https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
25

Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII

  Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
Piąta kobieta
Henning Mankell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII

Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało.

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII

— Pajacu! Duchy! Krążą wokół nas, szukają dziury, by się tu dostać. Popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał bez tchu.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

TENEBRIS

Ciemność jest wokół nas. A jeśli jest także w Tobie?

Dzwonnik z Notre Dame

W gruzy się sypie...

INNI

Och, młodzi moi, okultyzm to Wasz wróg! (Z dorosłymi nie inaczej...) Całość w księgarniach.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
922
użytkowników.

Gości:
922
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 30879

30879

Uśmiech ciemności

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
07-02-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Horror/Thriller/-
Rozmiar
17 kb
Czytane
1831
Głosy
5
Ocena
4.80

Zmiany
07-02-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Massther Podpis: Massther
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
moje pierwsze opowiadnie, które opublikowałem dopiero teraz. Historia niby o duchach...

Opublikowany w:

tu

Uśmiech ciemności

I Szpitalna opowieść

Szpital psychiatryczny
Side West
NowaGambria

- Dzień dobry, panie doktorze -do pokoju doktora wszedł wysoki, szczupły mężczyzna. Miał zabandażowaną prawą rękę.
- Dzień dobry –odparł doktor- proszę siadać
- Dziękuję - gdy mężczyzna usiadł lekarz dokładnie mu się przyjrzał. Jego uwagę przykuły oczy mężczyzny. Były szeroko otwarte, podkrążone i ciągle się rozglądały.
- Dobrze- powiedział doktor- jest pan tu nowy. Nie mamy zbyt wiele informacji na pana temat. Czy mógłby pan coś o sobie powiedzieć?
- Oczywiście. Nazywam się Brian Scott. Pracowałem jako policjant.
- Ma pan jakieś hobby?- Wtrącił doktor.
- Och, miałem. Interesowałem się duchami- na twarzy pacjenta pojawił się grymas obrzydzenia.- Lecz teraz o nich nawet nie myślę.- Mężczyzna popatrzył przez okno i zobaczył, że zbliża się noc. Zaczął jeszcze bardziej się rozglądać. Wydawał się mocno przerażony.
- Cóż, co panu dolega?- Spytał z dziwnym zaciekawieniem doktor.
- Ja jestem zdrowy, nic mi nie jest.
- Naprawdę?
- Tak.
- Widziałem jak pan spojrzał przez okno. Boi się pan?
- Nie, nie
Lekarz delikatnym gestem kazał zgasić światło. W pokoju zapanowała ciemność. Mężczyzna zaczął nagle krzyczeć i biegać po całym pomieszczeniu. Wydawał z siebie przerażające dźwięki. Gdy zapalono światło, mężczyzna przestał. Serce biło mu jak wielki dzwon. Jego oczy- straszne. Wielkie, jeszcze bardziej podkrążone. Soczewki były wielkości dużego grochu. Cała skóra biała. Dla wszystkich wokół widok tego człowieka był po prostu straszny. Nigdy nie widzieli takiego stanu. Po chwili ciszy odezwał się doktor.
- Cóż, cierpi pan na bardzo zawansowaną nyktofobię.
- Nie-odpowiedział już trochę spokojniejszy mężczyzna.- Ja nie boję się ciemności. Po prostu tamto wydarzenie zostawiło swój ślad.
- Wydarzenie? Jakie panie Scott?- Spytał zaciekawiony doktor.
- Nie chciałbym teraz o tym mówić. Nie dziś. Może jutro.
- Dobrze, jak pan sobie życzy. Widział pan już swój pokój?
- Tak. Ale proszę, nie gaście państwo światła.
- Oczywiście.
Lekarze odprowadzili Brian’a do pokoju. Zgodnie z prośbą nie zgasili mu światła. Cały personel medyczny dowiedział się o tym, co zdarzyło się w pokoju. Wszystkich intrygował ten mężczyzna. Co musiał przeżyć człowiek, który nie cierpi na nyktofobię, a w ciemności traci panowanie nad sobą? Lekarze mieli nadzieje, że ta zagadka rozwiąże się nazajutrz. Niektórzy byli ciekawi, jaką bajeczkę wymyśli ich nowy pacjent.
Wstał nowy dzień. Lekarz, który przyjmował Brian’a obudził się najwcześniej. Zjadł śniadanie, umył zęby i czekał aż pacjent wstanie. Nagle z pokoju Brian’a rozległ się krzyk. Krzyk tak straszliwy, że usłyszał go cały szpital. Kilku lekarzy pobiegło do miejsca zdarzenia. Pokój pacjenta byłby normalny gdyby tylko pominąć fakt, że jego właściciel leżał w kałuży krwi, a w ręce trzymał żyletkę.
- Co się stało!?- Spytał jeden z lekarzy – kto dał panu żyletkę?
- Oni!- Odpowiedział z przerażeniem Brian – Oni dali mi żyletkę i kazali się pociąć.
Lekarze szybko opatrzyli Brian’a, dali mu morfinę i inne leki uspokajające. Zaprowadzili go do pokoju, w którym był przyjmowany.
- Panie Brian’ie – powiedział lekarz- to, co pan zrobił było bardzo niebezpieczne. Mógł pan stracić życie.
- Ale to oni – odparł mężczyzna- to oni przyszli dokończyć to, co zaczęli
- Kto przyszedł i co zaczął? - spytał zaciekawiony doktor
- Obserwatorzy!
- Czy mógłby pan zacząć od początku?
- Dobrze – jęknął Brian – wszystko zaczęło się od tego, gdy Filip Lombrey, mój przyjaciel, pojechał do Meksyku szukać skarbu Azteków.
- Był podróżnikiem?- zapytał doktor
- Nie – ciągnął Brian – był archeologiem. Interesował się skarbami i tajemnicami starożytności. Gdy dostał szansę pojechania do Meksyku po skarb, ani chwili nie zwlekał. Kiedy już pojechał nie było go dwa miesiące. Wszyscy myśleli o najgorszym. Wrócił jednak. Co prawda bez wielkiego skarbu, ale ze statuetką zrobioną ze złota i platyny. Przedstawiała ona coś w rodzaju człowieka, który miał wężowy łeb i ogon. Posiadała także wtopione kamienie szlachetne, a na torsie widniał napis zapisany runami. To było dziwne. Filip powiedział mi, że te runy to runy celtyckie. Skąd celtyckie runy na azteckiej figurce?
- Może nie była aztecka. Może jakaś inna nacja zostawiła ją na terenie Azteków?
- Może- odpowiedział z lekką irytacją Brian.
Nastała chwila ciszy.
- Co było dalej, panie Scott?- spytał doktor
- Filip pokazał ją mi, Richardowi Ahalowi, Tomiemu Vensie i Patrickowi O’Harze. Wszyscy ci mężczyźni byli znajomymi Filipa i tak jak ja pracowali w policji. Jeden z nich był jago ochroniarzem.
- Czy ten Filip powiedział panu, co może oznaczać napis na figurce?
- Powiedział mi, że być może jest to imię tej figurki. Prawdopodobnie było to bóstwo.
- Więc co było dalej- spytał z jeszcze większym zaciekawieniem doktor.
- Filip nie oddał figurki do muzeum. Uznał, że była za cenna. Zabrał ją do domu i tam ,,znęcał’’ się nad nią tzn. dokładnie ją badał. Doszukał się innych napisów, których niestety nie jestem w stanie powtórzyć. Mówił mi też o jakiś znakach.
- Znakach?
- Tak, znakach wyrytych na figurce. Przypominały one gwiazdę czy pentagram.
- Czy to przez te znaki znalazł się pan u nas?- sarkastycznie spytał doktor.
- Nie – odpowiedział oburzony Scott- Po kilku dniach zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Tak się składa, że mam przy sobie pamiętnik Filipa. Dał mi go…kiedyś.
Brian wyciągnął z kieszeni mały zeszyt. Był bardzo stary. Okładkę miał ze skóry. Widniał na niej napis,, Zapiski osobiste”. Strony były pomarszczone i poplamione jakąś cieczą. Pierwsza część pamiętnika to znaczy ta, w której Filip wspomina pobyt w Meksyku, została doszczętnie wyrwana.
– Jeżeli pan chce może pan go poczytać. – powiedział drżącym głosem tajemniczy pacjent- ja teraz pójdę do pokoju. Trochę mi słabo.
Doktor wziął pamiętnik i odprowadził pacjenta do jego pokoju. Potem wszedł do dyżurki i zaczął czytać.


II Zapiski Filipa Lombrey’a




12.10.2002r.-20,00

Figurka, którą znalazłem jest bardzo ładna. Zrobiona jest ze złota i platyny. Mogę dostać za nią niezłą sumkę. Z drugiej strony myślę jednak, że lepiej ją zostawić. Jest bardzo intrygująca. Dam głowę, że wyrzeźbili ją Aztekowie. Ale skąd się wzięły na niej celtyckie runy? Napis wyryty tymi literami znaczy Maranga. Podejrzewam, że to imię bóstwa. Na figurce widnieją także inne napisy. Jakiś tekst. Cóż, spróbuje go rozszyfrować.

18.10.2002r.- 18,00

Całe dnie spędzałem nad przeklętym tekstem jednak żadna ze znanych mi nacji nie posługiwała się takim pismem. Teraz po jeszcze głębszym zbadaniu figurki stwierdzam, że nie jest to robota Azteków.
Posążek ma idealne krawędzie. Powoli zaczynam się zastanawiać czy w ogóle zrobili go ludzie! Może rozwiązanie tej zagadki pozwoli także wyjaśnić tajemnicę diamentowych czaszek, które teoretycznie nie zostały wyrzeźbione przez ludzi.

24.10.2002r.- 15.00

Dzisiaj przeprowadzałem rutynowe badania. Nie wiem, czemu ale przypomniały mi się słowa przeklętej i przerażającej księgi pt.,, Hekatomba rzeczywistości” Adama O’Wild’a. Pisał on, że Obserwatorzy, niemogące się dostać do naszej rzeczywistości, amorficzne kule składające się jakby z oparów i rozgrzanego powietrza, czasami kontaktują się z nami poprzez łączniki. Tymi łącznikami mogą być zegarki, zabawki czy różnego rodzaju figurki. Nie sądzę jednak, że statuetka znaleziona przeze mnie może być łącznikiem. Chociaż może, kto wie.

30.10.2002r.- 20.00

Znowu cały dzień spędziłem nad figurką. Ale rano wydarzyło się coś dziwnego. Gdy wstałem usłyszałem płacz dziecka. Wyszedłem z sypialni w poszukiwaniu źródła dźwięku. Głos dochodził z sypialni. Gdy otworzyłem drzwi nikogo tam nie było! Dziwne! Dałbym głowę, że ktoś tam bym. A tak w ogóle nie mam dziecka! Mieszkam przecież sam! Cóż chyba się przepracowałem. W końcu siedziałem w pracy dwanaście godzin.


01.11.2002r.-20.46

Dzisiaj rano wydarzyło się coś strasznego. Ledwo pozbierałem się do napisania tej notatki. Obudziłem się wcześnie gdyż miałem przerażający koszmar. Poszedłem napić się wody. Gdy otworzyłem lodówkę(zawsze piję zimne napoje) spostrzegłem coś okropnego. Nie wiem czy była to halucynacja w wyniku przepracowania czy zwida spowodowana oglądaniem horroru przed snem. W każdym bądź razie było to przerażające. Przed oczyma mignął mi obraz czegoś, co przypominało człowieka. Miało humanoidalne kształty. Ale jego twarz przypominała coś innego. Bez oczu, zębów i uszu. Spalona. Cała skóra była spalona. Ale twarz wyglądała najbardziej przerażająco. Po dwóch sekundach owe stworzenie siedzące w mojej lodówce zniknęło. Byłem przerażony. Pisząc ten zapis siedzę u mojego przyjaciela Richarda Ahala. Pozwolił mi przenocować u siebie. Jutro wracam do domu. Z dwójką ochroniarzy.

03.11.2002r.-21.01

Kolejny dziwny dzień. Jeden z moich ochroniarzy powiedział mi, że w nocy słyszał jakieś dźwięki dochodzące z szafki, w której była schowana figurka. Co tu się dzieje? Czy wszyscy jesteśmy przepracowani? Czy może to z powodu tej przeklętej statuetki?! Wpadłem na pomysł, a mianowicie dzisiaj w nocy nie będziemy spać. Będziemy nasłuchiwać jakiś dźwięków. Sam już kilkakrotnie się budziłem. Słyszałem coś jakby miauczenie kota czy delikatne szlochanie małego dziecka. Zaraz muszę wypić dużo mocnej kawy.

03.11.2002r.-23.30

Siedzę wraz z moimi ochroniarzami w salonie. Jak na razie nic się nie wydarzyło. Znając życie przez całą noc się nic nie wydarzy, ale i tak wolimy czekać. Przed tą nocą wypiłem dwie duże filiżanki naprawdę mocnej kawy. Chyba jeszcze przez jutrzejszą noc nie będę w stanie zmrużyć oka.

04.11.2002r.-00.04

Moi ochroniarze zaczynają się denerwować. Ja zresztą też. O dwudziestej czwartej trzy usłyszeliśmy syczenie. Coś jakby kaloryfer. Wszyscy uznaliśmy, że nie warto tym się interesować gdyż w każdym domu syczy kaloryfer. Czekamy dalej.

04.11.2002r.-00.06

Minutę temu usłyszeliśmy wyraźne stuknięcie w łazience nad nami. Nie wiem, dlaczego, ale nikt z nas nie poszedł tego sprawdzić. To chyba jeszcze nie to.

04.11.2002r.- 11.40

Jak wcześniej myślałem przez cała noc nic więcej się nie wydarzyło. Ale to, co odkryliśmy dziś w przedpokoju przechodzi ludzkie pojęcie. Na ścianie naprzeciwko salonu, widniał napisany jakby krwią napis...

-Doktorze Simons!
W czasie, gdy doktor czytał zawołała go pielęgniarka.
-Co się stało siostro Taumer?- odkrzyknął lekko zdenerwowany lekarz
-Adam O’Wild był z panem umówiony o godzinie dwunastej. Teraz jest kwadrans po, panie doktorze.
-Ach na śmierć zapomniałem- powiedział lekarz sam do siebie- Już idę!
Doktor Simons schował zapiski Filipa do kieszeni i poszedł na spotkanie z Adamem O’Wildem. W drodze do pacjenta doktor mówił sam do siebie:
-Adam O’Wild. Umówiłem się z nim dwa dni temu, ale wydaję mi się, że niedawno słyszałem to imię...
Po krótkiej wizycie doktor Simons wrócił do dyżurki i zaczął czytać w przerwanym momencie:

Na ścianie naprzeciwko salonu, widniał napisany jakby krwią napis: „Wiem, że wczoraj w nocy byłeś w salonie!”
Przestraszyłem się i to nieźle! Zaraz zadzwoniłem po policje. Teraz chodzą po moim domu i szukają Bóg wie, czego. Nie sądzę, aby to miało jakiś związek z przywiezioną przeze mnie figurką. Nie wierzę w takie rzeczy. Ale po ostatnich wydarzeniach sam nie wiem, co mam o ty wszystkim sądzić.

06.11.2002r.-16.48

Dzisiaj byłem na komendzie policji. Wczoraj z resztą też. Powiedzieli mi, że wpadli na pewien trop. Ta informacja bardzo mnie zdziwiła. Jeden z policjantów powiedział mi, że w tą felerną noc oprócz mnie i moich trójki ochroniarzy ktoś jeszcze był w moim domu! Nie wiem, dlaczego ale teraz czuje się nieco spokojniejszy, że zamieszany jest w to jakiś zwykły włamywacz.

08.11.2002r.-18.40

Policja szuka włamywacza. Jestem ciekaw czy go znajdą. Byłbym szczęśliwy gdybym go zobaczył na własne oczy. Wydawało mi się, że dzisiaj także ktoś u mnie był. Oczywiście ktoś oprócz moich wiernych ochroniarzy. Także w łazience. Nie wiem czy moja łazienka jest jakimś pomostem między dwoma światami czy może jakąś dziuplą dla włamywaczy. W każdym bądź razie jestem spokojniejszy. Sytuacja się uspokoiła, a figurka jest w dalszym ciągu badana przeze mnie.

10.11.2002r.-12.00

Dzisiaj rano wydarzyła się potworna tragedia. Mój wierny ochroniarz, a zarazem przyjaciel Patrick O’Hara nie żyje. Zginą w tajemniczych okolicznościach w moim domu. Wyraz jago twarzy wskazywał na to, że przed śmiercią bardzo się czegoś bał. Leżał w kałuży krwi w łazience. Miał wydłubane oczy i wyrwany język. Wszystko wskazywało na to, że ktoś go torturował gdyż reszta jego ciała, także była potwornie okaleczona. Paznokcie z dłoni wyrwane, skóra z brzucha prawie, że doszczętnie obdarta. Nos również był urwany. Patrick nie przypominał człowieka. Wyglądał jak obdarty z materiału manekin. Nie wiem, kto się dopuścił tak straszliwej zbrodni, ale chciałbym tego kogoś dostać w swoje ręce!

12.11.2002r.-00.43

Jest późna noc. Teraz siedzę w salonie razem z dwójką ochroniarzy. Zamierzamy czuwać tak jak poprzednio, ale tym razem będziemy reagować na każdy, nawet najmniejszy dźwięk. Nie wiem czy ten bandyta przyjdzie dzisiaj, ale bardzo bym tego chciał. Mam przygotowaną siekierę, a moi ochroniarze pistolety automatyczne. Jeśli dorwę tego człowieka będę się znęcał nad nim tak jak on znęcał się nad Patrickiem.

12.11.2002r.-1.03

Co tu się dzieje?! Pisząc ten zapis jestem schowany w szafie. Usłyszeliśmy stuknięcie w łazience nad nami. Moi ochroniarze razem ze mną poszli na górę. Jeden szedł za mną, a drugi przede mną. Nagle usłyszeliśmy krzyk tego, który szedł z tyłu. Obejrzeliśmy się i spostrzegliśmy bezokiego i bezwłosego mężczyznę. Potem obejrzałem się do przodu. Zobaczyłem to samo. Co im się stało?! Uciekłem do salonu i schowałem się w szafie. Ciągle słyszę jakieś kroki rozchodzące się po całym domu. Prawdopodobnie nie przeżyję tej nocy. To mój ostatni wpis. Chciałbym aby te zapiski powędrowały do Briana Scotta. On będzie wiedział, co z tym zrobić. Za jakiś czas wyjdę z szafy i spróbuje przepędzić to co wlazło do mojego do...

Tutaj zapiski się skończyły. Ostatnia strona była poplamiona jakąś żółtawo zieloną cieczą. W tym samym momencie do drzwi dyżurki wszedł Brian Scott.
-Następnego dnia dostaliśmy zgłoszenie w policji...
-Panie Brian- zdziwił się przestraszony doktor- nastraszył mnie pan.
-Przepraszam. Chciałem dokończyć panu moją opowieść.
- Dobrze, słucham- powiedział zaciekawiony doktor Simons
- Jak wcześniej powiedziałem otrzymaliśmy zgłoszenie do naszej komendy. Komendant kazał zbadać sprawę mi oraz mojemu przyjacielowi Tomiemu Vensie. Razem pojechaliśmy do domu Filipa.-tutaj głos pacjenta się zawiesił. Wyglądało na to, że nie chce dalej mówić, ale po chwili kontynuował- i tam zobaczyliśmy. To wszystko.
- To wszystko, czyli co panie Brian?
- Ciała, krew, śmierć. Nigdy tego nie zapomnę. Zwłaszcza jednego momentu.
- Tak?- zapytał zaciekawiony doktor
- Przechodząc korytarzem, nagle coś usłyszałem. Jakiś dźwięk nade mną. Popatrzyłem w górę i...- głos znowu się zawiesił.
- Spokojnie panie Brian-uspokajał pacjenta lekarz- to wszystko już minęło. Cokolwiek pan zobaczył już się nie powtórzy.
- Tak, ale to mnie nawiedza. Duszę w sobie strach. Było ciemno. Środek nocy. A tamto wydarzenie pozostało na mnie.
- Spokojnie. Niech się pan uspokoi. Gdy pan to z siebie wyrzuci będzie panu lżej.
- Tak, chyba tak.- Brian miał bardzo zmęczony głos. Mówił powoli i ciężko- Więc gdy spojrzałem w górę z sufitu zleciało na mnie potwornie okaleczone ciało. W locie zaczepiło się o żyrandol i zawinęło tak, że widziałem tylko twarz. Było ciemno, środek nocy a tu nagle zawisa przede mną bez oka, bez zębna, bez włosa twarz. Najstraszniejszy był jednak grymas tego czegoś. Usta były wykrzywione na kształt uśmiechu! Ta karykatura ludzkiej twarzy uśmiechała się do mnie! A wszystko to w całkowitym mroku. Gdyby ciemność miała twarz to z pewnością tak wyglądałby jej uśmiech. Po prostu zobaczyłem uśmiech ciemności.
- Przykro mi, że przeżył pan coś tak strasznego. Ale czegoś tu nie rozumiem. Trafił pan w końcu do naszego szpitala. Jak?
- W nocy zaczynałem mieć omamy. Widziałem kilka bez okich i bez zębnych postaci, które nachylały się nade mną. Ciągle mnie obserwowały. Kazały mi robić różne rzeczy takie jak samo okaleczanie się czy próby zabójstwa. Nie mogłem tego znieść, one były wszędzie! Nawiedzały mnie, co noc i kazały robić to!
Brian zdjął bandaż i pokazał swoje prawe ramię. Na chudej, kościstej ręce widniały wyryte napisy: „będziesz następny”, „już nie zaśniesz”. Między nacięciami wdała się gangrena. Ręka była zielono żółta. Miejscami odrażająco napuchnięta. Ten widok przeraził doktora Simonsa. Owszem widział pacjentów, którzy się nacinają, ale to przechodziło ludzkie pojęcie.
- Panie Brian!- wykrzyknął doktor- dlaczego pan nie powiedział o tym wcześniej?!
- I tak nic mi już nie pomoże. Chciał pan wiedzieć, dlaczego trafiłem do szpitala psychiatrycznego. Już pan wie. Oszalałem!
Brian Scott wybiegł z krzykiem z dyżurki. Lekarz nie próbował go zatrzymywać. Pozostawało jeszcze pytanie, które doktor sobie zadawał. Kto jest odpowiedzialny za tak okrutne zabójstwa i co się stało z figurką? Na te pytania doktor Simons nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Następnego dnia został zamordowany i obdarty ze skóry. Nad jego zmasakrowanym ciałem, z zakrwawionym nożem w ręce, stał Brian Scott...

Podpis: 

Massther 16.11.06
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Wyjście w mrok Hagan - Ciało bez kości Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII
Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) — Pajacu! Duchy! Krążą wokół nas, szukają dziury, by się tu dostać. Popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał bez tchu.
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.