https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
200

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Nawiedziny

Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Jadeitowy Pałac

Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment "Sycylijskiego pioruna"

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1155
użytkowników.

Gości:
1155
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 74339

74339

Porwanie na statku

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
13-02-16

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Hobby/Inne/Kariera
Rozmiar
78 kb
Czytane
2011
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
13-02-16

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: roxetka Podpis: Fanka Roxette
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"Cała historia rozpoczęła się pewnego upalnego letniego dnia. Per i Marie leniuchowali bezkarnie na werandzie. Nagle ktoś dość natarczywie zadzwonił do drzwi. - Kogo diabli niosą… - mruknął zły Per, powoli otwierając oczy. Dzwonek nie ci

Opublikowany w:

Serwisie opowiadania.pl

Porwanie na statku

Porwanie na statku - rękopis (Marie)
Cała historia rozpoczęła się pewnego upalnego letniego dnia. Per i Marie leniuchowali bezkarnie na werandzie. Nagle ktoś dość natarczywie zadzwonił do drzwi.
- Kogo diabli niosą… - mruknął zły Per, powoli otwierając oczy. Dzwonek nie cichł ani na moment, można było nawet powiedzieć, że stawał się coraz bardziej natarczywy.
- Sprawdź to proszę a wracając zahacz proszę o kuchnię i przynieś mi coś zimnego do picia, dobrze? – poprosiła Marie, spoglądając przy tym na Pera tak, że ten przez chwilę zapomniał o złości na nieznanego gościa za drzwiami.
- Siemanko! – przywitał się roześmiany od ucha do ucha Anders, wachlując się siedmioma biletami na statek.
- Co takiego się stało, że tak natarczywie się dobijasz kretynie? – burknął Per. Wcale nie było mu do śmiechu, że przerywa mu się odpoczynek i to jeszcze w tak nachalny sposób.
- Wpuścisz mnie czy będziemy rozmawiać w drzwiach? – spytał Anders zupełnie niezrażony burą jaką oberwał od Pera.
- Idź na werandę, zaraz dołączę tam do ciebie i Marie – powiedział nadal nieprzyjemnie Per po czym wpuścił kolegę do mieszkania a sam poszedł do kuchni żeby przygotować dla całej trójki coś do picia (jemu też ze złości zaschło w gardle).
- Co to za niecierpiąca zwłoki sprawa? – spytał Per, podając szklankę z napojem Marie, potem Andersowi a na końcu biorąc swoją.
- Załatwiłem nam koncert. I to nie uwierzycie gdzie… - urwał tajemniczo.
- Gdzie? – spytali jednocześnie znudzonymi głosami. Oboje byli na niego piekielnie wściekli.
- Gdzieś, gdzie bardzo chciałabyś pojechać, bo są tam podobno dobre plenery do rysowania… - kluczył dalej Anders.
- Javligt lura! – zawołała wściekła Marie, podrywając się z leżaka – Czy mógłbyś wreszcie powiedzieć mi co to za miejsce, gdzie gramy i dlaczego to ty załatwiłeś ten koncert a nie nasz management? To chyba oni są od tego! – dziewczyna mimo, że cofnięta przez Pera na leżak – nadal kipiała wręcz ze złości.
- Płyniemy na… wyspę Utoya, do Norwegii, co wy na to?
- Na Utoya? – spytała z niedowierzaniem Marie.
- Ciekaw jestem jak udało ci się załatwić te bilety… - zastanawiał się Per.
- Ja też – dodała Marie – Pewnie dałeś komuś jakąś łapówkę a to do ciebie całkiem podobne… - zaczęła ironizować dziewczyna.
- Wiecie co... – żachnął się Anders i już miał wychodzić gdy jednak odwrócił się do przyjaciół i spytał ze złością:
- To jak, bierzecie swoje bilety czy mam zwrócić wszystkie siedem?
- Bierzemy – powiedział Per – Robię to tylko dla Marie a to przecież my jesteśmy trzonem zespołu.
Po tej wymianie zdań Anders zostawił bilety dla Marie i Pera na stoliku stojącym między leżakami i wyszedł. Marie natomiast od razu schowała bilety tam gdzie trzymali swoje paszporty i inne podobnego typu dokumenty po czym wróciła do Pera. Reszta dnia upłynęła im już spokojnie, bez żadnych niespodziewanych odwiedzin. Na rejs pojechali dwa dni później. To był przedostatni dzień kiedy mogli wykorzystać bilety. Kiedy Marie i Per dojechali pod dok, w którym czekał ich statek – reszta zespołu czekała już na pomoście.
- Jeśli jesteśmy już wszyscy to… wsiadajmy – powiedział Per, tocząc wzrokiem po przyjaciołach, biorąc walizki swoją i Marie i ruszając jako pierwszy. Dziewczyna od razu dogoniła go i jako pierwsi weszli na pokład. Rozpakowali swoje bagaże w swoich kajutach. Złożyło się tak, że kajuta Marie znajdowała się pomiędzy kajutami Heleny i Pera. Przyjaciele po odświeżeniu się i krótkim odpoczynku – wyszli do restauracji znajdującej się na drugim pokładzie statku.
- Cześć – usłyszeli nagle za sobą dochodząc już prawie do swojego stolika.
- Cześć, co wy tu…? – chciał zapytać Per, odwracając się w stronę brata i (jak się później okazało) przyjaciółki jeszcze z czasów dzieciństwa, w której swego czasu podkochiwał się – Asy.
- Płyniemy w… przedślubny rejs – powiedział Bengt, uśmiechając się i pusząc z dumy jak paw.
- Przedślubny? – zapytali jednocześnie zaskoczeni Marie i Per.
- Dokładnie tak – uśmiechnęła się Asa, wysuwając w ich kierunku prawą dłoń, na której zalśnił złoty pierścionek z oczkiem otoczonym drobnymi cyrkonami – Zaręczyliśmy się – dodała na koniec, uśmiechając się.
- Gratulacje… - mruknął Per z lekkim smutkiem. „Nie wiem czy wiesz ale odbiłeś mi dziewczynę, braciszku… - pomyślał smutno ale chwilę potem muskając nieśmiało dłoń Marie ukrytą pod stołem i równie nieśmiało patrząc w jej stronę – spróbował się pocieszyć: „Ale ja już mam swój ideał…”. Po jednym z koncertów na Utoya (jeszcze tego samego dnia okazało się, że to ma być seria pięciu koncertów a nie jak było mówione wcześniej – jeden) Per planował poprosić Marie o chodzenie. Liczył, że dziewczyna się zgodzi. Choć też – starał się być realistą i brał pod uwagę możliwość oberwania od niej przysłowiowego „kosza”. Tego pierwszego dnia rejsu wszyscy byli tak zmęczeni bujaniem – szczególnie dziewczyny – że położyli się spać wyjątkowo wcześnie. Niestety – ich organizmy potrzebowały niemal całej nocy na przyzwyczajenie się do bujania. Helenę, Marie. Clarence’a, Andersa i Chrisa męczyły potworne wymioty i wysoka gorączka. Magnus i Per nie mieli typowej choroby morskiej ale taż nie spali przez całą noc. Mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo we dwóch opiekowali się piątką chorych przyjaciół. Per pomagał dziewczynom, szczególnie skupił się na pomocy Marie. „Czyżby się w niej zakochał…?” – myśleli pozostali. Nie mieli pojęcia, że swoimi spekulacjami i domysłami trafili w przysłowiową „dziesiątkę”. Wszystko wróciło do normy rano choć mimo to przyjaciela większość dnia mieli jakby wyjętą z życiorysu. Wszystko dlatego, że ponad pół dnia musieli przeznaczyć na odespanie zarwanej nocy.
- Nigdy więcej pływania promem w taką pogodę jak wczorajsza… - mruknęła sennie Marie po przebudzeniu.
- Racja, strasznie rzucało… Ale z drugiej strony – to był przedostatni dzień kiedy mogliśmy wykorzystać bilety. Potem albo musielibyśmy lecieć tam samolotem – a ja piekielnie boję się latania – albo musielibyśmy odwołać koncerty… - zgodził się Per, który też ze zmęczenia zasnął w kajucie dziewczyny.
- Nie ma to jak wpaść w podwójny kanał – mruknęła nadal przygnębiona Marie.
- Nie martw się. Ważne, że jakoś przez to przebrnęliśmy. Idę zobaczyć jak czują się pozostali – powiedział Per, uśmiechając się i puszczając oczko do przyjaciółki. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Kiedy to zrobiła, poczuła w brzuchu przysłowiowe „motyle”, jednak szybko je uspokoiła. „Zaraz, chwila – myślała – nie mogę się w nim zakochać. Gdyby moi rodzice się dowiedzieli…”. Mimo wszystko jednak uczucie powolutku rodzące się w sercu Marie było silniejsze od nakazów rodziców. Powoli dziewczyna zaczynała orientować się, że to uczucie, którego jeszcze nie potrafiła nazwać jest piękne, ważne i że trzeba mu się poddać, pielęgnować je nie zważając na innychTymczasem Per poszedł zobaczyć jak sobie radzi i jak przede wszystkim czuje się cała reszta. Wszyscy oprócz Heleny spali jeszcze spokojnie.
- Jak reszta chłopaków? – spytała dziewczyna kiedy Per odwiedził ją.
- Śpią susły – zaśmiał się.
- A Marie?
- Nie, nie śpi już. Czuje się całkiem dobrze. Kiedy się obudziła była wściekła jak osa. Zaspana osa – znów zażartował.
- Nie dziwię się jej. Cholernie rzucało…
Jakieś półtorej godziny później wyszli na sporo spóźniony pierwszy posiłek. Kiedy weszli – restauracja była pusta. W miarę upływu czasu zaczęli jednak przychodzić inni pasażerowie. Jedni nie zwracali na nich uwagi, nie rozpoznawali. Inni – podchodzili, prosili o autografy, zdjęcia. Wieczorem tego samego dnia przyszedł do Pera kapitan promu.
- Czy moglibyście zagrać tu koncert? – spytał po chwili rozmowy. Na pokładzie znajduje się wystarczająco duża sala – dodał widząc pytający wzrok Pera.
- Cóż… zastanowimy się – wybrnął dyplomatycznie.
- Zapłacę ile będzie trzeba, sala zostanie odpowiednio przygotowana – przekonywał kapitan.
- Pieniądze na razie nie są ważne. Ustalimy to jeśli w ogóle dojdzie do koncertu – odpowiedział Per. Używał tych argumentów, bo zespół nie miał w planach koncertu w trakcie rejsu. Po pożegnaniu z kapitanem chłopak zebrał cały zespół w swojej kajucie i po opowiedzeniu całej sprawy spytał:
- Co o czymś takim myślicie?
- Można byłoby się zgodzić… - mruknął Magnus.
- Mielibyśmy trening przed koncertami na Utoya – dodał Chris.
- A za ten koncert pieniędzy brać nie musimy – dorzuciła Marie – Zarobimy na tych pięciu, które czekają nas na wyspie.
- Czyli co? Wszystko ustalone? – dopytał Per.
- Prawie. Musimy jeszcze pomyśleć nad jakimś terminem – zgasiła go lekko milcząca do tej pory Helena.
- No tak, byłbym zapomniał… - mruknął.
- No to może… za trzy dni? – podsunął Clarence.
- Czemu nie. Jest wystarczająco dużo czasu na próby a to najważniejsze – zgodził się Per. Następnego dnia rano Per poszedł do kapitana żeby przekazać mu ustalenia jakich dokonał poprzedniego dnia z przyjaciółmi. Natomiast po południu pojawiły się plakaty zawiadamiające o koncercie. Kiedy Bengt zobaczył ogłoszenie a potem to jak Per odnosi się do Marie, że skupia na niej większość swojej uwagi, co nie podobało mu się – wpadł na pomysł porwania dziewczyny w trakcie koncertu i uwięzienia jej. Podzielił się swoim szatańskim planem z Asą.
- Nie sądziłam, że przyjdzie ci coś takiego do głowy. Ale pomysł jest niezły. Dopieczemy im… - zachichotała złośliwie.
- Dopieczemy? Masz jakiś powód żeby się na nich odgrywać? Ja tak ale ty? – dopytywał zdziwiony.
- Nie uwierzysz ale mam – odpowiedziała Asa – Ale nie chcę teraz o tym mówić – dodała.
Potem ustalili dokładnie wszystkie szczegóły: kiedy to zrobią, gdzie Marie będzie przetrzymywana, jak długo i inne. Tymczasem zespół spokojnie przygotowywał się do koncertu. Mimo, że to był koncert o wiele bardziej kameralny niż inne dotychczasowe – trema rosła z każdą chwilą, z każdym dniem. Wreszcie przyszedł dzień koncertu. Zespół rozgrzewał się za sceną a publiczność wchodziła na salę.
- Nie wiem czemu ale boję się tego koncertu o wiele bardziej niż innych… - szepnęła w pewnym momencie Marie. Widać było wyraźnie, że jest wystraszona.
- Spokojnie, to koncert jak każdy inny. No może poza miejscem. Nigdy jeszcze nie graliśmy na promie – spróbował ją uspokoić Per.
- Nie wiem, nie wiem… Mam jakieś dziwne przeczucie, że coś się stanie… - dziewczyna nadal była niespokojna.
- Lepiej nie kracz – zaśmiała się Helena, próbując rozładować emocje.
- No, czas na nas – rzucił Per, chcąc zakończyć nieciekawy temat. Koncert zaczął się bez problemów. Kiedy zespół był na scenie, Bengt wykorzystał okazję jaką wytworzyła bawiąca się publiczność i niedostatecznie skupieni na swojej roli ochroniarze i przemknął się niezauważony do garderoby Marie. Schował się tam i czekał na dziewczynę. Wiedział, że się pojawi, bo wiele razy podglądał notatki Pera i dowiedział się z nich jak wyglądają koncerty. Czekał tak jakąś godzinę schowany w najdalszym kącie garderoby. Kiedy usłyszał otwieranie drzwi i kroki Marie, od razu cichaczem przybliżył się do niej.
- Ratunku! Ratunku! – zaczęła wołać, szarpiąc się i próbując się uwolnić.
- Zamknij się, bo będzie gorzej! – krzyknął Bengt – Współpracuj z nami a nic złego ci się nie stanie – dodał spokojniej – A zresztą – i tak nikt cię tu nie usłyszy. A już w szczególności mój głupi braciszek… - zaśmiał się jadowicie.
- Nie obrażaj go! – zawołała Marie, nadal próbując się uwolnić.
- A to niby czemu? – zapytał drwiąco. Marie nie odpowiedziała. Nie wiedziała co powiedzieć. Tymczasem Bengt zakrył jej oczy opaską i po przerzuceniu jej sobie przez ramię (dziewczyna nadal próbowała się bronić) pobiegł truchtem w okolice ładowni statku. Tymczasem zespół zaczął grać wstęp do „It must have been love”. To zwykle w jego trakcie Marie wychodziła na scenę w innym stroju. Tym razem jednak tak nie było. Wszyscy zaczęli się już powoli niepokoić. „Co mogło się stać? Co mamy teraz zrobić?” – zastanawiał się Per, grając. Publiczność zaczęła nawet skandować imię Marie. Ludzie wiedzieli, że zespół zaczyna karierę i sądzili, że dziewczynie najzwyczajniej zabrakło odwagi. Ona jednak nadal się nie pojawiała. Tymczasem Bengt kazał Asie zostać z Marie a sam pobiegł na salę. Przed wejściem stracił chwilę na uspokojenie tętna i przybranie wystarczająco wiarygodnej pozy wystraszonego.
- Co się stało? – zapytał Per, zauważając go – Czy to coś poważnego? Nie wolno ci tu być.
- Tak ale…
- Wykrztuś to wreszcie! – przerażenie i zdenerwowanie nakładały się i rosły u chłopaka z każdą chwilą.
- Marie… została… została porwana…
- Że co?! – Per osłupiał – Widziałeś dokładnie ten moment?
- Nie ale domyśliłem się tego po tym jak wołała o pomoc.
- Dzięki za wiadomość… - mruknął Per po czym od razu przekazał wiadomość stojącemu po jego prawej Chrisowi, od którego wiadomość poszła dalej. Zaraz po przekazaniu wiadomości Chrisowi, kiedy zespół jeszcze podawał ją sobie nawzajem – Per zwrócił się do publiczności:
- Bardzo was przepraszamy ale miało miejsce pewne przykre zdarzenie, które zmusza nas do przerwania koncertu. Marie została… została uprowadzona… - wypowiedzenie tych słów sprawiło mu wielką trudność – Ale jak tylko się odnajdzie – zrekompensujemy wam to, obiecuję. Albo kolejnym koncertem tutaj albo na przykład na wyspie Utoya gdzie płyniemy żeby zagrać serię koncertów.
Reakcja publiczności w dużej większości była taka sama. Wielkie zdziwienie i słowa: „Będzie dobrze, trzymamy za was kciuki; Marie na pewno się odnajdzie”. Znaleźli się też niestety i tacy, którzy mieli zupełnie inny pogląd na całą sprawę. „Oby się nie znalazła! – wołali – Śpiewa okropnie! .
Na jej miejscu powinien śpiewać ktoś inny!” Perowi te słowa sprawiały ogromną przykrość. Był nawet moment, w którym chłopak miał łzy w oczach. „Kto mógł to zrobić? I dlaczego? – myślał, będąc już w swojej kajucie – Czy ona jest winna cokolwiek komukolwiek? Ten kto wpadł na ten idiotyczny pomysł – zapłaci mi za to!” – Per z każdą chwilą stawał się coraz bardziej wściekły.
- Kto tam! – zawołał po jakiejś chwili słysząc ciche pukanie do drzwi.
- To tylko ja, Helena… - szepnęła nieśmiało dziewczyna – Jeśli chcesz – mogę zostawić cię samego, wrócić do siebie… - szepnęła domyślając się po tonie głosu kolegi z zespołu może się teraz czuć.
- Nie, wejdź – powiedział, otwierając jej drzwi – Nie chcę być sam. Bardzo boję się o Marie i… i dlatego tak zareagowałem, przepraszam cię…
- Rozumiem, też się o nią boję… - Helena nie wytrzymała, rozpłakała się i mocno przytuliła do Pera.
- A jak znoszą to pozostali? – spytała kiedy uspokoiła się trochę.
- Tego nie wiem… Mam ochotę zacząć szukać jej choćby nawet zaraz ale wiem, że muszę zaczekać z tym do jutra… Zapowiada się ciężka noc…
- Musisz przynajmniej spróbować się choć trochę przespać. Nie możesz szukając Marie wyglądać jak zombie.
- Postaram się choć łatwo nie będzie...
- Gdybyś czegoś potrzebował – jestem obok – powiedziała, wychodząc.
Per natomiast ani trochę się nie mylił mówiąc, że będzie miał problemy z zaśnięciem, bo udało mu się to dopiero w okolicach wpół do czwartej nad ranem. Próbując zasnąć rozmyślał kto porwał Marie, dlaczego to zrobił, co chce przez to osiągnąć i wreszcie – gdzie dziewczyna jest przetrzymywana. Tymczasem Marie przechodziła istne katusze. Na drugim, niższym poziomie ładowni gdzie była przetrzymywana było bardzo zimno, wilgotno i nieprzyjemnie. Sukienka, którą miała na sobie zaczęła przesiąkać tą nieprzyjemną wilgocią i przylegać do ciała Marie. To było ohydne. „Gdzie ja jestem?” – zastanawiała się. Czuła, że zdążyła już mocno zmarznąć, zorientowała się też, że ma skrępowane ręce, że jest przywiązana do jakiejś belki. Bała się też podwójnej ciemności jaką miała przed oczami.
- Nie wyrywaj się tak, nie ma szans żebyś się uwolniła – odezwała się Asa, patrząc biernie na to jak Marie próbuje bezskutecznie się uwolnić – Zresztą, urządzimy cię tak, że nikt cię nie rozpozna. A Per odejdzie od ciebie i znajdzie sobie kogoś na jego poziomie – ton głosu Asy był pełny jadu. Było go tam o wiele za dużo niż powinno być.
- Przecież nawet nie jesteśmy ze sobą! – zawołała Marie, chcąc odeprzeć słowa Asy, które bardzo przypominały zarzuty.
- Nie ważne. Na kilometr widać, że jest w ciebie zapatrzony – Asa walczyła o swoje racje jak lwica.
- Nie mów głupstw! Wcale tak nie jest – powiedziała Marie szczerze. Słowa dziewczyny zostały jednak wzięte za kłamstwo.
- Kłamiesz! – usłyszała, po czym została uderzona w twarz. Chwilę później pojawił się Bengt. Odłożył najciszej jak to tylko było możliwe „zabawki”, których planował użyć później i podszedł do Marie na razie jeszcze z pustymi rękami. Najpierw przesunął dłońmi o kilka centymetrów nad jej ciałem tak, że jeszcze niczego nie poczuła. Później zrobił to kolejny raz, niby przypadkiem zahaczając o intymne strefy ciała dziewczyny. Za każdym razem kiedy czuła w tamtych okolicach jego dłonie – ciałem Marie wstrząsały dreszcze, próbowała na wszelkie sposoby unikać tego złego, nieprzyjemnego dotyku.
- Nie bój się, to będzie tylko zwykła zabawa… - szeptał co jakiś czas Bengt.
- Nie życzę sobie tego! Wypuść mnie, pozwól mi spokojnie wrócić na górę! – wołała Marie, nadal próbując unikać dotyku Bengta (Asa tymczasem przyglądała się wszystkiemu z boku z jadowitym uśmiechem na twarzy). W pewnym momencie facet ściągnął jednym szarpnięciem opaskę przesłaniającą oczy Marie. Dziewczyna czując, że nie ma zasłoniętych oczu – szybko zamrugała powiekami i znów podjęła próbę uwolnienia się. Próba niestety spełzła na niczym.
- Co ty robisz?! – zawołała nagle czując, że jej sukienka jest rozcinana jednym stanowczym cięciem od góry do dołu. Kiedy poczuła, że nie ma na sobie nic oprócz bielizny – wzdrygnęła się kiedy owionął ją wyjątkowo nieprzyjemny, zimny i wilgotny wiatr.
- Chcę mieć po prostu większe pole do popisu… - zadrwił Bengt, po czym odszedł. Wrócił trzymając w ręku bicz. Uderzenie, które zadał zostawiło na brzuchu dziewczyny długą czerwoną pręgę. Zaskoczona uderzeniem Marie nie miała szans na obronę, na uniknięcie go.
- Przestań, to boli! Zostaw mnie! – wołała, próbując unikać kolejnych. Niestety ani Bengt ani Asa nie reagowali na jej krzyk. Marie osłabła po kilku minutach robienia uników. Zaczęła przyjmować uderzenia biernie a Bengt wykorzystał to i zaczął bić ją jeszcze mocniej.
- Za co… to wszystko…? – spytała słabym szeptem pomiędzy jednym uderzeniem bicza a drugim.
- Za to, że jesteś z Perem. Masz go zostawić, rozumiesz? – spytał ostro, uderzając kolejny raz.
- Jesteśmy tylko... dobrymi przyjaciółmi… - szepnęła dziewczyna. To były jej ostatnie słowa zanim z bólu straciła przytomność.
- Chyba trochę przesadziłeś jak na początek… - odezwała się Asa. Dopiero teraz odezwały się w niej ludzkie uczucia.
- Nie bój się. Kiedy zmarznie – odzyska przytomność. Jeśli nie – już ja mam na to sposób… - zaśmiał się diabelsko.
- Te twoje pomysły… - mruknęła Asa, po czym wrócili na górę do swojej kajuty. Wychodząc z niej po kilkunastu minutach, natknęli się na Helenę i Pera.
- Jak poszukiwania? – spytała Asa, z troską, która oczywiście była udawana i na którą oboje dali się niestety nabrać jak dzieci.
- Szukamy jej ciągle ale bez skutku. Przepadła jak kamień w wodę… - szepnął smutno.
- Znajdzie się, na pewno – ciągnęła Asa tym samym tonem, jednocześnie myśląc: „Zobaczysz ją za jakiś czas ale w takim stanie, że odrzuci cię od niej na bardzo daleko. A wtedy ja będę się mogła wokół ciebie trochę zakręcić…”. Wypowiadając swoje wcześniejsze słowa kierowane do Pera, Asa chciała wziąć go za rękę żeby jeszcze bardziej wiarygodnie zagrać to, że mu współczuje. Czując muśnięcie dłoni dziewczyny na swojej – niemal od razu szarpnął ją w tył. O wiele bardziej wolałby czuć w tamtym momencie dotyk Marie niż Asy. Byłby co prawda nieśmiały – to na pewno – ale przynajmniej szczery.
- Skąd ta reakcja? Chcę ci pomóc – spytała Asa. Nadal grała.
- Nie wierzę ci! – zawołał. O mało jej nie uderzył. Brakowało naprawdę niewiele. Widząc reakcję Pera na swoje zachowanie, Asa udała, że zaczyna płakać. Chłopak znów niestety dał się na jej gierki nabrać.
- Przepraszam, nie chciałem! – zawołał, biegnąc w jej stronę i obejmując. Zrobiło mu się strasznie głupio, że doprowadził swoją dawną przyjaciółkę do łez.
- Odczep się od niej, co? Miałeś szanse u Asy ale tego nie wykorzystałeś. Teraz możesz tylko patrzeć na nasze szczęście… - szydził z brata.
- Co z ciebie za palant, chciałem ją tylko pocieszyć, uspokoić – odpowiedział Per. Był na Bengta strasznie wściekły.
- Jasne, ciągle chcesz wszystkich pocieszać, zmieniać świat wokół siebie – Bengt nie przestawał ironizować i szydzić z młodszego brata. Chłopak tym razem nie odpowiedział. Obrócił się na pięcie i odszedł w stronę swojej kajuty.
- tak naprawdę nie płakałam, te łzy były udawane – uspokoiła narzeczonego Asa – Wiesz, że kocham tylko ciebie. A robię to co robię żeby odstręczyć go od tej dziewuchy. Powinien poszukać sobie kogoś na moim poziomie. A ona… Duże rodzeństwo, biedny dom…
- Tak, masz rację, przepraszam – mruknął Bengt kiedy ochłonął. Tymczasem Per zamknął się w swojej kajucie. Przez cały czas, który tam spędził chodził z kąta w kąt, nie mógł znaleźć sobie miejsca, zastanawiał się jak i gdzie szukać Marie. Tymczasem dziewczyna nadal była torturowana. To co działo się z nią teraz było o wiele drastyczniejsze niż początkowe męczarnie przez jakie przechodziła. Teraz była raniona ostrzami, liny i rzemienie były tak mocno wiązane na jej ciele, że wrzynały się boleśnie w skórę Marie. Dziewczyna była też głodzona i – czasem nawet kilkakrotnie tego samego dnia – gwałcona. Bengt robił przy tym Marie tak dużą krzywdę, że ta szybko słabła czy nawet traciła przytomność.
- Nie wolno ci tracić przytomności kiedy chcę się z tobą zabawić! – wołał jednocześnie raniąc i zadając kolejne pchnięcia. Ona jednak nie wytrzymywała, traciła siły bardzo szybko. Po krótkim okresie czasu do bicia, lin, ostrzy i gwałtów doszedł też rozgrzany wosk. Nawet tego Asa i Bengt używali żeby sprawiać Marie ból. Cały ten horror trwał jeszcze prawie dwa tygodnie. Przez ten okres czasu nie było dnia, który minąłby dla Marie w pełni spokojnie. Ale też – dziewczyna próbowała przez ten czas dzielnie dawać znać o tym gdzie jest, próbowała prosić o pomoc. Wsłuchiwała się w kroki osób krążących wokół ładowni i za każdym razem słysząc męskie buty (zawsze wierzyła, że to będzie Per ale też brała pod uwagę pomyłkę i to, że może zwabić Bengta) próbowała nucić refreny piosenek „Dangerous” i „Help”, szczególny nacisk kładąc właśnie na te słowa. Kilka razy niestety próby Marie spełzły na niczym, bo pomyliła się i zamiast przywołać Pera – przywoływała Bengta, który orientując się w zamiarach dziewczyny – wpadał w furię i zaczynał wyżywać się na niej ze zdwojoną siłą.
- To ja zdecyduję kiedy będziesz wolna, czy to się w ogóle stanie! - wołał bijąc, kopiąc i ogólnie kalecząc dziewczynę.
- Przestań, błagam… - płakała Marie – Dobrze, czy jeśli powiem, że ja i Per nie będziemy razem – dasz mi wreszcie spokój? – zadając to pytanie Marie czuła, że robi coś wbrew sobie. Czuła, że zaczyna kochać Pera ale żeby ratować życie – musiała zacząć ukrywać ten zalążek uczucia.
- Jeszcze się zastanowię… - mruknął złowieszczo Bengt, policzkując ją ostatni raz i odchodząc. Asa natomiast widząc całe zajście – w ogóle nie zareagowała. Uderzyła tylko Marie w najbardziej zranione miejsce (choć tak naprawdę całe jej ciało było jedną wielką raną), popatrzyła na nią z wyższością, odrazą i też wyszła. Tymczasem na górze Bengt i Asa nadal grali przed Perem i resztą jego przyjaciół, że boją się o Marie, współczują im, wierzą, że się znajdzie i tym podobne.
- Zaczynam już tracić nadzieję na to, że Marie zostanie odnaleziona… - powiedział pewnego dnia Per, idąc z Heleną w stronę ich kajut. Asa, kiedy usłyszała jego słowa, myśląc: „Udało się, już prawie doszliśmy do celu” – musiała mocno wcisnąć twarz w rękaw żeby nie krzyknąć w prawie pustej promowej restauracji. I tak do końca nie udało jej się tego zamaskować. Można było usłyszeć jej stłumiony krzyk, przez co będące tam osoby wzięły ją za kogoś niespełna rozumu.
- Pohamuj się – skarcił ją narzeczony – Chcesz żeby wzięli cię za stukniętą?
- Przepraszam cię ale aż mnie rozpiera energia kiedy dociera do mnie, że plan się udaje. Nie słyszałeś słów Pera? „Zaczynam już tracić nadzieję na odnalezienie jej” czy jakoś tak… A o to nam chodziło, prawda? – Asa kipiała radością a przytaczając wypowiedź Pera – zrobiła to bardzo ironicznie i niedokładnie.
- W sumie to racja… Zastanawiam się czy może już ją wypuścić… I zagrać szczęśliwego znalazcę zguby...?
- Pomysł jest nienajgorszy ale zaczekajmy z tym jeszcze parę dni, co? Im dłużej takiego zwlekania – tym bardziej Per będzie zapadał się w sobie, tym bardziej będzie przekonany o tym, że już nie ma sensu szukać.
- Ta, racja, mój durnowaty braciszek jest strasznie wrażliwy. Cholernie mnie to u niego denerwuje… - syknął ze złością Bengt. Tymczasem Helena słysząc słowa Pera, powiedziała:
- Okłamujesz sam siebie. Sam sobie odbierasz tymi słowami nadzieję na odnalezienie Marie żywej. (ostatnie słowa zaakcentowała naprawdę mocno. Nie dopuszczała możliwości innej niż ta) Jest jeszcze coś do czego boisz się przyznać… - urwała porozumiewawczo, puszczając do Pera oczko. Liczyła na to, że chłopak wpadnie na to o co może jej chodzić. Tak się jednak nie stało, bo zatrzymując się niemal w jednej chwili ale jeszcze na Helenę nie patrząc, spytał:
- O co ci chodzi? O czym ty mówisz? Przecież wiecie o mnie wszystko więc do czego niby mógłbym wam się jeszcze nie przyznać? – zadając pytania był lekko poirytowany. Przyznaje się do coraz mniejszej czy już prawie raczej braku nadziei na odnalezienie Marie, liczy na wsparcie a zamiast tego słyszy jakieś pokrętne wyjaśnienia, słowa, że nie powiedział przyjaciołom wszystkiego o sobie.
- Więc? – przycisnął lekko. Przez chwilę panowała cisza. Po upływie jakichś kilku minut, Helena szepnęła: (ona sama też czuła się dziwnie. Czuła się bardzo nieswojo uświadamiając jednemu z dwojga przyjaciół miłość do drugiego z nich)
- Kochasz ją, Per. Kochasz Marie, to widać.
- Wcale nie, wygadujesz głupstwa – odpowiedział jej spuszczając wzrok, który wędrując w dół – rozbłysł.
- Mówię prawdę. Kiedy mi zaprzeczałeś – oczy ci rozbłysły a kiedy wypowiadałam imię Marie – drgnąłeś podobnie jak teraz – Helena broniła się nadal.
- Sam nie wiem… - Per miał mętlik w głowie – Jest piękna, to fakt, lubię spędzać z nią czas, zwierzamy się sobie ale żeby miłość… - chłopak bronił się przed tym uczuciem – Bengt miał rację mówiąc, że straciłem swoją szansę.
- Jesteś zbyt podatny na sugestie starszego brata – skwitowała Helena, po chwili dodając:
- Przemyśl sobie wszystko ale broń Boże, nie trać nadziei, że Marie się znajdzie.
Po wypowiedzeniu tego zdania wyszła z kajuty Pera gdzie toczyła się cała rozmowa a wychodząc, szepnęła: „Znów to samo”, puściła do kolegi oko i uśmiechnęła się. Per spędził prawie całą noc na rozmyślaniu nad tym co starała się uświadomić mu Helena.
- Ona chyba ma rację… - szepnął do siebie, będąc już bardzo bliski zaśnięcia – Kiedy Marie jest obok. Serce bije mi szybciej czuję, że mam więcej siły na wszystko a teraz… - urwał, szukając odpowiednich słów – Teraz czuję jakby część mnie… została wyrwana czy umarła… Muszę ją znaleźć – to zdanie Per wyszeptał jako ostatnie zanim wreszcie zasnął spokojnie.
- Myślałem nad tym wszystkim o czym rozmawialiśmy wczoraj, co próbowałaś mi uświadomić i… chyba masz rację – zwrócił się szeptem do Heleny kiedy jedli śniadanie.
- Kiedy się zorientowałeś? – spytała wyraźnie szczęśliwa dziewczyna.
- O czym mówicie? – wciął im się w rozmowę Anders. Zrobił to wyjątkowo nietaktownie, wręcz chamsko.
- Dowiesz się w swoim czasie – rozzłościł się Per. Inni też wkurzyli się na Andersa. Magnus na przykład okazał to mówiąc ostro:
- Per ma rację, mógłbyś trochę przytemperować swój wścibski nos i nie wciskać go wszędzie, co?
- I o co tyle hałasu? – pytał niedbale Anders, zachowując się tak jakby nic się nie stało – Chciałem tylko dowiedzieć się o czym rozmawiają…
- Szkoda, że nie wziąłeś pod uwagę, że to może być coś o czym na razie wolałbym rozmawiać z Heleną niż z tobą, pacanie! – Per naprawdę się wściekł. Magnus niemal natychmiast zorientował się o co chodzi, co a raczej kto jest tematem rozmowy i nie zadawał już żadnych pytań. Anders natomiast nadal nie odpuszczał, nadal chciał poznać temat rozmowy. Helena i Per tymczasem zaczęli wręcz mówić szyfrem żeby Anders i pozostali klienci restauracji nie domyślili się niczego. W pewnym jednak momencie Per nie wytrzymał świdrującego wzroku kolegi z zespołu na sobie i podnosząc się gwałtownie zza stolika, zawołał:
- Rozmawiamy o Marie! Jesteś zadowolony, kretynie?! – po czym wybiegł w stronę głównego pokładu.
- Zaczekaj, Per! – zawołała Helena, puszczając się biegiem za przyjacielem a wcześniej ze złością wołając do Andersa:
- Jak mogłeś?! Po co tak na nas a raczej na niego napierałeś? W swoim czasie poznalibyście wszyscy całą prawdę. Dobrze, że chociaż Magnus nie strzelił takiej gafy i nie zaczął napierać podobnie jak ty! – po czym wybiegła za Perem, nawołując go kilkakrotnie zanim wreszcie go znalazła.
- Jak mogłeś zachować się tak idiotycznie, debilu?! – Magnus też był wściekły.
- Co niby w tym takiego złego? – dopytywał nadal tak samo niewinnie Anders. Reakcja Pera i bura od Heleny i Magnusa zupełnie nie zrobiły na nim wrażenia.
- Wiesz co? Nie chce mi się strzępić na ciebie języka i tracić czasu – powiedział po czym wyszedł w stronę w którą pobiegli Helena i Per. Idąc tam spotkał Chrisa i Clarence’a.
- Co się stało, co wstąpiło w Pera? – pytał zaskoczony Chris.
- Gdybyśmy w porę nie uskoczyli w bok – byłby nas chyba przewrócił… - dorzucił Clarence. Był równie zaskoczony.
- Hmmm… - mruknął niepewnie Magnus – To bardzo delikatna sprawa i… i nie wiem czy mogę bez jego zgody mówić wam o tym…
- Aż tak źle…? – spytał Chris, dodając po chwili:
- W takim razie spytaj. Jeśli się zgodzi – czekamy u siebie. Jeśli jednak nie – też zaczekamy ale do momentu kiedy zmieni zdanie, kiedy będzie gotowy.
Kiedy Magnus znalazł wreszcie przyjaciół – podszedł do nich bardzo niepewnie.
- Jeśli to Anders – wyrzuć go stąd – wypowiadając swoją prośbę, Per ciągle patrzył w horyzont.
- To Magnus. Czy jemu też mam kazać odejść? – spytała Helena.
- Możesz zostać – Per zwrócił się do kolegi tonem zupełnie pozbawionym jakichkolwiek emocji, jakiejkolwiek barwy.
- Dzięki. Chris i Clarence pytają czy mogą poznać ode mnie całą prawdę na temat… - Magnus urwał bojąc się, że mógłby urazić Pera.
- Powiem im o tym ale za jakiś czas. Nie chcę znów dać ponieść się emocjom.
- W takim razie pójdę powiedzieć żeby czekali na twoją gotowość, na twoją relację z tego wszystkiego – powiedział Magnus, chcąc odejść. W tym jednak momencie, Per odwrócił się, położył rękę na ramieniu Magnusa i szepnął:
- Dzięki, że mogłem wtedy na ciebie liczyć…
- To nic takiego. Owszem, mnie też korciło żeby podpytać co i jak ale po tym jak objechałeś Andersa – zrozumiałem, że to nie ma sensu – kiedy skończył – pożegnał się z przyjaciółmi, bo poczuł, że zaczyna marznąć.
- I co? – spytał Clarence, widząc zmierzającego w jego kierunku Magnusa.
- Musicie czekać aż Per sam będzie na to gotowy.
- Dobrze – uciął Chris.
Kilka dni później Per opowiedział im całą sytuację. Tego samego dnia Marie została przez niego znaleziona. Zszedł do wyższej partii ładowni gdzie były przechowywane między innymi ich instrumenty. Chciał wziąć stamtąd swoją ulubioną gitarę, pograć na niej. To co działo się ostatnio dało mu kilka pomysłów na piosenki. Planował grać albo na górnym pokładzie albo w swojej kajucie. Idąc w tamtym kierunku natknął się na Helenę.
- Co tu robisz? – spytał Per, spotykając ją.
- W sumie nie wiem co przygnało mnie do ładowni. Ciebie rozumiem ale ja… - mruknęła, zerkając wymownie na gitarę trzymaną przez Pera w ręku. W pewnym momencie Per stanął jak wryty.
- Słyszysz? – spytał, zaczynając czujnie nasłuchiwać.
- Co takiego słyszysz? – pytała Helena.
- To chyba… Boże, to chyba Marie! – zawołał Per, podrywając się na równe nogi – Śpiewa coś, śpiewem próbuje…
- Próbuje prosić o pomoc, to refren „Help” – dokończyła Helena.
- Przygotuj jej kajutę a ja spróbuję ją odbić! – zawołał Per, podając Helenie gitarę a samemu biegnąc w stronę słabnącego śpiewu Marie. „Nie przestawaj, jestem już blisko, jeszcze moment” – myślał. Dziewczyna natomiast walczyła ale była już coraz słabsza. „Co za miejsce” – pomyślał, wchodząc.
- Jestem tutaj, Per… - szepnęła ostatkiem sił dziewczyna rozpoznając jego kroki kiedy wbiegł do ładowni. Próbowała też podczołgać się do niego. On jednak powiedział:
- Nie trać sił, zaraz przy tobie będę – mówił, podchodząc, okrywając nagie, pokaleczone ciało przyjaciółki swoją bluzą dżinsową i biorąc ją na ręce najdelikatniej jak tylko potrafił. Byli bardzo blisko wyjścia a później już drogi do kajuty Marie, gdy nagle zostali zaskoczeni przez Bengta.
- Dokąd się wybieracie? – spytał z ironią.
- Zabieram stąd Marie – syknął, przyciskając dziewczynę do siebie i widząc grymas bólu na jej twarzy – szepnął:
- Przepraszam, musiałem – i delikatnie pocałował ją w czoło.
- Uważaj, bo ci pozwolę… - ironizował Bengt, próbując jednocześnie uderzyć Pera, któremu w porę udało się – nie wypuszczając Marie z rąk – obronić się przed uderzeniem.
- Mam cię gdzieś! – zawołał ostro Per, zaczynając znów biec. W pewnym momencie Marie, zauważając Asę – szepnęła:
- Uważaj, za tobą…
Słysząc jej szept – niemal w ostatnim momencie uskoczył w bok, kolejny raz ratując Marie życie. Uskakując, Per kolejny raz mocno przycisnął dziewczynę do siebie.
- muszę teraz znów na chwilę cię położyć – powiedział Per – Muszę to zrobić, żeby ich unieszkodliwić, żebyśmy byli naprawdę bezpieczni – dodał.
- Nie rób tego, proszę… - zapłakała przerażona.
- Muszę to zrobić… - szepnął. Wiedział, że dziewczyna się boi, widział, ba nawet czuł jej przerażenie. Kiedy opierał Marie o ścianę (nie chciał żeby cała leżała na tej ohydnie zimnej podłodze) zorientował się, że jedno z nich jest za nimi. Kiedy to do niego dotarło – nie odwracając się nawet od Marie – wymierzył na ślepo kopniaka w tył. Jak się później okazało – oberwało się bratu Pera.
- Szkoda, że nie zrobiłem tego mocniej – powiedział, dołączając jeszcze uderzenie w okolice nerek i twarz. „Jeden – zero dla nas – pomyślał – Ale mamy inny problem… Muszę znaleźć Asę, unieszkodliwić ją…”. Szukając, został niespodziewanie uderzony od tyłu w żebra. Uderzenie było na tyle mocne, że Asa powaliła nim Pera na ziemię.
- Per, nie! – zawołała przerażona Marie, bezwiednie wyciągając dłoń w kierunku chłopaka.
- Cóż, nie pomoże ci… - mruknęła Asa, idąc w stronę dziewczyny. Tymczasem Per pozbierał się po uderzeniu, podczołgał się do Asy po czym chwycił ją za kostkę i pociągnął co sprawiło, że straciła równowagę i grzmotnęła jak długa na tyle blisko Marie, że ta bez problemu mogła ją spoliczkować i oczywiście szansę wykorzystała – nawet podwójnie. Po tym wszystkim mogli już spokojnie podążać do swojego celu.
- Asa, Bengt… - szepnęła w pewnym momencie Marie. To były ostatnie słowa zanim straciła przytomność.
- Wytrzymaj, wytrzymaj, proszę… - szepnął. Bardzo zależało mu na tym żeby do momentu aż pojawią się w kajucie Marie – dziewczyna była przytomna. Niestety – nic z tego. Marie odchyliła głowę w tył, zamykając powoli oczy. Tymczasem Per idąc szybkim krokiem z dziewczyną na rękach, zastanawiał się: „O co jej chodziło kiedy wypowiadała ich imiona…?”. Kiedy doszedł wreszcie do kajuty dziewczyny, lekko pchnął do przodu ramieniem drzwi, które były przymknięte i wszedł.
- Boże! – krzyknęła cicho Helena, zakrywając dłonią usta, kiedy zobaczyła w jakim stanie jest Marie, jak delikatnie Per musiał układać dziewczynę w jej łóżku. Wybuchając płaczem – wybiegła do swojej kajuty. Tymczasem Marie przeszła pod opiekę pokładowego lekarza.
- Co z nią…? – pytał Per. Był przerażony.
- Nie ma żadnych poważnych wewnętrznych obrażeń czy złamań. Jedyne rany to te, które widzimy. Są bardzo poważne, niektóre bardzo głębokie dochodzące do mięśni czy nawet kości – odpowiedział lekarz, dodając po chwili:
- No i są oczywiście rany psychiczne. One są o wiele głębsze, zostaną na bardzo długo.
- Właśnie, zastanawia mnie coś: Marie, zanim straciła przytomność – wyszeptała imiona mojej dawnej przyjaciółki i brata. Dlaczego to zrobiła…?
- Tego nie wiem…
- A kiedy odzyska przytomność?
- Pana przyjaciółka jest już przytomna, bo zareagowała na sole trzeźwiące ale jest bardzo słaba i teraz po prostu śpi. Ostrzegam, że ten sen może być wyjątkowo długi – zakończył lekarz.
- Czy mogę… posiedzieć przy niej…? – spytał rzucając najpierw smutne spojrzenie na Marie a później wręcz prawie błagalne na lekarza.
- Oczywiście, że tak. Będę tu zaglądał co jakiś czas – powiedział po czym zostawił przyjaciół samych. Per siedział przy łóżku Marie bardzo długo, stracił już nawet rachubę czasu. Trzymał dziewczynę za rękę, śpiewał jej piosenki Roxette; opowiadał o wszystkim. Często powtarzał, że wszystkim – a jemu szczególnie – brakowało jej. W pewnym momencie bardzo delikatnie odgarniając kosmyk włosów z jej czoła – szepnął ledwie słyszalnie:
- Kocham cię, Marie… Gdyby Helena nie uświadomiła mi tego… - wypowiadając te słowa Per poczuł, że po jego policzkach toczą się dwie wielkie łzy. W tym samym czasie Helena uspokoiła się już i wyszła, chcąc zobaczyć co z Marie, jak znosi to wszystko Per. Idąc do kajuty dziewczyny – zatrzymała się nagle w pół kroku. To dlatego, że dobiegło ją ostatnie zdanie z wypowiedzi Pera.
- Brawo Per, świetnie, że przyznałeś się do swoich uczuć. Obyś się tylko nie wystraszył i zrobił to jeszcze raz kiedy Marie się z tego wyliże – szepnęła do siebie Helena, po czym podeszła pod drzwi kajuty i cichutko zapukała.
- Wystraszyłaś mnie… - szepnął Per, podskakując lekko i obracając się w stronę koleżanki nie wypuszczając przy tym dłoni Marie ze swojej.
- Przepraszam, nie chciałam… - Helena była bardzo zawstydzona, odpowiadając.
- Zdarza się, uspokój się – powiedział Per, wyciągając wolną dłoń w kierunku koleżanki.
- Idź coś zjeść, zbladłeś, wyglądasz bardzo słabo – poprosiła delikatnie Helena po tym jak chwyciła wyciągniętą w swoim kierunku dłoń Pera.
- Za chwilkę, chcę posiedzieć przy niej jeszcze kilka minut – odpowiedział.
- Dobrze, skoro chcesz… - szepnęła Helena po czym po chwili wyszła. Po kolejnych kilku minutach do kajuty Marie zapukali Asa i Bengt.
- Co z nią, jak się czuje? – spytała Asa, udając strach, przejęcie. Bengt też udawał, że go to cokolwiek interesuje ale nie odzywał się, „nadrabiał” miną, spojrzeniem. Niestety zarówno na ton głosu Asy jak i na spojrzenie i wyraz twarzy Bengta, Per dał się nabrać.
- Moglibyście z nią zostać przez kilka, kilkanaście minut? Wyjdę teraz coś zjeść, przewietrzyć się.
- Dobrze, czemu nie. Nie przepadamy za nią, to prawda ale to nie znaczy, że nie możemy zostać przy niej te kilka minut – szepnęła z – udawanym oczywiście – wsparciem Asa.
- Wielkie dzięki – rzucił Per i już po chwili go nie było.
- I cóż, jesteś zupełnie bezbronna, teraz nikt cię nie obroni – syknął jadowicie Bengt, niemal jednym susem przybliżając się do Marie. Przez chwilkę podduszał dziewczynę. Później zaczął ją bić a na końcu – ranić nożem sprężynowym jaki miał przy sobie. Powtarzał wtedy:
- Musimy po prostu dokończyć przerwaną zabawę. Nie wiem jak ty ale ja lubię kończyć to co zacząłem…
Bengt ranił Marie nożem po prostu otwierając rany, które już miała. Gdyby zrobił jakąkolwiek nową – cała intryga uknuta przez niego i Asę poszłaby wniwecz.
- Przestań, schowaj ten nóż, idzie tu – szepnęła w pewnym momencie Asa, zauważając zbliżającego się Pera. Chłopak w trakcie tej przerwy zjadł małe co nieco, spędził trochę czasu na górnym pokładzie gdzie przewietrzył się i porozmawiał o wszystkim co się działo i dzieje z pozostałymi przyjaciółmi z zespołu. Natomiast Bengt schował nóż dosłownie w ostatniej chwili. Chowając go był bardzo blisko Marie. I w takiej sytuacji zastał wszystko Per, wchodząc.
- Co tu się…? – chciał spytać zły i wystraszony.
- Cicho! – krzyknął cicho ale ostro Bengt chcąc uciszyć brata.
- Możesz wreszcie uświadomić mi co się dzieje?! Chyba niepotrzebnie wam zaufałem! Nie można zostawić was samych na kilka minut! I to jeszcze na dodatek z kimś w stanie Marie – Per stawał się coraz bardziej wściekły.
- Uciszałem cię, bo Marie próbowała chyba coś powiedzieć – łgał w żywe oczy Bengt.
- Co takiego? – Per uwierzył mu, ożywił się.
- Na pewno twoje imię. Powtarzała je jakby cię wołała, chciała żebyś był obok. Ale to nie było wszystko. Próbowała też powiedzieć kto jej to zrobił ale… tu zabrakło jej sił – chłopak wymyślił całą tą historyjkę na poczekaniu.
- Co to za krew?! Czy wy zrobiliście jej krzywdę?! – zawołał w pewnym momencie Per, zauważając dość obficie poplamioną w kilku miejscach krwią, kołdrę.
- Spokojnie, spokojnie to nic takiego, po prostu kilka ram Marie otworzyło się i stąd ta krew – wyjaśniła Asa.
- Więc czemu nie opatrzycie ich tylko pozwalacie żeby się wykrwawiała! – Per wcale nie uspokajał się.
- Po prostu nie wiemy jak to zrobić… - tym razem Asa łgała jak z nut. Próbowała też wtedy dotknąć go ale zareagował tak jakby został oparzony.
- Nie dotykaj mnie! – zawołał, odpychając Asę od siebie tak, że ta prawie straciła równowagę.
- Nie chcę was tu widzieć! Obojga! – zawołał, dosłownie na moment odrywając wzrok od opatrywania ran Marie. „Przepraszam, że nie było mnie tu kiedy próbowałaś wypowiadać moje imię… - myślał smutny; nadal wierzył w tą historyjkę brata – Ale teraz nie ruszę się stąd. Będę przy tobie dopóki nie otworzysz oczu”. Chłopak spełnił swoją obietnicę. Czuwał przy łóżku Marie do rana następnego dnia. Nad ranem – nie orientując się nawet kiedy – przysnął trzymając Marie za rękę. Po kilkunastogodzinnym śnie – od momentu utraty przytomności do rana – dziewczyna obudziła się. Zanim jeszcze otworzyła oczy – wręcz machinalnie zacisnęła palce na dłoni Pera. Zrobiła to kilkakrotnie po czym oboje niemal równocześnie otworzyli oczy. Widząc siebie nawzajem – uśmiechnęli się. W przypadku Marie był to raczej grymas – tym bardziej, że cała była obolała – i jedyne co – mimo łez bólu – szczerze się u niej śmiało to oczy. Per natomiast był przeszczęśliwy. Rozpoznał w tym grymasie uśmiech, otarł bardzo delikatnie łzy z poranionych policzków Marie po czym wysłał do Heleny SMSa ze słowami: „Obudziła się; przekaż wiadomość reszcie”. Do zdania dołączył trzy śmiejące się w różny sposób buźki żeby ukazać jakie emocje siedzą w nim, jakie siedzą w Marie.
- Jak dobrze, że wreszcie jesteś z nami… Brakowało nam ciebie, baliśmy się nawet najgorszego… - Per wręcz wyrzucał z siebie te słowa. Kiedy się trochę uspokoił – spytał:
- Jesteś pewnie głodna co? Bo ja tak i to piekielnie. Wyjdę do restauracji i przyniosę coś. Dla ciebie jakieś miękkie pieczywo, miód… - kończąc wypowiedź, chłopak puścił jej rękę po czym podniósł się, chcąc wyjść. Marie posmutniała kiedy tylko poczuła, że przestała czuć, że jest trzymana przez Pera za rękę. Natomiast kiedy zobaczyła, że chłopak chce wyjść – w ostatnim momencie złapała go za rękę, zaczęła kręcić głową a jej przerażone wręcz oczy zdawały się mówić: „Nie zostawiaj mnie, proszę…”
- Dobrze, zostanę ale co z jedzeniem? Musisz coś zjeść. Musisz nabierać sił żeby zdrowieć – mówił Per. Ani słówkiem nie wspomniał o własnym zmęczeniu o tym, że jemu też potrzebna jest regeneracja, odpoczynek. Ważniejsza była teraz dla niego Marie, to żeby być obok niej. Co prawda bał się, że może w każdej chwili zemdleć z przemęczenia ale mimo to nie ruszył się z kajuty dziewczyny ani na krok. W pewnym momencie zapukała do nich Helena. Niosła tacę z dwoma gorącymi pożywnymi śniadankami.
- Cześć, czytasz nam chyba w myślach… - rozmarzył się Per, wdychając zapach tostów i kawy.
- Mam tylko nadzieję, że nie są zbyt gorące… - urwał swoją wypowiedź znacząco, delikatnie kierując wzrok w stronę Marie.
- Nie bój się, są takie jakie powinny być. Tylko – nie dawaj broń Boże Marie kawy po tostach. W organizmie może mieć jeszcze śladowe ilości leków i… Dla niej jest sok.
- Spokojnie, zorientowałem się. Nie byłbym przecież taki niemądry… - odpowiedział zupełnie spokojnie, nawet lekko się śmiejąc.
- Przepraszam cię, paskudna gafa, nie wiem co mówię. To z tych emocji, tak bardzo się cieszę, że udało ci się ją znaleźć… - Helenie było strasznie wstyd jej poprzednich słów.
- To nic, każdemu może zdarzyć się wpadka – uspokoił ją.
- Zjedz kilka swoich tostów, bo ci wystygną.
- To nic, już prawie kończymy – powiedział Per, podając Marie dwa ostatnie kawałki tosta i resztę soku – A tak w ogóle to ta śliczna blondyneczka tutaj jest o wiele ważniejsza ode mnie. Najpierw zrobię zawsze to co najważniejsze dla niej, żeby nieść jej pomoc. A o sobie myślę na końcu – dodał, uśmiechając się, biorąc tacę ze swoją porcją i wychodząc. Przed wyjściem, zwrócił się do Heleny:
- Zostań z nią, proszę. Zjem to śniadanko, za które swoją drogą bardzo ci dziękuję i trochę się prześpię a potem cię zmienię dobrze? I jeszcze coś – tu Per już naprawdę spoważniał, nawet wystraszył się – Od kiedy Marie odzyskała przytomność – przestała mówić. Boję się… Co mam zrobić? Co jeśli wszystko nie wróci do normy za te dwa i pół tygodnia kiedy dopłyniemy na Utoya?
- Właśnie, ja też to zauważyłam… Porozumiewa się spojrzeniami, mimiką, jeśli nie chce kogoś wypuścić – mocno ściska go za rękę – widziałam jak zaczęła reagować kiedy odeszliśmy tutaj (rozmawiali przy drzwiach) ale też – spróbowała rozładować emocje – dobrze widziałam jej reakcję na twoje słowa po tym jak poprosiłam żebyś zajął się swoim śniadankiem – oczy jej się roześmiały, rozbłysły….
- Może dotarły do niej moje słowa…? – spytał Per, wychodząc. Zadał to pytanie raczej samemu sobie niż Helenie choć dziewczyna dosłyszała je. „na pewno dotarły do miejsca przeznaczenia, trochę więcej wiary w siebie” – pomyślała, siadając na miejscu zajmowanym wcześniej przez Pera.
- Cześć… - szepnęła delikatnie Helena – Bardzo cieszę się, że już jesteś z nami. Zresztą – nie tylko ja. Pozostali też. Wolałabyś pewnie żeby to Per był teraz przy tobie, co…? – spytała po chwili. Marie, słysząc jej pytanie, skinęła leciutko głową ale jej spojrzenie było nadal smutne. Wyraz twarzy też.
- Wróci tu, nie martw się – powiedziała Helena, bardzo delikatnie gładząc najpierw dłoń a potem policzek koleżanki z zespołu – Musi po prostu zregenerować siły, przespać się. Spędził przy tobie naprawdę wiele czasu i…
Te słowa uspokoiły Marie zupełnie. W pewnym momencie dziewczyna zrobiła taki gest jakby chciała coś narysować.
- Mam podać ci węgiel i kartkę? – dopytała Helena, chcąc się upewnić. Słysząc pytanie, Marie skinęła głową po czym wskazała miejsce, w którym przechowuje węgiel i kartki. Helena podeszła tam i przyniosła kawałek węgla, kilka kartek i coś co mogłoby posłużyć Marie jako stabilizująca podkładka pod kartki. Dziewczyna biorąc kartkę i kawałek węgla – po chwili zastanowienia naszkicowała dwa połączone serca, w nich pierwsze litery imion Heleny i Pera, pod nimi dwie głowy, zaznaczając, że jedna z nich to ona, między nimi strzałkę i prostokąt, który lekko zarysowała co miało być imitacją rysunku. Po tym jak skończyła – podała kartkę Helenie. Dziewczyna przez chwilę przyglądała się jej po czym powiedziała powoli:
- Te serca znaczą, że chcesz nam… podziękować… - rozszyfrowywała z zastanowieniem – Ale ten drugi rysunek… Nie mam pojęcia co chcesz przez niego przekazać… - zastanawiała się. Ale po pewnej chwili zrozumiała przekaz rysunku zamieszczonego pod sercami.
- Ach, chcesz porozumiewać się z nami rysunkami, tak? – spytała. Marie odpowiedziała jej lekkim skinieniem głowy.
- O rany, że też musimy być takimi idiotami, przecież mogliśmy sami ci to zaproponować zamiast czekać na inicjatywę z twojej strony – wyrzucała z siebie Helena. Marie natomiast starała się uspokajać ją trzymaniem za rękę i spojrzeniem, które zdawało się mówić: „I tak za jakiś czas wpadlibyście na to”. Helena jednak nadal była tak zła, że nawet nie potrafiła skupić się na tym żeby odczytać spojrzenie Marie, to co chce nim powiedzieć. Dziewczyna zorientowała się w tym, wzięła kartkę z dwoma wcześniejszymi rysunkami i w ostatnim wolnym miejscu naszkicowała głowę a nad nią świecącą żarówkę i rysunek.
- Ach, już wiem o co ci chodziło… Ale z drugiej strony – całe szczęście, że nas ubiegłaś, debili – powiedziała Helena, dodając po chwili:
- Prześpij się teraz, sen jest ci potrzebny. Nie bój się, śpij spokojnie, kiedy się obudzisz – któreś z nas będzie przy tobie. Na pewno nie będziesz sama.
Marie zasnęła jakieś kilka chwil później. Nie chcąc tracić czasu – Helena zaczęła czytać jakąś książkę. Kolejne półtorej godziny później przy łóżku dziewczyny nastąpiła zmiana i na miejsce Heleny wrócił Per.
- I jak… - chciał zapytać normalnym tonem głosu ale niemal natychmiast został uciszony gestem przez Helenę. Po wykonaniu go dziewczyna szepnęła:
- Śpi od jakiejś godziny, może półtorej.
- Zmienię cię, idź do siebie, teraz tobie przyda się odpoczynek, sen. Ale zanim to – jest jeszcze jedna sprawa. Magnus, Chris i reszta pytają kiedy mogliby zacząć powoli odwiedzać Marie… - swoją wypowiedź Per zakończył z dużym zastanowieniem w głosie.
- Musimy ją o to spytać… - mruknęła tajemniczo Helena kierując nieznacznie wzrok na kartki i węgiel. Tej subtelnej aluzji Per niestety nie zrozumiał.
- OK., możemy zadać pytanie. Ale jak Marie ma na nie odpowiedzieć? – spytał. Helena nadal nie spuszczała wzroku z kartek i węgla.
- Ach, rozumiem… Odpowie rysunkiem, tak?
- No, nareszcie się połapałeś – zaśmiała się dziewczyna – Porozumiewałyśmy się tak już wcześniej, kiedy spałeś.
- Która z was wpadła na ten pomysł?
- Marie.
- Niech to diabli, szkoda, że któreś z nas jej tego nie podsunęło…
- Ja też byłam na siebie o to wściekła, kiedy poprosiła mnie o przyniesienie tego wszystkiego… - mruknęła Helena, przypominając sobie wcześniejszą „rozmowę” z przyjaciółką.
- Kolorowych snów – rzucił ze śmiechem Per, kiedy Helena stała jeszcze w drzwiach kajuty.
- Dzięki – odpowiedziała, ziewając lekko. Chłopak czuwał przy łóżku przyjaciółki przez cały dzień. Śpiewał cicho jej ulubione piosenki z repertuaru Roxette, opowiadał o wszystkim. Głównie o tym co czuje, co myśli, czego się boi. Mówił też o planach jeśli chodzi o zespół no i oczywiście o swoich planach i nadziejach. Szczególnie o nadziei na to, że Marie wyjdzie z tego w co została wpędzona. W pewnym momencie, w trakcie gdy Per śpiewał „Listen to your heart” – w trakcie refrenu do drzwi kajuty zapukał Magnus.
- Mogę cię prosić na moment…? – spytał niepewnie.
- Ale… - zaczął Per. Nie chciał zostawiać Marie samej.
- To tylko chwila, a zresztą – nie będę wyciągał cię na korytarz.
- No dobrze, o co chodzi? – spytał z lękiem. Bał się, bo po spojrzeniu i wyrazie twarzy Magnusa zorientował się, że coś jest nie tak.
- Przechodząc obok kajuty twojego brata słyszałem rozmowę jego i Asy, w której… - Magnus urwał; bał się dokończyć, wystraszył się reakcji Pera.
- Co to była za rozmowa, mów! – ponaglił go chłopak.
- Ty i Marie byliście w tej rozmowie… obrażani… - dokończył z takim samym jak wcześniej lękiem Magnus – Co najdziwniejsze – nie wiem dlaczego ale były momenty, w których wyjątkowo obrywało się Marie… - dodał po chwili.
- Jasna cholera! – zawołał Per. Wściekł się tak, że zapomniał o śpiącej Marie. Na szczęście przypomniał sobie o niej w porę i szepnął już trochę spokojniej:
- Całe szczęście, że jej nie obudziłem… Zostań przy niej dopóki nie wrócę; gdyby się obudziła – lepiej żeby ktoś tu był. Ja idę przemówić im do rozumów – dodał po chwili po czym wyszedł. Magnus spełnił prośbę kolegi bez słowa i usiadł przy łóżku Marie. Tymczasem Per – wściekły jak nigdy wcześniej – pobiegł do kajuty Bengta.
- Jak mogliście nas tak obrażać?! – zawołał wbiegając i do kajuty i nie zważając nawet na to, że zastał brata i swoją dawną przyjaciółkę w sytuacji intymnej.
- Nie słyszysz co do ciebie mówię?! – zawołał kolejny raz, widząc brak reakcji ze strony obojga. Dopiero teraz Bengt zareagował.
- O co ci chodzi? – spytał takim tonem jakby nic się nie stało.
- Nie udawaj głupiego! Wiem o wszystkim od Magnusa, słyszał was! – wołał Per. Był nadal wściekły i rozgoryczony a te uczucia rosły w nim ze zdwojoną siłą przez zupełnie aroganckie zachowanie Bengta i Asy.
- Co takiego niby słyszałeś? – tym razem spytała Asa z wyjątkową ironią w głosie.
- Magnus powiedział mi, że obrażaliście nas. Mówiliście, że jesteśmy głupi, naiwni. O Marie mówiliście, że jest tępa, zacofana. Jak mogliście, co?! Jak mogliście wygadywać takie bzdury?!
- To co mówiliśmy jest prawdą. Wszystko. A Marie nie ma szans żeby wyzdrowieć! Żadnych! – zawołał na koniec Bengt. Per wściekł się tak, że uderzył oboje tak mocno, że z nosów puściła im się krew.
- Macie to na co zasłużyliście. Spróbujcie tylko jeszcze choć raz obrazić Marie a oberwiecie o wiele mocniej – ostrzegł ich przed wyjściem. Do kajuty przyjaciółki wszedł szybkim krokiem, kierowany resztką złości. Wszystko odeszło kiedy tylko zobaczył Marie i Magnusa.
- Obudziła się kiedy mnie nie było? – spytał.
- Nie, spała spokojnie.
- Całe szczęście. A Bengtowi i Asie nie daruję tego co mówili o nas. Jeśli coś takiego zdarzy się jeszcze raz…
- Racja, mówili naprawdę paskudne rzeczy. Szczególnie o Marie… - Magnus zawiesił głos, wzdrygnął się.
- Właśnie – zgodził się Per – Kiedy tylko usłyszałem od Bengta, że Marie nie ma żadnych szans żeby z tego wyjść – oboje ode mnie oberwali.
- I bardzo dobrze. Szkoda, że tego nie widziałem…
- Zobaczysz za to spuchnięte nosy – zaśmiał się trochę sarkastycznie Per. Po powrocie do swojej kajuty (na wszelki wypadek drzwi kajut wszystkich członków zespołu były lekko uchylone tak żeby ktoś mógł zareagować gdyby z Marie działo się coś złego) chłopak przez całą prawie noc zastanawiał się jak wyciągnąć od Marie jakieś wspomnienia z okresu porwania. Wpadł na to jak to zrobić dopiero gdzieś nad ranem. „Muszę po prostu najdelikatniej jak to tylko będzie możliwe zadawać jej pytania na ten temat… Nie mam innego wyjścia…” – myślał. To były jego ostatnie myśli, zanim spokojnie zasnął. Mimo, że zasnął późno, bo dopiero nad ranem – jego sen był na szczęście dość spokojny. Niedługo po przebudzeniu i zjedzeniu śniadania – poszedł do Marie. Dziewczyna nie spała, rysowała coś. Wzdrygnęła się lekko, słysząc kroki. Gdy tylko zobaczyła, że to Per – strach od razu minął.
- Jak się czujesz? – zagadnął, podchodząc do niej i siadając przy łóżku. Słysząc pytanie, dziewczyna skinęła twierdząco głową i uśmiechnęła się lekko.
- Dobrze, że powoli wracasz do siebie – powiedział Per, również się do niej uśmiechając – Mogę zobaczyć twój rysunek? – spytał po chwili, wyciągając dłoń w jego kierunku. Marie podała mu go po zrobieniu kilku ostatnich dosłownie kosmetycznych poprawek.
- Piękny… Naprawdę ślicznie rysujesz. Masz do tego talent… - szepnął Per. Był naprawdę oczarowany rysunkiem przyjaciółki. Przez chwilę panowała cisza. Per przygotowywał się wewnętrznie do zadania Marie pytań o okres porwania. Bał się tego. Nie wiedział jak to zrobić, żeby nie wystraszyć dziewczyny. W końcu jednak przełamał się i spytał:
- Czy… czy pamiętasz coś z porwania…?
Słysząc pytanie – dziewczyna wystraszyła się; głowę obróciła w bok a dłonie zacisnęła na brzegu kołdry.
- Przepraszam, przepraszam cię, nie powinienem był w ogóle pytać, co mnie podkusiło… - mówił Per, biorąc przy tym Marie delikatnie za rękę. Dziewczyna – czując mocny i pewny uchwyt jego dłoni – poczuła się bezpieczna. To uczucie bezpieczeństwa pozwoliło jej w rysunkach opowiedzieć to co pamiętała. Zanim jednak wzięła się za pierwszy rysunek – spojrzała na Pera jakby chciała powiedzieć: „Spróbuję opowiedzieć ci przez rysunki wszystko co pamiętam tylko proszę cię, nie zostawiaj mnie…”.
- Spokojnie, nie ruszę się stąd dopóki nie opowiesz mi wszystkiego co pamiętasz – powiedział delikatnie Per, całując przyjaciółkę w policzek, chcąc dodać jej dzięki temu otuchy, odwagi. Chwilę później dziewczyna wzięła pierwszą kartkę, węgiel i zaczęła rysować. Pierwszą kartkę zarysowała na szaro, gdzieniegdzie zostawiając tylko jasne plamy. Tak zarysowaną kartkę podała Perowi, który po chwili zastanowienia powiedział:
- Było tam ciemno a światło wpadało tylko od czasu do czasu…
Marie znów skinęła twierdząco głową, mrużąc przy tym oczy i zasłaniając je dłonią.
- Chcesz powiedzieć, że światło wpadało tak rzadko, że raziło cię w oczy, nie mogłaś się do niego przyzwyczaić? – chciał się upewnić Per. Jego przyjaciółka kolejny raz potwierdziła jego przypuszczenia skinieniem głowy. Kolejny rysunek przedstawiał trzy osoby. Jedna z nich – otoczona kółkiem – to Marie.
- Jeśli dobrze rozumiem – porywaczy było dwóch… - mruknął z zastanowieniem chłopak. Jego przypuszczenia kolejny raz okazały się trafne.
- Czy mogłabyś przez rysunek opisać wygląd porywaczy? Albo przynajmniej jednego z nich?
Tym razem Marie niestety pokręciła głową przecząco. Potem spojrzała na Pera ze smutkiem jakby chciała powiedzieć: „Przepraszam, nie chciałam cię zawieść… Liczyłeś, że dowiesz się ode mnie wszystkiego a ja…”. Chwilę później w oczach dziewczyny zabłysły łzy, kilka z nich zaczęło toczyć się po jej policzkach. Widząc reakcję przyjaciółki – Per, ocierając delikatnie łzy z jej twarzy – powiedział:
- Wcale mnie nie zawiodłaś. Opowiadając mi o wszystkim przy pomocy tych rysunków – bardzo mi pomogłaś. Nareszcie wiem wystarczająco dużo. Jeśli coś ci się przypomni – rysuj – po wypowiedzeniu tych słów – Per przykrył delikatnie i powoli dłonie Marie swoimi. Dziewczyna mruknęła cicho i uśmiechnęła się lekko, czując ich ciepło. Po chwili chłopak, myśląc wcześniej: „Oby tylko teraz nikt nam nie przeszkodził” – znów zaczął śpiewać „Listen to your heart”. Miał rację, bo tym razem przez cały czas kiedy śpiewał – nikt nie przeszkadzał im. Później chciał zaśpiewać „Help” Beatlesów ale gdy tylko zaczął – Marie powstrzymała go. Dokładniej powstrzymało go jej nerwowe zachowanie: obrócenie głowy w bok, wciśnięcie jej w poduszkę, mocniejsze, prawie kurczowe ściśnięcie obu dłoni Pera. Dopiero po takim zachowaniu przyjaciółki, chłopak zorientował się jaką gafę popełnił.
- Przepraszam, przepraszam kwiatuszku, uspokój się już… - mówił spokojnie choć na siebie był straszliwie zły, nawet wściekły – Zupełnie zapomniałem, że to tą piosenką przywiodłaś nas do siebie, że będzie ci się kojarzyć z… - nie chciał dokończyć żeby znów nie spowodować u Marie reakcji podobnej do poprzedniej – Wynagrodzę ci to… tym – uśmiechnął się, po czym zaczął śpiewać „Milk and toast and honey”. Tym razem trafił dobrze, bo dziewczyna słysząc tą piosenkę – zaczęła się uspokajać. Po zaśpiewaniu piosenki – sądząc , że Marie zasnęła – Per chciał wyjść. Dziewczyna jednak zatrzymała go, ściskając go kolejny raz za rękę i otwierając oczy.
- Co się stało? Wystraszyło cię coś? – spytał, widząc zachowanie przyjaciółki. Dziewczyna na pytanie odpowiedziała przeczącym ruchem głowy a wolną ręką zrobiła gest znaczący, że chce coś narysować.
- Kolejny rysunek? Przypomniałaś sobie coś więc dlatego zatrzymałaś mnie? – dopytywał Per, podając Marie kartkę. Dziewczyna po chwili zastanowienia narysowała dwie osoby. Jedna leżała na ziemi, druga stała nad pierwszą, próbowała robić jej krzywdę. Kolejny szkic przedstawiał znów dwie osoby. Z tym, że teraz obie leżały; wyglądało na to, że w drugim szkicu Marie chciała opisać gwałt. Oba rysunki otoczyła kołem i poprowadziła od niego kilka strzałek, które miały znaczyć: „To powtarzało się niekiedy bardzo często”. Po dorysowaniu strzałek dziewczyna podała rysunek Perowi. Tym razem Per nie musiał długo zastanawiać się nad przekazem zawartym w rysunku, który zrobiła Marie.
- Boże… - szepnął, widząc rysunek – Obiecuję ci, że jak tylko dorwę tych, którzy ci to zrobili – rozprawię się z nimi, zrobię wszystko żeby byli jak najdalej od ciebie, żebyś była wreszcie bezpieczna – powiedział delikatnie Per, tuląc do siebie przy tym Marie. Słysząc jego słowa i lądując w ramionach chłopaka – poczuła się spokojna, wolna i bezpieczna, wolna i szczęśliwa. Poczuła się tak pierwszy raz od dnia porwania. Po kilku minutach, kiedy emocje opadły – Per chciał wyjść z kajuty Marie. Niestety kiedy dziewczyna zorientowała się, że ma zostać sama – znów się wystraszyła, znów z całych sił wtuliła się w Pera. „Nie chcę zostać sama, boję się…” – zdawało się mówić jej spojrzenie.
- Spokojnie, niedługo wrócę a teraz poproszę kogoś żeby został przy tobie – zapewnił ją. Marie nadal jednak patrzyła ze strachem na to jak Per oddala się od niej, wychodzi. Próbowała nawet przywoływać chłopaka do siebie. Zamiast Pera usiadł przy niej Magnus.
- Wiem, że wolałabyś, żeby to Per był przy tobie – powiedział – Ale pozwólmy mu przejść się, pomyśleć. Widać po nim, że potrzebuje tego. Teraz spróbuj zasnąć. Widać, że jesteś zmęczona, potrzebujesz odpoczynku. Per na pewno będzie przy tobie kiedy się obudzisz – obiecał jej na koniec chłopak, myśląc jednocześnie: „Oby tylko nie okazało się, że złożyłem jej obietnicę bez pokrycia”. Tymczasem Per przechadzał się po statku, po miejscach, które kojarzyły mu się z Marie. Zajrzał nawet do Sali, w której zagrali ten feralny koncert. Stojąc w miejscu gdzie znajdowała się scena, przypomniał sobie moment, w którym Bengt oznajmił mu, że Marie została porwana. Zastanawiał się nad tym i doznał czegoś w rodzaju olśnienia. „Ten jego wyraz twarzy, strach… To wszystko było sztuczne, ukartowane…”. Później skierował się do partii ładowni, w której znalazł Marie. Na podłodze niedaleko od wejścia znalazł bransoletkę należącą do… Asy. „Zaraz, chwila, ta bransoletka… - zastanawiał się – Dałem ją Asie niedługo po tym jak się poznaliśmy – wspominał – Chociaż… To nie musi być jej bransoletka. Taka biżuteria jest bardzo popularna w Sztokholmie czy Halmstad…” – rozmyślał nadal, nie podnosząc bransoletki, przyglądając się jej. Po chwili jednak Per podniósł bransoletkę i zaczął się jej dokładniej przyglądać. To co zobaczył na jednym z serduszek wchodzących w jej skład – sprawiło, że wpadł w osłupienie. Na serduszku widniały wygrawerowane ich imiona i data pierwszej randki.
- Nie wierzę… - szepnął do siebie – To nie może być prawda… - trudno było mu uwierzyć, że dziewczyna, którą uważał za przyjaciółkę, która miała niedługo zostać jego żoną – mogła zrobić coś tak okropnego ich wspólnej przyjaciółce (Asa przy Perze nigdy nie wyrażała się o Marie inaczej jak o swojej przyjaciółce). Chłopak wyszedł z ładowni bardzo szybkim krokiem. Idąc do swojej kajuty – zderzył się z Asą. Mimo tego nie zauważył jej, poszedł dalej. Natomiast dziewczyna zauważyła bransoletkę, którą Per trzymał w ręku. „Cholera, to moja bransoletka. Jeśli się zorientuje, że to ja i Bengt „zaopiekowaliśmy się” – przy tych słowach narysowała w powietrzu cudzysłów – tą jego przyjaciółeczką – ciekawie ze mną nie będzie…” – rozmyślał z niepokojem. Tymczasem Per zamknął się w swojej kajucie. Przesuwając w palcach bransoletkę – zastanawiał się nad wszystkim, próbował łączyć fakty. Niestety – nie wychodziło mu to. Miał zupełny mętlik w głowie. „Zachowanie Bengta było ukartowane, tego jestem pewien – myślał – Ale Asa… Była naprawdę tym wszystkim przejęta, cieszyła się kiedy znalazłem Marie ale… ta bransoletka… Knulla dett!” – zawołał w duchu i cisnął bransoletkę przed siebie, tak że odbiła się o sąsiednią ścianę. Potem jeszcze zastanawiał się nad tym wszystkim przez jakiś czas. Po upływie tego czasu poszedł do Marie. Dziewczyna spała, przy jej łóżku czytając jakąś książkę czuwał nadal Magnus.
- Przez cały czas spala spokojnie – powiedział gdy tylko zobaczył Pera.
- To dobrze. Teraz sen przydałby się nam choć nie wiem czy mnie uda się zasnąć… - mruknął Per, pokazując Magnusowi bransoletkę.
- Przecież… to bransoletka Asy… Sam pomagałem ci ją wybrać… - wspominał zdziwiony.
- Wszystko się zgadza. Wpadniesz w jeszcze większe osłupienie kiedy powiem ci gdzie ją znalazłem…
Magnus spojrzał na kumpla pytającym wzrokiem, unosząc lekko brwi.
- W ładowni. Tam gdzie znalazłem Marie.
- CO?! – Magnus osłupiał.
- Też nie wierzę.
- To by znaczyło, że…
- Tak, że Asa jest zamieszana w jej porwanie.
- Przecież one się przyjaźnią…
- Na to dotąd wyglądało…
- Zostaniesz przy niej teraz? Kiedy zasypiała – obiecałem jej, że będziesz przy niej kiedy się obudzi… - Magnus zakończył prośbę bardzo niepewnie, bał się, że Per wścieknie się na niego.
Tak, zostanę przy niej. Może przypomni jej się coś co ;pomoże mi rozwiązać zagadkę porwania… - zastanawiał się głośno Per.
- Gdybyście potrzebowali pomocy – jestem u siebie – powiedział Magnus po czym skierował się do drzwi.
- OK., nie zapomnij zostawić uchylonych drzwi do swojej kajuty.
- Dzięki, że mi o tym przypomniałeś – zaśmiał się Magnus. Często zdarzało mu się o tym zapomnieć. Dziś jednak o tym pamiętał. Nie zdawał sobie sprawy, że taki drobiazg kilka godzin później uratuje życie jego koleżanki. Tymczasem Per czuwał przy Marie. Nawet nie zorientował się kiedy ułożył dłoń Marie w swojej i zamknął palce wokół niej. Zaczął wpatrywać się w tą śliczną drobną twarz z leciutkim uśmiechem na ustach i klatkę piersiową dziewczyny falującą w rytm spokojnego oddechu. Wpatrując się tak w przyjaciółkę – zamyślił się, pozwolił myślom odpłynąć w stronę Marie, ich planów zawodowych a nawet… uczucia, które żywił do dziewczyny a które musiał skrywać przed innymi, szczególnie przed Asą.
- Widziałeś może moją bransoletkę? – usłyszał nagle za sobą jej głos. Podskoczył wystraszony. Nie puszczając dłoni Marie, odwrócił się do Asy i spytał lodowatym tonem:
- Mówisz o tej bransoletce? – i pokazał jej bransoletkę z serduszek, którą znalazł w ładowni.
- Gdzie ją…? – Asa osłupiała. Tym razem nie udało jej się zagrać spokoju, opanowania. Naprawdę się przeraziła.
- Znalazłem ją w ładowni. Porwałaś Marie! Zrobiłaś to! – wołał Per. Jego wzburzenie rosło, zapomniał, że dziewczyna śpi.
- To nie ja… - chciała się bronić Asa ale chwilę potem zmieniła taktykę – Zasłużyła sobie na to! To wcale nie była moja przyjaciółka, udawałam żeby czuła się dowartościowana, mała… - urwała, unosząc rękę i próbując uderzyć śpiącą jeszcze Marie, która w tym akurat momencie otworzyła oczy, krzyknęła i zakryła twarz rękoma żeby się ochronić przed uderzeniem.
- Tknij ją choć raz… - syknął Per, wykręcając Asie rękę do tyłu, chwytając ją za drugą i wyprowadzając z kajuty. Przed jej drzwiami pchnął Asę tak mocno, że ta prawie się potknęła.
- Coś jeszcze. Nie potrzebuję go już – powiedział lodowato, zrywając jednym szarpnięciem z szyi łańcuszek, który dostał od Asy i rzucając go jej pod stopy. Po tym wszystkim zostawił oszołomioną dziewczynę i wrócił do przerażonej Marie.
- Jesteś już bezpieczna, skarbie nie ma jej tu… - szeptał łagodnie Per, idąc w stronę drżącej z przerażenia dziewczyny, która bojąc się nadal, że zostanie zraniona – zakrywała twarz dłońmi. Kiedy jednak poczuła dłonie Pera na swoich i zobaczyła go kątem oka – wiedziała, że to naprawdę on, że nie musi się już bać. Kiedy to wszystko do niej dotarło – z całych sił wtuliła się w chłopaka, wbijając mu nawet lekko paznokcie w ramiona. Chłopak syknął cicho z bólu ale tłumaczył to sobie myśląc: „Emocje nie opadły w niej jeszcze do końca. Niedługo się uspokoi…”. W pewnym momencie Per, kołysząc się z wtuloną w niego Marie – zaczął cicho śpiewać. „Too hot to handle, too hard to lose, fallin’ in love with you is the perfect excuse…” – zanucił cicho tuż nad uchem dziewczyny, która mruknęła słodko i przeniosła ręce z jego ramion na szyję, gdzie je oplotła i oparła głowę o tors przyjaciela. Ona też orientowała się jak ważny staje się dla niej Per. Bała się jednak przyznać do tego. Bała się co powiedzą inni. Szczególnie bała się reakcji Mickaela. To dlatego, że zdarzało się, że ją zastraszał, izolował od innych. To przez jego zachowanie Marie często spóźniała się na próby co irytowało Pera i resztę. Obrót sprawy zmienił się kiedy dziewczyna odważyła się powiedzieć przyjaciołom prawdę. Tymczasem kiedy Per układał w łóżku śpiącą już przyjaciółkę – do drzwi znów zapukał cicho Magnus.
- Czego znowu… - chciał na niego naskoczyć Per, sądząc, że to Asa znów próbuje coś wskórać.
- Spokojnie, to tylko ja. Słyszałem kłótnię twoją i Asy. Ona chyba nie porwała Marie sama… Musiała z kimś współpracować…
- Skąd te przypuszczenia? I kto to mógłby być? – pytał solidnie wystraszony Per.
- Tego kto to mógłby być – nie wiem ale przypuszczenie mam stąd, że słyszałem jak rozmawiała z kimś przez komórkę i wspominała o Marie, o porwaniu… Padły też słowa: „Per chyba nie jest tak naiwnym głupkiem na jakiego wygląda” czy też coś podobnego…
- Jak ją tylko dorwę… - Per był straszliwie wściekły. Mimo tego nie spełnił jednak swoich pogróżek. Po pierwsze dlatego, że był sakramencko zmęczony, po drugie dlatego, że nie szukał specjalnie Asy i wreszcie po trzecie dlatego, że nie chciał zostawiać Marie samej. Mimo, że owszem miał zaufanie do pozostałych to jednak najpewniej i najspokojniej czuł się samemu czuwając przy jego „kwiatuszku” jak coraz częściej zaczął ją nazywać zarówno w myślach jak i na głos. Dziewczyna bardzo się rumieniła, słysząc to określenie; spoglądała na Pera jakby chciała powiedzieć: „Ja już kogoś mam… Ty też…”. Sprawa zmieniła jednak obrót – przynajmniej ze strony Pera – kiedy obronił Marie przed Asą, „oddał” jej łańcuszek. Natomiast w nocy, na dwa dni przed końcem rejsu stało się coś czego nie spodziewało się żadne z przyjaciół. Wszyscy spali spokojnie, drzwi kajut jak zawsze były lekko uchylone, Nagle do kajuty Marie zakradli się Bengt i Asa. Tym razem to facet stał na czatach a kobieta dwoma susami przemierzyła odległość między drzwiami a łóżkiem. Będąc przy Marie, z całych sił ją uderzyła, co dziewczynę obudziło. Zaczęła krzyczeć, chować się pod kołdrą, strącać wszystko co tylko mogła. Wszystko, żeby tylko zrobić jak najwięcej hałasu.
- I tak cię nie usłyszą a ja dokończę to czego nie pozwolił mi zrobić Per… Ale teraz wszystko mi się uda i nie będziesz już jego „kwiatuszkiem”… - ironizowała. W pewnym momencie wzięła zapalniczkę i przytknęła płomień do twarzy Marie. Dziewczyna bardzo głośno krzyknęła. Wtedy pojawili się odrobinę jeszcze zaspani Chris, Magnus i Per. Senność opuściła ich natychmiast gdy tylko zobaczyli co się dzieje.
- Zostawcie ją! – ryknął wściekły Per, dopadając Asę i Bengta (on też podszedł do Marie i zaczął znęcać się nad nią) z całej siły każde uderzając i odciągając od łóżka przyjaciółki.
- Ta ładownia… To oni mi to… zrobili… - powiedziała płacząc Marie, wtulona najmocniej jak się dało w ramię Pera. To zdanie było pierwszym jakie wypowiedziała od dnia, w którym została znaleziona.
- Rozprawię się z nimi, będziesz bezpieczna – zapewnił ją Per a wyprzedzając pytanie, które chciała zadać – szepnął:
- Zostanę przy tobie. Nie ruszę się stąd do rana – po czym delikatnie musnął wargami jej czoło.
- Chłopaki, idźcie do kapitana i opowiedzcie o wszystkim co tu się stało. Reszta pasażerów pewnie myśli sobie o nas niestworzone rzeczy… - prosił przyjaciół Per. Było mu cholernie wstyd swojego zachowania ale z drugiej strony myślał: „Nie powinienem mieć tych idiotycznych wyrzutów sumienia. Gdybym nie zareagował w ogóle – mogliby naprawdę coś jej zrobić…” – karcił się w myślach.
- Załatwione, jutro nie będzie ich na pokładzie. Z samego rana – powiedział Chris, wsuwając głowę w szparę w drzwiach.
- Świetnie. Jak gdzieś jeszcze ich spotkasz – przekaż, że nie chcę znać ich obojga a z rodzeństwa została mi już tylko siostra.
- OK., dobranoc… - zapewnił kumpla Chris, ziewając lekko.
- Idź już do siebie, przepraszam, że zarwaliście noc przeze mnie…
- Nie wygaduj bzdur – Chris znów ziewnął i już go nie było.
- Czy mogłabyś tym razem normalnie opowiedzieć mi o porwaniu…? To co pamiętasz, to o czym jesteś w stanie mówić… - spytał bardzo niepewnie Per. Z jednej strony chciał dowiedzieć się czegoś więcej niż to co wiedział już z rysunków ale z drugiej – bał się, że Marie znów się zablokuje i nic z tego nie wyjdzie. Dziewczyna z całych sił wtuliła się w niego po czym szepnęła:
- Zostałam zabrana z koncertu… Ten chłód, wilgoć, to było ohydne… - wzdrygnęła się na samo wspomnienie – Zachowanie twojego brata było obrzydliwe, obleśne, patrzył na mnie jakby… - Marie nie wytrzymała, rozpłakała się na nowo.
- Spokojnie, jesteś już bezpieczna… - szepnął Per, gładząc włosy Marie, wplatając w nie delikatnie palce, zaczynając się nimi bawić. To uspokajało dziewczynę, która znów zaczęła urywkami opowiadać to co przeszła.
- Potem… potem było jeszcze gorzej… Bił mnie, kaleczył a nawet… - ostatnie słowo nie chciało przejść jej przez gardło.
- Rozumiem – odpowiedział Per, pytając jednak po chwili:
- Mówiłaś, że cię kaleczył… Pamiętasz czym?
- Żyletkami, ostrzami, cienkimi biczami… Jedno uderzenie czegoś takiego wystarczyło żeby przeciąć skórę – w tym momencie dziewczyna chciała na dowód pokazać jedną z ran po takim biczu, która powolutku się zabliźniała ale Per powstrzymał ją.
- Nie musisz, wierzę ci – szepnął, chwytając delikatnie za nadgarstek i kierując dłoń dziewczyny w stronę swoich ust. Dziewczyna uśmiechnęła się słodko i przymknęła lekko powieki, czując na dłoni tego delikatnego całusa. Następnego dnia rzeczywiście nie było już na pokładzie statku ani Asy ani Bengta. Marie, kiedy dowiedziała się o tym – odetchnęła z ulgą.
- Czy jesteś w stanie wyjść na scenę, czy trzeba będzie odwołać te koncerty? – spytał Per, gdy dopływali na miejsce.
- Wyjdę na scenę. Nie możemy zawieść fanów, liczą na nas – powiedziała twardo Marie.
- W takim razie dobrze. Zaproś pasażerów na jeden koncert. Musimy zrekompensować im ten, który stracili… - zwrócił się do Clarence’a.
- Ale oni nie mają biletów! – odparował tamten.
- Zrób to o co cię proszę! – Per rozzłościł się – Wrzuci się to w koszty a jeśli ci zabraknie – dołożę się z przychodów z hoteli.
- No dobrze… - mruknął zrezygnowany Clarence.
- No i o to mi chodziło – uśmiechnął się Per, ciesząc się, że dopiął swego. Zespół dopłynął bezpiecznie, wszystkie pięć zaplanowanych koncertów odbyło się. W przerwach między nimi Marie podziwiała widoki, rysowała. Pewnego dnia przy rysowaniu zaskoczył ją Per. Zaskoczył ją, bo nie dość, że zaszedł od tyłu to jeszcze zakrył oczy dłońmi przez co wystraszona Marie lekko zepsuła rysunek. Po dotyku jednak zorientowała się, kto zrobił jej tego psikusa.
- Patrz co zrobiłeś! – zawołała. Udała tylko złą, bo dobrze wiedziała, że to nic takiego i że da się to skorygować. On jednak nie zwrócił na to uwagi. Ukląkł przed nią i wyciągając pudełeczko w kształcie serca, z diamentowym pierścionkiem – szepnął:
- Wyjdziesz… za mnie…?
- CO?! – Marie była w szoku. Z wrażenia szkicownik upadł jej na ziemię. Widząc jej reakcję – Per podniósł się i zatrzasnął pudełeczko, mówiąc ze złością:
- Oni mieli rację. Jestem naiwnym głupkiem! – już miał zamachnąć się i cisnąć pudełeczko w wodę gdy nagle – poczuł drobną dłoń Marie na nadgarstku.
- Zgadzam się – szepnęła, wyciągając Perowi z dłoni pudełeczko i wsuwając pierścionek na palec. „Hello, you fool, I love you” – zanuciła, zaśmiała się i wołając: „Berek!” – zaczęła uciekać.
- Och ty… - szepnął Per, ruszając w pościg a ukochaną. Z Utoya wrócili samolotem mimo, że Per straszliwie bał się latania. Przez cały lot nie przestawał ściskać ręki Marie. Często robił to tak mocno, że dziewczyna krzywiła się z bólu. Wylądowali na szczęście bezpiecznie. Po pięciu miesiącach od całej tej historii Marie i Per pobrali się.

Podpis: 

Fanka Roxette 16.02.2013
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Jadeitowy Pałac Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III)
Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction. Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III.
Sponsorowane: 150Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.