DRUKUJ

 

Zderzenie Światów - rozdział 3 części 2

Publikacja:

 18-03-17

Autor:

 AgnieszkaQ
ROZDZIAŁ 3
CHWILA WYTCHNIENIA


Wojtek przywitał wtorkowy poranek dużo radośniej niż ten poniedziałkowy. Pogodziwszy się z rodzicami, miał o jeden problem mniej na głowie. Spokojnie i bez pośpiechu zjadł śniadanie, zebrał rzeczy i ruszył do szkoły.

Atmosfera w klasie była tak samo gęsta jak wczoraj. Oliwia wciąż siedziała w ławce z Kamilem, a Paweł i reszta Towarzystwa uprzykrzali im życie. Wojtek na początku postanowił się w to nie mieszać, lecz z upływem godzin cała ta sytuacja działała mu coraz bardziej na nerwy. Na długiej przerwie zagaił rozmowę z Pawłem.
- Skończcie już może. Co ci to da, że tak będziesz ich gnębić?
- A da - nastroszył się Paweł. Znów nerwowo bawił się zapalniczką w kieszeni spodni. - Mówiłem ci wczoraj, że nie odpuszczę.
- Nie szkoda ci czasu na tą bezsensowną wojnę? - nie ustępował Wojtek. - Masz co robić, w tym roku matura. Wykorzystaj nadmiar energii na naukę.
- Nauka nauką - odparł Paweł - ale czy ty naprawdę nie widzisz, że właśnie zostaliśmy wczoraj zdradzeni? I to przez kogo?! Przez tą przemądrzałą zołzę!
- Przesadzasz. - Wojtek wiedział swoje. - Była tylko raz na naszej imprezie i to w dodatku tylko dlatego, że chciałeś od niej wyciągnąć streszczenie książki. Dobrze wiesz, że tak naprawdę nigdy nie należała do naszego Towarzystwa.
- Nie zmienia to faktu, że mogła należeć. - Paweł nie miał zamiaru ustąpić. - I gdyby nie wczorajsza akcja, to mogłaby być częścią naszego Towarzystwa nawet do końca roku.
- A co potem? - spytał Wojtek, choć raczej sam siebie.
- Jak to co? - zdumiał się Paweł. - Potem nie byłaby nam już do niczego potrzebna. Chyba, że poszłaby na te same studia.
Wojtek się zadumał. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że Paweł i z nim przyjaźni się tylko i wyłącznie dla jakichś wymiernych korzyści. Nie był sobie tylko w stanie wyobrazić, dla jakich. Paulina i Ewelina dostarczały różnych prezentów materialnych i spożywczych. Dawid był świetnym zdobywcą nowych używek. Michał był niewyczerpalną studnią rozrywki. A on sam, Wojtek? W przeciwieństwie do reszty towarzystwa, byli z Pawłem najlepszymi przyjaciółmi już od podstawówki. Chodzili razem również do gimnazjum. Znali się jak łyse konie. To z nim po raz pierwszy upił się do nieprzytomności. Z nim również uzależnił się od papierosów, palił trawę i oglądał najpierw gazetki erotyczne, a później filmy porno. Nie był w niczym ani lepszy, ani gorszy od Pawła. Jego podejrzenie wydało mu się więc bezpodstawne i bezsensowne. Zakończył więc te ponure rozważania i spróbował raz jeszcze wpłynąć na przyjaciela.
- Skoro już musisz z nimi walczyć, to przynajmniej nie zostawiaj śladów.
- Jak to?
Paweł zdawał się być zaskoczony. Przestał bawić się swoją zapalniczką. Wojtek wyjaśnił:
- Posyłasz im te wszystkie liściki. Nie boisz się, że pójdą z nimi do Napoleonii?
- Wiesz co, stary, o tym nie pomyślałem - zasępił się przyjaciel, gładząc przerzedzoną bródkę. - Ale wymyślę coś innego. Słowo honoru, że nie odpuszczę.

Po lekcjach, które znów dłużyły się Wojtkowi w nieskończoność, nadszedł czas na wizytę na siłowni. Tym razem z Magdą.
Dziewczyna okazała się być dzisiaj nawet punktualna. Zresztą trudno było nie być punktualną, kończąc zajęcia o tej samej godzinie co osoba, z którą była umówiona. Przywitali się bez przesadnej wylewności i ruszyli do celu.
Magda potrzebowała więcej czasu na przebranie się w szatni niż Wojtek. Zanim z niej wyszła, chłopak zdążył już zrobić fazę wstępną rozgrzewki. Akurat wszedł na bieżnię i truchtał radośnie obok Malwiny, kiedy Magda do nich dołączyła. Choć to raczej zapach jej perfum przybył tu przed nią. I pojawił się problem: Wojtka i Malwinę aż przytkało, odczuli nagłe problemy ze swobodnym oddychaniem. Nie chodziło tyle o strój Magdy, bezwstydnie podkreślający wszystkie jej atrybuty kobiecości, ile właśnie o jej zapach - ciężki i w zdecydowanie przesadzonych ilościach. Wojtek miał wrażenie, że do płuc wlewa mu się trucizna, która je miażdży z każdą sekundą bardziej. Spojrzał na Magdę z niedowierzaniem i spytał nerwowo, zatykając nos palcami:
- Co żeś ty zrobiła? Co tak capi?
- Jak to capi? - zdziwiła się dziewczyna. - O co wam chodzi?
Mina Malwiny potwierdzała słowa Wojtka, który stwierdził bezlitośnie:
- Wypsikałaś się jakimś śmierdziuchem tak, że nie da się oddychać.
- Czy ty zaprosiłeś mnie tu tylko po to, żeby mnie, kurwa, obrażać?! - poniosło ją. - Jeśli tak, to mogłeś sobie darować!
Wojtek zszedł z bieżni. Nie zdawał sobie wcześniej sprawy, jak bardzo perfumy wszelkiej maści mogą przeszkadzać mu w trakcie intensywnego wysiłku fizycznego, do którego głęboki oddech jest niezbędny. Nawet gościu, który pierdnął zjadliwie w zeszłym tygodniu, nie wywołał u mnie takiej reakcji..., pomyślał mimochodem. Do Magdy jednak rzekł, kładąc dłonie na jej ramiona:
- Posłuchaj, nie chciałem tak ostro, ale taki zapach bardzo przeszkadza - starał się wyjaśnić tak łagodnie, jak potrafił. - Jak idziesz na siłownię, to używasz tylko wody z mydłem. Czasem jakiegoś antyperspirantu, jeśli nie jest zbyt intensywny. A ja mam teraz wrażenie, jakbyś wylała na siebie całe wiadro perfum. Daj ludziom oddychać.
- Przesadzasz! - obruszyła się i gwałtownie strąciła jego dłonie ze swoich ramion. - I mam już tego wszystkiego dość! Nie będę się już z tobą umawiać! To był, do chuja pana, ostatni raz!
Chciała dumnie odwrócić się na pięcie i iść do szatni, lecz odwracając się, zderzyła się z trenerem.
- Nic ci nie jest? - spytał Arek, przytrzymując ją od upadku.
Spojrzała na niego lekko oszołomiona zderzeniem: świetnie zbudowany, raczej wysoki blondyn o jasnych oczach, z zawadiacką bródką i łobuzerskim uśmiechem. Odpowiedziała, trzepocząc rzęsami:
- Nie, nic, tylko jestem tu pierwszy raz...
Uśmiechnęła się niewinnie. Pozwoliła sobie pomóc.
- To moja koleżanka ze szkoły - wtrącił Wojtek. - Chyba właśnie...
- Może pomożesz mi się tu odnaleźć? - Magda nie dała Wojtkowi dokończyć. Wyciągnęła do trenera swoją delikatną rączkę. - Ja jestem Magda, a ty?
- Arek. Miło cię poznać.
Szczerząc zęby, uścisnął jej dłoń na powitanie. Magda odwzajemniła wyszczerzony uśmiech i przytrzymała dłoń trenera przez kilka znaczących chwil, po czym odparła:
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- No to Sandra i Nicole nie będą szczęśliwe - skomentowała radośnie Malwina.
Wojtek nagle zdał sobie sprawę, że Magdę właściwie ma już z głowy. Rozpoczął trening siłowy. Cieszył się w głębi duszy, że wydarzenia tak się potoczyły. Magda mogła go uważać za mega gbura, ale przynajmniej gdyby nie przyszła z nim na tę siłownię, to nie mizdrzyłaby się teraz do Arka. Obserwował ich przez cały trening; dziewczyna albo celowo go ignorowała, albo była tak szczerze zafascynowana trenerem. Wojtek doszedł do wniosku, że źródło jej zachowania jest mu w zasadzie obojętne. Cieszył się, że ten problem ma już załatwiony.
- Twoja dupa? - spytał Wojtka Łuki.
- Na szczęście już nie - odparł chłopak z niedającym się ukryć zadowoleniem.

Nie czekał na Magdę po skończeniu treningu siłowego. Uskrzydlała go dziś ta świadomość, że wszystko układa się jak najlepiej. Będąc na fali euforii po świeżo odzyskanej wolności, odwiedził dom, by zostawić rzeczy oraz uzupełnić izotonik, i wyruszył do parku. Nie mógł się doczekać spotkania z Anną.
Kończąc trzecie okrążenie parku, zbliżył się do niej ze słowami:
- Witaj, dobra istoto!
- Witaj, istoto biegająca - odwzajemniła styl powitania, leżąc na kocu, jak to miała w zwyczaju.
- Dziękuję ci za wczoraj - wydyszał, zaczynając potreningowy relaks. - Już wszystko jest w porządku w relacjach z rodzicami.
- Nie ma za co.
Przyjęła podziękowanie skinieniem głowy. Zamknęła swoją książkę, obróciła się na bok i stwierdziła:
- Zdrowe relacje rodzinne są bardzo ważne.
- Eh, nie mówię, że są zdrowe, tylko, że już jest OK - sprostował Wojtek. - Ale mniejsza z tym. Wczoraj tak się rozgadałem o filmikach, że zupełnie wyleciało mi z głowy, że miałaś mi opowiedzieć ciąg dalszy swojej historii.
- Istoto uparta, nie sądziłam, że będziesz chciał do tego wracać.
Anna zrobiła rozbawioną minę.
- Ależ, istoto przekorna, wiesz przecież nie od dziś, że bardzo zainteresowała mnie twoja historia - odwzajemnił się Wojtek.
- Więc słuchaj, istoto ciekawska, jak to było dalej. - Wzięła głęboki wdech i zaczęła opowiadać. - Jak zapewne pamiętasz, w niesławnym gimnazjum pracowałam jeszcze dwa lata, z czego ten pierwszy rok był dosyć luźny i przyjemny. Miałam zajęcia z najlepszą klasą w szkole, a także kilkoro uczniów na zajęciach indywidualnych.
- To ile w sumie było tych godzin? - spytał, kończąc rozciąganie i kładąc się obok Anny na kocu.
- Trzy godziny z klasą i, daj mi policzyć... Czworo indywidualnych.
- To niedużo - ocenił. - Opłacało się?
- Opłacało - potwierdziła. - Mało stresu i płacone składki. Konkretniejsze pieniądze miałam ze szkół językowych, które składek z kolei nie płaciły. I tak się to wszystko uzupełniało.
- A mówiłaś, że pracowałaś też jeszcze w innej szkole publicznej - drążył.
- To prawda - przyznała. - Nic nie dzieje się bez przyczyny. Podczas zajęć karcianych przygotowywałam jedną uczennicę z tej dobrej klasy do konkursu wojewódzkiego.
- Co to są zajęcia karciane? - dopytywał Wojtek.
- Nie wiesz? - zdziwiła się. - W sumie skąd możesz wiedzieć. To takie zajęcia, które musiał przeprowadzić każdy nauczyciel. Jeśli miał w szkole pełen etat osiemnastu godzin tygodniowo pod tablicą, to karcianych robił dwie godziny w tygodniu ekstra. Jeśli miał pół etatu, to jedną. Był taki specjalny system liczenia.
- A po co to? - zdumiał się chłopak.
- Podczas takich lekcji można było prowadzić na przykład zajęcia wyrównawcze dla słabszych osób, zajęcia rozwijające dla osób zdolnych, lub po prostu kazać komuś przyjść poprawiać sprawdzian. Na koniec semestru zdawało się z tego raport na konferencji. Podobno mieli w końcu to wycofać.
- Aha - zrozumiał. - Czyli ty miałaś te karcianki przeznaczone na tą zdolną, tak? A jaki to ma związek z tą inną szkołą?
- Taki, że ta dziewczyna była córką dyrektorki podstawówki - wyjaśniła Anna. Usiadła. - A tak się złożyło, że od kolejnego roku szkolnego jedna z anglistek w tamtej podstawówce miała iść na tak zwany całoroczny urlop na poratowanie zdrowia i szukali kogoś na zastępstwo.
- Chyba kapuję. - Wojtek doznał olśnienia. - Coś jak zdobycie posady przez znajomości.
- Coś w tym stylu - zgodziła się, a jej twarz ozdobił rozmarzony uśmiech. - Pamiętam, jak mój dyrektor z gimnazjum rozmawiał z tamtą dyrektorką. Chwalił mnie tak, że aż czerwona się zrobiłam. Jeszcze nigdy wcześniej żaden szef nie mówił o mnie tak dobrze. A mnie się wtedy wydawało, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
- A nie byłaś? - zdziwił się.
- Kiedy mnie chwalono, to oczywiście byłam - potaknęła. - Nie wiedziałam natomiast, z czym to wszystko się wiąże i jak ta nowa praca będzie wyglądać.
- Czyżbym przeczuwał jakiś podstęp? - spytał. Również usiadł.
- Może nie podstęp, ale wiele trudności na pewno - odparła. - Zacznijmy od tego, że zaproponowali mi tam wychowawstwo. Kobitka, za którą miałam przyjść na zastępstwo, była wychowawczynią jednej z klas. Miałam ją zastąpić we wszystkich obowiązkach.
- A to jakaś duża różnica? - dopytywał.
- Ogromna - odrzekła. - Po pierwsze masz o wiele więcej papierologii. Pamiętam dokładnie, ile czasu zajmowało uzupełnianie i liczenie dziennika, jak tworzyło się wszystkie tabele z pomocą psychologiczno-pedagogiczną, wypisywanie zeszytu sprawozdań z zebrań z rodzicami. A same zebrania to osobny rozdział. Nie wspomnę o lekcjach wychowawczych, przygotowaniach do akademii, ocenach z zachowania, zeszytach uwag i telefonach do rodziców.
- Jak tak wymieniasz, to trochę tego jest - przyznał Wojtek.
- Oczywiście, ale robisz to wszystko już wtedy, kiedy odpracujesz etatowe osiemnaście godzin przy tablicy. Jeśli masz półtora etatu, to dwadzieścia siedem. Plus trzy godziny karcianych i jedną godzinę nauki w świetlicy. Aha, do tego dochodzą jeszcze godziny z uczniami indywidualnymi.
- Wydaje się być sporo - oszacował.
- I było. Miałam właśnie półtora etatu, wychowawstwo, lekcje indywidualne oraz jeszcze trzy godziny w gimnazjum z najlepszą klasą w szkole. A najśmieszniejsze było to, że idąc do gimnazjum, mówiłam, że przyszłam sobie odpocząć.
- Poważnie? - zdziwił się. - W gimnazjum? W tym samym gimnazjum, przez które do niedawna płakałaś po nocach?
- Dokładnie tak - potwierdziła Anna.
- Jak to możliwe? - Wojtkowi nie mieściło się to w głowie. - To chyba nie przez liczbę zajęć?
- Nie, akurat długiej pracy się nie boję. Chodziło o atmosferę. W tamtej podstawówce przeszłam szkołę życia, część druga.
- W podstawówce? - niedowierzał. - A co takie dzieciaczki mogą zrobić?
- Jak ci opowiem, to nie uwierzysz. - Puściła do niego oko. - Ale to już nie dziś, wytrwała istoto. Zrobiło się bardzo późno, muszę już wracać do domu.
- Przerywać w takim momencie... - Chciał przeciągnąć to spotkanie jeszcze o kilka chwil.
- Za niedługo zrobi się ciemno - wykręcała się Anna. - Poważnie muszę już iść.
Wstała z koca, ponagliła Wojtka gestem, żeby również zszedł, zebrała rzeczy i powiedziała na odchodne:
- Przypuszczam, że zobaczymy się jutro.
- Oczywiście, fascynująca istoto - odpowiedział. - Licz na mnie.
Anna posłała mu wesoły uśmiech i udała się w sobie tylko znane miejsce. Wojtek potruchtał do swojego domu.

Uprawszy ciuchy treningowe, wziąwszy prysznic i zjadłszy posiłek, szybko odrobił się z prezentacją na jutrzejszą informatykę. Na wszelki wypadek poczytał też biologię i zakuł nowe wzory z matmy. Chciał się z tym odrobić jak najszybciej, by mieć więcej wolnego czasu dla siebie. Czas ten poświęcił na odszukanie i obejrzenie już do końca wszystkich filmików poświęconych historii oraz biografiom wielkich ludzi. Oglądał jak zaczarowany, a kiedy zdał sobie sprawę, że obejrzał już wszystkie, zaczął oglądać powtórnie te, które wydały mu się najfajniejsze, łącznie z czytaniem wszystkich komentarzy umieszczonych poniżej. Nim odkleił się od monitora, zorientował się, że było wpół do drugiej.
Jeszcze bardzo pobudzony, wyłączył laptop i usiłował zasnąć. Przewracał się z boku na bok, myśląc naprzemiennie to o filmikach, to znów o Annie. Spróbował przywołać wizję dotyczącą Anny, którą opisał mu kiedyś Paweł, lecz stwierdził zaskoczony, że miał z tym dużą trudność. Nie umiał wytłumaczyć, dlaczego, lecz coś mu mówiło, że takimi myślami bezcześci swój obiekt uwielbienia. Przypomniał sobie, co jeszcze tak niedawno mówił mu przyjaciel: Czy na ciebie leci...? Wiesz, jakim osiągnięciem by było, gdybyś przeleciał nauczycielkę...? Spróbuj ją zarwać... Chyba, żeś ciota... Przypomniał też sobie swoje odpowiedzi. I zdał sobie nagle sprawę, że tak naprawdę nie jest w stanie już dłużej patrzeć na tę kobietę jak na zabawkę do wykorzystania. Wiedział już, że jeśli ona nie da mu wyraźnego sygnału, że chce czegoś więcej, to nie pozostanie mu nic innego, jak tylko durzyć się w niej z dystansu. I mieć nadzieję, że dostrzeże w nim kogoś więcej niż tylko przygłupiego osiłka, nie mającego pojęcia o literaturze. I wszystkie Pawły tego świata nie zmienią tego, nawet jeśli wymyśliłyby bardziej obelżywe wyzwiska niż ciota. Im dłużej znał Annę, tym trudniej przychodziło mu widzieć w niej obiekt seksualny. A to, co do niej czuł, stopniowo stawało się dla niego czysto platoniczną emocją. Emocją, która dziś spędzała mu sen z powiek.

Data:

 2015/2016

Podpis:

 Agnieszka Q

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80934

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl