DRUKUJ

 

Eryk

Publikacja:

 18-02-05

Autor:

 araksol
Moja córka nastolatka niespodziewanie z wesołej i uroczej trzpiotki zamieniła się w potwora. Stała się arogancka, pyskata i agresywna. Oceny w szkole też stały się gorsze i zaczęła opuszczać lekcje. Ze mną prawie nie rozmawiała, na ojca się boczyła, przestała o siebie dbać i ciągle jej było mało pieniędzy. Próbowałam z nią rozmawiać i nic to nie dało. Najpierw się kłóciła, a później całkiem zamknęła się w sobie. Swojego pokoju broniła jak lwica i zaczęła zamykać drzwi na klucz. Nawet koleżanek do pokoju nie zapraszała. Czy jeszcze jakieś miała trudno było odgadnąć. Nawet Baśka jesj serdeczna przyjaciółka jeszcze od czasów podstawówki przestała bywać w naszym domu. To było bardzo dziwne, bo wcześniej widywały się prawie codziennie, uczyły się razem i gadały nieraz do późnej nocy.
- Co się stało Moniko- spytałam. Czemu taka jesteś? Masz jakieś problemy?
-Jaka? Po prostu jestem prawie dorosła i potrzebuje prywatności.
- Tak nagle? Jeszcze pół roku temu kochałaś brata, a wczoraj go wygoniłaś ze swojego pokoju.
- Bo mi grzebał po kątach- rzuciła.
- No i co się takiego stało. Przecież nic ci nie wziął. Przeglądał tylko książki na regale- argumentowałam.
- Ma do mnie do pokoju nie wchodzić i już. Ma swój pokój niech tam siedzi- warknęła i wyszła.
Tego dnia późnym wieczorem gdy przechodziłam pod jej drzwiami usłyszałam, że z kimś rozmawia. To znaczy tak to wyglądało jakby komuś coś tłumaczyła. Słyszałam jej zachrypnięty głos- dziwny i gruby. Zdziwiona zastukałam do drzwi ale mi nie otworzyła i przestała mówić. Stukałam i wołałam ją ale bez skutku. Łomotać w drzwi nie chciałam, bo bałam się obudzić sąsiadów. Po chwili wróciłam do sypialni i powiedziałam o wszystkim Jackowi, mojemu mężowi.
- Słuchaj, a może u niej jest chłopak?- rzucił.
- No coś ty przecież jest za młoda- wykrzyknęłam.
- Ej tam za młoda? Za parę miesięcy będzie pełnoletnia. Czas na pierwszego chłopaka najwyższy.
- No ale przecież nie może go przyjmować w nocy w pokoju. Jeszcze coś się wydarzy- dodałam. No i jeśli już to powinna nam go przedstawić. Po co go ukrywa?
- No faktycznie powinna. Porozmawiamy z nią jutro.
- O ile zechce, bo ostatnio wcale się do mnie nie odzywa- wyznałam.
Następnego dnia oczywiście rozmowy nie było. Monika gdy tylko wspomniałam o wczorajszym incydencie burknęła coś i wyszła trzaskając drzwiami. Po chwili już jej w domu nie było. Tym razem miałam jednak szczęście, bo zostawiła otwarte drzwi do swojej twierdzy. Weszłam więc i rozejrzałam się. Pokój był zaniedbany i to bardzo. Na fotelu leżała sterta wymiętych ubrać, a na podłodze walały się śmieci. Zdrętwiałam. To było bardzo dziwne, bo jeszcze niedawno Monika kochała porządek i zapałem sprzątała swój pokój. Tak wiem nie powinnam myszkować ale byłam na prawdę zdesperowana. Zaczęłam szukać czegoś co by mnie doprowadziło do rozwiązania zagadki czemu moje dziecko tak się zmieniło. Pod poduszką znalazłam pamiętnik i już po chwili nie zastanawiając się zaczęłam czytać. Słowo po słowie czytałam o narkotykach i nowych kolegach, którzy okazali się satanistami. Później o jej zniewoleniu, seksie na cmentarzu i ich groźbach. W końcu o jakimś Eryku, który ją kontrolował i śledził każdy jej krok. Bała się go. On zabronił komukolwiek o sobie mówić i ona się tego trzymała. Zamarłam. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić co moja mała dziewczynka przeżywała. Jak jej pomóc? Myślałam. Po rozmowie z Jackiem doszłam do wniosku, że trzeba porozmawiać z księdzem i policją. Najpierw jednak postanowiliśmy rozmówić się z Moniką. Przyszła do domu przed wieczorem. Była blada i miała podkrążone oczy. Tłuste, zaniedbane włosy smętnie zwisały jej wokół twarzy.
- Moniko dziecko opowiedz mi o Eryku- zagaiłam.
- Skąd wiesz o Eryku- warknęła z popłochem w oczach.
- Wszystko wiem pomożemy ci z tatą tylko przestań się od nas izolować i opowiedz o wszystkim- prosiłam. Wszystko będzie dobrze. Poradzimy sobie z tym razem. Zaufaj nam.
Niespodziewanie się poddała i zaczęła szlochać. Wyciągnęłam do niej ręce, a ona ufnie wtuliła się w moje ramiona. Gładziłam ją po włosach i uspokajałam. Po chwili opowiedziała mi o Eryku. Przychodził w nocy. Jak wchodził tego nie wiedziała. Siadał na fotelu i z nią rozmawiał. Groził jej i namawiał ją do samobójstwa. Jeszcze się trzymała ale już zaczęło jej brakować siły. Bardzo chciała żyć. Bardzo chciała się od niego uwolnić. To się zaczęło dwa miesiące wcześniej. Koledzy namówili ją do seksu na cmentarzu. Nie chciała ale była pod wpływem narkotyków i się zgodziła. Wybrali grób nastoletniego samobójcy i kazali jej zrobić to na nim. W tą noc po raz pierwszy odwiedził ją Eryk i od tego czasu przychodził prawie codziennie.
- Pomożesz mi mamusiu- prosiła. Zrobię wszystko.
- Dobrze. Dziś nie zamykaj drzwi i zawołaj mnie gdy przyjdzie Eryk. Nie bój się.
- Ale on mnie zabije- wyjąkała przerażona.
- Nie nie zdąży. Będziemy z tatą czuwać i przeszkodzimy mu- obiecałam.
Po kolacji Monika poszła do siebie. My z Jackiem zgasiliśmy światło i czuwaliśmy. Czas dłużył się okropnie. Minuta przemijała po minucie. Koło północy usłyszeliśmy głos Moniki. Z kimś rozmawiała. Nie zastanawiając się wiele zerwaliśmy się z Jackiem z miejsca i popędziliśmy do jej pokoju. Byłam pierwsza z trzaskiem otworzyłam drzwi i wpadłam do pokoju. Monika siedziała na łóżku i miała błędny wzrok. W pokoju nikogo nie było. Podbiegłam do niej i wzięłam ją w ramiona.
- Już dobrze, dobrze kochanie nikogo tu nie ma- uspokajałam ją kołysząc w ramionach.
Po chwili się rozluźniła.
-Ale Eryk tu był- powiedziała.
- Nikogo nie było- odpowiedziałam.
- No ale był. Rozmawiałam z nim- przekonywała. Widziałam go. Siedział jak zwykle w fotelu.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że z moim dzieckiem jest coś nie w porządku, że Monika jest chora albo opętana. Raczej to drugie, bo chorób psychicznych w naszej rodzinie nie było. Postanowiłam porozmawiać o tym z mamą. Mama chodziła do kościoła i często chwaliła księdza z naszej parafii. Był ponoć mądry i wyrozumiały. Następnego dnia spotkałam się z nim i opowiedziałam mu o wszystkim. Poradził dać na mszę za duszę tego nieszczęsnego samobójcy, a z córką wybrać się do psychologa. Podał mi namiary do psychologa specjalizującego się w sektach. Niezbędne też okazało się zeznanie na policji. Monika współpracowała. Zgodziła się odwiedzać psychologa i uwierzyła, że pomoc jest możliwa. Chodziła na terapię już pół roku, zrezygnowała z narkotyków, zerwała z dawnym środowiskiem i wtedy po raz pierwszy zauważyłam podczas kolacji, że się uśmiecha. Z powrotem też zaczęła się bawić z bratem. Już nie wyganiała go z pokoju i nie zamykała drzwi. W jej pokoju z powrotem zapanował ład. W wazonie stały świeże kwiaty. Rozkwitła. Z zahukanej i wystraszonej szarej myszki zmieniła się w pewną siebie i atrakcyjną nastolatkę. Stopnie poprawiła i zaczęła o siebie z powrotem dbać. Niedawno pogodziła się z Baśką i ta znowu stała się u nas częstym gościem. Monika już nie miała wzroku spłoszonego zwierzątka. Któregoś dnia opowiedziała nam o Eryku. O rozmowach i o swoim strachu. Już wiedziała, że była opętana, że te rozmowy nie były rzeczywiste. W następnym miesiącu nabrała na tyle odwagi, że pojechała na grób Eryka i zapaliła na nim świecę. Obiecała się za niego modlić. Zaczęła też chodzić z babcią do kościoła. Ostatnio znalazła sobie pierwszego chłopaka i przedstawiła go nam. Maciek jest sympatyczny, przystojny i opiekuńczy. Studiuje na pierwszym roku ekonomię. Dziś wieczorem ma ją odwiedzić, a ona zdecydowała, że o Eryku mu opowie. Nie chce mieć przed nim tajemnic. Ufam, że wszystko będzie dobrze i że Maciek zrozumie.

Data:

 2017

Podpis:

 araksol

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80897

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl