https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
75

Sprawca (fragment II)

  Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-maciej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
Piąta kobieta
Henning Mankell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Nikifor wrócił

To osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełnej tajemnic.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania...

Chodźmy...

Podróż

Wiersz o przygodzie i marzeniach

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1250
użytkowników.

Gości:
1250
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81478

81478

Bliskie spotkania...

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
21-04-24

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Biografia/-/-
Rozmiar
12 kb
Czytane
995
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
21-07-17

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Voyager Podpis: Andrzej Jarosz
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Chodźmy...

Opublikowany w:

W powieści

Bliskie spotkania...

Wiosną wybrał się w rodzinnym mieście na niedzielne nabożeństwo do kościoła Bożego Miłosierdzia i zaamiast wejść do środka, stanął za kościołem, pośród zieloności, a ptaki wkoło tak radośnie śpiewały, świergotały, że więcej już nie można, bo więcej już nie ma, bo nie trzeba.
Przyklęknął, kiedy usłyszał dzwonki na Podniesnienie, a kiedy umilkły, zobaczył wychodzącego zza zakrętu młodego mężczyznę, który idąc w jego, stronę, tak jakoś dziwnie patrzył, jakby patrzył przez niego.
- A skądże on się tutaj znalazł?! - pomyślał zdziwiony.
Zrobiło mu się trochę nieswojo i ruszywszy do przodu, obszedł kościół i wszedłszy bocznym wejściem, stanął w przedsionku przy wejściu do kaplicy.
Następnej niedzieli powtórzyła się podobna sytuacja podczas wieczornej Mszy świętej. Kiedy stanął w alejce, opromieniony zachodzącym słońcem, i przyklęknął podczas Podniesienia, znowu zauważył tego samego mężczyznę, który tym razem go minął i poszedł przodem, jakby mu pokazywał drogę. Idąc za mężczyzną, zauważył, że ma na sobie gustownie uszytą kurtkę, ozdobioną z tyłu dragonem z dwoma dużymi guzikami. Mężczyzna wszedł do kaplicy Bożego Miłosierdzia, wspiął się po pięciu marmurowych schodkach z prawej strony ołtarza i zniknął za drzwiami prowadzącymi do zakrystii.
Jeżeli chodzi o niego, to resztę nabożeństwa spędził w kaplicy.
- Ciekawe, że tak mi się dwukrotnie pojawił - rozmyślał. - Zbieg okoliczności? Nie za bardzo, bo za dużo tutaj zbiegów okoliczności, jak na zbieg okoliczności.
Następnej niedzieli już nie stanął podczas nabożeństwa w alejce, tylko wszedł do kościoła.
Kilka miesięcy później poślizgnął się na lodzie w drodze do kościoła i upadł do tyłu, uderzając głową i plecami o zamarzniętą ziemię. Zabolało i przez chwilę nie mógł złapać oddechu, ale później jakoś się pozbierał i powoli dotarł do kościoła, kojarząc upadek ze swoim wcześniejszym zachowaniem.
- Słusznie mi się należało - rozmyślał w kościele. - Słusznie, bo z Panem Bogiem nie ma żartów, bo Pan Bóg, to nie nasz szkolny kolega z podwórka. Dopomóż mi, Panie Jezu, dotrwać do końca nabożeństwa, bo bardzo chciałbym Cię przyjąć do swojego obolałego serduszka.
Dotrwał do końca i po Komunii wrócił szczęślwie do domu, ale serce bolało go jeszcze przez jakieś dwa tygodnie i zrobił nawet prześwietlenie, ale po wyniki już po nie poszedł, bo wcześniej mu przeszło.
Pod koniec lipca pojechał do Lichenia na ogólnopolskie spotkanie trzeźwościowe i po skończonej sprzedaży książek, poszedł wieczorem do kaplicy z obrazem Twarzy Chrystusa. Powstały w momencie zmartwychwstania wizerunek Jezusa, został odtworzony z widocznego na Całunie Turyńskim archetypu w amerykańskim laboratorium NASA.
Dochodziła północ, ale w kaplicy ciągle jeszcze się modliło wielu ludzi. Usiadł, wpatrzony w naznaczoną agonią śmierci Twarz Zbawiciela i nagle obraz zaczął na jego oczach ożywać. Kolejne twarze przemieniały się w coraz żywsze i po chwili z obrazu patrzył na niego zmartwychwstały Jezus. Pełen przebaczającej dobroci i pogodnego majestatu. Pozostał w kaplicy z godzinę, miodląc się i wpatrując co pewien czas w cudowny Wizerunek, i za każdym razem widział to samo.
Po wyjściu z kaplicy, kilkakrotnie przystawał na schodach, oglądając się do tyłu i patrząc na ożywający na jego oczach obraz, a następnego dnia, kiedy poszedł do kaplicy, to znowu zobaczył to samo. Trudno mu się było z tym cudownym widokiem rozstać.
Wielokrotnie rozmyślał później nad tym, co wtedy zobaczył i nawet miał zamiar zapytać znajomych, czy i oni widzieli podobnie, ale ostatecznie nie zapytał, bo się obawiał, że go wyśmieją.
W sierpniu przyleciała ze Stanów w odwiedziny młodsza córeczka z dziećmi i mężem i mógł się nacieszyć wnukami. Dwoma małymi, kochanymi szkrabami. Ze starszym chodził na lody, a młodszy się dopiero uczył chodzić i od czasu do czasu dreptał mu rozkosznie po nogach.

Rok później pojechał ze znajomymi do Gietrzwałdu, niewielkiej, warmińskiej miejscowości koło Olsztyna, w której znajduje się sanktuarium ze słynącym łaskami obrazem Matki Boskiej. Pojechał, bo w owym dwa tysiące siedemnastym roku, przypadła sto czterdziesta rocznica mających tutaj miejsce objawień maryjnych. Matka Boska ukazywała się tutaj wielokrotnie w dziewiętnastym wieku dwóm dziewczętom. Jest to jedyne polskie objawienie maryjne oficjalnie uznane za prawdziwe przez Stolicę Apostolską. W pobliżu kościoła bije uzdrawiające choroby źródełko, pobłogosławione przez Matkę Boską podczas ostatniego z licznych objawień.
Postanowiwszy zabawić kilka dni w Gietrzwałdzie, zamieszkał ze znajomymi na prywatnej kwaterze w pobliskim Olsztynie, skąd dojeżdżali samochodem do sanktuarium. Wyspowiadał się w sobotę przed niedzielną uroczystością i pomodliwszy się przed cudownym obrazem, poszedł alejką w stronę odległego o kilkaset metrów źródełka, odmawiając po drodze różaniec. Wzdłuż alejki postawiono kapliczki z dwudziestoma tajemnicami różańcowymi i zgodnie z wezwaniem przekazanym wizjonerkom przez Matkę Boską, żeby odmawiać różaniec, po wiodącej do źródła alejce wędrowało wielu ludzi. W ciszy i skupieniu odmawiali różaniec, przystając przy kapliczkach i rozpamiętując tejemnice rożańca.
Po odmówieniu wszystkich czterech części, zabawił jeszcze trochę przy źródełku, stojąc w kolejce po wodę, i kiedy wrócił na plac przy kościele, to znajomych już nie było, bo odjechali do Olsztyna. Stał, zmartwiony, rozglądając się po prawie już pustym placu, a kiedy usłyszał, że stojący w pobliżu z miodem bartnik wybiera się samochodem do Olsztyna, to poprosił o podwiezienie.
- Mieszkam przy Wędkarskiej - powiedział do pszczelarza, kiedy już jechali samochodem. - Może mnie pan wysadzić w pobliżu tej ulicy?
- Nie wiem, gdzie Wędkarska, wysadzę pana przy Jeziorze Ukiel.
- Znam to jezioro, pół wieku temu odsługiwałem wojsko w olsztyńskiej prokuraturze i przychodziłem się tutaj kąpać.
Chwilę później został wysadzony przy rondzie i powędrował brzegiem jeziora, podziwiając zacumowane przy brzegu jachty. Rozdźwięczane muzyką i śpiewem, rozjarzone odbijającymi się w wodzie światłami, kojarzyły mu się w zapadającym zmierzchu z widokami Lazurowego Wybrzeża.
Robiło się coraz ciemniej, od godziny błąkał się brzegiem jeziora, pytając o drogę. Kilkakrotnie mu ją pokazywanio i kilkakrotnie pobłądził, instynktownie bojąc się wchodzić w najciemniejsze, nieoświetlone zakątki parku. Po godzinnym błądzeniu spotkał dwie siedzące nad wodą dziewczyny. Wpatrzone w smartfony, rozjaśnione ich fosforyzującym światłem, wyglądały jak dwa jasne anioły i pokazały mu drogę, ale znowu pomylił, a wokoło robiło się coraz mroczniej, ponuro i smutno.
- Takim już, Boże, zmęczony - poskarżył się w myślach i tym momencie zobaczył wychodzącego zza zakrętu wysokiego, młodego mężczyznę.
- Nie wie pan, jak trafić na Wędkarską? - zapytał i nieznajomy spojrzał w samrtfona.
- Chodźmy...
Powiedział cichym głosem, jakby się nie chciał narzucać z pomocą i zanurzyli się w mroczne zarośla.
- Czułem, że tędy wiedzie moja droga - spojrzał na nieznajomego. - Ale bałem się wchodzić w te ciemności.
- We dwoje raźniej - zauważył nieznajomy.
Szli dosyć szybko, mijając liczne rozwidlenia krzyżujących się ścieżek i pomyślał, że sam by tędy w życiu nie trafił.
W pewnym momencie, spojrzał na przewodnika z przestrachem i wtedy tamten, jakby wyczuwając jego obawę, zaczął opowiadać o uzależnionym od alkoholu koledze.
- Fałszywi przyjaciele częstują go wódką, chociaż wiedzą, że jest uczulony na alkohol - opowiadał nieznajomy. - Im się nic nie dzieje, a on poźniej wariuje, dostaje po wódce białej gorączki.
- Ja również w młodości utraciłem kontrolę nad piciem, jak zacząłem pić, to nie mogłem przestać - spjrzał z zainteresowaniem na nieznajomego. - Ciągle upadałem i ciągle się podnosiłem, zacząłem zwyciężać dopiero wtedy, kiedy zawołałem o ratunek do Matki Boskiej.
- Jeżeli pan jeszcze kiedyś upadnie, niech się pan nie podnosi z pustymi rękami.
- To znaczy?
- No, coś tam zawsze wartościowego na ziemi leży.
- Myśli pan, że dalej będę upadał?
- Na pewno.
- I jak długo tak będę przegrywał?
- Dopóki pan nie wygra wojny, ostatnia bitwa najważniejsza.
- Na łożu śmierci?
- Powiedzmy... Ojcze, w Twoje ręce powierzam mojego Ducha.
- To ostatnie słowa Pana Jezusa z krzyża... Taki pan młody, a już pan tak dobrze zna Ewangelię.
Nieznajomy tylko się lekko uśmiechnął.
Tak się zajęli rozmową, że nawet nie zauważył, że przebrnęli przez ciemność i stoją na oświetlonej ulicy przed jego domem.
- Wędkarska dwadzieścia, tutaj mieszkam! - zawołał ucieszony.
- Chwilowo...
- Proszę mi podać adres, to panu przyślę w prezencie swoje powieści, cały pięcioksiąg.
Wyciągnął z szaszetki kartkę z długopisem i spoglądał wyczekująco na młodego człowieka.
- Niech pan da, to panu napiszę - zaproponował nieznajomy.
Trochę zdziwiony, podał nieznajomemu kartkę, który ją oparł na filarze ogrodzenia i oddał mu ją po chwili z adresem.
- Poślę panu książki, jak tylko wrócę do domu - zapewnił.
Otwierając drzwi do mieszkania, odwrócił głowę i spojrzał z wdzięcznością na nieznajomego, jakby mu chciał tym spojrzeniem jeszcze raz podziękować, powiedzieć:
- Popatrz, oto właśnie teraz dzięki Tobie wchodzę do domu.
Spoglądał za odchodzącym, jak idzie w stronę jeziora, po pogrążonej w nocnej ciszy ulicy Wędkarskiej i nagle, nie wiadomo skąd i dlaczego, przypomniały mu się słowa z Ewangelii świętego Marka:
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim (Mk 1, 16-18).
Po powrocie do domu, posłał pocztą do Olsztyna pięć powieści, cały swój pięcioksiąg, a później wyrzucił kartkę z adresem do kosza. I dopiero wtedy, po kilku dniach skojarzył, że spotkany w Olsztynie nieznajomy miał na sobie kurtkę, przyozdobioną z tyłu dragonem z dwoma dużymi guzikami. I rozbłysły w nim jasne myśli, i powiązał ze sobą fakty. Wcześniej tego nie potrafił zrobić, bo jego oczy były jakby na uwięzi. Wędrujemy przez życie, jak uciekający do Emaus uczniowie, i zajęci swoimi przyziemnymi sprawami, nie widzimy, że obok nas idzie Jezus.
Rzucił się do kosza w poszukiwaniu kartki, ale to już było szukanie wiatru w polu. Nie wyrzucajcie do kosza kartek z adresami, bo nie wiadomo, który adres może wam być później potrzebny.
Szczerze mówiąc, to do dzisiaj nie wie, do kogo jego książki dotarły. Może do jakiegoś zagubionego człowieka, żeby mu dopomóc w odnalezieniu drogi? A może się znajdują w jakiejś boskiej bibliotece i niebieskie Anioły podsuwają je do przeczytania pokutującym duszom, żeby szybciej dojrzały do wieczności?
Może, może, och, może... Cóż więcej, nawiązując do Paltona, może powiedzieć człowiek, przykuty do skały w jaskini, tyłem do wejścia? Prawdziwy świat mógłby zobaczyć, gdyby się mógł odwrócić i spojrzeć w wyjście jaskini, a najlepiej wyjść na zewnątrz i oglądać rzeczy same, a nie przemykające po ścianie mgliste cienie.
Im więcej nad tym wszystkim późnie myślał, tym mniej się dziwił spotkaniom z opiekuńczą Istotą, która pomagała mu odnajdywać drogę, za każdym razem pojawiając się we właściwym czasie i we właściwym miejscu. Wdzięczny za bliskie spotkania trzeciego stopnia, teraz pod koniec ziemskiego życia zaczął wreszcie wierzyć, że istnieje inny, lepszy świat, w którym wszystko dzieje się jednocześnie Tu i Teraz. Pełen zachwyconego zadziwienia, z pokorą chylił głowę pod strumieniem Bożej Łaski, pojmując że pewne prawdy człowiek może tu na ziemi tylko przeczuwać, a więcej pojmie dopiero na drugim świecie, kiedy dojrzeje do wieczności.
I dlatego nie dziwiło go specjalnie, kiedy przybliżając do siebie dłonie, czuł pulsującą pomiędzy nimi energię, kłucie i mrowienie w palcach. Nie dziwiło go też specjalnie, że kiedy podczas modlitwy wyciągał do góry ręce, jak dziecko potrzebujące od Ojca pomocy, to czuł wwiercający się w dłonie delikatny ucisk, jakby Ktoś chciał mu powiedzieć... JA JESTEM.
Za sen nocy letniej z gwiezdnymi skrzydłami, za ptaków w ogrodzie wieczorne śpiewanie i za to, że nie śpisz i czuwasz nad nami, tak bardzo Cię kocham Ojcze nasz i Panie. A za to, że dałeś mi duszę skrzydlatą, najbardziej Cię kocham i dobranoc, Tato. Dobranoc i bardzo chciałbym się kiedyś z Tobą spotkać w niebie.

Podpis: 

Andrzej Jarosz 2021
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment) Taedium vitae Nikifor wrócił
Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? To osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełnej tajemnic.
Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.