https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Córka łowcy demonów
Jana Oliver
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Tatuś cię kocha

Na balkonie, tym pod mieszkaniem Olgi, dostrzegłam jakąś parę, ale nie byłam w stanie ich rozpoznać. Kłócili się. Nagle usłyszałam PLASK.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1209
użytkowników.

Gości:
1208
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81560

81560

Listy do M

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
21-10-24

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Romans/-/-
Rozmiar
125 kb
Czytane
228
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
21-11-11

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: efterlyst Podpis: efterlyst
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Wiem, że nikt nie czyta długich opowiadań. Ale warto spróbować.

Opublikowany w:

tutaj

Listy do M

Listy do M
Jesteś w mojej głowie. Jestem tu, jestem tam, a ty wszędzie ze mną.

Dziewczyna co znalazła ojca

Po sześciu latach pobytu w Warszawie wróciła do swojego domu rodzinnego. Niestety pustego. Nie było już w nim nikogo kto by na nią czekał. Rodzice już dawno
odeszli. Więzi ze znajomymi rozluźniły się. Niespecjalnie miała do kogo zadzwonić. Koleżanki i koledzy sprzed lat pozakładali swoje rodziny.
W wa-wie skończyła studia a potem rozpoczęła pracę w korporacji która ją pochłonęła. Pracowała każdego dnia nawet po czternaście godzin. Na miłość nie miała czasu, zresztą po tym co ją spotkało w jej ostatnim związku nie miała nawet chęci na żadne relacje. Oczywiście faceci próbowali, ale rażeni chłodem Moniki szybko dawali sobie spokój. Później życie w korporacji zaczęło jej doskwierać. Zrozumiała, że firmowe hasło „wszyscy jesteśmy jedną rodziną” jest tylko po to, aby jeszcze bardziej zmobilizować ludzi do jeszcze cięższej i dłuższej pracy nierzadko bez dodatkowego wynagrodzenia. Kiedy potrzebowała pomocy lub nie dawała rady przy zbyt wyśrubowanych terminach, wtedy upominano ją. Twierdzili, że odstaje od grupy i przez nią projekt się nie powiedzie. Któregoś dnia, kiedy już poczuła, że dni są zbyt krótkie na realizację zadań, które korpora wrzucała na jej głowę, po tym jak szefowie ciągle wymagali coraz to większych wyników w pracy, zmęczona po kolejnych kejsach i targetach jakie na nią spadały zrozumiała, że takie życie nie jest dla niej. Wróciła z lunchu usiadła przy komputerze i napisała tekst. Zajęło jej to kilka minut. Podczas tej krótkiej chwili, dziewczyna, która wcześniej wydawała się Moniki przyjaciółką, teraz torpedowała ją komunikatorem zasypując różnymi poleceniami dodając na końcu...
- Zrób to pilnie i nie zawal tego, bo nas rozłożysz.
Monika, dokończyła pismo i wydrukowała je. Do pokoju szefa szła ze spokojem, tym razem bez stresu, a było to miejsce, w którym zawsze było coś nie tak, zawsze czegoś za mało, zawsze za późno. Pokój jak zwykle był otwarty, ale szefa tam nie było.
Nie zdążył wrócić z lunchu – pomyślała.
Pod jego nieobecność zostawiła na klawiaturze komputera wypowiedzenie. Następnie spokojnie wróciła do swojego miejsca pracy i tam spakowała swoje rzeczy do kartonu. Na biurku zostawiła kartę wstępu do firmy i wyszła.
Poczuła się tak bardzo wolna...
Po powrocie z Warszawy założyła firmę. Na początku nic się nie działo, ale kiedy zdobyła pierwszego klienta, gdzie sprawdziła się w stu procentach. Rozesłana dobra opinia zainteresowała innych, którzy chcieli skorzystać z jej oferty. Bardzo się zaangażowała w to co robiła przez co dni stały się bardzo krótkie.
Dzisiaj pierwszy raz od dłuższego czasu wyszła na spacer.
Był bardzo ciepły wrześniowy wieczór szła rozmyślając nad swoją przyszłością. Kiedy była na moście, tak jak kiedyś jeszcze przed studiami usiadła na barierce i spuściła nogi od strony wody.
Poczuła się tak jak kiedyś, kiedy nie miała żadnych problemów życia codziennego, a było to jeszcze przed studiami w Warszawie. Przychodziły tutaj w nocy i z koleżankami i siadały spuszczając nogi na niebezpieczną stronę.
Wszystko było wtedy takie proste – pomyślała.
Miasto już spało, było pusto, tylko w oddali szedł mężczyzna.
Zamyśliła się.
Proszę się nie ruszać, to niebezpieczne – zawołał ktoś z tyłu wyrywając ją z zamyślenia.
Odwróciła się, stał tam dość wysoki mężczyzna w średnim wieku, który bez namysłu wszedł na barierkę i usiadł koło niej również spuszczając nogi na stronę rzeki.
- Co pan robi? – Zapytała.
- Nic – odparł wyraźnie zaniepokojony – robię to co ty robisz, skoczę z tobą.
- Nie możesz skoczyć gdzieś indziej i zostawić mnie w spokoju? -zapytała. Ten most jest długi,
starczy miejsca dla wszystkich.
- Ale ja nie chcę skakać – odparł. - Chcę jeszcze trochę pożyć, ale jak ty tego chcesz - i w
tym momencie chwycił Monikę silnie za rękę, - to mnie za sobą pociągniesz. Chcesz tego?
- Puść mnie, odczep się ode mnie dziadu – krzyknęła przestraszona próbując się wyrwać z mocnego
chwytu. Nie udało się
- Daj mi spokój, odpierdol się facet. - Mówiła jednocześnie próbując się uwolnić.
- No ale po co te słowa? Takie epitety w ustach młodej dziewczyny nie przystają.
- No chyba nie będziesz mnie moralizował?
- Oczywiści, że nie będę, ale takie słownictwo jakoś zabrzmiało mało naturalnie w twoich
ustach. To nie są słowa, które do ciebie pasują.
- A właściwie jak się czujesz? - Zapytał zmieniając temat.
- Gówno cię to obchodzi, zresztą nie jesteśmy na TY.
- Przepraszam -odparł. - Jestem starszy więc wydawało mi się, że mogę, ale jeśli nie, to będę
mówił „pani”, zatem jak ma pani na imię?
- Już raz mówiłam, ale powtórzę. gówno cię to obchodzi
- odparła. Mówiąc to zastanawiała się nad tym, co się stanie, jeśli ten czub postanowi skoczyć
- ciągnąc ją za sobą. Była przerażona.
- To fakt, mówiłaś, Przepraszam, pani mówiła, - powiedział głęboko akcentując słowa „pani”.
- Myślałem, że znając imię ułatwi nam to naszą rozmowę, ja mam na imię Piotr. Nie musisz do
mnie mówić per pan. Mów mi po prostu Piotrze.
- Ale ja nie chcę nowych znajomości – odparła. I nie chcę z nikim rozmawiać. Puść mnie palancie
i zostaw mnie w spokoju.
Nie zdążyła skończyć myśli, kiedy facet skulił się w kłębek po czym przechylił się do tyłu i nie puszczając jej nadgarstka obsuną się na plecy.
Zaczęli spadać. W ułamku sekundy pomyślała tylko że spadają nie w otchłań rzeki, lecz do tyłu na chodnik. Najpierw upadł on, ona zaś przykryła go spadając na niego bezwładnie.
Słyszała głuche uderzenie jego głowy o beton. Dla niej było to dość miękkie lądowanie.
- Co ty kurwa robisz?! - Krzyknęła.
On popatrzył na nią tępym wzrokiem.
- Boli mnie serce – odpowiedział i stracił przytomność.
W pierwszej chwili pomyślała, że boli go, bo na niego upadła, ale po chwili przyszło jej do głowy, że może dostał zawału serca i z tego powodu obsunął się na ziemię ściągając ją z barierki.
Oddychał, przyłożyła ucho do jego klatki piersiowej, serce biło.
- To dobry znak, serce bije - powiedziała do nieprzytomnego. Próbowała go ocucić, oklepują go
po twarzy.
- Piotrze, panie Piotrze, niech się pan obudzi.
Bezwładna głowa obsunęła się na bok. Dopiero teraz zauważyła plamę krwi pod jego potylicą.
Położyła nieznajomego na boku, wyjęła z kieszeni komórkę i zadzwoniła na 112.
- Co mu się stało -zapytał ratownik?
- Nie wiem, upadł, powiedział, że boli go serce, po chwili stracił przytomność.
Przy upadku rozbił głowę.
Ratownicy położyli nieprzytomnego na nosze i umieścili w karetce zamykając za sobą drzwi. Zanim odjechali dowiedziała się, że boją się urazu głowy i w związku z tym zawiozą go na neurologię.
- Kurwa, dlaczego wszystko musi przytrafić się właśnie mi? Siedziałam na tej barierce setki
razy i nagle teraz....
- On chyba naprawdę myślał, że skoczę. Ratując mi życie o mało nie zginął - myślała.
- Oby przeżył.
Zadręczała się myślami jeszcze przez chwilę, ciągle stojąc w miejscu, w którym to wszystko się wydarzyło, zauważyła jakiś przedmiot na krawędzi krawężnika kilka metrów dalej. Podeszła bliżej, była to komórka. Pomyślała, że na pewno wypadła panu Piotrowi, kiedy się przewrócił. Telefon działał i nie miał żadnych zabezpieczeń, przez co wyświetlacz pokazał cała jego zawartość. Była pierwsza w nocy.
Zajrzała na odebrane rozmowy. Ostatni dzwoniący do tego numeru to Adam. Dzwonił o dwudziestej.
- Może to rodzina? - pomyślała. - Muszę kogoś poinformować, ale dzisiaj jest za późno. - -
- Zadzwonię jutro. - A może umarł?
Przez chwilę chciała zadzwonić do szpitala i dowiedzieć się czegoś więcej, ale zabrali go kilka minut temu, to zbyt wcześnie.
Postanowiła iść do domu i dopiero jutro rozpocząć poszukiwanie pana Piotra i kogoś z jego rodziny.
- A może ktoś na niego czeka w domu i jest zaniepokojony. Niezależnie od pory nocy muszę zadzwonić i powiadomić rodzinę. - Bez zastanowienia wybrała numer do Adama. Po pięciu sygnałach odezwał się zaspany głos.
- Cześć Tato, czy coś się stało? Jest noc - zapytał zaspany i zaskoczony głos.
- Dobry wieczór, mam na imię Monika, znalazłam ten telefon na ulicy, czy zna pan właściciela?
- To numer mojego taty – odpowiedział.
- Komórka leżała na chodniku, a przed chwilą karetka zabrała stąd mężczyznę, który upadł,
podejrzewam, że to jego komórka. Jak wygląda pański tata? - Zapytała.
- Proszę mi opisać ojca. Musimy być pewni, że rozmawiamy o tym samym człowieku.
- Jest dość wysokim facetem po pięćdziesiątce, ma na imię Piotr.
- Zgadza się – odpowiedziała, - pańskiego tatę zabrała karetka, upadł i uderzył głową o
chodnik. Widziałam to, wezwałam pogotowie. Powiedzieli, że zabierają pańskiego tatę na
neurologię. Potem znalazłam telefon, który mu wypadł i dlatego dzwonię. Bałam się, że ktoś
będzie się niepokoił, nie chciałam czekać do jutra.
- Dziękuję, że mnie pani powiadomiła, zadzwonię do szpitala i dowiem się czegoś więcej i na
pewno jutro przyjadę do ojca. Jak mogę odebrać od pani telefon taty?
- Proszę do mnie zadzwonić jutro, jakoś się umówimy.
- Nie mam numeru telefonu do pani.
- To proszę zadzwonić na telefon taty, mam go przy sobie.
- No tak – odparł, - to jutro zadzwonię.


Piotr

Czuł się samotnie, trzy miesiące temu umarła jego żona. Później syn wyszedł z walizką i rozpoczął swoje dorosłe życie. Piotr został sam w domu. Nie tak wyobrażał sobie swoją wczesną jesień życia.
Tego dnia zdecydował się na to, długo zwlekał z decyzją. Wyjął z szuflady rolkę niebieskich worków na śmieci i wszedł do sypialni. Otworzył szafę z ubraniami żony.
Chciał to mieć za sobą, myślał, że kiedy pozbędzie się jej ubrań wtedy ból po jej stracie ustąpi.
Pakując zobaczył na wieszaku czerwoną sukienkę, zdjął ją z wieszaka i już miał ją włożyć do worka, jednak na chwilę się zatrzymał. Pomyślał chwilę po czym ponownie założył ją na wieszak, który powiesił na drzwiach szafy.
Usiadł przed nią, a przed oczami pojawiły się obrazy z przeszłości. Stała ubrana w tę czerwień przed lustrem i z radością w oczach przeglądała się sobie z każdej strony.
Jej twarz była rozpromieniona, zadowolona z nowej sukienki, a przede wszystkim z siebie.
Podsunął twarz do materia, powąchał go. Wydawało mu się, że materiał ciągle nasycony był zapachem jej perfum.
Zamyślił się z lekkim uśmiechem na twarzy, a jego oczy przybrały blask szkła.
Sukienkę zostawił. Resztę ubrań wywiózł do PCK.
Kiedy wrócił usiadł na sofie, myślał, że jak wywiezie rzeczy żony będzie mu łatwiej, ale nie było. Czuł się przygnębiony, dawne obrazy wróciły. Przesiedział tak w zamyśleniu dłuższy czas, a kiedy się ocknął, siedział w półmroku wieczorowej pory. To był bardzo ciepły wieczór. Pomyślał, że musi się przejść, zatem wstał założył bluzę dresową i wyszedł na spacer.
Tego wieczoru długo chodził rozmyślając nad swoim życiem.
- A gdybym dzisiaj umarł – pomyślał - czy osiągnąłem wszystko co chciałem?
Był sam, wybudował domy, które stoją puste. Przez wiele lat pracował, aby dać swojej rodzinie godziwe życie.
Zawsze zaganiany. Wychodził rano i wracał wieczorem, kiedy syn często już spał.
Dopiero teraz rozumiał, że właściwie spotykał dziecko tylko w niedziele, a to za mało. Całe dzieciństwo syna umknęło mu.
Z zamyślenia wyrwał go obraz siedzącej na krawędzi mostu dziewczyny. Miała spuszczone nogi nogi na stronę wody. Natychmiast zrozumiał, że ona chce popełnić samobójstwo. Ruszył w jej stronę.
- Proszę się nie ruszać, to niebezpieczne – zawołał, bez namysłu wszedł na barierkę, usiadł
koło niej i jak ona spuścił nogi w stronę rzeki.
Był przerażony. Lęk wysokości dawał się we znaki. Nogi drętwiały mu ze strachu, a słowa wypowiadane zaciskały się w gardle. Złapał dziewczynę za rękę...
Chwilę rozmawiali, źle się czuł, lęk wysokości paraliżował całe ciało po chwili stres dał o sobie znać. Poczuł silnie bijące serce w okolicach gardła. Zaczął słabnąć. Był świadomy tego, że za chwilę upadnie. Pomyślał, że jak straci przytomność, to wciągnie dziewczynę do wody na pewną śmierć.

Resztka sił przechylił się na plecy i ciągnąc za sobą samobójczynię upadli na chodnik po bezpiecznej stronie barierki.
Co ty kurwa robisz? - Krzyknęła.
On popatrzył na nią tępym wzrokiem.
Boli mnie serce – odpowiedział i stracił przytomność.
Miał pewne przebłyski, wydawało mu się, że ona mówi do niego.
To dobry znak, serce bije – słyszał.
Piotrze, panie Piotrze, niech się pan obudzi. - To były ostatnie słowa jakie zapamiętał z tamtej nocy.

Adam

Wstał wcześnie, spakował się, w międzyczasie ojciec przygotował śniadanie.
Nie byli rozmowni. Żaden z nich nie chciał rozmawiać. Przygnębiająca atmosfera, która wisiała nad nimi od wielu tygodni nie ustępowała.
Zjedli śniadanie w ciszy, następnie Adam ubrał się i był gotowy do wyjazdu.
- Spakowałeś wszystko? - zapytał Piotr.
- Tak. Przynajmniej tak mi się wydaje. Zresztą nie jadę na koniec świata, jeśli czegoś
zapomniałem, to albo kupię na miejscu, albo zabiorę jak przyjadę do ciebie w odwiedziny.
- Wiesz – przerwał ojciec. - Nie chciałbym abyś jechał. Wolałbym mieć ciebie w domu. No ale
taki twój wybór, jednak pamiętaj, to jest twój dom. Cokolwiek się stanie możesz tu wrócić i
razem poradzimy sobie z każdą przeciwnością losu.
- Dziękuję tato.
Uściskali się na pożegnanie po czym Adam wyszedł. Później dotarło do niego, że może to był ostatni dzień, kiedy wstał jako domownik, a później będzie już tylko dzieckiem, który wyfrunął z domu.
Czy tak zaczyna się moje dorosłe życie? A może nie uda mi się i wrócę do mojego rodzinnego domu, aby zaczynać swoją dorosłą przyszłość od nowa. - W taksówce na dworzec pomyślał o pożegnaniu z ojcem, wzruszył się.
Bilet do Warszawy miał w telefonie, postanowił jechać w pierwszej klasie, chciał siedzieć z dala od ludzi, a wydawało mu się, że właśnie nie będzie tam zbyt ciasno. I tak też się stało przedział był pusty, siedział sam. Wyjął książkę i zaczął czytać, jednak co chwilę wybudzał się łapiąc się na tym, że nie pamiętał tego, co dotychczas przeczytał. Głowa była zajęta zupełnie innymi myślami.
- Dzień dobry. Można? - Zapytał mężczyzna, który wszedł do przedziału.
- Można – Adam odpowiedział wbrew sobie.
Mężczyzna usiadł po drugiej stronie przedziału.
- Daleko pan jedzie? -Zapytał.
- Do Warszawy – Adam odpowiedział starając się sprawić wrażenie, że czyta i nie jestem
zainteresowany rozmową.
- Ja też, do domu jadę – zaczął współpasażer.
No i wtedy się zaczęło. To był słowotok. Pasażer opowiadał o sobie, rodzinie, o pracy, właściwie o wszystkim.
Adam słuchał z uśmiechałem na twarzy, na początku z grzeczności, bo chciał, aby pan z przeciwka ucichł. Po chwili zrozumiał, że książka, którą czytał nie ma szans.
Zamknął powieść i słuchał tego co pan z przedziału miał do powiedzenia, a miał naprawdę dużo.
Adam poznał jego rodzinę, tą bliższą i tą dalszą, a potem jej najdalsze zakątki powinowactwa. Na początku zastanawiał się ileż to można wypowiedzieć słów bez oddechu, bo gadatliwy mówił na wydechu bez przerwy. Tak jakby nie obowiązywały go żadne ograniczenia związane z dostarczaniem tlenu do organizmu.
Jakieś pół godziny później do przedziału wszedł konduktor, zeskanował bilet Adama. Potem obejrzał bilet gaduły i rzekł.
- Ale pan ma drugą klasę, musi pan przenieść się do miejsca, które pan wykupił.
- Tak wiem - odparł gaduła. - Dopłacę do pierwszej klasy i zostanę tutaj. Tak mi się dobrze rozmawia z tym panem.
Adam uśmiechnął się do gadatliwego.
Gadatliwy dopłacił do biletu i i został w przedziale.
To były trzy godziny monologu. Każda z postaci o których opowiadał, to osoby niezwykle barwne. Prości ludzie, a każdy z nich mogłyby stać się materiałem na dobrą książkę. Podróż dobiegła końca, panowie podali sobie ręce na pożegnanie i rozeszli się w swoich kierunkach.
Adam, wsiadł do autobusu 522 i według wskazówek Marty, które wysłała mu sms-em. Miał wysiąść na ulicy Rzeczpospolitej. Klucz czekał w recepcji. Marty nie było w domu.
- No cóż, trochę przedłużyło mi się w pracy. Rozgość się, jak wrócę to ciebie zakwateruję.
Adam i Marta jakiś czas temu byli parą, po jakimś czasie ich zaangażowanie do siebie wygasło,
zostali przyjaciółmi. Później ona wyjechała do Warszawy do pracy. Przyjęli ją w korporacji na stanowisko Project Leader. Miała wdrożyć w firmie jakąś rutynę. Adam dokładnie nie wiedział o co chodzi, tego miał się dowiedzieć, jak zacznie pracę. Wiedział tylko, że będzie jej prawą ręką.
To były trzy miesiące ciężkiej pracy, ale to adamowi nie przeszkadzało.
To co mu doskwierało, to poniżające traktowanie pracownika przez kierownictwo. Wymagali bardzo dużo, aby sprostać ich wymaganiom ośmiogodzinny dzień pracy każdego dnia musiał się wydłużyć, nie rzadko o połowę. Oczywiście nie można było mieć oczekiwań, że za ponadnormatywny czas pracy pracownik będzie miał zapłacone. Pracodawca niemal codziennie pisał do wszystkich maile, że to nie jest poświęcenie, tylko duma, z faktu, że mogą pracować dla takiej firmy jak ta.
Adam miał porównanie, z tym jak jego ojciec, co prawda w malutkiej firmie traktował swoich ludzi. Pamiętał jak ojciec mówił.
Pieniądze to jedno, ale z niewolnika nie zrobisz pracownika.
Traktuję ludzi z szacunkiem, jak sąsiada, jak panią w sklepie na osiedlu. Trzeba być przyzwoitym.
Tutaj tej przyzwoitości brakowało Adamowi. Marta, która jeszcze do niedawna była przyjaciółką, w pracy stawała się konserwatywnie zapatrzona w ideologię firmy.
Głosiła hasło, że wszyscy jesteśmy jedną rodziną, ale z zewnątrz widać było, że większość dzieci jest od macochy, a tylko kilkoro od tej właściwej matki.
Marta nawet w mieszkaniu, w którym Adam wynajmował pokój,jedynym tematem rozmów był projekt i firma. Adam nie rozumiał, jak można tak bardzo przesiąknąć ideologią. Jak się później dowiedział, Marta zaraz po zatrudnieniu przeszła miesięczne szkolenie, podczas którego według Adama ktoś wyprał Marcie mózg. Sam Adam nie przeszedł takiego szkolenia, ponoć zaczęto obniżać koszty i od jakiegoś czasu nowi pracownicy od razu szli na głębokie wody, a ideologię jednej, wielkiej rodziny mieli im wpajać kierownicy. Oczywiście w przypadku Adama jego mentorem w firmie miała być Marta. Adam, który wielokrotnie przebywał w firmie ojca i widział, jak traktuje się pracownika, nie mógł zaakceptować zasad, które występowały przeciwko przyzwoitości.
Minęło sporo czasu, codzienność i dwunastogodzinny dzień pracy pozwolił, aby organizm nie myślał o straconych możliwościach. Głowa przyzwyczaiła się do wymuszonego trybu pracy.
Aż do momentu, kiedy w nocy zadzwonił telefon
Adam spał, a zmęczony Adam nie mógł się obudzić.
Wraz z dzwonkiem wybudzona za ścianą Marta zaczęła stukać w ścianę.
- Odbierz to, bo nie wyśpię się do pracy, mam spotkanie zarządem o dziewiątej rano – Wykrzykiwała
z oddali.
Adam wziął smartfona do ręki. Piotr wyświetlił się na wyświetlaczu. Szefowa Marta ciągle dokazywała za ścianą.
- Cześć Tato, czy coś się stało? Jest noc. - Adam zapytał zachrypniętym zaspanym głosem.
- Dobry wieczór, mam na imię Monika, znalazłam ten telefon na ulicy, czy zna pan właściciela?
- To numer mojego taty – odpowiedział Adam.
- Komórka leżała na chodniku, a przed chwilą karetka zabrała stąd mężczyznę, który upadł,
podejrzewam, że to jego komórka. Jak wygląda pański tata? - Zapytała.
- Proszę mi opisać ojca. Musimy być pewni, że rozmawiamy o tym samym człowieku.
- Jest dość wysokim facetem po pięćdziesiątce, ma na imię Piotr.
- Zgadza się – odpowiedziała, - pańskiego tatę zabrała karetka po tym jak upadł i uderzył głową
o chodnik. Widziałam to, wezwałam pogotowie. Powiedzieli, że zabierają pańskiego tatę na
neurologię. Potem znalazłam telefon, który mu wypadł, dlatego dzwonię. Bałam się, że ktoś
czeka na niego i lepiej, żeby wiedział, gdzie pan Piotr trafił.
- Dziękuję, że mnie pani powiadomiła, zadzwonię do szpitala i dowiem się czegoś więcej. Jak
mogę odebrać od pani telefon taty?
- Proszę do mnie zadzwonić jutro, jakoś się umówimy.
- Nie mam pani numeru telefonu.
To proszę zadzwonić na telefon taty, mam go przy sobie.
- No tak – odparł, - to jutro zadzwonię.
Jeszcze tej samej nocy sprawdził połączenia kolejowe i kupił bilet.
Rano spotkał się z Martą w kuchni.
- Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny - zaczęła rozmowę.
- Ale o co ci chodzi?
- Te twoje nocne telefony całkowicie wybiły mnie ze snu. Dzisiaj mam spotkanie z zarządem, a
jestem całkowicie rozwalona, przez ciebie.
- Przepraszam, to był pilny telefon. Mój tata trafił do szpitala.
- Marta popatrzyła na Adama. - Lubię twojego tatę, ale przez niego nie chce stracić tego projektu.
- Mój tata jest w szpitalu, potrzebuję dwa dni urlopu, aby zobaczyć co u niego, muszę go
odwiedzić.
- Kurwa, pracujesz tu już trzy miesiące i dalej nic nie rozumiesz? Gówno mnie to obchodzi, że ktoś
jest chory, przecież jest w szpitalu, no to niech się nim zajmą. Ty będziesz tam tylko
przeszkadzał. Pamiętaj, że ryzykujesz powodzeniem projektu, zatem wracasz natychmiast do pracy,
bo projekt jest najważniejszy. Ja jadę do biura, bo mam spotkanie z zarządem. Po spotkaniu masz
tam być. Nasz TEAM się spotyka o godzinie jedenastej, masz tam być! - Po czym wyszła obrażona.
- No to się projekt zawali – powiedział sam do siebie, następnie spakował wszystkie swoje rzeczy.
Pół godziny później wsiadł do taksówki i pojechał na dworzec PKP.
Był już daleko od Warszawy, kiedy dostał SMS-a od Marty.
- Widzę, że wybrał pan inną drogę rozwoju swojej kariery rozbijając przy tym i niszcząc nasze
od lat wypracowane wartości. Tego tutaj nie akceptujemy. Stwierdzam, że od dzisiaj nie jest
pan pracownikiem naszej firmy.
Project Leader Marta Trog.

- Przyjaciółka – pomyślał. - Cyborg nie przyjaciółka.




Piotr

Obudził się w szpitalu, miał zabandażowaną głowę i bolała go klatka piersiowa. Zrobili mu serię niezbędnych badań i położyli na sali.
Dobry wieczór – Głos lekarza wybudził Piotra.
- Jak się pan czuje?
- Dziękuję, już lepiej.
- Mam pańskie wyniki i nie są najgorsze.
Jest pan bardzo zajęty w pracy?
- Jestem.
- No widać, trochę ma pan mało odpoczynku, ma pan pięćdziesiąt
pięć lat i chce pan sobie skrócić życie. Jest pan zmęczony i stres
trochę panem potrzepotał.
Jest pan zdrowy, ale zmęczony. Potrzebuje pan wypoczynku.
Jutro zrobi pan jeszcze kilka wyjaśniających badań i jak będzie
dobrze, to wypiszemy pana do domu. Póki co niech pan
wypoczywa. - Lekarz pożegnał się.
Następnego dnia Piotr obudził się, kiedy na korytarzu rozpoczął się poranny szpitalny gwar.
Po śniadaniu pielęgniarka zaprowadziła Piotra na badania uzupełniające, a kiedy wrócił w pokoju pojawiła się ona, dziewczyna z mostu. Od razu ją rozpoznał.
- Dzień dobry. To ja, dziewczyna z mostu...


Monika


Następnego dnia Monika pojechała do szpitala.
- Dzień dobry. To ja, dziewczyna z mostu...
- No widzę, poznaję panią, miło, że pani mnie odwiedziła. - Odpowiedział Piotr.
- No wie pan, musiałam. W końcu ratował pan moje życie. Jest mi głupio, że naraziłam pana na
niebezpieczeństwo.
- Jak widać nic strasznego się nie stało – odpowiedział.
Mam nadzieję, że nie będzie pani chciała tego powtórzyć, bo może mnie wtedy nie być w
pobliżu.
- Obiecuję, że już nigdy - odpowiedziała z poważną miną. Już wcześniej postanowiła, że nie będzie
wyprowadzała z błędu pana Piotra i nie powie mu, że wcale nie chciała popełniać
samobójstwa...
- A ja obiecuję, że nie będę pytał, co panią kierowało, żeby aż tak daleko się posunąć, ale
powie
mi pani teraz jak ma pani na imię?
- Powiem, mam na imię Monika. Jak się pan czuje?
- Świetnie - odpowiedział. - Zrobią mi jeszcze kilka badań i chyba jutro wychodzę.
- Ale co się panu wtedy stało?
- Lekarz powiedział, że przepracowanie i stres, za dużo pracuję i nie
mam czasu na odpoczynek, ale dzisiaj czuję się dobrze. Boli mnie
trochę klatka piersiowa, no ale cóż. Wbiła mi się pani łokciem w
żebra. To akurat dobrze zapamiętałem. W każdym razie czuję się już dobrze.
- Ojej przepraszam, nie chciałam panu zrobić krzywdy.
- Spokojnie -odparł. - Najważniejsze, że żyjemy.
- O! Zapomniałabym mam pański telefon tutaj, wypadł panu na moście. -Wyjęła z torby aparat i
podała Piotrowi.
- Dziękuję, myślałem, że go zgubiłem i bardzo się cieszę, że go pani znalazła.
- Powiadomiłam z tego aparatu pańskiego syna, powinien tu dzisiaj pana odwiedzić.
- Tak powiedział? Ma przyjechać? Kilka miesięcy temu wyjechał do Warszawy znalazł tam pracę.
Ponoć wymagającą pełnego zaangażowania w wykonywaniu swoich obowiązków, a uzyskanie tam
jednego wolnego dnia graniczy z cudem.
- Ja też pracowałam w takiej firmie, masakra, rzuciłam to i wróciłam, jest mi tu naprawdę
lepiej.
- A mogę spytać, czym się pani zajmuje?
- Tak, założyłam małą firmę cateringową.
- Naprawdę? To może skorzystam. Ja mam firmę produkcyjną, zapewniam swoim pracownikom tak
zwaną zupę z wkładką.Ma pani wizytówkę?
- Zupa z wkładką to moja specjalność, mam wizytówkę już daję. -Zaczęła szukać w torbie.
- No gdzieś tu były, na pewno je mam. - Znalazła po dłuższej chwili.
- O! Wiedziałam, że mam, proszę - podała mu brązowy kartonik.
- Piotr uśmiechnął się - ponoć kobiece torebki mieszczą w sobie wszystko, ale trudno tam
cokolwiek znaleźć.
- Ma pan rację, kiedy dzwoni telefon, to nigdy nie udaje mi się go znaleźć. Niemal zawsze muszę
oddzwaniać.



Adam
W szpitalnej recepcji dowiedział się w której sali leży jego ojciec.
- O mój syn się pojawił - zareagował Piotr widząc Adama wchodzącego na salę.
- No chodź, uściskam ciebie po tym okresie rozłąki. Miło, że mnie odwiedziłeś,
trzeba było się wywalić na moście, żeby syn mnie odwiedził?
Przy łóżku stała dziewczyna, odwróciła się w stronę Adama, była piękna...
- Tato, dzień dobry, dobrze wyglądasz i miło ciebie znów widzieć.
- Poznaj panią Monikę, to ona zadzwoniła po pomoc, kiedy zadygotało mi serce.
Mężczyzna wstał, podał rękę na przywitanie pięknej, szczupłej, wysokiej brunetce w jego wieku. Włosy miała proste, przystrzyżone do ramion.
- Mam na imię Adam, jestem synem tego tutaj pacjenta, ale to już pani wie, bo przecież wczoraj
rozmawialiśmy.
- Monika jestem - przywitała się wpatrzona w oczy Adama.
On patrząc na nią trochę dłużej niż zwyczajowo przetrzymał jej dłoń. Wszystko to na oczach ojca, który zauważył, że między nimi pojawiła się mała iskra pierwszego zainteresowania.
- Chciałem dzisiaj do pani zadzwonić.
- Już oddałam telefon panu Piotrowi zatem przekazanie aparatu samo się rozwiązało. A teraz nie
będę panom przeszkadzała, pójdę już. Cieszę się, że wszystko dobrze ze zdrowiem. - Zwróciła się
do Piotra.
- Czekam na telefon w sprawie cateringu, oczywiście jeśli się pan zdecyduje.
Pożegnała się i wyszła. Piotr obserwował jak Adam odprowadzał dziewczynę wzrokiem do drzwi.


Piotr

- Masz do niej nr telefonu? Zapytał Piotr.
- Nie mam.
- Ale przecież dzwoniła do ciebie.
- No dzwoniła, ale z twojego aparatu, zatem ja nie mam jej numeru, a o co chodzi?
- Nic, tak pytam. Mam jej wizytówkę. Jakby nie zostawiła, to kontakt mógłby się urwać, a tak to
kto wie? Ale pytałeś o zdrowie -kontynuował.
- Zrobią mi jeszcze jakieś badania i jutro wychodzę. Czyli nic mi nie jest i jestem zdrowy.
Skoro miałeś problemy z urlopem w tej waszej korporacji, to nie trzeba było przyjeżdżać. Ale
bardzo się cieszę, że udało ci się odwiedzić ojca po wielu miesiącach.
- Tato, a co byś powiedział, jakbym został tutaj i nie szukał już szczęścia w Warszawie?
- Naprawdę? Zmieniłeś zdanie i będziesz pracował u mnie?
- No jeśli twoja oferta jest ciągle aktualna to chętnie.
- Synek, to nie jest moja oferta. To jest nasza firma i ty będziesz ją
dziedziczył zatem, czym prędzej zaczniesz tu pracować i
zdobywać doświadczenia, tym lepiej dla ciebie jako przyszłego
właściciela. Poradzisz sobie z tym szybko, obiecuję.
- Tato masz rację, te ich korporacje to nie to, czego się spodziewałem. Wolę twój sposób
prowadzenia firmy.
- Mam rozumieć, że już skończyłeś pracę w Warszawie?
Tak, kiedy powiedziałem im, że mój ojciec jest chory i chciałem dwa dni urlopu, nie zgodzili
się, ponoć zawaliłoby to ich projekt. No to niech się wali pomyślałem, wyszedłem bez
wypowiedzenia.
- No ale była tam ta Marta, wydawało mi się, że jesteście razem, też wróciła z tobą?
Tato, nie wróciła ze mną, nie jesteśmy razem od dawna. Jeszcze przed wyjazdem do wa-wy nie
byliśmy parą. I dobrze, bo okazało się, że firma była ważniejsza od wszystkiego. Ona o niczym
innym nie rozmawiała, tylko o projektach w korporacji. Wyglądało jakby była w jakieś sekcie,
totalnie pochłonięta tym co robi. W jej fanatycznym postrzeganiu świata nie było miejsca na
życie prywatne, a co gorsza jak się później okazało wymagała tego od innych pracowników. Ja
tak nie potrafiłem, dlatego rzuciłem wszystko i wróciłem do domu.
Kiedy siedziałem w pociągu wysłała mi sms-em wymówienie,
tak jakby to była jej decyzja, a ja już i tak bym tam nigdy nie wrócił.
- Cieszę się z twojej decyzji synu. Uważam, że praca jest dodatkiem do życia, a nie odwrotnie i
tak trzymaj.
- Zmieniłeś się tato. Kiedyś mówiłeś inaczej.
- Masz rację synek i nie popełnij tego samego błędu co ja.
Nigdy nie zabieraj pracy do domu i nie spędzaj w niej całego dnia.
Życie jest po to, żeby żyć. Żałuję, że tak mało przebywałem w domu. Zawsze miałem jakieś inne
cele, a dla was tego czasu nie starczało.
- Tato, ale nigdy nie czułem się przez ciebie jakoś zaniedbany. Zawsze, kiedy ciebie
potrzebowałem byłeś w pobliżu dając mi wsparcie.
- Cieszę się Adam, że nie odczułeś zaniedbania. Ja jednak zawsze miałem w głowie ten pęd d0
domu. Wydawało mi się, że każda chwila poza domem, jest stratą dla rodziny. Kiedy mama nagle
umarła, uświadomiłem sobie, że myśmy nigdy ze sobą nie porozmawiali. Odnoszę wrażenie
ogromnego niedosytu, który został po jej śmierci.
- Tato, jesteś świetnym ojcem i byłeś doskonałym mężem, tęsknisz za mamą i dlatego tak się
czujesz. Zresztą ja też tęsknię, taka kolej rzeczy. Nie obwiniaj się staruszku, naprawdę
byłeś i jesteś świetnym. Ojcem.
- Piotr uśmiechnął się słysząc słowa syna, Nagle się ocknął.
Zaraz, zaraz, co ty powiedziałeś? Staruszku? Nie jestem jeszcze taki stary ja ci jeszcze to
udowodnię gówniarzu jeden.

Adam

Przyjechał do szpitala po ojca, który właśnie został wypisany. W kantynie zjedli, po czym wyszli w stronę samochodu.
- To co tato chcesz jechać do firmy.
- Nie synek, dzisiaj mamy urlop. Juto tam pojedziemy, a teraz do domu. Niby tylko dwie noce w
szpitalu, a jednak człowiek tęskni za domem.
- Tato, ja ciebie nie poznaję, jeszcze parę dni temu byś nie zniósł dnia bez firmy, a teraz..?
- Przez jakiś czas firma będzie działała beze mnie, a mnie ostatnio trochę się
przewartościowało w głowie i póki co jest mi z tym dobrze.
Następnego dnia punktualnie o godzinie dziewiątej weszli do firmy.
- Dzień dobry.
Piotr przywitał się z recepcjonistką oraz z każdym napotkanym pracownikiem,
którego spotkał w drodze do swojego biura. Za nim Adam. Wszyscy go tutaj znali, w końcu od czasu do czasu odwiedzał ojca w pracy. Mimo to nie czuł się zbyt swobodnie w nowym otoczeniu. Kiedy weszli do gabinetu Piotr podniósł słuchawkę i zadzwonił.
- Dzień dobry, pani Zofio, chciałby panią prosić, aby zwołała pani spotkanie wszystkich naszych
kierowników w moim gabinecie. Tak, na dziewiątą trzydzieści zapraszam wszystkich. Aha i
chciałbym, aby pani też tam była.
- Oj wiem, przepraszam za grubiaństwo z mojej strony! Wiem,
wiem, zawsze pani jest na spotkaniach i powiem pani, że właśnie
dlatego wszystkie są tak świetnie udokumentowane przez panią.
Dziękuję. - Odłożył słuchawkę.
- No to wypijemy kawę - zwrócił się do Adama, - a za niecałe pół godziny spotkamy się z
kierownictwem. Wyszli do kuchni.
- Tutaj jest miejsce, gdzie się spotykamy na luzie. Tu są zabronione rozmowy o pracy i ściśle
tego przestrzegamy. Tu nie odbieramy telefonów, a jak zadzwoni, to odbieramy na zewnątrz, tu
odpoczywamy. I jeszcze jedno. Masz tu kapsułki kawy i saszetki z herbatą. Tam z boku na
trzeciej półce jest miejsce pani Zofii. Ona ma tam kapsułki kawy swojego wyboru, taka kawowa
play lista jej wyboru. Zanim wybiorę kapsułkę z magazynku najpierw podglądam co pije Zofia,
następnie wybieram ten sam smak z naszego magazynku. Adam, jeszcze nigdy się nie zawiodłem. - - A, i jeszcze jedno. Nigdy nie mów jej, że ją podglądam kawowo.
- Tato, milczę jak grób i wybieram zieloną kapsułkę, która rzuciła mi się w oczy na trzeciej
półce.
- Uczysz się synu. To dobrze. - Uśmiechnął się do Adama.


Piotr

Punktualnie o dziewiątej trzydzieści kierownicy rozpoczęli cotygodniowe spotkanie z właścicielem.
- Dzień dobry, miło, że widzimy się tutaj w naszą kolejną środę. Ostatnio tyle się wydarzyło,
że poważnie stawiałem pod znakiem zapytania nasze dzisiejsze spotkanie. - Mówiąc to cały czas
zmagał się z komputerem i prezentacją.
- Jestem wiekowym, mało technicznym mężczyzną i coś mi tu nie działa. Proszę mnie uratować pani
Zofio.
Uratowała. Trwało to trzy sekundy i obraz z komputera wyświetlił się na ekranie.
- Dziękuje pani - patrząc na nią kontynuował. To właśnie o tym i innych cudach mówiłem podczas
naszej ostatniej rozmowy. - Zofia uśmiechnęła się, a na policzkach pojawił się lekki
rumieniec.
- Dobrze, jak zwykle prezentacja będzie nagrywana, następnie udostępniona na intranecie,
zaczynamy. Nasze wskaźniki w tym miesiącu są o drobinę wyższe niż zakładaliśmy i to nas
cieszy. Do tego należy dodać, że zadowolenie klienta jest na bardzo wysokim poziomie.
Oznacza to, że jest to kolejny miesiąc, w którym robicie nieziemsko dobrą robotę. Dziękuję
wszystkim za to. - Spotkanie trwało jeszcze dwadzieścia minut. Piotr wyświetlał wyniki firmy
i dziękował za sukcesy. Zdarzały się też wpadki, ale o tych mówił na końcu.
- Małe przypomnienie. Zaczęły, zdarzać się przypadki... Tutaj naświetlił problem, na które
chciał zwrócić uwagę. - Dlatego zwróćcie szczególna uwagę, żeby jak najrzadziej to się
powtarzało. I jeszcze raz, dziękuję za wasz wniesiony wkład. Doceniam to co robicie.
Na zakończenie chciałbym przedstawić mojego syna Adama.
Dzisiaj zaczął pracę.
Proszę was kierowników, aby każdy z osobna wziął Adama na
szkolenie. Przewiduję około jednego tygodnia na jeden dział.
Pani Zofio – i tu spojrzał w jej kierunku.
- Proszę wraz z kierownictwem przygotować odpowiedni grafik szkolenia.
Tak myślę, aby zaczął już od dzisiaj, co pani na to?
- Damy radę - odpowiedziała.
- Czy są jakieś mniej lub bardziej spontaniczne pytania? - Zapytał. Nikt się nie zgłosił.
- Zatem dzisiejsze cotygodniowe spotkanie uważam za zamknięte, jeszcze raz dziękuję wszystkim.
- Pani Zofio, proszę zostać.
Skinęła głową, że zrozumiała.
Kiedy zostali w pokoju we troje Piotr zaczął.
- Pani Zofio, chodzi o to, żeby ten młodzieniec, to znaczy mój syn nauczył się wszystkiego.
To nie ma być pobłażliwe szkolenie u kierowników. Chciałbym, aby Adam przeszedł przez
wszystkie działy naszej firmy. To ma być czynne uczestnictwo, praca fizyczna. Na produkcji
Adam będzie produkował, a na pakowaniu Adam będzie pakował i tak dalej, aż przejdzie przez
przez całą linię. Proszę, aby pani koordynowała szkolenie mojego syna, to pani będzie
decydowała, czy Adam już wszystkiego się nauczył w danym miejscu, czy może jeszcze musi
poświęcić trochę czasu na danym obszarze. Co ty na to Adam?
- Tato rozumiem i jestem przygotowany. Od lat mówiłeś mi o tym. Mam poznać pracę i pracowników.
Rozumiem, że muszę się tego nauczyć i się tego nauczę.
- Pani Zofio – i tu znowu Piotr skierował się do szczupłej kobiety o ładnej twarzy w wieku
około czterdziestu lat. - Zacznijcie od kadr, zresztą co ja pani będę mówił, przecież to ja
powinienem się od pani uczyć.
- Panie prezesie – zapytała. - A jaka wypłata jest przewidziana dla pańskiego syna?
- Niech to będzie C2, a po szkoleniu będziemy się zastanawiać.
I jeszcze jedno – zwrócił się do Zofii. Jak już będzie pani w kadrach, to proszę zgłosić, że
biorę urlop. Najpierw do końca tygodnia, a potem zobaczymy. Wie pani, lekarz kazał mi się
oszczędzać.
Zofia spojrzała na szefa z niedowierzaniem i lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ale dobrze się pan czuje? - Zapytała?
- Dobrze się czuję. Zapewniam, że dobrze. A teraz wychodzę. Proszę się kontaktować ze mną tylko
w przypadkach pilnych. Chcę odpocząć trochę od firmy.
Adam spotkamy się w domu. - zostawiam ci auto, ja pójdę do domu spacerkiem. - pożegnał się i
wyszedł.
Zofia zajęła się przygotowaniami Adama do pracy. Zaczęli od działu kadr.

To był Piotra pierwszy raz od dłuższego czasu kiedy zrobił sobie wolne.
Syn w pracy, szkolił się na następcę szefa, a Piotr cieszył się, że Adam wreszcie postanowił pracować w rodzinnej wytwórni.
Chodził po domu i nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Miał w głowie pewien plan, którego realizację chciał rozpocząć właśnie dzisiaj.
Zjadł śniadanie, wypił kawę
Przypomniał sobie moment, kiedy poznał żonę.
Była wtedy z innym, Piotr obserwował ich z daleka, patrzył na nich i zazdrościł mu, że wybrała tamtego.
Poszedł do garderoby otworzył jej szafę. Była prawie pusta, bowiem wisiała tam tylko jedna sukienka. Ta czerwona, której nie był w stanie oddać do PCK. Tej w której zachował w pamięci ostatnie obrazy szczęśliwej Marii.
Na dolnej półce, leżał karton po butach, a w nim listy od tamtego. Piotr wiedział o nich bowiem Maria informowała go nadchodzących przesyłkach od.
Chcę być z tobą szczera. - Po czym streszczała mu treść każdego, pomimo, że Piotr wcale nie chciał o nich słuchać.
Teraz leżały złożone w tym małym kartonie, Piotr nigdy do nich nie zaglądał, również i tym razem zamknął szafę i poszedł do gabinetu.
Tam uruchomił komputer, znalazł nr telefonu do firmy detektywistycznej, wyjął telefon i zadzwonił.
- Dzień dobry. Chciałbym się dowiedzieć, czy jesteście państwo w stanie dostarczyć mi
informacje na temat pewnej osoby.
- To dobrze, rozumiem, podjadę do państwa za chwilę i podpiszę umowę.


Adam

Jadąc z pracy wstąpił do centrum handlowego, aby tak jak ustalił wcześniej z ojcem zrobił zakupy, bo lodówka zaczęła już świecić pustkami.
W pobliżu kwiaciarni zobaczył ją, Monikę dziewczynę, którą spotkał w szpitalu. Teraz stała w maseczce rozmawiając z mężczyzną. Wydawało się, że są sobie bliscy, wybierali kwiaty.
Adam poczuł się trochę nieswojo. Skręcił w stronę działu spożywczego.
Kiedy wrócił do domu, zamówili jedzenie i po dwudziestu minutach sushi wjechało na stół.
- Jak idzie szkolenie? - Zapytał Piotr.
- Zofia świetnie to zorganizowała - Co do szkolenia, zbyt wcześnie oceniać.
- No właśnie- przerwał Piotr. - Jadłeś dzisiaj lunch w pracy?
- Tak, jadłem.
- Poznałeś panię Leokadię, która przygotowała jedzenie?
- No widziałem ją – odparł. Jedzenie robi świetne.
- Chciałbym abyś zadzwonił do tej Moniki, tej ze szpitala pamiętasz.
- Pamiętam, a po co mam do niej dzwonić?
- Monika ma firmę cateringową, poprosisz o ofertę.
- Tato chcesz zwolnić Leokadię, pomimo, że robi fantastyczne jedzenie? To nie ludzkie.
- Spokojnie – odparł Piotr. - Od dawna skarży się, że jest już zmęczona i nie daje rady.
Nie zwolnię jej, ale przesunę.
- Gdzie na produkcję? - Przerwał Adam.
- Można to tak nazwać – odparł z uśmiechem Piotr. Będzie produkowała jedzenie dla nas.
- Tutaj w domu. Będzie miała lżej, bo póki co nie będzie gotowała dla wszystkich zatrudnionych
w firmie, tylko dla nas dwóch. Wolę jeść domowe niż kupne jedzenie. Leokadia zachowa pensję i
w taki sposób dotrwa do emerytury. Zatem zadzwoń jutro do tej Moniki i poproś o ofertę,
mógłbym oczywiście poprosić o to Zofię, ale jest mały problem, boję się, że ona to źle
załatwi bowiem Leokadia jest matką Zofii.
- Matką? – zapytał zdziwiony Adam?
- Tak, to dzięki niej Zofia dostała u nas pracę. Był taki moment w jej życiu, że rozeszła się z
mężem i była bez pracy. Matka przyszła do mnie i poprosiła abym ją przyjął. Chodziło o każdą
pracę. Nigdy nie miałem sekretarki, więc stworzyłem stanowisko asystentki prezesa.
Zofia odnalazła się w tej pracy fantastycznie, a ja nagle miałem
dużo mniej na głowie, bo wiele czynności, które sam robiłem,
odeszły ode mnie i były zrobione przez asystentkę.
Na razie sprawa cateringu niech zostanie między nami. Sami to
załatwimy, poinformujemy Leokadię i Zofię jak już wszystko
będzie załatwione.
- Brzmi dobrze Tato, jutro zadzwonię do niej.

*

- Dzień dobry pani Moniko, poznaliśmy się w szpitalu u mojego taty Piotra.
Mam nadzieję, że wszystko u pani dobrze. Dowiedziałem się, że ma pani firmę cateringową, a my
potrzebujemy cateringu u nas.
- Dzień dobry. Tak. Słyszałam, zupa z wkładką dla pracowników.
- Pani Moniko, tak nie do końca zupa w kładką, czy mogę panią zaprosić do firmy, spróbuje pani
naszej kuchni i będzie pani miała rozeznanie, Potem przygotuje nam pani ofertą na podobną
usługę.
- Dobrze, będę, a na którą godzinę?
- Kantyna jest otwarta od jedenastej, to proponuję godzinę dwunastą.
- Dobrze, będę proszę wysłać adres firmy i jutro o dwunastej będę u pana.
- Fajnie – odpowiedział Adam. - Miło mi będzie panią u nas gościć.
- No to do zobaczenia jutro – odpowiedziała.
Następnego dnia zameldowała się punktualnie na recepcji.
Adam przyszedł po Monikę kilka minut później. Siedziała na sofie. Kiedy ją zobaczył nie mógł oderwać od niej wzroku. Była piękna. Gdyby nie fakt, że widział ją pod kwiaciarnią z mężczyzną na pewno starałby się zacieśnić znajomość.
- Zjedli w kantynie, Monika dowiedziała się wszystkiego co było jej potrzebne do sporządzenia
oferty. Obiecała, że w najbliższym czasie prześle ją na jego mejla.


Monika

Usłyszała pukanie do drzwi - nikogo się nie spodziewam – pomyślała.
Podeszła do drzwi, przez judasza zobaczyła, że po drugiej stronie stał chłopak w kasku ubrany w strój gońca rowerowego.
Otworzyła.
- Pani Monika? -Zapytał.
- Tak, a o co chodzi?
- Mam dla pani przesyłkę, proszę tu podpisać.
- Podsunął jej czytnik, na którym dość niezręcznie napisała swoje nazwisko.
Zamknęła za nim drzwi i z zaciekawieniem przyglądała się przesyłce.
Była to biała koperta wielkości A6, zdziwiła się, nie było na niej ani nadawcy, ani adresata.
Zwykła biała zaklejona koperta.
Niezwłocznie otworzyła ją. Z umieszczona w środku zapisaną drukiem komputerowym kartkę.

Droga Moniko!

Proszę bądź otwarta na wyzwanie.
Nie bój się, to nie jest groźba tylko pewien wstęp do nowej, mam nadzieję fantastycznej przygody, która się nigdy nie skończy, bardzo bym tego chciał.
Wszytko co się wokół Ciebie dzieje, może być wskazówką ode mnie.
Nie ignoruj wskazówek, pragnę mieć z tobą kontakt, bo jesteś cudowną kobietą.
Wkrótce się odezwę.
Mam na imię A.
Przeczytała dwa razy nic nie rozumiejąc, pomyślała, że może to być jakiś wstęp do kampanii reklamowej jakiegoś produktu, a następną informacją jaka nadejdzie, będzie, żeby wypróbować lub kupić jakiś produkt firmy A.
Położyła kartkę na stole kuchennym, który zapełniony był stertą starych czasopism, przeczytanej korespondencji i wielu innych rzeczy, które w jej mniemaniu były ciągle potrzebne i, że na pewno jeszcze do nich niebawem wróci. Najczęściej nigdy nie wracała, zatem zalegały tam przedmioty sprzed wielu miesięcy.
- „Nowej przygody, która się nigdy nie skończy – pomyślała.
- Kto takie głupoty wypisuje i po co, a czy ja w ogóle chcę zasmakować tej przygody?
Sygnał w telefonie wyrwał ją z zamyślenia przypominając, że niebawem ma wizytę u specjalisty.
Psycholog za dwadzieścia minut. Następna która chce mi pomóc – pomyślała. To już druga wizyta w krótkim czasie. a ja ciągle nie wiem po co tam chodzę? I to za własne pieniądze.
Monika wykupiła na Grouponie cztery wizyty u psychologa. Po powrocie z Warszawy czuła się osamotniona i nie do końca potrafiła się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Liczyła na to, że może ktoś ją uspokoi, naprowadzi na inny tor w życiu. Jednak sama sesja nie przypadła jej do gustu. Nie potrafiła się otworzyć przed inną osobą. Monika do tej pory czuła się niezadowolona z usługi.
Punktualnie o jedenastej usiadła w poczekalni. Po dwudziestu minutach psycholożka zaprosiła ją do gabinetu.
- Oj przepraszam, że jestem spóźniona, były straszne korki.
- Wie pani – odrzekła Monika. - Ja też miałam korki i zdążyłam – powiedziała podirytowanym
głosem.
- Widzę u Pani pokłady agresji, które mogą zdestabilizować to wszystko co udało nam się
osiągnąć w naszej dotychczasowej pracy.
- Ale my nic nie osiągnęłyśmy – pomyślała. przygryzła tylko wargi i nic nie odpowiedziała.
Psycholożka popatrzyła na pacjentkę oczekując riposty, ale Monika milczała.
- Przejdźmy zatem do naszych zajęć, opowiedz mi o tym jeszcze raz żebyśmy się odnalazły w twoim
problemie.
Monika wysłuchała polecenia i zrozumiała, że współpraca z tą panią nie ma sensu.
- To może zróbmy inaczej – zaproponowała. - Ja swój problem znam, ale powiedz mi co ty wiesz o
mnie. Co zapamiętałaś z tego co wcześniej powiedziałam. Opowiedz o moim problemie.
- Droga Moniko, to ja prowadzę zajęcia i chciałabym, abyś dostosowała się do obowiązujących
tutaj zasad.
- Nie – odparła stanowczo Monika, teraz ja sprawdzam. Miałyśmy już jedno spotkanie, na którym
opowiadałam o sobie, teraz chcę abyś mi opowiedziała co z tego zapamiętała.
- Moniko rozmowa o Twoich problemach jest częścią terapii jaką zastosowałam.
- Jakiej terapii? - Przerwała jej rozzłoszczona pacjentka.
- Ostatnio, kiedy mówiłam o dręczących mnie problemach, ty przysypiałaś. Jak widać zasnęłaś i
nie pamiętasz o czym mówiłam.
- Nie zasnęłam, myślałam o tym co mówisz - odparła psycholożka.
- Chrapiąc? Zapytała Monika?
- O przepraszam, ja nie chrapię - postawiła się psycholożka.
- Chrapiesz i to głośno, powinnaś coś z tym zrobić. Mąż ci nie mówił, że chrapiesz?
W tym momencie na twarzy psycholożki pojawił się grymas porażki, po chwili wpatrując się w Monikę oczy zaszkliły się, a broda zaczęła lekko drżeć. Wybuchła płaczem.
Zdezorientowana Monika podeszła do psycholożki i zapytała.
- Czyli spałaś podczas naszego spotkania?
Tak odparła. Wtedy spałam, a dzisiaj się spóźniłam, bo nie mogę sobie z niczym poradzić. Z
ledwością zwlekłam się z łóżka, problemy pacjentów nie są już dla mnie ważne, nie mogę się na
niczym skupić. No może trochę przysnęłam podczas rozmowy, przepraszam. Nie policzę ci też za
dzisiejszy dzień. Zgadzasz się? - Nie czekając na odpowiedź nagle wybuchła płaczem.
- Przepraszam, jestem beznadziejna. Staram się pomagać innym a sama czuję się zatopiona. -
Płakała głośno.
Monika, która nie do końca wiedziała, jak się zachować. Stanęła przed psycholożką z otwartymi ramionami, a ta wkleiła się w nią jak małe w objęcia matki.
- Masz czas? - Zapytała Monika?
- Czas? Ale na co? - popatrzyła na pacjentkę ze zdziwieniem w oczach.
- Zamknij ten pokoik i pójdziemy na kawę.
- Na kawę? Na kawę mam czas, jesteś dzisiaj pierwszą i ostatnią pacjentką. Po twojej sesji
jestem wolna i szczerze mówiąc nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Jebać sesję, teraz ja ci zrobię sesję – odpowiedziała Monika - zamykaj biznes i wchodzimy
stąd.
- Jebać, jebać powtórzyła psycholożka, dawno nie używałam tego słowa. - Wstała wyjęła klucz z
torebki, na jeszcze załzawionej i lekko skrzywionej od płaczu twarzy
pojawił się lekki uśmiech, ruchem ręki wskazała Monice drzwi.
- No to wychodzimy.
- Zamówiły kawę w najbliższej kawiarni na rogu.
- Opowiedz mi o tym. Monika zwróciła się do Joanny.
- Dobrze. - Zgodziła się.
- To był taki wieczór jak każdy inny. Ja czytałem coś w komputerze, a on czytał książkę. Było
tam coś o niespełnionych oczekiwaniach seksualnych partnerów.
Wiesz co? - Zwróciłam się do niego. Zerżnij mnie tak, jakby to był nasz pierwszy i być może
ostatni raz – powiedziałam ochoczo. I wiesz co? Zrobił to. Zrobił to tak, jak nigdy. Jak się
później okazało też tak, jakbyśmy już nigdy nie mieli tego robić. Następnego dnia pojechałam
do pracy, to miała być sesja z Tobą. - Uśmiechnęła się.
Byłam wymęczona, nie spałam prawie całą noc, tak wiem zasnęłam na spotkaniu z tobą,
Przerwała sama sobie, Kiedy wróciłam do domu na stole leżał list.
Mogłem to zrobić SMS-em - napisał – ale pisze do Ciebie list.
Przez tyle lat nigdy do mnie nie napisał listu – pomyślałam lekko uśmiechając się – musiało
mu być dobrze w nocy. Ale w ułamku sekundy mój uśmiech przerodził się w żałobną minę.

Właśnie się wyprowadziłem. Nie chcę Ciebie więcej oszukiwać. Nie zadawaj pytań i nie szukaj
mnie, to jest moja ostateczna i nieodwracalna decyzja.
Zabrałem ze sobą wszystkie swoje rzeczy, zatem nie będę Ciebie więcej niepokoił.
Żegnam.


Natychmiast pobiegłam do jego szafy mając nadzieję, że to żart. Głupi, ale żart. Jednak nie.
Jego rzeczy zniknęły. Później okazało się, że spakował się do mojej walizki.
- A to skurwiel – rzekła Monika.
- Daj spokój, to słaba walizka była, zamek się haczył.
Nie mówię o walizce, tylko, że ciebie tak zostawił po tchórzowsku bojąc się spojrzeć ci w
oczy.
- Dzwoniłaś do niego? Zjebałaś go chociaż?
- Próbowałam, ale jego numer nie istnieje, taki przynajmniej dostaję komunikat, kiedy dzwonię.
- A do pracy nie dzwoniłaś?
- Dzwoniłam, zwolnił się dzień wcześniej i nie wiedzą, dokąd się przeniósł, co by tłumaczyło,
że telefon służbowy również milczy.
- No to zadzwoniłam do jego przyjaciela. Nie odpowiadał więc pojechałam do niego, myślałam, że
może wie coś więcej.
- I co, rozmawiałaś z nim? - Monika zapytała nie mogąc się doczekać.
- Nie – odparła. - Gorzej. Mój facet siedział z przyjacielem na podjeździe jego domu w
samochodzie i.... - głos jej zadrżał.
- I co? Monika ponaglała.
- Oni się całowali.
- Co?
- No właśnie całowali się i robili to tak, jak mężczyzna z kobietą. Namiętnie. - Tutaj głos
znowu się załamał, ale po chwili kontynuowała. - Potem wyszli z auta i podeszli do furtki.
Nie wytrzymałam, przejechałam koło nich i zatrąbiłam. Widzieli mnie, a ja nie miałam już
ochoty z nimi rozmawiać, dodałam gazu i odjechałam. Wszystko zrozumiałam, byłam w szoku i tak
mnie to uderzyło, że nie miałam ochoty na jakąś konfrontację. Po prostu nie chciałam tego
widzieć, tylko odjechać stamtąd jak najszybciej, jak najdalej i nie patrzeć na nich. Nigdy
ich nie widzieć i nigdy więcej ich nie spotkać.
- O kurde, to lekko nie masz.
- No boli jak diabli, ale jeszcze bardziej boli ta zdrada.
- Ale co? Nigdy nie miałaś żadnych wątpliwości, nigdy nie było żadnych znaków, że może on coś
czuje do mężczyzn?
- No nie, jedynie to, że kiedy zaproponowałam mu, że jestem gotowa na dziecko on odpowiedział,
że nie byłby dobrym wzorcem dla dziecka.
Odłożyłam tę rozmowę na później, myślałam, że po prostu nie jest gotowy.
Nasz związek trwał od trzech lat, a mieszkaliśmy ze sobą dopiero od dwóch, więc nie chciałam
naciskać.
- A ten jego przyjaciel to kto?
- Wyjechał do Australii do pracy jeszcze zanim się spotkaliśmy, wrócił jakieś trzy miesiące
temu. Wtedy zaprosił nas do siebie. Później odwiedzaliśmy się dość regularnie,
zaprzyjaźniliśmy się. Widziałam, że oni świetnie czują się w swoi towarzystwie, ale nigdy nie
przyszłoby mi do głowy, że aż tak bardzo.
Dobra nie mówmy o tym. Słuchaj! Tak teraz o mnie gadamy, ale z czym ty tak naprawdę przyszłaś
do mnie na terapię? Z tego co pamiętam to rozstałaś się z mężczyzną i bardzo to przeżyłaś?
- Przestań, nie będziemy teraz wracali do mojej terapii – odparła Monika.
O nie, ja już nie chcę rozmawiać więcej o facecie, który mnie zostawił dla innego mężczyzny
teraz ty mi opowiedz, nalegam.
- Chcesz tego teraz? - Zapytała Monika.
- Tak chcę, opowiedz o tym.
- No dobrze, opowiem. Spotkałam go, kiedy pod koniec studiów byłam na praktykach w pewnej
firmie. Któregoś dnia przyjechał do nich on. Przystojny niewiele starszy ode mnie, mimo to
już na kierowniczym stanowisku. Przyjechał na kontrolę do pododdziału. Do pomocy przydzielono
mu mnie, praktykantkę nowicjuszkę. On bardzo się zaangażował w moje wyszkolenie, był otwarty,
pomagał, nauczył o ja chłonęłam nowe doświadczenia. Zdobywałam wiedzę, którą na studiach
nigdy bym nie zdobyła.
Traktował mnie tak, jak jeszcze nikt inny. Czułam się przy nim taka potrzebna, a przy tym
niesłychanie kobieca. Na każdym kroku podkreślał mówiąc, że jestem piękna, a przy tym
niesłychanie inteligentna. To bardzo mi imponowało. Nic dziwnego, że relacja zawodowa wkrótce
przerodziła się w bardzo zaogniony romans.
Po kilku tygodniach zamieszkaliśmy razem w jego mieszkaniu.
On obiecał mi przedłużenia praktyk i w rezultacie zamienić je na stałą pracę.
Mówił, że szkoda, aby taki talent jak ja odszedł i zostawił ich firmę. Mijały tygodnie,
on bardzo często wyjeżdżał w delegacje, ja zaś zakochana czekałam na niego.
Obiecanej pracy ciągle nie było, ale zapewniał, że już wkrótce,
a najpóźniej za tydzień, może za dwa, zwolni się miejsce i będzie mogła być zatrudniona,
a co najważniejsze jak obiecał. Że będzie to na kierownicze stanowisk.
Tego dnia nie zapomnę nigdy.
Wrócił z delegacji. Następnego dnia miał wyjechać do Szczecina. Spędziliśmy ze sobą całą noc
co ostatnio zdarzało się dość rzadko.
To był napięty miesiąc w jego pracy. Terminy goniły.
Tego dnia obudzili się o ósmej, zjedliśmy śniadanie, potem on wyjechał.
Długo nie dzwonił. Zawsze dzwonił; ale tym razem telefon milczał.
Zabronił mi dzwonienia do siebie, raczej wolał sam dzwonić tłumaczył to tym, że może właśnie
w tym momencie ma ważne spotkanie z klientem i lepiej, żeby mu nikt nie przeszkadzał.
Mimo tego, że zakazał mi, zadzwoniłam. Przez chwilę nikt nie odbierał, ale po pięciu
sygnałach odebrał męski głos, ale to nie był jego głos.
- Kim Pani jest dla D? - Zapytał.
- Jesteśmy razem, mieszkamy ze sobą.
- Nazywam się aspirant Kamiński. Pan D miał wypadek samochodowy, mam dla pani przykrą
informację, kierowca zginął na miejscu. Mamy jego komórkę, dlatego odpowiadam, szukamy
bliskich ofiary.
- Słysząc to nogi ugięły się pode mną - zemdlałam.
- Ocknęłam się, kiedy dwóch ratowników kucało nade mną.
- Jak się później dowiedziałam policjant, że policjant z którym rozmawiałam zrozumiał, że
potrzebuję pomocy. Za dzwonił do służb policyjnych które namierzyły mój telefon i wysłały w
te miejsce pogotowie.
- Później było jeszcze ciężej.
Zadzwoniłam do firmy, w której on pracował.
Przedstawiłam się i zapytałam recepcjonistki czy wie, kto zorganizuje mu pogrzeb.
- Myślałam, że zrobi to firma dla tak dobrego pracownika.
- Pogrzeb zorganizuje mu żona. - Usłyszałam w słuchawce.
- Jest zrozpaczona. Mamie z dwójką małych dzieci jest teraz szczególnie ciężko. W każdym razie
my jako firma będziemy pomagać.
- Zaniemówiłam. Stałam sparaliżowana nie mogąc wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Halo, halo, słyszałam po drugiej stronie.
- Nagle świat, który otaczał mnie runął po raz drugi.
- To on miał żonę? Przecież był sam. A tutaj dwoje małych dzieci.
Później okazało się, że mieszkanie, w którym mieszkałam z nim przez jakiś czas, było
mieszkaniem kolegi, który wyjechał na pół roku do Kanady, a przez ten czas D miał zarządzać
nim według swoich potrzeb. A miał potrzeby, bo lokum stało się jego tymczasową garsonierą.
Ta zdrada przybiła mnie jeszcze bardziej niż jego Śmierć. Czułam się tak strasznie zdradzona
i tak bardzo poniżona.
Znokautowana przez rzeczywistość mówiłam do siebie, że już nigdy nie będę taka naiwna. Nie
potrafiłam sobie wybaczyć, że dałam się tak wykorzystać, a najgorsze, że zrobił to mój
ukochany mężczyzna.
Bolało strasznie.
W krótkich przebłyskach nie dowierzając w to wszystko co się stało, przychodziły mi do głowy
myśli, że gdyby się dzisiaj pojawił, na pewno mógłby to jakoś rozsądnie wytłumaczyć i, że
znowu moglibyśmy być razem. Ale wiadomo, nie mógł się pojawić.
Ból po zdradzie i wykorzystaniu był tak bardzo silny. Ciągle kochałam go, ale złość i
poczucie poniżenia bolało jeszcze bardziej.
Następnego poranka spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się z mieszkania kolegi, klucz
wrzuciłam do skrzynki na listy. Wyszłam z budynku, postanowiłam, że już nigdy
moja noga nie stanie na tej ulicy.
Nastała krótka cisza.
- Później znalazłam sobie pracę w korporacji, ale nie wytrzymałam tam nawet trzech miesięcy.
Nie dałam rady bycia z nimi jedną wielką rodziną. Nie docierały do mnie również inne
amerykańskie slogany którymi karmi się pracowników.
- Ojej, to ja tobie opowiadałam o moich problemach, a twoje są równie przygnębiające.
- Przestań, dzisiaj jesteśmy tu dla ciebie, ja już do swoich problemów przywykłam i nie
będziemy się nimi zajmować teraz. - Odpowiedziała Monika.
- Poczekaj, chcesz powiedzieć, że ty mi o tym wszystkim opowiadałaś a ja wtedy spałam.
- Nie, nie wszystko - odpowiedziała Monika. - Jak zaczęłaś chrapać to wtedy przestałam.
- O matko, jaki wstyd, ty chciałaś pomocy, a ja... Kurwa jestem okropna.
Z kawiarni dziewczyny przeniosły się do mieszkania Joanny. Tam wypiły całe wino jakie były w domu psycholożki, a gdy zabrakło alkoholu wtedy Monika wyjęła z toby butelkę Jacka Danielsa.
- Skąd ty to masz?
- Właśnie sobie o niej przypomniałam. Kupiłam przed sesją. Lubię mieć w domu, czasami sobie
popijam wieczorem jak mi jest smutno. Mam jeszcze colę.
Przyniosę szklanki i lód – zareagowała Joanna. - Jest nam teraz strasznie smutno i
potrzebujemy tego, otwieraj butelkę.

Monika obudziła się późnym popołudniem. Właściwie obudziło ją głośne wymiotowanie Joanny, która po jakimś czasie wróciła przeźroczysto blada na twarzy, zaparzyła dwie kawy i ustawiła je na granitowej wyspie kuchennej.
- Co chcesz na śniadanie – zapytała.
- Oj nie. Tylko nie śniadanie. Mdli mnie, mam potężnego kaca.- Odpowiedziała Monika.
- To dobrze, bo i tak musiałabyś sobie sama zrobić. Ja z ledwością stoję na nogach. Jestem
ciągle pijana i nie mogę patrzeć na jedzenie. - Nagle zerwała się i znowu pobiegła do
łazienki zatykając dłonią usta. Tym razem wymiotowanie trwało krócej.
- Na kawę też nie mogę patrzeć - powiedziała po powrocie z łazienki
- Nawet nie pytaj, ile wypiłyśmy wina.
- Nie pytam – odpowiedziała Monika zwlekając się powoli z łóżka. Też jestem pijana.
- Ojej! - Zawołała, kiedy dokładnie zobaczyła Joanne. - Przecież ty jesteś zielona na twarzy.
- O, rumiana się odezwała. Ty lepiej idź do lustra i w nie popatrz - odparła Joanna.
- Trzeba było nie wyciągać tej whisky.
- Masz rację, lepiej trzeba było jej nie otwierać przytaknęła Monika. Co pamiętasz z
wczorajszego wieczoru?
- Otworzyłyśmy Jacka Danielsa i piłyśmy go z colą. -Odpowiedziała Joanna.
- Potem jeszcze bardziej rozwiązały nam się języki i mogło się wydawać, że znamy się od zawsze.
- Tak, to tez pamiętam i jeszcze sobie popłakałyśmy.
- I pośpiewałyśmy – przerwała Joanna
- Śpiewałyśmy? Nie pamiętam. - Mnie właśnie wtedy urwał się film.
Pamiętam tylko kiedy obudziłam się jak rzygałaś i to już było rano. - Mówiąc to wyszła do
łazienki. - O Matko Boska! - Krzyknęła.
- Wystraszona Joanna mimo swojej spowolnionej reakcji spowodowaną wysokim poziomem alkoholu w
organizmie skoczyła na pomoc nowej koleżance i mgnieniu oka stanęła w drzwiach łazienki.
Monika stała przed lustrem i spoglądała w swoją twarz.
- Co się stało? - Zapytała Joanna.
- Zobacz, jak ja wyglądam. – Monika wskazała na siebie.
- Ale mnie przestraszyłaś - odetchnęła z ulgą.
- Mówiłam ci, że twoja twarz w pełni może konkurować z moją zieloną facjatą. - A teraz wypij
kawę, potem prysznic i może się jakoś, choć trochę poczujemy zreanimowane.
Monika wróciła do kuchni. - Popatrz - wskazała na flaszkę whisky, zostało jeszcze na jedną
szklaneczkę.
- Ratunku, nie pokazuj mi tego, bo się zrzygam, już nigdy nie napiję się alkoholu.
To był ciężki dzień dla obu pań, w zwolnionym tempie po kolei zajmowały łazienkę, aby doprowadzić się do żywych. Po dwóch godzinach obie były gotowe. Wyglądały niemal naturalnie no, może trochę zmęczone.


Adam

Po pracy Adam zostawił samochód w firmie i poszedł do domu piechotą. Bulwary nad Wisłą były skąpane w ciepłym jesiennym słońcu. Usiadł na ławce.
- Może to ostatnie tak słoneczne dni – pomyślał.
- Przepraszam, czy pan Adam? - Zapytał mężczyzna w stroju kuriera.
- Tak, to ja - odparł zaskoczony.
- Mam przesyłkę dla pana - kurier oparł rower na nóżce, wyjął z sakwy białą kopertę i czytnik. - Proszę podpisać – podsunął urządzenie z rysikiem. Adam podpisał.
- Jak mnie pan tutaj znalazł? - Zapytał zdziwiony.
- Widzi pan? - Goniec uśmiechnął się. - Właśnie dlatego mówi się o nas, że jesteśmy najlepsi na
rynku. Miłego dnia życzę. - Wsiadł na rower i odjechał.
Adam przyjrzał się kopercie, była całkiem biała. Otworzył ją i wyjął kartkę z tekstem napisanym na komputerze.

Bądź otwarty na wyzwanie.
To jest pewien wstęp do nowej, mam nadzieję fantastycznej przygody, która się nigdy nie skończy,
Wszytko co się wokół Ciebie dzieje, może być wskazówką ode mnie.
Nie ignoruj wskazówek.
M

Przeczytał jeszcze raz, nic nie rozumiał. Schował kopertę do kieszeni ruszył w stronę domu.
Po co ktoś to wysłał? Po co angażował kuriera i czemu adresatem jestem ja? - Zapytał sam siebie.


Michał

Tym razem już nie mógł zwlekać. Jego stan zdrowia bardzo się pogorszył i jutro z rana miał się wstawić na izbie przyjęć w szpitalu onkologicznym.
Testament przygotował wcześniej.
Teraz usiadł przy komputerze i zaczął pisać.

Adamie

List ten według moich wskazówek miał zostać przekazany do Twoich rąk tuż po odczytaniu mojej ostatniej woli.
Rozumiem, że jesteś zaskoczony zaistniałą sytuacją, dlatego postanowiłam, żebyś dowiedział się wszystkiego ode mnie.
Wiem, że być może powinienem to zrobić w inny sposób.
Ale nie potrafiłem wcześniej. Zresztą bałem się zaburzyć dotychczasowy porządek w jakim się znaleźliśmy.
Teraz, kiedy wszystko się pozmieniało, a testament został odczytany.
Pozostało mi zatem napisać list, tak abyś go przeczytał po mojej śmierci.
O ironio! Nawet nie wiem, czy wiedziałeś o moim pogrzebie?
Ale nie obwiniam o to nikogo.
Kiedy Twoja mama powiedziała, że jest w ciąży, nie byłem na to przygotowany. Miałem tyle, pomysłów, otwartych projektów. Chciałem je zrealizować. Dziecko było w moim przekonaniu tylko przeszkodą. Powiedziałem jej, że to mnie przerasta. Że owszem chcę abyśmy byli razem, ale dziecko trzeba usunąć. Nie pomagały argumenty, że ludzie mają dzieci i mimo to realizują się. Ja tego nie rozumiałem.
Nie usunę – powiedziała – odrzucam twoje warunki. Nie będziemy razem. Nigdy nie będziemy! - Wykrzyknęła w moją stronę i wyszła z mieszkania.
Nie próbowałem jej zatrzymać. Dziś żałuję tego najbardziej.
Byłem w sobie taki zawzięty. Myślałem, że robię dobrze. Zamiast odnaleźć Ją i przeprosić. Ja zacząłem jeszcze bardziej pracować wdrażając projekty w mojej firmie. Wszystko, aby przekonać samego siebie o tym, jak bardzo dziecko przeszkadzałoby w moim rozwoju.
Zamknąłem się w sobie, moja firma świetnie się rozwijała. Byłem z siebie dumny. Wreszcie doszło do mnie, że mam już wszystko, pieniądze, dom, samochody, i co?
Serca nie oszukałem. Tęskniłem. W międzyczasie Maria zamieszkała z Piotrem.
Ciągle przypominam sobie te zamknięte drzwi po tym jak Maria wyszła. Tysiące razy myślałem jak w idealnych warunkach powinienem postąpić. Układałem w głowie różne scenariusze. Ale to były tylko puste wymysły, bo przecież nie dało się tego odwrócić. Nie zatrzymałem najukochańszej osoby w moim życiu. To ciągle boli.
Oczywiście, że na osi czasu były inne kobiety, ale nigdy nie czułem do nich tego samego co do Twojej mamy. Rozstawaliśmy się niemal od razu, Najdłuższy związek trwał pół roku. Wszystkie kobiety porównywałem do Marii, ale żadna nie była jak ona.
Nigdy nie poradziłem sobie z tym, że wybrałem siebie i karierę, a nie rodzinę...
Pisałem do niej, ale wiedziałem, że to nie miało sensu, bowiem po tym jak wyszła ode mnie, zamieszkała z Piotrem. Zaakceptował ją z moim dzieckiem.
Wychował Ciebie jak swoje dziecko.
Wygasiłem niemal do zera kontakty z moim bratem. Nie chciałem burzyć
sytuacji jaka się utworzyła po tym jak Maria wyszła.

Wydrukował list i zadzwonił.
- Panie mecenasie, jeszcze dzisiaj kurier dostarczy panu
przesyłkę. Jest to list. Odda go pan spadkobiercy po odczycie testamentu.
- Tak panie mecenasie, taka jest moja wola. - odłożył słuchawkę.
Po chwili miał wykonać następny telefon.
Chyba najważniejszy. Zbierał się do tego już od rana
Wybrał numer.
- To ja Michał, twój brat.
- Piotr milczał.
- Jesteś tam?
- Jestem zaskoczyłeś mnie.
- Wiem, ale co zrobić, nie będę przedłużał tej rozmowy, potrzebuję pomocy. Umieram.


Piotr

Telefon zadzwonił. Piotr odebrał.
- To ja Michał, twój brat.
Piotr milczał.
- Jesteś tam?
- Jestem zaskoczyłeś mnie.
- Wiem, ale co zrobić, nie będę przedłużał tej rozmowy, potrzebuję pomocy. Umieram.
- Co się stało? - Zapytał Piotr.
- Mam białaczkę. - Możesz odmówić, zresztą nie oczekuję innej odpowiedzi po tym jak nasze
kontakty się rozluźniły, ale...
- Potrzebuję szpiku tylko Adam, albo ty być może jesteście w stanie mi pomóc, nie mam innej
rodziny.
- Mam być dawcą szpiku?
- Nie masz, ale możesz. Jak nie chcesz to zrozumiem. Wiem, że nie utrzymywaliśmy kontaktów, ale
genetycznie bliskich mam tylko was. Jesteśmy najbardziej zbliżeni. Ale rozumiem nie musisz
tego robić. Nie musisz też rozmawiać o tym z Adamem. Jeśli chodzi o mnie nie bój się, ja nie
będę go o to prosił. W każdym razie, jeśli się zdecydujesz, to zadzwoń do mnie.
Odłożył słuchawkę.
Zaskoczony Piotr patrzył przez dłuższą chwilę na wyświetlacz aparatu. Zamyślił się,
Przed oczami stanęły mu obrazy z przeszłości. Najpierw dwóch chłopców i wspomnienia z dzieciństwa.
Później już starsi, wykształceni przejęli firmy po ojcu, który pracował prawie do siedemdziesiątego roku życia, podzielił fabrykę między dwóch braci. Każdy z nich zarządzał swoją częścią. Mieszkali również oddzielnie, bo o mieszkania dla każdego również zadbał.
Michał i Piotr pochłonięci pracą niezbyt często się spotykali.
Byli niezależni, ale też zapracowani przez co nie mieli ze sobą takiego kontaktu jak kiedyś.
Pewnego razu Piotr odwiedził brata, to była zorganizowana przez Michała prywatka.
To tam pierwszy raz spotkał Marię.
Właściwie nie pierwszy, bo obydwaj znali ją z liceum, ale później rozeszli się po różnych uczelniach, przez co kontakt z dawną koleżanką urwał się.
Michał zaprezentował Marię jako swoją dziewczynę.
To była para stworzona dla siebie, oboje nie wiedzieli świata poza sobą. Piotr z boku spoglądał na nich i trochę zazdrościł bratu.
Kilka tygodni później spotkał Marię na ulicy. Szła w stronę swojego domu z siatkami wypełnionymi zakupami.
- Cześć Maria. Pewnie ci ciężko. Chętnie ci pomogę z tymi torbami.
Zgodziła się. Wniósł zakupy do mieszkania. Byli sami. Jej rodzice mieli wrócić z pracy dopiero za kilka godzin.
Usiedli przy stole w kuchni.
- Zrobić ci kawy, może herbaty? - Zapytała.
- Kawę poproszę.
Obserwował ją, była jakaś inna. Nie uśmiechała się. Uświadomił sobie, że nigdy nie widział jej twarzy tak smutnej.
- Co ci jest? - zapytał.
- Nic mi nie jest – odpowiedziała.
- Ale przecież widzę, że nie jesteś sobą.
Postawiła dwie kawy na stole i usiadła naprzeciwko Piotra.
- Zerwałam z nim.
- Słucham?
- Zerwałam z Michałem, – rozpłakała się.
- Ale co się stało? Przecież byliście wzorową parą.
- Tak, byliśmy. Tak długo jak robiłam wszystko według jego woli wtedy było dobrze, ale kiedy
chciałam zrobić coś po swojemu wtedy moje plany kończyły się awanturą. Zawsze rezygnowałam.
Później zrozumiałam, że on się nie zmieni. Że będąc w tym związku będę się dusić. Po kolejnej
awanturze wyszłam, nawet nie próbował mnie zatrzymać. To koniec.
- No ale może jeszcze coś się da zrobić?
- Nie da! - Krzyknęła płacząc. - Przepraszam, ostatnio jestem trochę wybuchowa. Tu chodzi o
moje życie, chcę być szczęśliwa, chcę się rozwijać według moich potrzeb.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? Jak chcesz, mogę z nim porozmawiać.
Nie chcę, to już koniec. Nie wrócę do niego. On się nigdy nie zmieni.
- Piotr odwiedzał Marię każdego dnia. Zbliżyli się do siebie. Wreszcie poprosił ją o rękę,
powiedziała tak.

*

Poszedł do szafy i otworzył ją. Na wieszaku wisiała czerwona sukienka, ale tym razem schylił się i wyjął tekturowe pudełko z listami od Michała. Czuł się trochę nieswojo, jakby naruszał cudzą własność otwierając je. Właściwie nie potrafił wytłumaczyć sobie, dlaczego to robi. Nigdy, kiedy żyła nie zaglądał do nich, nie chciał się doszukiwać w nich jakieś sensacji.
Wyjął wszystkie, poukładał je chronologicznie i zaczął czytać.
Właściwie nic w nich nie było o czym Maria mu nie powiedziała.
Tylko w ostatnim liście zwrócił uwagę na pewien szczegół.
Napisał w nim: - powinnaś do mnie wrócić, choćby ze względu na dziecko.
Od razu zwrócił uwagę na ten szczegół. To jedno zdanie zaniepokoiło Piotra.
Co on miał na myśli? Dlaczego miałaby do niego wrócić ze względu na dziecko? Czy ja byłem wtedy złym ojcem? A może Michał myślał, że Adam jest jego synem?
Ta myśl zaniepokoiła Piotra, a raczej przypomniała mu o dawnej rozterce. Bowiem przez krótki okres zaraz po tym jak dowiedział się o ciąży Marii, próbował doliczyć się dni, tygodni, tak, aby długość ciąży zgadzał się z utwierdzeniem samego siebie o swoim ojcostwie. Jednak nigdy nie doliczył się, zawsze wynik był na granicy. Adam mógł być synem albo jego, albo Michała. Jednak Piotr był tak zakochany w Marii, że nawet przez chwilę nie podważył swojego ojcostwa. Myślał wtedy, że niepotrzebnie zaprząta sobie tym głowę.
W końcu niezależnie czyje to dziecko i tak by się oświadczył Marii. Później zapomniał, a raczej miał do siebie żal, że w ogóle zastanawiał się nad tym. Po urodzinach syna był bardzo szczęśliwy.
Dzisiaj jednak wątpliwości znowu dały o sobie znać. Chciał raz na zawsze udowodnić, że Michał nie jest ojcem Adama.
Poszedł do swojego gabinetu, uruchomił komputer wygooglował potrzebne informacje, chwycił za telefon i zadzwonił.
- Dzień dobry. Chciałbym zrobić test na ojcostwo.


Monika

Wracając od Joanny Monika postanowiła zrobić sobie spacer do domu. Nie chciała brać taksówki. Pomyślała, że trochę ruchu dobrze jej zrobi.
Przechodziła koło kładki nad jezdnią nieopodal budynku, w którym mieszka. Na jej poręczach zawieszony był baner.

Moniko,
wszędzie ciebie widzę. Jesteś w mojej głowie. Jestem tu, jestem tam,
a ty ze mną.
A...

- Ale musi ją kochać, skoro tak napisał – pomyślała i weszła do swojej klatki schodowej.
Zamknęła za sobą drzwi mieszkania. Niemal natychmiast rzuciła się na
łózko i zasnęła.
Kiedy się obudziła, była już wczesny wieczór. Nie czuła już obecności alkoholu w organizmie, jednak mimo to ciągle czuła wstręt do jedzenia. Przygotowała sobie herbatę i usiadła przy swoim stole z przydasiami. Wzięła do ręki przesyłkę, którą wczoraj przyniósł kurier i przeczytała jeszcze raz.

Droga Moniko!
Proszę bądź otwarta na wyzwanie.
Nie bój się, to nie jest groźba tylko pewien wstęp do nowej, mam nadzieję fantastycznej przygody, która się nigdy nie skończy, bardzo bym tego chciał.
Wszytko co się wokół Ciebie dzieje, może być wskazówką ode mnie.
Nie ignoruj wskazówek, pragnę mieć z tobą kontakt, bo jesteś cudowną kobietą.
Wkrótce się odezwę.
Mam na imię A.

W tym momencie przypomniała sobie baner na kładce.
Momentalnie założyła buty zawiesiła torbę na szyi i wyszła na ulicę.
Baner ciągle wisiał.

Moniko, wszędzie ciebie widzę. Jesteś w mojej głowie. Jestem tu, jestem tam,
a ty wszędzie ze mną.
A...

Wyjęła z torby smartfon i wielokrotnie sfotografowała napis na kładce.
- Czy to może być ciąg dalszy wczorajszej informacji, którą wczoraj odebrałam od kuriera?
- Zapytała sama siebie?
Wtem, tuż za nią jakaś dziewczyna krzyknęła. Kiedy Monika odwróciła się tamta wskazując palcem na baner zapytała.
- Misiu to dla mnie? I nie czekając na odpowiedź rzuciła się na szyję chłopaka, z którym szła. - Nie spodziewałam się takiego prezentu.
Zawiedziona Monika schowała telefon do torby i poszła na długi spacer.
Tym razem nie usiadła na poręczy mostu.
Kiedy wróciła do domu i stanęła przed drzwiami swojego mieszkanie, zamurowało ją. Bowiem na drzwiach jej mieszkania wisiała przyklejona do drzwi biała koperta. Monika odkleiła ją i natychmiast otworzyła.

Moniko,
wszędzie ciebie widzę. Jesteś w mojej głowie.
Jestem tu, jestem tam, a ty wszędzie ze mną w mojej głowie
A.
PS.
Chcę abyś o tym wiedziała. Będę Ci o tym mówił w różnych miejscach.
Przepraszam, jeśli Ciebie wystraszyłem.

- Więc ten baner był skierowany do mnie? – Pomyślała, przypomniała sobie sobie dziewczynę,
która cieszyła się na jego widok traktując to jako prezent.
- A może to kampania skierowana do wszystkich Monik- pomyślała. I również na drzwiach tej
dziewczyny również wisi biała koperta, a w niej ten sam tekst co u mnie.
Jak na reklamę, to bardzo wyrafinowana, a może to jakiś cichy wielbiciel? Ale kto? Same znaki
zapytania i nic się nie łączyło w całość, oprócz tego, że obie koperty jakie do niej doszły,
były podpisane literą A.
Jeśli to wielbiciel, to sposób jaki sobie wybrał, aby mnie zainteresować jest romantyczny,
ale przy tym trochę staromodny.

Firma cateringowa Moniki zaczęła już dość dobrze funkcjonować. Zlecenia napływały, a dni zaczęły być coraz bardziej wypełnione pracą. Cieszyła się, bo dochody jakie otrzymywała zaczęły wreszcie pokrywać jej potrzeby. Pierwszy raz od kilku miesięcy nie musiała zaglądać do oszczędności. Wszystkie wydatki pokryły dochody firmy.
Często spotykała się, z nową koleżanką psycholożką Joanną.
- Wiesz, od jakiegoś czasu dostaję dziwne wiadomości.
- Powiedziała któregoś wieczoru do Joanny.
- Ale jakie? Opowiedz mi o nich.
- Ktoś przysyła mi informacje – opowiedziała o kurierze, banerze i wreszcie o kopercie
przyklejonej na drzwiach.
Nie wiem kto to wysyła. Nawet nie wiem, czy to nie jest jakaś reklama, a ja głupia łudzę się,
że to jakiś cichy wielbiciel.
- To nie może być reklama – odpowiedziała Joanna.
Podejrzewam, że to właśnie jest wielbiciel. Ty to masz szczęście,
zazdroszczę ci. Chociaż muszę przyznać, że sposób komunikacji jaki sobie obrał, jest co
najmniej inny od normalnych sposobów komunikowania się. Ten ktoś jest chyba romantykiem.
- Albo jakimś durniem – przerwała Monika.
- W każdym razie ja ci zazdroszczę takiego durnia. Ciekawe jak się to rozwinie.
- O ile się rozwinie - wtrąciła Monika.
- Otwórz się, może to ktoś godny ciebie. Bądź otwarta. To nie jest tak, że nasz świat otoczony
jest durniami.
- Trochę jest – przerwała Monika.
- Masz rację, ale liczę na to, że ten ktoś nie jest reklamą tylko fajnym podkochującym się w
tobie facetem.
- Wiesz, zaczynam się trochę przekonywać do twoich sesji.
Monika uśmiechnęła się do Joanny.


Adam

Dni Adama mijały na nudnych szkoleniach. Po pracy wychodził do miasta, często zasiadał w kawiarniach, czytał z tabletu i pił kawę. Czasami przechodził na drugą stronę lokalu, gdzie sprzedawano alkohol w formie likierów. Siadał tam zamawiając kieliszek orzechówki. Obsługiwała tam zawsze ta sama dziewczyna, dla której namawianie do różnych smaków serwowanych przez nią alkoholi sprawiało jej duża przyjemność. Po prostu bawiła się swoją pracą.
- Ostatnio jak pan u nas był, siedział pan tam w rogu przy oknie. Zgadza się? - Zapytała.
- Tak i to było wczoraj.
- Coś panu wypadło wtedy. Zaraz przyniosę. - Po chwili wróciła z białą kopertą w ręku.
- Proszę. - Podała ją Adamowi.
- Jest pani pewna, że to moje?
- Oczywiście że jestem, koperta leżała na stoliku, kiedy pan wychodził. Miałam klienta, więc
nie mogłam za panem wybiec.
- Dziękuję.
Koperta wyglądem i rozmiarem przypominała tę, którą dostał od gońca.
Przy stoliku otworzył przesyłkę. Na kartce było napisane tylko jedno zdanie.

Adamie, chcę bardziej Ciebie poznać.
M

Był zaskoczony.
- Kto chciałby mnie lepiej poznać i czy to oznacza, że osoba już mnie kiedyś spotkała i chce
pogłębić znajomość? Czy to jest ciąg dalszy tego co dostawałem wcześniej od kuriera?
- Nie umiał odpowiedzieć na żadne z pytań.

Piotr

- Mój brat jest chory. Potrzebuje pomocy, to znaczy szpiku.
- Poczekaj, tato, poczekaj. Zaczyna być grubo. To ty masz brata? Kuzyna jakiegoś ciotecznego?
- Nie. Mam rodzonego brata.
- Rodzonego? To, gdzie on był przez te wszystkie lata?
- Nie utrzymujemy kontaktów. Na święta od czasu do czasu krótki telefon.
- No to coś musiało się wydarzyć, skoro między wami taki chłód.
- Nie mówmy o tym – przerwał Piotr.
- Nie tato, teraz właśnie pomówimy. Mam dwadzieścia siedem lat i właśnie dowiedziałem się, że - - masz brata. Jakoś nigdy z mamą nie rozmawialiście o nim. Dlaczego?
- Rozmawialiśmy, ale ciebie w to nie mieszaliśmy.
- A dlaczego nie chcieliście mnie w to mieszać?
- Widzisz. Mama była kiedyś jego dziewczyną, a jak im nie wyszło została ze mną. Po tym nasze
kontakty się rozluźniły, a później całkowicie zanikły.
Mówił, że nie chce utrzymywać z nami kontaktów, bo takie byłyby dla niego zbyt bolesnym
doświadczeniem. Ciągle ją kochał, nawet kiedy była już moją żona.
- Kim jest twój brat?
- To właściciel ZYX-a.
- ZYX-a? Naszej konkurencji.
- Nie są naszą konkurencją, po ślubie z mamą ustaliliśmy z bratem, że nie będziemy ze sobą
konkurowali i tak też się stało. To taki pakt o nieagresji.
- Poczekaj Tato, przecież wy nawet nie macie takiego samego nazwiska.
- Słuszne spostrzeżenie. Mamy jednego ojca i kiedyś te same nazwisko. Po ślubie z mamą zostałem
przy nazwisku mamy i w taki sposób rozwijaliśmy się jako różne byty. Nie chcieliśmy, aby nas
łączono i udało się. Byliśmy nowymi właścicielami firmy i ludzie nie zdążyli nas na tyle
poznać, żeby nas łączyć.
- Dobra, do tego będziemy jeszcze wracali. Co z tym szpikiem dla brata?
- Nie wiem, powiadomił mnie, że potrzebuje szpiku i, że my jesteśmy jego jedyną rodziną. Jak
nie chcemy, to zrozumie, potem odłożył słuchawkę.
- I co chcesz z tym zrobić?
- Przez te lata brakowało mi jego. Nie byliśmy skłóceni, ale nie mieliśmy kontaktu. Może teraz
uda nam się trochę zbliżyć.
Zatem tak. Chcę mu pomóc, ale nie wiem jak się za to zabrać. Zadzwonię do Michała i zapytam.
- Jeśli potrzebuje szpiku – odezwał się Adam, – to jest źle. - Musimy zrobić testy, mam
nadzieję, że któryś pokryje się z jego wynikiem.
- Musimy? - Zapytał Piotr.
- Ja muszę. Ty nic nie musisz.
- Tato. Jakby nie patrzyć jesteśmy rodziną, pomimo, że nie znam człowieka. Zatem jutro musimy
ogarnąć temat. W każdym razie ja też zrobię test, może się nadaję. Od dawna chciałem być
dawcą szpiku. No, a jeśli chodzi o stryja, to jeszcze bardziej.

Piotr wybrał numer. Po trzech sygnałach Michał odebrał.
- A jednak zdecydowałeś się zadzwonić, ciekawe z jakimi informacjami? - Zapytał Michał.
- A dlaczego miałbym nie zadzwonić? Zapytał Piotr.
Po drugiej stronie nastała wymowna cisza.
- Piotr przerwał ciszę. Adam i ja chcemy spróbować ci pomóc, co mamy zrobić?
- Musicie spotkać się z moim lekarzem prowadzącym, ale dzisiaj już go nie ma. Jutro jak pojawi
się na oddziale, to oddzwonię.
- To ty jesteś w szpitalu?
- Tak jestem od rana i jak się w najbliższym czasie nic nie zmieni, to raczej nigdy nie wrócę
do domu.
- Nie wiedziałem, że jest tak ciężko.
- Nie obnoszę się z tym. Sytuacja jest podbramkowa, zatem musiałem się tym z tobą podzielić.
Dziękuję wam za zaangażowanie. Zadzwonię jutro, aby was
umówić z lekarzem.
Do usłyszenia. - Odłożył słuchawkę.


Monika

Jak zwykle obudziła się przed budzikiem, dzisiaj miała zrealizować kilka zleceń.
Wszytko było już przygotowane, wystarczyło tyko dostarczyć zamówienia.
Monika podeszła do okna i podciągnęła rolety. Słoneczny dzień wszedł do mieszkania jasnym słońcem. Lekko zaspana ruszyła do kuchni. Nagle coś ją zatrzymało. Wróciła się do okna w sypialni, żeby się upewnić.
Boczna fasada budynku przed oknami jej mieszkania była inna niż zwykle. Dawniej szara betonowa, teraz zamieniła się w śnieżnobiałą wizualizację z przesłaniem, bowiem był na niej napis.

Moniko
wypełniłaś moją głowę myślami o Tobie, gdziekolwiek jestem wszędzie mi towarzyszysz.
A.

- To niemożliwe – pomyślała. Wczoraj tego nie było.
- Tym razem rozumiała, że to jest informacja do niej.
- Kto o mnie myśli? On zrobił dla mnie mural. - Wzięła telefon do ręki, zrobiła zdjęcie fasady
budynku i wysłała do Joanny.
Psycholożka zadzwoniła niemal od razu.
- Ale ci zazdroszczę. On się w tobie zadużył.
- Spokojnie - odpowiedziała Monika. - Niech się stara, a potem zobaczymy.
- Zapraszam dzisiaj do mnie przyjeżdżaj a potem zobaczymy co będziemy robić, w każdym razie nie
wracasz dzisiaj do domu. Balujemy cały weekend. - Zaproponowała Joanna.
- No to zabiorę ze sobą szczoteczkę do zębów
- Przecież twoja szczotka już tu jest, zapomniałaś?
- Było sporo alkoholu wtedy. Zapomniałam.
- Wszystko jedno. Przyjeżdżaj.
- Będę.
Po godzinie przyjechała.
Joanna otworzyła drzwi.
- Fajnie, że jesteś. Jestem już gotowa, jedziemy.
- Ale dokąd jedziemy? – zapytała Monika.
- Znalazłam miejsce w Bydgoszczy.
- Jedziemy do Bydgoszczy?
- Tak, będziemy spały w domu na wodzie. Znalazłam przed chwilą w internecie i zamówiłam na
jedną noc. Jedziemy, będzie fajnie.
- Cudownie – odpowiedziała Monika. - Skąd ty bierzesz takie pomysły.
- Jestem sama, muszę sobie jakoś radzić z samotnością. Niestety nikt nie chce tworzyć mi murali
przed oknem. Tak naprawdę mam tylko ciebie.
- Ojej, jak miło, ja też mam tylko ciebie. Monika przytuliła Joannę. Obie się wzruszyły.
- No to jedziemy- przerwała Joanna wycierając łzy.
- Jedziemy – odparła Monika.
Po czterdziestu minutach były na miejscu. To był parterowy dom wybudowany stojący na lustrze wody rzeki Brda w centrum miasta. Wnętrze wyposażone nowocześnie. Okna z widokiem na taflę kanału jeszcze bardziej dodawało uroku tej budowli.
- Jak tu pięknie. - Zaczęła Monika.
- Cholera, jestem pod wrażeniem, mogłabym tu zostać na zawsze
odpowiedziała Joanna wpatrzona w spokojną taflę wody.
- Jeśli szukasz lokatorki, to ja bardzo chętnie też z tobą tu zostanę. - Uśmiechnęła się
Monika.
- Otwieram wino – przerwała Joanna. - Chciałam wynająć na dwie noce. Niestety na więcej się nie
dało, zatem jutro wracamy.
- Dobre i to. Otwieraj, otwieraj. Napijmy się i niech ta chwila trwa jak najdłużej.
- Tak, a potem pójdziemy do restauracji Czosnek i oliwa w starej stolarni.
- Jaka ty jesteś przygotowana.
- Jestem! I sprawdziłam wcześniej, miejsce ma dobre notowania. Zamówiłam stolik na osiemnastą. - To jakieś dziesięć minut spacerkiem od nas.
- Fajnie. Zdaję się na ciebie.
Restauracja przywitała ich przytulnym wystrojem.
Kelner doprowadził je do stolika następnie podał karty menu.
- Teraz dam paniom trochę czasu na decyzje, za chwilę wrócę.- Oddalił się.
- Ty. Ale ciacho z tego kelnera - zaczęła Joanna.
- Rzeczywiście, jest przystojny. Ma na imię Stanisław.
- Skąd wiesz?
- Miał identyfikator.
- Ja byłam tak wpatrzona w niego, że nie widziałam identyfikatora.
- Wybierzmy jedzenie, bo zaraz przyjdzie.
- Ja już wiem co zamówię.
- Ja jeszcze nie – odpowiedziała Joanna przeglądając menu.
Kiedy przyszedł kelner Monika złożyła zmówienie.
- A co dla Pani? - Zwrócił się w Joanny.
- Panie Stanisławie, a co by mi pan polecił.
- Na początku zaproponowałbym pani zupę z małż...
- Monika zauważyła, że Joanna jest zauroczona kelnerem, zresztą dało się wyczuć, że Stanisław również był wpatrzony w jej oczy i nie wyglądało to jak zwykły kontakt klientki ze sprzedawcą. Monika przyglądała się ich konwersacji.
- To ja skorzystam z tego co pan zaproponował - i uśmiechnęła się do Stanisława.
- Bardzo proszę. Zostawię paniom jedną kartę. - Po tych słowach odszedł od stolika.
- Ale ty na niego patrzyłaś.
- Wiem, miałam ochotę go schrupać.
- On też nie był dłużny
- Też to zauważyłaś?
- Tak.
Kelner przyniósł zamówione dania. Podając patrzył na Joannę.
Zresztą Joanna również spoglądała na Stanisława, jednak robiła to inaczej. Próbowała ukryć swoje zainteresowanie i spoglądała na niego nieco ukradkiem.
Kiedy odszedł. Monika uśmiechnęła się do Joanny.
- Chyba wpadliście sobie w oko.
- Tak myślisz? Chociaż nie miałabym nic przeciwko temu.
- No widzę, widzę.
- Wiesz bardzo się cieszę, że masz tego swojego wielbiciela. - Joanna przerwała.
- Nie mów tak przecież nie mam nikogo.
- Masz listy do M, a to oznacza, że nadawca kiedyś się ujawni.
- No i tego się boję. To jak randka w ciemno, człowiek nie wie kogo spotka. A może będzie to
zakompleksiony pryszczaty psychol. Albo co gorsza jakiś żonaty koleś. Uwierz mi, nie patrzę
na romantyzm tego faceta. Nie będę się pozytywnie nakręcać, żeby się nie rozczarować i jeśli
ten „A” nie będzie tym wymarzonym facetem, to niech sobie rozwija te banery i maluje murale,
ale komuś innemu.
- Rozumiem ciebie.
- Ja trzymam kciuki za to, że to ktoś wartościowy i, że się nie zawiedziesz.
Kiedy zjadły Joanna zwróciła się do Moniki tonem odrobinę rozkazującym.
- A teraz pójdziesz do toalety, a ja zapłacę rachunek.
- Ale ja nie chcę do toalety, a rachunek płacę ja.
- Nie zrozumiałaś. Idziesz do tej toalety i sikasz co najmniej dziesięć minut, bo chcę
porozmawiać ze Stasiem.
- O! Przepraszam, widzę, że koleżanka ma plan.
- Pamiętaj, dziesięć minut i ani minuty krócej. Dasz radę. Tutaj na pewno mają ładne kibelki,
zresztą jak ci się będzie dłużyło, to nie wiem, umyj głowę albo obejrzyj film w telefonie.
- Ok. Rozumiem, idę sikać. - Wstała i ruszyła w stronę toalety.
- No i co? - Jak było? - zasypała Joannę pytaniami, kiedy wróciła po jedenastu minutach.
- O czym rozmawialiście ze Stanisławem?
- O niczym. Fajnie nam się gadało.
- Tylko tyle?
- No tylko to, przecież jest w pracy, a nie na pogaduchach. W każdym razie to miły facet, mało
jest teraz takich na świecie. Wracamy do domku na wodzie.
- Wracamy.
Wyszły z restauracji. To był ciepły jesienny wieczór.
- Jutro zjemy śniadanie na rynku. Potem pochodzimy po mieście, zjemy obiad i na wieczór wrócimy
do domu.




Samochód Joanny podjechał pod dom Moniki, pożegnały się po czym Monika wysiadła z auta. Baner na kładce ciągle wisiał.
Podeszła do swojej klatki schodowej, aby otworzyć drzwi domofonem.
- Przepraszam, czy pani Monika?
- Tak, Monika, a o co chodzi?
- Mam dla pani przesyłkę.
- W sobotni wieczór przesyłkę? - Zapytała.
- Pani Moniko właśnie dlatego jesteśmy najlepsi na rynku. - podał białą kopertę i podstawił
czytnik do podpisu.
Podpisała.
Z niecierpliwością otworzyła białą kopertę i zaczęła czytać.

Chciałbym Ciebie zobaczyć. Przyjdź jutro o 18:30 do Dworu Artusa. Spotkamy się w Luizjanie.
Przy wejściu podaj kelnerce bilet, który znalazłaś w kopercie.
Chciałbym prosić, abyś była punktualnie lub lekko spóźniona, nie wcześniej.
A

Zrobiła fotkę i wysłała Joannie.
Zadzwoniła do niej, ale telefon był zajęty.
Próbowała kilka razy, chciała się z nią podzielić najnowszą informacją od „A”, ale ciągle było zajęte.
Joanna oddzwoniła po godzinie.
- Jej! Ile ty gadasz przez telefon. Cały czas było zajęte. - Zaczęła Monika.
Wiesz co się stało?
- No wiem, widziałam fotkę. Cholera strasznie się cieszę, wreszcie
się wyjaśni
- Trochę się boję. - Wyznała Monika.
- Rozumiem, ale musisz się z tym zmierzyć.
- Oczywiście, że się zamierzę i pójdę do Luizjany.
- Ale ja też muszę Ci coś powiedzieć. -Rzekła Joanna.
- Tak, a co?
- Ja jutro wieczorem wychodzę na randkę.
- Opowiedz! Z kim?
- Ze Stasiem.
- Ze Stanisławem, tym z Bydgoszczy?
- Wczoraj, kiedy wysłałam Ciebie do toalety poprosiłam Stasia o rachunek.
- Teraz już Stasia – przerwała Monika.
- Oj, przestań tylko słuchaj. Zapłaciłam i do rachunku dołożyłam zapisany na serwetce numer
telefonu. Zadzwonił, i mam nadzieję nie dlatego, że dostał napiwek.
W każdym razie pogadaliśmy trochę, właściwie to nie mogliśmy przestać. Powiedział, że
zaprasza mnie na miły wieczór.
- W Bydgoszczy? Znowu tam jedziesz? - Przerwała Monika?
- No właśnie nie! Spotkamy się tutaj. On jest stąd, powiedział, że czasami kelneruje w
Bydgoszczy w zastępstwie za kolegę. Spotkamy się jutro przy Koperniku.
- Tak się cieszę. Widziałam jaka byłaś zauroczona tym chłopakiem w restauracji.
- Dobra, nie zapeszajmy.


Adam

W sobotę Adam z ojcem wyszli na popołudniowy spacer. Postanowili zjeść na mieście. Wybór padł na pizze.
- Tato. Co dalej? Zapytał, kiedy usiedli w restauracji.
- Nie rozumiem, o co pytasz.
- Pytam o twoje plany na przyszłość. Kiedy wrócisz do firmy?
- Jeszcze trochę posiedzę w domu. Jest mi tak dobrze.
- W samotności?
- Mam przecież ciebie.
- Tato miło mi, że tak mówisz, ale wiesz, że nie o to mi chodziło.
- A o co?
- Nie powinieneś znaleźć sobie jakieś partnerki?
- Nie zastanawiałem się nad tym.
- Nie zbywaj mnie tato. Jesteś w takim wieku, że nie możesz być sam. Nie chcę żebyś mi tu
zdziadział. Zbyt młody jesteś na to żebyś się zatrzymał i żył wspomnieniami.
- Ale co masz na myśli?
- Powinieneś sobie kogoś znaleźć.
- Poczekaj, jak dla mnie to za szybko. Myślisz, że jak siedzę w domu to zdziadzieję.
- Nie do końca. Myślę, że potrzebujesz partnerki.
- Ale co mam zrobić? Konto na Tinder?
- Nie. Myślałem trochę bardziej konkretnie.
- Nie rozumiem o czym mówisz?
- Raczej o kimś. O twojej asystentce Zofii mówię.
- Poczekaj, trochę gonisz. Ja po śmierci mamy nawet przez chwile nie myślałem, że mogę kogoś
znaleźć, a ty podstawiasz mi już konkretną osobę. To się nazywa swatanie. W tych czasach to
nie funkcjonuje.
- Tato, To szykowna kobieta. Połowę facetów w firmie chciałoby się z nią umówić.
- O czym ty mówisz?
- Szkolę się w twojej firmie, spotykam ludzi i rozmawiam z nimi.
- Rozmawiacie o Zofii?
- Oj, nie o Zofii. Tutaj chodzi o spontaniczne rozmowy przy kawie lub lunchu. Jak faceci
zaczynają rozmawiać o kobietach w firmie, to często przewija się się tam osoba twojej
asystentki.
- Synek, Po śmierci mamy nie przyszło mi do głowy, żeby się z kimś wiązać. Zresztą nawet nie
wiem czy Zofia kogoś nie ma.
- Nie ma, ja wiem od ludzi, ale jak chcesz się czegoś więcej dowiedzieć, to sobie zamów firmę
detektywistyczną i sprawdź, czy kogoś ma, czy nie.
- Firmę detektywistyczną? - Zapytał z zaskoczeniem w głosie.
- Tato, nie chcę żebyś mi się tutaj teraz określał. Jednak nie możesz być sam. Życie przed
Tobą. A jeśli chodzi o Zofię, to uwijaj się, bo tam czeka całe stado lowelasów, którzy tylko
marzą o romansie z nią.
- Zjedli i ruszyli pieszo w stronę domu.
- Wejdę tu i kupię kilka rzeczy - powiedział Piotr przechodząc koło sklepu.
- Ok. poczekam na zewnątrz.
Ojciec wszedł do sklepu. Było bardzo ciepło jak na na tę wrześniową porę dnia.
- Przepraszam, czy pan Adam? - Goniec wyrwał Adama z zamyślenia.
- Tak. Zgadza się.
- Mam dla pana przesyłkę.
- Jak mnie tu znaleźliście wieczorem?
- Proszę pana jesteśmy najlepsi na rynku, zatem proszę się nie dziwić. - Wyjął z sakwy kopertę
i podał Adamowi. - A teraz jeszcze podpis na tablecie i jadę dalej.
Adam podpisał. - Znał ten format koperty. Otworzył. Był tam list, i kartonik napisem: Bilet,
18:20 Luizjana. Włożył go z powrotem do koperty i przeczytał list.

Chciałabym Ciebie zobaczyć. Przyjdź jutro o 18:20 do Dworu Artusa. Spotkamy się w Luizjanie.
Przy wejściu podaj kelnerce bilet, który znalazłaś w kopercie.
Bądź punktualny, to ważne.
M


- Co tam czytasz? - Zapytał Piotr, który właśnie wyszedł ze sklepu (Żabka)
W sumie to nic takiego. - Adam nie chciał opowiadać ojcu o tajemniczych listach. Jeszcze nie


Adam

Ciemnowłosa dziewczyna ubrana na czarno z kręconymi włosami spiętymi w koczek przywitała go w wejściu. Adam pokazał bilet jaki otrzymał w białej kopercie. Dziewczyna uśmiechnęła się.
Podała Adamowi białą kopertę.
- Znam ten format rzekł do dziewczyny.
- Proszę się zapoznać z treścią. - Zarządziła
- Tutaj? Teraz? - Zapytał.
- Tak. - Odpowiedziała stanowczo z czarującym uśmiechem na ustach.
Adam otworzył kopertę i wyjął z niej kartkę.

Adamie.

Za chwilę się spotkamy. Jest tak dużo różnych tematów rozmów, dlatego chcę obyśmy przez miesiąc zupełnie nie rozmawiali o tych wszystkich kurierach, listach od M i tym niecodziennym sposobie komunikowania się.
Nie chcę, aby zaprzątało to nasze myśli.
Zgadzasz się?

M

- I co panie Adamie, zgadza się pan na przedstawione warunki?
- Tak, zgadzam się – odpowiedział zaskoczony tym, że znała treść listu.
- Dobrze, zatem zapraszam pana do windy, zjedziemy do innej sali, tam przygotowane jest miejsce
dla państwa. - Zjechali na dół, w skąpym świetle znaleźli się w korytarzu wybudowanym w
czerwonej cegle.
- Zapraszam za mną – powiedziała.
- Bardzo tu tajemniczo - rzekł do dziewczyny.
- Taki jest charakter tego miejsca – odparła i wprowadziła go do sporej sali wystrojonej w
stylem industrialnym. Na środku stał nakryty dla dwojga stół.
- Proszę usiąść a ja na chwilę zostawię pana samego. Cierpliwości – powiedziała z rozbrajającym
uśmiechem po czym wyszła z sali i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Po chwili światło zaczęło stopniowo przygasać aż do momentu, kiedy zrobiło się niemal ciemno w pomieszczeniu. Adam poczuł się odrobinę nieswojo.
Nagle usłyszał lekkie pukanie po czym drzwi otworzyły się. Było ciemno widział tylko, że weszły dwie osoby. Po kucyku na głowie domyślił się, że była to ta sama dziewczyna, która go tutaj wprowadziła. Zaś druga osoba była dla niego zagadką.
Proszę tutaj usiąść, odsunęła krzesło i ostrożnie posadziła osobę naprzeciwko Adama.
Za chwilę rozjaśnię światło – rzekła wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
W sali zaczęło robić się coraz jaśniej, po chwili jego oczom ukazała się ona.
Piękna Monika, dziewczyna, którą spotkał w szpitalu.
Cieszę się, że pani tu siedzi – odezwał się.



Monika

Monika weszła do budynku Dwór Artusa i ruszyła przed siebie w stronę restauracji Luizjana.
W wejściu przywitała ją ciemnowłosa dziewczyna ubrana na czarno z kręconymi włosami spiętymi w koczek.
- Dzień dobry – przywitała się. - Czy życzy pani sobie stolik?
- Dzień dobry – odpowiedziała Monika. - Mam zaproszenie i podała jej niewielki bilecik.
Dziewczyna w czerni uśmiechnęła się. - Zanim rozpoczniemy jeszcze mała formalność.
- Wyjęła ze skórzanego skoroszytu białą kopertę i wręczyła Monice.
- Proszę się zapoznać z treścią.
Monika otworzył kopertę, było to taka sama koperta w których otrzymywała tajemnicze listy od A.

Moniko

Za chwilę się spotkamy. Jest tak dużo różnych tematów rozmów, dlatego chcę obyśmy przez miesiąc zupełnie nie rozmawiali o tych wszystkich kurierach, listach od M i tym niecodziennym sposobie komunikowania się.
Nie chcę, aby zaprzątało to nasze myśli.
Zgadzasz się?

A

- I co pani Moniko? Zgadza się pani na przedstawiony warunek?
- Aż miesiąc?
- Minimum miesiąc.
- No dobra. Tak, zgadzam się.
- Dobrze, zatem zapraszam panią do windy, zjedziemy do innej sali,
tam przygotowane jest miejsce dla państwa. Zjechali w dół.
Dziewczyna w czerni poprowadziła Monikę skąpo oświetlonym tunelem do drewnianych drzwi.
Zapukała lekko po czym otworzyła drzwi do sali, w której panowała niemal całkowita ciemność.
Po chwili oczy przyzwyczaiły się do ciemności. W oddali zobaczyła stolik dla dwóch osób. Na jednym miejscu ktoś siedział.
- Proszę tutaj usiąść – dziewczyna z koczkiem odsunęła krzesło i ostrożnie posadziła Monikę
naprzeciwko postaci w ciemności.
- Za chwilę rozjaśnię światło – rzekła wychodząc. Zamknęła za sobą drzwi.
- W sali zaczęło robić się coraz jaśniej. Czuła jak biło jej serce.
- Wreszcie go zobaczyła. Była zaskoczona.
- Cieszę się, że to pani tu siedzi – odezwał się.
- Ja również, – odpowiedziała spoglądając mu prosto w oczy.



Adam
- Dzień dobry przywitał się.
- Dzień dobry, uśmiechnęła się do niego.
- Myślisz, że nasze dzisiejsze spotkania to pewien wstęp do nowej, fantastycznej przygody,
która się nigdy nie skończy? Zapytała cytując tekst z pierwszej pierwszego listu od A.
- Bardzo bym chciał – również odniósł się do wiadomości jaką otrzymał siedząc na ławce nad
Wisłą.
- Szczerze mówiąc, kiedy ciebie zobaczyłem w szpitalu, już wtedy nie mogłem oderwać od ciebie
wzroku, jesteś niezwykle piękna. Jeśli ci tego dzisiaj nikt nie powiedział to chciałbym być
pierwszy.
- Dziękuję, dzisiaj jesteś pierwszy.
Ich rozmowę przerwało pukanie do drzwi po czym do sali weszła kelnerka, wprowadziła ze sobą
wózek zastawiony metalowymi pojemniki. Dziewczyna w czerni otworzyła dla nich butelkę szampana i nalała do kieliszków. Otwartą butelkę wstawiła do kosza z lodem.
- Widzę, że jesteście państwo trochę zaskoczeni. - Mówiąc to pociągnęła wózek pod ścianę z
półką.
- Tak, nie przyniosłem karty i nie będziecie państwo wybierali tego co chcielibyście zjeść. To
my dzisiaj zadbamy o dobór dań, a przy tym abyście państwo wyszli stąd zadowoleni. Zatem
musicie zdać się na nasze wybory. Obiecuję, nie będą państwo żałowali.
- Mówiąc to, ustawiła metalowe pojemniki na półce, pod każdym zapaliła podgrzewający płomyki. - - Ja jestem już gotowa, teraz zostawię państwa samych. Zapraszam na ucztę. Jeśli będą państwo
czegoś potrzebowali, to proszę nacisnąć ten guzik. - Wskazała na pilota. - Zostawię go
państwu – położyła malutkie urządzenie na stoliku
- Dziękujemy. - Odpowiedział Adam. Uśmiechnięta kelnerka wyszła z sali.
Najpierw napili się szampana, następnie zajęli się jedzeniem.
- Widziałem ciebie kilka dni temu w centrum handlowym. - Adam ostrożnie rozpoczął rozmowę,
chciał się dowiedzieć coś o mężczyźnie, który towarzyszył Monice pod kwiaciarnią.
- Tak, a gdzie i kiedy? - Zapytała.
- No w Copernicus, jakoś tak dzień lub dwa po tym jak poznałem ciebie w szpitalu, stałaś przy
kwiaciarni i wybierałaś kwiaty.
- W Copernicus? No to musiałeś mnie z kimś pomylić, bo ja tam jeszcze nigdy nie byłam.
- Nie byłaś?
- Nie, a kwiaty kupuję na bazarku koło domu.
- Przyznam się, że osoba, z którą ciebie pomyliłem stała w maseczce, a ta niewątpliwie
zniekształca twarz. Ale byłem pewien, że to ty.
- I nie podszedłeś?
- No nie, nie byłaś sama i nie chciałem przeszkadzać. Ale nie mówmy o tym. Jesteś tu, i bardzo
się cieszę, że doszło do tego spotkania.
- Ja również.
Długo rozmawiali. Wydawać by się mogło, że znają się od wieków.
To był długi wieczór.
Adam nacisnął na guzik pilota zapraszając kelnerkę.
Wyszedł na korytarz. Chciał tam uregulować. Pomyślał, że skoro Monika wszystko zorganizowała, to wypada mu przynajmniej zapłacić rachunek.
- Rachunek jest uregulowany odpowiedziała dziewczyna w czerni.
Uregulowany?
- Tak, - odpowiedziała – pewna osoba kazała panu przekazać, żeby następnym razem to pan
postarał się zorganizować coś miłego.
- Adam wrócił na salę lekko zmieszany.
- To co? - jesteśmy gotowi do wyjścia? - zapytała.
- Tak, jesteśmy. - Odpowiedział.
Odprowadził Monikę do domu...
Kiedy się żegnali pod drzwiami jej mieszkania Adam lekko chwycił Monikę za brodę, przyciągnął jej usta do swoich i pocałował. Była zaskoczona, ale nie oponowała, pocałował ją jeszcze raz, ale tym razem dłużej.
- No cóż, idę, taksówka już czeka. - Jeszcze raz pocałował Monikę na odchodne i uśmiechnął się.
- Dobranoc śliczna.
Odwrócił się i zszedł po schodach. W taksówce dostał sms-a.
Zabierz mnie stąd. - Przeczytał.
Niewiele myśląc odpisał. - Zabiorę, bardzo tego chcę. Jutro pojedziemy na kawę i coś jeszcze.
Następny sygnał SMS.
Coś jeszcze? Już nie mogę się doczekać, tego „czegoś jeszcze”. Brzmi tajemniczo.
Zatem jutro o 10 tej będę czekał pod twoim domem.
Czy mam się jakoś przygotować? - zapytała.
No co Ty? Do picia kawy nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać. - Odparł.
Zatem o dziesiątej. - Odpisała.
Zatem o dziesiątej. - Potwierdził.
Dobranoc, nie mogę się doczekać – przeczytał w ostatnim sms-ie.
Monika


Dobranoc, nie mogę się doczekać - napisała do Adama. Następnie wybrała numer do Joanny i tam również wysłała wiadomość.
Śpisz?
Nie czekała zbyt długo na odpowiedź. Joanna zadzwoniła.
- No hej jak było? - Zapytała Joanna.
- Ty pierwsza. - Odparła Monika.
- Oj nie, to ja dzwonię zatem ty opowiadasz pierwsza.
- No dobra, spotkałam się z nim i to nie była reklama produktu.
- I kto to był? - Naciskała Joanna.
- Zaskoczę ciebie. To jest ten chłopak, którego spotkałam w szpitalu u tego Piotra z mostu.
- Poczekaj, czy to ten Adam, który ci się podobał? U którego później złożyłaś ofertę na
catering?
- Ten sam.
- O kurwa, ale masz farta.
- A ty? Zapytała Monika? - Co z twoją randką?
- Dobrze – odpowiedziała ściszonym głosem.
- Możesz mówić głośniej? - Zapytała Monika.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Nic nie rozumiesz? Bo nie jestem sama. Stasiu śpi i nie chcę, żeby słyszał.
- Jest u ciebie? Śpi? Jak było?
- No jakby to powiedzieć, wszystko było. I restauracja, spacer pod pretekstem,
że mnie odprowadzi. Zapytałam, czy wejdzie. Wszedł, a potem...
- A potem?
- A potem ogień... – Roześmiała się cichutko do słuchawki.
- O kurwa, na pierwszej randce?
- A na co będę czekała? Może jutro wpadnę pod samochód. Trzeba żyć chwilą, aby później nie
żałować.
- Nie kracz! Nie wpadniesz! Monika usłyszała w słuchawce oddalony głos Stasia. Przepraszam, że
słyszałem, wycinek rozmowy, wszedłem do kuchni, żeby się napić.
- Monika oprócz głosu kelnera usłyszała również dźwięk delikatnego pocałunku. Słyszała również
jego szept.
- Jeśli nie jesteś poparzona, to chętnie dostarczę ci nową porcję ognia.
- To ja już kończę – zaproponowała Monika.
- Poczekaj. I co dalej z wami? -Zapytała Joanna.
- Zaprosił mnie na kawę jutro o dziesiątej rano? Mówiąc to słyszała w słuchawce ciche
pocałunki i cichy śmiech Joanny.
- O dziesiątej? To chyba na śniadanie – roześmiała się głośniej.
No dobra, muszę kończyć. Stasiu jest trochę niesforny. Cieszę się, że jest fajnie. Pamiętaj,
żyj chwilą!

Adam

Następnego dnia punktualnie o dziesiątej zadzwonił do Moniki.
- Już jestem, ten facet w czerwonym samochodzie pod klatką, to ja.
- Już schodzę, dziewczyna w bieli to ja. – uśmiechnięta włożyła telefon do torebki i zeszła na
dół.
Czerwony samochód stał przed wejściem do klatki.
- Dzień dobry, przywitała się wsiadając do auta.
- Dzień dobry – odpowiedział czekając aż zapnie pas.
- Już? Gotowa?
- Tak. - Odpowiedziała.
- Adam pochylił się w stronę Moniki i pocałował ją.
Monika uśmiechnęła się.
Ruszyli. Kiedy zauważyła, że jadą zbyt długo i praktycznie wyjeżdżają z miasta zapytała.
- Dokąd my właściwie jedziemy?
- Zabieram cię stąd, tak jak chciałaś.
- Ale to nie miała być kawa?
- Tak, tak. Kawa będzie, ale za jakąś godzinę. - Odpowiedział.
Auto wjechało na podjazd drewnianego dworku.
- To tutaj? - Zapytała?
- Tak, wejdźmy do środka – odparł.
- Jak tu pięknie. - powiedziała, kiedy weszli do środka. -Wynająłeś ten dom dla nas?
- Nie wynająłem, to nasz dom. Tata go wybudował, nazywamy te miejsce domem w sadzie. To tutaj
napijemy się kawy, a potem napijemy się wszystkiego innego, a jeszcze potem wypijemy
następną kawę, ale to będzie już na śniadanie. Ale nie bój się, masz oddzielny pokój.
- Tak się złożyło, że nie boję się ciebie. - Uśmiechnęła się.
- Wszystko zaplanowałeś widzę, ale ja nie jestem przygotowana na całą noc, nie mam piżamy, nie
mam szczotki do zębów.
- Nie martw się, masz wszystko. Piżama będzie moja, wprawdzie męska, ale na pewno moja
ulubiona, obiecuję, że się doskonale w niej wyśpisz. Szczotkę do zębów kupiłem dziś rano.
- Brakuje mi jeszcze parę innych rzeczy, które chciałabym mieć na jutro.- Odpowiedziała.
- Dobrze, pojedziemy do miasteczka i tam kupimy to, czego potrzebujesz. To tylko kilka
kilometrów stąd. Chcesz wypijemy najpierw kawę i pojedziemy? Zgodziła się.
W miasteczku zrobili zakupy, później w cukierni na rynku głównym zjedli lody i wrócili do domu w sadzie.
- Obiad przygotowywał sam, nalał Monice lampkę wina i posadził ją w salonie przed wyspą
kuchenną.
- Do jedzenia proszę mi się nie mieszać – zarządził. - Posiedzisz tutaj, będziesz mnie
zabawiała konwersacją.
- No dobrze. Ale jakbyś chciał, to pomogę ci.
Kiedy Adam był gotowy, wtedy wystawił stół do skąpanego w słońcu sadu jabłoni w którym dojrzewały jesienne owoce. Przykrył go białym obrusem i nakrył tym co przed chwilą przyrządził.
- Czy ktoś ci dzisiaj mówił, że jesteś śliczna? - Zapytał.
- Nie – odparła, A czemu o to pytasz?
- Bo jesteś zjawiskowo piękna. Nawet nie wiesz jak bardzo nie mogłem się opanować w
samochodzie, żeby nie patrzeć na twoje odkryte piękne nogi.
- Widziałam.
- Widziałaś?
- Tak, strasznie się gapiłeś.
- No to zostałem zdemaskowany – odpowiedział z uśmiechem.
- Odkryłeś się.
Zjedli rozmawiając, a kiedy zrobiło się ciemno i chłód wieczorny dał o sobie znać, przenieśli się do domu. On rozpalił w kominku, po chwili zrobiło się przyjemnie ciepło.
Było bardzo późno. Oboje byli już zmęczeni, a ilość wypitego wina zaczął już dawać o sobie znać.
Odprowadzę ciebie do twojego pokoju i idziemy spać.
- No już czas - zgodziła się.
- Podeszli do drzwi dzielących ich pokoje, chwycił Monikę za brodę i tak jak przy pierwszym
pocałunku przyciągnął do swoich ust. Trwało to dłuższą chwilę.
- Dobranoc - powiedział.
- Dobranoc – odpowiedziała.
Weszła do swojego pokoju, Adam zamknął za nią drzwi.
Położyła się. Nie mogła zasnąć, usiadła, wzięła do ręki telefon, napisała sms-a i wysłała.
Usłyszała dźwięk powiadomienia telefonu w sąsiednim pokoju.
Natychmiast odczytał
- No co? Chcesz mnie tutaj tak zostawić? Nie chcę być sama. Napisała
- Po chwili jej telefon zasygnalizował nadejście wiadomości.
- Dla Ciebie przebiegnę cały świat, nie zostawię Cię tam samej – odpisał i po chwili zapukał
do dzielących ich pokoje drzwi. Nie czekał aż go zaprosi tylko wszedł. Siedziała w ciemnym
pokoju na kancie łóżka z oświetloną telefonem twarzą.
- Przebiegłem cały świat, aby się tutaj z tobą spotkać. - Powiedział i usiadł koło niej i
delikatnie pocałował ją. Następnie położył Monikę na plecach i zaczął rozpinać męską piżamę,
w którą była ubrana. Robił to wolno, guzik po guziku, a kiedy uwolnił wszystkie wtedy
rozsunął materiał odkrywając jej piersi. Wolno pochylił się nad nimi i delikatnie pieścił
ustami...

Obudzili się w południe. Ich splecione nagie ciała okrywał ienki biały materiał jedwabnej pościeli.
- Dzień dobry, - przywitał się całując ją najpierw we włosy, a potem w policzek.
- Dzień dobry, - odpowiedziała z uśmiechem, lekko zmienionym po nocy głosem, nie odrywając
policzka od jego klatki piersiowej.
- Wiesz - zwrócił się do Moniki. - Wczoraj po tym winie, prawie całkowicie straciłem pamięć,
wprawdzie mam pewne przebłyski, ale niektóre rzeczy chciałbym sobie powtórzyć i przypomnieć.
Zacznijmy od tego. - Położył Monikę na plecy i zaczął całować po całym nagim ciele …
To był jeden z najdłuższych poranków, bowiem wstali w okolicach godziny piętnastej.
Adam przygotował śniadanie, zjedli, a potem wrócili do łóżka.
Kiedy podwiózł ją pod jej dom, było już późno. Monika wyjęła telefon i
zrobiła Adamowi zdjęcie.
- To jakbym obudziła się w nocy i chciała ciebie zobaczyć, będziesz tutaj w telefonie zawsze
pod ręką.
- Adam pocałował Monikę. - A ja mam twoje zdjęcie.
- Jak to? - Skąd masz?
- No te, które masz na WhatsApp-ie, Ściągnąłem sobie i często na nie spoglądam. Poprawiasz na
nim włosy rozwiewane przez wiatr. Czasami chciałbym, abyś ich nie powstrzymywała tylko dała
im się rozwiać. Opuszczasz rękę, a one rozwiewają się i tak tworzę sobie różne scenariusze z
tobą.
- Chciałabym poznać chociaż jeden z nich.
- Co tu opowiadać – odparł. - Każdy z nich kończy się, kiedy biorę ciebie w ramiona.
- Musisz mi o tym opowiedzieć.
- Może coś ci kiedyś opowiem, póki co te sceny są każdego dnia inne i przede wszystkim są
moje. Niechętnie będę się nimi dzielił. Tobie pozostawiam miejsce w rzeczywistości.
- Szanuję to – pocałowała go w usta i wyszła z samochodu.
- Do jutra. Będę tęskniła.
- Zatrzasnęła za sobą drzwi samochodu i weszła do klatki schodowej.
- Odprowadził ją wzrokiem, aż do momentu, kiedy znikła za drzwiami.

Piotr

- Musimy porozmawiać- rzekł do Adama.
- Widzę, że układa ci się dobrze z Moniką.
- A tak, bardzo dobrze. A o co chodzi? - Zapytał.
- Bardzo się cieszę z tego. Możesz mi trochę opowiedzieć o tym, jak to wszystko się zaczęło?
Adam opowiedział o listach od M. O tym jak spotkali się pierwszy raz w Luizjanie, gdzie wszystko się zaczęło.
- Bardzo się cieszę, że między wami zaiskrzyło. Muszę ci coś powiedzieć.
- No mów.
- Podał Adamowi kartę papieru. Była to specyfikacja do faktury z firmy agencji eventowej.
- Co to jest?
- No przeczytaj.
Adam przeczytał dokładnie. Jego twarz obrała grymas zdziwienia.
- Czy ja dobrze rozumiem, że mój tata uruchomił agencję eventową po to, żeby mnie zeswatać? Że
ci kurierzy, to twoja sprawka?
- No tak. Monice wydaje się, że to ty wysyłałeś listy, a tobie, że to ona.
- Jestem zaskoczony – rzekł. Powinienem być na ciebie wściekły, ale w sumie to nie mogę mieć
do Ciebie pretensji, bo między mną a Moniką jest bardzo dobrze. Ale co ci przyszło do głowy?
- Wtedy w szpitalu, kiedy się poznaliście, widziałem jak na nią patrzyłeś. Pomyślałem, że coś
trzeba z tym zrobić.
- Tato, przecież Monika mogła kogoś mieć, nie wiem, męża, narzeczonego. Twoje wiadomości mogły
zniszczyć jej związek.
- Synek głupi nie jestem, najpierw wynająłem firmę detektywistyczną, żeby to sprawdzić. Nie
było nikogo w jej życiu i świetnie się złożyło bowiem jesteście teraz parą. to ty teraz
stoisz przy jej boku.
- Firmę detektywistyczną? – przerwał Adam. Zaskakujesz mnie tato. - Adam spojrzał jeszcze raz
na specyfikację usługi od agencji eventowej.
- A ten mural, co to jest?
- Jeden list od A kazałem napisać na murze budynku, który stoi przed oknami mieszkania Moniki.
- No wszystko pięknie. Wprowadziłeś Monikę i mnie w stan zaskoczenia i oczekiwania na kontakt
z osobą, która wysyłała listy. Udało ci się tato. Tylko co ja mam teraz z tym zrobić. Co ja
mam powiedzieć Monice? Że mój tata zabawił się w swatkę? I właściwie to nie ode mnie
dostawała listy tylko od ciebie? Przecież ona myśli, że to ja wszystko zorganizowałem.
W ostatniej wiadomości wymusiłeś na nas abyśmy przez miesiąc nie rozmawiali o listach, ale
miesiąc szybko minie. Niebawem Monika zacznie dopytywać o szczegóły. I co ja jej powiem?
- Tak, dałem sobie, właściwie tobie miesiąc czasu na to, abyś stworzył własną atmosferę
wskazującą, że to ty od początku byłeś autorem listów do M.
- Tato przecież to kłamstwo.
- No trochę tak, ale możesz je mocno spłaszczyć.
- Co masz na myśli?
- Że przejmiesz inicjatywę z listami i od teraz to ty będziesz zaskakiwał Monikę
niespodziankami.
- No ale po co kontynuować? Przecież będzie wiedziała, że to ja wysyłam.
- No i o to chodzi synu, o to chodzi. Wtedy do głowy jej nie przyjdzie, że za wcześniejszymi
listami stał ktoś inny. I jest jeszcze jeden aspekt, chyba najważniejszy.
- No jaki ten aspekt miałby być?
- Pamiętaj mam więcej doświadczenia niż ty, zatem słuchaj uważnie. Związek, na którym ci
zależy trzeba pielęgnować. Zawsze! I ten świeży i ten, który już trochę trwa. Kurier, mural
i inne niespodzianki tylko cementują relacje.


Monika

Była sobota, Monika wstała o dziesiątej.
O dwunastej miała się spotkać z Adamem.
Odsunęła żaluzje w oknie i ruszyła w stronę kuchni. Miała zaparzyć herbatę i przygotować śniadanie. Wróciła się, coś jej nie pasowało. Za oknem było jakoś inaczej niż zwykle. W pośpiechu nie zwróciła na uwagi, ale to coś nie dawało jej spokoju.
Wróciła do sypialni i podeszła do okna. Widok był inny niż zwykle, bowiem kolor muralu na przeciwnej ścianie zmienił się.
Na nowym tle ktoś napisał:

Moniko, co byś powiedziała na to, abyśmy zamieszkali w jednym mieszkaniu na dłużej? Na zawsze?
A

Uśmiechnęła się, zrobiła zdjęcie i wysłała je Joannie.
Po czym wybrała numer do Adama.
- Dzień dobry kochanie. odezwał się. Co u ciebie dzisiaj słychać?
- Dzień dobry. Widziałam napis na fasadzie budynku. Jestem zaskoczona twoją niespodzianką.
- I co ty na to? - Zapytał.
- Chcę! Tak chcę spróbować.
Adam milczał.
- Halo, słyszysz mnie?
- Słyszę i nie mogę uwierzyć w moje szczęście. – Odpowiedział, jestem mega zadowolony. Nawet
nie wiesz, jak się cieszę.
- Ja też się cieszę – odpowiedziała i jestem szczęśliwa.
- Będę u ciebie o dwunastej. Mam inną niespodziankę, o której dowiesz się później.
- W sumie to już nie wiem czym ty możesz mnie jeszcze zaskoczyć? - Odparła.
- Staram się.
Kiedy odłożyła słuchawkę usiadła do śniadania.
Przerwał jej dzwonek to drzwi.
Przez judasza zobaczyła gońca. Już go widziała wcześniej.
Otworzyła.
- Pani Monika? - Zapytał.
- Zgadza się – odpowiedziała uśmiechnięta.
- Przesyłka do pani. - Wyjął z dużej torby bukiet białych gerber i wręczył Monice.
Jeszcze tylko podpis. - Jak zwykle podsunął jej tablet.
Niezgrabnie podpisała i zamknęła za sobą drzwi.
Do kwiatów przywiązana była biała, znana z wcześniejszych przesyłek koperta.
Otworzyła ją.

Moniko
Proszę. Bądź otwarta na wyzwania...
Do zobaczenia o godzinie 12:00.
weź ze sobą dowód osobisty. To ważne!

Twój A.
Chyba mogę już tak do ciebie pisać „Twój A”?

Przeczytała list jeszcze raz.
Twój A.
- Oczywiście, że możesz powiedziała sama do siebie.

Punktualnie o dwunastej zadzwonił telefon.
- Już jestem, ten facet w czerwonym samochodzie pod klatką, to ja.
- Już schodzę. Na pewno znajdę...




Piotr

Spotkali się w kawiarni.

- Dzień dobry, dawni się nie widzieliśmy – powiedziała, kiedy usiadła przy stoliku.
- Dzień dobry, miło ciebie znowu widzieć.
- Zaskoczyłeś mnie tym, że chcesz ze mną porozmawiać. Zabrzmiało to dość poważnie i
enigmatycznie.
- Bo jest poważnie. Chciałem sobie kilka rzeczy poukładać. Pomyślałem, że może możesz mi
pomóc.
- Spróbuję. O co chodzi?
- Zrobiłem test na ojcostwo, Adam nie jest moim synem.
- Poczekaj, zrobiłeś test i Adam nie jest...? – Nie dokończyła pytania. - To musi być jakaś
pomyłka.
- Jesteście siostrami podejrzewam, że wiedziałaś.
- Znałam swoją siostrę i to co mówisz jest niemożliwe.
- Możliwe. Tatuś się odezwał – odpowiedział Piotr.
- Kto się pojawił?
- Michał.
- I co? I powiedział, że Adam jest jego synem? To niedorzeczność. - Odparła.
- Nie. Zadzwonił, że potrzebuje pomocy. A ściślej mówiąc potrzebuje szpiku. Powiedział, że
tylko my dwaj możemy mu pomóc, jesteśmy w końcu jego rodziną.
- No jesteście przecież rodziną – przerwała. - Brat i syn brata to rodzina.
- Nie, on miał na myśli bliższą rodzinę.
- Piotrze, ja nigdy w to nie uwierzę, ten test musi być niewłaściwy. Co ci przyszło do głowy,
aby to sprawdzać.
- Po telefonie od niego coś we mnie wstąpiło. Przeczytałem listy od niego do Marii. W jednym z
nich napisał, że ze względu na dziecko Maria powinna do niego wrócić.
To może oznaczać tylko jedno. Michał uważa, że Adam jest jego dzieckiem.
To nie jest tak Piotrze. Ja wiem, że Adam jest twoim synem i tylko twoim.
- Ale testy mówią co innego. - Przerwał.
- W dupie mam te wasze testy, rozumiesz? Dziecko jest twoje. A jeśli tego bardzo chcesz, to
powtórz test. A teraz słuchaj. Michałowi może się i wydaje, że jest ojcem, ale nim nie
jest. Ich związek, który wydawał się być taki idealny z zewnątrz, w rzeczywistości wcale
takim nie był. Maria czuła się tam przygnieciona jego decyzjami. Michał zawsze błyszczał,
zawsze musiało wyjść na jego. Decydował o wszystkim. Kiedy się sprzeciwiła wtedy kończyło
się to awanturą. Kiedyś po kolejnej sprzeczce przyszła do mnie. Rozmawiałyśmy całą noc.
Maria kochała Michała, ale dusiła się w tym układzie. Chciała mu dać ostatnią szansę.
Ułożyłyśmy plan. Kiedy się spotkali powiedziała mu, że jest w ciąży. Był zaskoczony, ale jak
zwykle stanowczy. Nie chciał słyszeć o dziecku. Kazał jej usunąć. Powiedziała, że nie
usunie. Zrozumiała, że to już koniec. Wyszła i taki był koniec ich związku. Ale zapewniam
ciebie, że ciąża była wymyślona, a ściślej mówiąc, to był mój pomysł. Pamiętam, jak Maria
opowiadała mi, kiedy już była z tobą spotkała Michała na ulicy. Pytał, jak się czuje w
związku z tobą, kiedy wie, że dziecko nie jest twoje. Odpowiedziała, że jest szczęśliwa, a
dziecko jest przede wszystkim jej. Zażądała, aby już nigdy do tego nie wracał i że miał
swoją szansę, którą na zawsze ją stracił. A teraz ty wywlekasz stare sprawy i wprowadzasz
zamęt w swoim życiu. Mam nadzieję, że tylko swoim i Adam o tym nie wie.
Chciałem udowodnić Michałowi, że Adam jest moim synem. - Odpowiedział.
Pomyślałem, że jak mu pokażę papier, to nie będzie wątpliwości, ale wynik testu trochę to
skomplikował.
Rozumiem. - Powiedziała po chwili. Albo musisz powtórzyć test, albo odstąpić od
udowadniania. Nie chcę, żebyś powiedział Michałowi, że Maria nie powiedziała mu prawdy, że
nie była wtedy w ciąży. Namawiałam ją, aby to zrobiła i wyjaśniła mu, że to była tylko
próba. Ale nie chciała. Czuła się bardzo zraniona i chciała go ukarać. Zatem i ty nic mu nie
mów. Taka była wola twojej żony. A co chcesz z tym z robić w stosunku do Adama?
Do Adama? - zapytał. - Nic! Był jest i będzie moim synem. Nie planowałem nawet, żeby się o
tym teście dowiedział. Przynajmniej nie ode mnie.
To dobrze – rzekła. - Chcesz pomóc bratu?
Oczywiście, Razem z Adamem czekamy na wynik zgodności.



Adam
Punktualnie o dwunastej zadzwonił do Moniki.
- Już jestem, ten facet w czerwonym samochodzie pod klatką, to ja.
- Już schodzę. Na pewno znajdę.
Kiedy wsiadła pocałowała Adama na przywitanie. Ruszyli.
- Dokąd jedziemy? - Zapytała.
- Na lotnisko.
- Na lotnisko? - Zdziwiła się.
- Tak, skoro powiedziałaś, że chcesz abyśmy zamieszkali razem, to zacznijmy od dzisiaj.
- Mamy zamieszkać na lotnisku?
- Oj nie – odpowiedział. - W Barcelonie kilka dni?
- Zabierasz mnie do Barcelony? Teraz?
- No tak. - Odpowiedział z rozbrajającym tonem.
- Ale ja nie mam ze sobą ubrań, przecież nie mogę tak lecieć.
- Możesz! Ja mam twoją walizkę, są tam wszystkie twoje potrzebne rzeczy. Zresztą zawsze możemy
dokupić coś na miejscu, jeśli będzie taka potrzeba.
- Masz moje rzeczy w walizce? - Zapytała z niedowierzaniem.
- No mam, kupiłem ci wszystko. Mam nadzieję, że trafiłem w twój gust.
- Chcesz powiedzieć, że kupiłeś mi całą garderobę na pobyt?
- Tylko to co najbardziej potrzebne. Wiesz, trzeba uważać na nadbagaż.
- Już rozumiem po co ten dowód osobisty. No to powiem ci, że dzisiaj nie przestajesz mnie
zaskakiwać.
- Ostrzegałem, że będą niespodzianki.
- Uwielbiam je. - Odpowiedziała.



Michał

Lekarz

- Mam dla pana fantastyczną wiadomość, pański brat może być dawcą.
- To świetnie – rzekł Michał z wyraźną ulgą na twarzy.
- Panie doktorze, powiedział pan, że to mój brat będzie dawcą? A co z testem Adama?
- Nie pasujecie do siebie. - Odpowiedział lekarz. - Rozpoczynamy leczenie już dzisiaj. -
Kontynuował. - Za chwilę zostanie pan przewieziony do izolatki i w sterylnych warunkach
spędzi pan tam co najmniej dwa tygodnie, może dłużej.
- Wiem, byłem o tym informowany wcześniej – przerwał Adam.
- No właśnie. Za chwilę przyniosę dokumenty, na których podpisze pan wszystkie niezbędne zgody
i zaczynamy. Nie będziemy tracić czasu.



Adam 4

Adam wrócił z pracy. Postanowił, że najpierw zje obiad a następnie pojedzie odwiedzić ojca w szpitalu. Wśród gazet leżących na stole znalazł papier.
Przeczytał.
- Co? - Zapytał na głos ze zdziwieniem? - Test na ojcostwo?
Z tekstu wynikało, że Piotr sprawdzał, czy jest ojcem dla materiału genetycznego o nieznanym
nazwisku. Wynik był negatywny.
- Po co mu to? - pomyślał. - Czy mój tata ma jakiś romans, którego owocem jest dziecko? -
Niewiele zastanawiając się zwinął znalezioną kartkę papieru i poszedł do szpitala.
- Dzień dobry, tato. Jak się czujesz?
- Doskonale, już dzisiaj wychodzę, zatem fajnie, że przyjechałeś.
- A co z twoim bratem? Jak się czuje?
- Lekarz powiedział, że wszystko odbyło się rutynowo. Michał czuje się tak jak wszyscy
pacjenci po przeszczepie. Dopiero czas pokaże, czy całkowicie wyzdrowieje.
- Musisz mi teraz coś wyjaśnić tato. Co to jest? - Podał ojcu kartkę, którą znalazł w domu.
- Do kiedy czytasz moją korespondencję? - Piotrowi przypomniało się, że nie schował testu na
ojcostwo. Był przerażony, że Adam to znalazł.
- Zostawiłeś to w kuchni, bez koperty otwarte tekstem do góry. Albo chciałeś abym to
przeczytał, albo coś przeoczyłeś.
- No to przeoczyłem – odparł.
- W każdym razie mój tata sprawdza czy jest ojcem. Masz jakiś romans? A może ktoś chce ciebie
w coś wrobić.
- Nikt w nic nie chce mnie wrobić. - Pomyślał jednocześnie, że nie będzie okłamywał Adama.
Poczekaj tato, to znaczy, że sprawdzałeś mnie? Czyli chodzi o mnie i nagle dowiadujemy się,
że nie jestem twoim synem.
- Adam to nie tak. Dla mnie byłeś nim i zawsze będziesz. - Piotr poczuł, że tym zdaniem
pogrążył się jeszcze bardziej.
- Wiem, nie mam co do tego żadnej wątpliwości. Ale to nie ma w tym przypadku żadnego
znaczenia. Mówię tu o biologii. Po co zrobiłeś ten test? Co chciałeś zrobić z tą wiedzą? Co
ja mam o tym wszystkim myśleć?
- Muszę coś komuś wyjaśnić – odparł.
- No przede wszystkim mnie tato. Pytań jest wiele. Czy ja jestem jakimś materiałem spornym
między tobą, a kimś innym?
- Dobrze, skoro sprawa zaszła już tak daleko, to powiem ci. Twoja mama zaszła w ciążę tuż po
tym jak przeniosła się do mnie. Michał przekonany jest, że to on jest ojcem.
- Zrobiłem test, bo chciałem mu udowodnić, że nie jest ojcem. Niezależnie od wyniku, ty nigdy
nie miałeś się o tym dowiedzieć.
- Skąd wziąłeś mój materiał genetyczny? Nie przypominam sobie żebyś wyrywał mi włosy.
- Wysłałem na testy twoją szczotkę do zębów.
- Moją szczoteczkę?
- Tak, nie chciałem brać tej co stała przy umywalce, bo wiedziałem, że zauważysz jej
zaginięcie. Zatem wziąłem tę która leżała w szufladzie.
- Leżała w szufladzie mówisz. - Adam powtórzył upewniając się, że dobrze myśli
- Tak.
- A nie przyszło ci do głowy, że mogła to nie być moja szczotka.
- Jak to nie, a czyja? Przecież nikt nas nie odwiedza.
- Tato, wziąłeś szczoteczkę do zębów Moniki. Tak, mojej Moniki, tej z mostu. To jej szczotka.
- Poczekaj, do głowy by mi nie przyszło, że...
- Kiedy wróciliśmy z domu w sadzie, zostawiła kilka rzeczy w samochodzie. Przyniosłem je do
domu i stąd jej szczotka w mojej szufladzie. Zatem tatusiu wziąłeś nie mój materiał
genetyczny.
- Ale ze mnie dureń – powiedział Piotr.
- W sumie dobrze, że nie jesteś ojcem Moniki. Bardzo się cieszę z tego. Trochę skomplikowało
by to moją sytuację, jakby okazało się, że jest twoja córką, a przy tym moją siostrą.
- Ale ze mnie kretyn...



Michał

Michał był już po zabiegu. Czuł się fatalnie.
Sterylnie ubrany lekarz prowadzący wszedł do izolatki.
- Jak się Pan dzisiaj czuje – zapytał.
- Przyznam, że bywało lepiej – odpowiedział bardzo zmęczonym głosem.
Mam nudności i wychodzą mi włosy garściami.
- To jest reakcja, która występuje u niemal wszystkich pacjentów. Nie będę ukrywał, że to
jeszcze potrwa.
- Wiem, dużo czytałem o tym i jestem przygotowany na skutki uboczne.
- Panie Michale, proszę odpoczywać. Widzimy się jutro.
- Panie doktorze! Chciałem o coś zapytać.
- Słucham.
- Mówił pan, że test Adama nie jest zgodny z moim testem.
- No nie jest, pan Adam zupełnie nie pasuje do pańskiego szpiku. Są pewne podobieństwa
wynikające z pokrewieństwa, ale wyniki są zbyt oddalone. Co innego pański brat, on jest
dawcą, którego pan potrzebował.
- Chciałbym, aby to o czym teraz powiem zostało między nami.
- Oczywiście, to mój obowiązek – rzekł lekarz.
- Powiedział pan, że są pewne podobieństwa, a mnie wydawało się, że to właśnie Adam mógłby być
mi bliżej genetyczne.
- Bo widzi pan, życie płata przeróżne figle. Jednym z nich jest fakt, że mam prawo sadzić, iż
Adam jest moim synem.
- Twarz lekarza nie kryła zaskoczenia.
- Panie Michale, nie mam żadnych wątpliwości, że zdecydowanie nie jest pan ojcem pana Adama. -- Nie wiem, czy to dla pana dobra czy zła wiadomość, ale wyniki nie pozostawiają złudzeń.
Michał popatrzył na lekarza.
- Mówi pan, że nie ma złudzeń? - Zapytał spokojnie, a w jego głosie słychać było zawód.
- Tak panie Michale. Nie mam wątpliwości. Jesteście rodziną, ale oddaloną.
- Dziękuję panu doktorze.
- Mam nadzieję, że udzieliłem panu wyczerpującej odpowiedzi.
- Tak, pańska odpowiedź wyczerpująco zburzyła moje dotychczasowe przekonania.
- Przykro mi, jeśli usłyszał pan coś, czego nie chciał pan usłyszeć, ale ja tylko recenzuję
wyniki badań.
- Rozumiem. Teraz w izolatce mam dużo czasu, spróbuję sobie wszystko poukładać w głowie, a
jest co.
- Kiedy lekarzy wyszedł. Michał wykręcił numer i zadzwonił.
- Dzień dobry panie mecenasie. Ten list który miał pan przekazać spadkobiercy, proszę go
zniszczyć.
- Tak, taka jest moja wola.
- Nie, testament pozostaje bez zmian.
- Dziękuję.


Zofia

Po pracy szła do domu Rynkiem Staromiejskim.
- Przepraszam panią. - Usłyszała głos za sobą. Kiedy się odwróciła stał za nią kurier. Jedna
ręką podtrzymywał rower kolarski. Drugą zaś szukał czegoś w swojej kurierskiej sakwie.
- Czy Pani Zofia?
- Tak Zofia, a o co chodzi?
- Mam dla Pani przesyłkę.
- Tutaj?
- Proszę pani, każde miejsce jest dobre, najważniejsze, że panią znalazłem.
- Podał jej zielona kopertę, po chwili podsunął czytnik do podpisu.
Podpisała. Kiedy goniec odjechał, usiadła na ławce i ostrożnie otworzyła przesyłkę. Wyjęła
zieloną kartkę.

Zofio,

jesteś bardzo wartościowym człowiekiem, a przy tym zjawiskowo piękną kobietą.
Zrobię wszystko, abyś mnie dostrzegła. Bardzo zależy mi na tym.

P

Koniec

Podpis: 

efterlyst 3 msc
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.