https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
20

Hagan - Wyjście w mrok

Autor płaci:
20

  Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W maju nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Moc słów

- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Brak

Wiersz filozoficzny

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2430
użytkowników.

Gości:
2429
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 74725

74725

Intruz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
13-04-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Akcja/Wojna/Militaria
Rozmiar
20 kb
Czytane
5036
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
14-03-26

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P12-powyżej 12 lat

Autor: szopu335 Podpis: szopu
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Kontynuacja "Prosto w ogień". Zapraszam do komentowania i oceniania.

Opublikowany w:

Intruz

Ku pamięci wszystkich, którzy polegli w konfliktach zbrojnych XX wieku.

-Ciemno tu jak w dupie... - Stwierdził Miles O'riley, regulując kontrast oświetlenia wskaźników w samolocie. A-6 Intruder leciał z prędkością ponad ośmiuset kilometrów na godzinę, kierując się w stronę Wietnamskich brzegów... Pół godziny wcześniej, na lotniskowcu USS Enterprise, zarówno Miles jak i jego BN, Morgan McCutty wysłuchiwali odprawy. Misją na tę noc dla załóg samolotów szturmowych było zbombardowanie fabryki, w której prawdopodobnie produkowana była amunicja. No właśnie - prawdopodobnie... Miles wiedział, że najpewniej podczas bombardowania zginie więcej cywili niż żołnierzy...
-Okej, za dziesięć minut będziemy u celu... - Powiedział Morgan, jak zawsze spokojnie. Miles często zastanawiał się, jak on to robi. Cokolwiek by się nie działo, on nawet nie podnosił tonu...
O'riley przeleciał wzrokiem po przyrządach. Wszystko było w porządku. Monotonny lot nagle zakłóciło szybkie pikanie. Na niewielkim ekranie zapaliła się czerwona kontrolka z napisem "MISSILE".
-Mamy SAM'a na piątej. Już leci... - Stwierdził Morg. Miles zrobił ostry zwrot w prawo i wypuścił flary. Kątem oka dostrzegł jasny punkcik, przelatujący niedaleko samolotu.
-Minęliśmy go. Dobra robota. - Pochwalił go McCutty - Trzy minuty do celu...
Miles zmienił częstotliwość i połączył się z dowództwem okrętu.
-USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-trzy, trzy minuty do celu, proszę o pozwolenie na atak.
-Diabeł, masz pozwolenie. Udanego polowania... Miles zwolnił do trzystu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, obniżył pułap. Lecieli teraz na ledwie trzystu metrach.
-Morg, namierz tą pieprzoną fabrykę. - Poprosił pilot.
-Okej, jest namierzona. - Powiedział Morg, nie odrywając wzroku od ekranu komputera pokładowego.
-Dobra, zrzucaj... - McCutty wcisnął czerwony guzik na swoim wolancie. Z belek uzbrojenia lekko oderwały się bomby Mk-82. Po chwili ciemny ląd rozświetliła eksplozja.
-Brak eksplozji wtórnych... Znów tylko rozoraliśmy ziemię... - Stwierdził zawiedziony Morgan.
-USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-trzy, potwierdzam trafienie, brak eksplozji wtórnych... - Powiedział Miles do intercomu.
-Diabeł, wracajcie na matkę. Kurs jeden-osiem-pięć.
-Jeden-osiem-pięć, potwierdzam. Diabeł, bez odbioru.
Miles skierował maszynę na podany kurs. Lecieli nad morzem, z prędkością ponad siedmiuset kilometrów na godzinę.

2

-Widzę piłkę. - Miles połączył się z dowództwem floty powietrznej lotniskowca.
-Trzy-zero-trzy, jesteś za wysoko, obniż lot. - O'riley pchnął lekko drążek. A-6 opuścił dziób o kilka stopni.
-Dobra, jesteś na ścieżce. Tak trzymaj. Odległość jeden-koma-pięć. - Miles starał się utrzymać samolot na właściwej ścieżce schodzenia. Za półtora kilometra musiał usiąść idealnie na pokładzie, aby złapać którąś z trzech lin. Pociągnął za przełącznik odpowiadający za wyciągnięcie haka hamującego. To samo zrobił z podwoziem.
-Kilometr. - Głos Morgana wyrwał go z koncentracji. - Pół.
Samolot zadrżał. Potem dało się wyczuć potężne uderzenie, oznaczające, że Intruder siadł na pokładzie. Samolot zaczepił o którąś z lin, po czym gwałtownie zahamował.
-Trzecia lina, pięknie, stary! - Pochwalił go dyżurny CAG, będący jednocześnie jego znajomym.
W kajucie było bardzo duszno. Miles nie mógł spać. Wszedł jego współlokator, Johny "Jednoręki Bandyta" Kazinsky. Potężny pilot z hukiem zwalił się na pryczę.
-Miles, ustrzeliłeś coś dzisiaj?
-Tylko kilka drzew i wiewiórkę... Czyli to co zwykle. - Miles był wyraźnie przygnębiony. - Codziennie ryzykujemy życia dla kilku jebanych drzew. Ta pierdolona wojna jest bez sensu...
-Spokojnie, stary. Za dwa tygodnie będziemy na Filipinach, to sobie pobzykasz te dziwki w porcie i odpoczniesz...
-Jedyne o czym mażę, to dziwki. - Stwierdził ironicznie O'riley. Po chwili się zreflektował i zapytał:
-Sprawdzałeś grafik na jutro? Mam jakąś misję?
-Polecisz tankowcem i napoisz chłopaków.
-Kurwa, to będzie cholernie nudna noc...

3

-Klapy?
-Rozłożone.
-Ciśnienie?
-W normie. - Morgan odczytywał checklistę. KA-6D, powietrzny tankowiec, zbudowany na bazie samolotu szturmowego A-6, stał na drugiej katapulcie lotniskowca. Miles lubił takie starty. Samolot rozpędzał się do ponad trzystu kilometrów na godzinę w dziewięćdziesiąt metrów. Przeciążenie wgniatało w załogę w fotel, ale i tak było fajnie...
-Krowa Dojna Pięć, gotowy do startu. - Zakomendował Miles.
Pracownik obsługi technicznej lotniskowca zasalutował. O'riley i McCutty odpowiedzieli mu tym samym. Mężczyzna podniósł lewą rękę do góry, po czym ruchem kolistym dotknął pokładu. Był to znak. Katapulta zaczął działać. W ciągu trzech sekund samolot rozpędził się do trzystu kilometrów na godzinę. Miles przyciągnął lekko drążek, po czym dziób tankowca uniósł się.
Pierwszy był szwadron myśliwców F-4 Phantom. Tankowanie w powietrzu wymaga sporych umiejętności. Cysterna ustawia się na odpowiedniej wysokości, po czym wypuszcza przewód paliwowy zakończony dozownikiem, wyglądającym jak lotka do badmingtona. Pilot samolotu musi włożyć sondę w ową lotkę. Wtedy paliwo zaczyna płynąć.
Po zakończeniu tankowania, szwadron oddalił się w sobie tylko znanym kierunku. Miles sprawdził wskaźnik paliwa. Dwie tony.
-USS Enterprise, tu Krowa Dojna Pięć, mamy mało paliwa. Wracamy na okręt.
-Zrozumiałem, bez odbioru.
Sprowadzenie cysterny odbyło się bez większych kłopotów. Samolot złapał drugą linę.
-Trochę za nisko podszedłeś, Miles... - Stwierdził Bandyta, kiedy mijali się na pokładzie.
-Lecisz? - Zapytał O'riley.
-Tak, cholerny CAS... Jakby dupki z piechoty nie mogły poradzić sobie sami...
Miles poszedł do kajuty. Przyszły listy z domu. Od dziecka O'riley uwielbiał latanie. Pamiętał, jak w wieku pięciu lat pierwszy raz leciał samolotem. Jego ojciec też był pilotem. Latał w Korei na myśliwcu F-86 Sabre. Po wojnie kupił niewielką farmę w Wirgini i wiódł życie farmera. Odradzał swojemu synowi karierę wojskową...

4

Ocean błyszczał w słońcu. Samolot szturmowy leciał miarowo, szybko zbliżając się do brzegów Wietnamu. Kolejny dzień, kolejne bombardowanie... Miles nie mógł już zliczyć, ile bomb zrzucił. Tak samo, jak ilu ludzi zabił...
-Morg, powiedz mi szczerze... Co my tu do cholery robimy? - Morgan odwrócił wzrok znad radaru i teraz wpatrywał się w jasne niebo przed nimi.
-Miles, nie wiem po co ta wojna... Ale wiem, po co ja tu jestem. Jestem tu po to, aby bronić Ameryki i za nią walczyć. - powiedział Morgan spokojnie.
-Tylko że, za co my właściwie walczymy? Wietnam nigdy nie zaatakował Stanów.
-Szczerze? Nie wiem, nie mój interes. W moim interesie leży zrzucenie kilku ton bomb na drzewa i tyle w tym temacie... - uciął Morg. Lecieli bez słowa przez jakieś piętnaście minut. W końcu Morg się odezwał:
-Mamy cel za dwie minuty....
Miles przyciągnął lekko przepustnicę do siebie, zwalniając przy tym A-6. Przez intercom połączył się z lotniskowcem:
-USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-trzy, cel za dwie minuty, proszę o pozwolenia...
-Diabeł, macie pozwolenie. Udanych łowów... - Teraz Miles zwrócił się do Morgana:
-Morg, uzbrajaj...
BN przełączył przycisk "MASTER ARM" z pozycji "OFF" na "ON". O'riley zszedł na wysokość pięciuset stóp. Po chwili byli nad punktem docelowym. Na krótką komendę "wal" Morgan zrzucił bomby, które lekko wysunęły się z pylonów po czym poszybowały na cel. Nagle w kabinie zrobiło się ciemno, działał tylko awaryjny żyrokompas. Było bardzo cicho.
-Kurwa, wygląda na to, że ewoluowaliśmy na szybowiec... - Stwierdził Morgan.
Miles szybko powtórzył w pamięci procedurę startową, po czym zaczął ją wykonywać. Byli na zbyt małej wysokości, aby się katapultować... Morgan zaczął odczytywać wysokość.
-Czterysta.
Nagle O'riley, jakby w transie zaczął mówić, nie przerywając procedury.
-Idąc ciemną doliną...
-Trzysta.
Zapłon nie działał.
-Dwieście.
-Zła się nie ulęknę...
Jeszcze trochę! Zaskocz! Miles był coraz bardziej sfrustrowany. Zginąć w samolocie, który przez jego głupotę nie może odpalić?
-Sto.
Jest. Odpalił. O'riley pchnął mocno przepustnicę do do przodu, po czym szybko podniósł dziób. Jak byli już na bezpiecznej wysokości, Morgan, wyraźnie rozbawiony, stwierdził:
-Wiesz, jesteś pierwszym facetem, który po zrzuceniu bomb gasi samolot... No cóż, niezły unik...
Miles równie rozbawiony odparł:
-Pieprz się, Morg. Pieprz się po całości...

5

Lotniskowiec miarowo kołysał się na fali... Letnie słońce niemiłosiernie parzyło techników znajdujących się na pokładzie startowym. Na ten dzień nie przewidziano lotów. Miles stał na rufie i przyglądał się wodzie, kotłującej się pod wpływem pracy śrub... Kołtuny fal wypływały spod statku i niknęły w odmętach Morza Południowochińskiego. Za tydzień będą na Filipinach... O'riley nawet nie zauważył, że od tyłu podszedł do niego Morgan.
-Co tak stoisz? Zamierzasz skoczyć? - Zapytał, szczerząc zęby. - To wstrzymaj się z tym do jutra, bo jednak dzisiaj lecimy. Odprawa za pół godziny... - Miles nie krył zdziwienia. Przecież miało nie być lotów!
-Że co? Powaliło ich, czy jak?
-Nie wiem, tylko ci przekazuję, co powiedział stary...
-Kurwa... - Mruknął Miles i odszedł. Postanowił wziąć jeszcze prysznic pred lotem.


Szybki start z katapulty. Podwozie - w górze. Klapy - w górze. Paliwo - siedem i pól tony... O'riley odczytywał checklistę. Po ustawieniu Intrudera na odpowiednią wysokość, włączył autopilota. Widok z wysokości ponad trzech kilometrów był nieziemski... Zachód słońca, w oddali brzegi Wietnamu, chociaż wrogie, to jednak piękne... W tej chwili szum silników był jakiś taki przytłumiony, dochodził jakby z oddali... Wszystko to tworzyło bardzo ciekawy efekt. Spojrzał na prawo. Zobaczył sylwetkę drugiego A-6, którego pilotował Bandyta... Na pylonach widać było bomby typu Mk-82. Oba samoloty wyglądały pięknie na tle zachodzącego słońca. Dwa wielkie ptaki wojny, jednocześnie malownicze z góry, jak i siejące strach i agonię z dołu... Kogo dzisiaj zabiję? Małą dziewczynkę, czy może starego rolnika, będącego jej ojcem... Ta myśl nie dawała pilotowi spokoju. Jego zadumę przerwał głos Morgana:
-Mamy kontakt... Namierzają nas wiązką radaru, chyba SAM. Jak tylko złapią, wystrzelimy rakiety...
Rozległo się pikanie. Lampka z napisem "MISSLIE" zaczęła niepokojąco migać na czerwono.
-Teraz! - Miles nacisnął czerwony guzik na drążku. Z pylonu wyrwała się z ogromną prędkością rakieta powietrze-ziemia. Lampka ciągle migała.
-Odbij w prawo. - O'riley wykonał polecenie. Miganie ustało. Nagle, samolotem zatrzęsło. Światło w kabinie wyłączyło się. Miles zauważył, że nie ma panowania nad maszyna.
-Kurwa, Morg! Chyba nas trafili...
-Spróbuj dolecieć chociaż nad brzeg. Tam się katapultujemy...
Miles z trudem utrzymywał samolot na wysokości. Prędkość ciągle malała. Każda sekunda była jak godzina... W końcu znaleźli się nad brzegiem.
-Teraz! - Krzyknął Morgan, po czym pociągnął za linkę. W ciągu sekundy jego fotel wyrzuciło z samolotu. Miles ostatni raz przejrzał okiem po przyrządach, po czym także się katapultował... Znalazł się w całkowitej ciemności. W oddali ujrzał wybuch. To jego samolot... Otworzył się spadochron. W pośpiechu zrzucił maskę tlenową. Gdyby tego nie zrobił, po wylądowaniu mógłby się udusić... W końcu uderzył w ziemię. Zrobiło mu się ciemno. Stracił przytomność...

6

Wietnamskie słońce świeciło Milesowi w twarz. Powoli zaczął się budzić. Kręciło mu się w głowie. Bolała go prawa ręka...
O'riley powoli zaczął podnosić się z ziemi. Wstrząsały nim torsje i znowu zakręciło mu się w głowie. Zwymiotował. Sięgnął ręką do kieszeni w swoim kombinezonie i wyjął z niej radio. Ustawił na odpowiednią częstotliwość.
-USS Enterprise, tu Diabeł Dwa-zero-trzy... Zestrzelili nas, musiałem się katapultować... Nie wiem, gdzie jestem.
-Diabeł, widzimy cię. Jesteś trzy kilometry od lotniska Nha Trang. Uważaj, w okolicy jest pełno Vietcongu. Gdzie twój BN?
Morgan! Jak Miles mógł o nim zapomnieć?
-Nie... Nie wiem, gdzie on jest...
-Postaraj się go znaleźć. MEDEVAC przyleci najwcześniej jutro wieczorem. Do tego czasu musicie przetrwać za wszelką cenę... Bez odbioru.
Miles próbował ustalić, gdzie może leżeć wrak. Lecieli z południowego zachodu, nie szybciej niż osiemset kilometrów na godzinę. Morgan katapultował się sekundę, może dwie później od niego, więc musiał spaść jakieś... Sto metrów dalej. Zaczął iść na północny wschód, w stronę miejsca katastrofy. Pół godziny później zobaczył w na wzgórzu dymiącą sylwetkę Intrudera...

7

Kilka metrów dalej ktoś leżał nieruchomo. Miles podszedł bliżej i zauważył, że tą osobą był Morgan. Ułożył go na plecach, po czym sprawdził tętno. Nie wyczuł go...
-Kurwa... - Szepnął, po czym wyjął radio.
-USS Enterprise, tu Diabeł Dwa-zero-trzy. BN nie żyje, powtarzam: Morgan nie żyje!
-Niech to szlag!
-Ile wrogich żołnierzy jest na tym pieprzonym lotnisku? - Zapytał.
-Co chcesz zrobić? - Odpowiedział pytaniem na pytanie dyspozytor.
-Ilu? - Ciągle naciskał Miles.
-Około dwudziestu, może więcej... A co ty,do cholery, chcesz zrobić? Diabeł? Diabe... -Dyspozytor nie dokończył, Miles wyjął baterie z radia, po czym cisnął nim w krzaki. Wiedział już, co chce zrobić. Podszedł do ciała Morgana i wyjął mu z kabury pistolet. Morg zawsze go zabierał, gdy lecieli na lot bojowy. Mówił, że to dla bezpieczeństwa... Później O'riley podszedł do brzegu rzeki płynącej w dole i umazał sobie twarz błotem. Następnie wrócił i przeciągnął ciało Morgana w krzaki. Wyjął z jego kieszeni radio, po czym utopił je w rzece. Wiedział już, co chce zrobić, chociaż ten pomysł ciągle wydawał mu się szalony. Nie miał jednak wyboru...

8

Dwie godziny później słońce zaczynało zachodzić. Miles wiedział, że to jego jedyna szansa. W oddali widział światła lotniska. Jakieś dwieście metrów od pasa widać było hangary, zasłonięte od góry siatką maskującą. Według wywiadu stały tam MiG-i 21, w każdej gotowe do szybkiego startu. Było coraz ciemniej. O'riley podczołgał się, po czym przeskoczył płot. "Dzięki Bogu, nie ma napięcia..." przeszło mu przez myśl. W oddali majaczyła postać żołnierza. Miles podczołgał się po czym szybko, jednym sprawnym ruchem, poderżnął mu gardło. Wietnamczyk wybulgotał kilka słów po czym zapadł w wieczny sen... Później, ciągle się czołgając, przesunął bezwładne ciało w krzaki. "Dobra, teraz do hangaru".
Owiewka MiG-a była otwarta. Miles wspinał się ostatkiem sił do kabiny. Rozejrzał się po przyrządach. Wszystkie napisy były napisane cyrylicą... Przez chwilę się załamał. Potem jednak dostrzegł, że kabina nieco przypomina kokpit myśliwca F-104, na którym latał w bazie szkolenia Marynarki Wojennej. Zaczął przełączać przełączniki na chybił-trafił, próbując przypomnieć sobie procedury startowe stoczwórki... W końcu zaskoczyły generatory. Wcisnął przyciski na lewym panelu, po czym ogłuszył go ryk rozpędzającej się turbiny. Zamknął owiewkę. Z radia usłyszał głos wietnamskiego kontrolera lotów, prawdopodobnie pytającego o powód tak nagłego odpalenia silników. Przekręcił gałkę głośności, wyciszając je... Powoli pchnął przepustnicę. Zbudowany w układzie delty myśliwiec zadziwiająco gładko ruszył z miejsca. Kierując pedałami, zaczął kołować w stronę pasa. Gdy już tam był, nie myśląc wiele pchnął przepustnicę do oporu... W oddali widział światła pasa startowego, szybko oddalając się od nich...

9

Podniósł podwozie i klapy. Zredukował ciąg. Prawie tak samo jak w A-6. Tylko leci szybciej... Miles w myślach obliczył, że jeśli się pospieszy, to w ciągu godziny będzie nad plażą. Stamtąd już tylko krok do lotniskowca. Jeśli Wietnamczycy zrozumieją, co się stało, wyślą za nim pościg. Na jego korzyść działał natomiast fakt, że wrogie SAM-y nie będą mogły go namierzyć... Tylko, czy da radę skontaktować się ze swoimi? Te pytania dręczyły O'rileya przez cały czas. Był już w połowie drogi... Jak na razie, nikt do niego nie strzelał ani go nie niepokoił. Było lepiej niż myślał. Po około godzinie dostrzegł w oddali morze. Już tak niewiele...

Jeff Winger, dyspozytor na USS Enterprise dostrzegł na radarze jasny punkt. Przez chwilę nie wierzył własnym oczom: czyżby Wietnamczycy postanowili zaatakować ich okręt? Szybko zawołał przełożonego.
-Szefie, wygląda na to, że lecą na nas MiG-i... Co te pojeby znowu wymyśliły?
-Może to być atak kamikadze... - stwierdził major, po czym przełączył się z dowódcą skrzydła bojowego.
-Alarm czerwony! Natychmiast poderwijcie samoloty. Mamy poważny powód sądzić, że w naszą stronę lecą wrogie samoloty... To nie są ćwiczenia!
Po chwili na pokładzie zapanował ruch. Ludzie w czerwonych i zielonych kamizelkach zaczęli uzbrajać myśliwce. Piloci nerwowo siedzieli w kokpitach, obmyślając plan ataku. Bitwa zdawała się wisieć w powietrzu. Dosłownie...
-Szefie, tu się dzieje coś dziwnego... Według radaru, jest tylko jeden MiG... - stwierdził Jeff, wpatrując się w monitor. Na mostku słychać było świst. Phantomy wystartowały...

10

Miles zauważył na radarze wrogie samoloty. Obmyślił już plan, który miał pozwolić mu w miarę bezpiecznie wrócić na lotniskowiec. Zauważył, że para myśliwców jest jakieś dwie mile od niego. "Stary poderwał Phantomy", pomyślał. Do kontaktu została jedna mila...
Na ciemnym niebie, biały MiG-21 był bardzo dobrze widoczny. O'riley specjalnie włączył światła nawigacyjne. Piloci F-4 musieli go teraz bardzo dobrze widzieć. Na ich oczach odrzucił uzbrojenie. Samoloty jeszcze bardziej się zbliżały. Wkrótce, z pod jednego z nich wyleciała biała, świecąca smuga. Miles zrobił szybki zwrot w lewo, po czym wcisnął przycisk na drążku, który w A-6 odpowiadał za wypuszczenie flar. W rosyjskich samolotach jednak przycisk służył za coś innego. Niebo nagle przecięła seria z działek. Miles zaklął głośno. Teraz musieli być pewni, że ma wrogie zamiary. No cóż, zmiana planu... Skręcił ostro w lewo, jednocześnie dodając ciągu. Do lotniskowca zostały trzy mile...

11

Jeden z Phantomów siedział mu na ogonie. O'riley postanowił zrobić dość niebezpieczny manewr. Przyciągnął drążek do siebie, unosząc dziób samolotu. Wykonał beczkę. Przez chwilę leciał pionowo w górę... Teraz to on siedział Amerykaninowi na ogonie. Wypuścił serię z działek, kierując ją jakieś trzy metry nad samolotem. Tak jak podejrzewał, pilot próbował go wymanewrować, jednocześnie dając mu wolną drogę do lotniskowca. Miles tylko na to czekał. Zredukował ciąg, obniżył wysokość. Z pod skrzydła F-4 wyrwał się kolejny pocisk. Trzy, dwa, jeden... Miles pociągnął za linkę. W ułamku sekundy jego fotel wystrzelił z kokpitu, a świat wokół zalała ciemność... Pod nim samolot eksplodował. Chyba się udało!

12

Miles obudził się w łóżku w mini-szpitalu, umieszczonym na pokładzie lotniskowca. Nad jego łóżkiem siedział uśmiechnięty Bandyta.
-No, stary... Ty to potrafisz zadziwić człowieka... Jak się czujesz? - zapytał przyjaznym głosem.
-Oprócz tego, że głowa boli jak po ostrym kacu, to całkiem zajebiście... - odpowiedział z uśmiechem O'riley.
-Żebyś ty widział minę starego... Spodziewaliśmy się jakiegoś żółtka, a tu wyciągamy człowieka, którego uznaliśmy za martwego. Wyprawili ci nawet pogrzeb w Stanach... Ukraść myśliwiec wroga, przelecieć nim niezauważonym przez cały Wietnam, a potem katapultować się nad lotniskowcem... Szacun, stary. Szacun. Poza tym, jesteś teraz bohaterem Ameryki... Lepiej nie wychodzić teraz na pokład. Wszędzie pełno pismaków... Otwórz tylko drzwi, a wpuścisz dwie kamery, pięciu reporterów i czterech świadków Jehowy... - Bandyta zbierał się do wyjścia. Odwrócił się i powiedział na odchodnym:
-Tak poza tym, to jeszcze jedna sprawa: Wojna się skończyła! Wracamy do domu... - Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. Odwrócił się i wyszedł.
O'riley dopiero uprzytomnił sobie, co powiedział jego przyjaciel: już nie muszą się martwić SAM-ami, zestrzeliwującymi ich samoloty. Za góra miesiąc będzie znowu w swoim kraju! Tylko co potem? Zostać w wojsku? A może spróbować sił w cywilnych liniach lotniczych? Postanowił się nad tym nie zastanawiać. Jeszcze będzie na to czas...
Miles powoli wstał z łóżka. Wyszedł na pokład startowy, po czym pokuśtykał na dziób okrętu. Widok był genialny: Pod dziobem kotłowały się fale, a nad statkiem latały mewy... Lotniskowiec odpływał w stronę zachodzącego słońca...

KONIEC

Podpis: 

szopu styczeń-marzec 2013
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 750 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Ciało bez kości Moc słów Sen o Ważnym Dniu
Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) - Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2024 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.