https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
75

Sprawca (fragment II)

  Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-maciej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
Piąta kobieta
Henning Mankell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Nikifor wrócił

To osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełnej tajemnic.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania...

Chodźmy...

Podróż

Wiersz o przygodzie i marzeniach

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1329
użytkowników.

Gości:
1329
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 78692

78692

Taedium vitae

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
15-09-22

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Zbrodnia/Inne/Psychologia
Rozmiar
12 kb
Czytane
5680
Głosy
2
Ocena
4.75

Zmiany
21-01-09

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: przemek002 Podpis: przemek002
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Opublikowany w:

Taedium vitae

Jasność.
Światło oślepia mnie przez przymknięte powieki.
Otwieram oczy.
Leżę w swoim łóżku, pokój wygląda dokładnie tak jak zwykle.
To był tylko sen..



Dzień rozpoczął się jak każdy inny. Pobudka o 6:30, szybkie mycie, szybkie śniadanie, szybkie wyjście. Pustka jest, ale nie daje o sobie za bardzo znać.
Lubię poranki, nawet te styczniowe, kiedy wstaje gdy jest jeszcze ciemno. Lubię ten czas przed wyjściem z domu.
W drodze do pracy irytuję się po raz pierwszy. Mnóstwo ludzi, tłok w autobusie czy tramwaju. Nienawidzę, gdy obcy ludzie ocierają się o mnie, wpadają na mnie, popychają, dotykają. Ktoś krzyczy przez telefon, ktoś kaszle, ktoś smarka, inny ktoś przepycha się do wyjścia. Dzień w dzień ten sam obłęd.
W pracy nie jest lepiej. Ludzie co prawda są w porządku, ale sama praca, ta monotonna czynność którą wykonuję automatycznie, przywołuję pierwszą falę pustki.
Bo kim ja jestem?
Bo co osiągnąłem?
Bo co zrobiłem dobrego dla siebie czy dla innych?
Bo po co żyć?



Pustka.
Pierdolona wewnętrzna pustka odzywa się wtedy po raz pierwszy:
- Po co tu jesteś?
- Żyję, pracuję.
- Ale po co?
- Bo..

„Bo tak trzeba”, odpowiadam sobie w duchu. Wszyscy mówią że trzeba, każdy mówi że trzeba, a na najdrobniejszą sugestię że może jest inaczej reagują szaleńczym atakiem.
„Bo tak trzeba”.
Żyję. Tudzież trwam.
W pracy jest ciężko, głównie przez kontakt z innymi ludźmi. Zwłaszcza takimi, z którymi nie chce się mieć do czynienia. Przez osiem godzin odbieram telefony i słucham pierdolenia jakiś sfrustrowanych skurwysynów, którym coś się nie podoba w ofercie Jakże Wspaniałego Ubezpieczyciela, dla którego pracuję. Mierzi mnie, że te chujki dosrywają mi jakby wszystkie niedopatrzenia z ich strony, niedoczytanie umowy albo niezrozumienie poszczególnych akapitów było wyłącznie moją winą, a jeszcze bardziej wkurza mnie świadomość, że po każdym wiadrze pomyj, które raczą wylać mi na głowę, poczują się lepsi. Bo komuś dołożyli, wyżyli się na słabszym.
Cholerni ludzie.



Po ośmiu godzinach rzeźni, wychodzę w końcu na wolność. Oczywiście jest już ciemno. Cały bieg słońca po nieboskłonie zmarnowałem słuchając pretensji i obelg. Nie miałem kontaktu z najbliższymi mi ludźmi, bo albo zraziłem ich do siebie, albo nie chcę się narzucać tym którzy jeszcze przy mnie pozostali, aby ich też nie zrazić.
Jestem zły. Jestem sfrustrowany.
Idę ulicą, wczorajszy śnieg zdążył zamarznąć, tworząc cienką warstwę lodu na powierzchni chodnika. Po drugiej stronie ulicy przez wielkie szyby kawiarni, przelotnie zauważyłem parę zatopioną w radosnej rozmowie. Idę zamyślony, bo pustka na dobre zagnieździła się w mojej głowie. Rozmyślam nad tym co zrobiłem źle, czego nie zrobiłem, co powinienem uczynić inaczej, a czego w ogóle, jak można to wszystko odkręcić oraz czy to w ogóle jeszcze możliwe i..



Bach.
Poślizgnąłem się na cienkiej warstwie lodu, która powstała ze wczorajszego śniegu i upadłem. Trochę boli mnie tyłek i łokcie, ale ból najokrutniejszy trawi moją dumę, moją duszę. Czara goryczy się przelała, nie potrafię już utrzymać emocji na wodzy. Zaczynam szlochać. Nienawidzę tego pierdolonego życia. Dlaczego jeśli już spotyka mnie coś dobrego, musi się to skończyć, nierzadko z błahego i niezrozumiałego dla mnie powodu? Dlaczego w chwili, gdy w końcu czuję się dobrze, musi nadejść druzgoczący cios? A gdy już odzyskam względny spokój, dlaczego musi się to wszystko wciąż powtarzać? Jeśli nie jest pisane mi szczęście, dlaczego nie mogę przemknąć przez życie jak pierdolony szczur w momencie kiedy czuję się do tego stopnia wycofany, że ponad to wszystko?
Ale nie. Łzy spływają z mojej twarzy na zmarznięty beton. Ale nie..
Wtedy, gdy w końcu odczuwam ten radosny stan totalnego dystansu i totalnej obojętności, znów pojawi się nadzieja na lepsze życie. Nadzieja na życie, nie trwanie. Która po pewnym czasie okaże się tylko złudną fantasmagorią.
Jak zawsze.
Drżę. Ale nie z zimna, choć rtęć w termometrach utrzymuje się grubo poniżej zera. Drżę ze złości. Nie wiem co mam robić, nie wiem co myśleć. Nie potrafię znaleźć w sobie siły żeby wstać, a co dopiero aby żyć. Dobija mnie ta monotonia, ten bezsens wszystkiego co robię, te ciągłe porażki i rozczarowania. Wszystko..
- Wstań, chłopcze.



Usłyszałem niski, ciepły głos skierowany ewidentnie do mnie. Pospiesznie otarłem twarz zmarzniętym rękawem i niezręcznie podniosłem się, na ile szybko pozwoliło mi moje skostniałe ciało.
- Kim jesteś? – spytałem zarys osoby, która stała przede mną.
- Przyjacielem. – odpowiedział zarys. Latarnia lśniła swym światłem za nim, po głosie miałem pewność że to mężczyzna, mimo że nie widziałem go dokładnie. Jedyne co mogę o nim powiedzieć, że był wysoki, miał długie włosy wystające spod kapelusza, szeroki płaszcz na sobie i w prawej dłoni dzierżył laskę. I miał niezwykle przyjemny dla ucha głos.
- Dlaczego leżysz na ziemi? Jest zimno, zamarzniesz.
- Poślizgnąłem się – odparłem, nieco zawstydzony – ale już dobrze.
- Czyżby?
Przejeżdżający jezdnią samochód na krótko oświetlił twarz nieznajomego. Udało mi się zauważyć tylko dwie rzeczy: był sędziwego wieku i miał niesamowite oczy. Błyszczały z taką siłą, jakby niczym czarne dziury pożerały światło które znajduje się w ich zasięgu. Niezwykle przenikliwe. Widać w nich było mądrość wynikającą z doświadczenia i jednocześnie młodzieńczą zachłanność poznawania nowego, jeszcze nieodkrytego. Tak je wtedy zinterpretowałem. Jako dwoje małych alpinistów, za wszelką cenę chcących wejść na Szczyt Depresji od jeszcze nigdy nie zdobytej strony. Bo po tej krótkiej chwili w blasku lamp samochodowych i spotkaniu naszych oczu zdążyłem zauważyć, że mężczyzna doskonale wie, co się ze mną dzieje.
- Dziękuję za troskę – powiedziałem bez przekonania – ale nic mi nie jest. Ruszam do domu.
- A może chciałbyś wcześniej porozmawiać? Powiem szczerze, że właśnie dlatego tutaj przyszedłem.
Nie zaskoczyły mnie jego słowa. Od pierwszej chwili gdy ujrzałem jego twarz zrozumiałem, że ten mężczyzna nie pojawił się tutaj przypadkowo. Poza tym jego ubiór, sposób poruszania się czy akcent przywodził na myśl dawne czasy, coś zupełnie nie pasującego do pustej, plastikowej mody dnia dzisiejszego.
- Obserwowałem Cię już od dawna – powiedział, gładząc się przy tym po brodzie i stukając kilka razy laską o chodnik, jakby chciał jeszcze bardziej skupić uwagę na sobie – i rozumiem doskonale co przeżywasz. Myślisz, że nie urodziłeś się w odpowiednich dla siebie czasach – nie pytał, stwierdzał – że kiedy indziej żyłoby Ci się lepiej. Błąd. Twoje życie nie zależy od czasów w których się znajdujesz, zależy od tego jak sobie z danym Ci czasem radzisz.
- A jeśli sobie nie radzę?
- Dlatego właśnie teraz tu jestem.
Uśmiechnął się nieznacznie. Bardziej to wyczułem niż spostrzegłem, ponieważ mimo że podszedł do mnie, nadal dość słabo go widziałem.
- Człowiek z natury melancholijny, o smętnej duszy, musi mieć w życiu jakąś obsesję. Jeśli nie jest nią kobieta, lub jeśli kobieta nie może już nią być, powinno być cokolwiek: czytanie, pisanie, praca fizyczna, intelektualna lub duchowa. Rybołówstwo, bierki lub dorodango. Cokolwiek, co zajmie umysł na tyle długo i intensywnie, aby wewnętrzna pustka nie dawała o sobie zbyt często znać. W przeciwnym razie pojawią się w głowie dwa pytania: „po co” i „dlaczego”. A od tego momentu, ścieżka prowadzi tylko w dół.
Rozważałem dłuższą chwilę jego słowa. Para w kawiarni skończyła konsumować to co zamówili, rozmowa również ich już znudziła, przeszli od werbalnego okazywania uczuć do fizycznego. Szybko odwróciłem wzrok, ukuło mnie to. Byłem nieco skołowany tym, co usłyszałem. Zaczął padać śnieg.
- To znaczy, co powinienem robić?
Mężczyzna zaśmiał się serdecznie, po czym odpowiedział:
- Żyj. Po prostu.
Po czym odszedł.



Nad wyraz szybko zrozumiałem sens płynący ze słów, które przed chwilą usłyszałem.
Inaczej.
WYDAJE MI SIĘ, że zrozumiałem cokolwiek z tego co mówił. Ale moja interpretacja bardzo mi się spodobała.
Będę żył.
Pierwsze co zrobiłem, to spojrzałem w stronę kawiarni. Tej pary już nie było. A szkoda. Mogło być ciekawie. Ruszyłem więc przed siebie. W przeciwną stronę niż mój dom. Krew mi buzowała w żyłach. Tak, będę żył! Będę żył klasycznie ludzkim życiem!
W pierwszym napotkanym sklepie monopolowym kupiłem jakiś alkohol – ćwiartkę czegoś tam, byle trzepnęło – i ruszyłem na poszukiwania jakiegoś zaludnionego pubu. Znalazłem go dość szybko, minęło nie więcej niż godzina od kiedy ten dziwny starszy mężczyzna w płaszczu odszedł, przewracając moje życie do góry nogami. W pubie szybko wypiłem kolejny alkohol w postaci dwóch piw, ciągle się rozglądając. W końcu zauważyłem Tą Właściwą. Przysiadła się do baru kilka miejsc ode mnie i zamówiła coś. Nim barman zrealizował zamówienie, ja prowadziłem z nią dialog. Szło mi dobrze, bo potrafię podobać się kobietom, a będąc dodatkowo tak naładowany pewnością siebie jak wtedy, bardzo szybko udało mi się nawiązać z nią więź. Wypiliśmy jeszcze po drinku, potem ustaliliśmy że idziemy do niej. Przed wyjściem wypatrzyłem jeszcze „najmniej rzucającego się w oczy gościa”, który po chwili obserwacji okazał się mieć bardzo wielu znajomych, którzy podchodzili do niego żeby się przywitać, chwilę pogadali, strzelili piątkę i odchodzili w swoją stronę. Podszedłem do niego i bez ceregieli powiedziałem że chcę dwie działki czegoś mocnego do wciągnięcia. Nawet się nie zdziwiłem, gdy facet krótko ocenił mnie wzrokiem, po czym sięgnął do kieszeni i wyjął ukradkiem dwie małe saszetki z białym proszkiem. Zapłaciłem mu ile chciał i wróciłem do Tej Właściwej.
Kurwa, jakie to wszystko jest banalnie przewidywalne.
Okazało się, że Ta Właściwa mieszka niedaleko pubu. Nie szliśmy dłużej niż 30 minut. Nie wiem nawet jak mieszkała, poza tym, że miała czysto w domu i zewsząd było czuć zapach bzu. Rejestrowałem to tylko przez chwilę, szybko skupiłem się na innych rzeczach.
Na życiu.
Wyjąłem saszetki z białym proszkiem, zaproponowałem jej. Nawet nie wiem ile miała lat. Chyba była pełnoletnia. W końcu mieszkała sama. Była trochę zawstydzona i trochę niepewna, ale ja ze swoją aktualnie niezłomną pewnością siebie byłem w stanie przekonać każdego do wszystkiego. Skusiła się w końcu na działkę.
Nie.
To ja ją skusiłem.
Sam wciągnąłem zaraz po niej, więcej niż ona. To był również i mój pierwszy raz z narkotykami, nie miałem pojęcia co biorę. Zresztą, to i tak nie miało znaczenia.
Żyłem.
Po tym długo już nie rozmawialiśmy. Gadka-szmatka, aż wylądowaliśmy w łóżku. Wtedy po raz pierwszy w życiu podczas seksu nie myślałem o partnerce, nie starałem się być czuły ani jej zadowolić. Skupiłem się wyłącznie na swojej zwierzęcej żądzy, na tym co dla mnie najlepsze. Rżnąłem ją jak żywy przedmiot, długo, mocno i bardzo głęboko. Kilka razy. To był chyba jej pierwszy raz, ale miałem to gdzieś.
Bo żyłem.



Nie wiem czy te narkotyki cokolwiek zrobiły. Nie czułem się inaczej. Może dlatego, że i tak byłem pobudzony i naszprycowany adrenaliną do granic własnej wytrzymałości, stąd też dodatkowe chemiczne pobudzenie na nic się nie zdało.
Wyszedłem od Tej Właściwej po kilku godzinach, gdy już spała, wyczerpana moją żądzą. Wyszedłem bez słowa, bez listu, bez pożegnania. Nie wiem nawet jak miała na imię, mimo że ją deflorowałem i na pewno w obecnej chwili byłem dla niej najważniejszym człowiekiem na świecie. Ta Właściwa..
Gdy wróciłem do domu, był środek nocy. Moi rodzice, mój brat, wszyscy spali. Usiadłem w swoim pokoju, myślałem.
Żyłem. Po prostu.
Uśmiechnąłem się sam do siebie na tą myśl.
Podniosłem się i zacząłem grzebać w swojej wielkiej szafie. W końcu go znalazłem. Mój „bilet na czarną godzinę”. Wziąłem go i zszedłem do piwnicy. Wyszedłem bez słowa, bez listu, bez pożegnania.
Podstawiłem stołek i przewiesiłem mój „bilet na czarną godzinę” przez jakąś grubą rurę, a ostateczny rozpaczliwy krzyk mojego przytłumionego ŻYCIEM sumienia i rozsądku nakłonił mnie do napisania krótkiej notki na kartce, którą dziwnym trafem wziąłem z domu, długopisem, który dziwnym trafem wziąłem z domu. Napisałem krótko:
„Na sam koniec życia, żyłem.”
Wsunąłem głowę między pętle mojego „biletu na czarną godzinę”. Nie czując nic, zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech.
Na koniec życia żyłem. Jak inni.
Pierdolona ironia pierdolonego życia.
Zamykam po raz ostatni zmęczone powieki, za chwilę nadejdzie ukojenie.. I przewróciłem nogą stołek, na którym stałem.



Jasność.
Światło oślepia mnie przez przymknięte powieki.
Otwieram oczy.
Leżę w swoim łóżku, pokój wygląda dokładnie tak jak zwykle.
To znów był tylko sen..

Podpis: 

przemek002 22.09.2015
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 65 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment) Taedium vitae Nikifor wrócił
Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? To osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełnej tajemnic.
Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.