https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
200

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Nawiedziny

Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Jadeitowy Pałac

Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment "Sycylijskiego pioruna"

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1221
użytkowników.

Gości:
1221
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 74357

74357

Kolejny pomysł od Dagi

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
13-02-18

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Hobby/Inne/Kariera
Rozmiar
18 kb
Czytane
2181
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
13-02-18

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: roxetka Podpis: Fanka Roxette
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"Wszystko zaczęło się na kilka dni przed wyjazdem Roxette w kolejną trasę koncertową. Atmosfera w domu Pera była wyjątkowo gęsta, niekiedy odnosiło się wrażenie, że powietrze można było kroić nożem. Szczególnie denerwująca i uszczypliwa była Asa

Opublikowany w:

Serwisie opowiadania.pl

Kolejny pomysł od Dagi

Wszystko zaczęło się na kilka dni przed wyjazdem Roxette w kolejną trasę koncertową. Atmosfera w domu Pera była wyjątkowo gęsta, niekiedy odnosiło się wrażenie, że powietrze można było kroić nożem. Szczególnie denerwująca i uszczypliwa była Asa. Per też denerwował się tym czy wszystko jest odpowiednio załatwione, czy pamiętał o wszystkim a tu jeszcze na dodatek Asa o wszystko robiła mu awantury.
- Daj mi wreszcie spokój! – zawołał w pewnym momencie Per, nie wytrzymując napięcia – Ciągle czepiasz się o wszystko, nigdy nie ma cię kiedy jesteś naprawdę potrzebna!
- Mów za siebie! – odparowała Asa.
- Ja przynajmniej zarabiam jakieś pieniądze a ty? Żerujesz na tym co zarobię!
- Wcale nie! – broniła się.
Ich kłótnia trwała jeszcze jakieś kilkanaście minut. Na swoje nieszczęście słyszał ją mały, ośmioletni Gabb. Wystraszony, zaczął płakać i przebiegł z pokoju Pera do swojego. Po jakimś czasie, kiedy kłótnia nadal trwała – do domu Pera zapukała Marie. Umówili się, że dziewczyna przyjdzie do niego i dogadają detale. Chłopiec, kiedy usłyszał pukanie – wybiegł otworzyć, ocierając załzawione oczy. „Rodzice zabronili mi otwierać ale może to Marie…” – myślał. (Oboje pozwolili chłopcu zwracać się do niej po imieniu). Jego przypuszczenia sprawdziły się – po drugiej stronie stała Marie. Kiedy otworzył jej drzwi – bez słowa przytulił się do niej i znów zapłakał.
- Co się stało, kochanie? – spytała czule, zrównując się do jego poziomu. Gabriel chciał jej coś powiedzieć ale nie mógł tego zrobić, bo płacz spowodował, że nie mógł nawet normalnie wciągnąć powietrza.
- Chodź, wejdziemy do domu – powiedziała Marie, biorąc chłopca za rękę i chcąc z nim wejść dalej. On jednak zaprotestował, szepcząc cichutko:
- Nie chcę, boję się…
- Spokojnie, nic się nie stanie. To kłótnia twoich rodziców, ty jesteś bezpieczny, bo jesteś ze mną – przekonywała go.
- No dobrze… - skapitulował chłopiec choć nadal był przerażony. Wchodząc z Marie do domu bardzo mocno trzymał ją za rękę.
- Naprawdę nie ma się czego bać, skarbie – dziewczyna nadal zwracała się do Gabba delikatnie i spokojnie, choć w środku wszystko w niej kipiało. „Jak ona może robić mu teraz takie awantury?! Jak w ogóle mogą kłócić się przy dziecku?!” – myślała zła Marie. Dziewczyna przeszła z chłopcem do jego pokoju. Spędzili tam kilka minut ale kiedy kłótnia nie cichła a Marie widziała, że synek jej przyjaciela jest nadal tak samo przerażony jak wcześniej – zrozumiała, że naprawdę błędem było wchodzenie z nim do domu.
- Już wiem co zrobimy. Przejdziemy do ogrodu, tam już na pewno się uspokoisz – powiedziała.
- A… a tata...? – spytał Gabb, spoglądając na Marie oczami w których nadal widoczne było przerażenie. „Czemu mnie nie dziwi, że nie wspomniał ani słowem o Asie…” – przemknęło jej przez myśl zanim odpowiedziała:
- Nie bój się, zostawimy mu wiadomość, znajdzie nas – powiedziała, uśmiechając się do chłopca, który słysząc jej słowa – mocno się do niej przytulił. Kiedy mały przytulił się do niej – dziewczyna znów się uśmiechnęła i pomyślała: „Jaka szkoda, że to nie jest mój synek… Ode mnie dostałby o wiele więcej miłości niż od…” – nawet w myśli nie zawsze była w stanie wypowiedzieć imienia Asy. Potem wyjęła z torebki notes, wyrwała z niego kartkę i napisała: „Nie martw się o Gabba, jest ze mną w ogrodzie M.” Potem wyszła z chłopcem z domu, „zahaczając” przy okazji o pokój Pera i zostawiając kartkę na jego biurku. O ile zawsze robiła mu psikusy polegające na przynajmniej delikatnym poprzestawianiu układu rzeczy na nim – dziś w ogóle nie miała na to ochoty. Wyszli do ogrodu i – miała rację, w nim wystarczyło zaledwie kilka chwil żeby chłopiec znów zaczął się śmiać. Po kolejnym kwadransie, może niewiele krótszym okresie czasu – w ogrodzie pojawił się Per. Gdy tylko Gabriel zobaczył go – zeskoczył z huśtawki i zaczął biec w jego kierunku. Wczepił się w niego prawie kurczowo, w jego ramionach wreszcie poczuł się bezpiecznie.
- Już w porządku, nie bój się… - starał się go uspokoić Per – Przecież wiesz, że nie pozwoliłbym żeby stała ci się krzywda… - wypowiadając ostatnie słowa nie był świadomy tego co stanie się wieczorem.
- Kiedy otworzył mi drzwi – był strasznie przerażony… Bał się tak bardzo, że nawet nie chciał wejść ze mną do domu – powiedziała Marie.
- Dziękuję, gdyby nie ty… - odpowiedział jej Per, patrząc na nią z wdzięcznością.
- To nic takiego wiesz, że dla was zrobię wszystko – ze słów i spojrzenia dziewczyny też biła prawda i wdzięczność.
Po jakimś czasie Gabriel wrócił do zabawy a Marie i Per zajęli się omawianiem ostatnich detali związanych z wyjazdem. Kiedy omówili wszystko – dziewczyna pożegnała się najpierw z Perem a potem z Gabrielem i odjechała. Później już nic się nie działo, było spokojnie. Asa i Per unikali się nawzajem, unikali nawet swoich spojrzeń a jeśli już im się to nie udawało – były raniące, zimne, lodowate wręcz. Wieczorem stało się coś co zmieniło życie szczególnie Pera i Gabriela. Chłopiec siedział w salonie, grając na przenośnej konsoli. Normalnie o tej porze powinien już spać ale dziś nie musiał. Per po pierwsze chciał zrekompensować mu przejścia całego dnia a po drugie – wiedział że musi następnego dnia wyjechać wcześnie więc chciał żeby chłopiec spędził z nim jak najwięcej czasu. Planował dosłownie za chwilę się nim zająć, musiał tylko dokończyć jakąś ważną rozmowę telefoniczną.
- Idź już spać – poprosiła chłopca w pewnym momencie Asa.
- Dziś nie muszę, tata pozwolił mi położyć się później – odpowiedział jej Gabriel. Odpowiedział jej spokojnie i grzecznie a mimo to usłyszał:
- Nie słyszysz co do ciebie mówię?! Szczeniak! – po tych słowach uderzyła go. Chłopiec upadł jeszcze miękko bo na kanapę. Chciał się stamtąd podnieść i uciec do pokoju Pera ale nie zdążył. Asa złapała go i popchnęła z całej siły tak, że uderzył głową w kant szklanego stolika stojącego trochę za kanapą. Uderzył w ten stolik tak mocno, że krew dosłownie trysnęła mu z rany. „Co tam się u licha dzieje?” – pomyślał Per wybiegając z telefonem w ręku, kiedy usłyszał brzęk rozbijanego szkła i płacz Gabby’ego.
- Coś ty najlepszego zrobiła?! – ryknął, widząc co się stało – Oddzwonię do ciebie – powiedział do Clarence’a. z którym rozmawiał.
- Byłem grzeczny, nie robiłem nic złego… - szeptał chłopiec.
- Wierzę ci kochanie, nie mów nic, nie męcz się – mówił Per, starając się żeby jego głos był silny, pewny, żeby Gabby nie wyczuł, że Per boi się o niego. Okrył chłopca swoją bluzą, wziął go na ręce i wybiegł z nim z domu, kierując się w stronę garażu.
- Gdzie jedziemy...? – spytał słabo mały.
- Na pogotowie skarbie. Potrzebujesz pomocy a ja nie mogę ci jej teraz dać, nie potrafię. Pamiętaj o jednym – nie możesz zasnąć, nie zamykaj oczu… - mówił. Ostatkiem sił walczył, żeby nie dać ponieść się emocjom. Kiedy już miał układać Gabba na tylnej kanapie samochodu – usłyszał warkot silnika i został na ułamek sekundy oślepiony światłami samochodu. „Kogo licho niesie akurat teraz?!” – myślał wściekły. Po chwili jednak rozpoznał samochód Marie i wściekłość ustąpiła miejsca wdzięczności. Wielkiej wdzięczności, której nie opisałyby żadne słowa. „Jak dobrze, że to Marie, to chyba jakieś wyczucie czasu, nie wiem jak inaczej można byłoby to nazwać…” – myślał zabierając Gabba ze swojego samochodu.
- Co się dzieje? – chłopiec lekko się wystraszył.
- Nic kochanie, po prostu jedziemy innym samochodem – powiedział do synka po czym biegnąc z nim na rękach w stronę samochodu przyjaciółki – zawołał do niej:
- Nie wysiadaj, nie gaś silnika!
Marie wystraszyła się kiedy Per „wszedł” w zasięg jej świateł i bez słowa zrobiła to o co ją prosił. Myślała tylko wtedy: „Co mogło się stać? Gabby wygląda okropnie…”. Kiedy wsiedli – nawet nie padło pytanie o to gdzie mają jechać. Tymczasem Asa jak gdyby nigdy nic krzątała się spokojnie po domu. Zachowywała się jakby nic się nie stało.
- Spróbuj jechać szybciej, proszę… - poprosił Per, ledwie mogąc zamaskować przerażenie w głosie.
- Gdyby nie te ślimaki przed nami… Knulla dett! – zawołała Marie, po czym wcisnęła kilkakrotnie klakson i zrobiła coś czego nie robiła nigdy odkąd ma prawo jazdy – wyprzedziła kilka samochodów na podwójnej linii ciągłej. Kiedy wyminęła wszystkie – wcisnęła gaz do dechy.
- Jesteśmy już blisko – powiedziała. Gabby jednak szepnął po chwili:
- Bardzo chce mi się spać…
- Nie możesz zasnąć – odpowiedział mu Per, nie mając w ustach ani odrobiny śliny. W mig zrozumiał kontekst słów synka.
- Dlaczego? – spytał mały.
Słysząc jego pytanie Per przeraził się. „Jak ja mam mu to powiedzieć?” – pomyślał
- Jeśli tak się stanie możesz… możesz już nie być tak sprawny jak byłeś – odpowiedział. Wiedział, że go okłamuje, że prawda mogłaby być gorsza ale z drugiej strony gdyby nie odpowiedział na jego pytanie – złamałby obietnicę jaką dał Gabrielowi gdy tylko chłopiec przyszedł na świat. „Będę odpowiadał na każde twoje pytanie” – pomyślał gdy tylko pierwszy raz wziął chłopca na ręce. Tymczasem wreszcie dojechali na miejsce. Per dosłownie wbiegł z Gabbem na rękach na izbę przyjęć. Kiedy mówił lekarzowi co się stało – wszystko się w nim gotowało.
- Uratujcie go, proszę… - szepnął ze łzami w oczach.
- Zrobimy wszystko co w naszej mocy – odpowiedział bez emocji lekarz.
- Musicie go uratować! Teraz został mi już tylko on! – wołał Per. Marie stała z boku i przyglądała się wszystkiemu ze strachem, Nigdy jeszcze nie widziała swojego przyjaciela (choć powoli zaczynała czuć do niego coś więcej) tak rozwścieczonego. Niestety, słowa Pera, emocje z jakimi je wykrzykiwał – prawie zupełnie nie przekonały lekarza.
- Boję się, tato… - szepnął chłopiec, wyciągając rękę w kierunku Pera.
- Bądź dzielny, potraktuj to jak… jak grę komputerową. Wygrasz ją skarbie – powiedział, ujmując rękę chłopca i idąc z lekarzami do drzwi bloku. Ręka Gabriela była bardzo zimna. Było to spowodowane dużą utratą krwi przez chłopca i tym, że noc była zimna a on miał na sobie cienkie ubrania.
- Tak strasznie się o niego boję… Jeśli nie uratują go... – szepnął po czym dodał: - Co za szczęście, że przyjechałaś, gdyby nie ty moglibyśmy nie zdążyć i… - Per nie dokończył, ukrył twarz w dłoniach.
- Wszystko będzie dobrze, musisz wierzyć, musisz być silny dla niego – powiedziała Marie, obejmując Pera delikatnie ramieniem. Zrobiła to delikatnie żeby mógł się wyswobodzić, odmówić. On jednak tego nie zrobił a nawet – wręcz przeciwnie, przytulił ją do siebie mocniej.
- Mógłbyś opowiedzieć mi prawdę? Jak to się stało? (Mówiąc o tym lekarzowi wspomniał tylko, że Gabb został popchnięty na stolik. Nie powiedział, że zrobiła to Asa)
- Został na ten stolik popchnięty przez Asę – Per wypowiedział to zdanie wręcz lodowato.
- Przez Asę?! – Marie prawie krzyknęła – Skąd to wiesz? – spytała odrobinę spokojniej .
- To jej spojrzenie, którym patrzyła na Gabby’ego… Jakby znów chciała mu coś zrobić, podnieść go stamtąd i...
- Spokojnie, nie bój się, nie stanie się tak – Marie próbowała go pocieszyć.
- Ona w ogóle nie nadaje się do tego żeby być matką. Nie po tym co zrobiła. Nie nadaje się też do czegoś jeszcze – powiedział Per, po czym zsunął obrączkę z palca i schował ją do kieszeni spodni.
- Myślisz o…? – spytała Marie.
- Po czymś takim – nie widzę innego wyjścia – powiedział z mocą Per.
- Będę cię wspierać, wywalczysz opiekę nad Gabbem – powiedziała dziewczyna.
- Czasem zastanawiam się co bym bez ciebie zrobił…
- Ja też… - mruknęła przypominając sobie momenty, w których sama była na krawędzi.
- Przyniosę nam kawę, co? – zaproponowała w pewnym momencie Marie.
- Zostań, proszę… - Per nie zgodził się, przerażenie wróciło.
- Nie bój się, automat jest niedaleko, nie zejdę nawet z twojego pola widzenia – uspokajała go. „Zawsze był nieśmiały, bał się wielu rzeczy ale to co spotyka go teraz…” – myślała, spoglądając na niego ze smutkiem.
- No dobrze… - mruknął.
Kiedy rozmawiali, popijając kawę – Per w pewnym momencie zauważył dziewczynę w jego wieku, może młodszą o kilka miesięcy z dziewczynką na rękach. Dziewczynka dusiła się, wyglądała jakby miała atak astmy natomiast dziewczyna, która zapewne była jej mamą – była przerażona. Ale nie to przykuło uwagę Pera. Dziewczynka była bardzo podobna do Gabriela, miała podobne do niego rysy twarzy, kolor włosów. „To przecież nie może być jego siostra, Gabb nie ma siostry bliźniaczki; wszystkie przejścia dzisiejszego dnia sprawiają że wariuję” – myślał Per. Nie spuszczając wzroku z dwóch tajemniczych jak na razie osób – odebrał dzwoniący telefon.
- Pamiętasz o tym, że jutro mamy próbę? – usłyszał głos Clarence’a.
- Żadnej próby nie będzie – odpowiedział.
- A co mam powiedzieć reszcie zespołu, EMI, fanom?
- Nic mnie to nie obchodzi, mój syn walczy o życie, zostaję z nim! – ryknął i rozłączył się bez słowa.
- Uspokój się… - szepnęła Marie, próbując ochłodzić sytuację.
- Słyszał ten moment, słyszał kiedy krzyknąłem na Asę po tym jak… Mógł się domyślić, idiota!
Tymczasem dziewczyna, słysząc co dzieje się w okolicach bloku operacyjnego, powiedziała do córeczki:
- Zaczekaj tu na mnie (atak został już dawno opanowany) – po czym zaczęła wolno iść w tamtym kierunku. „To nie może być prawda, przecież mówiono mi, że Per…” – myślała. Nie była w stanie nawet dokończyć tej myśli. Marie, (co za zrządzenie losu… ) bo tak miała na imię dziewczyna, była pierwszą miłością Pera. To był poważny związek, młodzi wiele planowali ale zdarzyła im się wpadka, której podwójnym owocem były bliźnięta: Astrid, którą wychowywała Marie i Gabriel, który trafił pod skrzydła prawdziwego taty. Stało się tak dlatego, że Asa i Marie rodziły jednocześnie a dziecko Asy urodziło się martwe. Dowiadując się o tym Marie niemal natychmiast zadecydowała, że przynajmniej jedno z bliźniąt musi mieć ojca. Kiedy doszła na miejsce, patrząc na Marie i Pera, pomyślała: „Pasują do siebie… Życzyłabym im szczerze wiele szczęścia”. Po kolejnej krótkiej chwili, nabierając powietrza, spytała:
- Co się… stało…?
Słysząc jej głos – Per niemal od razu go rozpoznał. Rozpoznał go i bez słowa przybliżył się do dziewczyny kilkoma susami.
- Mówiono mi, że… że nie żyjesz… - szepnął, biorąc ją w ramiona i nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
- Mnie mówiono to samo… - łkała Marie.
- Porozmawiajcie a ja pójdę do dziewczynki, jest przerażona i zmęczona – szepnęła cicho Majsan, idąc później w stronę Astrid, która faktycznie patrzyła na wszystko wielkimi ze strachu oczami.
Zabieg Gabba trwał prawie do rana. Prawie cały ten czas Per i Marie spędzili na nadrabianiu straconego czasu. Wymienili się adresami żeby mieć kontakt, żeby teraz za żadne skarby go nie zerwać.
- Zwiąż się z nią – powiedziała zanim wzięła Astrid na ręce i wyszła z nią ze szpitala – Pasujecie do siebie a wiem, że z wami Gabriel byłby bezpieczny i szczęśliwy. Czuję to – to były jej ostatnie słowa. Po wypowiedzeniu ich – wyszła i zostawiła Pera z dość tęgim mętlikiem w głowie. Z drugiej strony – jej słowa uświadomiły mu, kogo kocha tak naprawdę. „Raz kozie śmierć, najwyżej dostanę od niej w twarz i będziemy musieli tolerować się w zespole…” – myślał zanim wziął kilka głębokich wdechów i biorąc Marie za rękę, szepnął:
- Wyjdziesz za mnie? Przepraszam, że pytam cię o to w takich warunkach i nawet nie mając rozwodu z Asą. Obiecuję, że kiedy wszystko będzie uregulowane… - chciał dokończyć ale nie zrobił tego, bo dziewczyna zamknęła mu usta pocałunkiem i szepnęła:
- Tak, oczywiście, że tak. Kochałam cię od zawsze i cierpiałam, patrząc na twój związek z Asą – wypowiadając te słowa mocno się do niego przytuliła. Kilka minut później wreszcie otworzyły się drzwi bloku. „Jak ona mogła pchnąć go tak mocno…” – pomyśleli Marie i Per, patrząc na siebie porozumiewawczo.
- Jakie ma szanse? Możemy do niego wejść? – wypalił niemal natychmiast Per.
- Wyjdzie z tego. A wejść do sali chłopca może tylko jedno z was – powiedział lekarz.
- Idź, lepiej żeby zobaczył ciebie kiedy się obudzi – powiedziała Marie – Ja pojadę do siebie, odświeżę się i wrócę tu – obiecała.
Gabby obudził się jakieś trzy godziny później; przy jego łóżku czuwał nie tylko Per ale też Marie. Pierwsze dni po wypadku były najgorsze, chłopiec był bardzo obolały, często kręciło mu się w głowie. Z czasem jednak wszystko wróciło do normy. Kiedy dowiedział się, że Per i Asa rozstają się – w pierwszej chwili – przeraził się.
- Nie chcę mieszkać z mamą, boję się jej – prawie płakał. Pierwszy raz powiedział wprost, że boi się Asy. „To nie jest twoja mama, kochanie” – pomyślał Per ale na głos powiedział:
- Nie bój się, zrobię wszystko żebyś mieszkał ze mną i Marie.
Jakiś miesiąc później Per był wolny od Asy i jeszcze raz oświadczył się Marie. Teraz zrobił to tak jak zawsze chciał to zrobić: zabrał ją do restauracji na wodzie w trakcie zachodu słońca. Dwa i pół miesiąca później Marie i Per pobrali się. Uroczystość była bardzo skromna. Jakiś czas później stało się coś co zaskoczyło oboje.
- Czy mogę… czy mogę mówić do ciebie… mamo? – spytał pewnego dnia Gabriel. Był tak zawstydzony, że nawet nie miał odwagi spojrzeć na Marie.
- Oczywiście, że tak, kochanie – powiedziała dziewczyna. Była bardzo wzruszona, słysząc pytanie chłopca. Po tej historii nic ani nikt im już nie zagrażał. Czasem tylko któreś z nich mówiło na wpół z żartem, na wpół z powagą:
- Sporo musieliśmy przejść zanim zrozumieliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni…
- Ktoś po prostu narysował nam taką drogę, kazał ją przejść i czuwał nad nami – padała odpowiedź z drugiej strony.
Trasa została dokończona ale Gabby towarzyszył im na każdym koncercie. Potem było już tak zawsze. Per robił to przez zwykłą przezorność. Bał się, że Asa znów może chcieć skrzywdzić chłopca.

Podpis: 

Fanka Roxette 18.02.2013
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Jadeitowy Pałac Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III)
Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction. Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III.
Sponsorowane: 150Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.