https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
30

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 52

  Serce wewnątrz klatki cz.1  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
Piąta kobieta
Henning Mankell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 52

Serce wewnątrz klatki cz.1

Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII

Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało.

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII

— Pajacu! Duchy! Krążą wokół nas, szukają dziury, by się tu dostać. Popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał bez tchu.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
6710
użytkowników.

Gości:
6710
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 1825

1825

Bajka jednorazowego użytku

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
03-10-07

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Psychologia/-/-
Rozmiar
6 kb
Czytane
2890
Głosy
5
Ocena
4.90

Zmiany
03-10-07

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Martyna Podpis: Martyna Żurawska
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Przed wielkim balem u szatana

Opublikowany w:

Bajka jednorazowego użytku

W dzieciństwie ludzie najczęściej boją się duchów albo czarownic, które rzekomo porywają niedobre wnuczęta i robią z nich przetwory na zimę. Mało kto zna natomiast ten rodzaj strachu, jakiego ja doświadczałam przez pierwsze lata życia. Był to bowiem strach dość niezwykły: bałam się trójkątów. Na szczęście nie wszystkich; żywiołowe przerażenie wzbudzały we mnie wyłącznie figury pomalowane w biało-czerwone pasy. Nie wiem zresztą, czy kiedykolwiek faktycznie je widziałam. Możliwe, iż ich kontury rysowała tylko moja wyobraźnia, wyścielając nimi bezlitośnie ściany złych snów. Niezależnie od tego, jak było naprawdę, do dzisiaj pamiętam grozę zapadającego zmroku.
Kiedy tylko gasiłam światło, dostrzegałam wokół siebie upiorną kombinację czerni i bieli. Byłam wobec niej bezsilna. Figury majaczące na ścianach traciły nagle podstawy, a dwukolorowy płyn, który je wypełniał, rozlewał się po całym pokoju. Meble natychmiast nim nasiąkały, jakby miały ochotę za wszelką cenę imitować przejście dla pieszych. Starałam się zetrzeć z kołdry i poduszki znienawidzone barwy. W tym momencie docierało do mnie jednak, że skóra na moich rękach niczym się od nich nie różni. To przesądzało sprawę. Wydawałam z siebie zduszony krzyk i płakałam, przeświadczona o braku ratunku przed utonięciem w urojonej rzece. Może nawet chciałam w niej utonąć. Rozumiałam chyba, że przyniosłoby mi to jakąś ulgę, ukojenie, ochronę przed kolejnymi nocami, coraz okrutniejszymi w swej bezksiężycowej samotności. Mimo wszystko nie potrafiłam rzucić się z własnej woli w czarno-biały odmęt. Takie rozwiązanie miało w sobie coś z ciskania grudki ziemi o wieko trumny. A ja bardzo chciałam zobaczyć kolejny dzień. Nie mieściło mi się w głowie, że on mógłby istnieć beze mnie. Widzisz, byłam wtedy jeszcze bardzo niedoświadczona.
I nagle, w tej okropnej chwili tonięcia, dobiegał mnie głos mojej matki. Krzyczała zza ściany, że jeśli natychmiast nie przestanę się wygłupiać, to podniesie się z łóżka i da mi nauczkę. Po jej słowach natrętna kolorystyka pokoju jeszcze się nasilała, ale strach przed spełnieniem groźby narzucał mi jakiś udawany spokój. Poddawałam się. Ignorując dygotanie całego ciała, kładłam się z powrotem i zamykałam oczy. Co kilkanaście sekund zrywałam się jednak na równe nogi z lękiem. Trwało to dopóki nie zasnęłam w krańcowym zmęczeniu. Nie pamiętam, co mi się śniło podczas tych strasznych nocy. Może nic. A może sceny rodem z niemego filmu, ironicznie przetykane straszącymi mnie na jawie odcieniami czerni i bieli. Rano budziłam się w każdym razie z trudem i spoglądałam na niebo zasnute chmurami. To był właśnie ten dzień, którego tak bardzo pragnęłam doczekać.

Nie wiem, dlaczego ci o tym opowiadam. Ty nie potrzebujesz już przecież bajek na dobranoc. Próbuję to sobie uświadomić - na razie bez skutku. Zerkam co chwilę mimo woli w stronę łóżka, mając nadzieję, że zaczniesz zaraz zanosić się płaczem, a ja znów będę musiała wziąć cię na ręce i przytulić. Czasem wydaje mi się nawet, że rzeczywiście płaczesz. Wstaję wtedy z krzesła, podchodzę do koca, którym byłeś owinięty, i stwierdzam, że obecnie ukrywa się w nim tylko duży karaluch. Wybucham śmiechem. Krótkim, urywanym, niedowierzającym. W następnej chwili jestem już gotowa rzucić się do drzwi, zbiec po schodach i pędzić na złamanie karku na tamto osiedle, nie dbając o pozory. Czuję, że mogę cię jeszcze uratować. Wygrzebać spod sterty starych papierów, puszek i innych śmieci, wrzuconych do pomarańczowego kontenera. Po kilku sekundach jestem na korytarzu. Opieram się o ścianę, nie mogąc iść dalej. Uświadamiam sobie, że od tamtego wydarzenia minęły cztery dni. Że ciebie już nie ma. Że na wszystko jest za późno.
Nie umiem powiedzieć, dlaczego. Chyba po prostu się o ciebie bałam. Bałam się o twoje oczy, mogące za dużo zobaczyć i przesłać do mózgu zbyt pesymistyczne informacje. Obawiałam się głosu, którym mógłbyś mi kiedyś powiedzieć, że z racji bycia twoją matką zasługuję tylko na nienawiść. Musiałam coś zrobić. Na pewno musiałam. Strasznie wyglądałeś, kiedy cię tam położyłam. Ale to było słuszne. I chyba bardzo nie bolało - po chwili nie słyszałam już skomlenia. Choć miałam głupią nadzieję, że usłyszy je ktoś inny. Może tak się nawet stało. Przekonam się. Kupię jutro gazetę.
Siadam na schodach i zamykam oczy, ale natychmiast muszę je z powrotem otworzyć. Dopiero teraz pojmuję, że historia, którą ci opowiedziałam, będzie miała ciąg dalszy. I to nie za sprawą trójkątów z dzieciństwa; one straciły rację bytu wtedy, gdy ostatecznie ucichł głos mojej matki. Obraz, który w tej chwili podsuwa mi wyobraźnia, jest od nich straszniejszy. Twarz noworodka uduszonego chustką do nosa i pozostawionego w metalowym kuble. Nawet nie próbuję się z niego otrząsnąć. Na to również za późno. Teraz mogę już zrobić tylko jedno.
- Frieda, Frieda, Frieda! Ja jestem Frieda! - krzyczę, a odrapane ściany kamienicy potęgują ton mojego głosu. I nie wiem już, czy to krzyk jest konsekwencją czynu, czy raczej czyn był formą dziecinnego, nieukojonego krzyku. Czuję na sobie czyjeś ręce, kobiece i męskie wołania starają się zmusić mnie do kapitulacji. Nic z tego. Nareszcie zrozumiałam, że jestem Friedą, że taki los zapisano mi bezlitośnie w gwiazdach, a wszystko, co mi się w życiu przytrafiło, stanowiło tylko pretekst dla tego wydarzenia sprzed czterech dni. Zrywam się z miejsca i biegnę, biegnę przed siebie, prosto na bal, na który nikt mnie nie zaprosił. Dociera do mnie jakiś szum, pisk opon i kobiet, doznaję gwałtownego uczucia wrastania w asfalt. Aż wtem cały świat oblewa czerwony deszcz. Brakuje mi tchu. Roztapiam się w nowym, specjalnie dla mnie stworzonym wymiarze.

Podpis: 

Martyna Żurawska październik 2003
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII Hagan - Wyjście w mrok Hagan - Ciało bez kości
Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało. Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.