https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
30

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 53

  Życie w ciemnościach, zielenią tętni.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
Piąta kobieta
Henning Mankell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 53

Życie w ciemnościach, zielenią tętni.

Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII

Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało.

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII

— Pajacu! Duchy! Krążą wokół nas, szukają dziury, by się tu dostać. Popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał bez tchu.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
731
użytkowników.

Gości:
731
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81883

81883

Sen na jawie

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
22-11-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/-/-
Rozmiar
19 kb
Czytane
161
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
22-11-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Blekitnyplomien Podpis: Błękitnypłomień
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Kiedy zastanawiasz się, czy coś wydarzyło się naprawdę.

Opublikowany w:

Sen na jawie

Lubiła to miejsce najbardziej za to, że ta część parku należała do mało uczęszczanych, choć było tutaj równie ładnie, jak w całym ogrodzie. Jedyną samotną ławeczkę, na której zwykle siadywała, zalewał ciepły blask, ilekroć kapryśna pogoda pozwalała słońcu przebić się przez chmury. Z tyłu osłonięta gęstym żywopłotem, pozwalała siedzącym podziwiać pół dziki trawnik z rabatą polnych kwiatów w artystycznym nieładzie. Ściana starannie przystrzyżonego żywopłotu, biegnącego łagodnym półkolem, nie pozwalała sięgnąć wzrokiem w głąb parku. Na lewo, dostępu do ławeczki bronił ceglany mur, niemal całkowicie porośnięty dzikim bluszczem, Prowadziła tu tylko jedna wąska alejka przez wycięte w monolicie ligustrowej ściany przejście.

Spacerowicze zwykle nie zapuszczali się na skraj parku, jeśli do dyspozycji mieli sporą połać pięknie ukwieconej przestrzeni.

Siadywała tutaj często – z dala od innych, co zapewniało błogie chwile spokojnej samotności. Nie lubiła ludzi. Wydawali się tacy banalni w swej niedoskonałości – zwyczajne płytkie istnienia w prozaicznej rzeczywistości, na którą nie chcieli mieć żadnego wpływu – a w najlepszym razie – nie byli świadomi, że mogą mieć jakikolwiek wpływ.

Przychodziła do parku z małą butelką ulubionego cydru. Zakładała słuchawki i włączała playlistę w telefonie. Etniczna muzyka bałkańska – coś, czego prawdopodobnie nie słuchał nikt, poza mieszkańcami Bałkanów, a i to pewnie tylko tymi z bardziej dojrzałego pokolenia.

Tamtego dnia chmury litościwie ograniczyły do minimum swą obecność na niebie i ławeczka tonęła w przyjemnie ciepłym, jesiennym słońcu. Inez przymknęła na chwilę oczy i wystawiła twarz do słońca. Grzało tak rozkosznie, że poczuła zbliżającą się obecność Morfeusza. Uświadomiła sobie jednak, że nie należało drzemać na ławce w parku. A w dodatku ta butelka cydru… Ktoś jeszcze gotów wziąć ją za jakąś pijaczkę, a może nawet i ćpunkę. Nie, zdecydowanie musiała przepędzić Morfeusza z tego uroczego, należącego tylko do niej zakątka. Szybko otworzyła oczy.

Stał po prawej stronie, tam gdzie wąska alejka wynurzała się zza ściany żywopłotu. Patrzył na nią. Napotkała jego wzrok i przez chwilę poczuła się jak mały bezbronny gryzoń, unieruchomiony czarem hipnotyzującego spojrzenia dostojnego węża. Pełna świadomość powróciła po kilku sekundach, ale na zdolność trzeźwego sformułowania myśli musiała poczekać kilka kolejnych sekund. Zdołała się poruszyć dopiero wtedy, gdy człowiek odwrócił się i bezgłośnie zniknął za gęstą, zieloną ścianą.

– Na litość… – powiedziała do siebie cicho i zatrzymała playlistę.

Zdjęła słuchawki i rozejrzała się wokół. Odetchnęła i bezwiednie upiła łyk cydru. Zaczynał być już ciepławy, choć przyniosła go tu mocno schłodzonego, niemal na granicy zamarzania.

Zastanawiała się, jak to możliwe, że on wyglądał dokładnie tak, jak… Serce przyśpieszyło rytm, oddech też przyśpieszył nieznacznie. Uspokoiła się jednak po chwili. Przypadek. Nic innego. Wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. Po prostu ktoś bardzo podobny, do złudzenia podobny… Przecież to się zdarza. Bo z całą pewnością to nie mógł być on.

Szybko dopiła resztkę zwietrzałego, ciepławego trunku, który teraz smakował jak skwaśniałe, nadpsute jabłka. Definitywnie straciła ochotę na popołudniowy, samotny relaks na ulubionej ławeczce. Chciała już wrócić do domu.

„Do domu” – pomyślała ze smutkiem o ciasnej kawalerce na poddaszu, którą wynajmowała od trzech lat. Zawsze zadziwiała ją łatwość, z jaką przyzwyczajała się do kolejnych miejsc – kolejnych wynajmowanych, bezimiennych mieszkań, które nigdy nie były – i nie miały szans stać się – domem.


Obojętnie przekroczyła próg obecnego lokum. Mimo nie grzeszyło przestronnością, a umeblowanie prezentowało radykalny minimalizm, to jednak panował tutaj idealny ład i porządek. Inez przestrzegała tego niemal obsesyjnie – każde mieszkanie musiało być idealnie wysprzątane. Najzwyczajniej w świecie źle się czuła, jeśli dokoła panował bałagan.

Odwiesiła plecak na haczyk wbity w drzwi wejściowe. Jak zwykle, zanim jeszcze zdjęła buty, podeszła do komody i otworzyła pokrywę laptopa. Wcisnęła okrągły guzik i ekran ożył. Zrzuciła tenisówki, przebrała się w wygodny dres, bo taki lubiła nosić w zaciszu czterech ścian i stanęła przed laptopem. Przez chwilę tępo wpatrywała się w ekran, znów nie mogąc zebrać myśli. Wyglądało na to, że widok tamtego człowieka w parku dość mocno wytrącił ją z równowagi. Skierowała strzałkę kursora na ikonę winamp i włączyła muzykę, a potem powlokła się do aneksu kuchennego, żeby z lodówki wyjąć kolejną dobrze schłodzoną butelkę cydru.

„Znowu zaczynam za dużo pić – przeleciało jej przez głowę i w tym samym momencie usłyszała niegłośne pukanie. – Sąsiadka?” – pomyślała zdziwiona, bo gości nie miewała prawie wcale, wliczając również sąsiadów.

Otworzyła drzwi i zamarła. Serce za to zaczęło tłuc się jak szalone i czuła to przyśpieszone bicie niemal w całym ciele. Stała jak rażona gromem, niczym legendarna żona Lota tuż przed tym, jak za sprawą miłościwego Boga, stała się już na zawsze słupem soli. Gdzieś tam podświadomość popiskiwała cichutko, że powinna coś zrobić, jakoś zareagować albo chociażby przestać się tak bezmyślnie gapić. Ale nie potrafiła oderwać wzroku od tego człowieka. Uśmiechnął się jakby z pobłażliwym zrozumieniem i odezwał się, a jego głos brzmiał łagodnie i ciepło:
– Mogę?

Bez słowa odsunęła się od drzwi, żeby wpuścić gościa do środka. Usiadł na jedynym w mieszkaniu fotelu, przy niewielkim niskim stoliku ze szklanym blatem. Jak automat Inez podeszła do kanapy, ustawionej naprzeciw fotela i usiadła, ciągle bez słowa, sparaliżowana całą gamą odczuć i emocji, jakie opanowały ją na widok tego człowieka.

– Mesin – odezwał się znów, a Inez poczuła, jak gwałtownie zakręciło jej się w głowie. To stanowiło ostateczny dowód, że on nie mógł być nikim innym. To imię nadała sama sobie dawno temu, kiedy zaczęła marzyć i nie znał go już nikt więcej.

To znaczy mógł je znać jeszcze tylko on, Rellay.

– Przecież wiesz, kim jestem – powiedział.
– Jesteś wytworem mojej wyobraźni… – wyszeptała niemal niesłyszalnie, a on uśmiechnął się po raz kolejny.
– Tak – potwierdził z całkowitym spokojem. – I wiem, co możesz teraz myśleć.

Nie tylko z jego głosu, ale i z całej postaci biła nierealna wręcz łagodność. Patrzyła na niego bezradnie. Czuła się zdezorientowana.

– Wiem, że nie ma potrzeby, abym wyjaśniał ci cokolwiek, bo przecież ty wiesz. I jesteś jedyną osobą, która może uwierzyć w to, co dla każdego innego wydawałoby się niewiarygodne, niemożliwe wręcz. Dla każdego, ale nie dla ciebie. Tak, jestem wytworem twojej wyobraźni. To ty mnie stworzyłaś. W każdym detalu, starannie i czyniłaś ze mnie twór niemal doskonały. I ty nadałaś mi imię „Rellay”. Jestem dokładnie taki, jak chciałaś, abym był. Najpierw mnie stworzyłaś, a potem przez te wszystkie lata, kiedy każdego dnia myślałaś o mnie, energia twoich myśli i nieustannego pragnienia, bym zaistniał, stawała się coraz większa i większa, aż skumulowała się tak bardzo, że powołałaś mnie do realnego, materialnego istnienia. Siłą własnej woli, która wygenerowała te ogromne ilości energii…
– To jakieś szaleństwo – przerwała mu. – To nie może być…

Mogłaby wziąć go za szaleńca, specyficznego psychopatę, który rozpoczął jakiś dziwny rytuał, z Inez w roli ofiary, mający zakończyć się morderstwem i poćwiartowaniem jej zwłok. Tak, psychopata najpierw upatrzył ją sobie w parku – łatwa zdobycz: samotna dziewczyna (bo kto wybiera taką zapomnianą przez Boga i ludzi ławkę?), z problemami osobistymi (bo kto na takiej ławce pije cydr?). Następnie śledził ją aż tutaj – do mieszkania i oto teraz jest, aby dopełnić makabrycznego rytuału. Tak mogłaby pomyśleć, gdyby nie wymienił obu imion, których nie miał prawa nikt znać. Nikomu nigdy ich nie wyjawiła. Rellay i Mesin. Tak nazywała jego i siebie, kiedy stworzyła go w swojej świadomości – partnera doskonałego. A teraz siedział tutaj, dokładnie taki, jak latami istniał w jej wyobraźni. Zgadzał się każdy szczegół – kolor oczu, włosów, barwa głosu, kształt ust…

„Cholera, co jest grane?” – pomyślała i poczuła niepokój, a może nawet zalążki paniki.

– Przecież to niemożliwe… – powtórzyła znowu, ledwo dosłyszalnie, ale usłyszał.
– Możliwe. – Spokój i łagodność melodyjnego głosu niemalże przeszywały dreszczem. – Choć niezwykle rzadkie i bardzo trudne. Sama wiesz, ile długich lat potrzebowałaś, żebym pojawił się teraz tutaj. Z drugiej strony jednak – uśmiechnął się, a ona miała wrażenie, że to lekko ironiczny uśmiech – w zasadzie wszystko jest tylko skumulowaną formą zagęszczonej energii, zatem można by uznać, że nie stanowię aż tak wyjątkowy byt, jak się to wydaje na pierwszy rzut oka.
– Takie… byty jak ty, są niebezpieczne – odważyła się powiedzieć, więc uśmiechnął się znów i tym razem mogłaby przysiąc, że dostrzegła w tym uśmiechu jakaś czułość.
– Na razie nie stanowię dla ciebie żadnego zagrożenia.
– Na razie?
– Zasoby energetyczne, które skumulowały się dzięki twojej miłości do mnie, pozwolą mi przebywać tutaj przez jakiś czas. Jednak aby podtrzymać istnienie w materialnej postaci… – zaczął i zawahał się, ale tylko na moment – potrzebuję stałego dopływu dużej ilości energii, którą muszę skądś czerpać. I jakkolwiek wielka byłaby twoja miłość do mnie… – wziął głęboki wdech – nie wystarczy, bym mógł tu istnieć ciągle.
– Co to oznacza? – spytała, już teraz zimnym szeptem.
– Że musiałbym czerpać energię w sposób, który stałby się dla ciebie niebezpieczny.
– Nie ma innego sposobu? Bezpiecznego?
– Nie – odparł całkowicie spokojnie. – Widzisz, chodzi o prawa fizyki kwantowej, których nie jestem w stanie zmienić ani obejść. Dlatego zanim wyczerpie się energia, która pozwala mi przebywać tutaj w materialnej postaci, będę musiał odejść, zanim stanę się dla ciebie zagrożeniem – dokończył już znacznie ciszej.
– Chcesz powiedzieć mi – zaczęła Inez lodowatym tonem – że po tych wszystkich długich latach, kiedy stał się jakiś niepojęty kwantowy cud i pojawiłeś się, choć to przeczy jakimkolwiek… Chcesz powiedzieć, że to tylko na jakiś czas i znów cię nie będzie?

Po raz pierwszy odwrócił wzrok, żeby uniknąć jej spojrzenia. Wiedział, że tak właśnie postąpi. Ale to nie była jego decyzja. Nie jego wybór. Nie miał wyboru. I w tamtej chwili, w tej materialnej i bardzo ludzkiej postaci, dotarło do niego, że o ile takie pojawienie się w życiu Mesin mogło dać jej bezgraniczne szczęście, o tyle odejście może stać się raną, której dziewczyna nie będzie w stanie wyleczyć.

– Rellay? – Usłyszał. – Jak długo? – spytała.
– To zależy – zaczął niepewnie – w jakim tempie będzie wyczerpywać się energia – dokończył szybko. Nie chciał, żeby zadawała jeszcze jakieś pytania. To i tak niczego nie mogłoby zmienić. – Może przywitasz się ze mną wreszcie? – zapytał miękko, wstał i wyciągnął rękę.

Oswoiła się z jego obecnością już po kilku godzinach. Czuła dziwny spokój i bezpieczeństwo, tak jakby nic nie mogło jej zagrażać. Tego pierwszego wieczora na usilne prośby Inez, tłumaczył szczegóły fenomenu swojego istnienia. Dowiedziała się, że potrafi widzieć energetyczną aurę, jaka otacza każdą istotę. Doskonale odgadywał też jej pragnienia, zanim je wypowiedziała, ale kiedy spytała, czy może czytać w myślach – zaprzeczył. Mógł rozpoznawać pewne dolegliwości i niedomagania organizmu, więc kiedy pod koniec wieczoru z nadmiaru wrażeń rozbolała ją głowa, natychmiast o tym wiedział. A ponieważ potrafił także usuwać takie dolegliwości – przyłożył dłoń do czoła dziewczyny i ból minął po kilkunastu sekundach. Jednak nie przyznał się, że coś takiego zabiera energię, skracając czas pobytu z nią.


Kilka dni później znów zapytała, ile czasu jeszcze pozostało, zanim będzie musiał ją opuścić.

– Nie chcesz znać odpowiedzi na to pytanie – odparł.
– Nie chcę – potwierdziła. – Ale muszę wiedzieć.

Serce niemal w niej zamarzło, kiedy czekała na odpowiedź. Milczał. Siedzieli przy popołudniowej kawie. Rellay otworzył notes dziewczyny i rysował wielkie serce, a w środku kaligrafował starannie: „Mesin”.

– Jeśli wiedziałeś, że to nie na zawsze, to nie powinieneś się w ogóle pojawiać – odezwała się z wyrzutem. Poczuła do niego żal, choć doskonale wiedziała, że nie powinna obwiniać Rellay'a. – Uważam, że to podłe – brnęła dalej, wbrew sobie. – A teraz mam prawo wiedzieć, ile jeszcze zostało czasu.
– Masz rację. Powinienem wiedzieć, że rozstanie cię zrani. Powinienem…
– Ile? – przerwała mu.
– Kilka tygodni. – Wziął głęboki wdech. – Ale obawiam się, że będziemy musieli skrócić ten czas.

Spojrzała przenikliwie i z niemym wyrzutem. Jasne, dlaczego miałby chcieć zostać z nią tak długo?

– To nie jest tak, jak myślisz.
– Podobno nie potrafisz czytać w myślach – syknęła jadowicie.
– Nie potrafię, ale znam cię tak samo dobrze, jak ty znasz mnie. I wiem, niemal z całą pewnością, co sobie teraz pomyślałaś. Powtarzam ci jednak, że to nie tak. Jest jeszcze coś, o czym ci nie powiedziałem. Moja energia, jako bytu materialnego, wyczerpuje się, jak już zapewne wiesz. Dzieje się to jeszcze szybciej wtedy, kiedy tę energię kontroluję, ukierunkowując ją. Na przykład, kiedy sprawiam, że przestaje cię boleć głowa.
– Nie wierzę! – przerwała mu. – Serio, Rellay? Z powodu cholernego bólu głowy trwonisz coś, co…

Odwróciła wzrok. Czuła złość. To co zrobił, było skrajnie nierozsądne. Głupie wręcz. Energia. Cholerna energia! Niech ją szlag! Jakaś pieprzona energia decydowała o jego istnieniu. A gdyby zabrakło tej energii wtedy, kiedy trzymałaby go za rękę? Kiedy leżeliby razem w łóżku? Co by się stało? Zniknąłby na jej oczach? Tak po prostu rozpłynąłby się w powietrzu?

– Co się z tobą stanie? – spytała. – Co się stanie, kiedy już roztrwonisz swoją cenną energię na jakiś nieistotny ból głowy?!
– Mesin… – zaczął łagodnie, ale ona patrzyła twardo, zdecydowanie. Wiedział, że musi odpowiedzieć. – Przestanę istnieć w sposób materialny. Ale to, co pozostanie, pozwoli mi istnieć w postaci niematerialnej, jako świadomość. I w ten sposób będę ciągle przy tobie. – Zamilkł pod natarczywym spojrzeniem. Wiedziała, tak samo dobrze, jak Rellay, że to tylko banał, który miał ją uspokoić, a jego usprawiedliwić. – Ten ból głowy, to drobiazg – dodał. – Jest coś innego. Masz poważny problem z kręgosłupem. Bardzo poważny.

W ciemnobrązowych oczach miłości jej życia czaił się smutek. Kręgosłup. Nic nowego. Miała z tym problemy od dzieciństwa i zdążyła przywyknąć. Ignorowała ból, który często się pojawiał, a czasami bywał nie do zniesienia. Tylko co ma cholerny kręgosłup do…

– Za kilka lat grozi ci kalectwo – odezwał się znów i odwrócił wzrok.
– Za kilka lat, tak czy inaczej, nie będzie cię tutaj. Więc jakie to ma znaczenie?
– Mesin, mówię poważnie. Lekarze tu nie pomogą. To nie jest coś, co medycyna może wyleczyć. Ale ja mogę ci pomóc. Tyle że energia potrzebna do tego… To skróci nieco pobyt z tobą.
Zerwała się z miejsca z oskarżycielsko wymierzonym w niego palcem.
– Nie chcę o tym słyszeć! Rozumiesz? Mam gdzieś, co stanie za kilka lat, jeśli ciebie już nie będzie!

Zdał sobie sprawę, że nie powinien tego mówić. Mógł po prostu zrobić swoje, a ona nie byłaby świadoma konsekwencji, jakie to dla niego niosło.

Rozpłakała się. Uspokajał ją bardzo długo, w taki sposób, w jaki tylko Rellay mógł ją uspokoić. Zażądała, żeby obiecał, że nie zmarnuje energii, doprowadzając do porządku jej zdrowie. Obiecał.
Skłamał.

Tej nocy, kiedy zasnęła, przywarł do niej całym ciałem i naprawiał to, co zepsuła natura. Musiał. Nie potrafił inaczej. Po dwu godzinach tej terapii poczuł się tak wyczerpany, że na chwilę stracił przytomność. Kiedy się ocknął, świtało. Na szczęście dziewczyna się nie zorientowała, niczego nie poczuła. Zadbał, żeby przez cały czas spała głęboko i spokojnie.


Nie wracali już do tamtej rozmowy. Był zadowolony, że uwierzyła w złożoną obietnicę. W to kłamstwo. Jednocześnie tkwiła w nim bolesna zadra, bo okłamał kogoś, kto stanowił sens jego istnienia.

Żyła w przekonaniu, że mają przed sobą co najmniej kilka tygodni. W rzeczywistości mogli przebywać razem tylko przez kilkanaście dni. Tego też jej nie powiedział. Znów wybrał mniejsze zło. Tym razem zdał sobie sprawę, jak bardzo trudne jest życie w tym materialnym świecie. Wybory, których trzeba dokonywać wbrew sobie, dylematy, rozterki… A za najgorsze uznał, że musi zostawić ją w takim świecie samą.

Robił, co mógł, żeby te ostatnie dni stały się tak szczęśliwe, jak tylko możliwe. A potem nadszedł ten dzień, kiedy wiedział już, że jego czas dobiegł końca. Tego dnia kupił butelkę najlepszego cydru i zabrał dziewczynę do parku – na tę samą ławkę, na której siedziała, kiedy pojawił się tam na chwilę, na wąskiej alejce, na krótko przed tym, jak zapukał do jej drzwi. Dzień był tak samo pogodny i słoneczny, jak wtedy. Usiedli, a ona oparła głowę na ramieniu Rellay'a i poddała się jego bliskości, dotykowi dłoni na swojej skroni i ciepłym promieniom słońca.


Gwałtownie otworzyła oczy. Słońce skryło się za jakąś zabłąkaną chmurą i natychmiast zrobiło się chłodniej. Butelka z resztką cydru już niemal wypadła jej z ręki, przechylona niebezpiecznie. Zorientowała się, że zasnęła na chwilę. Niedobrze, następnym razem nie może do tego dopuścić. Nie w miejscu publicznym, nie w parku. I ten sen… Czy musiał być akurat taki? Czy ciągle coś musiało rozwalać jej psychikę?

„Sama jestem sobie winna – pomyślała, zbierając się do odejścia. – Po jaką cholerę w ogóle wymyślałam tego Rellay’a? Cholerne ideały nie istnieją. Wymyślone ideały się nie materializują. Najwyższy czas wbić sobie to do głowy i zapomnieć o tych wszystkich historiach.”

Kilkanaście minut później wchodziła już do ciasnego mieszkania na poddaszu. Odwiesiła plecak na haczyk, odwróciła się i jej wzrok mimowolnie spoczął na stoliku ze szklanym blatem, na którym leżał otwarty notes, przykryty częściowo kolorowymi czasopismami. Zamarła na chwilę, bo na wystającej kartce zobaczyła fragment rysunku, który wydał się jakby znajomy, chociaż czuła wyraźnie, że nie powinno go tu być. Podeszła i wyjęła notes spod czasopism. Zobaczyła wielkie serce na całą stronę, a w nim obcym, ale jakże jednocześnie znajomym charakterem pisma wykaligrafowane: Mesin.


Gdyby widział za pomocą fizycznie istniejących oczu, mógłby je zwyczajnie przymknąć. Ale widział teraz w sposób niematerialny. Dlatego projekcja mieszkania dziewczyny nie zniknęła, podtrzymana w jakiś niepojęty nawet przez fizykę kwantową sposób. Wściekłość na samego siebie sprawiła, że poczuł gorąco, którego teraz, jako byt niematerialny, nie powinien – nie miał prawa – poczuć. Był pewny, że pomyślał o każdym szczególe. O najdrobniejszej rzeczy. Że zatarł wszelkie ślady. Teraz okazało się, że przeoczył jeden niewielki drobiazg. Ten cholerny notes…

Podpis: 

Błękitnypłomień 26.09.2014
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Kraina Niekończącej się Bajki -cz.II. rozdział VII Hagan - Wyjście w mrok Hagan - Ciało bez kości
Pajacyk zagryzł wargi, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo Las Umarłych go zaskoczył. Gęsiej skórki na drewnianym grzbiecie nie brakowało. Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.