https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Chiny

Autor płaci:
200

  Wycieczka życia  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lutym nagrodą jest książka
Gra anioła
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Chiny

Wycieczka życia

Żołnierze Wyklęci

A gdy się wypełniły dni...

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Nowozrodzenie

Czym jest zbawienie.

Rosół

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci,

Ró-ża

Na skrawku zapisane

KYTNAMOR

...

Nigdy

Proszę o komentarze :)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1293
użytkowników.

Gości:
1292
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82753

82753

Pęknięcie - prolog

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
26-01-04

Typ
P
-powieść
Kategoria
Psychologia/Horror/Przyjaźń
Rozmiar
13 kb
Czytane
221
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
26-02-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Hitomi44 Podpis: Hitomi
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Gdy rzeczywistość zaczyna przesuwać się o milimetr, Nisa i Ellie odkrywają, że niepokój nie jest już tylko w ich głowach. Drobne pęknięcia, obcy mężczyzna w kapturze i zjawiska, których nie da się wytłumaczyć, wkraczają w ich codzienność.

Opublikowany w:

Pęknięcie - prolog

PROLOG

Siedziała w samochodzie, skulona na fotelu kierowcy. Otaczające ją powietrze było zbyt ciężkie, zbyt bliskie i gęste. Kark jej sztywniał od napięcia, a zaciśnięte na kierownicy dłonie pobielały i zaczęły nerwowo pulsować. Próbowała oddychać głęboko i powoli, ale klatka piersiowa nie chciała się poruszać. Płuca wypełniały się tylko do połowy. Wdech. Da radę.
Nie patrz, nie patrz...
Ludzie przechodzili obok zapatrzeni gdzieś w dal, skupieni na własnych problemach i myślach. W rytm kroków wypuszczali z ust obłoczki pary, które przez chwilę zawisały w chłodnym powietrzu, po czym znikały przegnane powiewem wiatru. Przepływali kolejnymi falami obok samochodu i niej samej, zamkniętej w środku – matka z gestykulującym żywo pięcio-, sześcioletnim synem, para uśmiechniętych dobrotliwie staruszków trzymająca się za ręce, jakby to była jedyna pewna rzecz w ich życiu. W oddali między drzewami migała niebieska koszulka termiczna mężczyzny biegającego w parku. Skupiony na rytmie kroków, omijał spacerujących, zmierzając ku sobie tylko znanemu celowi. Wszyscy byli blisko, ale zupełnie nieświadomi jej walki. A może po prostu obojętni na nią?
Nie patrz. NIE patrz.
Wdech. Ciężki. Coraz cięższy. Serce szamotało się coraz bardziej, niepomne na próby uspokojenia ruchami klatki piersiowej. Ciało drżało od utrzymywania się w bezruchu i trwania w pozornym spokoju i zamyśleniu. Czuła, jak z wysiłku drga mięsień pod dolną powieką jej prawego oka. Dlaczego zawsze ten tutaj? Chłód tapicerki przebijający przez warstwę ubrań na plecach przyprawiał o dreszcze na spoconej skórze. Gdzieś rozległo się stłumione szczekanie psa, goniącego za patykiem i śmiech dziecka biegnącego za nim. Wszystko wyglądało tak zwyczajnie i pachniało zwyczajną codziennością, a jednocześnie dla niej to było coś więcej. Coś, z czym musiała walczyć każdego dnia.
Oddychaj.
Nie patrz! NIE PATRZ!
Nagły dźwięk tuż przy uchu wyrwał ją z odrętwienia. Drgnęła lekko, gdy pukanie się powtórzyło, a w bocznej szybie zobaczyła znajome oczy Ellie. Zanim zdążyła mrugnąć drzwi były już otwarte, a ona znalazła się w ramionach przyjaciółki. Poczuła kojące, okrężne ruchy na swoich plecach.
— Znowu? — Ellie zapytała bez wyrzutu, tylko z tą znajomą troską.
Nisa skinęła delikatnie głową, oddychając głęboko po raz pierwszy tego dnia. Serce zaczęło zwalniać swój galopujący rytm, a krew krążyła coraz spokojniej.
— Jestem przy tobie, Ni.
Ni... Tylko ona tak na nią mówiła. Nie „Nisa”, jak wszyscy pozostali. Nie „ta cicha” gdy ktoś nie znał jej imienia. Ni. Jakby w tym jednym dźwięku była zamknięta jej istota – prawda ukrywana przed wszystkimi innymi.
Przez chwilę zapomniała, że przecież umówiły się na spacer w parku, a nie po to, by patrzeć. Ellie była jedyną osobą na świecie, która umiała ją zatrzymać. Jedyną, która nie znikała, gdy wszyscy inni odwracali wzrok.
Westchnęły jednocześnie i parsknęły krótkim śmiechem, który rozpuścił napięcie. Ellie uniosła brew i spojrzała tym swoim „damy sobie radę”. Nie trzeba było dodatkowych słów ani wielkich gestów. Nisa odpowiedziała lekkim skinieniem i wszystko wróciło na swoje miejsce.
— Wiesz, że Mike w końcu zagadał do mnie w pracy? — rzuciła Ellie beztrosko, biorąc ją pod ramię. — Czaił się od rana, biedactwo. W końcu złapał mnie jak szłam po kawę. Myślałam, że chłopak dostanie udaru, kiedy pytał o moje plany na wieczór — parsknęła. — Ja wiem, że jestem zabójczo piękna i mądra, ale serio jestem aż taka straszna?
— No wiesz — Nisa zmrużyła oczy teatralnie. — Jesteś... odrobinę władcza. To może przerażać — dokończyła z uśmiechem.
— Pff. Proszę cię. Jak widzę, że ktoś totalnie nie ogarnia życia, to czuję się w obowiązku pomóc. Spójrzmy na przykład na ciebie…
— Ej, ej! — przerwała jej Nisa. — Kto tu nie ogarnia? To niby ja smarkałam komuś w rękaw, bo trzeba czekać do przyszłego roku na premierę serialu?
Przekomarzały się, mijając pierwsze drzewa. Powietrze chłodziło policzki w ten przyjemny, rześki sposób. Większość osób spacerowała wokół jeziorka, pogrążona w rozmowach lub rozmyślaniach, a puchowe kurtki szeleściły w rytm kroków. One natomiast zmierzały do swojej ulubionej ławki nad wodą. Tej, która znała ich historię, słyszała wiele wyznań i widziała wiele łez. Stała tam, częściowo osłonięta nagimi gałązkami płaczącej wierzby – smętnej o tej porze roku, ale wciąż uwielbianej przez Ellie.
Siedziały przez chwilę w ciszy, zapatrzone na wodę marszczoną lekkimi podmuchami wiatru i błyszczącą słońcem. Wokół było spokojnie. Bezpiecznie. Nisa poczuła na sobie wzrok przyjaciółki.
— Dzisiaj jest gorzej?
— Tak — mruknęła i opuściła głowę. Palcami bawiła się sznurkiem swojej kurtki. — Ciężko mi patrzeć. Za bardzo dziś boli.
Ellie objęła ją ramieniem.
To, że mogła wypowiedzieć te kilka słów na głos i być rozumianą, było jak oddech. Na całym świecie zależało jej tylko na Ellie: jej obecności, zdaniu i kąśliwych czułościach. Na jej zdrowiu i życiu. To pomagało zachować stabilność i pozory. Przy niej mogła patrzeć na innych jak na postacie na ekranie – bez przywiązania, bez emocji.
— Wyjedźmy gdzieś razem Ni. Chociaż na weekend.
— Ell... — nie dokończyła, bo ogromne, niebieskie oczy wpatrywały się w nią z nadzieją i napięciem. Westchnęła z rezygnacją. — Gdzie?
Ellie zerwała się na nogi z uśmiechem szerszym niż u kota z Cheshire. Zaczęła chodzić wzdłuż ławki, a jej roziskrzone spojrzenie zapowiadało lawinę pomysłów, która zaraz ruszy.
Kątem oka Nisa zauważyła cień przemykający między gałązkami wierzby. Coś subtelnie poruszyło jej uśpionym strachem. Cisza zrobiła się nagle ciężka, a chłód wpełzał do gardła, odbierając dech. Ellie otworzyła usta, żeby coś powiedzieć...
...i wtedy ciszę rozdarł czyjś przeraźliwy krzyk.
Czas się zatrzymał, a świat wstrzymał oddech jak przed nagłym ciosem. Nisa drgnęła, ale zanim zdążyła wykonać ruch, krzyk ponownie przeciął powietrze.
Tym razem impuls poderwał ją na równe nogi. Razem z Ellie patrzyły w tym samym kierunku. Po prawej wśród drzew trwało jakieś poruszenie: ktoś klęczał na ziemi, ktoś inny rozmawiał nerwowo przez telefon. Dziewczyny spojrzały na siebie z wahaniem. Nisa jednak czuła, że musi tam iść. Nogi poruszyły się same, a przyjaciółka wyciągnęła rękę, jakby miała zamiar ją powstrzymać. Ostatecznie jednak ruszyła za nią – jak zawsze. Żwir chrzęścił im pod butami, słońce zakryła chmura, a chłód wdarł się pod rozpięte kurtki. Dreszcz strachu przebiegł po kręgosłupie Nisy, a serce biło szybko i boleśnie. Czy to dzieje się naprawdę?
Co robisz? Nie idź.
Ale nie mogła się już zatrzymać. Poczuła, jak Ellie wsuwa dłoń w jej rękę i delikatnie zaciska. Rozumiały się bez słów. Czas przyspieszył, a one w końcu zaczęły biec.
To mężczyzna w niebieskiej koszulce rozmawiał przez telefon, krążąc niespokojnie i tłumacząc coś dyspozytorowi. Obok niego na resztkach trawy klęczała kobieta, pochylając się nad czymś i zawodząc cicho. Nisa poczuła ukłucie w sercu, a żołądek zawiązał się w bolesny supeł. Zatrzymała się w pół kroku. Ellie podeszła bliżej, ogarniając wzrokiem sytuację. Gdy Nisa spojrzała w jej rozszerzone strachem oczy, poczuła chęć, by odwrócić się i uciec.
Nie idź. Nie zbliżaj się.
Ale było już za późno. Przyciąganie było zbyt silne.
Ellie pochylała się nad płaczącą kobietą, obejmując delikatnie jej plecy. Zerkała zaniepokojona to na Nisę, to na mężczyznę z telefonem.
— Tak... oddycha — słuchał przez chwilę. — Nieprzytomny, blady — spojrzał na kobietę. — Proszę pani, ile on ma lat? Choruje na coś?
Kobieta nie zareagowała. Oddychała spazmatycznie i jęczała. Ellie odezwała się do niej i lekko potrząsnęła, ale nie uzyskała żadnej reakcji.
— Jego mama jest w szoku, nie mogę się nic dowiedzieć. Chłopiec ma na oko 6 lat — chwila słuchania. — Proszę pani — zwrócił się do Elli — czy może pani sprawdzić puls?
— Szybki i słabo wyczuwalny — dziewczyna bez wahania przyłożyła palce do szyi dziecka. — Karetka jest w drodze?
Mężczyzna skinął, powtórzył odpowiedź i pozostał na linii. Widać było, że próbuje zachować spokój – ścisnął palcami nasadę nosa i odetchnął głęboko. Ellie zerknęła na Nisę. W oczach miała strach, ale też zimną determinację i skupienie, które pojawiały się zawsze, gdy odsuwała na bok drżenie serca.
Nisa obserwowała wszystko z boku. Miała wrażenie, że w ogóle jej tam nie ma, a cała sytuacja rozgrywa się na ekranie telewizora podczas porannych wiadomości. Rejestrowała tylko obraz i dźwięki. Ze swojego miejsca nie widziała chłopca, a jedynie cień zalegający na pożółkłej trawie. Wiedziała, że jeśli się poruszy, ta bańka pęknie, a ona zostanie rzucona w środek wydarzeń. Ellie też wiedziała, co może się stać, więc co jakiś czas zerkała na nią prosząc spojrzeniem, żeby się nie zbliżała.
Nie patrz. Nie...
I wtedy wbrew jej woli stopa uniosła się i przesunęła do przodu. Wystarczył ten drobny ruch, żeby całkowicie zmienić perspektywę. Żeby rzeczywistość rzuciła się na nią całą swoją prawdą.
Na ziemi leżał chłopiec, którego Nisa już dziś widziała. To on trajkotał do swojej mamy, mijając jej samochód. Jego pomarańczowa kurtka była teraz rozpięta, a klatka piersiowa unosiła się delikatnie i szybko. Twarz miał bladą, mokre włosy przyklejały się do czoła, a usta nabierały sinej barwy. Mama gładziła go po ręce i łkała, drżąc na całym ciele.
Czas zwolnił, a Nisa patrzyła. I to bolało. Tak bardzo bolało.
Czuła, że chłopcu nie zostało zbyt wiele czasu. Najwyżej parę minut, które nie wystarczą na przyjazd karetki i ratunek.
Ellie zerknęła na przyjaciółkę, gdy ta się zbliżyła. Wyciągnęła do niej dłoń, ale natrafiła na pustkę, bo Nisa wyminęła ją bez słowa i uklękła po drugiej stronie umierającego chłopca. Ich spojrzenia się spotkały.
— Nie — Ellie poruszyła bezgłośnie ustami; pokręciła głową i już miała się ruszyć, gdy orzechowe oczy Nisy zatrzymały ją na miejscu.
Znała to spojrzenie – był w nim ciężar podjętej decyzji i pogodzenie z konsekwencjami. To był moment, w którym mogła jedynie stanąć u boku przyjaciółki, ignorując cały swój ból. Mimo wszystko spróbowała:
— Ni, proszę...
Ale odezwała się o ułamek sekundy za późno - dłoń Nisy leżała już na brzuchu chłopca. Jej palce lekko zagłębiły się w miękkie ciało, gdy napięła mięśnie.
— Co pani robi? — odezwał się mężczyzna bez pewności czy powinien zareagować czy może jednak ma do czynienia z kimś, kto wie, co robi.
Żadna z kobiet nie zwróciła na niego uwagi, każda zamknięta w swoim własnym koszmarze.
Ellie zerkała na Nisę, walcząc z coraz większym niepokojem. Widziała pogłębiającą się zmarszczkę na jej czole, sztywne plecy i drobne drżenie palców obejmujących brzuch dziecka. Wiedziała, co się dzieje, co się stanie i co to oznacza dla Nisy mimo, że nie potrafiła ogarnąć tego wyobraźnią. Kobieta obok niej przestała szlochać i zaczęła się kołysać. Rytmicznie w przód i tył. Chłopiec oddychał coraz wolniej i słabiej. Sekundy ciągnęły się wiecznie.
Gdzieś w oddali usłyszała sygnał karetki. Poczuła jedynie żal, że nie pojawili się wcześniej i że nie zdołała powstrzymać przyjaciółki.
Nisa zamknęła oczy, odcinając się od wszystkich obrazów. Dźwięki docierały do niej stłumione i szumiące. W całym swoim ciele czuła słabnące bicie serca chłopca, którego nie znała, a jednak postanowiła obdarować czymś wyjątkowym.
Jej dłoń znajdowała się dokładnie w miejscu pęknięcia. Wiedziała, że będzie bolało i bardzo skróci czas na przekazanie tego dalej. Ale to tylko dziecko. Miało przed sobą coś więcej niż kilka chwil z matką, spacerów, zabaw i odkrywania świata. A przynajmniej powinno mieć.
Nie zmarnuj tego, mały. Proszę.
Poczuła pierwsze ukłucia w palcach, które po chwili zamieniały się w rozsadzający kości ból. Zacisnęła zęby, ale nie wydała żadnego dźwięku. To nie był pierwszy raz. Zaraz wszystko minie i okaże się, że wytrzymanie bólu było najłatwiejszą częścią tego wszystkiego. Nie mogła postąpić inaczej. Kim by wtedy była? Dziecko. Małe dziecko. Nie staruszek lub jego żona, nie facet w niebieskiej koszulce. Dziecko. Nie... Tym razem nie mogła nie spojrzeć.
Ciało pod jej palcami drgnęło. Zabrała już wszystko. Wypuściła powolny oddech.
— Ni? Ni. — Ellie podniosła ją i objęła. Obie drżały z emocji. — Chodź. Zaraz tu będą.
Odsunęły się trochę na bok, ściskając swoje dłonie. Ten prosty gest dawał im poczucie bezpieczeństwa i paradoksalnego spokoju. Obserwowały przyjazd karetki, ludzi tłoczących się wokół chłopca, jego matkę płaczącą z ulgi, mężczyznę zerkającego z niedowierzaniem w ich stronę.
To już było nieważne. Teraz Nisa będzie musiała dokonać kolejnego wyboru. Znacznie trudniejszego.

Podpis: 

Hitomi Grudzień 2025
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Żołnierze Wyklęci Bliskie spotkania Sen o Ważnym Dniu
A gdy się wypełniły dni... Chodźmy... Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 25Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2025 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.