https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
85

Sprawca (fragment IV)

  Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Smutek ryb

zamykam oczy na Boga, że nic nie tłumaczy mojej odrazy do rzeczywistości, i że jestem trochę jak dziecko, które chowa głowę po poduszkę.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment Sycylijskiego Pioruna (Bereniki Niczyjej)

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1332
użytkowników.

Gości:
1331
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81552

81552

Dolni Vestonice

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
21-10-06

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Biografia/Historia/Nauka
Rozmiar
10 kb
Czytane
265
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
21-10-06

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marian Podpis: Marian
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowieść o spotkaniu z prehistorią.

Opublikowany w:

Dolni Vestonice

* .... * – między gwiazdkami zostały zapisane cytaty z książki Eduarda Štorcha pt. „Łowcy mamutów”.

Chyba wszyscy marzą, żeby dokądś pojechać i coś ciekawego zobaczyć. Nie wszystkim się to udaje, bo nie mają pieniędzy, czasu lub zdrowia. Czasem brakuje im na to odwagi, lub zły los krzyżuje ich plany. Marzą jednak.
Pewna lwowianka jeszcze przed wojną chciała pojechać na pielgrzymkę do Rzymu. Jednak jej mąż żałował na to pieniędzy i za wszystkie oszczędności kupował ziemię. W czasie wojny mąż zginął w Katyniu, a ona z dziećmi została wywieziona na Syberię. Przeżyła zsyłkę, ale na zakupione grunty już nie wróciła.
– Po co mojemu Stefanowi były te pola? I tak zostały u Ruskich – utyskiwała już jako staruszka. – A mogliśmy za te pieniądze zobaczyć papieża i Rzym. Jak umrę i spotkam go w zaświatach, to mu te morgi wypomnę.
Mój kolega marzył o wycieczce do Egiptu, ale zawsze brakowało mu na to czasu i pieniędzy. Odchodząc na emeryturę, dostał z firmy wysoką odprawę i całą wydał na wycieczkę nad Nil. Naraził się tym wnuczkom, które uważały, że to one powinny zwiedzać świat, a nie dziadek.
Miałem i ja moje marzenie, które towarzyszyło mi od dziecka – chciałem zobaczyć... Dolni Vestonice.
Zapyta ktoś: Po co i gdzie to w ogóle jest?
Otóż jest to mała miejscowość na Morawach, a chciałem tam pojechać, żeby zobaczyć, gdzie żyli Kopacz i Wiewiórczak. Właściwie to oni nie żyli w Dolnich Vestonicach, bo w ich czasach żadnej miejscowości tam nie było i nawet nie wiadomo, czy naprawdę istnieli. Ja jednak nie miałem wątpliwości. Dla mnie istnieli, żyli na tamtych terenach i, mimo że upłynęło... dwadzieścia tysięcy lat, byli mi bardzo bliscy.
Poznałem ich, gdy byłem jeszcze w podstawówce za sprawą książki pt. „Łowcy mamutów”. Głównymi jej bohaterami byli właśnie Kopacz i Wiewiórczak – chłopcy *w wieku od ośmiu do czternastu lat* – czyli moi rówieśnicy. Autor opisał ich przygody tak barwnie, że identyfikowałem się z nimi w pełni, mimo że byli członkami gromady prehistorycznych jaskiniowców, a ja żyłem w dwudziestym wieku.
Gdybym mieszkał w dużym mieście, moimi bohaterami byliby zapewne chłopcy z Placu Broni, ale ja mieszkałem w takim miejscu, gdzie Nemeczek z kumplami przepadliby z kretesem.
Co innego Kopacz z Wiewiórczakiem. Oni żyli u podnóża Wzgórz Pawłowskich, a z ich obozowiska *widać było gdzieniegdzie rzadkie, zielone gaje i krzakami porosłe łąki; wzdłuż Dyi migotały lśniące jeziorka i wiły się spokojne rozlewiska*.
Moją Dyją była niewielka struga wpadająca do pobliskiego jeziorka, a za nią rozciągały się morenowe wzgórza pokryte lasem. Z owych wzgórz przychodziły pod nasz dom zwierzęta opisywane w książce. Dziki niszczyły nam ziemniaki, lisy próbowały kraść kury, a nasz pies ganiał po łące zające. Do kompletu książkowych stworzeń brakowało tylko renów, żubrów, mamutów i wielkich drapieżników. Te pierwsze zastępowały mi sarny, a pozostałych niestety nie mogło nic zastąpić. Mimo tych niedostatków okolica była dostatecznie dzika, żebym razem z synem sąsiada, albo i sam mógł bawić się w dyluwialnych łowców.
Obaj książkowi chłopcy bardzo mi imponowali, starałem się im dorównać, ale słabo mi to wychodziło. Byli *dobrymi i wytrwałymi biegaczami. Ich twarde, zrogowaciałe stopy nie czuły ostrych kamieni, kłujących traw ni ciernistych gałązek. Potrafili biec przez kolczaste, chwytające zdradliwie za nogi jeżyny i skakać przez sięgające do pasa krzaki pokrzyw*. Nie chciałem być od nich gorszy i też biegałem boso. Niestety moje stopy kaleczyły się o byle patyk, skakanie przez pokrzywy kończyło się poparzeniem tyłka, a w jeżyny nie odważałem się wejść bez gumowych butów.
Szczególnie imponował mi Kopacz. Nie dość, że był sprawny i silny, to jeszcze bardzo przysłużył się współplemieńcom. Utrata ognia kilkakrotnie dała im się mocno we znaki i postanowił temu zaradzić. *Widział już z tysiąc razy, gdy łowcy robili ostre noże, groty i skrobaczki. Iskier wtedy bywało dosyć, ale nigdy nie widział, aby z nich powstał ogień. To prawda, że w krzemieniu jest ukryty ogień, ale tylko Szary Wilk znał czary, z pomocą których z iskier powstawał ogień*. Szary Wilk już dawno nie żył, więc Kopacz zdany był tylko na siebie. Wypróbowywał różne metody, aż w końcu któregoś dnia *rozniecił ogień, wiercąc świerkowym kijem w sosnowej podkładce*. Został za to pochwalony przez wodza i zyskał wielki szacunek gromady.
Chociaż moje „Wzgórza Pawłowskie” zbudowane były z piasku, to na nich też czasem można było znaleźć krzemień. Miałem kilka jego kawałków i próbowałem krzesać ogień, ale zawsze kończyło się to tylko na poranionych palcach. Nigdy nie rozpaliłem ogniska bez zapałek i dlatego bardzo zazdrościłem Kopaczowi sukcesu. Co więcej, przez jakiś czas święcie wierzyłem, że to on był prawdziwym Prometeuszem, który *zapewnił ludzkości stałe posiadanie ognia*.
Kopacz i Wiewiórczak mieli również inne zasługi. Wynaleźli fujarkę i sposób malowania na ścianach jaskini, kładąc w ten sposób podwaliny pod rozwój kultury.
Podsumowując, gdyby nie oni, to ludzkość rozwijałaby się o wiele wolniej, a może nawet by nie przetrwała.
Czas płynął, rosłem i czytałem inne książki, ale żaden Winnetou, D'Artagnan ani Kmicic nie dorastał nawet do pięt chłopcom znad Dyi.
Mimo że moją ukochaną lekturę znałem prawie na pamięć, to wracałem do niej wciąż od nowa i coraz bardziej marzyłem o wyjeździe na Morawy. Niestety leżały one w „zaprzyjaźnionej” Czechosłowacji, oddzielonej nieprzekraczalną wtedy dla mnie granicą. Z czasem granica ta zniknęła, ale ja zajęty byłem prozą życia i zapomniałem o dziecięcym marzeniu. Dopiero na emeryturze przypomniałem sobie o nim i postanowiłem w końcu pojechać nad Dyję. Żona przyjęła to ze zrozumieniem i razem ruszyliśmy na Morawy.
Gdy w oddali pokazały się Wzgórza Pawłowskie, moje serce zaczęło mocniej bić, bo oto za chwilę miałem postawić nogę na ziemi Kopacza i Wiewiórczaka. Przez most na zalewie Nové Mlýny wjechaliśmy do Dolnich Vestonic i zaraz skierowaliśmy się do tamtejszego muzeum. Nie mogło być inaczej, bo przecież tam czekała na nas słynna Vestonicka Venus. Dla postronnych jest to najstarsza znana gliniana figurka nagiej kobiety, ale dla mnie to podobizna tragicznie zmarłej matki Kopacza. Jego ojciec Njan mozolnie pracował w glinie, aż uzyskał to, że *na piędź wysoka figurka podobna była do człowieka: głowa, gruby tułów i dwie nogi do kolan. Ramiona były tylko z grubsza zaznaczone, natomiast z tułowiem Njan miał moc roboty. Pracował cienką kością, dokładnie wygładzał powierzchnię figurki i od czasu do czasu polewał ją wodą. Wyraźnie wymodelował duże piersi, potem małym dołeczkiem zaznaczył pępek. Dwa skośne rowki na głowie miały wyobrażać oczy – dzieło było skończone*. Rzeźbę w ognisku wypalił Kopacz i dzięki temu dotrwała aż do naszych czasów.
Muzeum było skromne i figurkę znalazłem bez problemu. Nie przeszkadzało mi, że tylko jej kopię, bo oryginał schowano w brneńskim muzeum; dla mnie była to rzecz, której dotykał Kopacz i długo na nią patrzyłem.
Napasłszy oczy boską urodą rzeźby, wyszliśmy pozwiedzać Dolni Vestonice. To właśnie tu w okresie międzywojennym znaleziono mnóstwo odłamków krzemienia oraz kości dawnych zwierząt, głównie mamutów. Świadczyły one, że nad brzegiem Dyi znajdowało się niegdyś wielkie obozowisko pradawnych ludzi. Właśnie to odkrycie było natchnieniem dla autora mojej ukochanej książki. Dzisiaj jest to senna miejscowość, znana chyba tylko archeologom i wędkarzom. Ci pierwsi mają tam nawet swój instytut, a drudzy obsiadają ciasno brzegi zalewu Nové Mlýny w nadziei na taaaką rybę.
Historyczną sławę okolicy bardziej wykorzystał sąsiedni Pavlov, gdzie powstało nowoczesne muzeum archeologiczne. Zgromadzono w nim liczne wyroby z kości, kamienia i gliny, odkopane w okolicy. Moi książkowi bohaterowie też rzeźbili z kości i lepili z gliny figurki zwierząt, a teraz podobne rzeczy leżały przede mną w gablotach. Patrzyłem na nie długo, jak na znajome przedmioty zrobione przez współplemieńców Kopacza, a może i przez niego samego.
Od muzeum prowadziła ścieżka na czoło Wzgórz Pawłowskich, zwieńczone ruinami średniowiecznego zamku. Wybraliśmy się tam, żeby obejrzeć ruiny, ale przede wszystkim po to, żeby spojrzeć z góry na okolicę. Przecież to na tych wzgórzach przed wielu wielu laty *Kopacz zatrzymał się i zaczął się rozglądać. Przed nim ciągnęła się rozległa dolina, obramowana na krańcach horyzontu siniejącymi wzgórzami. Po stronie północno-zachodniej wznosiły się one w górę fala za falą, a dopiero wysokie Chrziby jakby podtrzymywały firmament. Na wzgórzach za Dyją widać było gdzieniegdzie rzadkie, zielone gaje i krzakami porosłe łąki; wzdłuż Dyi migotały lśniące jeziorka i wiły się spokojne rozlewiska. A tam w dole nad rzeką, u podnóża góry, widać skórzane namioty – to obozowisko gromady łowieckiej*.
Stanęliśmy pod zamkiem i zobaczyliśmy panoramę jak sprzed tysięcy lat, popsutą jednak współczesnymi wtrąceniami. Przed nami ciągnęła się ta sama dolina, obramowana wzgórzami, a jej północno-zachodni horyzont zamykało pasmo Chrzibów. Na wzgórzach za Dyją widać było rozległe winnice i pola słonecznika, a poniżej zabudowania wsi Strachotin; Dyja tworzyła tu zalew Nové Mlýny, ciągnący się od horyzontu po lewej, po horyzont po prawej stronie. A tam w dole nad wodą czerwieniły się dachy domów – to Dolni Vestonice. Nie przeszkadzały mi ani winnice, ani zabudowania w dole – oczyma wyobraźni widziałem to, co widział Kopacz.
Tak oto spełniłem moje marzenie z dzieciństwa i pobyłem kilka dni na ziemi moich książkowych bohaterów. Żadne szczęście jednak nie trwa wiecznie. Kopaczowa gromada została wygnana przez inną, silniejszą i musiała uciekać w stronę dzisiejszego Brna. Później dotarła w poszukiwaniu terenów łowieckich aż do Bramy Morawskiej, przez którą od zawsze wędrowali ludzie i zwierzęta.
Nasz pobyt nad Dyją też dobiegł końca i – choć nas nikt nie wyganiał – tym samym szlakiem co łowcy mamutów wróciliśmy na nasze dzisiejsze „tereny łowieckie” do TESCO i jarzyniaka w sąsiedztwie.

Podpis: 

Marian 2019
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment)
Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.