DRUKUJ

 

Punkt zwrotny cz.II

Publikacja:

 18-01-12

Autor:

 MartaG
II. Zniknięcia, mail i nowi przyjaciele

Tydzień później zaczęły znikać kobiety. Nagle, jedna po drugiej nie wracały z lasu, z innych wiosek czy, co najbardziej przerażające, z nizin. W pół roku zniknęło pięć kobiet w wieku Idy. Jedne miały partnerów, inne pełne rodziny. Wszystkie Ida znała i lubiła. Po pierwszym zniknięciu nikt nie panikował, gdyż ostatnia taka sytuacja miała miejsce pięć lat temu i liczono, że nie powtórzy się w najbliższym czasie. Po miesiącu, kiedy zaginęła kolejna matka, osierocając dziecko, w wiosce zasiał się niepokój.
W końcu Henryk zwołał naradę na głównym placu. Wszyscy mieszkańcy porzucili swoje zajęcia i stawili się przed południem na zebraniu.
- Mieszkańcy Zielonego Punktu – zaczął. – Czuję wasz niepokój i ból. Starszyzna postanowiła wzmocnić obronę naszej wioski. Każdej nocy będziemy wystawiać straże przy wejściu, a każda kobieta zmuszona do wyjścia poza terytorium, będzie eskortowana przez co najmniej dwóch mężczyzn. Nie wiemy, kto porwał kobiety, ale nie dopuścimy, żeby zniknęły następne.
Dalszymi zdaniami dodawał otuchy swojemu ludowi. Ida z dumą słuchała, jak ojciec pięknie przemawia. Zawsze fascynowało ją, jak wielki ma wpływ na ludzi, którzy mu ufali.
W ciągu kolejnego miesiąca zniknęła jeszcze jedna kobieta, ale nie byle jaka. Zniknęła przyjaciółka Idy.
- To Lea – Henryk ciężko usiadł na krześle w swoim gabinecie. – Lea zniknęła.
Ida zasłoniła twarz rękami.
- Nie wierzę – nie mogła złapać tchu. – Nie Lea. Dlaczego?
Henryk ciężko westchnął.
- A dlaczego w ogóle musi ktoś ginąć? – Wstając szarpnął stołkiem, który kopnął pod stół. – Ja pierdolę!
Nie pamiętała, żeby się tak denerwował.
- Lea wyszła z wioski. Ostatni raz widziano ją wchodzącą do lasu.
Ida wiedziała, gdzie chodziła jej przyjaciółka. W lesie jej rodzina znajdowała wszystko, co mogło im się przydać do życia. Robili, jak wszystkie inne rodziny, korzystali z dobrodziejstw natury. Tylko Lei nie miał kto pomóc, ponieważ ojciec jakiś czas temu miał wypadek, a matka była schorowana. Dziewczyna sama utrzymywała rodziców, pracując dorywczo. Była również zbieraczką wszystkich przedmiotów, które mogły przedstawiać jakąkolwiek wartość i wymieniała je na potrzebne przedmioty czy jedzenie. Ida ją podziwiała, gdyż życie Lei stanowiło jej przeciwieństwo. Kiedy tylko mogła, pod nieobecność przyjaciółki, zachodziła do jej rodziców i podrzucała im różne rzeczy. Lea twierdziła, że tego nie potrzebują, ale kiedy matka zachorowała i musiała brać lekarstwa, nie mogła odmówić przyjęcia pomocy. Zbliżyły się do siebie i później często razem biegały do lasu i na wymiany do innych wiosek. Tak im mijały miesiące.
- Obiecuję ci córko, że to było ostatnie porwanie w tej wiosce – zazgrzytał zębami.
- Skąd wiesz, że porwanie? – Spytała.
Spojrzał na nią nieprzytomnie.
- Zniknięcie – machnął ręką. – Zniknięcie. Muszę iść naprawić panele słoneczne.
Wstał powoli i wyszedł z ciężkim westchnieniem, jak człowiek obarczony zbyt dużą ilością niewyobrażalnych problemów.
Gabinet ojca zawsze ją fascynował. Nie był typowym miejscem pracy, ponieważ jako Starszy wioski wciąż bywał poza domem. Jego praca polegała na przemieszczeniu się pomiędzy domostwami, rozmowami z mieszkańcami i utrzymywaniem kontaktów z pobliskimi wioskami. Rozsądzał spory, godził sąsiadów i służył dobrymi pomysłami. O jego sile świadczyło też, że nie bał się konfrontacji. Stawiał czoła pomówieniom i rozsierdzonym pieniaczom. W domu zamykał się tylko i wyłącznie w chwilach niepogody i niezmiernie rzadkich momentach, kiedy potrzebował odpocząć. Ten jeden pokój był jednocześnie jego sypialnią i biurem. Trzymał tu tablety rachunkowe, mapy wiosek, księgi papierowe będące spuścizną z dawnych czasów oraz ubrania, łóżko do spania i czasem jakieś ranne zwierzę. Ostatnim wymagającym pomocy przypadkiem był wilk, który zaplątał się w sidła i zranił nogę.
Na stole ojciec zostawił swój osobisty tablet, z którym raczej się nie rozstawał. Teraz w urządzeniu mrugała dioda sygnalizując wyczerpanie baterii. Ida chwyciła tablet i wstawiła do stacjonarnej ładowarki. Bywało, że urządzenia starszego typu nie chciały się ładować bezprzewodowo. Kiedy dotknął podstawy, jego ekran rozbłysnął i wyświetlił ostatnią przychodzącą wiadomość. Był to obrazek z tatuażem, który nosiła Lea. Wiadomość od niezidentyfikowanego nadawcy była datowana na trzy dni przed jej zniknięciem.
Stała chwilę, jak wmurowana, czując podświadomie, że ojciec wie, co się dzieje. Alarm w jej głowie był zbyt głośny, żeby go zignorować. Próbowała przejrzeć pozostałe wiadomości, ale tablet złośliwie się zawiesił i mimo, że znała pin, nie była w stanie go użyć. Zrozumiała, że miała nie widzieć tego maila, a jakimś dziwnym zrządzeniem losu, czy chwilową usterką urządzenia dojrzała obraz, który momentalnie zasiał w niej mnóstwo wątpliwości i rządzę pytań.
W barze, który był nazywany miejscową spelunką, Ida była częstym gościem. Po skończonej pracy, głównie w sobotę, wpadała na piwo lub wino w towarzystwie znajomych. Był to punkt rozrywkowy wioski, skupiający wszystkich mieszkańców, którzy mogli sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia po ciężkim dniu. Oferował napoje wyskokowe oraz takie bez procentów, gdyż nie każdy miał potrzebę zalewania robaka. Mężczyźni i kobiety siadywali tam wieczorami rozprawiając o bieżących problemach, słuchając wieści przywiezionych z innych terenów, często też tańczyli lub grali w karty.
Jan, opiekun tego miejsca, zdziwił się widokiem córki Starszego z rozmachem przemierzającej drogę do baru.
- Potrzebuję czegoś mocnego – zasiadła do stołu.
Postawił przed nią małą szklankę z ciemnozłotym płynem, który wypiła jednym haustem.
- Co się dzieje? – Jan usiadł na sąsiadującym krześle.
Ida skupiła się na przyniesionej przez niego butelce, nie zwracając uwagi na pozostałych gości.
- Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Totalnie nie wiem, co się dzieje.
- Ida! – Usłyszała za plecami. – Pijesz beze mnie?
Uśmiechnęła się pod nosem.
- Co tu robisz? – Spytała Kiljana.
Uścisnął ją i zajął wolne miejsce. Jan dał mu szklankę i nalał alkohol.
- Kiljan jest tu od paru dni – powiedział. – I już zdecydowanie zubożył moje zapasy whisky.
Mężczyzna klepnął go w ramię.
- Twoim zapasom nie da się zaszkodzić. Wystarczyłyby na pięcioletnią wojnę.
- A twoi kumple mają studnie bez dna zamiast gardeł – Jan roześmiał się głośno. – Dobrze, że jest was tylko trzech. Wracam do pracy.
Zostawił ich z butelką whisky.
- Co tu robisz? – Ida przez dłuższą chwilę zawiesiła na nim spojrzenie. – Ojciec nie mówił, że przyjedziesz.
Oparł się wygodniej i upił łyk alkoholu.
- Jestem tu nieoficjalnie. Ojciec, za zgodą Henryka oczywiście, wysłał mnie do Zielonego Punktu jako obserwatora. W razie konieczności mam służyć pomocą i spróbować rozwiązać zagadkę zaginięcia tych kobiet.
- Nie jesteś sam, dlaczego?
- Damian i Michał zawsze są ze mną. Potrafią świetnie obserwować i wyciągać wnioski. Zresztą o wilkach mowa.
Odwrócił się w stronę drzwi i zaprosił przyjaciół do stolika. Po krótkim przedstawieniu mężczyźni ugasili pragnienie kuflem piwa i wyłożyli swoje wnioski.
- Co łączy zaginione osoby? – Michał skierował pytanie do Idy.
Nie namyślała się długo.
- Są kobietami w podobnym wieku.
- W twoim wieku – Kiljan wyraźnie podkreślił każde słowo.
- No tak – skinęła głową. – Właściwie, to dlaczego nie giną młodsze?
Damian spojrzał na pozostałą trójkę w zamyśleniu.
- Ginęły młodsze. Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza możemy udokumentować zaginięcie średnio jednej przedstawicielki płci pięknej na pięć lat.
- Serio? – Ida uniosła brwi.
- Jak miałaś trzy lata, zniknęła trzyletnia córka bibliotekarzy.
Bardzo usilnie próbowała przypomnieć sobie tą informację.
- Jak miałaś dziewięć lat, córka mechaników poszła do lasu i nie wróciła.
- O tak! Pamiętam to! – Krzyknęła. – Uczyłyśmy się razem.
Pokiwał głową.
- Jak miałaś piętnaście lat, dziewczyna szklarzy nie wróciła na noc do domu.
- Śmiano się wtedy, że nieźle zabawiła, ale kiedy nie pojawiła się przez kolejny tydzień, to nagle nikt już nie chciał o tym mówić – przypomniała sobie. – Ale przecież od tamtego czasu, aż do zeszłego roku nic takiego nie miało miejsca.
Kiljan pochylił się ku niej.
- Pięć lat temu zniknęła jedna z dziewczyn z Punktu Czerwonego. Miała dwadzieścia lat.
- Ale Czerwony Punkt jest strasznie daleko – zdziwiła się. – Nie sądziłam, że z innych wiosek też giną kobiety.
- Tamta zginęła, kiedy wracała do swojej wioski z waszej.
Ida podparła ręką czoło i zaparzyła się we wzory na drewnianym stole.
- Czy macie jeszcze jakieś informacje o zniknięciach w innych Punktach?
- Niestety – Michał pokręcił głową – żadnych tego typu wiadomości.
Nastała chwila ciszy, którą przerwał zdecydowany głos Kiljana.
- Musisz na siebie uważać, Ido.
Spojrzała mu prosto w oczy. Widziała jak przez mgłę.
- Nie ma takiej potrzeby.
Pomyślał, że świetnie wypiera prawdę, bo się boi lub jest po prostu naiwna.
- Czy poza zaginięciami, zauważyłaś coś dziwnego? – Próbował ją naprowadzić.
Wstała od stołu.
- Mam dość na dzisiaj.
Wieczorne powietrze zapowiadało nastanie wiosny. Wyraźnie czuła zapach uwolnionej gleby.
- Henryk wie coś o zaginięciach – usłyszała głos Kiljana.
Odwróciła się w jego stronę.
- Widziałam dzisiaj mail z tatuażem Lei, który ktoś wysłał trzy dni temu – powiedziała to, chociaż czuła się, jakby właśnie zdradzała ojca.
Kiljan spuścił głowę.
- Karol zna prawdę, chociaż nie sądzę, żeby całą, ale kazał mi mieć cię na oku.
- I tak chętnie go posłuchałeś – ironizowała.
Uśmiechnął się krzywo.
- Długo się opierałem, aż zagroził mi, że mnie wydziedziczy, jak tego nie zrobię.
- Dziękuję – szepnęła. – Czy możesz mnie odprowadzić do domu?
Ruszyli przed siebie.
- Kiljan, dlaczego tak naprawdę tu jesteś?
Chrząknął.
- Dobrze – zgodził się. – Opowiem ci, ale musimy zwolnić kroku.
Musieli parę razy przespacerować się dookoła kilku domostw. Ida dowiedziała się, że od jakiegoś czasu Kiljan poszukiwał zapisków dotyczących ustanowienia pokoju ćwierć wieku temu. Bardzo interesowały go warunki, na których przyjęto rozejm, gdyż logicznie doszedł do wniosku, że takowe istnieć musiały. Niestety nic nie znalazł.
- Co właściwie rozbudziło w tobie poszukiwacza? – Idę wciągnęła rozmowa.
Przystanął i spojrzał na nią.
- Zauważyłaś, że system funkcjonowania wiosek wcale się nie zmienił od naszego dzieciństwa?
- Co masz na myśli? – Nie bardzo rozumiała.
Potarł skroń.
- Wszystko działa, jak w świetnie naoliwionej machinie. Mamy, co nam potrzebne do życia, ale nie w nadmiarze. Dużo pracy, troszkę przyjemności i mało czasu wolnego. Niby mamy tablety, ale nie wykorzystujemy ich mocy. Niby mamy sąsiadów w różnych Punktach, ale ich nie odwiedzamy. Niby możemy podróżować, ale zawsze na drodze stanie jakiś potwór lub bezimienni wymyśleni przez Starszyznę.
- Niby mamy książki, ale nikt ich nie czyta. Niby mamy pojazdy, ale nikt z nich nie korzysta – dokończyła Ida. – Chociaż ja czytam i umiem jeździć – dodała szybko.
- No właśnie! – Kiljan chwycił ją za ramiona. – A ile razy wyjechałaś poza granicę wioski?
Cały aż płonął.
- Jeszcze półtora roku temu jeździłyśmy z Leą na wymiany między wioskami, ale kiedy któregoś razu wróciłam bardzo późno w nocy i ojciec prawie dostał zawału, to nigdy więcej tego nie zrobiłam. Używam tylko jednośladów po wiosce.
W zamyśleniu zsunął ręce wzdłuż jej ramion i złapał dłonie.
- Siedem lat temu postanowiłem coś zrobić i zacząłem czytać po kolei wszystkie książki, jakie mamy w swojej bibliotece. Wiesz, czego się nauczyłem?
Ponownie skrzywił twarz w uśmiechu. Światło księżyca padające na jego oblicze nadało mu groteskowe wrażenie. Pokręciła głową.
- Po pierwsze wiem chyba wszystko o rolnictwie. Naliczyłem pięćset różnych ksiąg w tym temacie.
- Też je mamy – wtrąciła.
- Przeczytałem wszystkie medyczne. Mógłbym ci przeprowadzić operację na otwartym sercu – przesunął palcem wskazującym od jej brody wzdłuż szyi, aż do kołnierza kurtki. Był jak w transie. – Czytałem też książki matematyczne, służące do wyliczania właściwie wszystkiego. Były też poradniki codziennego życia i współżycia.
Były kolorowanki dla dzieci, śpiewniki i instrukcje gier.
Gwałtownie odsunął się od niej.
- Brakowało mi tylko książek historycznych, jakby przed wielką wojną niczego nie było.
- Niemożliwe – zaprzeczyła. – Wiemy, co było.
- Skąd? – Naskoczył na nią.
- Matko! – Ofuknęła go. – Uspokój się trochę.
- Przepraszam, ale zastanów się proszę, skąd wiesz, co było przed wojną.
- Z opowieści – zamyśliła się.
Uśmiechnął się triumfująco.
- A widzisz! – Wycelował w nią palec. – Założę się, że w waszej bibliotece nie ma żadnej książki historycznej. I żadnej o prowadzeniu wojny – dodał.
- Mam wrażenie, że miałeś zdecydowanie za dużo wolnego czasu – powiedziała, zanim zdążyła się ugryźć w język.
Kiljan odsunął się o krok. Po jego minie widziała, że nie jest mu do śmiechu.
- Wydawało mi się, że możemy poważnie porozmawiać, ale chyba się pomyliłem – jego głos był gęsty od niechęci.
Rozłożyła ręce.
- Nie chciałam cię urazić, ale opowiadasz nieprawdopodobne rzeczy. Dlaczego mówisz mi to wszystko?
Zaśmiał się cicho.
- Bo jesteśmy podobni.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Nie wydaje mi się.
- Kręcisz głową, ale tak jest. – Ruszyli. – Oboje jesteśmy dziećmi Starszych i nie mamy matek. Jesteśmy dociekliwi, mimo przeszkód. Widzimy rzeczy takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi mamy je widzieć. Z tą różnicą, że ty je akceptujesz. Pamiętasz, jak byłaś u nas w wiosce dziesięć lat temu?
Przypomniała sobie to wydarzenie.
- Twój ojciec robił podchody, żeby nas wyswatać, ale byłeś strasznym bęcwałem.
Jego głośny śmiech zabrzmiał wśród ciszy.
- Robiłem wszystko, żeby cię zniechęcić.
- I ci się udało.
- Nieprawda – zaprzeczył i potarł palcem skroń. – Przecież przed wyjazdem, kiedy się żegnaliśmy, powiedziałaś, że może się mną zainteresujesz, kiedy przestanę błaznować.
Zakryła dłonią usta. Zupełnie o tym zapomniała.
- Być może, ale co to ma wspólnego z tematem? – Wróciła do rozmowy.
Próbował zebrać myśli w jedną.
- Widzimy prawdę. Żyjemy w bańce, która za moment pęknie.
Cofnęła się.
- Co ty mówisz?
Złapał ją za ręce, chcąc, żeby go wysłuchała.
- Chcę być wolny, Ido.
Wyszarpnęła dłonie i zacisnęła w pięści. Odwróciła się do niego tyłem.
- Chcesz niemożliwego – szepnęła.
Usłyszała, kiedy gwałtownie wciągnął powietrze.
Po powrocie do domu pragnęła porozmawiać z ojcem.
- Gdzie jest Henryk? – Spytała ciotkę.
Areta uśmiechnęła się łagodnie, jakby do swoich kwiatów. To ona zaraziła Idę miłością do nich.
- Wyjechał do Czerwonego Punktu. Wszędzie szuka pomocy.
- Nie spodziewałam się. Chciałam się z nim zobaczyć.
Areta machnęła ręką.
- Porozmawiacie jutro wieczorem. Kładziesz się do łóżka? – Spytała od niechcenia.
- Zaraz ciociu. Zostawiłam coś u ojca w gabinecie.
Ida weszła do pokoju Henryka i wyciągnęła tablet z ładowarki. Puknęła w ekran palcem i poczekała, aż pokaże się pole na wpisanie kodu pin. Wbiła datę zakończenia wojny i ujrzała tatuaż. Wiadomość była sprzed ponad godziny i została odczytana przez Henryka. To potem musiał zdecydować się na wyjazd. Przejrzała pozostałe maile. Żadnego zaskoczenia, sześć obrazków i sześć zniknięć. Na siódmym widniał jej tatuaż.

Morze wyrzuciło kolejnego samobójcę. Iv westchnęła ciężko i oparła się o okno. Jej ciało znów odmawiało posłuszeństwa. Chciała zejść na brzeg, ale nie mogła oddychać. Wdech, wydech, powtarzała sobie w myślach, jak mantrę. Pragnęła doczekać przenosin. Ostatnie się nie udały, tak zresztą, jak w rezultacie wszystkie poprzednie. Zbyt często musieli poszukiwać kolejnego rozwiązania. Ojciec obiecał jej, że tym razem skończą z tym raz na zawsze. Dowiedziała się później, że rozwiązanie znalazł wbrew woli matki, która w żaden sposób nie chciała się posunąć do takiego radykalizmu.
Spojrzała na swój tatuaż. Poprzedni był zbyt prosty, więc zrobiła z niego smoka. Ojciec był zachwycony, kiedy tatuowała swoje ciało, jakby każda kolejna dziara świadczyła o jej nieocenionym talencie. Bajkowy smok wpleciony między zielone koła obramowane liśćmi.

Data:

 2017/2018

Podpis:

 MArtElNatywa

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80867

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl