DRUKUJ

 

Bestia cz. 4

Publikacja:

 17-11-26

Autor:

 Yourofsky
Gdy mężczyzna dokończył opowiadać o pierwszym razie, kiedy był świadkiem egzorcyzmów, duchowny zapytał.
- Pamiętam te egzorcyzmy w tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku, niedaleko Głuszycy. Jednak nie pamiętam, żeby wśród zgromadzonych byli chłopcy z Hitlerjugend.
- Jednak ja księdza pamiętam. Wtedy, podczas tych egzorcyzmów osobiście podał mi ksiądz puchar wypełniony krwią, którą musiałem wypić. Istota Boskości pod postacią krwi, nośnika Nordyckiej rasy, jej ducha, podtrzymująca życie fizyczne i duchowe.
Mężczyzna wstał z fotela, oparł się dłońmi o stół i zbliżył twarz w kierunku duchownego.
- Istota Boskości, rozumiesz! - powiedział głośno, w jego głosie słychać było gniew.
Duchowny w milczeniu patrzył w jego niebieskie oczy. Dobry nastrój, którym się do tej pory cieszył, zniknął a po jego twarzy widać było, że jest zszokowany.
- Zapewne już się zorientowałeś, że nie mówimy o egzorcyzmach tylko o rytuałach okultystycznych - powiedział znów spokojnym i opanowanym tonem.
- Myślisz, jak to możliwe, że ja postarzałem się o zaledwie kilka lat a ty z trzydziestoletniego kapłana postarzałeś się o trzydzieści lat? Tak, byłem częścią tajnych eksperymentów SS i rytuałów okultystycznych. Badań, które miały na celu stworzyć Żołnierza Doskonałego. Nazywaliście nas SS Drachensoldat a na mankietach i kołnierzach naszych mundurów, przytwierdziliście srebrne proporce przedstawiające smoka ziejącego ogniem.
- Celem tych eksperymentów było wygranie wojny - odpowiedział duchowny. - Eksperyment przerwano bo w czterdziestym drugim znaleziono coś, co było o wiele straszniejszą bronią, niż Żołnierz Doskonały.
- Wiem o tym, widziałem to coś wtedy na własne oczy. Było jakby nie z tego świata. Nigdy jednak nie dowiedziałem się, co to tak naprawdę było.
- Mało kto się tego dowiedział. Ja nie mogłem mieć dostępu do takich informacji. Moim zadaniem były inne rzeczy. Musieliśmy odtworzyć Rasę Panów.
- Od tysięcy lat ludzie wierzyli w Rasę Panów - przerwał duchownemu mężczyzna. - Wierzyli w nią Sumerowie, Grecy, Rzymianie. Mógłbym tak długo wyliczać. Podobnie z Kultem Krwi, Istotą Boskości, spotykamy się u starych cywilizacji np. Majowie. Jednak nigdy to się wam nie udało bo Rasa Panów nigdy nie istniała, nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć. Znaleźliście jednak coś, co dało wam ogromną wiedzę, dzięki której wygraliście wojnę.
Przybysz, usiadł ponownie w fotelu, pociągnął łyk wina, po czym mówił dalej.
- Przez trzydzieści lat po wojnie szukałem organizacji okultystycznych SS. Wiem że nadal są odprawiane te rytuały, w tajemnicy, w ich świętych miejscach rozsianych po całej dawnej Europie. Trudno było odnajdywać ich kapłanów i ludzi ze świecznika biorących udział w rytuałach. Kogoś, kogo można było zmusić do mówienia. Wiele razy ledwo uszedłem z życiem próbując się do nich zbliżyć.
Podczas moich poszukiwań, często gdy zobaczyłem starych ludzi wyrzuconych poza margines społeczeństwa, w jakiejś wsi zabitej dechami albo miasteczku, próbowałem nawiązać z tymi ludźmi rozmowę, jakiś kontakt, wyciągnąć od nich coś, co mogli pamiętać z czasów wojny i zaraz po wojnie. Chodziło mi właśnie o rytuały okultystyczne, eksperymenty na ludziach,, miejsca w których nadal, mogły się ukrywać hybrydy, będące wynikiem eksperymentów . Stwory, które rozeszły się po świecie, zamieszkując podziemne korytarze w górach i lasach, sztolnie, piwnice połączone ze sobą długimi tunelami. Gdy udawało mi się już, nawiązać rozmowę z takimi ludźmi, za co z reguły musiałem się odwdzięczyć tanim winem albo marną nalewką. Niektórzy z nich od taniego wina woleli denaturat... kwestia przyzwyczajenia. Dostawali to ode mnie a w zamian opowiadali mi swoje wspomnienia z czasów wojny. Przeważnie, opowieści były przerażające. Jednak zawsze gdy zacząłem pytać o to co mnie najbardziej interesowało, czyli Okultyzmy, tajne eksperymenty na ludziach, zamieszkałe przez hybrydy i nie wiadomo co jeszcze, stare podziemia i sztolnie, osoby te od razu doznawały jakby amnezji i szybko odchodziły ode mnie. Z czasem jednak nauczyłem się, jak uzyskiwać od takich ludzi, interesujące mnie informacje. Przychodziłem do takiej wsi, szukałem najbardziej parszywych miejsc w, których mieszkali bezdomni. Szukałem sklepów pod, którymi można było spotkać miejscowych starszych ludzi, tak zwanych lumpów, pijaków, meneli. Nie zagadywałem ich od razu, tylko kupowałem najtańsze wino i siadałem gdzieś w oddali od nich, ale tak, żeby mnie widzieli. Z reguły po dwóch dniach byłem już ich kompanem, „swojakiem”. Wiedzieli, że też jestem bezdomny i zapraszali mnie na wspólne popijawy podłych win. Czasem, zapraszali mnie do swoich szałasów w lesie nieopodal wsi. Odchorowywałem potem te kilku dniowe znajomości ale podczas tych kilku dni, ci starzy schorowani , bezdomni ludzie opowiadali mi historie dokładnie takie, jakich sobie życzyłem. Dowiadywałem się od nich wszystkiego o tajnych miejscach spotkań, okultystów. Dowiadywałem się o hybrydach, pół ludziach pół psach. Dowiadywałem się, gdzie mogę znaleźć zamieszkałe i nawiedzone sztolnie i podziemia. Dowiadywałem się tego wszystkiego, bo ci ludzie uznali mnie za swojego. Życie nauczyło ich przez lata, żeby nikomu lepiej nie opowiadać takich rzeczy, gdyż często mieli przez to duże kłopoty. Byli wyszydzani, osądzani o choroby psychiczne, umieszczani w zakładach psychiatrycznych.
W wyniku tych wszystkich moich poszukiwań, tułaniu się od wioski do wioski, od miasteczka do miasteczka, przeważnie sypiając w lesie. Dowiedziałem się że właśnie, ty znasz odpowiedzi na moje pytania. Trudno było ustalić gdzie się obecnie znajdujesz, pod jakim fałszywym nazwiskiem i pod płaszczykiem jakiej profesji zwłaszcza że minęło tyle lat. Jak się już domyślasz tak czy inaczej wyduszę to z ciebie dzisiaj. Nie przedłużajmy zatem. Co wiesz na temat znaleziska z czterdziestego drugiego roku?

- Wszystko zaczęło się od poszukiwań zaginionych Aryjskich Atlantów. - Zaczął opowiadać duchowny - Ustaliliśmy że Atlantyda którą zamieszkiwali ci pół Bogowie, zaczęła ulegać gwałtownej degradacji na wskutek licznych trzęsień ziemi. Aryjscy Atlanci szybko ewakuowali się w różne strony świata na swoich statkach. Dotarli i osiedlili się w górach skalistych Ameryki północnej, Andach i w górach Tybetu. Nasze ekspedycje naukowe w latach 1930 - 1942 zbadały miejsca, gdzie mieli osadzić się Atlanci. Jednak zastano tam tylko, rdzennych mieszkańców obu Ameryk i Tybetańczyków. Dowiedzieliśmy się od nich, że byli u nich przed wiekami pół Bogowie. Dowiedzieliśmy się też, że przed wiekami opuścili góry i wrócili w okolice swojej utraconej Atlantydy. Atlantydy, której już dawno nie było więc Aryjscy Pół Bogowie osiedlili się na północnych terenach dawnej Germanii.
Duchowny przerwał. Patrzyli się przez krótka chwile w milczeniu na siebie. Po czym duchowny dodał.
- i stąd wiemy że Niemcy są potomkami Pół Bogów.
Mężczyzna parsknął śmiechem.
- Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz. - powiedział - pytałem się o znalezisko z czterdziestego drugiego a nie nazistowskie bajeczki, przez które wierzą że są pół Bogami.
- Heinrich Himmler, stworzył organizacje SS zwaną jako „Stu rycerzy okrągłego stołu" - ciągnął dalej duchowny. - Stworzył zalążek nowej wiary, cywilizacji, kultury Rasy Panów. Stworzył nową organizacje Okultystów SS. Członkowie tej organizacji, podróżowali po całym świecie w poszukiwaniu artefaktów, pozostałych po Aryjskich Atlantach w nadziei że znajdą jakieś źródło ich Boskiej Mocy, która da Niemcom ogromną przewagę militarną.
- Heinrich Himmler, przyczynił się do masowej eksterminacji sześciu milionów ludzi - podniesionym głosem wtrącił mężczyzna. - "Ostateczne Rozwiązanie" realizował, nikt inny jak ten nawiedzony poszukiwacz artefaktów Aryjskich Atlantów. Bzdurne teorie i pseudo naukowe dociekania posłużyły jako uzasadnienie, fikcyjnej teorii o Rasie Panów i usprawiedliwienie Holokaustu. Więc, nie pieprz mi, więcej o Aryjskich Aliantach, Rasie Panów ani o "Stu rycerzach okrągłego stołu". Gadaj co znaleziono w czterdziestym drugim ?
- Słyszałem kiedyś że coś znaleźli w Alpach, właśnie w czterdziestym drugim. Ale zaraz potem ogłoszono że plotka jest nieprawdziwa. To wszystko co wiem. Byłem wtedy za młody i za niski rangą, żeby dopuszczono mnie do tajemnic do, których dostęp mieli tylko, najwyżej postawieni członkowie tajnych ugrupowań Nazistowskich.
- Wydaje mi się, że wiesz jednak dużo więcej - powiedział mężczyzna, wstając z fotela. Wyjął nóż i taśmę izolacyjną, po czym podszedł do przerażonego duchownego.

* * *

Noc była zimna. Z gęstych czarnych chmur nisko zawieszonych nad ziemią, padał ulewny deszcz. Pod małym okapem, nad oknami do piwniczki, znajdującej się pod domem zakrystii, czarny kot chroniąc się przed ulewą, bawił się z dopiero co złapaną myszą. Mysz wydawała z siebie przerażające, pełne bólu i cierpienia piski, kiedy kot rozszarpywał ją swymi pazurami i kłami, przy czym był bardzo powolny. Nie spieszyło mu się specjalnie. Nie zależało mu na szybkim uśmierceniu myszy. Jak to koty maja w swej naturze, ten także lubił się trochę poznęcać nad swą ofiarą, zanim ostatecznie przystąpił do konsumpcji. Intensywna ulewa zagłuszała piski dręczonej myszy. W tym samym czasie, w tym samym budynku zakrystii, podobna sytuacja miała miejsce dwa pietra wyżej, w salonie, z którego przez okno biło przyciemnione światło a o szybę głośno odbijały się duże krople deszczu. Jednak...nie był to kot i nie była to mysz.

Data:

 2017.11.26

Podpis:

 Yourofsky

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80807

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl