https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
162

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
202

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział VI

Co za głupie psikusy? I to ma być element dobrej zabawy?!

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
653
użytkowników.

Gości:
653
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 71034

71034

Bohaterowie do wynajęcia

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
12-01-20

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Przygoda/Przyjaźń
Rozmiar
39 kb
Czytane
2087
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
12-01-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: carys Podpis: C.V.
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ciąg dalszy przygód Carys i ferajny na szlaku

Opublikowany w:

Bohaterowie do wynajęcia

Bohaterowie na bezrobotnym
część 1

Bohaterowie do wynajęcia


Stary, zdezelowany wóz ze skrzypieniem przemierzał polne ścieżki. Dochodziła północ.
Pomimo, że na świecie królowała już wczesna wiosna, temperatury nocą spadały do bardzo niskiego poziomu. I tylko dlatego, że ziemia zmarznięta była na kość, skrzypiący wóz nie grzązł w błotnistych wybojach, co za dnia, podczas roztopu, było nieuniknioną koniecznością.
Na leśnych traktach gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg, którego nie zdążyło roztopić wiosenne słońce.
Podróżujące wozem postacie były szczelnie otulone ciepłymi płaszczami, tak, że uważny obserwator mógłby powiedzieć o nich tylko cokolwiek na podstawie wystających i przemarzniętych nosów.
Dwie z nich siedziały na koźle, kołysząc się w takt ruchów wozu szarpiącego się niczym dziki zwierz na uwięzi na kolejnych wybojach. Trzecia leżała pomiędzy beczkami i workami, w wielkich ilościach załadowanych na wóz, i zawierających zapewne znaczne skarby, jako, że leżący na nich osobnik był uzbrojony w dwie długie strzelby, a do pasa miał przypięty miecz.
Podróżnymi byli oczywiście Carys i Requel Velmondowie oraz ich wierna towarzyszka, Xiitane Vogel, którzy w chwili obecnej zmierzali do dawno już nie widzianego domu.
Po przeprowadzce hrabiego Caleba do Nowego Illaivlen, posiadłość przeszła we władanie jego awanturniczego potomstwa, które raczej nie słynęło ze zbytniego domatorstwa. Po ostatnim pobycie w mieście srebrnych elfów Carys i Requel postanowili jednak skontrolować, w jakim stanie znajduje się ich nieruchomość. Trzeba przyznać, że całą drogę gryzły ich pewne obawy, ponieważ od czasu wyjazdu z posiadłości Kolmy, ich dom był pozostawiony samemu sobie, a jak powszechnie wiadomo, koło Is zawsze kręciło się wielu złodziei i amatorów cudzych antyków.
-Jak tam u ciebie z planami na przyszłość? - zagadnęła w końcu Xiitane próbując przezwyciężyć senność i zabijając zmarznięte dłonie.
Za niecałą godzinę powinni być na miejscu.
-Nie wiem - mruknęła jej towarzyszka i trzasnęła bacikiem w końskie zady, by przyspieszyć podróż.
Zbliżali się do brodu i Carys wolałaby, żeby wóz nie utknął podczas przeprawy, ponieważ w zaistniałych okolicznościach byłaby to dla podróżnych prawdziwa katastrofa.
-Ratowania świata nie zleca się codziennie - kontynuowała - więc pewnie trzeba będzie zadowolić się jakąś bardziej przyziemną robotą.
Xiitane schwyciła kota, który właśnie dobierał się do jednego z worków, i okryła połą płaszcza.
-A ty, Qell, nad czym tak dumasz? - zapytała panna Velmondo.
Requel przełożył żute źdźbło z lewego kącika ust w prawy i podłożył ramiona pod głowę, by mieć lepszy widok na gwiazdy i pyzaty księżyc.
-Rozmyślam nad ulepszeniem systemów obronnych, które stosowała Kolma w spiżarni - mruknął kołysząc nogą założoną na drugą nogę.
Nagle zerwał się z miejsca i zaczął przyduszać siostrę.
-I zapamiętaj skarbie, nie jestem żadnym "Qelkiem" czy jakimkolwiek imiennym dziwactwem, jasne? - syknął wprost do spiczastego ucha drowki.
Carys w nagłym odruchu ściągnęła lejce i wóz niebezpiecznie przechylił się na głębokiej koleinie. Zdezorientowane konie stanęły i popatrzyły na powożącą tym bolidem z tępymi minami.
-Spoko, braciszku - wystękała Carys. - Nie rób tego więcej, bo jeszcze dostanę zawału i kto wtedy będzie ratował świat?
-Oki, rozejm - Requel podniósł ręce w geście poddania. - Ktoś musi też ratować mój tyłek przed konkurencją - zachichotał - a czary Xiisia nie zawsze trafiają do przekonania opornych.
-Dzięki - syknęła panna Vogel. - Przedtem twierdziłeś, że na moje zaklęcia nie ma mocnych!
Nagle do uszu podróżnych dobiegł mrożący krew w żyłach (i bębenki w uszach) krzyk. Chwilę później z krzaków wypadła jakaś człowiekopodobna postać w poszarpanym ubiorze. Widząc wóz na drodze, najpierw powzięła postanowienie czmychnięcia w zarośla po przeciwnej stronie, jednak pięć sekund później zmieniła zdanie i władowała się na wóz.
Podróżni popatrzyli w otępieniu na kobietę, która wcisnęła się między beczki i nie dała się już stamtąd wydobyć. Milo, na którym właśnie usiadła poszkodowana, kraknął przeciągle i resztką sił wyczołgał się na wolną przestrzeń.
-Wilki... - wybełkotała. - Ratujcie!
-Koło Is? To jakaś nowość - zdziwił się Requel.
-No i masz zlecenie na życzenie - odezwała się panna Vogel, uspokajając Arewa.
-No ba, Xiit. Mówisz i masz - Carys wzruszyła ramionami. - Ktoś tam w górze dba, żebyśmy nie obrosły tłuszczykiem i całkiem nie zdziadziały.
-Siostra, jeszcze trochę tej gadki i nas też pogryzą w zadki - Requel szarpnął ją za ramię - a wcale nie mam ochoty na bliskie spotkania z kłami tych brudasów!
Carys odruchowo trzasnęła batem i konie ruszyły z kopyta, gdy na ścieżce, w ślad za poturbowaną kobietą, pojawiły się nastroszone włochate kształty, obnażając kły na podróżnych.
Końcowy odcinek drogi do posiadłości przebyli w ekspresowym tempie, gonieni przez żądne krwi zwierzęta, które ustąpiły dopiero po zderzeniu z drzwiami stajni, w której zabarykadowali się podróżni. Carys była tylko zła na brata, który zamiast ubić kilka co bardziej włochatych i tłustych bestii, omal jej nie udusił, zapalając się do popędzania biednych koni, które dały z siebie dosłownie wszystko.

***

-Na czym to stanęliśmy? - zapytała panna Velmondo, z ulgą opierając się o drzwi stajni.
Reszta podróżnych wytrzeszczyła na nią przerażone oczy, gdy solidne wrota zadrżały pod kolejnym uderzeniem wilczych pazurów, jednak skobel wytrzymał. Niechętnie opuścili dotychczasowe stanowiska na wozie i zbili się w gromadkę w boksie dla koni. Arew wygramolił się spod worków z cukrem i poprawił sierść na łebku, szukając wzrokiem kruka.
-Chyba wymienialiśmy grzeczności - Xiitane podjęła temat.
-A, faktycznie - palec Carys powędrował w górę niczym pytajnik domagający się uwagi od zebranych. - Jestem Carys, to mój brat Requel i kumpelka Xii - drowka skompresowała prezentację do minimum.
-Miło mi. Ja jestem Nanette Zawadka - uśmiechnęła się poturbowana kobieta, podając rękę.
-Była jeszcze mowa o pewnej robocie do wykonania - przypomniała srebrnowłosa.
-Ależ Xiiś, czy ja wyglądam na sklerotyczkę? - Carys popatrzyła na towarzyszkę takim wzrokiem, że ta tylko kiwnęła z politowaniem głową i dopowiedziała w myślach, że niedługo oprócz sklerozy odezwie się pewnie i alzheimer.
-No właśnie, a skoro już o tym mowa... - wtrąciła Nanette, lecz jej słowa utonęły w chaosie, który zapanował po kolejnym głuchym odgłosie za drzwiami stodoły.
Mocny rygiel zatrzeszczał ostrzegawczo, a w powstałej na środku wrót dziurze przez moment błysnęło wściekłe wilcze ślepie. Carys z furią grzmotnęła grabiami w zwierzęcy pysk, który wcisnął się w ową dziurę i stwór zaskowyczał, czmychając spod drzwi jak niepyszny.
-O ile jeszcze pamięć mnie nie zawodzi, braciszku, miałeś kiedyś fajny odstraszacz na wilki - mruknęła drowka spoglądając na powyginane grabie.
-Pewnie został na strychu - Requel potarł brodę w zamyśleniu. - Porządki Kolmy, chyba pamiętasz...
-No to utknęliśmy na dobre - Xiitane usiadła na najbliższej stercie słomy.
Arew z miauknięciem otarł się o jej nogę i nastroszył wąsy na dźwięk wilczego wycia. Milo wychylił łebek spod kłujących słomek i kraknął.
-Niekoniecznie. Przecież wiesz, że mój brat to maniak tajnych przejść i sekretnych skrytek. Mam rację? - Carys przystawiła śrubokręt do szyi brata. - A propos zawsze się zastanawiałam, gdzie przeniosłeś to swoje laboratorium po nieudanym eksperymencie z bombą dymną.
-Chyba jeszcze nie wyczaiłaś bazy, a masz ją pod samym nosem - Requel wyszczerzył ząbki.
Carys popatrzyła na trzymany śrubokręt i pokiwała głową. Na ziemi walało się jeszcze wiele podobnych narzędzi ze składu panicza Velmondo czyhając na nieostrożne stopy nieuświadomionych o zagrożeniu. Dwa ostatnie boksy wypełniał cięższy sprzęt starannie teraz okryty szarymi płachtami.
Nagle tuż nad ich głowami rozległ się stłumiony łomot. Brzmiało to tak, jakby ktoś zderzył się z kredensem wypełnionym po brzegi szklanymi precjozami i, niczym słoń w składzie porcelany, rozpoczął ich dewastację.
-Chyba ktoś nam się włamał do interesu - Requel popatrzył w sufit. Jego siostra schwyciła pierwszą lepszą miotłę, jaka napatoczyła jej się pod rękę, i ponagliła brata do ujawnienia przejścia, którym wybywał z posiadłości do stajennego laboratorium.
Pięć minut później znaleźli się w ciemnej przestrzeni piętro wyżej, w której Xiitane rozpoznała jadalnię. Towarzystwo na paluszkach ruszyło ku smudze światła wydobywającej się zza drzwi do salonu, starając się nie narobić zbytniego hałasu. Zresztą złodzieje ograbiający właśnie posiadłość, byli tak pochłonięci robotą, że nie zauważyliby pewnie nawet szarżującego nań oddziału drowów.
-Znowu przyciąłem sobie paznokieć! - syknął czyjś, ewidentnie męski, głos.
-Nie jęcz jak baba, tylko pakuj! Licho wie, co drzemie w tym dworze - powiedział drugi głos, czemu towarzyszył brzęk zastawy upychanej w worku.
-Beld? - syknęła Xiitane tuż nad uchem Carys, zerkającej przez szparę między drzwiami a framugą. - A to bandyta!
-Słyszałem, że podobno tu straszy - odezwał się pierwszy głos, któremu zawtórował śmiech trzeciego złodzieja, niewątpliwie należący do Anarona Duke'a.
-Nie gadaj! - prychnął, zawiązując worek.
Odwrócony plecami do drzwi, nawet nie zauważył, kiedy stanęła za nim Carys z bardzo groźnym wyrazem twarzy i jeszcze groźniej wyglądającą miotłą. Beld i dwóch jego towarzyszy w mig zapomniało o zbieraniu sreber z podłogi, i tracąc zdolność mówienia, wzięło nogi za pas, ewakuując się przez okna.
-A was co, pogięło? - Anaron podrapał się po łepetynie.
-A żebyś wiedział - syknęło coś za jego plecami i złodziejaszek omal nie dostał zawału na widok postaci przyczajonej w mroku, mierzącej w niego wiechciem starej miotły.
-To niemożliwe! Jak się tu zmaterializowałaś? Przecież byłaś w Illaivlen!
-Podobno w tym domu straszy, a kto bardziej, jak nie ja, nadaje się do tej roboty? - Carys groźnie zmarszczyła brwi. - A zapewniam cię, że uwielbiam tą robotę jak diabli!
Anaron przetarł oczy z niedowierzaniem, raz i drugi, a gdy upiorne licho nadal nie raczyło zniknąć, podsumował całą sytuację, i nie widząc innego wyjścia, ruszył za kumplami, wybijając jeszcze jedną szybę na półpiętrze i włączając przy tym kilka alarmów.
Stadko wilków na zewnątrz rozpierzchło się ze skowytem po pobliskich polach, a czterech bandytów, którzy w międzyczasie zdążyli poczuć na tyłkach ostrość zębisk tych bestii, odetchnęło z ulgą. Nie na długo jednak. Zanim i oni zdążyli ulotnić się z miejsca przestępstwa, nadjechała brygada policyjna z Is i zakuła w gustowne bransoletki całe towarzystwo, nie zważając na tłumaczenia i groźby.
-Chyba mamy awans w kieszeni - uśmiechnął się pod wąsem dowódca brygady. - Buźki pasują do rysopisu. To pewnie ta banda kleptomanów, która ostatnio narobiła szkód w Edelvin.
-Wypraszam sobie, jestem porządną obywatelką! - obruszyła się Carys. - Zostałam oskarżona o napad na własne mienie! Koniec świata!
Milo, siedzący na jej głowie, zawtórował jej kraknięciem.
-Ta pewnie jest szefem bandy - policjant schwycił Carys pod ramię i wsadził do drewnianej budy na kółkach będącej wozem policyjnym, gdzie z nieszczęśliwymi minami siedział już kwartet złodziejski.
-Lepiej od razu ją w kaftanik - dodał jego kumpel, osłaniając się przed celnymi kopniakami rozeźlonej drowki.
-Ktoś za to zdrowo beknie! Req, gdzie te twoje wilki, kiedy są potrzebne? - wrzasnęła Carys.
-Wybacz, ale do tresury dzikich bestii jeszcze nie doszedłem.
Drzwi wozu zamknięto na potężną kłódkę i delikwentów zawieziono na posterunek celem wytłumaczenia się z nocnej awantury.

***

Ostre światło lampy prawie oślepiło Carys.
-Radzę pani po dobroci, żeby w końcu zaczęła pani odpowiadać na pytania - komendant przesłuchujący drowkę powoli zaczynał tracić cierpliwość - bo może się to bardzo źle dla pani skończyć.
-Zupełnie nie rozumiem, co panowie do mnie mają - Carys wzruszyła ramionami. - Zostałam napadnięta we własnym domu. A przez kogo? Przez funkcjonariuszy policji! Skandal! Jak stąd wyjdę, możecie być pewni, że każdy najgorszy szmatławiec opisze tą historię, a sprawa zakończy się w sądzie! - krzyknęła na policjanta, który uporczywie świecił jej lampą po oczach. - I zabierz pan tą żarówkę, póki cała, bo nie ręczę za siebie!
-O-ho ho - komendant aż zatarł ręce. - Czyżby próba zastraszenia? Chce pani tu dłużej posiedzieć? - nagle nachylił się nad drowką i schwyciwszy za koszulę na jej grzbiecie, ryknął wprost do jej spiczastego ucha - Co pani robiła w tym domu w nocy z 2 na 3 marca? Tylko bez krętactw, bo wykrywacz kłamstw powie nam prawdę!
-Jak taki mądry, to zapytajcie jego!
-Moi podwładni dysponują bardzo szerokim asortymentem tortur, więc lepiej, jeżeli zacznie pani gadać.
-A mogę śpiewać? - zakpiła Carys. - Powiedziałam już wszystko. Jak chceta, to se włączta te kasety i ich słuchajcie, to może was olśni, w co raczę wątpić!
-Komendancie, ktoś do pana - policjant dyżurujący zawołał z korytarza.
Komendant, niezbyt zadowolony tym, że właśnie przerwano mu nader ciekawą robotę, poprawił czapkę, naciągnął mundur, i ze znudzeniem w oczach wyszedł z pomieszczenia. Carys wykorzystała ten moment do małego sabotażu. Szybkim ruchem owinęła, wijący się po podłodze, przydługawy kabel lampy o stopę i silnie pociągnęła. Instalacja zaiskrzyła, zasyczała i narzędzie tortur z głośnym pyknięciem zgasło, powodując popłoch wśród umundurowanych, którzy, jak na komendę, rzucili się na drowkę i przycisnęli ją do fotela, by nie spróbowała uciec.
Na szczęście komendanta ominęła ta akcja.
Będąc na korytarzu, ze zdenerwowaniem rozejrzał się po petentach, tłoczących się w holu.
-O, witam, panie hrabio. Jak zdróweczko? - komendant ledwie zobaczył hrabiego Caleba, nie przestawał giąć się w pokłonach. - Ktoś do mnie, tak? - przy najbliższej okazji szturchnął pod żebro policjanta winnego niedopatrzeniu i nieodpowiedniemu powitaniu głównego sponsora komendy.
Hrabia Velmondo nie wyglądał jednak na zagniewanego. Jego mina wyrażała raczej wątpliwość, co do skuteczności działania tej organizacji. Szybko usunął się z drogi zakajdankowanego krasnoluda, którego spojrzenie niejednego mogło przyprawić o dreszcze.
-Poinformowano mnie, że moja córka została przez was zatrzymana - wyjawił powód swojej wizyty.
-Córka? O ile mi wiadomo, pański syn po złożeniu zeznań został wypuszczony... - zaczął komendant, prowadząc gościa do swego gabinetu.
-Mam dwoje dzieci - uzupełnił hrabia wesoło.
-Aha - mina komendanta wydłużyła się nieco. - Jak wygląda ta pańska córka?
-Długo by tłumaczyć - hrabia chwilę poszperał po kieszeniach. - Dokładnie tak - dodał, pokazując rodzinny portrecik. Komendant zrobił niezdecydowaną minę na widok dwóch drowich postaci, szczerzących do niego ząbki z fotografii. Jedna z nich wyglądała identycznie, jak osoba, którą właśnie przesłuchiwano. Komendant byłby bardziej skłonny uwierzyć, że hrabia padł ofiarą szantażu, a zdjęcie jest zwykłym fotomontażem, lecz Caleb uparcie twierdził, że rudowłosa "bestia" ze zdjęcia to jego żona, a wierna kopia tegoż stwora - to jego córka.
-To by wszystko tłumaczyło - szef policji podrapał się po łysinie, z zakłopotaniem oddając zdjęcie Calebowi.
-Będę zobowiązany, jeżeli... - uśmiechnął się hrabia.
-Oczywiście, jak najbardziej - komendant oddalił się, gnąc w pokłonach, i zniknął za drzwiami pokoju przesłuchań. - Wypuścić tą napaloną babę i to już - syknął do przesłuchującego, który właśnie coś notował w notesie. - Ona jest od sponsora.
Policjanci, jak jeden mąż, rzucili się, by rozwiązać przywiązaną do krzesła i zakneblowaną drowkę.
-No i kto miał rację? - sarknęła Carys, dumnie wypinając pierś. - Pamiętaj, co ci obiecałam - pogroziła palcem komendantowi, który cicho zaklął pod nosem, gdy panna Velmondo w końcu wyszła. - Nie musiałeś się tatko fatygować - Carys mocno uścisnęła ojca. - Już prawie znaleźliśmy z panem komendantem wspólny język. Aha, tatko - nagle coś sobie przypomniała - trzeba jeszcze wpłacić kaucję za Xiisia...
-Ona też tu siedzi? - hrabia zdziwił się nieco.
-Na nasze nieszczęście, nie należy do rodziny, i w złym momencie znalazła się w naszym domu - Carys skrzywiła się na wspomnienie wydarzeń owej pamiętnej nocy przed trzema dniami.
Caleb bez oporów poszperał w kieszeniach w poszukiwaniu sakiewki i zasilił kasę posterunku dosyć sporą kwotą, którą wyznaczono za zwolnienie Xiitane, chociaż komendant żywo zarzekał się, iż nie weźmie od hrabiego ani złotówki. Gdy jednak monety posypały się po stoliku, szybko zgarnął je z widoku i wystawił pokwitowanie, o które upomniał się hrabia.
Chwilę później Velmondowie i panna Vogel pospiesznie opuszczali komendę mając wielką nadzieję już więcej nie oglądać jej od wewnątrz.
-Z wami to ja sobie pogadam... - komendant nerwowo zabębnił o biurko. - Kto zaczął o tym awansie? To nie ta banda! - wrzasnął do zgromadzonych w dwuszeregu podwładnych.
Stróże porządku popatrzyli na komendanta z głupimi minami.
-Ale to komendant zaprosił tu inspektora - zauważył w końcu ten, który tak natrętnie świecił Carys po oczach podczas przesłuchania.
-Sierżancie Gamonko, was obarczam zadaniem wytłumaczenia się z tego całego bigosu przed inspektorem - powiedział poważnie komendant. - Mnie w to proszę nie mieszać.
Sierżant Gamonko głośno przełknął ślinę, doskonale wiedząc, co może go czekać, gdy inspektor dowie się, że na próżno fatygował swą osobę do komendantury Is. Degradacja ze stanowiska jak nic!
-Ciekawe, co napisze w raporcie - mruknął jego kolega, gdy komendant z trzaskiem drzwi zniknął w czeluściach swojego gabinetu.

***

-Trzeba kogoś wynająć do pilnowania domu - mruknął Requel z nietęgim marsem na czole. Po ostatnich przygodach wolał dmuchać na zimne, chociaż, wedle jego rozeznania, w posiadłości niewiele nadawało się do pilnowania.
-Spoko, braciszku. Zapomniałeś, że mam jeszcze sprawną kuszę? A na razie nie narzekam na nadmiar roboty - idąca za nim Carys zgłosiła się na ochotnika, co Requel przyjął nader chłodno.
Carys miała tendencję do pakowania się w kłopoty i pan Velmondo obawiał się, że za jej stróżowania w tajemniczych okolicznościach rozpłynie się także reszta, cudem ocalałego, dobytku.
-Obawiam się, że w mieście nie znajdziesz żadnego wolnego ochroniarza - hrabia Caleb podchwycił wątek. - Po ostatniej fali kradzieży idą jak świeże bułeczki.
Carys schwyciła Requela i Xiitane za ramiona i popatrzyła na nich z podejrzanym błyskiem w oczach.
-Aha! - zatarła ręce. - To chyba coś dla nas, prawda Xii?
Srebrnowłosa podrapała się po głowie i popatrzyła z wyrzutem na hrabiego, który z niewinną miną wsiadał właśnie do powozu. Carys, która podchwyciła najwyraźniej jakiś trop, ruszyła przed siebie środkiem ulicy powodując spore zakłócenia w komunikacji. Kilka wozów zdążyło nawet zderzyć się ze sobą i utworzyć spory karambol, lecz drowka niewiele sobie zrobiła z pomstowania woźniców.
-Kiedy mam się was spodziewać? - zapytał hrabia, widząc niezdecydowane miny Requela i Xiitane trzymającej w objęciach kotka.
-Jak Carys przejdzie ochota na prowadzenie dochodzenia - westchnęła elfka, ruszając za przyjaciółką.
-Ja chyba kogoś zamorduję - syknął Requel, podążając jej śladem. Tuż nad jego głową unosił się zdezorientowany Milo, któremu jego pani nagle gdzieś się zapodziała w powstałym, z jej przyczyny, ulicznym ambarasie.
Zdezorientowany hrabia popatrzył za biegnącymi i wzruszył ramionami.
-Następną kaucję Carys odrobi pracami społecznymi - skwitował i cmoknął na koniki, zachęcając je do truchtu.
Drowka, wiedziona przeczuciami, skierowała się ku kuźni, z której, jak było jej wiadomo, zniknęło ostatnio najwięcej narzędzi. Złodzieje odpowiedzialni za braki, wykazali się wyjątkową pomysłowością w wyborze celu, chociaż... kto w dzisiejszych czasach kupiłby taki kradziony towar? Antyki czy biżuteria ze szemranych źródeł znacznie zyskiwały na wartości. Nie to co, na przykład, młotek, albo miech kowalski.
-Dzień dobry, panie szanowny - Carys energicznie zastukała w uchylone drzwi i, nie czekając na odpowiedź, weszła do kuźni. - Czy zginęło panu coś ostatnio z warsztatu? - zapytała.
-A pani co do tego? - kowal obrzucił ją gniewnym spojrzeniem, które wprost zachęcało do opuszczenia skromnych progów jego królestwa. Na widok Requela i Xiitane, których twarze pojawiły się w wejściu, całkiem stracił cierpliwość. - Co to do licha za kontrola! Zjeżdżać, ale już! - warknął, na co Carys zamachała przed jego nosem jakimś identyfikatorem, (najprawdopodobniej zwiniętym z posterunku).
-Inspektor Caryska, Postrach Północy - powiedziała, chowając identyfikator do kieszeni, zanim kowal zdążył dokładniej się mu przyjrzeć (i stwierdzić, iż jest na nim nazwisko sierżanta Alfreda Gamonki). - Zajmuję się sprawą kleptomanów z Edelvin - poinformowała, zerkając kątem oka na brata, który wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że jeżeli natychmiast nie skończy tej farsy, to marny jej los.
-Pani, wynieśli mi połowę dobytku, a pani się pyta, co zginęło? To chyba widać gołym okiem! - zawołał kowal.
-Nie otrzymaliśmy spisu skradzionych rzeczy, wobec powyższego jestem upoważniona do sporządzenia listy - Carys wyjęła notatnik. - Mogę się rozejrzeć? - zapytała, przywołując na twarz najbardziej czarujący uśmiech.
-A gap się pani, ile wlezie - kowal machnął ręką i wrócił do swojej pracy. - Byle od tego gapienia coś jeszcze mi stąd nie zniknęło!
Carys odchrząknęła i skinęła na towarzyszy nadal stojących w progu.
-Xii, lupa - wyciągnęła rękę.
Srebrnowłosa westchnęła i rzuciła zaklęcie przywołujące wybrany przedmiot.
-Przydałaby się czapka - zauważyła drowka, wycierając szkło lupy znalezioną w kieszeni chusteczką.
-Sherlocku, a może wyczarować ci też fajkę, co? - Xiitane zmarszczyła brwi.
Carys nie zauważyła jej sarkazmu, zbyt zajęta lustracją najbliższych półek i szafek.
-Interesujące... Nic tu nie ma... - mruknęła i aż wrzasnęła, gdy nagle w polu lupy znalazła się mordka Arewa. Kot popatrzył na nią w osłupieniu i czym prędzej czmychnął do swej pani.
-Nic dziwnego, Sherlocku Holmesie, żona kowala rano wysprzątała kuźnię - Requel podniósł wiadro wraz z resztką wody i pływającą weń szczotką.
-To się nazywa zacieraniem śladów! Może ona jest w zmowie? - Carys w zamyśleniu potarła brodę.
-W zmowie z kim? - wpadł jej w słowo kowal, omal nie doprowadzając do zawału drowki. - Jednego już przegoniłem z szafy!
-Pan pozwoli, że zajmę się rozpatrzeniem poszlak. Dam znać, jak znajdę złodzieja - Carys szybko ucięła rozmowę i pociągnęła resztę na zewnątrz. - No i klops - westchnęła, siadając na stojącej przy drzwiach beczce. - Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Ale rozwikłam tę tajemnicę!
-Nie ma żadnej tajemnicy - zebrani usłyszeli cichy głosik Nanette, która jakimś sposobem zdołała ich odnaleźć.
-Co?! - trójka niedoszłych detektywów popatrzyła na nią z niedowierzaniem.
-To mój brat, kleptoman i jego tresowane wilczury - wyjaśniła dziewczyna, spuszczając wzrok.
-Chyba zanosi się na poważną rozmowę - Requel pokiwał głową.
-Gdzie jest twój brat? - zapytała Xiitane.
-Powiem wam, jeżeli obiecacie, że mu pomożecie - Nanette postawiła warunek.
-Zgoda - Carys skinęła głową i, po obliczeniu czegoś na palcach, dodała: - Znajdziemy dla niego dobrego adwokata.

***

Podróż do domu Zawadki zabrała im grubo ponad dwie godziny.
Chociaż Nanette i Aldrian mieszkali niecałą milę od miasta Is, leśny trakt po ostatnim ociepleniu zamienił się w błotnistą breję, w której wóz szybko utonął.
-Trzeba było jechać wierzchem - zauważył Requel, po raz kolejny tego popołudnia podkładający pod koła znalezione na poboczu gałęzie i kamienie.
-Nie marudź, braciszku, tylko pomóż - stęknęła Carys, podpierając plecami tył wozu - bo za chwilę coś jeszcze w tym utonie - z grymasem spojrzała na upaćkane do kolan buty, które z trudem wydostawała z błocka. Mlaszczący odgłos, jaki przy tym wydobywał się z brei, napawał ją obrzydzeniem. Milo, który właśnie przycupnął na wozie, zakrakał złowieszczo.
Xiitane siedząca na koźle cmoknęła na konie i niedoszła pani inspektor wylądowała twarzą w błocie.
-Xii! Zamorduję! - wrzasnęła, a Requel zachichotał. - A ty nie rechocz! - syknęła i rzuciła w niego naprędce uformowaną kulką błota.
Mężczyzna z obrzydzeniem starł z twarzy maź.
-Odbiło ci? - powiedział już mniej wesoło, i sam rzucił w siostrę błotem.
Pięć minut później rodzeństwo na dobre zaczęło "smarowanie", a siedząca na wozie Xiitane skrzyżowała ręce na piersiach i westchnęła.
-Czasem zaczynam wątpić w to, czy skumplowałam się z osobami zrównoważonymi psychicznie - powiedziała do Nanette, głaszcząc Arewa. - Carys, pozwól no tu na sekundę! - zawołała na towarzyszkę, i gdy ta w końcu zarzuciła dotychczasową "rozrywkę", pokazała na wóz, który znów do połowy kół zatonął w błocie.
Drowce opadły ręce, ale zakasała wybrudzone rękawy i podparła wóz ramieniem.
-Tylko ostrożnie z tą bryką, bo się nie domyję! - zawołała do srebrnowłosej.
W końcu, po zaliczeniu jeszcze kilku podobnych wpadek w błotne kałuże, dotarli na miejsce.
Dom Zawadków stał na małej polance. Przy pobielonych ścianach leżały staple porąbanego drewna na opał, ułożone starannie od największych do najcieńszych i najkrótszych na samym wierzchu. Małe okienka były przysłonięte zasłonami a z komina snuła się leniwie smużka dymu. Stary, porośnięty mchem dach nie wyglądał zbyt stabilnie.
Carys pierwsza zeskoczyła z wozu i gestem nakazała reszcie absolutną ciszę.
-Złapiemy drania na gorącym uczynku - szepnęła, ostrożnie skradając się w kierunku drzwi. Wymacała klamkę i sprawdziła, czy jest otwarte. - Niech to szlag, zabarykadował się!
Nie namyślając się długo, z rozpędu kopnęła w drzwi. Słabe zawiasy puściły razem z masywnymi wrotami i wpadły do środka, razem z Carys, której noga ugrzęzła w wybitej w nich dziurze.
-Miałam klucz - odchrząknęła Nanette wyciągając z kieszeni pęk i kontemplując nowo powstałą szkodę.
Carys, leżąca na progu, mruknęła coś do siebie po drowiemu i dobywając kuszy wpadła do domku.
-Inspektor Carys, Postrach Północy...! - krzyknęła i zamilkła, z dezorientacją rozglądając się po wnętrzu. Wszędzie panował nieopisany bałagan. Na stolikach i szafkach piętrzyły się stosy papierów i kubków po niedopitych napojach i ekspresowych zupkach. Pod ścianą, powrzucane jedne na drugie, piętrzyły się dziwaczne konstrukcje. A wszystko to pokrywała warstwa kilkutygodniowego kurzu, od którego Milo, jak na zawołanie, zaczął kichać. - Aldrianie Zawadka proszę o ujawnienie swojej osoby! Jest pan zamieszany w serię kradzieży dokonaną w Is...! - Carys kontynuowała już mniej pewnym tonem, omijając konstrukcje i ostrożnie rozglądając się dookoła.
-Nie ma go tutaj - zauważył Requel, podnosząc ze stolika niedopitą, zimną kawę, która wyglądała na ostatnio przyrządzoną. - Ewidentnie zwiał przed twoim ramieniem sprawiedliwości jakieś dwie godziny temu - dodał kpiąco.
-No i klops - miauknął Arew.
Requel z zaciekawieniem przyjrzał się skonstruowanym przez Aldriana urządzeniom, zgromadzonym w wąskim pokoiku.
-Niesamowite! To wszystko skonstruował twój brat?
Nanette przytaknęła.
-Czym tak naprawdę się zajmuje?
-Jest konstruktorem - amatorem. Oblał na trzecim roku i go wywalili - wyjaśniła. - Powiedział, że im jeszcze pokaże, na co go stać, i że pożałują, że go wylali. Kleptomanem został przy okazji - dodała po chwili.
-A dlaczego goniły cię wilki? - zapytała Xiitane.
-Chciałam zwrócić rzeczy, które brat zabrał, ale się na mnie wściekł. Bez nich nie miałby jak konstruować tych swoich dziwactw i może przeszłaby mu ta mania. Skonstruował jakieś urządzenie, dzięki któremu wilki go słuchają...
-A gdzie jest teraz? - zapytała Carys, która zdążyła już zrewidować cały budynek.
-Pewnie jest w swojej pracowni w pieczarze... - zaczęła Nanette i nagle chwyciła się za głowę. - Musimy go powstrzymać, zanim będzie za późno! - krzyknęła, wybiegając z chatki.
Reszta ruszyła za nią pędem i wylądowała na jej plecach, gdy Nanette, nagle coś sobie przypominając, zatrzymała się w wejściu. Panna Zawadka szybko zaczęła przerzucać stosy papierów brata czyniąc bałagan jeszcze bardziej chaotycznym.
-Gdzie jest ta pieczara? - zapytała Xiitane, rozcierając nabitego przy zderzeniu siniaka.
-Nad strumieniem, ale muszę znaleźć mapę. To tajna pracownia braciszka, ale Aldrian zawsze wszystko notuje. Jest strasznie zapominalski. Wiem, że narysował mapkę, jak tam trafić... - powiedziała Nanette. - O, jest! Ale musimy iść na piechotę, bo wóz nie przejedzie.

***

Gdy Xiitane założyła alarm na wypożyczony wóz, by podczas ich nieobecności nikt niepowołany przypadkiem nie przywłaszczył sobie bolidu, ruszyli w drogę do pieczary. Wąska ścieżynka przedstawiała się jeszcze gorzej niż trakt, którym dotarli do domku Zawadków. Na pewnym odcinku ostro opadała w dół tuż obok wysokiego i wąskiego wodospadu. Droga najeżona była wystającymi z podłoża ostrymi czubkami kamieni i na wpół zgniłymi korzeniami drzew, na których szybko darły się podeszwy.
-W wyposażeniu inspektora powinny się znaleźć gumowce - zauważyła Carys, ostrożnie zjeżdżając po stromej ścieżce. Na mchu który ją porastał, zbierały się kropelki wody z wodospadu, czyniąc ją przez to bardzo śliską.
-Już ja widzę, jak po tej wyprawie będą wyglądały moje niedzielne pantofelki - stęknęła Xiitane, patrząc w ślad za towarzyszką i poszukując bezpieczniejszego zejścia. Owinięty dookoła jej szyi Arew nastroszył futerko, przesiąknięte już wodą, i próbował zasłonić pyszczek łapką, by nie widzieć, dokąd pakuje się jego pani.
-Pospieszcie się! - zawołała z dołu Nanette, przekrzykując huk wodospadu.
-Łatwo jej mówić - syknęła do siebie Carys. W tym właśnie momencie straciła oparcie i zjechała po stromiźnie na tyłku, wprost pod nogi przewodniczki. - Zgodnie z życzeniem, Nanette, przyspieszyłyśmy kroku - wypluła z ust mech i zeszłoroczne liście.
Z oddali dobiegł ich głośny wybuch. Zobaczyli chmurę dymu wzbijającą się ponad korony drzew. Chwilę później brunatne opary dotarły do nich i towarzystwo zaczęło potwornie kaszleć.
-To robota mojego braciszka - syknęła Nanette, osłaniając usta i nos kawałkiem wilgotnej chusteczki.
Xiitane szybko rzuciła czar pochłaniający opary i drużyna pobiegła w ślad za przewodniczką. Dojrzeli w końcu pieczarę, z której wydobywały się resztki zabójczego dymu. Na czworakach wyczołgiwał się z niej jakiś osobnik o strasznie wybrudzonym i wystrzępionym ubraniu. Jego gęste włosy, nieokreślonego koloru, w nastroszonych zawijasach sterczały na wszystkie strony. W okularach brakowało kawałków szkła, które popękało zapewne podczas wybuchu.
Aldrian, bo to właśnie był on, wstał z klęczek i zarechotał jak wariat, wyciągając zaciśnięte dłonie ku niebu.
-Udało się! Teraz wam pokażę, jaki geniusz odrzuciliście, przeklęte jajogłówki! - wrzasnął.
Carys i Xiitane popatrzyły po sobie i pokiwały głowami z politowaniem.
-Ale przyjemniaczek z tego twojego braciszka - mruknął Requel, który przycupnął tuż za nimi.
-Aldrian może i nie jest księżniczką, ale potrzebuje waszej pomocy - westchnęła Nanette.
-Taa... A może lepiej będzie, jak go umówisz z psychiatrą? - zasugerowała panna Velmondo, ściągając z ramion kuszę.
Nanette wytrzeszczyła na nią przerażone oczy, widząc jak drowka wyciąga z kieszeni bełty.
Nagle coś przykuło uwagę Aldriana i gwałtownym ruchem odwrócił się, wskazując osmalonym palcem w zarośla, w których ukrywali się bohaterzy.
-A niech to! Wyczaili moją kryjówkę! - krzyknął. - Nasłali na mnie agentów! Szpiedzy! Szpicle! - jednym susem schował się w pieczarze.
-Aldrian! To przyjaciele! - Nanette wybiegła na polankę.
-A więc to ty stoisz za tym spiskiem! - huknęło z pieczary. - Moja własna siostra! Precz!
-Nie, nie, nie! Braciszku, to nie tak! Posłuchaj...!
Do uszu zdębiałego towarzystwa dobiegł przeciągły gwizd. Nanette, dobrze wiedząca, co on oznacza, czym prędzej zrobiła w tył zwrot i zwinnie, niczym łasica, zaczęła się wspinać na najbliższe drzewo. Chwilę później na polanie zaroiło się od wilków i reszta towarzystwa zrozumiała pośpiech, z jakim przewodniczka podjęła wspinaczkę.
Nim Xiitane i Carys zdążyły równie asekuracyjnie wspiąć się na drzewa, wilki porządnie podarły im ubrania, zwłaszcza wściekle atakując obuwie.
Z wnętrza pieczary dobiegł kolejny gwizd, nieco inaczej zaintonowany. Polana zaroiła się od leśnych stworzeń, które z furią rzuciły się na przybyszy.
-Xii, zrób coś! Trzeba tego lisa wykurzyć z nory! Chyba wytresował całą leśną bandę! - wrzasnęła Carys, uparcie machając nogą, na której właśnie uwisł skunks.
-Tylko patrzeć, jak zawoła niedźwiedzie - stęknął Requel, siedzący na drzewie tuż obok i odganiający butem wilki i nornice.
-Ludzie, czy ja wyglądam na chodzącą księgę zaklęć? - jęknęła Xiitane, próbując uspokoić wystraszonego pupila, drapiącego ją po twarzy w desperackiej próbie wdrapania się piętro wyżej. - Chyba już mam! - krzyknęła, łapiąc za ogon skunksa, z którym bezskutecznie zmagała się drowka.
Po kilku zaklęciach kosmetycznych, futrzaste zwierzątko zamieniło się w włochatą kulę.
-No i nasza bomba-śmierdziuszka prawie gotowa. Teraz tylko ktoś musi podrzucić ją do legowiska potwora - rozejrzała się po towarzystwie, które z przerażonymi minami popatrzyło na elfkę. Xiitane wyjęła z czupryny towarzyszki przyczajonego Milo i gestami wytłumaczyła mu, co ma zrobić ze skunksową kulką. Kruk, z pewnymi oporami, chwycił w pazurki zwinięte futerko i podrzucił ją do jaskini.
Kilka minut później z jej wnętrza wybiegł Aldrian, z rękoma w górze, a tuż za nim poczłapywał rozeźlony skunks, próbując dociec, kto go tak podle urządził.
-Poddaję się! Bierzcie co chcecie, tylko weźcie śmierdziela! - wrzasnął konstruktor.
-Jesteś kopalnią pomysłów, skarbie - Carys pogratulowała Xiitane.
-Nie ma to jak kombinowane zaklęcie na poczekaniu! - elfka wyprężyła się z dumą.

***

-No, no, nieźle się tu urządził - powiedziała Carys, rozglądając się po wnętrzu pieczary.
Właściwie był to cały kompleks grot, a wszystkie zostały po brzegi wypełnione wynalazkami Aldriana Zawadki, niedoszłego sabotażysty pewnej uczelni. Na środku największej stała dziwna maszyna na metalowych kołach, z której komina wydobywały się resztki podejrzanego dymu. Carys przypominała ona wielką, metalową beczkę z kominem na przedzie i doczepioną do tego śmieszną budką, w której, jak zdążyła się zorientować, znajdowało się palenisko niewiadomego przeznaczenia.
-Truciciel środowiska - Xiitane zatkała nos i wyrecytowała zaklęcie, które zamieniło maszynę w kupkę poskręcanego złomu. - I po sprawie - elfka zadowolona z siebie otrzepała ręce i ruszyła do następnej pieczary, w poszukiwaniu innych, potrzebujących podobnego unieszkodliwienia urządzeń. Tuż za nią, z dumnie podniesionym ogonem, maszerował Arew, rozglądając się za myszastymi lokatorami jaskiń.
-Niee! Coś ty zrobiła najlepszego! Moja lokomotywa!! - wrzasnął Aldrian, wbiegając do pieczary akurat wtedy, gdy Carys zaczęła zmiatać złom w najbliższy kąt, mrucząc pod nosem coś o niszczeniu dowodów rzeczowych i poszukując odpowiedniej taczki, na której zdołałaby przetransportować ją w obecnym stanie. - Dwa lata harówy na marne przez jedną nadgorliwą babę! - szarpnął za pokręcone loki.
-Brat, gdzie się szwendasz? - Carys groźnie mruknęła z kąta, zajęta pakowaniem kawałków żelastwa. - Miałeś go chyba pilnować, żeby mi nie przeszkadzał!
-Spoko, wszystko pod kontrolą - Requel odkrzyknął z sąsiedniej pieczary pochłonięty do reszty lustrowaniem innych wynalazków Zawadki. Głośny brzęk i przekleństwo blondyna, które chwilę później rozległo się echem po pieczarach, zaświadczyło, że zajął się tym bardzo dokładnie i szczegółowo.
Aldrian, widząc, że nikt go nie pilnuje, pochwycił torbę z narzędziami, którą miał przygotowaną na boku, i na paluszkach dał dyla, zanim rodzeństwo spostrzegło, co się święci. jego nieobecność pierwsza zauważyła Xiitane, która po zamienieniu w pył kilkunastu podejrzanych maszyn, wróciła, by zorientować się, jak długo jej towarzyszka ma jeszcze zamiar zamiatać poskręcane resztki lokomotywy.
-Carys, a gdzie posialiście tego wariata? - zapytała, zerkając do sąsiedniej jaskini, w której blondyn właśnie leżał rozpłaszczony na ziemi z metalowym pudłem na głowie.
Drowka spojrzała za nią znad roboty i podrapała się po głowie, układając fakty.
-Req! Podejrzany nam właśnie zwiał z dowodami rzeczowymi! - zawołała widząc brak torby Aldriana. Z sąsiedniej pieczary wytoczył się blondyn.
-Zdążyłem zauważyć - syknął, delikatnie obmacując potylicę. Pod lewym okiem miał pięknego sińca i drowka uśmiechnęła się na jego widok z politowaniem.
-Jak na wynalazcę ma dobry cios - skwitowała. - Wyglądasz przecudnie. Wywiad masz już z głowy. I ja chyba też - pacnęła się w głowę. - To kompletnie zszarga moją reputację! Co sobie pomyślą o inspektorze, który pozwala uciec winnemu?
Wtem do ich uszu dobiegł odgłos alarmu, który Xiitane zamontowała na wozie.
-I jeszcze podwędził nam brykę - dodała ze zgrozą Carys.
-A wy siedzicie i się nad sobą użalacie, zamiast łapać przestępcę! - fuknęła Xiitane, biorąc się pod boki. - Nie wstyd wam? Kleptoman na wolności a wy się wdajecie w gadkę, kto lepiej się prezentuje do wywiadu?
-Nie ujdzie mu to na sucho - rodzeństwo zerwało się ze swych miejsc z zapałem i... utknęło w wąskiej gardzieli pieczary. - Jak długo mam ci powtarzać, że kobiety mają pierwszeństwo? - wrzasnęła Carys, próbując na siłę się przecisnąć.
Requel w końcu skapitulował, gdy na jego lewej stronie ciała pojawiły się piekące zadrapania.
Stojąca tuż za nimi Xiitane tylko chwyciła się za głowę, a siedzący na jej czuprynie Arew westchnął z rezygnacją.
Po dotarciu na polanę, gdzie stała chatka Zawadków, ścigający zauważyli na pół utopiony w błocku wóz. Dwa grubawe koniki obojętnie popatrzyły na przybyłych i dalej skubały rosnącą dookoła nich trawę, zupełnie nie zainteresowane współpracą przy wyciąganiu pojazdu z pułapki.
-Wóz nie na wiele mu się przydał - zauważyła Carys i wyjąwszy podręczną lupę, zaczęła badać zostawione przez uciekiniera ślady. Niewiele z nich było pożytku, gdyż trop szybko zginął na kamienistym podłożu. Drowka sarknęła, niezadowolona - I szukaj wiatru w polu. - skrzywiła się jeszcze bardziej, gdy spojrzała na wóz i pomyślała o brudnej robocie, w którą wpakował ją wynalazca. Miała wielką ochotę skopać mu za to tyłek, niestety po delikwencie nie było ani śladu.
-Złapiemy drania, ale najpierw oddamy właścicielom to, co zwędził. Ci ludzie nie mają czym pracować - powiedziała Xiitane. - chyba głównie po to tu przyszliśmy, prawda?
Carys przytaknęła markotnie, wciąż przeżywając cios, jaki Aldrian zadał jej reputacji swoją ucieczką.
-Bez mapy daleko nie ucieknie - odważyła się wtrącić Nanette, gdy zapanowało głuche milczenie. - Przecież mówiłam, że brat jest strasznie roztrzepany i zapominalski. Jego orientacja w terenie ogranicza się do trzech, czterech mil od naszego domu.
-Cudownie! - Carys zatarła ręce z zadowoleniem. - przetrząśniemy każdą norę i każdą kępkę trawy w promieniu dziesięciu mil. Al nie ma szans!
Zrabowane przedmioty jeszcze tego samego dnia trafiły do rąk prawowitych właścicieli. Narzędzi było tak wiele, że całość trzeba było rozłożyć na trzy kursy i szukać lepszej drogi, w której wóz nie ugrzązłby po pierwszych dwóch metrach.
Carys nie omieszkała przy okazji porozdawać wizytówek. A nuż znajdzie się ktoś potrzebujący pomocy wykwalifikowanego bohatera?
-Taa, jasne - odparł jeden z mieszkańców Is, chętnie zgarniając w łapę cały plik kartoników z adresem. - Mojemu szwagrowi ostatnio kradną owce.
-Carys, nie łódź się. To na pewno nie jest żaden smok gustujący w baraninie, którego trzeba ubić - Requel poklepał ją po plecach.
Drowka z rezygnacją siadła na wóz.
-Najpierw uciekający recydywista, teraz zawracają mi głowę baranami. Świat schodzi na psy, doprawdy...


:)

Podpis: 

C.V. sierpień 2006
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.