https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
90

Jutro też będą przegrzebki - (1)

  Pierwszy fragment (początek) opowiadania nad którym właśnie pracuję. Zapraszam do lektury :)  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Jutro też będą przegrzebki - (1)

Pierwszy fragment (początek) opowiadania nad którym właśnie pracuję. Zapraszam do lektury :)

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Dom Przemian

Nie pozostaje mi nic innego, jak żywić nadzieję, że wrócę, by czytać dalej. Dobranoc — wyszeptałam, wychodząc do innego życia.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment Sycylijskiego Pioruna

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1213
użytkowników.

Gości:
1212
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 1270

1270

Moja ostatnia wigilia

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
03-08-30

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Horror/-
Rozmiar
17 kb
Czytane
3321
Głosy
11
Ocena
4.23

Zmiany
03-09-02

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Lord Raziel Podpis: Lord_Raziel
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Wiecie jak to jest. Wigilia, wszyscy świętują a człowiek ma doła.

Opublikowany w:

-

Moja ostatnia wigilia

Dzień dobiegał końca. Było już widać gwiazdy. Jak zwykle, siedziałem przy swoim złomie, próbując zniszczyć kolejnych obcych śmigających na ekranie monitora. Wszystko było by zupełnie zwyczajne, takie jak w inne dni, gdyby nie telefon. Gdy tylko zadzwonił odebrałem go jako pierwszy.
- Słucham? - Rzuciłem zirytowanym tonem, przerwano mi właśnie całkiem dobrze idącą rzeźnię.
- Krzysztof? - Głos w słuchawce wydawał mi się dziwnie znajomy.
- Tak, kto mówi? - Byłem już coraz bardziej podejrzliwy.
- Nie poznajesz mnie? - Chwila ciszy.
- Nie. Kto mówi?! -Bałem się tego co rozmówca mógł powiedzieć, to przyszło jakoś tak samo.
- To ja, Krzysiu. Wojciech Orlicz.
- Eee. - Nie za bardzo wierzyłem w to, co mówił człowiek z drugiej strony, lecz miał dokładnie ten sam głos, co mój zmarły niedawno wujek. - Cześć wujku. - Nie za bardzo wiedziałem, co mam powiedzieć.
- Mam dla ciebie ważną wiadomość, ale najpierw chciałem podziękować ci za to, iż wierzyłeś w Valhallę. To jest najpiękniejsze miejsce na świecie, we wszystkich światach.
- Miło mi to słyszeć. - Czyżby to naprawdę mógł być mój wuj? Może, nawet jeśli nie to i tak muszę zapytać go o wiele spraw.
- Dzwonię do ciebie, by cię ostrzec. Dziś w nocy będziesz miał gości. Duchy świąt przyjdą cię odwiedzić. Ja muszę już kończyć. Powiedziałem i tak za dużo. Żegnaj bratanku.
- Zaczekaj! Mam tyle pytań! - Niestety mówiłem już do głuchej słuchawki. Nikogo po drugiej stronie nie było.
Może to był tylko sen, jakaś halucynacja spowodowana długotrwałą ekspozycją na promieniowanie monitora. Gdzieś, kiedyś słyszałem, iż należ robić sobie piętnastominutowe przerwy po godzinie grania. Dziś już gram prawie dwanaście. Muszę sobie zrobić przerwę. Wstałem od złomu i poszedłem do kuchni. Tak w zasadzie to wartałoby coś zjeść.
- Jest coś do jedzenia? - Zapytałem matki, która akurat weszła do kuchni.
- Odgrzej sobie obiad. - Odpowiedziała. - Wołaliśmy cię, ale nie przyszedłeś. Ja ci tego nie będę odgrzewać, sam sobie to zrób. - Stwierdziła i wyszła z pomieszczenia.
Poprawiłem sobie włosy. Będę je musiał umyć, ale zrobię to dopiero po tym jak coś zjem. Jestem cholernie głodny. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że od wczoraj nic nie jadłem. Muszę sobie zrobić ten obiad.
Jakieś piętnaście minut robiłem sobie jedzenie. Następne piętnaście minut musiałem poświęcić na skonsumowanie go. Moja kochana rodzinka wykorzystała to, że wróciłem na chwilę do rzeczywistości i od razu zrzuciła na mnie obowiązek wyjścia z psem. Tak, tak. Wiem że to naturalnie jest moim obowiązkiem, ale jestem tylko człowiekiem. Nie można wymagać ode mnie aż tyle. Trudno. Kolejne piętnaście minut, na dworze, przy minus piętnastu stopniach minęły jak błyskawica. Uwielbiam takie zimno. Człowiek wtedy może użyć całego swojego mózgu do myślenia, inne funkcje biologiczne schodzą na dalszy plan. Może rzeczywiście ja mam coś z trolla. Po powrocie jak zwykle zostałem objechany za to, iż nie wziąłem ze sobą czapki. Po jakie licho mam nosić czapkę, gdy na głowie mam więcej włosów niż niejeden mężczyzna razem na całym ciele. Na moje szczęście już przywykłem do tej standardowej śpiewki. Słyszałem ją już tak często, iż przestałem zwracać na nią uwagę. Przebrałem się w domowe ciuchy i powiedziałem wszystkim.
- Jeśli będzie ktoś mnie szukał to ja umarłem. Ożyję dopiero po świętach.
Znów spotkałem się z typowym odzewem moich rodziców. Taki klasyczny tekst o tym jak oni to nie lubią kłamać, etc. Akurat. Oni nie lubią kłamać. Ha, ha. Zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Kilka kolejnych godzin upłynęło mi w spokoju. Nikt nie przeszkadzał mi w mordowaniu obcych. Znowu przerwali mi akurat wtedy, gdy dobrze mi szło. Oni wszyscy muszą mieć jakiś instynkt.
- Krzysiek! - Doszło z sąsiedniego pokoju.
- Tia? - Bardzo inteligentnie odpowiedziałem na krzyk.
- Chodź tutaj. Kolacja na stole. - To był mój stary. Wolałem mu się nie stawiać i odpowiedziałem.
- Już idę. Szukam papuci. - Minęło kilku martwych obcych nim wstałem od swojego złomu.
- No chodź. Nie zaczniemy bez ciebie. - Wiedzą, że jestem innowiercą a każą mi dopełniać jakiś głupich rytuałów. Przegramoliłem się do drugiego pokoju. Siedzieli tam już wszyscy "goście". To jest: moja jakże kochana cioteczka i chory dziadek. To byli już wszyscy goście. Z mojej rodziny byli też wszyscy, matka, ojciec, młodszy braciszek i pies Cezar. Wszyscy jakoś tak odświętnie ubrani.
- To może ja przyjdę później. - Poczułem się dość niezręcznie w bokserkach i koszulce, w którą wprasowany był kształt czaszki, podpisany "Metallica", a to nijak odnosiło się do ich obecnej twórczości.
- Nigdzie nie pójdziesz. Zjesz z nami kolację. - Znów ojciec. Może lepiej jednak nie będę się oponował. On jest jeszcze gotów wyłączyć mi prąd z pokoju albo, co gorsza, przestać płacić raty za mój złom.
Przerażony usiadłem do kolacji. Nauczony doświadczeniem, nie mogłem tknąć jedzenia, póki wszyscy nie odwalą ściemy, że niby to się modlą. Cierpliwie czekałem aż wszyscy skończyli. Łapczywie wchłonąłem talerz makówki, która tego roku była zrobiona nad wyraz dobrze i wstałem od stołu.
- A prezenty? - Moja kochana cioteczka, zapytała tym swoim cudownym głosiczkiem. Poczułem się zupełnie tak, jakby stado słoni przebiegło mi po plecach.
- Ja swoje znam. - Odciąłem krótko i poszedłem do swojego pokoju dalej męczyć obcych.
Musiałem chwilę przecierpieć. Moja ulubiona rodzinka śpiewała kolędy. Nawet Cezar tego nie wytrzymał i przyszedł do mojego pokoju, zaskomlał pod drzwiami i podrapał je łapą. Z litości wpuściłem go. Bez żadnego szemrania poszedł do rogu i zwinął się kulkę. Nie kulkę, dużą kulę mięsa i sierści. Gdy rodzina zakończyła kolędowanie, wypuściłem psa. Na całe szczęście nie chciało im się więcej śpiewać. Reszta wieczoru i część nocy minęła już bez przeszkód. Moja kochana cioteczka pożegnała się i wraz z dziadkiem wyszli przed północą. Reszta domowników błyskawicznie ułożyła się do snu. Nie minęło dziesięć minut jak w pokoju brata zgasł telewizor, a z sypialni rodziców doszedł mnie ciekawy odgłos piłowanego drewna. Matka pewnie pomimo hałasu też już śpi. Będzie kilka godzin spokoju. Gdzieś tak o siódmej starszy wychodzi z psem, więc mam jakieś sześć godzin gry. Mała przerwa na łyk wody i mogę grać dalej.
Spojrzałem kątem oka na zegarek. Właśnie cyferki na blacie zmieniły się w cztery zera. W moim pokoju nastąpiła ciemność. Delikatną poświatą emanował jedynie ten zegarek, na którym cyfry zatrzymały się na zerach. Zgasł monitor, komputer też przestał szumieć. Na początku bardzo się zdenerwowałem, lecz po jakiś pięciu minutach rozważań postanowiłem, iż taki blackout to jest znak. Muszę położyć się spać. Poziom adrenaliny skoczył w górę gdy tylko nie powiodła się próba włączenia światła. Nie działała lampka przy łóżku ani główne oświetlenie. Ogarnęło mnie przerażenie. Wyrwał mi się krótki jęk. Instalację elektryczną szlag trafił. W momencie, gdy zdałem sobie sprawę, co to oznacza, spanikowałem. Położyłem się na ziemi i zwinąłem się tak jak mój pies wcześniej. Ostrożnie wczołgałem się na łóżko. Zakryłem się cały kołdrą i skulony niczym embrion, próbowałem zapomnieć o otaczającym świecie. Już dawno się tak nie bałem. A teraz... Modliłem się do swojego boga, do wszystkich znanych mi bogów.
Wielkie "łup" przerwało mi mój paniczny lęk. Powoli wystawiłem głowę z nad pościeli. Okno się otwarło. Ktoś je kiedyś musi naprawić, albo raczej mój starszy powinien je naprawić. Zresztą to na jedno wychodzi. I tak nie ja będę to robił. Powiew lodowatego powietrza nieco skrystalizował mi zmysły. Przez chwilę wciągałem zimne powietrze wprost do płuc. Zamknąłem okno i wczołgałem się z powrotem do łóżka. Oczywiście nie zauważyłem, iż na zegarze wciąż są cztery zera. Chociaż ten zegar nie posiada takiej funkcji, to nie przejąłem się tym, nie mogłem, gdyż o tym nie wiedziałem. Skulony z twarzą skierowaną w ścianę, znów grzałem się pod kołdrą.
- Fajne masz łóżko. - Głos dochodził zza moich pleców. Było to, co prawda niemożliwe. Nikt nie wszedł do mojego pokoju a wcześniej też byłem sam.
- Jestem przemęczony. Muszę się porządnie wyspać. - Powiedziałem sam do siebie.
- Przytul się przynajmniej do mnie. - Poczułem jak obejmuje mnie jakaś kobieca ręka. Przez chwilę czułem się tak, jakbym był w jakieś śmiesznej kreskówce. Najpierw sprawdziłem czy ta ręka jest prawdziwa. Pod palcami wyczułem delikatną, wręcz jedwabistą skórę, co ważniejsze nie była to moja skóra. Uznałem, iż faktycznie ktoś obok mnie leży.
- AAAAA!!! - Z takim okrzykiem wyskoczyłem z łóżka. Tak się złożyło, iż akurat wylądowałem na podłodze. Leżałem tak chwilę. W koszulce, bokserkach i skarpetkach. Zastanawiałem się, co to za dziwny sen właśnie mi się przyśnił. Leżałem tak chyba z pięć minut. Uznałem jednak, iż muszę wstać. Gdy wyprostowałem się, zobaczyłem, iż na moim łóżku autentycznie leży prawie naga kobieta. Podrapałem się w głowę.
- Dobra. Powiedz. Demon? Czarownica? Co? Kim? - Chwila zastanowienia. - Czym? Ty jesteś.
- Niczym z tego, co wymieniłeś Krzysiu.
- To powiedz, kim jesteś?
- Nie wiesz?
- Nie, nie wiem. Najpierw mam totalny blackout, spala mi się instalacja elektryczna i okazuje się, że w moim łóżku leży prawie naga... - Miała założone dość ciekawe bikini. - Ładna kobieta, o której nie mam zielonego pojęcia. Pomimo... - Spojrzałem na zegarek. - Pomimo tego, iż od jakieś godziny trwa północ, jest jasno jak w południe. A poza tym to dalej nie wiem, kim ty jesteś.
- Dobrze się czujesz? - Zapytała.
- Nie, nie czuję się dobrze.
- Możesz przestać się martwić. Instalacji elektrycznej nic się nie stało.
- Skąd ty możesz o tym wiedzieć? - To już było dla mnie dużo za dużo.
- Ponieważ ten cały, jak to nazwałeś?
- Blackout. Zaciemnienie.
- To zaciemnienie ja spowodowałam.
- To może, w końcu powiesz mi, kim ty, do cholery, jesteś?!? - Mam dość.
- Dobrze. Uspokój się. Jestem duchem poprzednich świąt.
- Tia. Jasne. - Walnąłem głową o szafę. - Obudź się Krzysiu! - Pomimo tego rozkazu, który sam sobie wydałem i kilku kolejnych uderzeń głową, nic się nie zmieniało.
- To nie jest sen. Ja tu jestem naprawdę.
- Czekaj. Przypominam sobie film. Masz pokazać mi święta które przeżyłem?
- Coś w tym rodzaju. - Pstryknęła palcami i znaleźliśmy się w zupełnie innym miejscu. Od razu je rozpoznałem. Moje stare mieszkanie w centrum. Jak ja dawno w nim nie byłem? Od czasu naszej przeprowadzki minęło już prawie siedem lat. Zawsze czułem sentyment do tego lokum.
- No dobra. Co tutaj chcesz mi pokazać? - Zapytałem
- Chodź. - Poprowadziła mnie do sąsiedniego pokoju. W moim starym, dziecięcym łóżeczku, leżałem mały ja.
- Byłem słodki, co nie? - Skomentowała to milczeniem. - Ale nie miałem wtedy takich fajnych włosów. - Zaśmiałem się do siebie. - Następne święta proszę.
- Skoro prosisz. - Znowu pstryknęła palcami.
To samo mieszkanie, tylko jakieś pięć lat później. Mały ja siedzę przed starym telewizorem, dzierżąc joystick w dłoni. Moja pierwsza gra. Kiedy ja ją widziałem po raz ostatni? O rany, ale to było dawno. Muszę obowiązkowo poszukać jakiegoś emulatora.
- Nic cię nie boli w tym obrazku.
- Nie. Całkiem dobrze już mi wtedy szło. - Odwróciłem się do małego mnie. - Dalej, dowal im mały.
- On cię nie słyszy.
- Wiem. Myślisz, że nie czytałem książki? - Tym razem też nic nie powiedziała. - Włącz następne święta.
Pokazywała mi kilka kolejnych świąt i zawsze ta sama scena. Mały ja gra na czymś. Gdy dotarliśmy do ostatnich świąt, obok klawiatury leżała książka do matematyki.
- Tym razem musiałem poświęcić jakiś czas na naukę. Nie mogłem poświęcić całego czasu na granie. - W jej dłoni znikąd pojawił się notes.
- Tu musi być jakiś błąd. - Powiedziała pod nosem, lecz ja i tak to słyszałem. - Nic, muszę to zgłosić górze.
- Zaczekaj chwilę. Właśnie kończę grać w Starcrafta. Ostatnia misja Zergów. - Wściekła się. Pstryknęła palcami i znalazłem się znów w swoim domu, tylko, że byłem sam. Przynajmniej tak mi się zdawało do czasu aż nie spojrzałem na mój komputer.
Siedział przed nim wysoki facet. Miał długie, czarne włosy, pomimo dość wysokiej temperatury w moim pokoju miał ubraną skórzaną kurtkę.
- Jesteś w końcu. - Stwierdził i odsunął się od kompa. - Wybacz, że grzebałem ci w komputerze, ale tylko sprawdzałem, jaką trzymasz muzę. Całkiem niezły wybór.
- Dzięki. A ty jesteś... - Czekałem na odpowiedź.
- No pomyśl trochę stary. Pierwsze zawsze jest ostrzeżenie, potem ta laska od poprzednich świąt a potem przychodzi? - Czekał, aż odpowiem.
- Oczywiście. Duch obecnych świąt.
- No stary. Cieszę się, że skumałeś.
- Jeśli dobrze pamiętam to twoim zadaniem jest mi pokazać jak inni spędzają święta.
- Jasne stary. Zaraz wybieramy się w podróż.
- Nie mógłbyś sobie tego odpuścić. Wiem jak inni spędzają święta. My moglibyśmy posiedzieć sobie tutaj, posłuchać dobrej muzy.
- Wiesz stary. Taka moja praca. Też wolałbym odpocząć. Wczoraj byłem na zajebistej imprezie. Nawet nie wyobrażasz sobie jaką muzę komponuje Beethoven po śmierci. Normalnie czad, czysty czad.
- Robi metal? - Nie mogłem uwierzyć.
- Się wie. Na trzy gitarki i bas. Dodaj do tego zajavistą orkiestrę i co wychodzi?
- Rhapsody? - Zapytałem.
- Oni może tu są nieźli, ale przy maestro wymiękną. Musisz tego kiedyś posłuchać.
- Więc naprawdę chcesz zabrać mnie na "przejażdżkę"? - Wykonałem taki gest wskazujący na cudzysłowie przy słowie przejażdżka.
- Niestety, stary, wiesz nie lubię tego robić, ale duch musi jakoś zarobić na alkohol.
- Co fakt to fakt. - Kiwnąłem ramionami. - Od czego zaczniemy?
- Może masz jakąś dziewczynę?
- Nie.
- No nie, stary, nie mów, że masz chłopaka, bo zwymiotuję.
- Nie! Nie mam chłopaka. Jestem hetero. Tylko, że nie mam żadnej dziewczyny.
- Spox. Rozumiem. To zaczniemy od jakiejś twojej byłej dziewczyny.
- Będzie ci trudno to zrobić.
- Czemu?
- Bo nie ma żadnej byłej.
- Nie chrzań, stary.
- Przecież mówię. Nie ma żadnej byłej ani obecnej, nigdy nie było.
- To będzie trudniejsze niż myślałem. Zaczekaj chwilę. - Puff! Duch zniknął w mglistym obłoku, lecz po chwili pojawił się dokładnie w tym samym miejscu, z którego zniknął.
- Konsultacje z "górą". - Zapytałem.
- Tak jakby. - Duch podrapał się chwilę po czole. - Słyszałeś może nowy kawałek Morbidów?
- Nie. A masz go?
- Jasne.
Przez kilka następnych minut wymienialiśmy się uwagami na tematy metalu a ja miałem okazję posłuchać kilku płytek, których jeszcze nie nagrano.
- Było zajebiście stary, ale ja już muszę spadać.
- Dlaczego? Coś jest nie tak?
- Nie. Słuchaj Krzysiu. Zaraz przyjdzie Trzeci. A ten facet mnie nie lubi. Ciągle by machał tą swoją kosą, nawet nie patrząc czy przypadkiem kogoś nie zetnie. Wiesz stary. Życzę ci powodzenia. - Puff!
Duch zniknął tylko, że tym razem już na dobre. Zaraz po tym drzwi otwarły się z hukiem. Stała w nich wysoka postać. Wyglądała jak szkielet, na który ktoś narzucił stary, czarny koc, który przeżarły już mole. Gdy przyjrzałem się bliżej, okazało się iż faktycznie był to szkielet ubrany w coś co przypominało stary koc. Dodatkowo ten szkielet trzymał kosę w prawej ręce. Jej niebieskie ostrze połyskiwało, było niemal przeźroczyste. Aż mi się ręce zatrzęsły z podniecenia. Niemal z piskiem wykrzyczałem:
- Mroczny kosiarz! AAA! Jestem twoim wielkim fanem. Robota, którą odwalasz jest naprawdę potrzebna.
- JESTEM DUCHEM PRZYSZŁYCH ŚWIĄT. - Głos niczym zza grobu, brzmiący zupełnie tak jakby te słowa mówiło naraz kilka osób, siedzących w jednej małej celi.
- Tak, wiem. Masz pokazać mi jak beznadziejne będzie moje życie w przyszłości. Mam tylko malutką prośbę.
- TAK?
- Proszę, proszę daj mi potrzymać twoją kosę. - Kosiarz zamyślił się na chwilę. Błysk gwiazd w jego oczach przygasł na chwilę, by znów rozświetlić wnętrze czaszki.
- MASZ.
- Łaaaa. Trzymam kosę mrocznego kosiarza. Łaaaa. Jaka ona jest super. - Machnąłem w powietrze i zobaczyłem jak przestrzeń, którą wycięło moje machnięcie błyskawicznie zapychane jest powietrzem, tam była próżnia! - Ona jest świetna. - Oddałem kosę kosiarzowi. Co teraz?
- PRZYSZŁOŚĆ. - Mroczny kazał mi za sobą iść.
Wszedłem do jasnego pomieszczenia. Po chwili zauważyłem, iż mógł to być salon. Było tam kilka sprzętów, charakterystycznych dla mieszkań wystrojonych w taki cyber sposób. Po chwili pojawili się mieszkańcy. Wysoki mężczyzna, w którym rozpoznałem siebie. Obok niego siedziała kobieta, wtulała się w jego ramię a przed nimi bawiła się dwójka dzieci.
- Nie rób mi tego stary. - Stwierdziłem. - Nie chcę tak skończyć. Proszę powiedz, że to jest nie prawda, to jest wymysł jakiegoś chorego umysłu. Jakaś literacka fikcja. - Kosiarz podszedł do mnie i wskazał na kolejne drzwi.
Przeszedłem przez nie i nagle znalazłem się nad brzegiem morza.
- Żegnamy dziś wielkiego człowieka. - Przyjrzałem się człowiekowi, który to mówił. To niemożliwe! Kapłani Thora zostali doszczętnie wybici dawno temu. - Bogowie wzywają go do siebie. Widać jest im potrzebny, gdyż pozostawił po sobie kochającą żonę i dwójkę dzieci, którzy są dziś w żałobie. Niech jego śmierć nas czegoś nauczy. Nie możemy ufać nawet najnowocześniejszej technologii. Wypadek jego Hovercara zapoczątkował falę testów, które uratowały pewnie niejedno życie... - Nie słuchałem już dalej. Zacząłem się rozglądać. Masy ludzi przyszły na mój ostatnią uroczystość. Moje ciało unosiło się na małej łódce, wyłożonej drewnem. Przynajmniej pogrzeb mam dobry. Zauważyłem kosiarza.
- Czemu mnie torturujesz? Nie mogę umrzeć w wypadku. Już bardziej wolę sam odebrać sobie życie. - Wyrwałem kosę kosiarzowi i jednym płynnym ruchem obciąłem sobie głowę. Cały mój świat na opak w końcu się zaczął.

Podpis: 

Lord_Raziel Jakaś wigilia
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.