https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
30

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 53

  Życie w ciemnościach, zielenią tętni.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
Piąta kobieta
Henning Mankell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 53

Życie w ciemnościach, zielenią tętni.

Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII

Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało.

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII

— Pajacu! Duchy! Krążą wokół nas, szukają dziury, by się tu dostać. Popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał bez tchu.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
563
użytkowników.

Gości:
563
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 44592

44592

"Baba na byku"

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-03-30

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Inne/Fantasy
Rozmiar
8 kb
Czytane
3493
Głosy
2
Ocena
4.00

Zmiany
08-04-03

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Zufub Podpis: pozdrawiam i zapraszam do lektury innych mych tworów
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Jest to opowiadanie krótkie zrobione na lekcję języka polskiego. Ma pewne powiązania z pewną grą oraz przypadkiem mojej własnej mamusi :)

Opublikowany w:

30.03.08r.

"Baba na byku"

"Baba na byku"

Kiedyś, gdy Opole było jeszcze skromnym grodem, a ludzie byli prości, człowiek w dzień się bał, a w nocy albo ginął w "tajemniczych" okolicznościach, albo miał "szczęście". Tymi tajemniczymi okolicznościami były murloki. Ludzie doskonale wiedzieli, jak giną ich sąsiedzi, bracia bądź znajomi, lecz woleli o tym nie mówić głośno, a nawet szeptem. Twierdzili bowiem, iż murloki to usłyszą i spadnie na mieszkańców jeszcze większa i gorsza fala cierpienia spowodowania działaniami tych stworów. Przypomnę, iż owe strwory zwane były murlokami. Byli to pół-ludzie i pół-ryby w jednym. Byli zabójczy pod wodą, jak i na lądzie. Potrafili oddychać w tych dwóch różnych miejscach. Ich palce u nóg były połączone tak jak u kaczek, co pozwalało im szybciej pływać, dłonie mieli identyczne jak ludzie (za wyjątkiem kolory, który był niebiesko-zielony). Ich oczy iskrzyły się zółtym kolorem, z pojemnego pyska wystawały liczne i krzywe kły, zaś na grzbiecie (wdzłuż kręgosłupa) posiadali długi i oślizgły grzbiet, jak u ryb. Murlocy powstali z kaprysu syren, które dawały szanse życia jeszcze raz rozbitkom, którym pisana była śmierć. Ci, myśląć o jeszcze jednym życiu nie wiedzieli, że będą "budulcem" nowej istoty, brzydszej, głupszej, ale i silniejszej i wytrzymalszej. Ich dusza stawała się potępiona jak i więźniem w ciele murloka, przez co ludzie nie mogli panować nad działaniami swego "więzienia". Cel, dla którego działały murloki, jak i dlaczego syreny ich stworzyły, nie był jasny, a właściwie nawet znany. Wiadome było jedno - nie było sposoby by z nimi dogadać się.

Pewnego "normalnego" dnia (w którym jak zwykle kogoś i czegoś "zabrakło"), w godzinach popołudniowych, przez główne ulice grodu, przechadzał się wędrowiec (a raczej wędrowczyni, gdyż była to kobieta) na swym dziwnym wierzchowcu. Przycupnęła i przywiązała go do belki obok karczmy. W drzwiach wejściowych oczom stałych bywalców ukazał się widok pięknej panny, o kasztanowych włosach spiętych w kucyk z tyłu głowy, brązowych oczach, szczupłej postury, średniego wzrostu i poruszającą się z gracją kobiety wychowanej by przetrwać. Jedyne, co w niej było szlachetne bądź królewskie to wygląd. Maniery jak i inne rzeczy były na poziomie prostego wieśniaka. Lecz rozum był niespotykanie inny. W oszach "iskrzyła" się inteligencja, spryt i pewna tajemniczość. Po oględzinach klienteli, parunastu płytkich komplementach zbliżyła się do karczmarza i zamówiła piwo. Odczekując, aż jej kufel zostanie wypełniony chmielowym napojem, dokonała własnego rozezniaia w "terenie". Podniosła pełny kufel, rzuciła parę miedziaków i ruszyła do kąta, by zasiąść sama przy pustym stole, by powoli oddać się własnym rozmyśleniom. Lecz nie trwało to długo, gdyż do panny przysiadł się jeden z stałych bywalców i zaczął, a właściwie próbował nawiązać konwersację. Na każdę z jego pytań była jedna odpowiedź: milczenie. Zdenerwowany uderzył umęczoną pięścią w blat stołu i wymamrotał parę przekleństw. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę, robiąc kolejne łyki. Po ok. pół godziny, usłydzano trzask drzwi, a w progu rozgoryczoną, a zarazem przerażoną postać, dzierżącą w ręu drewnianą pałkę. Wszyscy momentalnie wzrócili wzrok w jego kierunku, gdy ten krzyczał:
-Ludzie! Ludzie! Czart jaki czy co zagościł w te progi!? WIelka bestia z rogami! Obok naszych koni związana! Czyżby diabły tu goszczono!?
-Znów uchyliłeś o jeden łyk za dużo, stary pijaczyno? - Wtedy niecodzienny gość wypowiedział swe pierwsze słowa: -Spokojnie, toż to tylko byk.
-Byk? A cóż to za zwierz?
-Byków tu nie znacie? Toż to dzięki nim nowe to krowy macie!
-Panienka tu od niedawna? Nik tu krów ani innego bydła nie hoduje, klątwa ciąży.
-Ciszej, bo jeszcze usłyszą!
-A czymże ta klątwa niby jest?
-Panienka lepiej ich głośno nie woła! Niech strażników pyta, tylko na osobności! Lepiej, by inni nie słyszeli!
-Czyżby ta plaga aż taki strach w was siała?
-Żeby tylko strach, panienko, żeby tylko!
-Więc z kim rozmawiać o tym mam, skoro wy nie checie?
-Najlepiej pytać Józka, strażnika miejskiego, tylko on nie straszny o nich mówić, a teraz niech lepiej panienka wyjdzie, nie chcemy kłopotów. -Na tych słowach "debata" zakończyła się, człowiek przestraszony byka wypił parę piw, uspokoił się, zaś panienka posłuchała wskazówek innych, odszukała Józka, po wielu pytaniach i wypytała go o wszystko, co wie o murlokach. I nie tylko o nich.

Słońce było już na horyzoncie, uliczny gwar ucichł i zaczęło się robić chłodno. Nawet leśnych zwierząt odgłosy umilkły, wszelkie zwierzęta, takie jak konie czy psy były dobrze schowane. Zmrok nadchodził wielkimi krokami. Noc, nowo przybyła "turystka" przenocowała w domu Józka. Tej nocy akurat nie mogła spać. Otworzyła okno na piętrze by ujrzeć miasto po zmroku. Widoczność była słaba, lecz liczne krzyki ludzi i czegoś jeszcze były dobrze słyszalne. Po pewnym czasie umilkły, lecz usłyszała ryczenie swego byka. Pobiegła do jego tymczasowej stajni i w bladym świetle świecy ujrzała dwa martwe ciała murloków. Prawdopodobnie chcieli go zajść od tyłu, co nie jest dobrym pomysłem. Zaraz po tym przybył jej nowy znajomy. Gdy go spytała, czy to były murloki, en tylko twierdząco skinął głową.
-Więc widzęm, że ta wasza plaga to poważny problem.
-Jak widzisz.
-Dlaczego ich nie przegonicie? Nie wyglądają na mocarzy.
-Może i nie wyglądają, ale z pewnością są nimi. Sam z ledwością pokonałem dwóch na raz. Ludzie, wolą liczyć na to, że to nie oni zostaną zabrani tym, następnym i każdym innym razem. Ale to tylko kwestia czasu. Ludzie nie rodzą się tak szybko, jak głód murloków.
-Przecież... wystarczy się uzbroić i ponieść mniejszą ofiarę, niżeli po roku zniknąć na zawsze.
-Ludzie są zbyt przerażeni ich, boją się o nich myśleć, a co dopiero rozpowiadać.
-Nie zamierzam was tak zostawić.
-Próbuję ich bronić, ale sam...
-Teraz, jest nas dwoje!
-Nieznaczna różnica, sami tych diabłów nie pokonamy.
-Wystarczy...
-Daj spokój, jeżeli naprawdę chcesz zabić murloków, musisz namówić mieszkańców. A skoro mnie się nie udało, to i wątpie w twe siły.
-Zawsze mogę spróbować, nic mi nie stoji na przeszkodzie.
Zrobisz jak uważasz, lecz obecnie twymi jedynymi słuchaczami będą gwiazdy, chodź spać.

Świtało już, a miejski gar znów zaczął swój specyficzny "taniec". Panienka wyszła na środek centralnego placu z jakąś starą beczką. Stanąwszy na niej zaczęła namawiać mieszkańców do wspólnej walki, lecz nie znalazła ochotników. Zazwyczaj, były szłyszalne odpowiedzi w stylu "Ciszej głupia!", różne obelhi jak i znalazło się jakieś nieświeże jajko, niezręcznie rzucone. Krzyknęła "Ludzie!" i w tym momencie beczka się zawaliło pod jej ciężarem, zaś ona sama spadła na ziemię, leżąc usłyszała parę obelg, śmiechów jak i bardziej złożone zdanie:
-Taki jest los tych, którzy demonom do gardeł zaglądają! -Resztę dnia spędziła w karczmie, rozmyślając nad swym kuflem tutejszego browara.

Wieczorem szczelnie zamknięta pod schronieniem Józefa, prowadziła z nim długie dysputy o zaistniałej sytuacji. Razem też zjedli skromną kolację. Nim poszli spać, nastawiali ucha na sceny odgrywane w mieście. Gdy się uspokoiło, legili w swych łożach.

Świtało, uzbrojona po zęby rozmawiała jeszcze z Józkiem.
-Zawsze możesz wyjechać.
-Żaden czart nie będzie pluł nam w twarz! Zabiję ich, ich wszystkich!
-Więc taka jest twa decyzja... obyś wyszła cało z tego. Mam pytanię.... czemu to dla nas robisz?
-Po prostu... bo tak. -Po tych słowach ruszyła wdać się w bój z murlokami. Później tej nocy Józef patrolował miasto, wyczekując ów kobiety. Lecz o dziwo nie odnalazł ani jej, ani murloków. Noc bez murloków zdziwiła też mieszkańców. Nazajutrz mała grupa, z Józkiem na czele ruszyła do jaskini murloków przy rzecze. Odnaleźli tylko ślady bitwy, ciała murloków jak i odciski kopyt byka, prowadzących do wody. Nigdy więcej nie spotkano murloków, a Opole mogło "rozkwitnąć".

Po ulicach jeździły auta, ludzie stąpali po betonowym chodniku, w końcu mała dziewczynka zapytała dorosłą kobietę w blond włosach i czarnym płaszczu o to, gdzie jest posąg "baby na byku". Ta odpowiedziała, że na ulicy Krakowskiej. Obecnie posąd ten znany jest jako Pomnik Powstańców Śląskich...

Koniec

Wersja poprawiona z dniem 03.04.2008r.

"Baba na byku"

Kiedyś, gdy Opole było jeszcze skromnym grodem, a ludzie byli prości, człowiek w dzień się bał, a w nocy albo ginął w "tajemniczych" okolicznościach, albo miał "szczęście". Tymi tajemniczymi okolicznościami były murloki. Ludzie doskonale wiedzieli, jak giną ich sąsiedzi, bracia bądź znajomi, lecz woleli o tym nie mówić głośno, a nawet szeptem. Twierdzili bowiem, iż murloki to usłyszą i spadnie na mieszkańców jeszcze większa i gorsza fala cierpienia spowodowania działaniami tych stworów. Przypomnę, iż owe strwory zwane były murlokami. Byli to pół-ludzie i pół-ryby w jednym. Byli zabójczy pod wodą, jak i na lądzie. Potrafili oddychać w tych dwóch różnych miejscach. Ich palce u nóg były połączone tak jak u kaczek, co pozwalało im szybciej pływać, dłonie mieli identyczne jak ludzie (za wyjątkiem koloru, który był niebiesko-zielony). Ich oczy iskrzyły się zółtym kolorem, z pojemnego pyska wystawały liczne i krzywe kły, zaś na grzbiecie (wdzłuż kręgosłupa) posiadali długi i oślizgły grzbiet, jak u ryb. Murlocy powstali z kaprysu syren, które dawały szanse życia jeszcze raz rozbitkom, którym pisana była śmierć. Ci, myśląć o jeszcze jednym życiu nie wiedzieli, że będą "budulcem" nowej istoty, brzydszej, głupszej, ale i silniejszej i wytrzymalszej. Ich dusza stawała się potępiona jak i więźniem w ciele murloka, przez co ludzie nie mogli panować nad działaniami swego "więzienia". Cel, dla którego działały murloki, jak i dlaczego syreny ich stworzyły, nie był jasny, a właściwie nawet znany. Wiadome było jedno - nie było sposobu by z nimi dogadać się.

Pewnego "normalnego" dnia (w którym jak zwykle kogoś i czegoś "zabrakło"), w godzinach popołudniowych, przez główne ulice grodu, przechadzał się wędrowiec (a raczej wędrowczyni, gdyż była to kobieta) na swym dziwnym wierzchowcu. Przycupnęła i przywiązała go do belki obok karczmy. W drzwiach wejściowych oczom stałych bywalców ukazał się widok pięknej panny, o kasztanowych włosach spiętych w kucyk
z tyłu głowy, brązowych oczach, szczupłej postury, średniego wzrostu i poruszającą się z gracją kobiety wychowanej by przetrwać. Jedyne,
co w niej było szlachetne bądź królewskie to wygląd. Maniery jak i inne rzeczy były na poziomie prostego wieśniaka. Lecz rozum był niespotykanie inny. W oczach "iskrzyła" się inteligencja, spryt i pewna tajemniczość. Po oględzinach klienteli, parunastu płytkich komplementach zbliżyła się do karczmarza i zamówiła piwo. Odczekując, aż jej kufel zostanie wypełniony chmielowym napojem, dokonała własnego rozeznania "terenie". Podniosła pełny kufel, rzuciła parę miedziaków i ruszyła do kąta, by zasiąść sama przy pustym stole, by powoli oddać się własnym rozmyśleniom. Lecz nie trwało to długo, gdyż do panny przysiadł się jeden ze stałych bywalców i zaczął, a właściwie próbował nawiązać konwersację. Na każdę z jego pytań była jedna odpowiedź: milczenie. Zdenerwowany uderzył umęczoną pięścią w blat stołu i wymamrotał parę przekleństw. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę, robiąc kolejne łyki. Po ok. pół godziny, usłyszano trzask drzwi, a w progu rozgoryczoną,
a zarazem przerażoną postać, dzierżącą w ręku drewnianą pałkę. Wszyscy momentalnie zwrócili wzrok w jego kierunku, gdy ten krzyczał:
-Ludzie! Ludzie! Czart jaki czy co zagościł w te progi!? Wielka bestia z rogami! Obok naszych koni związana! Czyżby diabły tu goszczono!?
-Znów uchyliłeś o jeden łyk za dużo, stary pijaczyno? - Wtedy niecodzienny gość wypowiedział swe pierwsze słowa: -Spokojnie, toż to tylko byk.
-Byk? A cóż to za zwierz?
-Byków tu nie znacie? Toż to dzięki nim nowe to krowy macie!
-Panienka tu od niedawna? Nikt tu krów ani innego bydła nie hoduje, klątwa ciąży.
-Ciszej, bo jeszcze usłyszą!
-A czymże ta klątwa niby jest?
-Panienka lepiej ich głośno nie woła! Niech strażników pyta, tylko na osobności! Lepiej, by inni nie słyszeli!
-Czyżby ta plaga aż taki strach w was siała?
-Żeby tylko strach, panienko, żeby tylko!
-Więc z kim rozmawiać o tym mam, skoro wy nie checie?
-Najlepiej pytać Józka, strażnika miejskiego, tylko on nie straszny o nich mówić, a teraz niech lepiej panienka wyjdzie, nie chcemy kłopotów. -Na tych słowach "debata" zakończyła się, człowiek przestraszony byka wypił parę piw, uspokoił się, zaś panienka posłuchała wskazówek innych, odszukała Józka, po wielu pytaniach. Wypytała go o wszystko, co wie o murlokach. I nie tylko o nich.

Słońce było już na horyzoncie, uliczny gwar ucichł i zaczęło się robić chłodno. Nawet leśnych zwierząt odgłosy umilkły, wszelkie zwierzęta, takie jak konie czy psy były dobrze schowane. Zmrok nadchodził wielkimi krokami. Noc, nowo przybyła "turystka" przenocowała w domu Józka. Tej nocy akurat nie mogła spać. Otworzyła okno na piętrze by ujrzeć miasto po zmroku. Widoczność była słaba, lecz liczne krzyki ludzi i czegoś jeszcze były dobrze słyszalne. Po pewnym czasie umilkły, lecz usłyszała ryczenie swego byka. Pobiegła do jego tymczasowej stajni i w bladym świetle świecy ujrzała dwa martwe ciała murloków. Prawdopodobnie chcieli go zajść od tyłu, co nie jest dobrym pomysłem. Zaraz po tym przybył jej nowy znajomy. Gdy go spytała, czy to były murloki, ten tylko twierdząco skinął głową.
-Więc widzę, że ta wasza plaga to poważny problem.
-Jak widzisz.
-Dlaczego ich nie przegonicie? Nie wyglądają na mocarzy.
-Może i nie wyglądają, ale z pewnością są nimi. Sam z ledwością pokonałem dwóch na raz. Ludzie, wolą liczyć na to, że to nie oni zostaną zabrani tym, następnym i każdym innym razem. Ale to tylko kwestia czasu. Ludzie nie rodzą się tak szybko, jak głód murloków.
-Przecież... wystarczy się uzbroić i ponieść mniejszą ofiarę, niżeli po roku zniknąć na zawsze.
-Ludzie są zbyt przerażeni ich, boją się o nich myśleć, a co dopiero rozpowiadać.
-Nie zamierzam was tak zostawić.
-Próbuję ich bronić, ale sam...
-Teraz, jest nas dwoje!
-Nieznaczna różnica, sami tych diabłów nie pokonamy.
-Wystarczy...
-Daj spokój, jeżeli naprawdę chcesz zabić murloków, musisz namówić mieszkańców. A skoro mnie się nie udało, to i wątpie w twe siły.
-Zawsze mogę spróbować, nic mi nie stoji na przeszkodzie.
-Zrobisz jak uważasz, lecz obecnie twymi jedynymi słuchaczami będą gwiazdy, chodź spać.

Świtało już, a miejski gwar znów zaczął swój specyficzny "taniec". Panienka wyszła na środek centralnego placu z jakąś starą beczką. Stanąwszy na niej zaczęła namawiać mieszkańców do wspólnej walki, lecz nie znalazła ochotników. Zazwyczaj, były szłyszalne odpowiedzi
w stylu "Ciszej głupia!", różne obelgi jak i znalazło się jakieś nieświeże jajko, niezręcznie rzucone. Krzyknęła "Ludzie!" i w tym momencie beczka się zawaliła pod jej ciężarem, zaś ona sama spadła na ziemię, leżąc usłyszała parę obelg, śmiechów jak i bardziej złożone zdanie:
-Taki jest los tych, którzy demonom do gardeł zaglądają! -Resztę dnia spędziła w karczmie, rozmyślając nad swym kuflem tutejszego browara.

Wieczorem szczelnie zamknięta pod schronieniem Józefa, prowadziła z nim długie dysputy o zaistniałej sytuacji. Razem też zjedli skromną kolację. Nim poszli spać, nastawiali ucha na sceny odgrywane w mieście. Gdy się uspokoiło, legili w swych łożach.

Świtało, uzbrojona po zęby rozmawiała jeszcze z Józkiem.
-Zawsze możesz wyjechać.
-Żaden czart nie będzie pluł nam w twarz! Zabiję ich, ich wszystkich!
-Więc taka jest twa decyzja... obyś wyszła cało z tego. Mam pytanię.... czemu to dla nas robisz?
-Po prostu... bo tak. -Po tych słowach ruszyła wdać się w bój z murlokami. Później tej nocy Józef patrolował miasto, wyczekując ów kobiety. Lecz o dziwo nie odnalazł ani jej, ani murloków. Noc bez murloków zdziwiła też mieszkańców. Nazajutrz mała grupa, z Józkiem na czele ruszyła do jaskini murloków przy rzecze. Odnaleźli tylko ślady bitwy, ciała murloków jak i odciski kopyt byka, prowadzących do wody. Nigdy więcej nie spotkano murloków, a Opole mogło "rozkwitnąć".

Po ulicach jeździły auta, ludzie stąpali po betonowym chodniku, w końcu mała dziewczynka zapytała dorosłą kobietę w blond włosach
i czarnym płaszczu o to, gdzie jest posąg "baby na byku". Ta odpowiedziała, że na ulicy Krakowskiej. Obecnie posąg ten znany jest jako Pomnik Powstańców Śląskich...

***

Opowidanie było spisane specjalnie na język polski na konkurs. Zasady były proste: mieliśmy wybrać jakieś miejsce/rzecz znajdującą się w Opolu i wymyślić jakąś dziwną legendę.

Podpis: 

pozdrawiam i zapraszam do lektury innych mych tworów Marzecz 2008r.
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII Hagan - Wyjście w mrok Hagan - Ciało bez kości
Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało. Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.