https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
90

Jutro też będą przegrzebki - (1)

  Pierwszy fragment (początek) opowiadania nad którym właśnie pracuję. Zapraszam do lektury :)  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Przesyłka
Sebastian Fitzek
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Jutro też będą przegrzebki - (1)

Pierwszy fragment (początek) opowiadania nad którym właśnie pracuję. Zapraszam do lektury :)

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Kraina Niekończącej się Bajki

— Nuda??? Błagam cię, Misiu, nie wypowiadaj tego słowa.

Czarny motyl

Ledwie mogłam uwierzyć, mój oddech się skrócił. Chyba tylko czarownica mogła przygonić na zatłoczoną po brzegi plażę wielką chmurę czarnych motyli?! Co one szykują?

Żywoty równoległe

Czy aby poznać tę miłość, musiało się to wszystko wydarzyć.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
955
użytkowników.

Gości:
955
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 33489

33489

Ta jedyna - cz.2

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
07-06-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Przyjaźń/Podróże
Rozmiar
20 kb
Czytane
1119
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
07-06-01

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Selene Podpis: Selene
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
humorystyczne opowiadanie o wizycie przybyszów z małej planety w bardzo nietypowej sprawie ;)

Opublikowany w:

Ta jedyna - cz.2

IIIIiiiiii… BAACHCH!
- Bifavryk, mogłeś być trochę delikatniejszy!
- Przepraszam, zapomniałem, że ziemia jest twarda.
Rozejrzeli się wokół. Znajdowali się w samym środku miasta. Piękne budowle i widok na ocean. Ludzie mijali ich wesoło rozmawiając w nieznanym przybyszom języku. W pobliżu był targ. Ruszyli w tamtą stronę. Jednak nagle Ugserawij zatrzymał się.
- Bifavryk!
- Słucham?
- Przecież my nie mamy pieniędzy!
Komputer przez chwilę milczał.
- A! Faktycznie! – rozległo się krótkie ”bip” – Już je macie.
- Dzięki – powiedział uspokojony Dżeser.
Zanurzyli się w fali tłoku między straganami. Oglądali śliczne i oryginalne wyroby, słuchali zachęt sprzedawców (które rozpoznawali intuicyjnie) i obserwowali Ziemianki.
- Ora! Kastarea e? Kierakup imiej! – Właściciel jednego ze stoisk nagle stanął tuż przy Ugserawiju z wiklinowym koszem w jednej ręce, klatką z papugą w drugiej i zarzuconym na ramię jakimś materiałem.
- Eeee, nniee… dziękuję… - próbował się wymknąć Dżeser.
- Ora, ora! – sprzedawca wymachiwał mu przed nosem klatką.
Nieszczęsny Xeypaxańczyk rozumiejąc, że się nie wybroni, wyjął z kieszeni trochę banknotów i podał je Australijczykowi, który szybko postawił kosz na ziemi i zrobił wielkie oczy. Popatrzył na Dżesera i wyciągnął rękę po jeszcze.
- Ora! Kierakup imiej esa! – pokazywał mu materiał, jednocześnie podając klatkę z niezwykle skrzekliwą papugą.
- Nie, już wystarczy – Powiedział stanowczo zniecierpliwiony Ugserawij.
Sprzedawca nagle jednak zamilkł, spojrzał pod nogi, gdzie miał stać kosz, złapał się za głowę, gdy go tam nie zobaczył i wskazując gdzieś w tłum zaczął krzyczeć:
- Omamamia! Omamamia! Osza! Swineli kosza!!!
Elvis i Dżeser, korzystając z zaistniałej sytuacji wmieszali się w tłuszczę. Odeszli w bardziej ustronne miejsce i usiedli na murku. Klatkę z papugą postawili na ziemi. Przez chwilę przyglądali się kolorowemu ptakowi, który w milczeniu kiwał się na drążku.
- I co z nią zrobimy? – zapytał Quar.
- A bo ja wiem… Kupiłem ją na odczepnego…
- Oczepnego, oczepnego! – zaskrzeczała papuga i znów zamilkła niewinnie patrząc na nowych właścicieli, którzy w zdziwieniu spojrzeli na siebie.
- Ona gada, czy mi się zdaje?
- Nie zdaje ci się… Bifavryk!!!
- Słucham?
- Co to jest?!
- Jak to co? Papuga ara… młodziutka… i w dodatku to ona.
- Ona?
- Noo… Samiczka…
- Acha. Jak to możliwe, że ona mówi?
- Papugi są zdolne, podobnie jak gwarki (takie czarne małe ptaszki) – na monitorze ukazała się fotografia – co chcecie wiedzieć?
- Cóż… Już wiemy co to za stwór…
- Nazwijcie ją jakoś, na przykład Goldi.
- Czemu nie? Niech będzie. Dziękujemy ci.
Komputer zniknął.
Rozglądali się za kobietami.
- Ugsi, a tamta?
- Nieee… Prędzej ta!
- Hmmm
- Sam już nie wiem…
Wtem padł na nich jakiś cień, który pochylił się nad klatką. Spojrzeli i zoboczyli blondynkę przemawiającą coś łagodnie do Goldi. Po chwili dziewczyna uniosła wzrok na właścicieli papugi natrafiła na ich olśnione oczy. Uśmiechnęła się (nieco szerzej do Quara, gdy zobaczyła kolor jego oczu) i już chciała odejść, kiedy Elvis złapał ją za rękę. Popatrzyła na niego zaskoczona.
- Jestem Quar, a ty?
Ugserawij syknął cicho słysząc tą omyłkę, ale o dziwo dziewczyna uśmiechnęła się ponownie i powiedziała:
- Do you speak english?
- Eeee – odpowiedział „Elvis”.
- No… Deutch?
Znów to samo.
- Maybe français? Italiano? Ruski? Polski? Japonese?
Strapiona niemożliwością porozumienia pokręciła przepraszająco głową i odeszła.
Quar spojrzał na towarzysza.
- Bifavryk!
- Tak?
- Co zrobić, żeby się porozumieć z Ziemianami?
- Musicie poznać jeden z ich licznych języków. Proponuję angielski, bo jest najbardziej powszechny i popularny.
Dwa pnącza przyssały się do głów Xeypaxańczyków. Proces trwał niecałe dwadzieścia sekund.
- To wam na pewno ułatwi zadanie.
- W porządku. Thanks.
Ogarnęli wzrokiem okolicę. Uruchomili program (który wzięli ze sobą na wypadek braku cierpliwości lub czasu), polegający na błyskawicznym „przesiewaniu” miejsca o zasięgu wielu setek kilometrów. Wywnioskowali dzięki niemu, że jednak nie tutaj znajdą odpowiednią kandydatkę na ogruchę ich władcy i przenieśli się w sam środek Azji.
Zanim jednak wyruszyli na zwiad, zaczerpnęli wiadomości od Bifavryka.
- Znajdujemy się w Baku, stolicy Azerbejdżanu,. Mimo że ten kraj jest nieduży (86tys.km), leży jednak w 9 strefach klimatycznych - w tym podzwrotnikowej na płd-wsch, gdzie rosną mandarynki, cytryny, pomarańcze, fejhoa, herbata itd... Bardzo piękne są tu góry - przede wszystkim masyw Wielkiego Kaukazu. Niepowtarzalny jest kaukaski folklor. Jest to jedyne państwo na świecie, w którym zetknęły się trzy wielkie kultury: chrześcijaństwo, islam
i zoroastryzm wzajemnie się przenikając. Mimo że większość mieszkańców to muzułmanie, jest to absolutnie najbardziej tolerancyjny kraj w świecie islamu. Położony jest we wschodniej części Zakaukazia. Graniczy z: Rosją, Gruzją, Armenią, Turcją i Iranem. Od wschodu oblewają go wody Morza Kaspijskiego. Azerbejdżanie są narodem wyjątkowo gościnnym /gość jest tu rzeczą świętą/ i bardzo tolerancyjnym dla różnych kultur i religii. Językiem urzędowym jest azerbejdżański, ale bez rosyjskiego ani rusz. Musicie się go nauczyć.
Mimo, że większość ludności Azerbejdżanu to muzułmanie, jest to absolutnie najbardziej liberalny kraj w świecie islamu. Latem na plażach pełno jest kąpiących się obu płci, obserwacja bakińskich dziewcząt na deptakach, bulwarach i dyskotekach przyprawia wielu turystów o palpitacje serca. Azerbejdżan jest krajem absolutnie bezpiecznym - nigdy nie było tu przypadku uprowadzania cudzoziemców i trzymania ich jako
zakładników, co stało się niestety niemal narodowym sportem Czeczeńców. Baku jest miastem o wiele bezpieczniejszym od Warszawy (którą może poznacie przy okazji wizyty
w Europie), pod czym mogę się podpisać.
- Świetnie. Dziękujemy ci, Bifavryku.
Obejrzeli miasto. Wynajęli pokój w hotelu i zostawili tam Goldi. Poszli na plażę. Było bardzo gorąco, na co nie byli przygotowani. Zobaczyli grupkę bakińskich dziewcząt grających w piłkę. Zatrzymali się w pobliżu i przyglądali im się.
- Całkiem ładne, nie? – zauważył Quar.
- Czy ja wiem?
Nagle Azerbejdżanki spojrzały w ich stronę i przerwały grę. Skupiły się w małą grupkę
i szepcząc coś do siebie zaczęły chichotać. Po chwili podbiegły z wdziękiem do przybyszów
i powiedziały coś po rosyjsku.
- Eeee… Do you speak english? – zapytał Elvis.
Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo.
- Yes, we do – odpowiedziała jedna z nich, o włosach czarnych i długich do bioder z kwiatem lilii włożonym za ucho.
Towarzysze uśmiechnęli się promiennie.
- Do you want to play with us? – zapytała inna (z kręconymi włosami).
- Yes! – zawołali jednocześnie.
Dziewczyny ze śmiechem pociągnęły ich za sobą. Zaczęli grać. Azerbejdżanki nie szczędziły ich. Było im gorąco, więc pomogły im ściągnąć koszule. Coś im podpowiadało, że muszą zmienić strój. Przeprosili je na chwilę i ukryli się za budką z lodami.
- Bifavryk!
- Tak? O, już wiem co powiecie.
- No to na co czekasz?
Dwa pnącza zmieniły ich strój w jakieś pięć sekund. Wyglądali jak Hawajczycy.
- Udanej zabawy!
Wrócili do dziewczyn. Dopiero teraz Quar zauważył, że jedna z nich siedzi nieopodal
i przypomniał sobie, że nie grała z nimi. Wznowili grę. Elvis obserwował ją kątem oka, po czym widząc, że nadal nie ma zamiaru się przyłączyć złapał lecącą do niego piłkę, odwrócił się do dziewczyny i gestem podpatrzonym wcześniej zaprosił ją do zabawy. Jej koleżanki jęknęły z wrażenia. Dziewczyna miała delikatną urodę i duże oczy, niespotykane w tym kraju. Spojrzała na niego smutno i kręcąc głową, oparła podbrudek na podgiętych kolanach. Azerbejdżanka podbiegła do niego i wyjaśniła, że ona nie może, bo jest zaręczona i chociaż go nie kocha musi podporządkować się woli narzeczonego.
- To znaczy, że on zabronił jej cieszyć się życiem? – podsumował z oburzeniem Elvis – czy on tu jest?
- Nie, ale może się w każdej chwili zjawić.
- Też coś – mruknął z dezaprobatą Dżeser.
Quar przykucnął przy smutnej dziewczynie i powiedział:
- Kochasz go?
Dziewczyna spojrzała na niego, jakby zobaczyła kosmitę (Quar, przestraszył się, że może traci ziemski wygląd, ale nic takiego nie miało miejsca).
- Nie, choć muszę mówić, że tak. Jest strasznie głupi i zaborczy. Może by mnie to tak nie raziło, gdyby był chociaż w połowie tak przystojny jak ty czy twój kolega… Och! Jaka jestem nieszczęśliwa!
Zaczęła płakać. Quar, zakłopotany, nie wiedział, co powiedzieć. Wreszcie rzekł:
- A musisz mu być tak sztywno posłuszna?
- Noo… raczej tak. Jest bogaty i mój ojciec go lubi. Są siebie warci! Tak samo chytrzy
i niewyrozumiali!
Quar obejrzał się na współczujące miny dziewczyn i zafrasowaną Ugserawija.
- Skoro go nie kochasz ani nawet nie lubisz, to dlaczego go nie rzucisz? Przecież to nie twój ojciec za niego wyjdzie tylko ty! I tylko ty będziesz znosić jego humory i w ogóle jego obecność przez całe życie!
- Przez całe nieee… - mruknęła dziewczyna stojąca obok Dżesera, a widząc jego spojrzenie dodała z łobuzerskim błyskiem w oku – ma się swoje sposoby.
Nieszcześliwa narzeczona pokiwała z aprobatą głową i przyznała mu rację.
- No to na co czekasz? Zmień to!
- Ale jak?
- Zacznij od tego, że z nami zagrasz – powiedział Elvis z uśmiechem.
Dziewczyna odwzajemniła go i podając rękę właścicielowi fiołkowych oczu, przyłączyła się do zabawy.
Gdy znudziło im się grać, poszli zjeść lody, a następnie do posiadłości Azerbejdżanki z lilią we włosach (Doriny). Jej olbrzymi dom był zbudowany z białego marmuru, otoczony ogrodowymi palmami, których korony obfitowały w kokosy, ledwo trzymające się na drzewach. Za budynkiem znajdował się basen w kształcie słonia (trąba była zjeżdżalnią,
a ucho małą wysepką, na której można było odpocząć). Obok niego utworzono dwa małe baseniki
z hydromasażem i solami. Nieopodal był budyneczek z sauną, łaźnią i masażystą
i masażystką.
Podczas, gdy Dżeser rozluźniał swe mięśnie w baseniku z hydromasażem w towarzystwie Seminy (ta z kręconymi włosami), Elvis dryfował na materacu z sokiem ananasowym
w dłoni, okularach przeciwsłonecznych, zabawiany rozmową z Afrodytą (nieszczęśliwą narzeczoną) i Diaminą (właścicielką piłki). Nagle Ugserawij zerwał się jak oparzony
i wrzasnął do towarzysza:
- Qu… tzn. Elvis! Chodź tu szybko! Stało się coś nieprzewidzianego!
- A cóż może być takiego w tej idyllicznej krainie? - odpowiedział leniwie Quar.
- Wizytacja Wielkiego Xargota, na przykład!
Quar w tym momencie zakrztusił się sokiem, oblał się nim, stracił równowagę i wpadł do wody. Gdy jakoś dopynął szczęśliwie do brzegu wrzasnął po xeypaxańsku:
- CO???!!!
- Tzn… To nie całkiem wizytacja księcia… tylko Hryanelli – Ugserawij również mówił
w swym rodzimym języku.
- Jeszcze gorzej! Ale dlaczego?! Skąd o tym wiesz?
- Dostałem pilną wiadomość telepatyczną od niej samej. Powiedziała mi, że książę się niecierpliwi i wysyła ją, aby zobaczyła wyniki naszych dotychczasowym poszukiwań.
- No to nieźle!
- O czym mówicie, chłopcy, w takim dziwnym języku? – zainteresowała się Dorina.
Obaj spojrzeli na nią wzrokiem, który kazał jej więcej nie pytać dla własnego dobra.
- Musimy coś zrobić. Ile mamy czasu do jej przybycia? – Zapytał Quar
- Hmmm… Jakieś dwa dni, może trzy…
- No to na co my czekamy? Tu mamy wiele kandydatek, na przykład ta Afrodyta… - Elvis zamyślił się – ale musimy jeszcze zobaczyć inne kontynenty!
- Fakt – Dżeser zwrócił się do zaciekawionych dziewcząt - drogie panie, musicie nam wybaczyć ten nagły wyjazd, ale to bardzo pilna sprawa!
- Skoro musicie… - zauważyła smutno Afrodyta.
Przybysze odeszli od nich spory kawałek i poprosili Bifavryka o przeniesienie w inne miejsce.
Dostali się do Afganistanu.
- Dlaczego wszyscy są tu tak dziwnie ubrani? Kobiety mają odsłonięte tylko oczy?
- Bo to taki kraj. Liczy się tylko mężczyzna, kobieta zaś musi mieć jak największy majątek – tzw. posag, jeśli chce być dobrze traktowana przez męża i teściów.
- Okropność…
Komputerek zniknął i przybysze wyruszyli na zwiad. Po niedługiej wędrówce dotarli do pięknego budynku, przy którym tłoczyło się dużo ludzi. Wmieszli się między nich i zostali
wchłonięci przez wir wchodzący do środka. Wewnątrz ujrzeli wszystkich pochylonych
i zagłębionych w modlitwie (według Ugserawija w zadumie). Minęli ich i stanęli w pobliżu wielkiego posągu przedstawiającego słusznej tuszy mężczyznę w turbanie. Ludzie
z zaniepokojeniem podnieśli głowy. Quar, oczarowany ciszą panującą w tym miejscu, zbliżył się nieświadomie jeszcze bardziej do posągu, a zgromadzeni z przerażenia wydali trwożne okrzyki. Elvis myśląc, że to jego się boją, uśmiechnął się do Dżesera i opierając dłoń o nos posągu, powiedział:
- Patrz, Ugsi na ich przerażone miny. Ale ten posąg jest wielki! I jak misternie wykonany! – pogłaskał go i lekko opukał, na co ludzie zareagowali jeszcze bardziej zatrwożonymi okrzykami – Poza tym, popatrz, po tej stronie są mężczyźni, po tej kobiety… Fascynujące.
Nagle ktoś go złapał za ręce i brutalnie wyprowadził z budynku. To samo zrobiono
z Dżeserem. Mówiono do nich w nieznanym języku i żądano wyjaśnień, ale oni nie wiedzieli o co chodzi. Wreszcie postawiono ich przed obliczem jakiego mężczyzny, który najwyraźniej był szychą. Ten przywołał do siebie jakąś kobietę, która nieśmiało odciągnęła „woal” z ust (Quar stwierdził potem, iż nie grzeszyła zbytnio urodą, czemu energicznie zaprzeczał Ugserawij) i porozmawiała z nimi po angielsku. Pytała skąd są („Eee…Ameryka”, odpowiadał Ugserawij), od jak dawna przebywają w Afganistanie („Jeden dzień”), po co przyjechali („Na wakacje”) i czemu zbeszcześcili święte miejsce („Z nieznajomości tutejszych obyczajów i kultury”, odpowiedział gładko Quar).
- Za coś takiego w zwykłym wypadku groziła by wam kara śmierci, ale jesteście Amerykanami, będącymi tu od niedawna. Mamy już dość kłopotów z tym narodem, a wy tylko przynieślibyście ich jeszcze więcej. Zejdźcie mi z oczu i więcej nie chę was widzieć – usłyszeli od „szychy”. Kobieta wszystko tłumaczyła, ani na chwilę nie zmieniając obojętnego wyrazu twarzy. Gdy wyszli na zewnątrz, gdzieś właśnie gruchnęła bomba i nad miastem unosiła się chmara gęstego, czarnego dymu. Jednogłośnie stwierdzili, iż nie mają tu czego szukać, bo jest zbyt niebezpiecznie, a mieszkańcy są wyjątkowo niegościnni.
Przenieśli się do Hollywood.
Papuga nieustannie skrzeczała, zwracając uwagę przechodniów. Gdy przechodzili obok sklepu z napisem „Home fashion”, Ugserawij zderzył się z jakąś blondynką. Z jej torb wysypała się cała zawartość, a ich zakłopotana właścicielka starała się pozbierać. Dżeser, przepraszając, próbował jej pomóc, gdy nagle dziewczyna wybuchnęła:
- Hej, fucking-man?! Get out of my way, ok?!
Dżeser osłupiał i patrzył, jak blondynka niedbale wrzuca nowe ubrania do firmowych reklamówek i szybko oddala się. Odwrócił się na pięcie i pomaszerował przed siebie. Nagle jednak Xeypaxańczyków zatrzymała wrzawa tuż za plecami.
- Oh, mummy!!! That’s Britney! Britney Spears!
- That's her!
- Give me your autograph, Britt! Please!!!!
Blondynka została otoczona przez fanów, jak miód przez pszczoły. Dawało się wyróżnić jej głos, jeszcze nieco rozdrażniony, ale już łagodniejszy.
- Głupia baba… - mruknął urażony Dżeser.
- Coś powiedział?! – przed Xeypaxańczykiem wyrósł nagle jakiś facet, o raczej nieprzyjaznym wyglądzie – Czy to, co przed chwilą powiedziałeś, dotyczyło MOJEJ żony?!
- Eeeee… Nieeee… oczywiście, że nieee – odpowiedział przymilnie Ugserawij.
- Mam nadzieję – powiedział facet i odszedł w stronę tłumu.
- Kevin!!! – rozwrzeszczeli się fani (szczególnie fanki).
Quar i Ugserawij oddalili się jak najdalej od tego miejsca. Poszli do parku i usiedli na ławce. Papuga milczała, mrugając na nich złocistymi oczami. Widzieli wiele ładnych dziewcząt, ale wydawały im się nadęte i zarozumiałe.
- Chyba nie mamy tu czego szukać – zauważył Elvis.
- No. One wszystkie się nie nadają. Przy tym są takie niedostępne intelektualnie…
Przenieśli się do Winnipegu w Kanadzie. Lato przemijało i było chłodno. Szczególnie dla nich, po hollywoodzkich i azerbejdżańskich upałach. Okolica była słabo zaludniona, ale ludzie bardzo towarzyscy. Kobiety były wyjątkowej tuszy i choć przybysze polubili ludność, to jednak nie mogli żadnej wybrać.
Wreszcie przenieśli się do Europy.
We Włoszech widzieli piękne dziewczyny, ale jakoś żadna nie była chętna do wyjazdu. Znudziło im się tłumaczenie jaki to zaszczyt i poprosili Bifavryka o znalezienie innego miejsca.
- Nie ma sprawy. Nawet wiem, gdzie was zabiorę! Na pewno kogoś tu dla księcia znajdziecie!
I tak oto trafili do Polski. Wynajęli mieszkanie w pewnej wrocławskiej dzielnicy
w 3-piętrowym budynku. Układało im się dobrze z sąsiadami, byli zapraszani na obiady, kawy i w ogóle. Aż pewnego dnia spotkali jedną z sąsiadek, która w progu bramy wypaliła:
- To skandal! Zapchaliście mi zamki u drzwi!
Obaj spojrzeli na siebie, nie bardzo wiedząc, co zrobić w tej sytuacji.
- Ja was oskarżę, pójdę na policję! Mam na to dwóch świadków!
Ugserawij już się zaczął nieźle denerwować i nie wiele myśląć odpalił:
- A idź sobie pani nawet do samego ministra! My nic nie zrobiliśmy! Lepiej niech się pani pójdzie zbadać, by wykryć przyczynę halucynacji i głupoty!
- Zbadać się? Zbadać się?! Ja was pozwę!!! Zobaczycie!
Gdy już znaleźli się poza zasięgiem głosu sąsiadki, odgrzebali w pamięci, że rzeczywiście niedawno męczyła się z zamkiem, a oni jej nawet pomogli otworzyć nieszczęsne drzwi. Ale skąd ci świadkowie? Pytanie było retoryczne, więc zostawili je w spokoju. Pojechali do Rynku. Przechadzali się smętnie po uliczkach, gdy nagle zobaczyli dziewczynę robiącą zdjęcia jakiejś kamieniczce. Zainteresowali się tym i zagadnęli ją. Wrocławianka okazała się być niezamężną, inteligentną i zdolną osobą oraz chętną do zmiany otoczenia – idealną dla księcia. Właśnie cieszyli się z sukcesu, gdy usłyszeli za sobą znajomy głos Hryanelli:
Witajcie, chłopcy! Co tam macie? – spojrzała na fotografkę – Muszę przyznać, że całkiem dobrze sobie poradziliście z zadaniem.
Wyjęła mały aparacik, wyglądem przypominający pilota telewizyjnego i coś nacisnęła dwa razy. Po chwili otrzymała odpowiedź.
- Macie aprobatę księcia.
- Doskonale – Ugsi nie mógł powstrzymać uśmiechu triumfu.
Dziewczyna także się uśmiechnęła, nie wiedząc, co o tym myśleć. Nagle zatrzęsła się i
zniknęła.
- Na pewno spodoba się księciu również na żywo – powiedziała Hryanella i także zniknęła.
Quar i Ugserawij spojrzeli na siebie porozumiewawczo, po czym jednocześnie zawołali:
- Bafavryk!
I tak Quar znalazł się w Azerbejdżanie. Odnalazł Afrodytę, ubraną już w suknię ślubną
i płaczącą. Poprosił, żeby z nim odjechała. Dziewczyna wahała się chwilę, ale potem rzucając mu się na szyję z radością powiedziała:
- Tak!!!
I oboje zniknęli, pozostawiając Dorinę, Seminę i Diaminę w roztkliwieniu nad szczęściem ich przyjaciółki.
Ugserawij powrócił do Afganistanu. Odszukał swą piękną tłumaczkę (Mahometę Al-Fakaan) i również zabrał ją na Xeypax.
Książę ożenił się z fotografką (Zosią) i – mimo, iż marudziła, że zmieniła swój dotychczasowy wygląd, z którym się dobrze czuła – żyli długo i szczęśliwie.
Goldi miała problem z przystosowaniem się do nowych warunków, toteż xeypaxańscy naukowcy sprawili, że szybko się zaadoptowała. Zaprzyjaźniła się z Flovarkim i również była happy.

Na Ziemi pozostaje zagadką tajemnicze zniknięcie trzech dziewcząt oraz dwóch młodych mężczyzn, którzy byli widziani na wszystkich kontynentach. Sprawa jest utrzymywana
w ścisłym sekrecie przed opinią publiczną. Rodziny „ofiar” rozpaczały po stracie 3 lata i 3 dni, po czym każda z nich wydała książkę biograficzną zaginionych, zyskującą natychmiast tutył bestcellerów.

Kosmici są wśród nas. Wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć. I dostrzec tajemniczy blask wszechświata we fiołkowych czy hebanowych oczach na pozór zupełnie zwykłych ludzi…

Podpis: 

Selene marzec 2006
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.