https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
20

Hagan - Wyjście w mrok

Autor płaci:
20

  Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W maju nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Moc słów

- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Brak

Wiersz filozoficzny

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
8637
użytkowników.

Gości:
8637
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 55509

55509

Syn Lucyfera rozdział pierwszy

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-07-26

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Romans/-
Rozmiar
31 kb
Czytane
1537
Głosy
3
Ocena
5.00

Zmiany
09-08-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Zuzanka Podpis: Zuzanka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Nataniel kończy osiemnaście lat, a w jego codziennym życiu zaczynają dziać się różne dziwne rzeczy...

Opublikowany w:

Syn Lucyfera rozdział pierwszy

Prolog

Ciemność… Wszechogarniająca ciemność… Nicość… Wybijanie się… Światło prowadzące cię… Poczucie latania… Dziwne… Muszę się obudzić…
Nigdy coś takiego mi się nie śniło. Najbardziej męczące jest to, że nie możesz się obudzić.
Znowu ciemność… Tylko mniej przytłaczająca… Jakaś sala… Donośny głos: Od dzisiaj się wszystko zmieni.
















1.
Obudź się, obudź się. Przecież to tylko sen – powtarzałem sobie w myślach. Co ja słyszę? Ktoś idzie do mojego pokoju, udaje, że śpię, nie ma bata. I wtedy wparowali z radosnym „Sto lat” do mojego pokoju. No tak zapomniałem dzisiaj kończę osiemnaście lat.
Nachylili się nade mną. Najpierw moja mama wysoka, zgrabna, niebieskooka brunetka o imieniu Emma, a później ojciec – Ewaryst – szczupły blondyn o czekoladowych oczach. Kochali mnie ponad wszystko – byłem w końcu ich jedynym dzieckiem.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! – Wykrzyknęła mama.
Och, jak zwykle ta przesadza, ale mimo wszystko miło.
-Wszystkiego najlepszego synu – dopowiedział ojciec i zaczęli mnie ściskać.
Kiedy skończyli mnie przytulać, podali mi małą paczuszkę, jakby zapomnieli, że nie lubię prezentów, ale dobra, niech im będzie. W końcu ją otworzyłem, a w jej wnętrzu ukazały się kluczyki. Spojrzałem się na rodziców. Samochód na urodziny?!
-Naprawdę, nie trzeba było, ale dziękuje. – Zdołałem tylko to wykrztusić.
-No, co ty?! – Obruszył się Ewaryst (czasami w myślach rodziców nazywam po imieniu) – Przecież tylko raz w życiu kończy się osiemnaście lat.
- Ale, to musiało kosztować majątek, a my…
My nie mamy za dużo pieniędzy na ten samochód poszło pewnie półtora waszej pensji – dokończyłem w myślach.
Kochanie, daj spokój. Masz się cieszyć – odparła mama.
Taa, łatwo ci powiedzieć.
-Tak, jeszcze raz dziękuje. – Podziękowałem ponownie.
A teraz moglibyście wyjść bo bym chciał się ubrać, pomyślałem.
-To my już idziemy. Miłego dnia – powiedziała Emma i pocałowała mnie w czoło, zawsze tak robiła kiedy się ze mną żegnała.
Kiedy rodzice wyszli z pokoju, wstałem z łóżka i wtedy moją głowę przeszył ból. Był tak cholerny, że zacząłem krzyczeć i upadłem na podłogę, bo prawdopodobnie zemdlałem. Kiedy otworzyłem oczy wszystko było normalne, a rodzice stali nade mną.
-Kotku nic ci nie jest? – Zapytała zaniepokojona mama.
-Nie, wszystko dobrze, a co się stało? – Spytałem, żeby dowiedzieć się co się ze mną działo i w razie czegoś zweryfikować fakty.
-Kiedy wyszliśmy zacząłeś tak przeraźliwie krzyczeć, więc przybiegliśmy do ciebie, a ty już leżałeś na ziemi – opowiadał tata.
Czyli wszystko, co pamiętam, to ok.
-Może zostaniesz w domu – ciągnęła mama.
-No, co ty. Nic mi nie jest. A teraz chciałbym się ubrać, bo nie chcę się spóźnić do szkoły – zaczynałem się denerwować.
-Jak chcesz, ale jakby się co dzia…
-Emmo, da sobie radę. Nataniel nie jest dzieckiem, da sobie radę – „ratował” mnie tata – My już się zbieramy. Na razie.
-Na razie – pomachałem im, kiedy wychodzili z pokoju.
Na reszcie. Spokój. Mogę się szykować.
Poszedłem do łazienki, nachyliłem się nad umywalką i ochlapałem twarz w celu lekkiego otrzeźwienia, później ułożyłem moje niesforne, czarne włosy w jeszcze bardziej artystyczny nieład, niż w którym były wcześniej i ubrałem ciemne dżinsy i jakiś T-shirt. Mogłem zejść na dół.
Gdy zeszłem na dół okazało się, że mam sporo czasu, więc postanowiłem powtórzyć lekcje, szczególnie ten kureski hiszpański, z którym miałem najwięcej kłopotów. Nie umiem powiedzieć Dzień dobry, czy Do widzenia, a oni każą mi się uczyć tego pieprzonego użycia. A najgorsze na tej lekcji jest to, że chodzi na nią Stella – dziewczyna moich marzeń – i zawszę muszę się ośmieszać przed nią. Cholera!!!
Zbliżał się czas, kiedy musiałem wyjść. Dopiero wtedy zobaczyłem mój samochód. Był to stary, granatowy Ford Mondeo. No nieźle, rodzice się rzucili. Mam lepszy samochód od nich. Nieźle. Tak więc wsiadłem i popędziłem do szkoły na ten cholerny hiszpański.
***
- Kocham cię… - szepnął mi cicho do ucha.
-Ja ciebie też Natanielu – schyliłam się żeby go pocałować, ale w tym momencie zadzwonił mi telefon – poczekaj – szepnęłam. I się obudziłam.
To nie telefon, tylko ten cholerny budzik nie pozwala mi go pocałować.
Go to znaczy, tego boskiego bladego czarnowłosego chłopakach o szarych oczach – Nataniela Montmorency. Śni mi się noc w noc od dwóch miesięcy, czyli od kiedy się tu przeprowadziłam z mamą. Nataniel to chłopak moich marzeń, nie ma dnia, żebym o nim nie myślała – o najprzystojniejszym chłopaku w szkole, ba nawet na całym świecie on nie ma sobie równych. Nie ma żadnych wad, no może, ma problemy z językiem hiszpańskim. Och, gdyby chociaż mogłabym go dotknąć przez chwilę…
-Stello! Bo się spóźnisz do szkoły – to mama wołała mnie na śniadanie i to ona przerwała moje rozmyślania o moim Idealnym Ideale.
-Chwilę, tylko się ubiorę – odkrzyknęłam.
Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki, ale przed tym poszłam do szafy wybrać jakieś ubrania.
Ciekawe, jaki on lubi kolor – podpowiadał jakiś wewnętrzny głosik. Będziesz stosowała jakieś głupie zagrywki? Szanuj się – podpowiadał mi drugi. Przecież nie robisz nic złego – nęcił pierwszy. Stop! Przede wszystkim będę sobą. Czyli wzięłam zwykłe dżinsy-rurki i czarny T-shirt z jakimś rysunkiem. Późnej podeszłam do lusterka, uczesałam włosy, odwróciłam się w stronę drzwi i miałam iść, ale jednak spojrzałam w lusterko jeszcze raz.
Dobrze wyglądam? Mam nadzieję, że dobrze. Może zagada do mnie? Nie ma co dziewczyno, masz bujną wyobraźnie. Stello opanuj się!!! – dzień, w dzień ta sama gadka, przecież i tak wiem, że Nataniel mnie nie zauważa i muszę się z tym pogodzić. Pieprzyć to. Trzy wdechy powinny wystarczyć. Jeden, drugi, a przy trzecim byłam przy drzwiach.
W końcu zeszłam na dół. Mama już jadła. Moja mama od osiemnastu lat wygląda niemal tak samo, tylko, że po rozwodzie pogłębiły jej się zmarszczki i posiadała blond włosy, zielone oczy, szczupłą figura. No i każe mi do siebie mówić po imieniu i nie zachowuje się tak jak powinna w swoim wieku zachowywać.
-Cześć Luiza – zawołałam z niby to entuzjazmem, choć wcale nie chciałam tak na nią mówić, ale obrażona Luiza jest nie do wytrzymania.
-O, hej. Nareszcie przyszłaś. Co tak długo?
-Komplikacje? – szepnęłam cicho.
-Jakie znowu komplikacje? Co ty znowu wymyślasz?
-I tak nie zrozumiesz.
-Okres? Rozumiem. Potrzebujesz rady?
-Nie! Nie – nienawidziłam, kiedy rozmawiała ze mną na te tematy. – To nie to.
-To, nie wiem… Problemy w szkole, potrzebujesz pieniędzy?
I co jeszcze wymyślisz? Tylko nie najważniejsze. Nie nadajesz się na matkę i tyle. Nie wiem gdzie cię tata znalazł, ale to był jego błąd. Chciałabym być teraz z nim – chciałam jej to wykrzyczeć w twarz, ale nie mogłam, nie mogłam jej zranić…
-Mnie możesz powiedzieć o wszystkim – ciągnęła dalej.
Nie odzywałam się przez chwilę, albo po prostu nie chciałam nic powiedzieć, ale ona się pierwsza odezwała.
-Widocznie nie możesz – było słychać smutek w jej głosie. I co ja jej miałam powiedzieć? Że nie, kiedy to była prawda? Zanim tu przyjechałyśmy to powiedziała, żebyśmy mówiły sobie zawszę prawdę. I co ja miałam łamać jej zasadę?
-Ja już idę do szkoły. Do zobaczenia – po raz pierwszy, kiedy wychodziłam nie pocałowałam jej w policzek.
Jaa, ona zawsze umie poprawić humor, jak jasna cholera. Gdy podeszłam do mojego czerwonego smarta upadła mi torba i wysypały się z niej wszystkie ksiązki. Jasny…by cię trafił – pomyślałam. Zebrałam książki, wsiadłam i pojechałam na hiszpański – jedyną lekcję z moim Idealnym Ideałem.
***
Dotarłem do szkoły prawie jako ostatni, teraz przynajmniej mogłem sobie na to pozwolić. Wysiadłem z samochodu, a przed moim nosem śmignął czerwony smart, a w nim owa Stella – czekoladowowłosa piękność o wielkich również czekoladowych oczach. Kiedy mnie mijała uśmiechnąłem się do niej, a ona odpowiedziała mi szerokim uśmiechem. Noo, a teraz myśli, że jestem totalnym debilem. Ale mimo wszystko się do mnie uśmiechnęła. Nie mogłem cały czas tu stać, więc poszedłem na lekcje.
W klasie byli już prawie wszyscy, a ja usiadłem obok mojego przyjaciela „Wielkiego Joe’ego”, który był naprawdę ogromny.
-Siema Natt! – Ryknął, a ja podałem mu rękę.
-Hej! I jak wyrwałeś wczoraj jakieś laski? – Zapytałem, chociaż wcale mnie to nie interesowało, a on dobrze o tym wiedział. Zapytałem, bo jest moim przyjacielem.
-Były dwie, ale nie w moim typie tobie by się spodobały – taa zapewne żadna oprócz Stelli – Jakie miały…
Ale w tej chwili do klasy weszła Stella i nic się dla mnie nie liczyło, tylko ona. Uśmiechnąłem się szeroko do niej, a ona znowu odpowiedziałam mi tym samym, ale co to? Czy ona wygląda na smutną? Co się stało?
…-takie cycki blondynki… Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Przerwał mi Joe.
-Staram się… Więc na czym skończyłeś?
I dopóki nie przyszła pani Santroso „Wielki Joe” kończył swój wywód, a ja więcej nie spojrzałem się na Czekoladowowłosą Piękność.
Kiedy zaczęła się lekcja jak zwykle mnie zamurowało, taka wewnętrzna blokada, która nie pozwala się nauczyć mniej niż mało.
- Buenos dias, Nataniel – powiedziała pani Santroso.
-Yyy… - udało mi się tylko tyle wykrztusić, co wkurzyło Santroso.
Nataniel, proszę zostań po lekcji chwilę u mnie – i po chwili dodała – i ciebie Stello jakbyś mogła też.
O co tu chodzi? Przecież ona jest najlepsza. Nie wiem, ale ważne że Santroso mnie do końca lekcji o nic nie pytała.
Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, wszyscy wyszli, a my ze Stellą podeszliśmy do biurka.
-Natanielu, zauważyłam, że masz problemy z językami obcymi – zaczęła pani Santroso – i pomyślałam, że może Stella by ci pomogła. Ona wcześniej uczęszczała na poziom zaawansowany, więc na pewno by ci pomogła.
Najpierw spojrzałem się na nauczycielkę, później na Stellę. Tego się nie spodziewałem.
- Jeśli ci to nie sprawni problemu to bardzo chętnie – odpowiedziałem, a Stella kiwnęła głową, poczym ją spuściła i się uśmiechnęła? Czy ja dobrze widziałem?
-To wszystko, co miałam do powiedzenia. Do widzenia. – Oboje wyszliśmy z klasy.
Przez chwilę szliśmy obok siebie, bardzo blisko, a ja nie widziałem co mam powiedzieć.
-Może byś chciała zjeść ze mną dzisiaj lunch? – Wypaliłem z grubej rury. Debilu co zrobiłeś!!
-Tak, naprawdę? Bardzo chętnie – odpowiedziała, a w jej głosie dało się wyczuć nutkę zadowolenia. Plus dla mnie.
-To do zobaczenia?
-Oczywiście.
I oto po raz pierwszy rozmawiałem z moją Czekoladowowłosą Pięknością.
***
Kiedy skończy się ta pieprzona historia, chyba z pięćdziesiąt razy powtarzałam to w ciągu ostatnich dwudziestu minut. Już nie mogłam się doczekać lunchu, który będę jadła z moim Idealnym Ideałem. Spojrzałam na zegarek jeszcze tylko cztery, trzy, dwa, jeden…i dzwonek zadzwonił jak zwykle punktualnie, wybiegłam z klasy jako pierwsza.
Gdy doszłam do stołówki nigdzie go nie widziałam, rozglądałam się i rozglądałam, a go nie widać i wtedy usłyszałam za moimi plecami głos.
-Czyżbyś mnie szukała? – zapytał słodko Nataniel.
-Tak, tylko się rozglądam. Szukam wolnego miejsca. – Odpowiedziałam, żeby nie wyjść na jaką Wielką Panikarę, Bo Nie Widzę Nataniela, choć ogólnie nią jestem.
-Więc jak co bierzesz? – Zapytał znowu tym swoim głosem.
-Jabłko, sałatkę owocową – odparłam automatycznie.
-Odchudzasz się? – Spytał nieco zdezorientowany.
-Nie po prostu jestem wegetarianką.
-A ja wezmę zapiekankę.
Poczekałam na niego i razem szukaliśmy jakiegoś wolnego stołu. Kiedy przechodziliśmy przez stołówkę wszyscy się na nas patrzyli. Było to dość dziwne. Było to gorsze niż wtedy kiedy byłam tu pierwszy raz. Ale w gruncie rzeczy dobrze, a niech się patrzą.
Gdy w końcu znaleźliśmy najbardziej schowamy stolik usiedliśmy przy nim. Kiedy zaczęliśmy jeść, zapanowała taka niezręczna cisza, a ja szybko się odezwałam.
-To kiedy chciałbyś zacząć „lekcje”?
-Najlepiej jak najszybciej. Możesz dzisiaj?– Spojrzał wymownie na mnie, a ja zatopiłam się w jego szarych oczach. – Więc jak? – Spytał po chwili uśmiechając się.
Dzisiaj, dałabym się pociąć za dzisiaj, ale muszę wynagrodzić Luizie dzisiejszy poranek.
-Bardzo bym chciała – nawet nie zauważyłam co powiedziałam, a uśmiech Nataniela się powiększył. – Ale muszę załatwić pewną sprawę…
-Byłaś rano smutna? – Spytał grzebiąc widelcem w zapiekance.
-Sprawy rodzinne. Nie chcę cię…
-Ale ja chce wiedzieć – i wtedy spojrzał na mnie. – Naprawdę.
Tego się nie spodziewałam. Zauważył, że byłam smutna, a teraz chce wiedzieć dlaczego.
-No, więc – zaczęłam. – Moi rodzice się rozwiedli, a teraz mieszkam z mamą.
-Ale co jest w tym złego? Ma nowego faceta?
-Nie i w tym problem. Dobrze by było gdyby w końcu jakiegoś sobie znalazła. Jest po prostu dziwna, wiesz jak ona się zachowuje? W ciągu dwóch miesięcy miała czterech facetów choć przespała się z pięcioma.
O tym raczej nie powinnam mówić, przesadziłam, ale muszę o tym komuś powiedzieć, muszę się wyżalić.
Przykro mi…
-Nie traktuje mnie jak córki, tylko jak młodszą siostrę. Wyobrażasz sobie, że ona każe mi mówić do siebie po imieniu? A według niej najważniejszym problemem dla mnie jest brak kasy?
Myślałam, że się popłaczę, ale nie mogłam tego więcej tłumić w sobie.
A jaki jest twój największy problem? – Zapytał ot tak.
Nie wiedziałam, co miałam mu odpowiedzieć. Co, miałam mu powiedzieć: Ty! Ty śnisz mi się po nocach. Ty siedzisz prawie cały czas w mojej głowie! Już miałam mu powiedzieć, ale do naszego stolika podszedł jakiś duży, masywny koleś. No teraz go poznałam. On siedział z Natanielem na hiszpańskim.
-Natt! Brachu tu jesteś. A ja cię szukam po całej szkole – zaczął mówić, podszedł bliżej i zobaczył mnie. – Przeszkadzam?
-Nie, no skąd – odpowiedziałam.
-Może byś nas sobie przedstawił – zaproponował Joe.
-Joe to jest Stella, Stella to jest Joe.
-Miło mi – uścisnęłam mu rękę.
-Chciałeś czegoś, że mnie szukałeś? – Zapytał widocznie nieco zirytowany Nataniel.
-Mam tu dla ciebie jakieś papiery, żebyś je wypełnił.
-Pokaż je – zarządził Nataniel. Przejrzał je. – Nie ma tylko adresu?
-Najwidoczniej – odpowiedział Joe.
-To nie mogłeś sam go wpisać. Znasz chyba? Motepassio 13 47412-87 AC.
Muszę to zapamiętać Montepassio13 47412-87 AC. Pamiętaj!!!
Kiedy odchodził Joe, zadzwonił dzwonek na lekcję.
-Miło się siedziało – powiedziałam. – Dzięki.
-Nie to ja dziękuje. Czyli, jutro też siedzisz ze mną?
Zawsze, kiedy tylko chcesz.
-Okej, Hasta mańana.
-A jakbyś mogła po normalnemu?
-Do jutra carińo.
Kochanie, przynajmniej na to sobie mogłam pozwolić.
***
Nie wierzę, siedziałem z moją Czekoladowowłosą Pięknością. Wyżaliła mi się. Pierwszy raz ze mną siedziała i rozmawiała i opowiedziała mi o sobie, ale przez tego pieprzonego Joe’ego nie powiedziała mi o swoim najważniejszym problemie. Zabije cię Joe.
Wyjście na parking trochę się przedłużyło, bo ten wac Joe, musiał iść jeszcze do kibla, a bardzo chciał, żebym go podwiózł moim samochodem. W dupie. Poczekam na niego w samochodzie.
Gdy byłem bliżej mojego samochodu poczułem, że ktoś za mną idzie. Odwróciłem się. Oczywiście była to Czekoladowowłosa Piękność. Uśmiechnęła się szeroko, a ja zamiast odwzajemnić poszedłem z nią i zacząłem gadać. Jeszcze sobie dziewczyna pomyśli, że jestem jakiś nachalny, czy co. Ale w czasie rozmowy słowa same się potoczyły.
-Co robisz pojutrze wieczorem? – Zapytałem.
-Raczej nic – odpowiedziała zdezorientowana.
-A może byś chciała pójść do kina, albo coś?
Sam nie wierzyłem w swoje słowa. Zaproponowałem jej randkę, a ona patrzyła się z rozdziawioną buzią zaszokowana.
-Że co? – Zapytała.
-Czy pójdziesz ze mną do kina?
-Ja i ty? Razem?
-Jak nie chcesz, to nie…
Jakoś się z tym pogodzę…
-Oczywiście, że chce. Tylko, że…
-Tylko, co?
-Nie ważne. Jutro się dokładniej umówimy.
Odpowiedziała, uśmiechnęła się szeroko, pomachała i wsiadła do samochodu, a chwilę później wyjechała z parkingu. I wtedy usłyszałem cichy chichot mojego wielkiego przyjaciela.
-To ja już wiem czemu tobie dziwki dziś nie w głowie – zaśmiał się głośno.
-W porównaniu do ciebie przyjacielu ja wciąż jestem prawiczkiem.
-Zapomniałem. O Wielka Cnoto wybacz, bogini tego świata…
Tu się na niego spojrzałem, miałem nadzieję, że wyglądało to groźnie.
- Może powinieneś zacząć się cieszyć, bo twój najlepszy kumpel w końcu umówił się na randkę z normalną dziewczyną, a nie jak ty z dziwką?
-No, co ty? Ze Stellą? Przecież ona jest taka zwyczajna, zwykła…
On śmie mówić o mojej Czekoladowowłosej Piękności, że jest zwykła?
-Twoje dziwki są pospolite… - rzuciłem zjadliwie.
W naszym języku, to znaczy moim i Joe’ego pospolita, to znaczy gorzej niż wszystkie dziwki świata razem wzięte.
-Pierdol się – warknął na mnie.
-Sam się pierdol. Ty zacząłeś pierwszy.
Jeszcze zostało trochę drogi do domu Wielkiego, a my się ciągle nie odzywaliśmy.
-Naprawdę ci się podoba? – Zaczął pierwszy, a ja nic nie odpowiedziałem. – Przepraszam, że nazwałem Stellę zwykłą…
I o to mi chodziło…
-A ja, że nazwałem twoje dziwki pospolite.
-Naprawdę ci się podoba?
-Jak jasna cholera. Od kiedy tu przyszła do szkoły nie istnieją dla mnie inne dziewczyny…
-I dopiero dzisiaj do niej zagadałeś?
-Przecież wiesz jaki jestem…
Właśnie dojechaliśmy pod dom Joe’ego, a on wysiadł. Uśmiechnął się tajemniczo i zaśpiewał Sto lat, sto lat. Niech żyje…
-Teraz ty? Ja pierdole.
-Nie odmówiłbym sobie osiemnastki swojego najlepszego kumpla – i położył na siedzeniu obok mnie jakąś paczkę.
-Przecież wiesz, że nienawidzę prezentów.
-Powinno ci się przydać – uśmiechnął się. – Tylko rozpakuj w domu – i poszedł w stronę drzwi.
Już sobie wyobrażam co tam jest. Od kiedy skończyłem czternaście lat przez dwa kolejne lata dawał mi paczkę prezerwatyw, które jak on mówił, rzekomo są nie do zdarcia, wszystkie wylądowały w śmietniku. W zeszłym roku kupił mi dmuchaną lalę, która wylądowała u niego w pokoju i jest tam po dzień dzisiejszy. Ciekawe co tam dzisiaj się znajduje.
***
Nie wierze, nie wierzę, nie wierzę – powtarzałam sobie to całą drogę do domu. Mój Idealny Ideał Nataniel zaprosił mnie na randkę!!! Chciałam to wykrzyczeć na cały głos, by każdy mógł się o dowiedzieć. I jeszcze będę go uczyć hiszpańskiego!! Jaaa!!!
Gdy dojechałam do domu trochę się ogarnęłam, bo Luiza pewnie jest już w domu, ale pewnie i tak by nic nie zauważyła.
Kiedy weszłam do domu poczułam zapach czegoś smakowitego. No, nie wierzę, Luiza coś gotuje?! Niemożliwe! Ale po chwili usłyszałam śmiech jakiegoś mężczyzny. To już piąty w ciągu ostatnich dwóch miesięcy w naszym domu. Co ona sobie w ogóle wyobraża?!
Nie wchodziłam nawet do kuchni, po co i tak mnie nie zauważyła? Poszłam od razu do swojego pokoju. Zamknęłam się na klucz rzuciłam na łóżka i zaczęłam płakać…
Nie wiem ile czasu minęło, ale obudziło mnie głośne pukanie do drzwi.
-Stello, otwórz, proszę – wołała mama.
Pierdol się – pomyślałam. Teraz ci się zebrało.
Stello, otwórz – wołała dalej.
Wstałam, podeszłam do drzwi tylko dla świętego spokoju. Otworzyłam i spojrzałam się na nią.
-Co się stało? – Zapytała. – Nawet nie wiem kiedy przyjechałaś.
-Widocznie byłaś czymś bardziej zajęta! – Zaczęłam krzyczeć.
-O co ci chodzi. Nie rozumiem.
-Ty nigdy nic nie wiesz! Jak ty się w ogóle zachowujesz?!
-Jak się zachowuje?! Jestem bardzo ciekawa!
-Tak? Zachowujesz się jak dziwka! Ale nie na pewno jak matka, ty się na nią nie nadajesz!!
Zdążyłam jej to powiedzieć, a ona uderzyła mnie w twarz.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywasz?! – Zaczęła się drzeć. – Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?!
Nic jej nie odpowiedziałam. Minęłam ją, zbiegłam na dół i wyszłam na ciemny dwór. Byle najdalej od niej…
***
Prezent od Joe’ego leżał nietknięty na moim łóżku, ponieważ miałem ważniejsze rzeczy na głowie, od tego pieprzonego prezentu. Otóż moja Czekoladowowłosa Piękność zgodziła się na randkę ze mną. Nareszcie się odważyłem. Czyli dwa punkty dla mnie. Zajebiście.
Po moich prześledzeniu mojego dnia, postanowiłem odrobić lekcje, nudy, ale bycie prawie najlepszym w klasie (oprócz tego kureskiego hiszpańskiego) do czegoś zobowiązuje, więc zatopiłem się w genetyce człowieka na jakąś dobrą godzinę.
Kiedy się ściemniło poczułem, że zgłodniałem, wobec czego zeszłem na dół coś przekąsić, a rodzice właśnie wrócili do domu. Harują cały dzień, byle naszej trójce było dobrze, podziwiam ich za to. Gdy tylko mnie zobaczyli od razu się uśmiechnęli.
-Jak tam samochód się sprawuje? – Zapytał tata, kiedy odwieszał kurtkę na wieszak.
-Świetnie. Bardzo dobrze się nim jeździ – stwierdziłem szczerze.
-To dobrze. – Odpowiedział Ewaryst.
-Jadłeś już? – Spytała mama, kiedy stawiała, na stole zakupy.
-Nie…
-To dobrze, kupiliśmy tort… - przerwała mama i spojrzała się na mnie, bo wie, że nie lubię obchodzenia urodzin. – Nie mogliśmy sobie odmówić – tu spojrzała się teraz na mnie błagalnym wzrokiem.
O boże, niech im będzie. Niech się cieszą. W końcu jest co świętować. Ha, ha.
-No, to niech będzie – odpowiedziałem, bo w gruncie rzeczy miałem ochotę na ten cholerny tort.
Gdy usiedliśmy do stołu ja wyjrzałem przez okno, zobaczyłem, że cholernie pada deszcz. Przecież wcześniej była ładna pogoda.
-No, to może zdmuchniesz świeczkę? – Zaproponowała Emma, niosąc tort. No, cóż nie miałem serca jej odmówić.
-Na, to mogę się zgodzić – zażartowałem.
-Tylko najpierw pomyśl życzenie – przypomniał tata, a ja odkiwnąłem mu głową.
Życzenie nie było trudne do wymyślenia. Oczywiście wiązało się z moją Czekoladowowłosą Pięknością, żeby była ze mną…
Usiedliśmy do stołu i mama zaczęła kroić tort i wtedy zadzwonił ktoś dzwonkiem do drzwi.
-Kto to może być o tej porze i w taką pogodę? – Zdziwił się tata, zresztą ja też. – Spodziewasz się kogoś?
Ja pokręciłem głową, że nie.
-Pójdę otworzyć – urwał i wstał.
Przez chwilę było cicho, a po chwili usłyszałem, że tata mnie woła. Kto do mógł być? Podbiegłem do drzwi i wtedy zobaczyłem Stelle, jak stała na podeście cała przemoczona i zapłakana.
-Mogę wejść na chwilę – zapytała cieniutko.
-Oczywiście, wchodź szybko nie marźnij – odpowiedziałem, a po chwili zwróciłem się do taty – Tato?
-Ach, no tak. Pójdę pomóc mamie – zareagował szybko i wrócił do kuchni.
Boże, co jej się stało? Jak ona znalazła mój dom?
-Stello, chodźmy do mojego pokoju. – Zaproponowałem, a ona się zgodziła.
Gdy weszliśmy do mojego pokoju ona zaczęła płakać… -Wyglądała tak… Serce mi się krajało.
-Co się stało? – Spytałem delikatnie.
-Popokłociłam ssię z mmamą – odpowiedziała. – O to, o czym dzisiaj rozmawialiśmy.
Ach, rozumiem. Czyli jednak nie wytrzymała.
-Popowiedziałam, że jest dziwką, a ona mnie spoliczkowała, a ja wybiegłam z domu i od tamtej pory się błąkam.
Co ja jej miałem powiedzieć? Przecież nie znam się na takich sprawach…
-Pewnie ci przeszkadzam? – Zasugerowała moja przemoczona Czekoladowowłosa Piękność.
-Nie, no co ty w żadnym wypadku – odparłem szybko i uśmiechnąłem się serdecznie. – Może się napijesz czegoś? Musisz wypić ciepłą herbatę… Przecież jesteś cała przemoczona…
-Ach, to… Pewnie się teraz zastanawiasz skąd wiedziałam gdzie mieszkasz. Ale ja nie miałam do kogo przyjść… Nikogo tu nie znam, oprócz ciebie…
Zrobiło mi się jej żal. Biedna dziewczyna. Taka samotna…
-Wiesz może pójdę poszukać jakiś ubrań u mojej mamy i zrobię ci herbatę, a ty na mnie tu poczekasz?
-Nie musisz…
-Muszę i bez gadania. Jak przyjdę to pomyślimy co dalej z tym zrobić.
Tylko to mi się udało wymyślić. W jej obecności dostaję jakiegoś obłędu, nie wiem co się ze mną dzieje. Tak chciałbym jej dotknąć… A jeśli mnie odtrąci? – z tymi myślami zszedłem na dół.
***
Gdy wyszedł z pokoju opuściła mnie otucha. Tak chciałam, żeby mnie przytulił, żeby chociaż mnie dotknął. Ja sobie tu jakieś marzenia tworze... Dziewczyno tylko mu się narzucasz… Jak przyjdzie to wyjdziesz.
Przeszłam w stronę okna. Miło ma tutaj. Odwróciłam się w stronę pokoju. Nie był największy, ale najmniejszy też nie był. Podłoga była wyładowana książkami od biologii, a bliżej genetyki. Zresztą dużo było również klasyki. Mimo wszystko w pokoju gościł porządek – na półkach było wszystko poukładane. Nie ma co, dba o porządek. Gdy podeszłam bliżej łóżka na zielonej kapie leżała jakaś paczka, obklejona kolorowym papierem, która wyglądała jak prezent. Na pewno w czymś mu przeszkodziłam. Zrobiło mi się głupio.
W końcu Nataniel przyszedł, uśmiechnął się szeroko.
Trzeba było usiąść, a nie stałaś… - przerwał i podał mi ubranie.- Możesz się przebrać. Tu jest łazienka – wskazał mi palcem.
W łazience uwijałam się najszybciej jak mogłam. Dopiero teraz zerknęłam w lusterko. Wyglądałam okropnie, całe włosy miałam pozlepiane od tego cholernego deszczu, a ubrania mamy Nataniela były na mnie ciut za duże. Ale w dupie, ważne, że jestem u niego w domu i przebieram się w jego łazience.
Podczas gdy znowu znalazłam się u niego w pokoju Nataniel też wchodził, ale teraz z tacką, a niej niósł herbatę i ciasto. Dopiero gdy postawił na stoliku przypatrzyłam się, że to był tort. Czyli ktoś tu musi dziś mieć urodziny.
-Kto ma dziś urodziny? – Wypaliłam bezmyślnie.
Nataniel spojrzał się na mnie i uśmiechnął cierpko. -Aha, rozumiem, ty? Mam się go zapytać, tak? -Przerwałam zapewnie rodzinną uroczystość.
-Niestety ja – odpowiedział.
Czemu niestety? Kto nie lubi urodzin?
-Ooo, wybacz! No to wszystkiego najlepszego – uścisnęłam mu rękę. Jego uścisk był silny, a jednocześnie delikatny.
-Dziękuje bardzo…- znowu uśmiechnął się szeroko i na dodatek nie puścił mi jeszcze rękę.
Dziwnie tak zabrać rękę, ma taki miły dotyk. Chce żeby on ją cały czas ją trzymał. Znowu spojrzałam się w jego głębokie, szare oczy. Ocknęłam się po chwili, bo to Nataniel zabrał rękę.
-Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? – Zapytał.
A no jestem w tobie zakochana i jak ta głupia zapamiętałam na biegu twój adres?
-Dzisiaj na stołówce powiedziałeś – chyba musiałam się zaczerwienić, a Nataniel się lekko uśmiechnął.
No to już sobie pewnie myśli, że jestem jego narwaną fanką (bo nią jestem, trzeba przyznać).
-A czemu stwierdziłaś, że ktoś ma u mnie w domu urodziny?
Jestem bardzo dobrą obserwatorką, po prostu.
-Bo, na łóżku leży prezent, a teraz przyniosłeś tort?
-Jesteś niezłą obserwatorką.
-To czemu nie rozpakujesz?
-Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, naprawdę. Tam może być wszystko.
-To ja rozpakuje za ciebie…
-Jak chcesz, tylko ja za środek nie biorę odpowiedzialności.
Wstałam, podeszłam do łóżka i wzięłam prezent. Usiadłam z powrotem na krześle. Zaczęłam rozpakowywać, a Nataniel zamknął oczy. Mnie ukazało się słowa Kamasutra, czyli poradnik jak być dobrym w łóżku.
-Od kogo to? – Zapytałam zszokowana, bo nie spodziewałam się czegoś takiego.
-Paczka prezerwatyw, sztuczna lala, nakładka wibracyjna? – Zgadywał Nataniel nie otwierając oczu.
Nie…?
-To co, to jest? – Otworzył w końcu oczy i zobaczył prezent. – Dał mi Kamasutrę?
Gdy wziął ją ode mnie i otworzył, a w środku była dedykacja Dla Wiecznego Prawiczka od Demona Seksu. To działa!!! Kiedy to przeczytałam zaczęłam się śmiać, a wraz ze mną Nataniel.
-Kto to jest Demon Seksu? – Zapytałam przez śmiech.
Pieprzony Joe. Mówiłem, że po środku można się wszystkiego spodziewać.
I znowu zaczęliśmy się śmiać.
***
Joe, ja cię kiedyś zabije. Upierdolę ci ten łeb. Stella, to widziała, Stella to przeczytała. Pieprzony demonie seksu. A ona się z tego śmiała.
Gdybym wiedziała, że masz urodziny, też bym ci coś dała…
Dałaś mi aż za dużo. Siedzisz ze mną teraz tu, rozmawiasz ze mną, śmiejemy się. To ty jesteś najlepszym prezentem.
-Moi bliscy wiedzą, że nie lubi że prezentów, ale jakoś się nie słuchają i robią po swojemu – zażartowałem.
-Czyli ja teraz też wiem, że nie lubisz prezentów, czyli…
Jesteś mi najbliższa…
-Skończ…- zaoponowałem.
-Głupoty gadam… Ja też jestem bliska, bo wiem o twoich upodobaniach odnośnie prezentów? – Ostatnie zdanie powiedziała tak cicho, ale ją zrozumiałem. Chciała być mi bliską…
-Będę się już zbierać… - powiedziała zaczerwieniona jeszcze od ostatniego zdania.
-Nie zjadłaś jeszcze ciasta i nie wypiłaś herbaty. A po drugie jeszcze ci włosy nie wyschły.
-Ale jest już późno…
-Ja cię odwiozę. Niczym nie musisz się martwić.
Następne pół godziny przeznaczyliśmy konsumpcji i rozmowie. Dowiedziałem się, gdzie wcześniej mieszkała, gdzie mieszka teraz, mam jej numer telefonu. A po następnych dziesięciu minutach już wymusiła na mnie powrót do domu. Było tak miło.
Zeszliśmy do samochodu i wyjechaliśmy.
-Dzięki za dzisiejszy wieczór – zaczęła. – Sama bym sobie z tym nie poradziła.
Ja bez ciebie też.
-To były moje najlepsze urodziny w życiu. – Słowa same się posypały. Stella spojrzała się na mnie i uśmiechnęła się szeroko. – Naprawdę. Twoja obecność była najlepszym prezentem w życiu.
Nastała cisza. Pewnie postąpiłem ja debil. Cholerny debil. A ona zaczęła się uśmiechać.
-A twoja obecność jest najlepszym lekarstwem…
Teraz to spojrzałem w jej stronę, nieco zdezorientowany. Czy ona czuje to samo? Nie patrzyłem gdzie jadę, aż w końcu kogoś potrąciłem. Wypadłem jak strzała z samochodu, a razem ze mną Stella.
Człowiek którego potrąciłem wstał, otrzepał sobie płaszcz i spojrzał się w moim kierunku, a w mojej głowie usłyszałem Sanari Dericor Annami – Od dzisiaj się wszystko zmieni. Przecież to tekst z mojego snu. Nie mogłem tego pojąć. Spojrzałem się w stronę Stelli, jej twarz wyrażał strach. Ten facet odszedł, zanim jeszcze zdążyłem go o cokolwiek zapytać.
-Co on ci powiedział? – Zapytała przerażona Stella.
-Nie zrozumiałaś?
-Nie, taki dziwny język.
-Od dzisiaj się wszystko zmieni, to mi powiedział. Nie ważne. Chodź, wsiadaj do samochodu.
Wsiedliśmy i już pojechaliśmy prosto do domu Stelli. Kiedy zatrzymałem się na jej podjeździe, ona nie wychodziła przez chwilę.
-Nie mam ochoty tam iść – powiedziała. – Ale przecież jest moją matką.
Kiedy otworzyła drzwi, odwróciła się w moją stronę i pocałowała w policzek. Ja pierdole. Ona chce być ze mną. Jestem tego pewien. Uśmiechnąłem się w jej stronę.
-Do jutra carińo.
Powiedziała do mnie kochanie?!
-Na razie.
Bella. Wyszła i pomachała mi. Pojechałem dopiero wtedy, kiedy weszła do domu. Moja Czekoladowowłosa Piękność.

Podpis: 

Zuzanka 06,07,2009-10,07,2009
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Ciało bez kości Moc słów Sen o Ważnym Dniu
Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) - Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2024 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.