DRUKUJ

 

Ogłoszenie cz.1

Publikacja:

 19-06-18

Autor:

 Pestka11k
Skręciłam w odpowiednią ulicę, oglądając się niepewnie za siebie. Ale zadupie. Jak można tu mieszkać? Przyśpieszyłam, chcąc mieć to jak najszybciej z głowy. Sprawdziłam jeszcze raz na telefonie adres i w tym momencie bateria padła mi na amen. Dżizas, nie mogła wytrzymać jeszcze kilku minut? Zdegustowana, wrzuciłam telefon to plecaka i podeszłam pod drzwi domu. A właściwie domku. Mały i niepozorny, aczkolwiek zadbany. Usłyszałam dobiegający gdzieś z daleka śmiech dziecka, odwróciłam się i uśmiechnęłam do starszej pary z pieskiem na smyczy, po czym wcisnęłam dzwonek przy solidnych, dębowych drzwiach.

Po chwili usłyszałam kroki i chrzęst przekręcanego klucza. Drzwi się otworzyły i stanął w nich średniego wzrostu mężczyzna pod trzydziestkę.

- Dzień dobry. Pan Marcin? Ja w sprawie ogłoszenia… - powiedziałam.

- A, tak, witam, proszę, wejdź - uśmiechnął się i zaprosił mnie gestem do środka. Odwzajemniłam uśmiech i weszłam za nim do przedpokoju. - Nie, nie ściągaj - powiedział, widząc, że zsuwam tenisówki. Wyprostowałam się.

- Ok. To gdzie ten telewizor? - spytałam.

- Tutaj - Wprowadził mnie do salonu i wskazał w jeden z jego kątów. Stał tam, dokładnie taki sam jak na zdjęciu na portalu, kineskopowy telewizor firmy Thomson. Dokładnie taki, jakiego szukałam.

- Można sprawdzić czy działa? - Podeszłam do niego i obejrzałam dokładnie. Z zewnątrz wyglądał niemal idealnie.

- Działa.

Przerwałam oględziny i podniosłam wzrok.

- Chciałabym się upewnić…

- Powiedziałem, że działa.

- Okej, rozumiem. Jednak wolałabym to sprawdzić. Nie po to jechałam taki kawał…

- Kurwa, bierzesz czy nie?! - warknął. Patrzyłam oniemiała na grymas wściekłości na twarzy mężczyzny, lecz postanowiłam trwać przy swoim. Nie zamierzałam kupować kota w worku.

- Proszę tylko o podłączenie go do prądu, to zajmie sekundę, a da mi pewność, że wszystko działa jak należy. To chyba nie jest problem?

- To jest. Kurwa. Pierdolony. Problem.

W tym momencie zaczęłam się bać.

- W takim razie proszę nie sprawdzać. Ale ja go nie wezmę.

- Nie weźmiesz? - Niemal widziałam jak drgają mu nozdrza. Zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Wysoko uniesiona głowa, twarde spojrzenie. Nie może zobaczyć, że się boję. - Byliśmy umówieni! Siedzę w domu całe, pierdolone popołudnie i czekam! A ta głupia pizda mówi mi, że go nie weźmie… - zarechotał. Lecz to, zamiast uspokoić mnie, wywołało jeszcze większy niepokój. Boże, w co ja się wpakowałam? Szybko obliczyłam w myślach odległość między salonem a drzwiami wyjściowymi. Jestem szybka. Cztery kroki, otwarcie drzwi, wypad na zewnątrz, ucieczka…

W tym momencie przypomniałam sobie, że zamknął drzwi wejściowe na klucz.

Kurwa.

Ja pierdolę.

A chuj z tym.

- Dobra, posłuchaj, wezmę ten telewizor… - zaczęłam, ale mi przerwał.

- Nie wierzysz mi! - Grzmotnął pięścią w szklaną gablotę, którą miał za plecami. Wzdrygnęłam się cała, wytrzeszczyłam oczy. Kiedy zdążył się tam obrócić? Po podłodze rozsypało się szkło, a ja dosłownie skamieniałam. Instynkt wrzeszczał: UCIEKAJ! TERAZ! Ale rozsądek mówił, że to bez sensu. Drzwi wejściowe są zamknięte, nie znam rozkładu domu… A zresztą, kogo to obchodzi? Musze się stąd wydostać!

Boże, co mi strzeliło do głowy, żeby tu przychodzić?!

- Nie wierzysz! - wrzasnął i znów uderzył w gablotę. Odłamki szkła wbiły mu się w rękę, krew kapała na podłogę. Ja pierdolę, to jakiś psychopata! Zamachnął się po raz kolejny i postanowiłam to wykorzystać. Najciszej, a jednocześnie najszybciej, jak potrafiłam, czmychnęłam przez pierwsze z brzegu drzwi. Kuchnia. Okno. Okno! Dopadłam do niego i chwyciłam za klamkę.

Ręce mi się trzęsły. Kurwa, kurwa, kurwa, jak to się otwiera?! Cała się trzęsłam, jednocześnie nakazując sobie wewnętrzny spokój. Panika w niczym mi nie pomoże, w niczym, oddychaj, musisz być spokojna, myśl, myśl i działaj, myśl i działaj… Przekręciłam klamkę i szarpnęłam. W tym samym momencie poleciałam do tyłu. Wrzasnęłam z bólu, gdy mężczyzna szarpnął mnie za włosy.

- Wychodzisz już? - zapytał słodko.

Nogi mi się poplątały, upadłam na podłogę, instynktownie chcąc podeprzeć się rękami. Popuchnięte stawy zaprotestowały przeciw takiemu obciążeniu, palce przeszyły błyskawice bólu. Boże! Nawet nie mam jak się bronić!

Mimo to, nie zważając na ból, uniosłam ręce do głowy i chwyciłam nimi dłonie napastnika, którymi szarpał mnie za włosy, ciągnąc po podłodze do salonu. Szkło. Nie, nie, nie! W jednej sekundzie stanęły mi przed oczami wszelkie możliwe tortury, które można zadać przy użyciu tego narzędzia. Wizja wbitych we mnie odłamków nie wyglądała zbyt zachęcająco…
Wstąpiła we mnie adrenalina, gdy dotarło do mnie, że mam jeszcze sprawne nogi. Zahaczyłam stopami o nogi krzesła, stojącego przy stole, przewracając je na siebie. Oparcie wbiło mi się w brzuch. Fuck! I co ja mam niby teraz zrobić z tym krzesłem?! Przerzucić sobie je nad głową? Chyba najlepiej od razu spuścić na łeb! W drzwiach od salonu rozkraczyłam się i zaparłam nogami o framugi drzwi.

- Człowieku, o co ci chodzi?! Puść mnie! - wrzasnęłam rozzłoszczona.

Nie okazywać strachu, złościć się, wrzeszczeć, pyskować, byle nie okazać strachu, byle…

- Jesteś niewdzięczną suką! - warknął w odpowiedzi, puszczając mnie nagle i rzucając na podłogę. Uderzyłam głową o twardą posadzkę, jęknęłam i zamrugałam gwałtownie oczami, aby pozbyć się mroczków. Tylko nie zemdlej! - Wszystkie jesteście niewdzięczne! Zniszczę cię!

Przeszedł nade mną i przysięgam na Boga, że jeśli zareagowałabym ułamek sekundy później, zmiażdżyłby mi kolano. Na szczęście ten ułamek sekundy wcześniej skuliłam się, obejmując rękami głowę. W miejsce, gdzie przed chwilą leżała moja noga, uderzyła właśnie noga od krzesła, które wcześniej na siebie zrzuciłam.

Nie miałam siły na więcej, czułam że opadam z sił. Wszystko mnie bolało. A najbardziej te cholerne ręce. Jebane, chore ręce, przez które jestem jeszcze bardziej bezsilna, nie mogę się bronić, wstać z tej cholernej podłogi, chwycić krzesła i walnąć nim tego pojebanego gnoja!

Kurwa mać!

Z przekleństwem na ustach, nabuzowana wściekłością, spróbowałam wstać z podłogi, gdy mężczyzna podszedł do mnie, chwycił za kark, podniósł i rzucił na szklaną gablotę.





***





Na wpół zamroczona z bólu, oparłam się na rękach, które zaraz się pode mną ugięły. Dłonie pulsowały bólem. Cholerne ręce! Opadłam na łokcie i uniosłam głowę. Zbierało mi się na mdłości. Boże, zaraz tu chyba umrę i nikt się o tym nie dowie…

Kurwa, nie! W dupę jego mać, nie dam się!

Zmusiłam się, żeby usiąść i spojrzałam na Marcina. Faceta, którego uśmiech zmylił mnie i zachęcił do wejścia do jego domu. Do domu obcego faceta. Faceta, mieszkającego na totalnym zadupiu. I, jak się okazało, będącego psychopatą. Stał niecałe dwa metry ode mnie, wysoki, dość muskularny, dysząc głośno, zaciskając w rękach młotek i oblizując nerwowo wargi, jakby… Chwila, co?

Jezus Maria, chyba nie zamierza mnie zatłuc tym młotkiem! Tato, tatusiu… Zaraz do ciebie dołączę... I nie będzie to lekka śmierć...

Nagle poczułam jak coś wzbiera mi w piersiach, po czym z moich ust wydobył się chichot. Leżałam obolała w odłamkach szkła i rechotałam jak potłuczona. Na widok zdumienia malującego się na twarzy napastnika, parsknęłam jeszcze głośniejszym śmiechem i popatrzyłam na niego krytycznie.

- Nie uważasz, że jesteś na to za mądry? - zapytałam.

- Co? - spytał , zbity z tropu.

- Czy nie uważasz, że jesteś zbyt mądry na to, aby napadać bezbronne kobiety - rozwinęłam swoją wypowiedź, jednocześnie wstając i usilnie starając się zignorować obolałe ciało. Ostentacyjnie otrzepałam kawałki szkła z ud, tyłka i ramion. Jakby to, że rzucił mną o ścianę, nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Z kolana, gdzie wbił mi się większy kawałek szkła, sączyła się krew.

- Chyba cię pojebało! - wrzasnął i doskoczył do mnie, chcąc chwycić za gardło. Odskoczyłam i zaczęłam się histerycznie śmiać.

- Kurwa! - zarechotałam - Trafiłeś w samo sedno! - Dałam mu żartobliwego kuksańca w bok i zaraz odskoczyłam, krążąc nerwowo po pokoju, pozornie bez ładu i składu, zanosząc się co chwilę śmiechem. - Totalnie mnie pojebało, że tu przyszłam! Ale wiesz co? Dobrze się stało! Uwielbiam cię! Uwielbiam, a jednocześnie kompletnie nie rozumiem! Taki przystojny, męski, inteligentny facet, z takim potencjałem… I ty chcesz się ze mną bawić? Ze mną?! Przecież ja jestem nikim! Matka jest pijaczką, ojca nawet nie pamiętam… Nawet nie jestem ładna! Jestem nikim, zerem! Za to ty? - Przystanęłam i spojrzałam na niego w nabożnym zdumieniu. - Ty jesteś kimś! Nie boisz się użyć siły, pokazać dziewczynie, kto tu rządzi! Prawdziwy samiec alfa! - powiedziałam z emfazą, widząc, jak na jego twarzy pojawia się pyszałkowaty uśmiech. - Sprałbyś mnie, prawda? - spytałam prowokacyjnie.

- Zajebałbym cię na amen - warknął, unosząc młotek.

- No właśnie! A przecież nie jestem tego warta! Poza tym ja uwielbiam przemoc - machnęłam z lekceważeniem ręką. - Przyznaję, z początku może nieco mnie zaskoczyłeś, ale ostatecznie to całkiem przyjemne - uniosłam do góry pokaleczone ramię, zlizując z niego krew. Patrzył na to zafascynowany. - Ale wiesz, co byłoby jeszcze przyjemniejsze? Zrobić to z tobą! - wykrzyknęłam, zanosząc się śmiechem. - Wyobrażasz to sobie?! Ja wynajduje naiwne ślicznotki, zamykamy je w piwnicy, a ty… Mógłbyś robić z nimi te wszystkie... niegrzeczne… rzeczy… - zamruczałam jak kotka, muskając palcami jego bark. Następnie zrobiłam elegancki obrót i chwyciłam leżącą na stole paczkę papierosów. - Mało tego! - przerwałam mu, zanim zdążył coś powiedzieć. - Mogłabym być twoją pomocnicą - powiedziałam z błyszczącymi oczami, podchodząc do niego z wyciągniętą paczką. - Jestem wolna, nic mnie tu nie trzyma, nikt mnie nie będzie szukał - przekonywałam gorąco. - Ile ich już było?

- Osiem - odpowiedział bez wahania, wyciągając papierosa. - Każda w innym mieście.

- Niesamowite - zachwyciłam się. Chwyciłam leżące na stole zapałki i zaczęłam je obracać w palcach. - I to wszystko twoja sprawka? Jak dobrze, że tym razem trafiło na Kraków! - ucieszyłam się. Znów zmarszczył brwi, więc mówiłam jeszcze szybciej. Bił ze mnie wręcz dziki entuzjazm. - Posłuchaj, zanim się już na wstępie wycofasz, dobrze to przemyśl. Mam mnóstwo zaoszczędzonej forsy, która pomogłaby nam w przemieszczaniu się z miasta do miasta i zacieraniu śladów, a jeśli zaszłaby taka konieczność, to daniu w łapę komu trzeba. Ponadto - uniosłam palec - mogłabym być dla ciebie niezłym alibi, gdyby zaszła taka konieczność. Powtarzam więc, dobrze się zastanów, zanim postanowisz, że wolisz mnie jednak zajebać! Pozwolisz? - zapytałam z uśmiechem, unosząc do góry zapałkę. Przytaknął roztargniony. Odpaliłam zapałkę od pudełka i rzuciłam beztrosko na podłogę, gdzie wśród szkła błyszczał rozlany alkohol.





***




cdn.

Data:

 czerwiec 2019

Podpis:

 Katarzyna B.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81193

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl