DRUKUJ

 

Mano - Początek

Publikacja:

 18-08-01

Autor:

 MISUPL
Wstęp
Biegł. Szybciej i coraz szybciej, aż do utraty tchu. Wiedział, że jeżeli stanie - zginie. Jedynie to dodawało mu jeszcze sił...
Nagle nie wiadomo skąd pojawiło się przed nim dwóch jeźdźców. Nim zdążył wyhamować i zawrócić zaatakowali. Dwóch potężnych jeźdźców na jednego człowieka, co prawda nie byle jakiej budowy, ale cóż znaczy jego siła w porównaniu z ich mocą i umiejętnościami. Uskoczył więc na bok w gęstwinę lasu. To prawdopodobnie uratowało mu życie, gdyż strzała wystrzelona z kuszy jednego z napastników wybuchła w miejscu gdzie przed momentem się znajdował. Nogi uchwyciły mu jakieś dziwne rośliny raniąc boleśnie ciało. Po chwili poczuł że traci przytomność, w ostatnich chwilach świadomości zorientował się, że to działanie gazu ze strzały, nie wiedział już że napastnicy nie zauważywszy go pognali w głąb lasu, ogarnęła go ciemność...
Kiedy się obudził leżał w wielkiej komnacie, ze ścian oświetlonych pochodniami spływała woda. Sklepienie, ginęło gdzieś w mroku, lub być może było aż tak okopcone, że nie dało się go odróżnić od panującej po kątach ciemności. Leżał jeszcze przez chwilę, gdy nagle poczuł, że ktoś go obserwuje. Zerwał się gwałtownie, ale gdy ujrzał staruszka wykonującego uspokajający gest ręką, opadł bezładnie na posłanie i poczuł że ogarnia go ciemność...
...Kiedy się obudził leżał w wielkiej komnacie, ze ścian oświetlonych pochodniami spływała woda. Sklepienie, ginęło gdzieś w mroku, lub być może było aż tak okopcone, że nie dało się go odróżnić od panującej po kątach ciemności. Leżał jeszcze przez chwilę, gdy nagle poczuł czyjąś obecność obok siebie. Zerwał się gwałtownie, ale gdy ujrzał staruszka wykonującego uspokajający gest ręką, opadł na posłanie i zapytał:
- Gdzie jestem?
- Przepraszam cię za moje roślinki, pomyliły cię z jeźdźcami - odparł na to staruszek
- Gdzie jestem? - zapytał ponownie
- W bezpiecznej pieczarze - odparł staruszek - na razie się tym nie interesuj, wiec tylko że jesteś tu bezpieczny. - ...ciemność.
... - Gdzie jestem?
- Ciekawe skąd wiedziałem, że właśnie oto się zapytasz, za każdym razem kiedy się budzisz mówię ci, że na razie nie masz się o co martwić i za każdym razem mam też nadzieję że usłyszę to jedno słowo...
- Jakie?
- Dziękuję.
- Za co?
- Bądź, co bądź uratowałem ci życie.
- ... Rośliny, jeźdźcy... zaczynam sobie przypominać, jak się tu znalazłem?
- Powiadomili mnie o tobie moi przyjaciele i wspólnymi siłami przynieśliśmy cię tutaj.
- W takim razie winien im jestem wdzięczność i tobie też dziadku.
- No teraz już lepiej, z tym, że wolałbym żebyś nie nazywał mię dziadkiem, jestem Gerwin, a ty?
- Manon, na imię mam Manon.
- Hm... Słyszałem kiedyś o Bogu posiadającym to imię, ale brzmiało jakby lekko inaczej...
- Ten Bóg to Manom, zostałem nazwany na jego cześć przez ojca, który był pod wrażeniem świątyni, którą oglądał, kiedy byłem jeszcze w brzuch u matki. Moja matka mówiła, że to obraza nadawać dziecku imię Boga, ojciec się upierał i stanęło na tym, że zmieniono tylko ostatnią literę. Nikt nie może mieć pretensji.
- Ciekawe, ale skoro mi o tym powiedziałeś to albo mi ufasz, albo to było kłamstwo, ale...
- Ja nie kłamię - wszedł mu w słowo Manon - gdybym ci nie ufał i nie był ci wdzięczny, nie mówiłbym nic.
- Dziękuję za zaufanie, przecież nawet nie wiesz kim jestem... No, ale narazie najważniejsze jest żebyś wyzdrowiał, wypij to a zaśniesz, odzyskasz siły.
Manon wypił nie zastanawiając się wogule. Wiedział, że to źle, że tak od razu zaufał temu staruszkowi, ale on wygląda tak niegrooźźźnnniiieeeeee...
- Miłych snów Manonie - dobiegło go jeszcze z daleka głos i zasną.
Kiedy się obudził ponownie przyjrzał się pieczarze, była ogromna. Całe ściany zostały kiedyś pokryte zatartymi już przez wodę rzeźbami. Ale właśnie dlatego wyglądały one niesamowicie. W niższym rogu pieczary woda zbierała się w wyrzeźbionym w tym celu zagłębieniu. Manona zdziwiło to, że przy takiej ilości wody ziemia była sucha, po bliższym przyjrzeniu się stwierdził, że woda spływa do zbiornika specjalnymi rowkami umieszczonymi w ziemi i na ścianach. Strop był także wyrzeźbiony w taki sposób, że woda spływała w kierunku ścian a nie kapała na środek pieczary. Palenisko umieszczone przy zbiorniku na wodę sprawiało, że woda była tam stale ciepła, może nie gorąca, ale Manon nie wzdrygną się przynajmniej z zimna gdy obmył się nią.

Odrodzenie (1)
Była piękna, miała kruczoczarne długie włosy zaplecione w warkocz, jej smukłe ciało pochylało się właśnie nad olbrzymim łosiem, którego przed momentem ustrzeliła z łuku. Odwróciła się i pokiwała do niego żeby podszedł. Wyszedł więc z krzaków i począł biec przez polanę. Z bliska była jeszcze piękniejsza. Usiadła czekając na niego.
- No teraz możemy trochę odpocząć Manonie.
- Dobrze
- Mamy pięknego łosia - powiedziała i wysunęła prowokująco spod obcisłej skórzanej spódniczki udo. Manon zbliżył się do niej.
- Przytul mnie - powiedziała szeptem. Ich usta zbliżyły się do siebie i... Manon znalazł się wśród ciemności. Stał i nasłuchiwał zdezorientowany, gdy nagle zapłonęły pochodnie, naokoło niego stały dziwne istoty i patrząc na niego wymieniały uwagi w jakimś dziwnym języku. Nagle krąg rozstąpił się i Manon zobaczył postać w czarnej szacie. Zbliżała się do niego i gdy była dwa kroki od niego rozmyła się. Manon zdał sobie sprawę, że jest przywiązany do metalowego kołka, który jest obracany nad ogromnym ogniskiem. Naokoło kręciło się mnóstwo kobiet, mężczyzn nie widział wcale. Dołożono do ognia... Manon obudził się z krzykiem.
Usłyszał pospiesznie zbliżające się kroki.
- Co się stało - usłyszał głos Gerwina, to go uspokoiło
- Miałem straszliwy sen, jakaś piękna kobieta, dziwne istoty, rożen...
- Prawdopodobnie to przeznaczenie domaga się abyś wyruszył je spełniać, ale może to być zwyczajny koszmar po przejściach których doświadczyłeś.
- Jakie przeznaczenie, o czym ty mówisz?
- O tym że gdy się zjawiłeś właśnie oczekiwaliśmy na znak od naszego Boga Heizona, w trakcie gdy spałeś ja i moi przyjaciele szukaliśmy czegoś na temat Boga Manoma. W jednym z pradawnych manuskryptów napisane jest, że Manom to syn Heizona. Bóg oddany w niełaskę, ale napisane jest też, że kiedyś wróci pod postacią potężnego wojownika, aby przywrócić chwałę swojemu Ojcu i wyciągnąć go z mroków zapomnienia, w ten sposób odpokutuje swoje winy, jakie, nie napisano. Odczytaliśmy też, że wojownik ten nie będzie miał Boskich Mocy, Zostanie obdarzony jednak siłą i rozwagą, a sam Manom nie ma prawa mu pomagać w jego misji i...
- Jakiej misji, co to za brednie...
- Nasz Bóg zesłał cię nam, w manuskryptach jest też napisane, że wojownik narodzi się na nowo na terenie świętego miejsca, i nie będzie się starzał, choć może zostać zabity przez istotę śmiertelną lub magię, jaką takowa posiada.
- Jaką magię, ja nie mam pojęcia o żadnej magii, jestem ci wdzięczny za uratowanie życia, ale nie pakuj mnie do swoich zabaw i wymysłów.
- To nie wymysły, jeszcze nikt nie przeżył ukłucia kolców jadowych, które posiadają moje roślinki, jednak tobie się udało.
- To może być przypadek świadczący o tym, że jad nie jest w każdym przypadku śmiertelny.
- Ten jad jest śmiertelnie śmiertelny, a ty... odrodziłeś się w świętej pieczarze naszego Boga.
- Nie wierzę w to.
- Musisz uwierzyć i spełnić przeznaczenie. Życie zostało ci zwrócone tylko po to żebyś mógł odpokutować winy swojego Imiennika, wiedz, bowiem, że imię Manom jest zapisane w naszych manuskryptach przez literę, która we współczesnym języku oznacza zarówno m jak i n. Jesteś, więc wybrańcem i musisz w to uwierzyć.
- Nie wierzę.
- Chcesz dowodu? - Manon pokiwał głową - więc spójrz w to zwierciadło, leżysz tu już trzy i pół roku, a jak na moje oko nie postarzałeś się wogóle.
- Kłamiesz starcze, nie mogłem leżeć tyle czasy w tej pieczarze, to niemożliwe - Krzykną.
- Nie kłamię, wiem, że to dla ciebie szok, ale musisz w to uwierzyć. Twoje przeznaczenie wyznaczyło przed tobą zadanie.
- To w końcu Bóg czy przeznaczenie?? - zapytał uszczypliwie.
- Nasz Bóg i przeznaczenie... to jedność.
Kiedy poczuł się już lepiej. Wyszedł z pieczary. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Wioska druidów sławiących Heizona była ogromna. Znajdowała się ona na stoku góry. Większość pomieszczeń była wykuta w skałach. Tylko nieliczne jak np. chlew były wybudowane w pewnym oddaleniu. W centrum wioski została wykuta wielka hala zasłaniana w słotne dni zasłonami z wielkich liści. Sala ta była wykuta w skale w taki sposób, że wejście do niej było na całej jej szerokości. Tam właśnie poprowadzono Manona. Jak szybko zdążył się zorientować służyła ona nie tylko do zebrań starostwa wioski, ale także do ćwiczeń i wyrabiania różnych substancji o dziwnych zapachach. Od hali głównej odbiegało mnóstwo korytarzyków na różnych poziomach, z tym, że te wychodzące wyżej były zakończone balkonami. Manon został wprowadzony do jednego z takich korytarzyków. On i jego przewodnik szli długo, aż w końcu oprócz światła pochodni dostrzegli także światełko na końcu korytarza, wtedy przewodnik skręcił gwałtownie w lewo w niezauważalne przejście. Znaleźli się w obszernej komnacie wykutej w skale. Naprzeciwko wejścia siedziało sześciu starców. Była to słynna rada starszych znana mu już z opowiadań.
- Witaj Manonie - powiedział jeden ze starców.
- Witajcie druidzi - odpowiedział Manon i pokłonił się z szacunkiem.
- Miło nam widzieć Cię w zdrowiu
- Dziękuję za opiekę i uratowanie mi życia.
- Nie zrobiliśmy tego dla Ciebie, słyszałeś już zapewne o swoim przeznaczeniu
- Tak
- Więc nie będziemy więcej o tym mówić. Poprosiliśmy Cię o przybycie, aby zadać Ci jedno ważne pytanie.
- Słucham
- Czy godzisz się na swój los?
Manon zastanowił się, po co to pytanie, przecież jego los był już chyba przesądzony. Ciekawe, co zrobią kiedy odpowiem "nie". Tak zrobię to powiem "nie".
- Tak - odpowiedział ku swojemu zdziwieniu - godzę się na swój los - a więc los rzeczywiście został przesądzony.

Szlak (2)
Szkolił się już od 24 lat. Zarówno w sztuce posługiwania się bronią, jak i w prostych zaklęciach magicznych i ochrony przed nimi. Kiedy umarł ze starości ostatni jego nauczyciel i w świętym miejscu Kapłanów Heizona nie pozostał już nikt żywy. Wziął swój miecz i wyruszył w drogę. Przez te wszystkie lata uwierzył w swoje przeznaczenie, nie był co prawda zadowolony, cierpieć za czyjeś winy, ale cóż, jaki miał wybór. Nie wiedział nawet w jaki sposób na przywrócić chwałę pradawnemu Bogu, ale wierzył, że przeznaczenie wskaże mu drogę.
Szedł długo przez lasy, i nie mógł znaleźć żadnej drogi. Po 12 dniach marszu dotarł wreszcie do jakiejś drogi. Staną przed dylematem, w którą stronę iść. Po krótkim postoju postanowił iść w kierunku, który wskaże mu słońce. Udał się, więc w kierunku wschodnim. Po drodze nie spotykał żadnych oznak ludzi i już zaczynał się obawiać czy dobry kierunek wybrał, kiedy nagle las przerzedził się i jego oczom ukazało się pole, zwyczajne pole, jakiego nie widział od tylu lat. Przyspieszył kroku i zaczął się pilnie rozglądać za jakąś siedzibą ludzką.
Pierwsze co ujrzał to był dym, ucieszył się, że właśnie jest gotowana jakaś strawa i w końcu zje coś innego od druidzkich potraw, które były co prawda odżywcze, ale niezbyt smaczne. W następnej chwili zastanowiło go, dlaczego dym unosi się z kilku miejsc, a nie jak powinien z jednego, czyli z komina. Począł się powoli i ostrożnie zbliżać w kierunku dymu. Jego oczom ukazały się zgliszcza, poczuł niepokój, nie wiedział skąd to się bierze, ale czół narastające niebezpieczeństwo. Przypomniały mu się słowa druida Gerwina.
"Wysłannik Manoma wedle starożytnych przekazów jest obdarzony instynktem, który pozwala mu wyczuć niebezpieczeństwo"
Zwiększył więc czujność do granic możliwości, począł więc powoli i ostrożnie okrążać dom skradając się po obrzeżu lasu. Gdy ujrzał front domu serce zabiło mu mocniej. Stały tam trzy postacie w czarnych płaszczach. Druidzi mówili mu, że są to bezwolne istoty wysyłane przez przeciwnika Boga Heizona - Boga Zareta, którego symbolem jest ogromny czarny pająk. Rzeczywiście na czarnych płaszczach dało się zauważyć wyhaftowane pająki. Jeszcze nie widział nad czym stały czarne postacie, ale już się powoli zaczął domyślać. Postanowił poczekać aż odjadą. Nie chciał próbować swoich sił w starciu z tak niebezpiecznymi istotami jak te, przynajmniej nie chciał z nimi walczyć jako z pierwszymi. Musiał najpierw sprawdzić swoje umiejętności.
Gdy odjechali odczekał jeszcze chwilę i zbliżył się do miejsca gdzie stali, tak jak przypuszczał leżało tam ciało zmasakrowanego człowieka. Począł badać teren. Wkrótce znalazł spiżarkę ukrytą w lesie. Była pełna wyśmienitego jadła. Zjadł, choć przychodziło mu to z trudem po obejrzanych scenach. Gdy wychodził ze spiżarki usłyszał szelest. Padł na ziemię i czekał. Zobaczył małą dziewczynkę powoli zbliżającą się w kierunku domu. Wstał i zawołał ją, odwróciła się przestraszona w jego stronę i zaczęła uciekać, pobiegł za nią. Gdy ją schwycił, wyrywała się, miała około 13 lat. Więc choć nieufnie wysłuchała jego tłumaczeń i zdawała się wierzyć mu. Manon nie chciał jej za żadne skarby dopuścić do domu przed pochowaniem jak przypuszczał jej ojca. Wrócili więc do spiżarki gdzie spędzili noc. Manon miał nadzieję dowiedzieć się od dziewczynki na temat najbliższych osad ludzkich, chciał ją zabrać ze sobą, aby mogli się nią zaopiekować jacyś dobrzy ludzie.
Rano, gdy dziewczynka jeszcze spała wstał i poszedł pochować jej ojca. Gdy znalazł się pod domem zauważył że nie ma tam już jego ciała. Nic nie wskazywało na to że pożarły go jakieś drapieżniki, wyglądało to tak jakby wstał i sobie poszedł, ale to przecież było niemożliwe, przecież był martwy. Nagle nie wiadomo skąd spadł na niego ciężki kij. Manon nie miał czasu na zastanawianie się, uchylił się przed następnym ciosem i sięgną po miecz. Na następny cios pałką był już przygotowany, jego miecz przeciął pałkę na pół. Manon ujrzał przed sobą zmasakrowane ciało, patrzące się ze zdziwieniem na ucięty badyl, na ramieniu trupa widniała podobizna pająka. Podobizna? W momencie, kiedy trup upadł na ziemię jego niby tatuaż, odskoczył i począł oddalać się w las. Manon nie zastanawiając się ciął mieczem, a potem rozgniótł porządnie butem ogromnego czarnego pająka. Tak jak przypuszczał los daje mu znać, że musi zniszczyć posłańców zła, i pokazuje mu, którzy to są.
Zabrał się niezwłocznie do przygotowań związanych z odjazdem z tego miejsca. Zabrał trochę żywności i dziewczynkę. Wyruszyli do najbliższej, jak twierdziła dziewczynka osady. Słońce zachodziło już gdy dotarli. Najpierw poczuli zapach smażącego się mięsa, następnie zobaczyli chaty, odświętnie ustrojone i ludzi w barwnym korowodzie. Gdy się zbliżyli zostali natychmiast zaproszeni do stołu nakrytego białym obrusem. Okazało się, że we wsi odbywa się wesele. Manon gdy tylko się najadł poszedł szukać kogoś, kto zająłby się dziewczynką. Rzeczywistość przekroczyła bardzo jego oczekiwania. Dziewczynkę mieli przygarnąć młodożeńcy. Nie mieli dzieci i jak twierdzili taka pomoc w domu na pewno się przyda, równocześnie zapewnili Manona, że będą się nią dobrze opiekować i nie narażą jej na ponowne cierpienie. Nad ranem Manon zasną w jednej ze stodół.
Obudziły go krzyki, wstał, zapiął pas, przytroczył miecz i wyszedł na zewnątrz. Ledwo udało mu się cofnąć przed lecącym w jego kierunku kamieniem.
- Ludzie, co wam - zakrzykną
- Morderca - krzyczał tłum - Spalić go razem ze stodołą, ukamienować.
- O co wam chodzi - zakrzykną, lecz ci go nie słuchali.
Zebrał szybko swój ekwipunek i począł wyrąbywać dziurę w tylnej ścianie stodoły. Słusznie przypuszczał, że zostanie ona podpalona, w momencie, gdy już przeciskał się na zewnątrz poczuł na plecach żar. Wycofał się w pobliskie zarośla i czołgając się zbliżał się do lasu. Wśród szumu, jaki wywoływał ogień i rozwrzeszczana sfołocz nie usłyszał postaci, która zbliżała się do niego od tyłu, w ostatniej chwili padł na ziemię, poczuł, jak coś ostrego przecina rzemienne paski na jego ramieniu. Przetoczył się, wyciągną miecz, zobaczył przeciwnika i zamarł... była to owa dziewczynka, którą przywiózł ze sobą, ręce całe we krwi, oczy pobłyskujące czerwonym blaskiem, wyraz twarzy wyrażający chęć mordu, postawa dzikiego zwierza. To rzuciła się mu w oczy, potem nie miał już czasu na przyglądanie się, musiał się skupić na obronie. Dziewczynka z zastanawiającą zręcznością zaatakowała go trzymanym w ręce ostrzem od kosy, tylko dzięki doskonałemu wytrenowaniu i refleksowi zdołał uniknąć tych zaskakujących ciosów. Chwycił dziewczynkę za ręce i wytrącił jej kosę, w następnej chwili ugryzła go w przedramię i rzuciła się do gardła, nie miał chwili na zastanowienie, uderzył ją w głowę... dziewczynka zawisła na jego ramieniu nieprzytomna. Teraz dopiero zauważył, że ma nienaturalnie długie pazury i kły. Nie zdążył zrobić już nic więcej, ponieważ otrzymał cios w potylicę.
Ockną się po jakiś trzech godzinach, ujrzał dookoła siebie kobiety, troskliwie zmieniające mu opatrunki, w powietrzu unosił się zapach czosnku. Jedna z nich widząc, że się ockną wyszła i po chwili wróciła ze starostą wsi.
- Wybacz nam panie, żeśmy cię niesłusznie posądziliśmy, skąd moglim wiedzieć, że to dziewczynka zabiła młodą parę - powiedział - a ty też panie nie mogłeś przypuszczać co to za diabeł w niej siedzi. Wampirzyca to była, ale już nikomu krzywdy nie zrobi, spalilim ją na stosie.
Manon po wysłuchaniu tej przemowy odetchną, więc nie podniósł ręki na dziecko, podniósł rękę na wampira, a to już nie było ujmą na honorze. Uspokojony zamkną oczy, i wkrótce zasną. Starosta wraz z kobietami opuścili pomieszczenie, aby nie zabierać mu spokoju. Manon spał przez około 12 godzin, po czym obudził się. Był piękny poranek, wstał ubrał się i wyszedł z chaty. Na zewnątrz czekała na niego strawa, przyniosły ją kobiety. Po sutym śniadaniu dano mu do zrozumienia, że lepiej będzie jeżeli odjedzie. Dano mu nawet konia. Wsiadł więc na niego i ruszył przed siebie, na poszukiwanie przeznaczenia...


Sen (3)
Na następną osadę natkną się po upływie tygodnia. Nauczony wcześniejszym doświadczeniem ominą ją z daleka. Był praktycznie samowystarczalny, polował, ze skór robił odzienie, nie obchodziło go jak wygląda - najważniejsza stała się dla niego misja, którą miał spełnić. Zdawał sobie sprawę, że jeszcze długo będzie dążył do celu, nie bez powodu został obdarzony nieśmiertelnością. Widocznie zapowiadało się na bardzo długą podróż, także w czasie. Jego czasów już nikt nie będzie pamiętał, a on wciąż będzie krążył po świecie i szukał zarodków zła, aby je unicestwić. Rozmyślając nad tą sprawą Manon rozłożył sobie posłanie ze skór i zasną...
...- Kiedy w końcu podadzą ten alkohol - Spytała Angelika Piotrka - zaczyna mi się nudzić.
- Nie wiem Kochanie, naprawdę nie wiem - odpowiedział jej barczysty i wysoki chłopak.
Znajdowali się na przyjęciu w głównej auli uniwerku. To była impreza z organizowana na cześć wygranej w jakimś konkursie, prawdę mówiąc nikt z obecnych nie wiedział za bardzo w jakim, ale zabawa musi być.
Angelika rozglądnęła się, zauważywszy swoją koleżankę Patrycję pomachała do niej przywołującym gestem.
- Cześć jest jeszcze ktoś od nas?
- Nie wiem nikogo na razie nie widziałam. Podobno ma przyjść Maciek z Łukaszem. Może przyjdą też dziewczyny.
- A z innych chłopaków?
- Nie wiem, może przyjdzie Mano.
- Aha.
Impreza zaczynała się rozkręcać. Angelika i Piotrek siedzieli w kącie i gadali przyciszonymi głosami. Patrycja spotkała koleżanki i bawiła się z nimi na środku sali. Ludzie z innych lat nie zwracali na nich kompletnie uwagi. Nikt nie zwrócił uwagi na obcych, którzy dyskretnie rozstawiali się pod ścianami. Nagle, gdy wszyscy mieli się doczekać wolnej piosenki rozległ się huk wystrzału. Wszyscy struchleli, dziewczyny zaczęły piszczeć, nikt nie wiedział co się dzieje.
- Spokój, zostać na miejscach - rozległ się głos i strzały ustały.
Wszyscy stali struchlali, i patrzyli przerażeni na intruzów. Było ich około dwudziestu, uzbrojeni po zęby, od broni automatycznej, przez pistolety, od pałek po noże. Opór nie miał żadnych szans. Zaczęli, więc słuchać.
- Jesteście chwilowo pod naszą opieką - zaśmiał się głos - żaden opór nie ma szans, nie chcemy pozbawiać was życia, ale jeżeli będziecie niegrzeczni to... chyba nie muszę kończyć. - szum strachu przeszedł przez słuchających. Na twarzach napastników pojawiły się uśmiechy.
W ciągu następnej chwili wszyscy zostali podzieleni na małe grupki. Każda z nich dostała jednego nadzorcę. Szef z pięcioma ludźmi oddalili się w sobie tylko znanych sprawach.
Nagle otworzyły się drzwi. Stanęła w nich zakapturzona czarna postać. Napastnicy w pierwszej chwili zaskoczeni zaczęli strzelać w chwili, gdy ich towarzysz stojący najbliżej drzwi już nie żył. Strzelając do zakapturzonej postaci nie zauważyli nawet, że za nią wdarły się do sali trzy inne. Każda z nich miała kaptur i wyglądała identycznie jak pierwsza postać, różniły się jednak kolorami strojów, żółty, niebieski i bordowy.
Postacie te zdawały się w ogóle nie zwracać uwagi na oddane w ich kierunku strzały, one po prostu zbliżały się do swoich przeciwników, czasami po ziemi czasami po ścianie, momentami wyskakiwały w górę i zdawały się lecieć.
Po chwili wszyscy napastnicy, którzy zostali w sali zostali obezwładnieni lub zabici. Nasza czwórka zaczaiła się na szefa bandy i jego towarzyszy wychodzących z sali. Nie było czasu na ewakuację zakładników. Każda chwila była droga, a ewakuacja, mogła ostrzec tych, którzy pozostali. Zjawili się oni zresztą za moment, zwabieni strzałami. Pomimo ostrożności pięciu ludzi z obstawy szefa zostało obezwładnionych, pozostał tylko szef... Naprzeciwko niego stanęła czarna zakapturzona postać.
- Wiesz kim jestem?
- Przypuszczam, że jesteś tym mścicielem, na którego poluję od siedemnastu lat.
- Tylko tyle, myślałem że to zaczęło się dużo wcześniej,- w głosie słychać było kpinę - ale dość żartów jestem Manon wysłannik Manoma. Zostałeś skazany na sąd...
- Spróbuj - powiedział terrorysta i wyciągną broń. W tym samym momencie w rękach zakapturzonego pokazały się dwa metalowe wachlarze. Osłonił się nimi przed strzałami tamtego. Gdy skończyła się amunicja czarna postać puściła wachlarze a te ku zdumieniu wszystkich zawisły w powietrzu tuż przed jego twarzą. To, co stało się później zostało wszystkim wymazane z pamięci...
...Co to za dziwne miejsce mi się śniło - pomyślał Manon po przebudzeniu - jakieś dziwne pieczary, czy budowle, dziwnie ubrani ludzie, ciekawe czy to tylko moja wyobraźnia, czy też wizja zesłana mi przez Manoma.
Manon zebrał posłanie i wyruszył w dalsza drogę... Ku przyszłości.

Data:

 2001

Podpis:

 MISU.PL

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81030

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl