https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
200

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Nawiedziny

Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Jadeitowy Pałac

Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment "Sycylijskiego pioruna"

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1483
użytkowników.

Gości:
1482
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 75665

75665

Ostatni lot

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
13-09-14

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Aktualności/Biografia/Psychologia
Rozmiar
10 kb
Czytane
2311
Głosy
1
Ocena
3.50

Zmiany
13-09-14

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Lew Podpis: Lew
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
pierwszy lot samolotem

Opublikowany w:

nigdzie

Ostatni lot

Taksówkarz w rozterkotanej Fabii nieco się zagalopował, minął właściwy zjazd, ale nie złapał się za głowę, tylko stwierdził, że pojedziemy ciut dalej, ale za to spokojniejszą trasą. Dopytując się o lot, dokąd, z jakiej okazji, skupił się jednak na opowiadaniu o tym, że właśnie wrócił z wycieczki do Francji.

- Paryż jest drogi, a na wieżę Eiffla wjechaliśmy za 14 euro. Taniej można by było wejść o własnych siłach, ale kto by tam chciał się męczyć ? – zagadnął retorycznie.

- Palą państwo?

-Na szczęście nie – odpowiedziałaś.
- A ja sobie pozwolę.

Kierowca uchylił szybę, sięgnął do skrytki po paczkę papierosów i wyciągnął jednego z czterech równo skręconych …jointów.

Mijaliśmy rozkopane śródmieście, usypane hałdy piachu i ziemię machającą nam na pożegnanie spod siermiężnych gąsienic spychaczy. Nad przebudową zaczynało wznosić się blade warszawskie słońce.


Hala Okęcia – na pierwszy rzut oka jak pomarańczowe morze nie do przejścia. Stanęliśmy w niewielkiej kolejce, zbyt przejęci i odlegli, żeby raptem znowu stać się sobie bliscy. Obserwowałem ów pątniczy lud szukający lepszego skrawka ziemi, ty zwyczajnie poprawiałaś załamanie na krzywo postawionym kołnierzu w bluzie.

Kiedy przyszła kolej na nas, powierzyliśmy się sympatycznej blondynce, która przeżuwając kęs jabłka, z uśmiechem poinformowała nas, że jest dziś w zastępstwie i troszkę się gubi.

- To co my mamy powiedzieć? To będzie nasz pierwszy lot…

- Naprawdę? – dziewczyna omal nie zachłysnęła się wyciekającą śliną i sokiem z owocu. No to na pewno będzie udany – zdążyła wykrzyknąć, zanim siorbnęła to co wydobyło się przez usta i po chwili zniknęło wraz z naszym wpatrzeniem w ciemnej otchłani gardła.

Przechodząc w butach lub boso przez wszystkie strefy, wykazując sporo intuicji i biorąc za przewodników każdego kogo zobaczyliśmy, pozdrowiliśmy, uświadczyliśmy uśmiechem, nie popełniliśmy ani jednego błędu.




Ja – odszczepieniec, stojąc po pas w wodzie, obserwowałem przelatujące wysoko samoloty i żółtą melancholijnie zanikającą smugę za ich ogonem. Domyślałem się najgorszego, że tak znika czas, znikają ludzie, odlatują do nowego świata, gdzie nie ma snu ani śmierci. Jest tylko wieczór, czynne do odwołania restauracje, przepełnione chodniki, a na nich rozerwane pary kobiet i mężczyzn, które jakimś cudem się odnajdują i pragną siebie kupić, oddać, całować. Smugi spalin i skojarzeń rozwiewały się szybko. Gdzie znikały? Czy w tej nieujarzmionej i nieodkrytej przestrzeni zwanej chao – kosmo- sem? Nie potrafiąc dać żadnej odpowiedzi, dałem nura pod wodę.




Weszliśmy przez rękaw do jakby przyciemnionej, wąskiej, klaustrofobicznej kajutki. Usiedliśmy i czekaliśmy na pozostałych, aż wejdą poupychają swoje bagaże i też się rozsiądą. Naszym całym bagażem podręcznym był aparat. Zdjęcie mojej źrenicy wywołałoby strach. W każdej sekundzie wspominałem moment, kiedy stoję po pas w wodzie i za chwilę mam dać nura. A teraz niby jakaś siła ma sprawić, że zostanę z niej wyciągnięty, niczym węgorz między szuwarami z szurającym o dno brzuchem.

Jak i kiedy musiały zadziać się te wszystkie rzeczy abym mógł siedzieć tu przy tobie i mimo wszystko spróbować się wznieść?

Razem mamy się wznieść.

Nagle zrobiło mi się niedobrze. Nie chciałem cię kłopotać, ale czułem, że za chwilę zwymiotuję. Pojawiła się pani i mówiła coś o kamizelkach. Znalazłem papierową torbę. Siedziałaś przy oknie i patrzyłaś na płytę lotniska. Dla odmiany byłaś pełna uśmiechu i jakbyś tonęła w objęciach świata.




I w końcu ruszyliśmy. Czułem ulgę i zaczynałem cieszyć się na rychły moment unoszenia. Za to ty zesztywniałaś dotknięta przez strach. Spojrzałem na ciebie, powiedziałem - ale ekstra! Samolot rozpędził się maksymalnie, zdołał wycisnąć ile mógł na ziemi i poderwał się z niej, łagodnie i płynnie. Znaleźliśmy się w powietrzu, a ja doznałem olśnienia.

Pamiętam, że trzymałam się oburącz za podłokietniki i zamknęłam oczy. Udałam się w pustą ulicę. Strasznie się boję, kiedy coś idzie wbrew naturze, pod prąd - również zdrowemu rozsądkowi, bo przecież ludzie nie rodzą się by latać! Czułam lęk taki jak każdy ma w sobie, schowany na dnie serca, którego wyprzeć się nie da z pomocą innych. Lęk, z którym trzeba się oswoić samemu. Na ale ty, olśniony wzlatywaniem nie pomogłeś mi w tym, denerwowałeś mnie nawet. Na szczęście to nie trwało długo, a za szybą mieliśmy czysty błękit, doskonałą widoczność. Jak dobrze, że tonie była noc, bo skonałabym ze strachu.

- Pamiętasz, kiedy już otworzyłaś oczy? Na twarzy malował ci się wyraz przejaśnienia.

- Bo oswoiłam się z tym. Trochę na pewno dlatego, że nie było innego wyjścia, a trochę z racji, że przecież byłam tam z tobą i chciałam wznieść się razem z tobą.

…Strach już odszedł – B.B. King




Po chwili mechaniczny, suchy ton głosu kapitana, jakby z nas zadrwił. Nie przejmował się tym, że właśnie wyrwał mnie stojącego po pas w wodzie, a ciebie z tej pustej ulicy, na której spotkałaś się ze swoim lękiem.

- I zdołałam go oswoić.

Płynęliśmy miękko po łagodnym skosie.


Stewardessy spokojnie zaczęły obchód; rozdawały uśmiechy, rozlewały napoje. Nagle samolot niespodziewanie przechylił się i wpadł w turbulencję. To wszystko co miało trafić do gardeł kilkudziesięciu pasażerów trafiło na sufit, ubrania, podłogę. Istny kolorowy wodny i spanikowany świat na tle białych chmur spokojnie przepływających za oknami. Kiepskie liny do utrzymania się w pionie. – Tak więc, czy to nie do wiary? - zapytałem sam siebie.

Na pokładzie embraera195 lecącego z Warszawy do Barcelony wyrósł kwiat nowej zażyłości.

Zaczęło się dzielenie chusteczkami, dobrymi radami, o tym jak zmyć czerwone wino, jak sok z czarnej porzeczki, powstało z tego trochę śmiechu, najwyraźniej dziesięć tysięcy metrów nad ziemią zmienia priorytety. Przecieramy drobne urazy, bo to nic nie kosztuje. Uczymy się przez dystans, który wchłania nas i pożera z sercem. Po krótkiej obróbce wraca z nowym, w poczuciu jedności, jedności ponad wszystko.

Po kilkunastu minutach zabrzmiał ten sam mechaniczny głos kapitana, który poinformował nas, że wpadliśmy w korytarz powietrzny po przelatującym tędy kilka minut wcześniej samolocie, co nie powinno było mieć miejsca. Dlaczego nie !?

– A więc tu znikają te smugi wypalonego paliwa – uświadomiłem sobie, w takim razie poczułem dokładnie to miejsce!

Wróciłem do ciebie. Siedziałaś już całkiem odprężona i czytałaś gazetę. Patrzyłem.

- To twoje nieustanne olśnienie, jak światło padało mi na szpalty, straciłam ostrość i nie mogłam niczego rozczytać. Odłożyłam gazetę.

Było mi z tobą dobrze.

Czułem się świetnie.

Za oknami można było podziwiać Alpy, śniegi na stokach i na styku z idealnym błękitem.
Tak, a tu spójrz, woda jest ciemna, jakby zaszła nad nią gradowa chmura. Wzmógł się wiatr, przywołał wspomnienia (…)pierwszego ugryzienia psa. Nie mogłem zdobyć się aby przejść środkiem nocy, bo ogromne bydle wybiegło zza przystanku i dopadło mnie kilkoma susami. Miał żółtą tęczę wokół nosa i zielone ślepia… Pamiętasz? Odezwij się.

- Lepiej powiedz, że już cię nie boli, że wchłonąłeś to pogryzienie, krew została na tamtym chodniku i już jest zapomniana. Może teraz bardziej liczy się to, żeby wylądować w jakimkolwiek miejscu, wyjść z tej małej kajutki strachu i odetchnąć?

Nagle stałeś się jak wyrzeźbiony. Zamknięty w sobie, twoje szczęki zacisnęły się jak szczypce i wyglądałeś na idealnie niedostępnego. Twarz pokryła niezliczona ilość bruzd. Nie wiedziałam co mam robić, lecz nie bałam się. Byłam z tobą, siedziałeś obok mnie.

Spotkałem przeszłość i przeszła przeze mnie jak burza.

- I gdyby ktoś obserwował nas z dołu, zobaczyłby biały trójkąt i żółtą smugę za nim.

- Nie, nie ktoś. Tylko ty.

- Tak, ja. Próbowałem wszystko przewidzieć i starać się być wszędzie. To pomaga ogarnąć chaos i te rozbrykane myśli, uczucia; nieraz bardzo skrajne.

- Czy zrozumiałbyś co czuję, kiedy siedzisz, jesz, czytasz, milczysz tuż obok mnie?

- Nudę?

- Nie. Spokój.




Gość przed nami czwarty raz prosił o browar. Stewardessa zaczynała udawać, że go nie zauważa. On sam czuł, że nie powinien, ale wessało go i ośmielał się prosić. Ona uśmiechając się, nalewała soki rodzinie z dwójką dzieci. Facet zgniótł puszkę, ostentacyjnie zgniótł ostatnią puszkę, robiąc sobie z niej znaczek: formę wyrażenia swojej frustracji.

- To jakie są twoje marzenia teraz? – zapytałem.

- Żebyśmy przeżyli – odrzekłaś.

- E, przyziemne.




Przelatywaliśmy nad najwyższym szczytem Europy. Uzbrojeni w postęp, doświadczając zwycięstwa techniki nad romantycznym ideałem i Kordianem.
Pomachamy mu? Stoi tam już sto osiemdziesiąt lat, naraża się, żebyśmy byli niepodlegli. W opozycji do „Nazywam się milion, bo za miliony kocham i cierpię katusze”, nuci pieśń o Polsce - Winkelriedem narodów. Próbuję zasnąć, aby powrócić do tych czasów raz jeszcze. Przypomnieć lekcje polskiego ze starą panną – a jakże – z ekstatyczną wręcz słabością do mężczyzn w mundurach. Pławiła się w komplementach, z jej słów ciekła ślina uwielbienia, a przedmiotem niedościgniętych pragnień był ogolony, gładko uczesany konduktor w wagonie pierwszej klasy, pociągu jadącego na południe, niemal do samych Tatr.

- Nie mówiłem ci? – czułem, że po przeciwnej stronie, dokładnie na linii strzału, stoję ja.

- Trudno pokazać, że stało się ofiarą nawet u kresu sił, a co dopiero w poczuciu przewagi.

Po romantyzmie wlecieliśmy w terytorium południowej Francji i Morza śródziemnego. Witała nas inna kultura i cel był już blisko.

Nastąpił moment wyciszenia, jakbyśmy wlecieli w ucho próżni i spokoju, jakbyśmy lecieli we śnie. Nasze ciała szeptem oddalały się od nas.

- Nie odlatuj.

- To nie przerywaj. Mówię ci, że coś się stało. Patrzyliśmy w dół, pod nami wyłoniły się pierwsze miasteczka, rozkołysane wybrzeże, falujące zatoki, malownicze miejsca. Piasek na brzegu oddychał i zachłystywał się falami, a kilka ziarenek przykleiło się do twoich warg. Zebrałem je w garść. Mieliśmy ziemię i powietrze. Mieliśmy mnóstwo wody, wezbranej wody. Paliła nas już tylko ogromna ciekawość, której zaspokojenie postawiliśmy nad wszystko. Byliśmy po raz ostatni w tym i jakimkolwiek innym miejscu mającym związek z przeszłością. Roztrącaliśmy pejzaże melancholijnych blogowisk; ty i ja, pełna energii dwójka z ognistego trygona.

Podpis: 

Lew weekend
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Jadeitowy Pałac Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III)
Zwykły dzień stopniowo staje się coraz bardziej szalony i nieprawdopodobny. Political fiction. Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III.
Sponsorowane: 150Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.