DRUKUJ

 

W potrzasku r. 13

Publikacja:

 21-02-21

Autor:

 mesue
Rozdział 13 W potrzasku


Siedzieli w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Byli przerażeni. Nie spodziewali się niczego dobrego. Patrzyli na siebie w nadziei, że to jeszcze nie koniec. Byli więźniami.
- Ktoś nas sprzedał. Mieli nas wspierać od środka, ale tak się nie stało – szepnął Leon.
- Może nie żyli.
- Może. Aerodrom był zakodowany na czas, ale to my nie zdążyliśmy.
- Zbyt długo czekaliśmy na pomoc. Należało zacząć akcję od razu jak tylko wkradliśmy się do obozowiska.
- Trudno było przewidzieć, że zrejterują. Nie jesteśmy super bohaterami.
- Ano nie. Super bohaterzy przeżywają w filmach.
- To taki film ze złym zakończeniem.
- To nie tak do końca. Dzieci są bezpieczne. Odleciały. Obóz wyleciał w powietrze, tylko my wpadliśmy - dwóch pechowców.
- Chyba nas skanują. Laser chodzi.
- Po co?
- Nie wiem.
- Kiedy otworzą się drzwi, na lewo wchodzi kobieta, a na prawo mężczyzna.
- Trzymaj się Iga.
- I ty też.
Iga weszła do sali, w której poza kamienną ławką nic nie było. Rozglądała się, szukając jakiegoś wyjścia, ale trud jej był daremny. Widziała tylko kamienne ściany, w których nie było żadnego otworu. Usiadła na ławce i opuściła głowę. Poczuła ból w klatce piersiowej i skuliła się. Starała się nie myśleć o tym, co może się za chwilę stać. Śmierci się nie bała. Na nią była przygotowana. Bardziej obawiała się tortur. Drgnęła, gdy do sali weszli dwaj mężczyźni. Biernie poddała się ich rozkazom. Wstrzyknęli jej jakieś lekarstwo i osunęła się na podłogę. Kiedy ocknęła się leżała naga w sarkofagu.
- Żyję, czy już po mnie ? – zapytała.
- Żyjesz.
- Mam trudności w oddychaniu. Uduszę się.
- Oddychaj w rurkę. Zamilcz, to będzie ci łatwiej. Muszę dokończyć kopiowanie twojego DNA, a wtedy otworzę wieko.
- Po co kopiujesz?
- Nie twoja to sprawa.
- Chyba moja.
- Co to za różnica i tak pójdziesz na stos.
- Gdzie?
- Nieważne. Stąd i tak nie uciekniesz, chyba, że do nieba. Wychodź – powiedział stwór w masce otwierając sarkofag.
- Możesz mi dać ubranie.
- Jest ci ono nie potrzebne. Nie rzucę się na twoje wdzięki, a poza mną to tutaj nikogo nie ma.
- Dowcipny.
- Wychodź, bo będę utylizować skrzynię.
Wyszła. Stanęła naga przed stworem. Czuła, że jednak nie jest taki obojętny na jej wdzięki. Chciała zagrać rolę amantki, ale zrezygnowała.
- Idziesz do próżni. Musisz się odkadzić.
- Gdzie?
- Próżni. Zabrać ją. Ma być żywa. Może być nam jeszcze przydatna.
Szła długim i wąskim korytarzem. Przed nią i za nią szli uzbrojeni mężczyźni. Zastanawiała się nad tym, gdzie jest. Nigdzie nie było żadnego napisu, twarze mężczyzn były zasłonięte. Pełna konspiracja.
- Gdzie jestem? – zapytała. Nie chcecie ze mną rozmawiać. Kazali wam milczeć.
Dostała kuksańca po plecach. Zawyła. Inny mężczyzna podskoczył i przytrzymał rękę winowajcy. Popatrzył wrogo na kolegę i wskazał mu palcem miejsce za nim. Usłuchał. Idze nakazał milczenie.
- Nie chcą ze mną rozmawiać, aby nie być rozpoznanymi. Tylko po co te obawy, skoro i tak umrę – pomyślała.
Dalej szła w milczeniu. Zastanawiała się jak wyjmie z plomby mikron, skoro ciągle jest obserwowana.
- Chyba pozostaje mi tylko cyjanek – pomyślała.
W końcu doszli do stróżówki, jeśli tę mała pakamerę można tak nazwać. Tutaj zmienili się strażnicy. Ci byli bardziej rozmowniejsi, ale i bardziej wulgarni.
- Ładne ma cycuszki. Takie jędrne. Pupcia też niczego sobie. Pobrykalibyśmy sobie z nią, ale mamy zabronione.
- Idiota, zabieraj swoje łapy – warknęła Iga.
- Szkoda. Nie jest zła. Może zabawimy się z nią, zanim dojdziemy do próżni? Co komu szkoda? Ona i tak nie wygada.
- Pomacaj, ale nic więcej. Wiesz, czym to się skończy. Chcesz tego?
- Nie. Takie ciałko milutkie aż szkoda je zostawić. Sam miód.
- Niewyżyci erotomani – warknęła Iga.
- Zrobię ci dobrze. Daj jeszcze chwilę potrzymać.
W bezczelny sposób wsadził łapę w jej krocze. Lizał ją.
- Daj teraz mi. Moja teraz kolej – powiedział drugi strażnik.
- No dobra. Wystarczy. Odejdź od niej, bo podnieciłeś się aż za bardzo. Teraz ja – powiedział i zaczął macać Igę.
Kiedy wsadził rękę w pochwę wzdrygnęła się.
- O jednak umiesz się podniecić – powiedział głośno, a ciszej dodał: Wypij. Hasło – „Maro”. Czekaj.
- Dochodzimy. Puść ją. Na mnie to warczałeś jak się podnieciłem, a sam nie jesteś lepszy.
- Właź do windy. Zjedziesz do próżni.
W windzie z pochwy wyjęła chusteczkę. Szybko ją rozwinęła. Zobaczyła tabletkę i bez zastanowienia ją połknęła.
- To moja ostatnia nadzieja – pomyślała.
W próżni była sama. Przymknęła oczy.
- Może jeszcze nie czas mi na śmierć. Tylko co z Leonem? – pomyślała.
Czuła się coraz gorzej. Tabletka zaczęła działać. Kiedy przyszli po nią nie dała rady iść o własnych siłach. W końcu wrzucono ją do jakiejś sali i przypięto pasami. Odwróciła głowę w kierunku światła i zobaczyła Leona. Był podłączony do aparatury, składającej się z kilku przeźroczystych rurek.
- O Boże. Ściągają mu chyba krew. Co to jest? - pomyślała i zemdlała.
Kiedy ocknęła się leżała na stosie, zapełnionego trupami. Odór był tak straszny, że zwymiotowała. Powoli wysadziła głowę.
- Maro - powiedział. Musisz wytrzymać. Załadujemy trupy z tobą.
- Gdzie jestem?
- W Andach. Chowaj się. Już idą.
- Towar załadowany. Harry jedziesz tylko ty ze mną. Pat zostaje. Musi posprzątać. Tak kazał szef. Wskakuj i odjeżdżamy.
- To się wie Lary. Jedziemy.
Kiedy odjechali spory kawałek Iga wysadziła głowę. Nie mogła znieść swędu. Zerwała z trupa bluzkę i okręciła twarz. Mało to pomogło.
- Przetrwam. Wytrzymam. Nie dam się teraz zabić.
Nagle ciężarówka zatrzymała się, więc dała nura pod trupy i przestraszona czekała. Czuła jak wali jej serce. Nie mogła zapanować nad oddechem. Po raz pierwszy od lat modliła się, szukając pociechy w modlitwie.
Kierowca i jego pomocnik wysiedli z kabiny.
- Harry. Mam ochotę napić się.
- Wiesz, że nie można.
- Ty poprowadzisz.
- A ja co ? Gorszy?
- Wiesz, że nie dam rady bez łyka.
- Ciągle ciebie kryję. W końcu wywalą cię z roboty, a mówiłeś, że masz siedmioro dzieci na utrzymaniu.
- Nie nudź. Daj łyka.
- Ala ma być to ostatni raz. Rozumiesz?
- Dobra, nie pękaj. Gdzie ją masz?
- Mam z tyłu schowaną.
- To idź po nią.
- Odleję się przy okazji. Rozglądaj się, czy nikt nie nadjeżdża. W razie czego śpiewaj.
Harry podniósł plandekę.
- Masz tutaj ubranie, jedzenie i wodę. Jak powiem „ -Schlałeś się znowu” uciekaj. Tam na górze jest pieczara. Schowaj się do niej. Nie wychodź dopóki nie usłyszysz słowa – „Zjawa”.
Wszystko poszło dobrze i Iga znalazła się w pieczarze. Ubrała się w jakąś za dużą sukienkę, ale nie narzekała. W pieczarze było zimno. Pociągnęła parę łyków wody. Schowała się. Zastanawiała się, czy nie wyjąć nadajnika z zęba, ale zaniechała. Postanowiła, że zostawi na jeszcze gorsze czasy.
- Może już nie będzie gorszych czasów – pomyślała.
Usłyszała kroki, które powoli przybliżały się do jej kryjówki. Nie wychodziła z niej tylko czekała na słowo, które nie padło. Mężczyzna stanął. Za moment usłyszała następne kroki.
- Miał być jeden, a są dwaj – pomyślała, wstrzymując oddech.
- Gdzie ona jest? Miała tutaj być? – zapytał mężczyzna.
- Szukam jej, ale nie widzę. Poświeć trochę.
- Cholerna suka. Może zwiała. Stary będzie niezadowolony, jeśli nie dowieziemy ją do burdelu – powiedział i upadł na ziemię.
- Zjawa. Wychodź. Jego już nie ma.
Wąchała się. Siedziała w swojej kryjówce i bała się. Odsunęła kamień po woli i niepewnie wysadziła głowę.
- To ty?
- Zjawa to ja. Wychodź. Musimy uciekać. Teraz jestem spalony.
- A co z nim?
- Zepchnę go w dół. Nie ma czasu. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie pojechał za nami. Oni czasami tak mają, że wypuszczają za komuś szpiegów. Nie ufają najemnikom.
Z samochodu Harry wyciągnął dwa plecaki.
- Idziemy w góry?
- Nie ma innej bezpieczniejszej drogi. Przynajmniej nie będą nas gonić po górach.
Długo szli i mało odpoczywali. Harry ciągle poganiał. Głód doskwierał Idze, ale nie narzekała. Odzyskała nadzieję na przeżycie.
- Harry, nie wiesz co z moim przyjacielem?
- Nie ma go już. Nie żyje.
- Możesz mi wytłumaczyć, co oni z nim zrobili.
- Nic nie muszą. Nie czas teraz na objaśnienia. Iga, tam na dole jest wioska. Pójdę do niej, a ty zostaniesz tutaj. Jeśli nie wrócę za dwie godziny musisz iść dalej sama, ale wtedy musisz ją ominąć dla swojego bezpieczeństwa – powiedział Harry.
- Nie znam tych gór.
- Wiem. Narysowałem ci mapę i zaznaczyłem punkty, do których i jak musisz dojść. Masz ją w plecaku. Nie zgub jej.
- Wrócisz. Obiecaj, że wrócisz.
- Obiecuję. Schowaj się za tą skałą i nie wychodź, dopóki nie usłyszysz słowa” Duch”.
- Dobrze.
Iga nie posłuchała Harnego. Nie schowała się za skałę, którą wskazał. Nie ufała mu. Podeszła w górę jeszcze parę metrów i tam zrobiła sobie postój. Rozejrzała się. Wyciągnęła linę i owinęła się nią. Drugi koniec przymocowała do głazu. Powoli schodziła w dół.
- Udało się – krzyknęła, gdy znalazła się na dole.
- Duch. I co dalej zamierzasz?
- Harry?
- Nie ufasz mi.
- Nie.
- Nie sprzedam cię do burdelu – zaśmiał się Harry. Zobaczyłem, że schodzisz, więc zaszedłem z drugiej strony. Do wioski nie możemy iść. Wojsko czegoś szuka. Kupiłem jedzenie. Zjedz coś, bo czeka nas długa droga. Obiecałem, że dostarczę ciebie bezpiecznie i to zrobię, Nie utrudniaj mi tego. Będziesz grzeczna?
- Nie.
- Tak myślałem.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie jesteśmy?
- W Peru.
- Gdzie?
- W Peru. Chyba wiesz, gdzie leży Peru.
- Wiem. Tylko co ja tutaj robię.
- Zwiedzasz ze mną góry.
- Dowcipniś.
- Iga nie utrudniaj. Musimy dojść do pieczary, do której prowadzi trudny szlak i zajmie to nam trochę czasu. Tam przenocujemy.
- W pieczarze?
- Na inne apartamenty teraz nie jest mnie stać kochanie, ale jak chcesz możesz pod gołym niebem. Wybór należy do ciebie. Tylko w pieczarze może chociaż zagotujemy wodę na herbatę. Jestem głodny.
- Dobra. Nie wymądrzaj się. Idziemy.
Po przespanej nocy szli do najbliższej wioski przez kilka godzin. Harry robił przystanki ale krótkie. Ponaglał. Chciał zdążyć przed zmierzchem.
- Już niedaleko. Zaczekaj tutaj, albo nie. Idziesz ze mną. Znowu zechcesz uciec i będę musiał ciebie szukać. Niesforna z ciebie kobieta.
- Nie będę uciekać, ale musisz mi wyjaśnić kwestię tego cudownego odnalezienia mnie, gdy chciałam uciec. Nie wierzę w takie bajki, że tak szybko zszedłeś po stromej skale.
- Chodziłaś przecież i ty po górach, a jednak do tego nie przyznałaś się. Potrafię odróżnić górzystkę od takiej, która nigdy nie wspinała się.
- Nie odbijaj piłeczki, tylko odpowiadaj. Nie spałam w nocy.
- Trzeba było spać i nie podglądać.
- Kim jesteś?
- Idziemy do Pacha Aru.
- Gdzie?
- Małej wioski, gdzie mieszkają Indianie.
- Zadałam ci pytanie.
- Obiecałem, że cię odwiozę do bazy całą i zdrową, i to zrobię, choćbym miał związać ciebie, albo nieść na swoich plecach przywiązaną do mnie. Wybieraj, który sposób jest lepszy.
- Żaden.
- To idziemy.
Faktycznie w wiosce Harry trochę poluzował Idze. Miała czas na umycie, pożywienie i odpoczynek. Sam ulotnił się w nieznanym dla niej kierunku. Iga nie narzekała. Miejscowe kobiety otoczyły ją i próbowały z nią rozmawiać, ale bez tłumacza nie można było się porozumieć. Dotykały jej blond włosów i śmiały się. Ona zachowała spokój. Dały jej coś do picia i wtedy Odpłynęła. Kiedy ocknęła się stał nad nią Harry.
- Wypiłam coś i zasnęłam. Nie było ciebie przy mnie.
- Wiem. Dały ci napar z koki. Sporo ostatnio przeszłaś i potrzebny ci był spokojny sen.
- Koki? Pamiętam o co cię pytałam.
- Tak, koki. Chodź. Ktoś za wioską na nas czeka – Harry zignorował słowa Ingi.
- Powiesz mi w końcu kim jesteś. Nie spałeś w nocy.
- Nie. Musiałem czuwać nad tobą.
- O! Jesteśmy już.
- Dzięki Dos.
- To jest Harry.
- Teraz mogę ci pokazać prawdziwą moją postać.
- Ale jesteś wielki. Ktoś ty?
- To czuwający – odpowiedział pilot.
- Kto?
- Innym razem ci opowiem. Nie mamy czasu. Dos lecisz z nami?
- Nie. Wrócę do wioski. Obiecałem, że im pomogę obłaskawić Jipi.
- On się zmienił w ciągu sekundy. Chyba mam przywidzenia.
- Wsiadaj. Muszę bezpiecznie odstawić ciebie do Bogoty. Tam ktoś już będzie na ciebie czekał. Wracasz do domu.
- Czy…Czy ty jesteś też czuwająca?
- Nie. Tak dobrze nie jest. Jestem taka jak ty – człowiekiem.
Obie roześmiały się. Iga po raz pierwszy od wielu tygodni odetchnęła. Czuła jak napięte do tej pory mięśnie zwalniają ucisk. Serce już nie waliło głośno. W głowie nie czuła presji na skronie. Popatrzyła na Sarę i uspokoiła się.
- Jeśli nawet jesteś, to żaden problem. Nie ma to żadnego znaczenia. Harry jest, a mnie uratował. Bez niego nie przeżyłabym. Dziękuję Harry, gdziekolwiek teraz jesteś – powiedziała i zamilkła.

Data:

 05.01.2021

Podpis:

 MESUE

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81454

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl