https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
200

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Nawiedziny

Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment "Sycylijskiego pioruna"

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1092
użytkowników.

Gości:
1092
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 5072

5072

Bitwa na płaskowyżu Qu'Lung

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
04-02-10

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Wojna/-
Rozmiar
19 kb
Czytane
2788
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
04-02-10

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Lord Raziel Podpis: Lord_Raziel
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
To jest 15 rozdział z opowiadania "Narodziny imperium". Zanim zaczniecie czytać, proszę zajrzeć do wstępniaka

Opublikowany w:

-

Bitwa na płaskowyżu Qu'Lung

Wstępniak
Zanim zaczniesz czytać ten rozdział drogi czytelniku, wiedz, że opublikowałem go zaraz po
napisaniu, nie zdążyłem go sprawdzić, więc na pewno są w nim błędy. Będę wdzięczny, jeśli
wykażesz dobrą wolę i wskażesz je mi. Wiedz też, że jest to fragment większego
opowiadania, lecz na nie niestety musisz poczekać. A zanim przeczytasz ten rozdział, musisz
też wiedzieć, że pomiędzy Elfami różnych ras panuje Wielki Gniew, którego początek
opisałem gdzie indziej. Wszak znajomość jego nie jest potrzebna, ale dobrze wiedzieć o tym,
że te rasy się wzajemnie skrajnie nienawidzą.



Część XV.
Qu'Lung

Rato powoli otwierał oczy. Poranne niebo zakrywał ciemny kształt.
- Chrum. ? Kształt przemówił. Rato otworzył oczy.
- Czego chcesz Śmierdzielu? ? Powiedział.
- Chrr rrr. ? Dzik odsunął się na parę kroków.
- Co? ? Rato wstał. ? Jakie armie?
- Chrum. ? Śmierdziel nie dawał za wygraną.
- Zaczekaj chwilę, zapytam się drzew. ? Rato od dzieciństwa wykazywał talenty
magiczne. W innych okolicznościach pewnie jakiś druid odkryłby go i uczynił swoim
uczniem, gdyby nie fakt, że wychowywał się wśród orków.
Podszedł pod drzewo i dotknął go dłonią. Zamknął oczy i lekko się pochylił. Na
moment skóra jego dłoni zmieniła się w korę drzewa. Otwarł oczy.
- Drzewa mówią, że zbliża się wielka bitwa. Zwierzęta już pouciekały.
- Chrum? ? Spytał Śmierdziel.
- Mam nadzieję, że nie. Wiesz przecież jak bardzo nie lubię długouchych.
- Chrum... Chrr rrr rry wrr? ? Śmierdziel miał dziwny wyraz mordy.
- A skąd ja mam to wiedzieć. Drzewa mi nie powiedziały, kto walczy. Mówiły tylko,
że armie zbliżają się ze wszystkich stron.
- Chrum?
- Tak. Powinniśmy ruszać. ? Rato wskoczył na dzika. - Mam dziwne wrażenie, że coś
niezwykłego się wydarzy.


Tymczasem wojska Cerith wkraczały na południową część płaskowyżu Qu'Lung.
Adeas jechał konno obok króla Kubarr, który na znak żałoby za córką miał zbroję
udekorowaną czarnymi wstęgami. Prowadzili oddział lekkiej kawalerii Mrocznych Elfów.
- Wasza wysokość. Jest parę rzeczy, o których musimy teraz koniecznie porozmawiać.
? Adeas podjechał nieco bliżej króla.
- Słucham cię delfinie. ? Odparł Kubarr.
- Chcę ci powiedzieć, że tak naprawdę to nic nie wiesz o tym, co się dzisiaj ma
wydarzyć... ? Adeas szyderczo się uśmiechnął
- Co chcesz przez to powiedzieć? ? Zdziwił się król.
- To że zaraz się zatrzymamy, przywołasz do siebie swoich generałów i oddasz mi
koronę. ? Adeas nie przestawał się uśmiechać.
- Chyba śnisz! ? Król aż uniósł się z siodła.
- Niestety dla ciebie nie śnię. ? Adeas zachowywał się jakby był opętany. Nie potrafił
usiedzieć w miejscu. Od czasu do czasu wyszczerzył zęby. ? Czyżbyś już zapomniał, jak
wczoraj wieczorem przyniosłem ci wino z mojej krainy? ? Teraz młody Mroczny Elf
uśmiechał się niczym błazen.
- Co?!? ? Król rozejrzał się wokół siebie. Gdy zauważył tylko Mroczne Elfy uspokoił
się.
- Tak wasza wysokość. Trucizna. Jeśli nie oddasz mi swojej korony, zginiesz a ja i tak
po nią sięgnę. Koronując mnie teraz
- Nie rozumiem jak... ? Król był zmieszany.
- I nie zrozumiesz! Ha! Wygrałem nim bitwa się rozpocznie. ? Adeas nie otrzymał
odpowiedzi od razu.
- Dobrze... Uczynię cię moim następcą. - Król Kubarr był załamany śmiercią córki,
jego ludzie buntowali się, że nie dogląda ich spraw. Słyszał pogłoski o zbliżającym się
buncie. Z dnia na dzień czuł się coraz gorzej. Opuszczali go zaufani możni. A gdy zrozumiał
że jest sam, uznał że to będzie najlepsze rozwiązanie. Adeas wydał szybko rozkazy, by jego
generałowie zajęli się rozmieszczaniem wojsk według wcześniejszego planu. Sam zatrzymał
się i zsiadł z konia. Podobnie uczynił król i większość Mrocznych Elfów. Kubarr przywołał
do siebie najważniejszych dowódców.
- My, król Kubarr, władca krainy Cerith, wyznaczamy na naszego następcę tego oto
wysłannika śmierci Adeasa Ul'Terr. ? Wśród zgromadzonych przebiegł szum. ?
Rozkazujemy, by wszyscy traktowali go jako naszego powiernika, a gdy umrzemy on stanie
się nowym królem. ? Król położył rękę na ramieniu Adeasa. Ludzcy dowódcy zareagowali
oburzeniem, lecz gdy Adeas stanął, przed Kubarrem uciszyli się. Mroczny Elf zlustrował
zgromadzonych ludzi. Bez ostrzeżenia wyciągnął miecz i wbił go królowi w krtań. Ten osunął
się na ziemię z grymasem bólu. Po chwili umarł. Adeas podniósł zakrwawioną koronę i
wsunął ją sobie na skroń. Spojrzał na ludzi, którzy zdążyli już zauważyć iż są otoczeni przez
Mroczne Elfy z wyciągniętą bronią.
- Umarł król, niech żyje król! ? Padło z ust któregoś człowieka. Adeas uśmiechnął się
i powiedział.
- Pozwolę wam żyć, jeśli przysięgniecie mi wierność. ? Po chwili wahania dowódcy
unieśli w stronę Mrocznego Elfa ręce w geście pochwały. ? Doskonale...


Gdy Adeas wypełnił swój krwawy plan wojska Pere-Me-Si wchodziły na Qu'Lung z
północy. W środku orszaku na podwyższeniu ciągniętym przez kilkanaście koni, smok
podróżował niczym Wielki Tero, wciąż przebywając w ludzkiej postaci. Obok niego siedział
Plati.
- Widzisz ich panie? ? Człowiek przerwał milczenie.
- Tak śmiertelniku. ? Odpowiedział smok. ? Wciąż ustawiają szyki. ? Smok wytężał
wzrok by dojrzeć najdrobniejsze szczegóły.
- Powiedz panie, czy nasz wywiad nie mylił się? ? Spytał Plati.
- Jakie to ma znaczenie człowieku? ? Pogardliwie odpowiedział smok. ? Choć nie
muszę to jednak ci odpowiem. Twoi szpiedzy nie mylili się. Ludzi z Cerith wspomagają tylko
dwa oddziały Mrocznych Elfów. Konnica i łucznicy.
- Dziękuję ci panie. Dzięki twoim wspaniałym zmysłom, możesz wydać doskonałe
rozkazy. ? Plati bezgranicznie oddawał się smokowi.
- Rób to co ci wcześniej kazałem. Żadnych zmian w strategii.
- Tak jest panie. ? Plati zbiegł z podwyższenia i wskoczył na konia przygotowanego
specjalnie dla niego. Popędził do swoich generałów wydawać smocze rozkazy.


Płaskowyż Qu'Lung był bardzo ciekawym tworem. Ze wschodu ograniczała go rzeka
Illlum, płynąca niemal dokładnie z północy na południe. Z zachodu natomiast wcina się w
niego masyw skalny Nabab ciągnący się przez kilkadziesiąt kilometrów, z przerwami aż do
granic Salmithal. Posiada on niezwykle bardzo strome ściany, przez co jest łatwy do obrony,
lecz trudno na niego wejść inaczej niż od wschodu, po bardzo stromej ścieżce zaczynającej
się właśnie na Qu'Lung, lub od zachodu, wiele kilometrów dalej.
Rato w ciągu ostatnich wydarzeń jakoś zapędził się aż na tereny Wysokich Elfów i
teraz wracał do rodzinnej wioski szczytem Nababu. Wygodnie mu się tamtędy jechało, gdyż
znacznie lepiej czuł się wśród drzew niż na otwartej przestrzeni. Śmierdziel bez problemu
poruszał się w takim otoczeniu. W pewnym momencie drzewa się przerzedziły i Rato wjechał
na dużą polanę na końcu Nababu. Przed nim była tylko ostra droga w dół. Zatrzymał się i
zsiadł z dzika.
Objął wzrokiem otoczenie.
- Miałeś rację Śmierdzielu. Tam są ciemne długouche, ale jest też pełno Udzi. ? Nagle
z obu stron masywu doszły go odgłosy maszerującej armii. Z doświadczenia wiedział, że tak
cicho poruszają się tylko oddziały długouchych. Podczołgał się do jednej z krawędzi. Aż
osunęła mu się szczęka, gdy jakieś pięćset metrów niżej zobaczył wiele Długich Długouchych
maszerujących w kierunku płaskowyżu. ? Bądź cicho Śmierdzielu. ? Wyszeptał. ? Tam jest
dużo długouchych.
Powoli zakradł się do drugiej strony klifu. Gdy wyjrzał znad krawędzi aż usiadł i
podrapał się po głowie.
- Chrum? ? Spytał się Śmierdziel.
- Nie rozumiem Śmierdzielu. Wszędzie Długousi i to z różnych typów. Jak oni się
zobaczą to tutaj będzie rzeźnia i dla nas nic nie zostanie.
- Chrum.
- Ja się stąd nie ruszam. Wolę posiedzieć i poczekać. Potem jak bitwa się skończy to
może pogonimy sobie jakiegoś Udzia...
- Chrr? ? Spytał dzik.
- Tak! Mam zamiar tu siedzieć i nic nie robić. ? Powiedział Rato


Smok wstał, gdy zobaczył dwie armie mijające Nabab. Gdy armie Elfów i Wysokich
Elfów zauważyły stacjonujące oddziały Mrocznych Elfów ruszyły do przodu. Wybiegły
kilkadziesiąt metrów w przód i wtedy zorientowały się, kto biegnie obok nich. Wrodzona
nienawiść przezwyciężyła rozsądek i obie armie rzuciły się na siebie z olbrzymim impetem.
Władca Pere-Me-Si nie mógł dłużej przeciągać rozpoczęcia bitwy. Wydał rozkaz
ataku i opadł na tron. Chwilę później dźwięk trąb zagłuszył stukot kopyt. Kawaleria Pere-Me-
Si ruszyła do przodu, w kierunku wojsk Cerith.


Adeas znów wyszczerzył się patrząc na walczące ze sobą dwa gatunki. Odwrócił się
do siedzącego obok, zakapturzonego człowieka.
- Doskonały podstęp Avrilu. Twoi przyjaciele z Pere-Me-Si doskonale się spisali.
- Wiem wasza wysokość. Też się cieszę. ? Avril ściągnął kaptur. Adeas uniósł dłoń.
Nagle w przygotowanych wcześniej obszarach zaczęły pojawiać się potężne działa.
Wszystkie pojawiły się dokładnie tam gdzie miały. Po chwili do Adeasa podjechał Victor
Theuse.
- Witaj szanowny towarzyszu. ? Adeas przywitał Victora gestem dłoni. Theuse
odpowiedział podobnie. ? Czy wszystko gotowe?
- Tak młody królu. Wystarczy rozkaz.
- Wydaj go gdy tylko wejdą w zasięg. ? Adeas przypatrywał się potężnym działom,
wykonanym w Krasnoludzkich odlewniach i zmodyfikowanych przez naukowców Victora.


Kawaleria z Pere-Me-Si na chwilę zwolniła, lecz prowadzący szybko zrozumieli, że
ich jedyną szansą będzie jak najszybsze dotarci do wroga.


Victor w swej lśniącej czarnej zbroi stał obok Adeasa. Zaraz za nim usadowił się
trębacz z niedużą trąbką. Lord Theuse przyglądał się zbliżającej się kawalerii i w pewnym
momencie krzyknął.
- Ognia! ? Działa wypluły potężne metalowe kule tworząc potężne wyrwy w
zastępach wroga, które wypełniały się po chwili nowymi jeźdźcami.
Raz za razem, potężne języki ognia strzelały w niebo wyrzucając kolejne kule.


- Panie! Zrób coś. ? Krzyczał Plati klęcząc przed obliczem smoka. ? Ich działa
dziesiątkują naszych ludzi. ? Smok był już wyraźnie zdenerwowany.
- Odsuń się człowieku. ? Wstał. Wysunął dłonie przed siebie stykając je kciukami.
Wymamrotał w smoczym języku jakieś zaklęcie i usiadł spokojnie na tronie.


- Kule nie przebijają osłony! ? Wykrzyczał jeden z artylerzystów. Większość armat
przestała strzelać. Każda kula, gdy tylko docierała do pola, które stworzył smok zwalniała i
rozszczepiała się na wiele malutkich odłamków, nie robiących krzywdy ciężko opancerzonej
konnicy.
- Widzę. ? Odparł Victor. Szybko coś przeliczył. ? Załadować kartacz! ? Trębacz
zagrał trzy krótkie dźwięki, które szybko podchwycili inni trębacze. Działa przestały w ogóle
strzelać.
- Co robisz Lordzie Theuse? ? Spytał Adeas.
- Zobaczysz młody królu. ? Odwrócił się do jednego ze swoich ludzi. - Wezwać
Dymiarzy! ? Kilku jeźdźców szybko zawróciło i zniknęło gdzieś w tłumie. Po chwili przed
każdą armatą pojawiło się po kilku Mrocznych Elfów z potężnymi rurami w dłoniach.
- Kim oni są Lordzie?
- Mój mały wynalazek. Bardzo skuteczny. ? Victor się uśmiechnął i na chwilę zamilkł
wyraźnie przypatrując się wrogowi. ? Odpalić bomby dymne! ? Trębacz w mig nadał
odpowiedni sygnał i rury trzymane przez Mroczne Elfy wypluły małe kule.
- Ale osłona... ? Adeas nie zdążył skończyć zdania, gdy zobaczył jak pociski rozbijają
się na polu ochronnym, wyrzucając z siebie potężne ilości pyłu. ? Rozumiem... ? Adeas znów
się błazeńsko uśmiechnął. Po chwili wroga kawaleria zniknęła zupełnie pod zwałami dymu,
spanikowana zatrzymała się.
- Działa! Ognia! ? Krzyknął Victor. Po krótkim sygnale z dział wysypał się grad
malutkich ostrych fragmentów, które nieco zwalniając z łatwością przebijały się przez tarczę
ochronną i ginęły gdzieś we mgle utrzymywanej przez pole.
- Genialne posunięcie Lordzie Theuse. Muszę przyznać. Powiedz, skąd wiedziałeś, że
tym zaatakować.
- Lata badań młody królu, całe lata. ? Victor przyglądał się jak pojedyncze oddziały
wyłamywały się z ledwo widocznego szyku i wracały do smoka, który ściągnął pole by
rozwiać dym. Gdy armaty dziesiątkowały stojącą kawalerię. Victor odwrócił się w stronę
walczących dwóch armii. ? Czas na drugą część planu młody królu. ? Adeas kiwnął
porozumiewawczo głową. ? Trębacz zagrał dwa rozkazy. Armaty przestały walić i oddziały,
czekające za armatami ruszyły do przodu. Zaraz po tym, gdy ruszył ostatni oddział Victor
wydał rozkaz by wszystkie działa zostały załadowane na powrót zwykłymi kulami i
przeniosły swój ostrzał na walczące dwie rasy Elfów.


Gdy pierwsze kule sięgnęły walczących smok wstał. Nic nie szło zgodnie z jego
planem. Miał już wygrywać bitwę a tutaj nagle pojawiła się szansa, że przegra.
- Dość tego ? Powiedział.
Podszedł do krawędzi podwyższenia. Uniósł ręce w stronę słońca i zaczął głośno
recytować prastare inkantacje. Niewiele istot rozumie język smoków, a jeszcze mnie zna ich
zaklęcia, ale jeśli ktoś taki by się trafił i byłby na tyle blisko smoka, że zrozumiałby jego
słowa, zacząłby uciekać jak najdalej się da. Czerwony smok odwołał się do swej pierwszej
matki. Prosił słońce o moc wiecznego ognia, czyniąc najpotężniejsze zaklęcie czerwonych
smoków: ?Gwieździstą kulę". Większość istot potrafiła rzucać miniaturowe wersje tego
czaru, często nazywając je kulą ognia, bądź ognistym pociskiem, lecz nawet najpotężniejsze z
tych zaklęć było niczym przy sile Gwieździstej kuli.
Minęło kilkadziesiąt sekund i nad głową smoka unosiła się potężna ognista kula,
promieniując żarem na całe otoczenie. Plati musiał zejść niżej, gdyż stojąc blisko swojego
pana czuł jak topi mu się pancerz. Całe wzniesienie powoli zaczynało się topić.
- Niech gniew naszej matki wypali mych wrogów! ? Krzyknął smok i kula popędziła
w stronę Adeasa. Wszyscy czuli jej siłę, nawet kawaleria przestała na moment walczyć,
wszyscy przyglądali się lecącej kuli ognia.
Nagle!
Zza pleców armii Adeasa wyleciała mała kula, świecąca potężnym białym światłem.
Leciała tak szybko, że tylko niektórzy ją zauważyli.
Gdy oba potężne pociski zderzyły się ze sobą, zniknęły w potężnej eksplozji, która
nastąpiła wysoko nad polem walki, nie czyniąc szkody żadnej ze stron.
Czerwony smok wpatrywał się w horyzont i nagle strasznie krzycząc przyjął swoją
naturalną formę.


Dwie armie Elfów walczące ze sobą były dokładnie wymieszanie. Nie było w nich
podziału na oddziały, wszyscy byli w zwarciu. Kule artylerii czyniły przez to olbrzymie
spustoszenie. Po kilkunastu salwach, zaraz po potężnej eksplozji obie armie niemal
jednocześnie zdecydowały, że lepiej będzie walczyć jeszcze z Mrocznymi Elfami tak, więc
ruszyły w stronę ich artylerii. Wciąż ze sobą walcząc Elfy i Wysokie Elfy zbliżały się powoli
do oddziałów Adeasa goniących uciekające resztki kawalerii Pere-Me-Si.


Rato podniósł się z wrażenia, gdy zobaczył potężne cielsko smoka na podwyższeniu.
- Śmierdzielu! Powiedz, że widzisz to co ja! ? Krzyknął podniecony
- Chrum! ? Dzik również tryskał entuzjazmem.
- Wiesz co będzie dzisiaj na kolację!?! ? Spytał wskakując na dzika.
- Chrum!
- Dokładnie. Myślałem, że nigdy nie spróbuję sławnej potrawki ze smoka.
Ruszyli karkołomnie ze spadzistego zbocza, jadąc nie raz po elfich zwłokach.


Adeas nie odwracał się za siebie, przyglądał się jak jego armia zmiażdżyła resztę
oddziałów Pere-Me-Si. Rozkazał, aby armia Ludzi i Mrocznych Elfów skierowały się w
stronę nadciągającej hołoty. Victor kiwną mu porozumiewawczo i nakazał, by działa
zaniechały ostrzału, gdy tylko dojdzie do zwarcia.
Bez ostrzeżenia nad ich głowami mignął potężny kształt.


Czerwony smok stał na podwyższeniu w swej naturalnej formie. Jego cielsko
zajmowało prawie całą powierzchnię. Patrzył na kształt który zbliżał się do niego. Widział
kim jest ten kto przybył. Odczuł jego obecność, gdy rzucił zaklęcie. Po chwili potężny smok z
białymi skrzydłami zawisnął na niebie.
- Czerwony smoku, Mertcie Vithaka. Przestań działać wbrew mej woli. ? Ten kto
popatrzył w górę, od razu rozpoznał Gulnaza, Króla-Smoka, władcę smoczej rasy. Czerwony
smok wił się w olbrzymich bólach walcząc z rozkazem swojego władcy. Pierwszy Król-Smok
kontrolował wszystkich swoich potomków samym umysłem, lecz Gulnaz, jego następca,
potrafił to robić tylko przez rozkaz. Otrzymał tę moc od Heijowa Zila, lecz niestety ona
osłabła gdy Zil umierał. W końcu Vithaka potężnym okrzykiem szaleństwa przełamał rozkaz.
- NIGDY! ? Z pyska wystrzelił mu potężny płomień. Gulnaz zasłonił się swoimi
śnieżnobiałymi skrzydłami. Choć biały kolor symbolizował władzę królewską, to jednak nie
dawał aż tak dużej mocy. Moc Gulnaza była trochę większa niż moc Vithaki, więc ich
pojedynek mógł trwać jeszcze bardzo długo.
Gulnaz rzucił w stronę czerwonego smoka niewielkie zaklęcie, by odwrócić jego
uwagę. Przyglądał się młodemu człowiekowi, który zmierzał w stronę Vithaki. Gdy Gulnaz
zobaczył na czym ten człowiek jedzie aż się uśmiechnął. Użył swojej mocy by zwiększyć
naturalne zdolności człowieka i przyśpieszyć jego zetknięcie się z czerwonym smokiem. Nie
dał po sobie tego poznać, wciąż rzucając w stronę Vithaki lekki zaklęcia.
- TYLKO NA TYLE CIĘ STAĆ? ? Naigrywał się czerwony smok a Rato był coraz
bliżej. Nikt poza Gulnazem nie zwracał na niego uwagi.


Oddziały Adeasa właśnie docierały do bardzo mocno przetrzebionych sił Elfów
Wysokich i Leśnych. Wymieszane armie nie były w stanie stawić zbyt dużego oporu
doskonale zorganizowanym, świeżym i prawie nietkniętym oddziałom Ludzi i Mrocznych
Elfów.
Uderzenie było celne i szybkie. Wymieszana armia została zaatakowana z dwóch
stron. Szybko rozdzieliła się na dwa mniejsze oddziały. Choć Wielki Gniew opętał większość
Elfów, to jednak generałowie po wszystkich stronach próbowali jakoś panować nad swoimi
oddziałami.
Armie Leśnych i Wysokich Elfów szybko się rozrzedzały. Wszyscy wiedzieli, że
bitwa jest skończona. Trwała teraz masakra.


Rato był już pod platformą. Śmierdziel wziął na kły jakiegoś dobrze ubranego Udzia i
odrzucił go przebitego. Sprawnie wskakiwał na coraz wyższe stopnie. Pomiędzy
machnięciami Rato zdążył zauważyć, że jego maczuga stała się dziwnie lekka i odrobinkę
świeciła. Wyczuwał pod palcami magiczne drżenie. Poza swoim własnym pragnieniem
zabicia i zjedzenia czerwonej jaszczurki, czuł mordercze nastroje maczugi.
Gdy wskoczył na najwyższy poziom, czerwony smok w końcu go zauważył i
skierował pysk w jego stronę.
Rato wziął zamach i z całych sił przywalił maczugą w mordę jaszczurki.


Adeas z zaciekawienie przyglądał się temu co działo się ze smokiem. Dojrzał jak
potężna eksplozja rozsadza głowę czerwonego smoka odrzucając dwa małe kształty z
platformy. Widział jak Król-Smok wylądował w miejscu gdzie spadły te dwa kształty, by po
chwili ponownie wznieść się w powietrze. Król smok powiedział jeszcze:
- Jest wasz. ? I odleciał. Adeas zauważył ze te dwa małe kształty to był człowiek i
dzik. Wspinali się na mocno uszkodzona platformę.


Bitwa była skończona. Świat znowu zmienił swój bieg.

Podpis: 

Lord_Raziel 08-02-2004
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.