza. Ciepła burza. Czym prędzej biorę szampon w saszetce, takiej jednorazowej. Okulary pływackie są również niezbędne. Jestem gotowa. Wybiegam z domu radosna. Pan Samochodzik czuwa na posterunku, słuchając radia. Widzę jak ciemne wnętrze samochodu rozjaśnia niebieski neon radia. Może lubi kolor niebieski, bo działa na niego magnetycznie. Nie wiem.

Zaczynam powoli biec. Włosy stopniowo nasiąkają deszczem, stają się miękkie, gotowe na przyjęcie szamponu. Przystaję na chwilę i zakładam okulary pływackie. Biegnę dalej. Wcieram szampon we włosy, szoruję, masuję i zostawiam je samym sobie. Strugi deszczu wypłukują szampon i zostawiają cudowną delikatność. Pamiątkę natury.

Ulewa rozmywa rzeczywistość. Wrażenie to potęgują okulary pływackie. Widzę jak pies z kotem, a może kot z psem… wiosenną porą harcują gdzieś na uboczu. Nieważne. Spowalniam, włosy dostały, to czego chciały, mogę już wrócić do domu. Trucht przechodzi w marsz, marsz w spacer.

Mijam metę Pana Samochodzika. Nadal tam jest, ucieczka jest czekaniem, a może czekanie ucieczką. Od życia, od obowiązków, od zobowiązań, oczekiwań, cudzych problemów, własnych niepowodzeń. Ucieczka jest wolnością, a może tchórzostwem. Każdy ma swoje własne, znane tylko jemu powody. Zostawiam go tam gdzie jest i przeskakuję po kilka stopni schodów, by znaleźć się w ciepłym mieszkaniu.

Marzę o suchym ubraniu, turbanie z ręcznika na głowie. O kolacji, ciepłej na dodatek, którą przygotuje dla mnie mąż. O gorącej herbacie z rumem i cytryną. O…

A może lepiej było nie zdejmować okularów. Nadal widzieć rzeczywistość rozmytą, niewyraźną i dalej marzyć…

Data:

 12 kwietnia 2017

Podpis:

 Sylwiana

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80504

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl