https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Trudna miłość

Początkowo wszystkie myśli skupiają się na miłości. Później miłość skupia się na myślach.

Żywoty równoległe

Czy aby poznać tę miłość, musiało się to wszystko wydarzyć.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
991
użytkowników.

Gości:
991
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81521

81521

Żorżyk

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
21-07-25

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Przygoda/Podróże/Przyjaźń
Rozmiar
10 kb
Czytane
195
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
21-07-25

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marian Podpis: Marian
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowieść i człowieku, który sadził czosnek.

Opublikowany w:

Żorżyk

To była samotna, niezamieszkana od dawna chyża. Jej okna bez szyb i drzwi wiszące na jednym zawiasie zapraszały do wejścia.
Zbliżał się wieczór, więc skorzystałem z tego niemego zaproszenia i wszedłem. Na prawo od sieni była kuchnia z odrapanym piecem. Pod oknem stała rozchybotana ława, a na polepie walały się kawałki mebli. W drugiej izbie było trochę żelastwa i zbutwiałe sienniki na podłodze. Na poddaszu leżało stwardniałe ze starości siano.
Garścią trawy zamiotłem ławę, na piecu postawiłem kocher i wyciągnąłem z plecaka moje zapasy. Wtedy przed oknem zobaczyłem młodego mężczyznę, który zapytał:
– Będziesz tu spał?
– Będę – odpowiedziałem zaskoczony.
– A ja też mogę?
– Jasne. Właź.
– Jestem Żorżyk – przedstawił się, wchodząc.
– Gitarzysta basowy? – rzuciłem z głupia frant.
– Skąd wiesz, że gram na gitarze? – zdziwił się.
– Nie wiem, ale twoje imię kojarzy mi się z taką balladą Młynarskiego: „Piszę do Pana, bo mi wstyd, normalnie wstyd” – zanuciłem. – Znasz?
– Nie znam – odpowiedział i usiadł na ławie.
Był bardzo młody, miał kędzierzawe blond włosy i takąż brodę. Ta czupryna i broda tworzyły jasną aureolę dokoła jego dziecięcej twarzy.
– Gotujesz wodę na herbatę? Dasz mi? Chcesz mięty? – zapytał, otwierając plecak.
– Tak – odpowiedziałem jednym słowem na wszystkie trzy pytania i podałem mu kubek.
Przybysz zakrzątał się przy piecu i po chwili miałem w moim kubku zielonobrązową mieszaninę liści mięty i wody. Żorżyk tymczasem wyjął z plecaka twaróg w słoiku i przy pomocy noża zaczął go wyjadać.
– Może chcesz chleba? – zapytałem.
– Nie, to mi wystarczy – odpowiedział. – A może chcesz twarogu?
– Nie, to mi wystarczy – odpowiedziałem, otwierając puszkę z rybami.
Tak oto, od słowa do słowa rozpoczęła się nasza rozmowa. Dowiedziałem się, że Zorżyk właśnie skończył technikum elektryczne i przyjechał tu w poszukiwaniu pracy i swojego miejsca na ziemi. Pracę znalazł w pobliskim pegeerze, ale swojego miejsca na ziemi jeszcze nie. Szukał go, chodząc po okolicy, zaglądając do zapomnianych przez Boga i ludzi miejsc i sypiając gdzie popadnie. Dzisiaj dotarł tu.
Przyszliśmy tą samą drogą, ale ja widziałem tylko górską łąkę, a on widział jej wszystkie trawy i kwiaty. Z dziecięcą radością wymieniał ich nazwy i opowiadał, gdzie rosły. Nie znałem tych roślin i nawet nie przypuszczałem, że takie są.
– Po co chodziłeś do technikum elektrycznego? – zapytałem. – Trzeba było iść do leśnego lub rolniczego.
– Rodzice mnie tam posłali – odpowiedział. – Załatwili mi już nawet pracę w fabryce pralek, ale wolałem wyjechać – dokończył smutno.
Wyglądało na to, że mój rozmówca uciekł z domu. Pogadaliśmy jeszcze trochę i poszliśmy spać: ja na siano na strych, a Żorżyk na podłogę w kuchni. Wyszedł gdy jeszcze spałem, ale na pożegnanie zostawił koło mojego kubka resztę mięty.
Po około miesiącu spotkałem go na dworcu autobusowym. Obładowany wielkim plecakiem studiował rozkład jazdy autobusów.
– Uciekł mi ostatni autobus i chyba będę musiał gdzieś przesiedzieć do rana – powiedział na powitanie.
– Możesz przenocować u mnie – zaproponowałem.
Trochę się pokrygował, ale poszedł ze mną.
Chciałem go ugościć kiełbasą i piwem, ale mój gość okazał się być wegetarianinem. Z wegetariańskich potraw miałem tylko dżem, chleb i makaron. To wystarczyło. Żorżyk ugotował makaron, dodał dżemu i ciepła kolacja była gotowa. Ja jednak wolałem kiełbasę i, jak wtedy w górach, każdy z nas jadł po swojemu.
– Zamieszkam w tamtej chałupie – powiedział mój gość, kończąc swoje wykwintne danie. – Będę sadził czosnek i hodował owce. Ziemia jest tam dobra i wymaga tylko odchwaszczenia. W lewej części chaty będzie można trzymać owce. Trzeba tylko dorobić drzwi i pozatykać dziury przy ziemi. W części mieszkalnej trzeba tylko wstawić drzwi i okna oraz uruchomić piec.
Sącząc piwo, słuchałem, co tam „tylko trzeba” zrobić i nie wyobrażałem sobie tego drobnego miastowego wegetarianina przy takich pracach. A koszty?
– Do jesieni przystosuję chałupę do zamieszkania i posadzę czosnek. Przez zimę przygotuję obórkę, a na wiosnę sprowadzę owce – zakończył.
Nie chciałem go zrażać moim pesymizmem, więc obyło się bez dyskusji i poszliśmy spać: ja do łóżka, a on w śpiworze na podłogę, bo materaca nie chciał. Rano pożegnaliśmy się „do następnego razu” i on poszedł na dworzec, a ja do pracy.
Następny raz był dopiero wiosną. Idąc za modą, kupiłem górski rower i na pierwszy wyjazd wybrałem się do odkrytej przed prawie rokiem chaty. Bolał mnie tyłek, ręce i nogi, gdy pod wieczór do niej dotarłem. Z komina wylatywał dym.
– Czyżby Żorżyk? – zapytałem sam siebie.
Jakby w odpowiedzi z chaty wybiegł, szczekając mały kundel, a za nim wyszedł Żorżyk. Gospodarz uściskał mnie serdecznie, pies równie serdecznie obsikał koło mojego roweru, po czym obydwaj zaczęli pokazywać mi swoje gospodarstwo. Drzwi chaty zostały naprawione, kuchenne okno zaszklone, a pozostałe zabite deskami. W kuchni pojawił się stół i szafka, a w piecu buzował ogień. Chata odżyła.
– Muszę szybko przygotować obórkę, bo już za tydzień będą tu owce – powiedział Żorżyk, przygotowując herbatę. – Może mi jutro pomożesz? – zapytał.
Nazajutrz, jeszcze o rosie, wyszliśmy na dwór. Szliśmy powoli pod górę, a gospodarz opowiadał o swoich planach.
– Te stare grusze i jabłonie poprzecinam i zaszczepię na nich nowe odmiany – terkotał. – Stój! – krzyknął nagle, jakby ostrzegał mnie przed wejściem na minę. – Wleziesz na urdzik karpacki!
Zamarłem. Popatrzyłem pod nogi i zobaczyłem jakieś okrągłe listki. Ominąłem je grzecznie i na wszelki wypadek puściłem Żorżyka przodem.
Pochodziliśmy jeszcze trochę, obejrzeliśmy spore pólko czosnku, a potem zostałem zapędzony do pracy przy komórce dla owiec. Przeżyłem ten dzień po wegetariańsku: na twarogu, naparze miętowym i sałatkach z pokrzywy i czeremszy. Nazajutrz rano ruszyłem w drogę do cywilizacji i schabowego z kapustą.
Zafascynował mnie ten człowiek jego znajomością różnych urdzików i zapałem w urządzaniu sobie życia na tamtym pustkowiu. W jego planach wszystko było proste i musiało się udać. Tworzył tam świat swoich marzeń, do którego chętnie zaglądałem, ale na stałe nie mógłbym w nim żyć.
Nie tylko ja nie mógłbym.
Przekonałem się o tym najbliższej jesieni, gdy kolejny raz zawitałem do starej chaty. Podchodząc, zobaczyłem przez okno jakąś kobietę, krzątającą się po kuchni. Zastanawiałem się, czy wejść, gdy zza chaty wyszedł siwy mężczyzna i zapytał:
– Pan do kogo?
– Do Żorżyka. Do tego co tu mieszka – odpowiedziałem.
– Znaczy się do naszego syna? Do Cześka? Nie ma go. Poszedł do miasta sprzedawać czosnek. Jutro wróci.
– To ja już pójdę – powiedziałem zniechęcony tym powitaniem.
– Nigdzie pan nie pójdziesz. Ciemno się robi. Prześpisz pan tu, napijemy się wódki, pogadamy – powiedział mężczyzna, wskazując drzwi.
W kuchni było nienormalnie jasno, bo paliły się dwie lampy naftowe i kilka świec. Mama Żorżyka zmagała się z fajerkami na piecu, starając się coś ugotować. Była kobietą z wielkomiejskiego bloku, przeniesioną nagle do świata bez prądu, gazu i bieżącej wody. Źle radziła sobie bez tych udogodnień, ale robiła, co mogła. Zaprosiła mnie do stołu, na którym po chwili stanął garnek z zupą. Jedliśmy w milczeniu.
Dopiero po kolacji mężczyzna nalał wódki i zagadnął:
– To mówisz pan, że nasz Czesiek to teraz jest Żorżyk. Długo się znacie?
Opowiedziałem, jak się poznaliśmy i wszystko, co o ich synu wiedziałem.
– Mało pan o nim wiesz – powiedział mój rozmówca. – To był dobry chłopak i nawet do mszy służył. W technikum się zmienił. Dobrze się uczył, ale zrobił się jakiś rogaty. Nie chciał z nami gadać, tylko czytał różne nowomodne książki i brzdąkał na gitarze. Zaraz po maturze spakował plecak i wyjechał. Myśleliśmy, że za kilka dni wróci. Nie wracał i dopiero niedawno napisał, że ma tę budę i tu zostanie. No to zebraliśmy się z matką i przyjechaliśmy. Ledwo dopytaliśmy się we wsi, gdzie to jest. Szliśmy tu pół dnia.
Starszy pan dolewał wódki, rozgadywał się i stawał się coraz bardziej rozżalony. Dowiedziałem się, że Żorżyk miał siostrę, która wyjechała do Nowej Zelandii tak samo nagle, jak on w góry.
– Widzisz pan, jak to jest? – zakończył. – Mamy dwoje dzieci, ale żadnego koło siebie. Tamta jest za wodą, a ten tu. Poszli w kibinimater!
Kobieta, która do tej pory w milczeniu krzątała się koło pieca, nagle odwróciła się i powiedziała rozkazująco.
– Upiłeś się stary. Idź spać. I panu też radzę.
Pożegnałem się i poszedłem na siano.
Rano zastałem gospodynię pijącą samotnie kawę. Widać było, że nic tu po mnie, wiec podziękowałem za gościnę i czym prędzej wyszedłem.
– Proszę powiedzieć Żor... Cześkowi, że tu byłem – dodałem na odchodne.
Kobieta odpowiedziała tylko skinieniem głowy.
Kilka następnych lat spędziłem pod innym niebem, ale zaraz po powrocie wybrałem się do Żorżyka. Była zima i brnąc w śniegu, cieszyłem się na gorący napar z mięty i ciepło kuchennego pieca.
Niestety, chałupa przywitała mnie ciszą i otwartymi drzwiami. Na szczęście piec jeszcze się ostał. Rozpaliłem w nim, zjadłem co nieco i przedrzemałem do rana.
Nazajutrz zszedłem do wsi i w tamtejszym sklepie zapytałem o Żorżyka.
– Panie, już chyba z rok jak go nie ma – usłyszałem. – To był wariat. Siedział tam sam jak palec. Schodził tu raz na miesiąc albo i nie, bo musiał owiec strzec przed wilkami. W końcu zmądrzał, sprzedał owce i gdzieś wyjechał. Podobno do Australii.
Kolejny raz zabłądziłem w tamte strony następnej jesieni i zobaczyłem, że chata poszarzała i jakby skuliła się w sobie. Znowu była samotna i niezamieszkana, ale jej okna bez szyb i drzwi wiszące na jednym zawiasie już nie zapraszały do wejścia. Tylko dziwnie duże i smaczne owoce leżące pod starymi gruszami i jabłoniami świadczyły o tym, że niedawno ktoś tu gospodarował.

Podpis: 

Marian 2016
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.