DRUKUJ

 

Dobra dusza

Publikacja:

 17-06-08

Autor:

 Bonsai
Gdziekolwiek spojrzał, widział pustkę. Nigdy się od niego nie oddalała, nawet kiedy wyjeżdżał z miasta w dalszą podróż. Była z nim w Lublinie, Krakowie, Rzeszowie, Ukrainie… pustka zawsze kroczyła obok niego, wyprzedzała go i szła tuż za nim.
Szkoła dała mu dwie rzeczy – wykształcenie pedagogiczne i depresję. O ile z tego pierwszego czuł jako taką dumę, drugie ciągle próbował z siebie wyrzucić. Dawała o sobie znać, kiedy uradowane tanim browarem chłopaki robiły sobie z niego żarty, kiedy kolejna dziewczyna postanawiała go olać, kiedy rodzice znowu zarażali go swą gburowatością i nieustannym zrzędzeniem na świat. No i na niego, bo przecież nie znalazł jeszcze pracy ani dziewczyny, nie spłodził im wnuków... a przecież w wieku dwudziestu sześciu lat to wszystko po prostu trzeba już mieć.
Andrzej bardzo chciał założyć rodzinę. Poznać kobietę, która go pokocha, zechce z nim żyć na dobre i na złe. Każda dziewczyna kończyła jednak znajomość z nim po zaledwie kilku rozmowach. Tłumaczyła, iż nie ma czasu, musi się uczyć na studia, jest już w związku lub w ogóle wolałaby pozostać sama. A on przetrwał z samotnością już zbyt wiele czasu. Z rodzicami od dawna trudno mu było złapać wspólny język. Wszyscy jego koledzy składali się na tych, którzy albo go wyśmiewali, albo krzywo na niego patrzyli. Już w gimnazjum zawsze siedział sam w ławce, zaś na przerwie szukał sobie cichego konta, gdzie mógł spokojnie odczekać dłużące się chwile do dzwonka na lekcje. Niestety, liceum nie przyniosło żadnych zmian. Z utęsknieniem patrzył na dziewczyny chodzące pod rękę z chłopakami nieco odważniejszymi, śmielszymi od niego. A może tylko mającymi więcej szczęścia? Cóż, Andrzeja zawsze uważano za frajera, mimo że miał w sobie dużo mądrości i wrażliwości.
Nie był jednak umięśniony ani w ogóle jakoś wyjątkowo atrakcyjny fizycznie. Dość wysoki brunet, ale o trochę przerzedzonych włosach, z wygolonym czołem. Siedział teraz w swoim małym pokoju w niewielkim mieszkaniu w niewysokim bloku, mając na sobie czerwoną koszulkę polo i całkiem ładne, lecz stare już dżinsy i czekał na przyjaciółkę, dzierżąc w dłoni drobną różę w prezencie dla niej. Zerknął na zegarek. Wkrótce powinna przyjść – wysoka, smukła piękność o ciemnej karnacji, magicznym spojrzeniu i uśmiechu, który chciałby oglądać do końca życia. Dziewczyna o twarzy noszącej poważne rysy, takie jakimi zostały obdarzone greckie boginie na rzeźbiarskich arcydziełach. Od dawna chciał się zbliżyć do tego cudu o anielskiej urodzie, ale wciąż był za bardzo otoczony pustką. Wciąż uważał się za niegodnego takiej istoty. Wciąż zachodził w głowę, po co ją właściwie zaprosił…
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzył. Zobaczył ją, Monikę – tak samo olśniewającą jak każdego dnia. Nic dziwnego, że pracowała jako modelka. Miała na sobie zwykłą szarą bluzkę i ciemne dżinsy, a i tak wyglądała niesamowicie. Dał jej różę. Podziękowała. Weszli do mieszkania.
- Miło, że mnie zaprosiłeś – uśmiechnęła się do niego słodko, gdy oboje usiedli na kanapie w salonie. - Fajnie tak wrócić do domu z wielkiego miasta i zobaczyć starych znajomych.
- Zwłaszcza że u tych znajomych niewiele się zmieniło i w sumie nie trzeba za wiele wspominać – odpowiedział z mało radosnym, trochę wymuszonym uśmiechem. - Fajnie, że postanowiłaś mnie odwiedzić…
- Jak to: niewiele się zmieniło?
- Cały czas się uczę, tylko niewiele z tego mam. Cały czas studiuję, brnę dalej w pedagogikę, nauki humanistyczne, takie rzeczy. Jakoś to idzie, ale co chwilę mam testy, kolokwia, egzaminy, trzeba siedzieć nad książkami. Nie wiem, co z tego będę miał, ale ja po prostu lubię zdobywać wiedzę. Tak dla samorealizacji. Trzeba się jakoś rozwijać, po to chyba człowiek jest stworzony.
- W sumie masz rację. - stwierdziła. Po dłuższej chwili dodała - U mnie w sumie jest podobnie, cały czas nauka, prawie nie mam wolnego czasu. No i, jako że się usamodzielniłam, muszę zajmować się swoim mieszkaniem. Nie myślałeś może o wyprowadzce do większego miasta?
- Jak się człowiek zasiedzi w jednym miejscu, to ciężko się ruszyć. Tu mieszkam od urodzenia. Człowiek, niestety, nie ma wyboru na to, gdzie się urodzi, a myślę, że skoro urodziłem się tutaj, to może powinienem żyć tutaj. W tym bloku na końcu świata – zachichotał. - Jeżdżę często rowerem po tych naszych ulicach i powiem ci, że dziwnie jest mijać jedynie starszych ludzi, ewentualnie sporadycznie dzieci. Młodzi wyjeżdżają za lepszym światem, ale mnie naprawdę nie jest tu tak źle. Poza tym nie jestem już taki młody.
- E tam, jeszcze masz sporo przed sobą – wtrąciła.
- Niby takk – westchnął – jednak lata lecą, nie czuję się już zbyt komfortowo, mieszkając z rodzicami. Już chyba za długo żyjemy w jednym domu. Chciałbym się usamodzielnić, ale ciągle jestem sam. No, skończmy już ze mną, pogadajmy trochę o tobie – stwierdził, obdarzając ją uśmiechem. - Co słychać?
Spuściła wzrok. Przez moment nie wiedział, czy w ogóle cokolwiek mu powie. Cisza wisiała nad nimi, nie chcąc opaść.
- Teraz ja też jestem sama – powiedziała w końcu Monika. - Okazało się, że to nie było to.
- A coś się stało? Coś złego? – zapytał Andrzej.
- On był zbyt… nachalny. To znaczy…
- Chciał seksu? – wypalił Andrzej.
- Tak… - dziewczyna spuściła głowę, zawstydzona. - A ja nie. Mnie zależy na nauce, rozwijaniu się, na jakiejś dobrej karierze, może jako modelka coś osiągnę, choć łatwe to nie jest. To znaczy… mogłabym się rozwijać, będąc z nim, ale… po prostu poczułam, że on chciał mnie tylko wykorzystać. Podobałam mu się fizycznie, nawet bardzo, ale nic poza tym.
- Wielu jest tu takich – odpowiedział Andrzej. - Zależy im tylko na imprezach, na zaliczaniu panienek, na tym, żeby wypić… dlatego nawet kolegów nie mam. Ale tutejsze dziewczyny chyba jednak wolą takich chłopaków...
- Oj, jeszcze kogoś znajdziesz – pocieszała. - Cóż, on wydawał się zabawny, inteligentny, zabierał mnie do kawiarni, do kina. Naprawdę było miło. Już w czasie naszej pierwszej randki śmiało mnie obejmował. Wtedy mi to nie przeszkadzało, nawet myślałam, że to dosyć urocze. Ale potem kleił się do mnie coraz bardziej. Potem zaczął nalegać, żebyśmy poszli do łóżka. Nie chciałam, zawsze odmawiałam. I za którymś razem wykrzyczał mi, że takich jak ja może sobie znaleźć masę, zabrał się i poszedł. Potem koleżanki powiedziały mi, że faktycznie miał inne. Zdradzał mnie. Kiedy niby był we mnie szaleńczo zakochany... - Po chwili milczenia zachichotała. - Wiesz, zabawne, on też lubił dawać mi róże.
Dotknął dłonią jej ciepłego ramienia.
- Nie przejmuj się, taka dziewczyna szybko znajdzie kogoś nowego. Nie powinnaś mieć problemu ze znalezieniem chłopaka. A w końcu znajdzie się ten, który doceni twoją dobra duszę. Jesteś dobrą duszą choćby dlatego, że zechciałaś mnie odwiedzić – uśmiechnął się. - Inni raczej nie chcą ze mną gadać. Aż ci się dziwię, że przyszłaś – opuścił głowę.
- Dlaczego się dziwisz? Naprawdę jesteś w porządku! – poklepała go przyjacielsko po plecach. - Andrzej, ty chyba za dużo myślisz – stwierdziła Monika. - Może powinieneś trochę lżej podchodzić do życia? Na świecie nie wszystko jest proste, a czasem coś się nie udaje. Gdyby człowiek brał wszystko tak całkowicie do siebie, to by się załamał! Im więcej człowiek ma na głowie, tym bardziej powinien być wyluzowany.
- Tylko jak to zrobić?
- A tego to ja już nie wiem – wyznała z cichym śmiechem, tak łatwo wyładowującym napięcie powodowane trudnymi rozmowami.
- Jesteś o kilka lat młodsza ode mnie, a mimo to wiesz naprawdę wiele o życiu. Warto czasami porozmawiać z kimś, kto potrafi przy okazji słuchać. Bo ja lubię się wygadać…
Dziewczyna odpowiedziała tylko uśmiechem. Znów nawiedziła ich cisza. Młody mężczyzna bał się ją przerwać. Pytanie, które chciał zadać, mogło nagle zerwać tę cudowną znajomość, te przyjaźń, która tyle mu dawała, mogło zakończyć te rzadkie, ale niezwykle miłe spotkania niezwykłej dziewczyny z bardzo przeciętnym chłopakiem.
- Monika, chciałbym cię o coś zapytać. Lubisz mnie?
- No jasne, że tak, co to w ogóle za pytanie? – zareagowała śmiechem.
- Bo… ja też cię lubię. Bardzo. To może zły moment na takie pytania, bo dopiero co przeżyłaś rozstanie, ale… chciałabyś… być ze mną?
Po raz kolejny w trakcie ego spotkania zwiesiła głowę. Patrzyła uparcie na swoje dłonie, jakby chcąc znaleźć w nich odpowiedź.
- Trochę mnie zaskoczyłeś, nie sądziłam, że zechcesz mnie o to zapytać. Wiesz… lubię cię, ale to chyba nic więcej. Ale jesteś dla mnie dobrym przyjacielem. Dobrze mi z tobą. Nie wiem, co ci powiedzieć…
- Wiem, że do tej pory nie układało ci się w miłości – rzekł, kładąc dłoń na jej kolanie. - Jeśli nie jesteś gotowa, poczekam, nie śpieszy mi się. Chcę ci tylko powiedzieć, że jesteś dla mnie kimś naprawdę szczególnym i naprawdę nie chciałbym cię zranić. Czuję się okropnie na myśl, że mógłbym cię jakoś skrzywdzić. Nie zasługujesz na to, żeby ktokolwiek zrobił ci coś złego. Być może teraz cię w jakimś sensie zraniłem tym moim wyznaniem, więc przepraszam. Chciałbym być z tobą, od zawsze podobasz mi się cała, nie tylko fizycznie, ale jeśli nie chcesz, nie chcę naciskać.
Znów milczenie. Kilka sekund, które według Andrzeja trwały wieki.
- Nie zranisz mnie? - zapytała otwarcie Monika.
- Nie.
Cisza.
Położyła dłoń na jego dłoni. Siedzieli blisko siebie. Chciał ją pocałować. Zbliżył się i nieśmiało dotknął jej ust swoimi. Na krótko poczuł jej smak rozchodzący się po jego wnętrzu. Smak nie tylko ciała. Smak duszy. Zwłaszcza smak duszy. Krótki pocałunek, właściwie tylko muśnięcie wargami, pozwolił mu poczuć, że świat być może ma sens. Iluzja życia odeszła, w tej chwili poczuł, że naprawdę żyje. I choćby ta chwila trwała tylko sekundę, dla niego pozostanie wiecznością.
Siedzieli obok siebie ze złączonymi dłońmi.
- Wiesz, parę razy mówiłeś mi, że jestem dla ciebie taką dobrą duszą. Że tak cię dobrze rozumiem, zawsze możesz ze mną pogadać i w ogóle. Podobno czasem przyjaźń może się przerodzić w miłość. - przyznała. - Ty też jesteś dobrą duszą, więc chyba możemy spróbować – dodała z życzliwym uśmiechem. Tym, który chciałby oglądać do końca życia.

Data:

 8 czerwca 2017

Podpis:

 Tomek Socha

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80596

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl