https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Strażniczka Kalinowego Mostu

Autor płaci:
200

  Czterdziestoletnia szeptucha Dobromiła od dwóch dekad żyje w głuchej puszczy. Wybrała surową samotność i celibat jako jedyną tarczę chroniącą jej niezależność przed samczą potrzebą dominacji. Jej bezpieczny, poukładany świat rozpada się jednak w posa  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Strażniczka Kalinowego Mostu

Czterdziestoletnia szeptucha Dobromiła od dwóch dekad żyje w głuchej puszczy. Wybrała surową samotność i celibat jako jedyną tarczę chroniącą jej niezależność przed samczą potrzebą dominacji. Jej bezpieczny, poukładany świat rozpada się jednak w posa

Teraz śpij

Stało się, co miało się stać, tego nie zmieni już nikt. Taki los był nam pisany —

O losie M

Możem naiwny, może nazbyt prosty, bom ufał ludziom, choć świat bywa ostry. Nie raz mnie życie do ziemi powali, a jednak wstaję, choć sił coraz dalej.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Nigdy nie stanie się nigdy

Taki krótki wierszyk

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Nasz mały świat

Dziś już nie wiem, co było prawdą, a co tylko pięknym kłamstwem.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Ró-ża

Na skrawku zapisane

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2495
użytkowników.

REKLAMA

POZYCJA: 80843

80843

ŻART NATURY

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
17-12-17

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Psychologia/Zbrodnia/Thriller
Rozmiar
10 kb
Czytane
5050
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
26-06-24

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: rtas Podpis: Robson Wojcik
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nowa sytuacja, owo wrażenie porzuconego mężczyzny, intensyfikuje we mnie zupełnie inne doznania

Opublikowany w:

ŻART NATURY

ŻART NATURY


" Nie rzekł jako żyw żaden więtszej prawdy z wieka,
Jako kto nazwał bożym igrzyskiem człowieka.
Bo co kiedy tak mądrze człowiek począł sobie,
Żeby się Bóg nie musiał śmiać jego osobie? "
Jan Kochanowski


Godz. 6. 30
Goląc się spojrzałem w lustro. Zbyt krótki sen wyraźnie rzeźbił rysy mojej twarzy. Dziwna ta twarz, jakby inna choć znana.

7. 10
Skarpetki...
Cholera gdzie są moje skarpetki? Są. Brudne. Kurwa, trudno.
Majtki, spodnie, koszula. Ale wygnieciona!
- Natalia ! Natalia! - cholera, przecież jej też nie ma. Boże, co się z nią stało? Nie wróciła na noc do domu. Ma kochanka. Nie! Nie Natalia. Krawat. Co jest kurwa z tym węzłem? Ty węzeł, co z tobą kurwa jest.
Stałem przed lustrem mocując się z czymś w rodzaju podręcznej szubienicy bardziej, niż egzemplifikacją męskości. Zbyt krótki sen wyraźnie rzeźbił rysy mojej twarzy. Może przez to taka dziś dziwna. Inna choć znajoma.
W końcu ubrany sięgnąłem po filiżankę w połowie już wypitej kawy. Usiadłem na brzegu krzesła. Coś nieokreślonego trzymało mnie za gardło. Coś, co po raz ostatni czułem w okresie narzeczeństwa, tyle, że teraz był to strach nie przed czymś, lecz o... o Natalię. Siedziałem dziwnie urzeczony toczącym się we mnie zjawiskiem. Strach był mocny, mocarny. Coś jakby połączenie stali i cieczy. Teraz kiedy jedynym wysiłkiem woli, aczkolwiek stopniowo i do tego ogarniało mnie zniechęcenie, było podnoszenie filiżanki do ust przynosił coraz to nowe doznania. Chcąc nie chcąc poddawałem mu się.
Jego stalowy uścisk coraz bardziej zakleszczał się na mym gardle. Do bólu. Z drugiej strony, przedziwna rozkosz, jakby łaskotanie, swędzenie rozlewało się po mojej klatce piersiowej. Jakby jego druga dłoń dawała mi jakiś rodzaj pieszczoty. Stopniowo schodził w dół. Mrowienie w kroczu, jak delikatne muśnięcie kobiecych warg. Nie!
Wstałem gwałtownie przewracając filiżankę. Resztki kawy w zdziwieniu rozlały się na obrus tworząc znak zapytania. Jakiekolwiek to mogło być pytanie, nie miałem na nie sensownej odpowiedzi. Za godzinę muszę być w pracy i nie miałem teraz czasu na jej poszukiwanie.

8. 00
Ale właściwie gdzie miałem iść? Pytałem siebie wychodząc na ulicę. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nowa sytuacja, owo wrażenie porzuconego mężczyzny, intensyfikuje we mnie zupełnie inne doznania. Jedne stają się istotne, inne znów zupełnie nieważne. Jakbym był pod działaniem jakiegoś narkotyku.
Zwykle otaczająca mnie rzeczywistość nie miała dla mnie jakiegokolwiek znaczenia, teraz stała się intrygująca, ciekawa, silniejsza niż goniący mnie czas.
Głośna cisza madryckiego poniedziałkowego, wrześniowego poranka. Zamglone, jeszcze rześkie powietrze. Miasto budzące się po weekendowym letargu. Sklepikarz na rogu wykłada owoce i warzywa. " Ola ", krzyczy do niego jakiś przechodzień, pewnie znajomy. " Ola " odpowiada sklepikarz, " zapowiada się dzisiaj upalny dzień ". Jego ręce zgrabnie przemykają po pomarańczach, mandarynkach, pomidorach... Pojawia się pierwszy klient. Nie kupuje od razu. Najpierw rozmawiają, śmieją się, głośno. Usta zgrabnie wyrzucają słowa, które opadają na dłonie i dopiero odbiwszy się od nich trafiają do słuchacza. Klient w lekkim przygięciu, wpatrzony w jakąś tam pomarańczę, kiwając ręką z dłonią odwróconą do góry, coś tam tłumaczy sklepikarzowi, który odchyliwszy się do tyłu, rozłożywszy ręce, kiwa przecząco głową. Polityka. Tutaj uprawia ją każdy.
Wsiadłem do samochodu. Wystukałem numer do pracy na moim telefonie komórkowym.
- Halo, Fabricio Gonzales się kłania, spóźnię się dzisiaj, sprawa rodzinna.
Dziwny ten głos w słuchawce. Jakiś mi nie znany, ale przecież wszystko dziś dla mnie jest nowe, inne...

8. 10
Uruchomiłem silnik mojego Seata. Spokojny, rytmiczny odgłos jego pracy wpłynął kojąco na moje podekscytowanie. Poczułem się błogo. Samochód dawał mi to poczucie wolności, którego potrzebowałem będąc uwikłany w codzienny bieg wydarzeń, wzajemne uzależnienia, rozliczenia, płatności, posiadanie konta, pracy i rodziny. Dawał mi możliwość irracjonalnych rozwiązań, których jednak nie realizowałem, chociaż dobre było to, że właśnie były.
Cóż z tego, skoro, być może właśnie takie irracjonalne rozwiązanie wybrała Natalia.
Kiedy?
Czy było to podczas "chateo", w sobotni wieczór, kiedy to wraz z przyjaciółmi chodziliśmy po tawernach, pubach i barach w okolicach Placu Mayor, pijąc wino, zagryzając "tapas", roztrząsając przegraną socjalistów w ostatnich wyborach i małżeństwo Michaela Jacksona z córką Presleya. Czy odeszła właśnie wtedy, gdy zamroczony już dobrze alkoholem powiedziałem jej, że "pieprzy głupoty", i niech spada bo nie jest mi do niczego potrzebna.
A może zrobiła to po powrocie do domu, w nocy gdy spałem. Nie pamiętam...
Ów wieczór jest dla mnie ciągiem pourywanych obrazów, które mogą być prawdą lub nie. Po pierwsze za przyczyną ilości wypitego alkoholu, który zachwiał nie tylko moimi możliwościami zapamiętania wszystkiego, ale, i to po drugie, zachęcił dwóch drani do oskubania mnie z tego, co mi jeszcze zostało. I tak gdzieś w okolicach ulicy Saragossa dostałem w twarz i tam zamknąłem swą pamięć, obudziwszy się następnego dnia w nowym już świecie.

8. 45
Młody policjant, bodajże nazywał się Ernesto Lamas, któremu zgłaszałem zaginięcie żony miał chyba za sobą długą noc. Cokolwiek robił robił w półśnie, dorzucając czasem uszczypliwe uwagi. Przyprawiał mi rogi.
Takie rzeczy się zdarzają. Poznają kogoś, nawet nie myślą, że mogą odejść. Ale wystarczy impuls, jakaś sprzeczka, drwina, a odchodzą i żeby dopiec nie mówią gdzie. Niech się pan nie martwi, albo wkrótce wróci, albo się odezwie. Chce pana trochę pognębić. Posprzeczaliście się?
Tak jakby...

8. 50
Zostawiłem za sobą masywny budynek policji i nie bardzo wiedząc jak, dotarłem na pl. de Humilladero. To miejsce choć sprawiające wrażenie zacisznego jest zawsze pełne ludzi, przy czym jest tak zapaskudzone przez gołębie, że tylko obecność kościoła San Andres tłumaczy jego magiczną moc przyciągania, której i ja uległem. Odniosłem wrażenie, że moje poczynania choć nieświadome , są kierowane jakąś niezależną ode mnie siłą i to, że znalazłem się tutaj to nie przypadek. Miałem już dość tej sytuacji. Straciłem żonę i traciłem sens życia. Jakaś cicha nadzieja podpowiadała mi, że znajdę tu pomoc.
To całe przewartościowanie stawało się już coraz bardziej męczące. Stawałem się jednostką bez wewnętrznej mocy, bez chęci, bez przyszłości. Odczuwanie świata zewnętrznego, w tej nowej postaci, wyczerpało się na porannej fascynacji, co dziwne otaczające mnie kolory przytłaczały swą szarością.
Na schodach kościoła potknąłem się na żebraku, który jednak nie zareagował. Sięgnąłem do portfela i wetknąłem mu w dłoń trochę drobnych. Wtedy nie podnosząc oczu powiedział: W Toledo szukaj szpitala, który cię uzdrowi, a w nim winien być obraz... I trząsł się dalej jakby nic nie powiedział. Wróciłem do samochodu i cały czas będąc w transie ( zastanawiałem się czy żebrak rzeczywiście coś do mnie powiedział ) ruszyłem do Toledo. Im bliżej byłem tego miasta tym więcej szczegółów sobie przypominałem.
Natalia zawsze trochę zbyt nerwowo reagowała na moje ekstremalne zachowanie, gdy było mi już wszystko jedno i mogłem robić to na, co miałem ochotę, a na co zwykle nie było mnie stać, gdy byłem trzeźwy Traciła nade mną kontrolę to raz, a po drugie czując się częścią mnie nie bardzo nadążała za moimi stanami. Z tej czy
innej przyczyny musiało dojść do sprzeczki. Ona zirytowana, chcąc spowodować mój niepokój idąc nie mówiąc gdzie i kiedy wróci. Ja również stopniowo tracący równowagę, gdy gdzieś w okolicach Plaza Mayor nasze drogi się rozeszły. Wściekły, chcąc odzyskać równowagę, postanowiłem wrócić do domu na piechotę. Nie! tak właściwie to chciałem, żeby ta sobotnia noc się jeszcze nie kończyła.

10.31
W Toledo znałem tylko jeden szpital, w którym znaleźć można było obrazy. Zabytkowy szpital
kardynała Juana de Tavery. Czy jednak po to przebyłem te siedemdziesiąt kilometrów z Madrytu,
żeby móc je podziwiać? I choć nic w tych chwilach nie układało się dla mnie w logiczną całość bezsprzecznie czułem, że przybyłem tu po to by poznać prawdę. Jednakże coraz silniej odzywała się we mnie świadomość, że być może wcale tej prawdy nie chciałem. Obchodząc sale pełne dzieł wielkich mistrzów narastał we mnie lęk przed symboliką całej tej sytuacji, tych momentów, które w sposób nieuchronny po sobie następowały. W tym labiryncie pomieszczeń dochodziłem do finału nie tylko poprzez miejsce, ale i przestrzeń i czas.
Aż w końcu nadszedł ten moment kiedy stanąłem przed czerwoną kotarą. Mnich-przewodnik rozsunął kotarę. I ujrzałem obraz? zwierciadło?... I ujrzałem obraz Ribery "Kobieta z brodą" i zrozumiałam, że przez dwadzieścia cztery godziny byłam mężczyzną, moim mężem, że przez cały ten czas uciekałam przed sobą i miejscem i czasem, gdy w okolicach ul. Saragossa ... zostałam zgwałcona.

EPILOG
Jeszcze tego samego dnia wieczorem Natlię aresztowała Policja. Ciało jej męża w godzinach popołudniowych wyłowiono z Tagu. Zrobił to nikt inny, jak sam Ernesto Lamas, policjant, który tego samego dnia, rano, rozmawiał z Natalią, wtedy jeszcze Fabriciem, o zaginięciu żony. Czy Natalia Gonzales zamordowała swego męża? Jakie były szczegóły tragedii tego sobotniego wrześniowego wieczoru. Tego nie wiem, (czy to istotne?), bo w trakcie śledztwa opuściłem Hiszpanię. Domyślam się jednak, że Ernesto Lamas, bardzo się zdziwił rozpoznając w Natlii Fabricio Gonzalesa....




Robert Wójcik

Podpis: 

Robson Wojcik 1999
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 4 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Teraz śpij O losie M Sen o Ważnym Dniu
Stało się, co miało się stać, tego nie zmieni już nikt. Taki los był nam pisany — Możem naiwny, może nazbyt prosty, bom ufał ludziom, choć świat bywa ostry. Nie raz mnie życie do ziemi powali, a jednak wstaję, choć sił coraz dalej. Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2026 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.