https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
200

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Nawiedziny

Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Jadeitowy Pałac

Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment "Sycylijskiego pioruna"

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1348
użytkowników.

Gości:
1348
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 74345

74345

Opowiadanie oparte na śnie przyjaciółki - cz 1

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
13-02-17

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Hobby/Inne/Kariera
Rozmiar
62 kb
Czytane
2191
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
13-02-17

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: roxetka Podpis: Fanka Roxette
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"W dwóch szwedzkich miejscowościach: mieszczącym się na północy Osjo i znajdującym się na południu Halmstad, dwie młode kobiety oczekiwały przyjścia na świat swoich dzieci. W obu przypadkach dzieci będą najmłodsze z rodzeństwa jakie też na nich

Opublikowany w:

Serwisie opowiadania.pl

Opowiadanie oparte na śnie przyjaciółki - cz 1

W dwóch szwedzkich miejscowościach: mieszczącym się na północy Osjo i znajdującym się na południu Halmstad, dwie młode kobiety oczekiwały przyjścia na świat swoich dzieci. W obu przypadkach dzieci będą najmłodsze z rodzeństwa jakie też na nich oczekiwało. Po kilku dniach, pod koniec maja 1958 roku na świat przyszła najmłodsza córka Inez Fredriksson. Dziewczynka dostała na imię Marie.
- Jesteś śliczna, kochanie… Będziesz kimś wielkim, czuję to… Będziesz porywała tłumy. Nie będziesz robiła tego sama, na pewno nie… - szepnęła kobieta, biorąc córeczkę na ręce pierwszy raz. Nie miała pojęcia, że po latach jej przeczucia się sprawdzą. Tymczasem kilometry dalej, na południu, w Halmstad, inna młoda kobieta też oczekiwała przyjścia na świat swojego kolejnego, trzeciego dziecka. O ile rodzeństwo Marie – szczególnie najstarsza, Ana Lisa – nie mogło doczekać się pojawienia się ich najmłodszej siostry – o tyle w rodzinie Gessle było zupełnie inaczej. Mimo, że nie byli tak biedni jak rodzina Marie – nie cieszyli się z tego, że ma pojawić się kolejne dziecko. Szczególnie mocno okazywał to ośmioletni Bengt.
- Nie chcę kolejnego rodzeństwa! – powtarzał – I tak nie masz dla mnie czasu a teraz ten maluch zabierze ci go zupełnie!
- Przestań! Jak zwracasz się do matki?! – karcił go za każdym razem ojciec. Słowa syna raniły Elisabeth ale kobieta za każdym razem wychodziła z tego obronną ręką, odpowiadając:
- Kiedy byłeś tak mały jak twój braciszek, którego noszę w sobie (od początku przeczuwała, że to będzie chłopiec) – też poświęcałam ci tyle czasu ile będę poświęcać jemu więc teraz zobaczysz jak to wyglądało w twoim przypadku.
Najstarsza z trójki, Gunilla też bała się początków ale nie dawała tego po sobie poznać. Nikt nie podejrzewał, że te niewinnie brzmiące słowa ośmiolatka będą początkiem nienawiści braci.
- Tylko się tak drażni, nie przejmuj się, mamo, podobno ja też zachowywałam się podobnie zanim się urodził – mówiła Gunilla, pocieszając smutną Elisabeth.
- Tak, też tak było – odpowiedziała kobieta, uśmiechając się do kilkunastoletniej córki i przytulając ją do siebie.
- Mogę…? – spytała nieśmiało dziewczyna, kierując dłoń w stronę brzucha matki.
- Oczywiście – zgodziła się, ujmując córkę za nadgarstek i układając odpowiednio jej dłoń. Kiedy poczuły kopnięcie, Gunilla spojrzała na matkę uśmiechając się delikatnie i szepcząc:
- Ciekawe jak to jest…
- Przekonasz się – padała odpowiedź.
Po kilku miesiącach, na początku stycznia 1959 roku Elisabeth urodziła chłopca, któremu dała na imię Per. Jeszcze przed jego narodzinami powtarzała w myślach: „Będziesz kimś, porwiesz za sobą tłumy a zrobisz to z kimś kto będzie dla ciebie bardzo ważny…” – nie miała pojęcia myśląc tak, że na północy, w Osjo jest pewna obecnie ośmiomiesięczna dziewczynka i że po latach drogi tej dziewczynki i jej synka złączą się nierozerwalnie na zawsze. Mijały lata, dzieci dorastały; u obojga można było zauważyć rosnące zainteresowanie muzyką. W przypadku Marie – wszyscy jej kibicowali, popychali w tym kierunku. Szczególnie ojciec, który często zabierał ją ze sobą w trasy i śpiewał jej. Dziewczynce kibicowała też Ana Lisa, z którą Marie miała najlepszy kontakt. Z resztą rodzeństwa nie dogadywała się tak dobrze. Niestety – kiedy Marie miała osiem lat – doznała pierwszego (i niestety nie ostatniego) wielkiego wstrząsu w swoim życiu. Ana Lisa straciła życie w wyniku wypadku samochodowego. Na początku mała Marie nie zdawała sobie sprawy z tego co się stało. Pewnego dnia jednak zorientowała się, że jej ukochanej starszej siostry nie ma w domu wyjątkowo długo a rodzice i reszta rodzeństwa są jacyś dziwnie smutni.
- Gdzie jest Ana Lisa, mamo…? – spytała pewnego dnia dziewczynka. Jej pytanie było bardzo nieśmiałe, niepewne.
- Wiesz kochanie, Ana… Ana jest teraz z aniołami, patrzy na ciebie z góry i czuwa nad tobą i nad nami… - odpowiedziała jej Inez, ostatkiem sił walcząc ze łzami napływającymi do oczu i drżącym głosem.
- Czy ona wróci do nas? – pytała nadal Marie. Nadal nie rozumiała tego co się stało.
- Niestety już nie… Ale teraz będzie czuwać nad tobą z góry, kotku – po tych słowach Inez przytuliła córeczkę do siebie. Dopiero teraz dziewczynka zaczynała rozumieć co spotkało jej rodzinę. Natomiast jeśli chodzi o zamiłowanie Pera do muzyki – chłopiec nie miał tyle szczęścia. Był od tego odciągany najróżniejszymi metodami. Mimo tego – nie poddawał się. Kiedy skończył 13 lat – zaczął pisać pierwsze teksty piosenek. Miał przeznaczony do tego celu specjalny zeszyt, który przechowywał w swoim pokoju. Niestety – pewnego dnia stracił go ale nie ze swojej winy.
- Co ty tu robisz?! Co robisz z moim zeszytem z tekstami?! – zawołał, wchodząc do pokoju i zauważając jak Bengt niszczy jego własność.
- To coś nazywasz tekstami piosenek? – odpowiedział mu brat, nie przerywając czynności – To są… nie mam słów żeby to nazwać ale tekstami na pewno tego nie nazwę.
- Przestań, zostaw ten zeszyt! A jeśli jesteś taki mądry – sam spróbuj coś napisać! – wołał chłopak. Próbował nawet ocalić ostatnie teksty jakie jeszcze tam zostały ale – nie udało mu się to.
- Wyjdź stąd, nie chcę cię tu widzieć! – zawołał, dosłownie ostatkiem sił powstrzymując ochotę do tego żeby się rozpłakać.
- Bardzo chętnie, bekso – zaśmiał się jadowicie Bengt, po czym wyszedł jak gdyby nigdy nic.
- Co tam się u licha dzieje? – szepnęła do siebie Gunilla, przerywając swoją pracę, wychodząc z pokoju i kierując się w stronę pokoju najmłodszego brata.
- Co się stało? – spytała, wchodząc do pokoju Pera. Zadała pytanie spokojnie, wiedziała że nie ma w tym ani odrobiny winy chłopaka, czuła to.
- Popatrz… Nic z nich nie zostało… Tylko strzępy… - szeptał, ocierając łzy, próbując dojść do siebie.
- Nie martw się, napiszesz nowe teksty – pocieszała go.
- Już nie! Już nie napiszę niczego nowego a jeśli nawet – na pewno nie będą tak dobre jak te! – wołał. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli.
- A ja czuję, że tak będzie, uwierz starszej siostrze – uśmiechnęła się. Nie pokazywała tego po sobie żeby nie zawieść ojca i Bengta, którzy byli przeciwni muzycznym zapędom Pera ale tak naprawdę w głębi duszy podobnie jak matka przeczuwała, że jej najmłodszy brat będzie kimś.
- Spróbuję… - szepnął chłopak, patrząc nieśmiało na siostrę i równie nieśmiało się do niej uśmiechając. No i po jakimś czasie odważył się napisać pierwsze teksty po stracie zeszytu. Nowy zeszyt, który do tego przeznaczył przechowywał w zupełnie innym miejscu pokoju. Tymczasem dorastająca Marie też zaczęła pisać pierwsze teksty piosenek. Opisywała w nich uczucia po stracie siostry. Opisywała je w tekstach, bo nie miała odwagi przyznać się do nich rodzicom czy reszcie rodzeństwa. Miała też swój pamiętnik, z którym się nie rozstawała. Pewnego dnia w szkole (dokładniej w drugiej klasie liceum) o mało go nie straciła ale nie stało się tak. A wszystko dzięki Perowi, który akurat przechodził korytarzem i zatrzymał się gdy zobaczył zasmuconą dziewczynę i kilku chłopaków bawiących się jej pamiętnikiem. „Ten pamiętnik chyba do kogoś należy, muszę zrobić z tym porządek” – pomyślał, widząc całe zajście i idąc w tamtym kierunku szybkim krokiem.
- Oddajcie ten pamiętnik temu do kogo należy! – zawołał Per, podbiegając w tamto miejsce.
- Nic z tego kujonie – rzucił w jego stronę jeden z chuliganów. Per próbował różnymi sposobami odzyskać własność wystraszonej Marie. W pewnym momencie myśląc: „Robię to pierwszy i ostatni raz w życiu” – podstawił nogę chłopakowi, który miał w ręku pamiętnik. Chuligan grzmotnął jak długi na podłogę, pamiętnik wypadł mu z ręki i zanim upadł na ziemię – Per zdążył go złapać.
- Należy chyba do ciebie… - szepnął, podając dziewczynie pamiętnik i uśmiechając się do niej.
- Tak, dziękuję… - szepnęła nieśmiało, odbierając go. Kiedy odbierała pamiętnik – ich spojrzenia spotkały się a przez ciała obojga przeszły ciepłe dreszcze. „To ktoś dla mnie, wreszcie mam swoją drugą połowę…” – pomyśleli o sobie nawzajem kiedy ich spojrzenia się spotkały. Patrząc na Marie, Per od razu zorientował się, że jest o sporo biedniejsza od niego ale nie zwrócił na to uwagi. „Co z tego, że jest biedniejsza niż ja. Nie przeszkadza mi to” – myślał, patrząc w jej piękne wielkie brązowe oczy.
- Nie smuć się już, zapraszam cię po zajęciach na lody – powiedział tak samo delikatnie i spokojnie jak wcześniej.
- Nie znam cię, nie wiem jak się nazywasz, nie mam pieniędzy żeby iść z tobą na te lody… - mówiła zawstydzona Marie.
- Nie martw się o pieniądze, zajmę się wszystkim – przekonywał ją nadal delikatnie choć w tej delikatności można było dosłyszeć lekką nutkę stanowczości. Na szczęście nie był zbyt stanowczy, bo nie chciał odstraszyć od siebie nowo poznanej koleżanki – Mam na imię Per – dodał po chwili, podając dziewczynie rękę.
- A ja Marie – przedstawiła się dziewczyna, ściskając delikatnie jego dłoń. Wtedy kolejny raz poczuła te same dreszcze co wcześniej. Tamtego dnia zostały im jeszcze trzy godziny lekcyjne. Wszystkie przerwy między lekcjami spędzali razem. W trakcie jednej z takich przerw jeden z chłopaków, którzy bawili się pamiętnikiem Marie – zauważając rozmawiających spokojnie Pera i Marie, zawołał:
- Gessle, idziesz na dywanik do dyrektora!
- Że co? A to niby za co? – zdziwił się Per, podnosząc się z ławki, na której siedzieli razem z Marie i zmierzając w kierunku gabinetu dyrektora.
- Chyba wiem dlaczego musisz iść do dyrektora… - szepnęła Marie, idąc za chłopakiem. Wystraszyła się, kojarząc ze sobą fakty.
- Dlaczego, jak myślisz? – spytał.
- Pamiętasz jak walczyłeś z nimi żeby odzyskać mój pamiętnik? Boję się, że obrócą całe to zdarzenie przeciwko tobie, przeciwko nam… - szepnęła smutno. Nie miała pojęcia, że ma rację, że jej przypuszczenia sprawdzą się. No i – miała rację. Kiedy weszli – w gabinecie czekali już chłopcy, którzy bawili się pamiętnikiem.
- Popatrz co mi zrobiłeś, idioto! – zawołał ten, którego Per powalił na ziemię żeby odzyskać pamiętnik Marie.
- Bez przesady… - mruknął Per, ostatkiem sił powstrzymując ochotę do tego żeby zachichotać.
- Czemu się biliście? – zapytał dyrektor.
- Słucham? – Per osłupiał – Nie biliśmy się. Lars (tak miał na imię chłopak, który obrócił całe zdarzenie przeciwko Marie i Perowi) kłamie. Najpierw próbowałem odebrać im ten pamiętnik innymi sposobami a kiedy nie udawało mi się – podłożyłem mu po prostu nogę i kiedy upadł – zabrałem mu pamiętnik i tyle.
- Czy to prawda? – spytał, patrząc na wystraszoną Marie, która próbowała nie pokazywać po sobie tego, że się boi.
- Tak, panie dyrektorze… Gdyby nie Per – nie odzyskałabym tego pamiętnika, mogliby go zniszczyć. A to co mówi Lars to kłamstwa – odpowiedziała bardzo niepewnie dziewczyna ale od razu poczuła się pewniej kiedy tylko poczuła nieśmiały dotyk dłoni Pera na swojej i zobaczyła delikatny uśmiech chłopaka, kierowany w jej stronę.
- Wszystkim ciągle chciałbyś pomagać… A ta biedna idiotka nie zasługuje na to! – zadrwił Lars, ostatnie zdanie wykrzykując odrobinę głośniej.
- Spróbuj obrazić ją jeszcze raz a wtedy naprawdę się pobijemy i jeśli oberwę jakąś karę czy zawieszenie w prawach ucznia – przyjmę to! – zawołał zupełnie wyprowadzony z równowagi Per, przytulając do siebie Marie, która tym razem już nie była w stanie utrzymać emocji na wodzy i rozpłakała się.
- Spokój! – zagrzmiał dyrektor.
- Przepraszam, nie chciałem tak zareagować – powiedział Per, uspokajając się – Czy mogę wyjść z Marie, zaopiekować się nią, uspokoić? – spytał.
- Zaopiekować się… - znów zadrwił Lars
- Tak, możecie wyjść – powiedział dyrektor.
- Dziękujemy – powiedział chłopak, po czym wyszli. Lars i pozostali zostali w gabinecie, mieli dłuższą rozmowę, która „zaowocowała” karami, zawieszeniem w prawach ucznia na resztę trwającego semestru.
- Spróbuj się uspokoić, już po wszystkim... – szepnął, ocierając delikatnie łzy toczące się powoli po policzkach dziewczyny.
- Przepraszam, że nie powiedziałam, że w moim domu jest kiepsko z pieniędzmi… - dziewczynie było bardzo wstyd mówić o tym, że ma takie problemy – Pewnie udajesz teraz, że cię interesuję a tak naprawdę zastanawiasz się jak mnie spławić… - mówiła nadal smutno, nie mając nawet odwagi spojrzeć na Pera.
- Popatrz na mnie – powiedział chłopak. Zrobił to delikatnie ale jednocześnie na tyle stanowczo, że Marie wiedziała, że spieranie się i próby odmówienia mu nie miałyby najmniejszego sensu – Zupełnie nie przeszkadza mi to, że jesteś biedniejsza niż ja. Zupełnie. Twoja nieśmiałość i skromność bardzo mi się spodobały, ujęły mnie – dodał, patrząc dziewczynie prosto w oczy.
- Naprawdę…? – spytała, spuszczając zawstydzony wzrok.
- Tak – zapewnił ją Per. To dziewczynę uspokoiło. Po zajęciach – poszli na umówione lody. Tam wreszcie czuli się trochę swobodniej niż w szkole. Czas spędzony na lodach w całości przegadali. Mimo, że to był pierwszy dzień ich znajomości – kiedy przyszło do rozstania pod domem Marie – czuli się tak jakby znali się od lat. Nie mieli pojęcia, że ich znajomość będzie trwała lata i przejdzie jeszcze bardzo wiele.
- Kto to był, córeczko? – spytała Inez, widząc rozradowaną Marie, zostawiającą swoje rzeczy w przedpokoju. (Czas spędzony z Perem po szkole sprawił, że dziewczyna zapomniała o tym co złego ją spotkało)
- To mój kolega, Per. Poznaliśmy się dziś w szkole, pomógł mi odzyskać pamiętnik – powiedziała dziewczyna.
- Młody Gessle? On jest dla ciebie nieodpowiedni – włączył się do rozmowy ojciec.
- Czemu tak myślisz, tato? Znamy się dopiero jeden dzień, nie jesteśmy parą – odpowiedziała Marie, ledwie maskując uczucie przykrości jaką ojciec zrobił jej tymi słowami.
- Po prostu tak czuję. Znajdziesz sobie kogoś odpowiedniejszego, skarbie – chciał załagodzić sytuację, orientując się że zranił córkę swoimi słowami.
- Mogłeś się powstrzymać, Gosta… - szepnęła Inez, bombardując męża zimnym i nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Nie zmienię zdania o nim – ojciec Marie był nieugięty.
- Marie, zaczekaj! – zawołała jej matka, widząc jak dziewczyna płacząc, biegnie w kierunku swojego pokoju.
- Naprawdę mogłeś się powstrzymać – powtórzyła znów patrząc zimno na męża.
- Taka jest prawda, on jest nieodpowiedni dla niej – upierał się mężczyzna. Dość dużo czasu zajęło Inez uspokojenie smutnej i rozzłoszczonej Marie.
- Gdyby żyła Ana – na pewno by mnie zrozumiała… - popłakiwała dziewczyna, mocno wtulając się w ramię matki.
- Na pewno tak… - zgodziła się.
- Nie rozumiem zachowania taty, czemu przeszkadza mu to, że rodzina Pera jest bogatsza od naszej?
- Ja też tego nie rozumiem…
- Wierzysz, że jesteśmy tylko znajomymi, prawda?
- Oczywiście, że tak, córeczko – odpowiedziała choć po chwili pomyślała: „Ale wierzę, że połączy was przyjaźń a nawet miłość. Bardzo do siebie pasujecie”. Reakcja rodziny Pera na wiadomość o tym, że poznał Marie też niestety nie była pozytywna.
- Nie możesz spotykać się z tą biedaczką – powiedział stanowczo ojciec Pera.
- Czemu? Znamy się dopiero jeden dzień a ty już mówisz o nas jak o parze.
- Nie chcę żebyś wprowadził do rodziny jakąś biedną szarą mysz.
- Jak możesz, tato! – zawołał Per – Znamy się zaledwie jeden dzień!
- Ale wiem, że szybko się zakochujesz i już pewnie trafiła cię strzała Amora.
Po tych słowach chłopak przez chwilę szukał wzrokiem wsparcia u brata, siostry i matki ale niestety nie znalazł go.
- Zgadzam się z ojcem – wycedził Bengt.
- Zawsze tak było, nigdy nie mogłem na ciebie liczyć – odparował Per, po czym wybiegł z domu. Po chwili Gunilla wybiegła za bratem, wołając:
- Zaczekaj! Zwolnij!
Per posłuchał jej dopiero po chwili, gdy sam złapał zadyszkę.
- Czemu nie zareagowałaś wcześniej, kiedy naprawdę potrzebowałem wsparcia, tego żeby ktoś wstawił się za mną, za nami?! – nadal był rozgoryczony – Bardzo zabolały mnie słowa ojca. Reakcji Bengta mogłem się spodziewać ale wy? Liczyłem, że staniecie po mojej stronie…
- Przepraszam, wiesz, że boję się ojca. Musiałam udać, że zgadzam się z nim. Tak naprawdę ja i mama jesteśmy po waszej stronie – zapewniła go dziewczyna.
- Naprawdę? – upewnił się.
- Oczywiście, że tak – uśmiechnęła się Gunilla.
- Jak dobrze, że mogę na was liczyć… - z tych słów można było wywnioskować, że Perowi spadł z serca olbrzymi ciężar. I tak było. Mijały kolejne miesiące, lata a ich przyjaźń rosła, stawała się z każdym dniem coraz silniejsza. Zawsze po szkole spędzali razem bardzo wiele czasu. Bardzo lubili spacerować brzegiem plaży. Poza szkołą i razem czuli się naprawdę swobodnie i bezpiecznie. Tam nikt im nie przeszkadzał. W szkole zawsze ktoś im dogryzał. Szczególnie mocno robili to chłopcy, którzy bawili się pamiętnikiem Marie. Najpierw naśmiewali się tylko z niej a potem na swój celownik wzięli też Pera. Ale przyjaciele nie dawali poznać po sobie, że ranią ich słowa tych idiotów. Po kolejnych latach znajomości – uczucie łączące Marie i Pera stopniowo zaczęło zmieniać się z przyjaźni w miłość. Para odważyła się też na to żeby nawzajem przedstawić się swoim rodzicom. Bali się tego i to bardzo ale przełamali ten strach. Najpierw Marie przedstawiła Pera swojej rodzinie. Co prawda nie polubili go ale nie było tak źle jak w przypadku drugiego rodzinnego spotkania. Kiedy chłopak przyprowadził Marie do domu – przez cały czas atmosfera była dziwnie sztuczna, ciężka, napięta. W pewnym momencie Bengt zrobił coś czego nikt nie spodziewał się po nim.
- Jesteś zbyt biedna dla mojego brata, zrobię wszystko żebyście nie byli razem – powiedział, po czym wstał od stołu, podszedł do zaskoczonej i wystraszonej Marie i uderzył ją w twarz. Dziewczyna przez dobrą chwilę tak jak wszyscy siedziała osłupiała i wpatrywała się przed siebie po czym nagle wstała i wybiegła, wybuchając płaczem. Per wybiegł za nią, wołając:
- Zaczekaj, proszę! – a do brata syknął z nienawiścią:
- Policzę się z tobą później.
- Oni chyba mają rację, nie możemy się widywać… - łkała, próbując wyrwać się z objęć chłopaka, czego jednak po chwili zaprzestała.
- Nie mów tak. Pamiętasz co powiedziałem ci kiedy się poznaliśmy?
- Tak… Mówiłeś, że… że nie przeszkadza ci, że jestem biedniejsza niż ty… - mówiąc, dziewczyna wciągała nierówno powietrze.
- I nadal tak jest. Nie zmieniłem zdania, kotku – Per zwrócił się tak do dziewczyny pierwszy raz odkąd się znają.
- Cieszę się… - szepnęła, po czym uśmiechnęła się do niego i mocno przytuliła. W jego ramionach zawsze czuła się spokojnie, bezpiecznie. Resztę dnia spędzili już razem, spacerując po plaży i mieście. Nie chcieli się rozstawać, bardzo tego nie chcieli, bali się tego jakie reakcje rodzin zastaną, kiedy wrócą do domów. Ale – niestety przyszedł czas rozstania i Per musiał odprowadzić Marie do domu.
- Nie chcę się z tobą rozstawać… - szepnęła kiedy dotarli na miejsce.
- Ja też, ale musimy… - Per był bardzo smutny kiedy wypowiadał te słowa – Zobaczymy się jutro i wtedy wszystko sobie opowiemy, nie bój się, noc minie szybko – dodał, po czym delikatnie pocałował ją w policzek, co sprawiło, że dziewczyna lekko się zarumieniła. Weszła do domu dopiero kiedy Per zniknął z jej pola widzenia.
- Znów widziałaś się z tym szczeniakiem?! – naskoczył ją od progu ojciec.
- Tato! – zawołała, ledwie mogąc powstrzymać się od płaczu.
- Zrozum wreszcie, że on nie jest dla ciebie! – mężczyzna mocno obstawał przy swoim.
- Bo jest bogatszy niż my? Zawsze sądziłam, że chciałeś żebym miała kogoś kto zapewni mi dobry byt. A w naszej dzielnicy nie znajdę nikogo takiego. Wszyscy są
albo tak samo biedni jak my albo biedniejsi od nas – po tych słowach Marie skierowała się do swojego pokoju, nawet nie czekając na reakcję ojca. Słowa dziewczyny sprawiły, że Gosta stał jak wryty z porządnym mętlikiem w głowie. „I tak zrobię wszystko żeby nie byli razem. Jeśli nie zrobię tego sam – poproszę kogoś o pomoc…” – pomyślał kiedy doszedł do siebie. Kiedy chodziło mu o poproszenie kogoś o pomoc – miał na myśli Bengta lub Kurta. Nie chciał w swoje machlojki wciągać Gunilli i Elisabeth. Podobnie nie chciał też wciągać w te sprawy swoich pozostałych dzieci i żony. Wprowadzając swój plan w życie był bardzo rozbity. Z jednej strony wiedział, że rani swoją najukochańszą, najmłodszą córeczkę, swoje oczko w głowie. Z drugiej jednak – był święcie przekonany, że musi zrobić wszystko żeby tylko rozdzielić Marie i Pera. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli i że i tak młodzi będą razem. Tymczasem Marie wbiegła do swojego pokoju, wtuliła twarz w swoją ulubioną maskotkę i rozpłakała się. „Dlaczego tata nie potrafi zrozumieć, że Per jest dla mnie kimś ważnym, kimś bardzo ważnym…” – zastanawiała się.
- Gun ma chłopaka! – zawołał z kpiną Sven, przebiegając obok pokoju Marie i wsuwając na chwilę głowę w szparę drzwi.
- Wcale nie! I nie nazywaj mnie tak! – zawołała wściekła dziewczyna, rzucając poduszką w kierunku drzwi. Niestety nie trafiła brata, bo w porę zdążył jej uciec.
- Całe szczęście, że za rok kończę osiemnaście lat i będę mogła pozbyć się tego ohydnego imienia, nienawidzę go… - mówiła do siebie, podnosząc poduszkę spod drzwi i wracając do łóżka. Wieczór tamtego dnia w domu Pera też nie należał do najprzyjemniejszych. Od razu po wejściu, nawet nie witając się z rodzicami i siostrą – skierował się do pokoju Bengta i wszedł tam nawet nie pukając do drzwi.
- Mógłbyś może choć raz zapukać, co?! – burknął chłopak gdy tylko zobaczył młodszego brata w progu.
- Nie mam takiego zamiaru – syknął – A jeśli jeszcze raz obrazisz Marie, wyzwiesz ją od biedaczek – połamię ci wszystkie kości! – zawołał. Wściekłość rosła w nim z każdą chwilą.
- No tak, zapomniałem, że mój braciszek ciągle chciałby przychylić wszystkim nieba… - ironizował Bengt.
- A czy to źle? Dobrze by było gdybyś ty też to potrafił – Per nadal kipiał z wściekłości.
- Nie ma takiej opcji. A ty jesteś zbyt wielkim pulpetem żeby połamać mi kości więc wcale nie boję się twoich pogróżek…
- Żebyś się nie zdziwił… - syknął Per, po czym z całych sił uderzył Bengta w twarz – I co? Dalej sądzisz, że jestem pulpetem? – spytał z ironią Per, po czym wyszedł bez słowa i skierował się do swojego pokoju. Bengt był przez bardzo długi czas w ostrym szoku po tym jak oberwał od brata w twarz. „Jednak nie jest taki kiepski na jakiego wygląda…” – myślał. Natomiast Per, będąc w swoim pokoju rozmyślał o wszystkim co stało się w trakcie całego dnia. Długo nie mógł zasnąć – podobnie zresztą jak Marie. Jedyne czego żałował to, że uderzył Bengta tylko raz. Zbyt późno doszedł do wniosku, że za to co powiedział o Marie powinien był dostać kolejny raz. Kiedy następnego dnia zobaczyli się w szkole – Marie od razu podbiegła do Pera i przytuliła się do niego. Miała serdecznie gdzieś to, że ktoś może się z niej naśmiewać.
- Ten wieczór był okropny, strasznie mi ciebie brakowało… - ledwie mogła powstrzymać łzy napływające do oczu.
- Mnie ciebie też… Ale – nie bój się, już nikt nie będzie nam przeszkadzał – powiedział Per. Nie był świadomy, że za jakiś czas niestety zostaną rozdzieleni… Marie też nie była tego świadoma. Mijały kolejne lata, Marie i Per nadal się spotykali, co prawda w tajemnicy przed innymi ale nadal. Jedynymi osobami z ich rodzin, które wiedziały o wszystkim były – w przypadku Marie – jej matka, natomiast w przypadku Pera – matka i siostra chłopaka. Tylko im mógł zaufać. Natomiast ojciec Marie po tym jak dowiedział się, że dziewczyna nadal spotyka się z Perem (dowiedział się o tym od jednego ze swoich znajomych, który przypadkiem zobaczył zakochanych w ich tajemnym miejscu na plaży) zaczął wprowadzać swój plan w życie. Liczył, że wprowadzając go – dopnie wreszcie swego i rozdzieli ich na zawsze. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo się mylił. Żeby zacząć wprowadzać w życie swój plan – dogadał się z ojcem i bratem Pera, którzy też byli przeciwni jego związkowi z Marie.
- Znam dziewczynę, która pasuje do Pera bardziej niż twoja córka – powiedział Kurt. Tak bardzo nie tolerował Marie u boku syna, że nawet nie wymawiał jej imienia.
- Kto to taki? – spytał Gosta.
- Nazywa się Asa.
- Asa Nordin, tak? – chciał się upewnić.
- Tak to ją mam na oku dla Pera – zgodził się Kurt – Nie sądzisz, że bardziej do siebie pasują?
- Tak, masz rację.
Po jakichś dwóch miesiącach względnego spokoju, kiedy Marie i Per byli przekonani, że ich rodzice i rodzeństwo zaakceptowali to, że są razem – obok chłopaka zaczęła kręcić się Asa. Wszystko było w porządku przez jakieś półtora roku. Przez ten czas Asa traktowała Marie jak swoją przyjaciółkę, nie dawała jej odczuć, że dziewczyna jest gorsza. Potem jednak wszystko się zmieniło. Coraz częściej Marie słyszała od niej teksty typu: „Jesteś biedna, za biedna żeby być z Perem, lepiej od niego odejdź” – lub podobne.
- Co się stało? – spytał Per, widząc zapłakaną Marie, biegnącą brzegiem plaży z ich miejsca w kierunku domu.
- Asa… obraziła mnie… - dziewczyna mówiąc nie powstrzymywała już łez, nie miała na to siły.
- Co powiedziała? – Per od razu się wściekł – Obiecuję, że pogadam z nią i jeśli jeszcze raz ci coś powie lub zrobi fizyczną krzywdę – nie będzie z nią ciekawie…
- Powiedziała, że jestem za biedna dla ciebie, że mam od ciebie odejść… Czemu wszystkim to przeszkadza…? To nie moja wina, że moja rodzina jest większa, biedniejsza od waszych… - Marie nadal łkała.
- Oczywiście, że to nie jest twoja wina, skarbie – Per nadal starał się ją uspokajać.
- Czemu wszyscy są przeciwko nam…? No – prawie wszyscy, bo ja mogę liczyć na mamę choć musi to ukrywać przed ojcem. Mogłabym liczyć też na moją najstarszą siostrę ale Ana… - Marie nie dokończyła. Mimo, że od śmierci Any Lisy minęło jedenaście i pół roku – zawsze kiedy mówiła o tym – głos jej się załamywał a w oczach pojawiały się łzy.
- Tak, wiem, nie musisz kończyć… - po tych słowach Per przytulił Marie do siebie i pocałował ją czule w czubek głowy. „Choćby nie wiem co – i tak będę z nią. To ją kocham naprawdę, nikogo innego” – myślał, trzymając dziewczynę w ramionach.
- Zostaniesz tu ze mną, prawda…? – poprosiła niepewnie po chwili ciszy.
- Oczywiście, obejrzymy zachód słońca, jak zwykle, zaraz się zacznie. Potem spacer i…
- Nie, proszę, nie mówmy o tym… - błagała. Oboje mieli na myśli rozstanie ale żadnemu z nich to słowo nie mogło przejść przez gardło.
- Spokojnie, spokojnie, ten czas spędzę tylko z tobą… - pocieszał ją. Ciągle jeszcze próbował uspokoić Marie. Po jakimś czasie udało mu się to. Ale spokój nie trwał długo.
- A wy znowu razem?! – usłyszeli nagle za sobą zimny głos Asy.
- Masz jakiś problem? – odpalił jej równie zimno Per, jednocześnie osłaniając przed nią Marie. Zrobił to zupełnie instynktownie.
- Tak, mam – odpowiedziała bezczelnie, dosłownie piorunując Marie wzrokiem.
- Daj nam wreszcie spokój! – zawołał, nie przestając osłaniać swojej prawdziwej ukochanej. Asa jednak nie dawała za wygraną, nadal próbowała zrobić krzywdę Marie. Już prawie jej się to udało ale Per w porę zareagował. Chwycił ją mocno za ramiona, po czym odepchnął ją od dziewczyny. Skutkiem zachowania Pera było to, że Asa straciła równowagę i upadła.
- Dobrze jej tak – zachichotała Marie.
- Zgadzam się – Per też zaczął chichotać. Potem przestali już zupełnie zwracać uwagę na złorzeczącą im Asę. Mocno wtuleni w siebie obserwowali zachód słońca. Ten dzisiejszy był naprawdę piękny. Kiedy słońce zaszło – przespacerowali się tak jak zwykle brzegiem plaży, po czym przyszło to czego najbardziej się obawiali czyli rozstanie.
- Zobaczymy się jutro, prawda…?- spytała z lękiem Marie kiedy zbliżali się do jej domu.
- Oczywiście, nie bój się – zapewnił ją Per po czym żeby udowodnić prawdziwość słów – mocno przytulił ją do siebie. Przez tą króciutką chwilę dziewczyna czuła się spokojnie i bezpiecznie. Nagle jednak przerażona podskoczyła jeszcze w ramionach chłopaka.
- Do domu! I to już! – to jej ojciec zauważył ich. Dziewczyna popatrzyła na Pera z przerażeniem i smutkiem.
- Do domu moja panno! – zagrzmiał jeszcze raz Gosta. Oni jednak nadal stali obejmując się. W pewnym jednak momencie, ojciec Marie podszedł do nich i rozdzielił zakochanych, jednym, stanowczym szarpnięciem odciągając córkę od chłopaka. Szarpnięcie było na tyle mocne, że dziewczyna zatoczyła się i szybko wysunęła swoją dłoń z dłoni Pera, za szybko. Długo jeszcze patrzyła tęsknym wzrokiem w stronę chłopaka, który stał bezradnie na brzegu plaży. Chciał podbiec do niej, zrobić coś ale bał się jej ojca. Strach go zablokował, wziął nad nim górę. Obrócił się i ze spuszczoną głową zaczął iść w stronę domu. „Czemu nie zareagowałem? – wyrzucał sobie – Będzie na mnie wściekła, już to widzę… Ta moja cholerna nieśmiałość kiedyś naprawdę zrobi ze mnie kompletnego niedojdę” – był na siebie strasznie zły. Natomiast Marie przez całą drogę do domu płacząc wysłuchiwała tyrady ojca. Po zamknięciu się w pokoju – na dodatek musiała wysłuchać jeszcze kłótni rodziców.
- Czy ty mógłbyś wreszcie zrozumieć, że ona kocha tego chłopca? Powtarzałeś, że chcesz dla niej jak najlepiej, że chcesz żeby miała dobry byt a kiedy widzisz u jej boku kogoś kto mógłby jej taki byt zapewnić – rozdzielasz ich! – wołała Inez. Miała już dość ukrywania tego, że kibicuje córce.
- Teraz zmieniłem zdanie! – bronił się Gosta – Teraz wolę żeby żyła z kimś biednym ale uczciwym.
Te słowa przeważyły szalę. Kiedy Marie je usłyszała – wybiegła ze swojego pokoju, wołając:
- Jak możesz! Jak możesz sądzić, że Per jest nieuczciwy! Nienawidzę cię! – po czym wybiegła z domu, kierując się w stronę domu chłopaka.
- Co się stało? – spytał wystraszony Per, widząc zmęczoną, spoconą i zapłakaną dziewczynę.
- Mogę… zostać u ciebie na noc…? – spytała.
- Oczywiście ale czemu, co się stało? – dopytywał chłopak.
- Mój ojciec… po tym jak nas rozdzielił, wtedy, na plaży – powiedział, że jesteś… nieuczciwy i dlatego nie wolno mi się z tobą spotykać… - Marie znów zapłakała.
- Jego słowa bardzo mnie uraziły i… obym nie musiał więcej go widzieć. Przepraszam jeśli uraziłem cię tym co powiedziałem ale… taka jest prawda.
- Rozumiem cię, zachowałabym się tak samo jak ty.
- Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie… - zaczął nieśmiało po chwili.
- Tak? – zainteresowała się Marie.
- Czy masz mi za złe to, że nie zareagowałem na plaży kiedy…? Naprawdę chciałem to zrobić ale…
- Wiem, widziałam to po twoim zachowaniu, po tym że próbowałeś. A to najważniejsze. To że się nie udało – to nic.
- Dziękuję, uspokoiłaś mnie… - szepnął po czym przytulił ją.
Po tej wymianie zdań – wprowadził ją do domu, mówiąc stanowczo:
- Marie zostaje dziś u nas na noc. Odstąpię jej swój pokój a sam prześpię się na kanapie.
- Ona? U nas? Nie pozwolę na to! – zawołał Kurt.
- Ja też! – dołączył się Bengt.
- Nic mnie to nie obchodzi! – odparował im Per. O ile bratu stawiał się już często o tyle ojcu postawił się pierwszy raz w życiu.
- Mówiłem ci już, że to zero nie ma prawa wstępu tutaj! – wołał Bengt. Gunilla i Elisabeth nie odzywały się ale Per i tak wiedział, że może liczyć na matkę i siostrę.
- Ostrzegałem cię żebyś nie obrażał jej… - syknął złowieszczo Per, chwytając brata za kołnierz i odpychając od siebie tak, że ten poleciał na fotel stojący za nim. Tymczasem Marie znów wybiegła, płacząc. Kiedy Per zauważył, że dziewczyny nie ma – zwrócił się do Gunilli:
- Co z Marie? Gdzie ona jest?
- Wybiegła… Próbowałyśmy ją zatrzymać ale… Szukaj jej, jest już ciemno… - dziewczyna naprawdę bała się o Marie.
- Spokojnie, nie bój się, wiem gdzie może być. A raczej gdzie jest – powiedział, po czym wyszedł z domu i pobiegł truchtem w stronę ich tajemnego miejsca na plaży. Miał rację, Marie była tam. Schowała się w najodleglejszym kącie ściany ułożonej z wielkich, płaskich głazów, oparła czoło o kolana i płakała, płakała już chyba trzeci raz tego samego dnia.
- Kto tu jest? – wyszeptała wystraszona, słysząc kroki. Nie wiedziała, że to Per.
- To tylko ja, nie bój się, skarbie – szepnął chłopak. Gdy tylko usłyszała jego głos – podniosła się ze swojego miejsca, podbiegła do niego i mocno wtuliła się w jego ramiona.
- Zostańmy tu przez całą noc, proszę… - szepnęła.
- Nie możemy, robi się chłodno, nie chcę żebyś zachorowała, wiatr od morza jest naprawdę zdradliwy.
- Boję się wracać zarówno do siebie jak i do ciebie… - dziewczyna była przerażona.
- Rozumiem ale nie pozwolę ci spać na plaży.
- Więc co zrobimy?
- Wrócimy do mnie. Gunilla i mama polubiły cię, martwią się o nas.
- Naprawdę?
- Oczywiście, przecież wiesz, że nie okłamałbym cię. Po tym jak wybiegłaś – Gunilla z prawdziwym strachem w głosie i spojrzeniu prosiła żebym zaczął cię szukać.
- Skoro tak… - te słowa Pera przekonały dziewczynę do powrotu do jego domu. Płacz i to, że całą drogę do ich miejsca pokonała biegiem bardzo ją wyczerpało. Tak bardzo, że zaledwie po kilku pierwszych krokach zachwiała się. Na szczęście nie upadła, bo Per w porę ochronił ją przed tym, biorąc na ręce. Na początku szedł szybkim krokiem ale kiedy zauważył, że dziewczyna zasnęła – zwolnił.
- Bałam się o was, gdzie podziewaliście się tak długo?! – zawołała przerażona Elisabeth, wybiegając przed dom gdy tylko zobaczyła Pera wracającego z Marie na rękach.
- Spokojnie mamo, zaraz ci to wyjaśnię. Mówmy szeptem, Marie zasnęła jakiś czas temu, nie budźmy jej – powiedział Per. Kończąc, spojrzał wymownie na dziewczynę.
- Oczywiście, przepraszam, przygotuję twój pokój – powiedziała, kierując się z powrotem do domu.
- Dobrze, dziękuję ci. Co z tatą, Gunillą i Bengtem?
- Śpią już. Gunilla czekała na ciebie ale przekonałam ją żeby poszła do łóżka, było po niej widać, że jest zmęczona.
- Kochana siostrzyczka… No, chodźmy już do domu.
Kiedy weszli do domu – Per na krótki moment położył Marie na kanapie. Zrobił to tylko dlatego, że już nie dałby rady dłużej trzymać dziewczyny na rękach. Kiedy to zrobił – poszedł szybko ale najciszej jak się dało do pokoju siostry.
- Dziękuję ci za wszystko, siostrzyczko – szepnął po czym pocałował ją delikatnie w policzek, okrył szczelniej kołdrą i wyszedł do salonu. Dziewczyna tylko mruknęła cicho przez sen i zmieniła pozycję. Kiedy wszedł do salonu zobaczył jak Elisabeth czuwa przy Marie.
- Wszystko jest już gotowe – powiedziała, zauważając syna – Gdzie byłeś? – spytała po chwili.
- Spokojnie, byłem tylko u Gunilli żeby podziękować jej za wszystko choć pewnie rano będę musiał zrobić to jeszcze raz – uśmiechnął się pod nosem.
- Pewnie tak.
- Chodź do mojego pokoju mamo, tam wszystko ci wyjaśnię, wyjaśnię dlaczego nie było nas tak długo – powiedział Per, biorąc znów Marie na ręce i kierując się w stronę swojego pokoju. Kiedy tam weszli – chłopak delikatnie ułożył ukochaną w łóżku, okrył ją szczelnie kołdrą, po czym kiedy usiedli na małej kanapie stojącej pod ścianą – chłopak zaczął opowiadać.
- … chciała żebyśmy przez całą noc zostali na plaży ale delikatnie jej to odradziłem. Kiedy powiedziałem, że polubiłyście ją – przekonała się do tego żeby wrócić do nas – zakończył chłopak. Słysząc jego słowa – Elisabeth ciepło się do niego uśmiechnęła, po czym powiedziała:
- Cieszę się z tego, że cię mam, z tego jak cię wychowałam. A ty i ta dziewczyna – tu posłała równie ciepłe i serdeczne spojrzenie i uśmiech w kierunku śpiącej spokojnie Marie – naprawdę do siebie pasujecie. Nie wiąż się z Asą. Ona zniszczy ci życie, zniszczy to co jest między tobą i Marie a ja czuję, że to już nie jest tylko przyjaźń. Serce matki się nie myli…
- Masz rację, mamo, masz rację… - szepnął Per – Marie jest dla mnie wszystkim. Nie darowałbym sobie gdybym ją stracił… - dodał ufnie wtulając się w ramiona matki. Zrobił to dokładnie tak samo jak zawsze kiedy jako mały chłopiec miał jakiś problem. Wypowiadając ostatnie zdanie – nie zdawał sobie sprawy, że za kilka lat będą musieli stoczyć długą i ciężką walkę o życie dziewczyny.
- Nie stracisz jej, na pewno nie – odpowiadając, Elisabeth nie miała pojęcia, że jej słowa też się sprawdzą.
- I coś jeszcze, mamo. Po tym co się stało – wolę jednak spać tutaj, z Marie, wolę być przy niej w razie gdyby się obudziła. Jedna noc na podłodze czy na tej kanapie – nie zaszkodzi mi – uśmiechnął się po czym dodał już poważnie: - Coś mi też podpowiada, że Bengt będzie chciał zrobić jej coś złego…
- Nie mów tak, nic takiego się nie stanie ale – dobrze, zostań z nią. Dobrze, że chcesz ją chronić – powiedziała, po czym się rozstali. Wrażenia całego dnia sprawiły, że chłopak szybko zasnął. Na całe szczęście jego przeczucia co do zachowania Bengta nie sprawdziły się. Następnego ranka pierwsza obudziła się Marie. Przeraziła się, orientując się gdzie jest.
- Co się… stało…? Gdzie ja jestem…? – pytała przerażona. Jej szept obudził Pera.
- Spokojnie, jesteś u mnie, jesteś bezpieczna – uspokajał ją.
- A twój ojciec i brat?
- Nie przejmuj się nimi. Jeśli coś ci zrobią – ciekawie z nimi nie będzie, obronię cię przed nimi. A teraz zrobię nam jakieś śniadanko, bo jesteś pewnie strasznie głodna, co?
- Jak wilk… - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Zaraz się tym zajmę. zaczekaj tu na mnie – powiedział, po czym skierował się w stronę kuchni. Kiedy tam wszedł – powitały go zimne spojrzenia brata i ojca. Od razu domyślił się co chcą mu nimi przekazać więc nie przerywając przygotowywania śniadania dla nich – powiedział:
- Choćbyście nie wiem co próbowali zrobić – ja i Marie będziemy razem.
- A ja i mama jesteśmy po ich stronie – powiedziała stanowczo Gunilla. Słowa Pera dały jej motywację do tego żeby powiedzieć co czuje naprawdę.
- Zawiodłaś mnie – powiedział zimno Kurt, piorunując córkę wzrokiem.
- Przykro mi tato ale nie zmienię zdania – dziewczyna obstawała przy swoim gdy tymczasem Per posłał jej uśmiech mówiący: „Dziękujemy” i wyszedł do swojego pokoju.
- Znów kłóciliście się o mnie… - szepnęła smutno Marie, gdy zobaczyła chłopaka w progu pokoju.
- Spokojnie, kotku. Tym razem to nie była kłótnia. Po prostu powiedziałem, że choćby nie wiem co ojciec i Bengt próbowali robić żeby nas rozdzielić – i tak im się to nie uda a Gunilla słysząc moje słowa poczuła odwagę do tego żeby też powiedzieć to co czuje naprawdę.
- Jesteście kochani, ty, twoja mama, siostra, dziękuję wam i przepraszam, że wcześniej bałam się was…
- To nic, nie dziwię ci się. Gdyby mnie ktoś potraktował tak jak wtedy potraktował cię Bengt – też unikałbym tych osób…
Słysząc te słowa – dziewczyna bez słowa mocno wtuliła się w ramiona chłopaka.
- Gołąbeczki… Ślicznie tak razem wyglądacie… - zaśmiała się Gunilla wsuwając głowę w szparę drzwi pokoju Pera.
- Och ty….. – zaśmiał się chłopak, ciskając poduszkę w kierunku dziewczyny. Gunilla odrzuciła ją ze śmiechem. Chciała trafić nią Pera ale niestety nie udało jej się i poduszka uderzyła lekko Marie.
- Ups… - szepnęła.
- To nic – odpowiedziała Marie, śmiejąc się.
Mijały tygodnie, miesiące a Marie nadal przebywała w domu Pera. Gosta próbował ją stamtąd zabierać nieraz nawet siłą ale nigdy mu się to nie udawało. Bengt i Kurt też na każdym kroku dawali odczuć Marie, że jest gorsza od nich. Dziewczyna często przez nich płakała.
- Lepiej niż ta szara mysz pasowałaby do ciebie Asa – wypalił pewnego wieczora Bengt. Nie obchodziło go to, że jego słowa uraziły Marie.
- Zamknij się! – warknął Per, po czym skierował się do swojego pokoju, biorąc dziewczynę za rękę i prowadząc ją tam ze sobą.
- Mam już naprawdę dość tego jak oni się zachowują… - załkała załamana Marie.
- Spokojnie, mam plan co zrobić żeby dali nam spokój. Ale muszę wtajemniczyć w niego Gunillę, potrzebuję jej pomocy, zaczekaj tu – powiedział po czym skierował się do pokoju siostry.
- Nie spodziewałam się takiego planu po tobie ale – pomogę ci. Daj jej ten pierścionek – powiedziała kiedy Per opowiedział jej co chce zrobić.
- Ale… to jest twój najlepszy pierścionek, najbardziej ulubiony… - Perowi było głupio przyjmować tą błyskotkę.
- Pasuje do niej, uwierz mi – zapewniła go siostra.
- Ale jako prawdziwy zaręczynowy dam jej inny – upierał się.
- Nie, niech już go zachowa – Gunilla też obstawała przy swoim.
- Dobrze, wygrałaś… - skapitulował Per.
- Miło mi to słyszeć – zaśmiała się Gunilla, dodając po chwili: - Idź już do niej.
- Co to za plan…? – zapytała z lękiem Marie, zauważając Pera.
- Nie bój się, skarbie, po prostu udamy przed ojcem i Bengtem, że zaręczyliśmy się a oni wściekną się na nas tak, że nie będziemy mieli czego tu szukać. Za dobrze ich znam. To dla ciebie – powiedział, wsuwając powolutku na serdeczny palec prawej dłoni dziewczyny pierścionek od Gunilli.
- Nie mogę go przyjąć… - szepnęła zawstydzona Marie.
- Nie mów tak, skarbie… Masz szczęście, że nie słyszała cię Gunilla… - zaśmiał się cicho. Po tej wymianie zdań wyszli z pokoju Pera a potem do ogrodu, gdzie w słońcu leniuchowała bezkarnie reszta rodziny. Kiedy zajęli miejsca na leżakach – zaczęli niezobowiązujące pogaduchy. Choć oczywiście Bengt na każdym kroku próbował dopiec Marie ale dziewczyna dzielnie walczyła z emocjami jakie czuła, słuchając jego słów.
- Jesteś dzielna, trzymaj tak dalej, jeszcze tylko chwila – szepnął Per, ściskając dziewczynę za rękę. Chciał powiedzieć o tych pseudo – zaręczynach kiedy usłyszy jakąś kolejną inwektywę posłaną w kierunku Marie. Nie musiał długo czekać.
- Nie mogę na nią patrzeć. Jest pewnie tak samo głupia jak i biedna. Jeśli będziecie razem – wasz pomiot nie będzie miał prawa wstępu tutaj tak samo jak wy – tymi słowami „uraczył” ich tym razem Kurt.
- Teraz, skarbie – szepnął do dziewczyny, po czym wstali z leżaków i trzymając się mocno za ręce podeszli do ojca Pera.
- Ja i Marie zaręczyliśmy się – powiedział twardo chłopak, szczególnie akcentując imię ukochanej. Zrobił to, bo tak samo jak i ona miał już serdecznie dość wysłuchiwania obraźliwych inwektyw pod jej adresem – Nie dam sobie wcisnąć Asy. Nie pasujemy do siebie. Dobrą parą byłaby ona i Bengt. Oboje są takimi samymi żmijami, tak samo mocno ranią – dodał.
- Milcz! – ryknął Kurt, policzkując Pera i próbując też uderzyć Marie co mu się nie udało, bo chłopak w porę osłonił ją swoim ciałem i sam przyjął na siebie drugie, silniejsze uderzenie.
- Nie chcę was tu widzieć! Nigdy! – znów zawołał Kurt, popychając oboje tak mocno, że Per na szczęście zdołał się utrzymać ale ta sztuka już nie udała się Marie, która straciła równowagę i upadła, uderzając bokiem głowy o kostkę brukową, którą wyłożone było patio. Uderzyła tak mocno, że z rany poleciała jej dość duża ilość krwi ale na szczęście rana nie potrzebowała szycia.
- Jeszcze na dodatek niezdara – tym razem zadrwił Bengt.
- Zajmij się nią – zwróciła się Gunilla do Pera, natomiast do Bengta syknęła z wściekłością:
- Czego ty chcesz od tej dziewczyny co?! Zazdrościsz Perowi, że kogoś ma, że jest wreszcie szczęśliwy?
- Nie, współczuję mu tej… - nie dokończył, bo Gunilla chwyciła go za koszulkę i przyciągając go do siebie, syknęła:
- Nie obrażaj Marie, durniu! – po czym pchnęła go do tyłu tak mocno, że o mało też nie zaliczył wywrotki. Tymczasem kiedy Per opatrzył ranę Marie – zaczęli się pakować. Poszło im to szybko, bo nie mieli wielu rzeczy do zabrania.
- Co teraz z nami będzie…? – tym razem Marie nie była w stanie powstrzymać łez, zadając pytanie – zaczęła płakać.
- Nie bój się, ukryjemy się w Tylosand, mam tam pewien mały domek, który w zupełności nam wystarczy.
- A nasze miejsce na plaży…? Będę za nim tęsknić… Już za nim tęsknię, mimo że dopiero się pakujemy…
- Spokojnie, tam też jakieś sobie znajdziemy a to będziemy odwiedzać.
- Ale…
- Nie bój się, pamiętaj, że Gunilla i mama są po naszej stronie, pewnie będą jakoś nas odwiedzać, dawać nam znać kiedy możemy spokojnie wpaść…
Te słowa uspokoiły dziewczynę. Kiedy spakowali się – poszli pożegnać się z Gunillą i Elisabeth.
- Wy jeszcze tutaj? – syknął Bengt, widząc ich.
- Dzięki, że mogę pożegnać się z mamą i Gunillą – ironizował Per – Będziemy w Tylosand, przekaż to mamie – szepnął siostrze do ucha, po czym pożegnał się z matką. Kiedy już mieli to za sobą – wsiedli do samochodu Pera i ruszyli w kierunku Tylosand.
- Pięknie tu ale… brakuje mi naszego kącika na plaży… - Marie nadal była smutna.
- Znajdziemy sobie tu jakiś kącik… Uwierz mi… - przekonywał ją. Dziewczyna wtuliła się w niego i znów zapłakała.
- Co się dzieje, kwiatuszku? – spytał – Jesteśmy już bezpieczni… - jej reakcja wystraszyła go.
- Wiem ale… cały dzisiejszy dzień… to za dużo jak dla mnie… Czy to się wreszcie kiedyś skończy? Odkąd się znamy – mamy pod górkę, mam już tego dość…
- Ja też mam dość, naprawdę… Ale – musimy być silni, kochana – szepnął po czym delikatnie pocałował ją w usta. Przez ciała obojga przebiegły dreszcze a w oczach pojawiła się iskra; iskra miłości, pożądania. Marie jednak wycofała się, zorientowała się co się dzieje, przeraziło ją to.
- Nie, stop, zatrzymajmy się – mówiła dość chaotycznie – Czy to nie dzieje się za szybko…?
- Chodzi ci o…? Spokojnie, nie bój się, to był tylko pocałunek. Do czasu aż nie będziesz wystarczająco gotowa – nie posunę się ani o krok dalej. Zresztą – ja też jestem zupełnie zielony w tych sprawach… - zachichotał, przytulając dziewczynę do siebie.
- Twoje teksty mówią coś zupełnie innego… - zachichotała Marie.
- Gunilla pokazywała ci mój zeszyt? Jak ją tylko dorwę… - odgrażał się Per. Udawał wściekłego, bo tak naprawdę był wdzięczny siostrze za to, że pokazała Marie jego zeszyt. Odkąd przypadkiem usłyszał piękny śpiew dziewczyny – wiedział, że chce założyć zespół i że to z nią chce w nim grać. Z nią i nikim innym. Po kilku kolejnych latach, które spędzili w Tylosand – Per odważył się zrealizować pomysł z założeniem zespołu. Zanim to się jeszcze stało – zapoznał Marie ze swoimi znajomymi: Clarence’em, Staffanem, Pelle, Chrisem, Mią. Wszyscy bardzo ciepło przyjęli Marie. W ich towarzystwie i u boku Pera – dziewczyna czuła się naprawdę spokojnie i bezpiecznie. Wiedziała, że od nich nigdy nie usłyszy ani jednego złego słowa na swój temat.
- Zaśpiewaj im coś – poprosił ją pewnego dnia, kiedy znów przesiadywali razem w domku Pera.
- No nie wiem… - Marie nie była pewna czy to zrobić. O ile wiedziała, że nikt z nich nie wyśmieje jej – o tyle bała się śpiewać przed większą liczbą osób.
- Zawsze jest taka nieśmiała? – spytała Mia.
- Tak, czasem nawet o wiele bardziej… - mruknął Per. „Ale wiem co ją przekona żeby się przełamała…” – pomyślał uśmiechając się do wszystkich tajemniczo.
- Chłopcy, wiecie co on knuje? – spytała Mia.
- Brak pomysłów… - zachichotał Clarence.
- Ja też nic nie wiem – dodał Pelle.
- Na nas też nie licz – powiedzieli niemal chórem Staffan i Chris.
- W takim razie zaraz się okaże… - mruknęła Mia.
Tymczasem Per, szepnął do Marie, ściskając ją przy tym delikatnie za rękę:
- Nie bój się, naprawdę nie ma czego. Śpiewając – wyobraź sobie, że jesteśmy tylko ty i ja. Wtedy dasz sobie radę, wierzę w ciebie, Majsan – zwrócił się tak do niej pierwszy raz, wymyślił to przezwisko zupełnie spontanicznie. Słysząc to słowo wszyscy – łącznie z Marie – popatrzyli na niego zdziwieni. „Co to znaczy?” – zdawały się mówić ich spojrzenia.
- Zaraz wam to wyjaśnię, spokojnie – powiedział – Dajmy jej wreszcie zaśpiewać bo moje zaklęcia nie poskutkują – zachichotał.
- Dasz sobie radę – szepnął kolejny raz. Te słowa przekonały ją w pełni.
- No dobrze – zgodziła się wreszcie.
- Co to będzie za piosenka? – spytał Clarence.
- To moja własna kompozycja, nazywa się „Sparvöga”. Opowiada o… o mojej siostrze…
- Tak, znamy tą historię… - mruknął smutno Chris, spoglądając na Marie tak jakby chciał dodać: „To nie powinno było cię spotkać”. Po chwili Marie zaczęła śpiewać. Przez cały ten czas nie puszczała dłoni Pera. Kiedy skończyła – Mia ukradkiem ocierała łzy.
- Nie wstydź się łez, nie ma czego – powiedziała do niej Marie, której głos też lekko drżał.
- Miałeś wyjaśnić nam o co chodzi z… - Mia tym razem zwróciła się do Pera. Urwała, bo zapomniała jak chłopak zwrócił się do Marie zanim ta zaczęła śpiewać.
- Ach, tak… Sprawa jest prosta: Marie urodziła się w maju a dla mnie jest słońcem. Majowym słońcem – powiedział, uśmiechając się do dziewczyny i przytulając ją do siebie.
- Słodkie… - szepnęła Mia – też chciałabym mieć kogoś takiego kim ty jesteś dla niej a ona dla ciebie… - dodała smutno.
- Znajdziesz kogoś takiego, nie martw się – pocieszała ją nadal jeszcze lekko zawstydzona Marie. Po kolejnych dwóch latach powstał zespół, o którym ostatnio tak często rozmawiali. Został nazwany Roxette. Nazwę wymyślił Per a zainspirowała go piosenka o tym samym tytule. Zespół wyrobił sobie całkiem dużą renomę w samej Szwecji i wszyscy myśleli, że skończy się tylko na tym ale – nie. Pewien student z USA, który przyjechał na wymianę do Szwecji – jadąc na ferie do domu – zabrał egzemplarz singla „The Look” i zaniósł go do lokalnej stacji radiowej, w której pracował jego kolega.
- Puść to ludziom, spodoba im się, mogę się założyć – powiedział, kładąc przed nim winyl. I miał rację. Kiedy młodzież usłyszała piosenkę – telefony po prostu się rozdzwoniły. „Co to za piosenka?” „Kto ją śpiewa?” – te pytania powtarzały się najczęściej. I tak, pocztą pantoflową, kopiowana z kasety na kasetę, piosenka dotarła do innych rozgłośni radiowych i przyniosła zespołowi rozgłos poza Szwecją. Kiedy przyjaciele się o tym dowiedzieli – byli naprawdę mile zaskoczeni. Mijały kolejne lata, Roxette z każdym rokiem stawało się coraz bardziej rozpoznawalne, coraz bardziej sławne. Koncertowanie, spotkania z fanami sprawiały członkom grupy wielką przyjemność. Szczególnie Marie. Kontakty dziewczyny i Pera też z każdą chwilą coraz bardziej się zacieśniały. Oboje wiedzieli już, że to co ich łączy to nie tylko przyjaźń. Byli pewni, że to miłość, że są w stanie zrobić dla siebie nawzajem wszystko. „Mama miała rację, naprawdę czuję do Marie o wiele więcej niż tylko przyjaźń. Jak to jest, że ona tak potrafi mnie rozgryźć…?” – myślał chłopak, gdy zorientował się w swoich uczuciach.
- Mam dobrą wiadomość – zwrócił się pewnego dnia do Marie kiedy mieli kilka dni wolnego między koncertami. Kiedy zagadnął na ten temat – oczy specyficznie mu rozbłysły; wszystko dlatego, że wiedział od Gunilli, że mogą wpaść do jego domu rodzinnego i oczywiście odwiedzić swój kącik na plaży. Wszystko miało miejsce dosłownie na kilka tygodni przed wydaniem płyty „Joyride”, pod koniec lipca 1991 roku.
- Co to za wiadomość? – spytała Marie. Jej też serce zabiło szybciej, udzieliły jej się uczucia odczuwane przez Pera.
- Możemy odwiedzić nasze miejsce… - szepnął Per, uśmiechając się tajemniczo.
- Nasz kącik…? – dopytała Marie, pytając miała łzy w oczach.
- Tak, nasze bezpieczne miejsce… kontaktowałem się dziś z Gunillą i wiem, że niczego nie musimy się obawiać. Ona i mama czekają na nas z niecierpliwością.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! – zawołała dziewczyna, podbiegając do Pera i najmocniej jak tylko się dało – wtulając się w niego.
- Wyobrażam sobie twoją radość, kwiatuszku. Ja też się z tego cieszę i nie mogę się doczekać kiedy tam pojedziemy – powiedział, trzymając ją w ramionach i obracając się tak z nią kilka razy wokół własnej osi.
- Zróbmy to jak najszybciej, choćby jutro – radość dosłownie rozpierała Marie.
- W sumie… czemu by nie… - zastanawiał się Per. Po chwili powiedział:
- Dobrze, niech będzie, pojedziemy tam jutro.
- Dziękuję! – zawołała Marie. Obserwowanie jej radości sprawiało Perowi wielką przyjemność. Następnego dnia – tak jak planowali – pojechali do Halmstad. Gunilla i Elisabeth już czekały na nich przed domem. Kiedy tylko ich zobaczyły – wybiegły w ich kierunku.
- Jak dobrze, że jesteście! – zawołała rozradowana Gunilla.
- Ja też się cieszę, siostrzyczko – szepnął Per, całując ją w policzek – Gdzie tata i Bengt? – spytał spokojnie Per. Nie przeczuwał tego co za chwilę usłyszy, nie przeczuwał swojej reakcji.
- Bengt wyprowadził się a tata… nie żyje od 5 lat… - odpowiedziała Gunilla ze wstydem.
- Co?! – zawołał Per – Czemu nie powiedziałaś mi o tym wcześniej?!
- Przepraszam… - tylko na to słowo było ją w tym momencie stać. Chłopak odsunął ją od siebie i poszedł szybkim krokiem w kierunku plaży, w kierunku ich miejsca.
- Co się stało? – spytała wystraszona Marie, widząc reakcję Pera.
- Dowiedział się pewnie o śmierci ojca i jest po prostu w szoku… - uspokoiła ją Elisabeth – Znajdź go, porozmawiaj, wiem, że masz na niego dobry wpływ kochana – powiedziała.
- Wiem gdzie go znajdę, proszę się nie martwić – powiedziała Marie, po czym poszła w kierunku plaży i ich miejsca.
- Wiem o wszystkim – szepnęła gdy tylko zobaczyła Pera. Zrobiło jej się go strasznie szkoda, kiedy zobaczyła to jego smutne spojrzenie.
- Nie dogadywaliśmy się, to prawda ale w końcu to mój ojciec… - szepnął.
- Rozumiem cię. Bardzo dobrze cię rozumiem. Ja też nie zawsze dogadywałam się z Lisą. W końcu dzieliło nas dziesięć lat. Ale i tak było wiadome, że mogłam jej zaufać. Mimo, że miałam tylko kilka lat…
Milczeli, patrząc przed siebie. Po tym czasie wrócili już do domu.
- Przepraszam cię za moją reakcję… - szepnął zawstydzony Per, zauważając Gunillę.
- To nic, rozumiem cię – szepnęła.
Wieczorem tego samego dnia Per zabrał Marie na piknik w ich tajemnie miejsce na plaży. Ale to nie był zwykły piknik… Najpierw spokojnie rozmawiali, co jakiś czas jedząc smakołyki z plecaka, który zabrali ze sobą. Później zaczęli rozmawiać ale w inny sposób. Przestali używać słów, zastąpili je spojrzeniami, nieśmiałym dotykiem. Wiedzieli, że dziś przełamią ostatnią barierę jaka ich dzieliła – barierę zbliżenia fizycznego. Pierwsze pocałunki i pieszczoty były delikatne, nieśmiałe. Oboje nawzajem uczyli się swoich ciał, tego co sprawia im przyjemność a co nie.
- Nie wiem czy dam sobie radę… - szepnęła w pewnym momencie wystraszona Marie. Jej spojrzenie i szept były pełne przerażenia, niepewności.
- Nie bój się, to będzie piękne przeżycie – przekonywał ją Per, uśmiechając się z otuchą – Zaufaj mi… - dodał ciszej, delikatnie całując jej dekolt.
- Dobrze ale, mam prośbę…
- Tak? Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko.
- Bądź delikatny przy… boję się bólu w tym momencie… bardzo… - dziewczyna miała łzy w oczach.
- Spokojnie, wszystkim pokieruję tak, że niczego nie poczujesz – obiecał jej chłopak. On sam też nie był pewien swoich ruchów, tego czy jego pieszczoty naprawdę sprawiają Marie przyjemność. Ale bał się niepotrzebnie, bo tak było. Dzięki jego dotykowi, pocałunkom – szybko zapomniała o niepewności, strachu; szybko zaczęła odwdzięczać mu się choć jej początki też były nieśmiałe. Ale – nic dziwnego, w końcu oboje robili to pierwszy raz w życiu. Wreszcie – przyszedł moment, którego Marie tak bardzo się obawiała. Jej strach okazał się niepotrzebny, bo okazało się, że Per spełnił swoją obietnicę i przy jego pierwszych pchnięciach nie poczuła niczego. Poczuła lekki ból dopiero w momencie kiedy chłopak wszedł w nią głębiej. Wtedy na policzki dziewczyny wypłynęło kilka łez, które Per delikatnie z nich scałował. Nie byli też świadomi tego, że w czasie gdy dają sobie spełnienie – stają się rodzicami dwóch małych istotek… Mimo, że niebo tej nocy było zachmurzone – w momencie szczytowania – co udało się im obojgu w tym samym czasie – zobaczyli na nim mnóstwo gwiazd, które tak jak oni zaczęły bardzo szybko wirować.
- To było coś pięknego, dziękuję… Nie zapomnę tego do końca życia… - szepnęła sennie Marie, po czym wtulając się ufnie w Pera – zasnęła.
- Ja też ci dziękuję… - szepnął chłopak, po czym również zasnął. Następnego ranka to Per obudził się pierwszy. Kiedy poczuł chłodny wiatr od morza – szybko wciągnął na siebie ubrania, ciuchy Marie wrzucił niedbale do plecaka, zarzucił go sobie na ramiona, dziewczynę okrył szczelnie kocem, wziął ją na ręce delikatnie, tak żeby jej nie obudzić i powoli skierował się w stronę domu.
- Co wy…? – chciała spytać Gunilla, widząc ich.
- Ciii… - szepnął Per, zerkając wymownie na Marie – Zrobiliśmy to… - dodał po chwili unosząc znacząco brwi. Słysząc słowa brata, Gunilla tylko się uśmiechnęła, myśląc: „Mój ukochany braciszek wreszcie jest mężczyzną…”.
- Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo się baliśmy… - szepnął – Ale było pięknie… - uśmiechnął się marzycielsko.
- Na pewno tak… - zgodziła się Gunilla.
Marie i Per spędzili w jego domu rodzinnym cały okres wolny między koncertami czyli dwa tygodnie. Pewnego dnia na jakieś trzy dni przed ich odjazdem – Marie poczuła się źle. Przez cały dzień męczyły ją nudności, wymioty… To co się z nią działo – przeraziło ją. Per też się wystraszył. Obserwując jej zachowanie, to co się z nią dzieje – zaczął powoli kojarzyć fakty.
- Co się ze mną dzieje…? – pytała wystraszona.
- Nic kochanie, po prostu… zostaniemy rodzicami – powiedział, patrząc na nią z radością, której ustąpił miejsca wcześniejszy strach i przerażenie.
- Ale… Ja nie jestem jeszcze gotowa, boję się…
- To minie, kiedy poczujesz tego maluszka (oboje nie byli świadomi, że Per się myli). Wtedy zaczniesz się z tego cieszyć. Ja już się cieszę na samą myśl. I – na pewno wezmę odpowiedzialność, nie zostawię cię – zapewnił ją szczerze. Jego słowa uspokoiły ją ale spytała, dla pewności:
- A zespół? Co z Roxette?
- Będziemy koncertować do kiedy będziesz czuła się na siłach, potem – przerwiemy na tak długo na ile będzie trzeba.
Po tych słowach dziewczyna była już naprawdę o wszystko spokojna. Dużym – pozytywnym oczywiście – szokiem było dla nich kiedy dowiedzieli się przez zupełny przypadek – że będą oczekiwać bliźniaków a nie jednego dziecka, tak jak się im do tej pory wydawało. Dowiedzieli się o tym kiedy Marie była w trzecim miesiącu ciąży i kiedy zorientowała się, że jej brzuch jest nienaturalnie duży jak na ciążę pojedynczą. Kolejnym szokiem było to, że będą to bliźnięta syjamskie.
- Oby tylko nie były zrośnięte główkami… - szepnęła wystraszona Marie, ledwie mogąc powstrzymać płacz.
- Nie będzie tak, nie martw się – starał się pocieszyć ją Per, choć też bał się takiego rozwoju wypadków ale za wszelką cenę nie chciał dać tego po sobie poznać. Kiedy zaczął się szósty miesiąc ciąży Marie – zespół podjął decyzję o tym żeby zrobić przerwę w koncertach. Ale to była tylko przerwa w koncertach i nagrywaniu płyt. Jeśli któreś z nich miało jakiś pomysł na tekst czy muzykę – zapisywało go, nie dusiło go w sobie. Szczególnie wiele takich pomysłów miała Marie. A wszystko dzięki ciąży. Natomiast jeśli chodzi o prywatne ustalenia Marie i Pera dotyczące rodziny – doszli do wniosku, że – przynajmniej na razie – wolą żyć na tak zwaną „kocią łapę”, nie związując się formalnie. Mimo tego Per zawsze powtarzał, że jeśli Marie zmieni zdanie i będzie chciała związać się z nim formalnie – zgodzi się. Zawsze powtarzał, że dla rodziny zrobi wszystko. Pod koniec kwietnia 1992 roku na świat przyszły bliźniaczki. Ucieszyli się kiedy dowiedzieli się, że to będą dziewczynki. W głębi dusz od początku tego chcieli, od początku przeczuwali, że tak będzie. Niestety poród był ciężki i przez cały czas jego trwania Per musiał czekać poza salą porodową. Irytowało go to, bo po pierwsze denerwował się o trzy – zaraz po mamie i siostrze – najważniejsze dla siebie osoby a po drugie był świadomy tego, że złamał obietnicę daną Marie. Obiecał jej, że będzie przy niej w momencie kiedy ze światem będą witać się ich córeczki. „Zawiodłem ją… Obiecałem, że nigdy tego nie zrobię a tu co…? – myślał załamany, krążąc przed salą. – Nie daruję sobie tego…”. Po dziewięciu godzinach wyszedł wreszcie lekarz prowadzący poród Marie.
- Co z nimi…? – spytał Per, widząc go. Był strasznie zdenerwowany. Jego zdenerwowania nie dało się z niczym porównać.
- Wszystko w porządku, zarówno z dziewczynkami jak i pana partnerką. Wszystkie trzy były bardzo dzielne – uśmiechnął się z otuchą lekarz.
- A jak złączone są dziewczynki…? – zadanie tego pytania nie było dla Pera łatwe. Bał się odpowiedzi jaką usłyszy.
- Są złączone główkami… Ale – spokojnie, nie mają wspólnej żadnej części mózgu, za kilka miesięcy bez obaw będziemy mogli podjąć się zabiegu rozdzielenia ich. „Całe szczęście, że nie mają wspólnego mózgu… - myślał Per – Ale – jak ja jej o tym wszystkim powiem…?” – zastanawiał się.
- Jakie będą imiona dziewczynek? – spytał lekarz. Jego pytanie wyrwało Pera z rozmyślań.
- Ana Lisa i Jenny – odpowiedział, podskakując lekko w górę – Kiedy mógłbym zobaczyć dziewczynki i Marie? – spytał, kiedy doszedł do siebie.
- Dziewczynki za chwilkę, zaraz pana do nich zaprowadzę. Ale jeśli chodzi o pana partnerkę – najlepiej będzie jeśli odwiedzi pan ją jutro. Dziś jest już mocno wyczerpana.

Podpis: 

Fanka Roxette 17.02.2013
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Jadeitowy Pałac Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III)
Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction. Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III.
Sponsorowane: 150Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.