https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Chiny

Autor płaci:
200

  Wycieczka życia  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Wszystkie złe miejsca
Joy Fielding
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Chiny

Wycieczka życia

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Czarny motyl

Ledwie mogłam uwierzyć, mój oddech się skrócił. Chyba tylko czarownica mogła przygonić na zatłoczoną po brzegi plażę wielką chmurę czarnych motyli?! Co one szykują?

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Ró-ża

Na skrawku zapisane

KYTNAMOR

...

Nigdy

Proszę o komentarze :)

Opowiadania współczesne – odc.1 Miasto

zasypianie i budzenie się w mieście

Nieśmiertelny.

Cała akcja odbywa się w XXw. w mieście Avalon oraz Nevada.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2299
użytkowników.

REKLAMA

POZYCJA: 82760

82760

Rosół

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
26-01-16

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Biografia/Gotowanie/Przygoda
Rozmiar
8 kb
Czytane
866
Głosy
1
Ocena
3.00

Zmiany
26-02-24

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jolsokolowska079sok Podpis: Jolka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci,

Opublikowany w:

Portal Pisarski

Rosół

- Użyj nosa. - rzekł pełny głos, jak do całkiem przygłuchej.

- Czyżby to telewizor słowem chlapnął? Ma mnie za starą wariatkę?

Spurpurowiałam, ołówek wypadł mi z ust. On ani parsknął. Błyszczący, nietknięty.

- Ćwiczę nie dla sportu, a dla wizerunku. Wystarczy? Krzywych ust obecnie nie nosi się - wygarnęłam, wlepiając oczy w czarny ekran.

Postałam jeszcze trochę w ciszy, jakbym czekała, że w jego prostolinijnej urodzie ujrzę choć cień aprobaty.

W telewizorze tylko coś zasyczało.

- Ano, chyba już przyszła moja kolej... Na tym starość polega? - przemknęło.

Czując się zwolniona z dalszych wyjaśnień, wróciłam do sypialni. Przed lustrem zlustrowałam się na chybcika.

Dokładnie oklepałam kremem wystający podbródek i czoło. Uśmiech zlikwidował poranną brzydotę.

- Ogólnie dobrze, tylko włos na okrętkę. Żadna ozdoba.

Wyjęłam nożyczki. Twarda ręka, sztywny nadgarstek, kilka ruchów palców i świst poszedł. Rude kosmyki opadły na podłogę.

Niedawny udar zrobił swoje, spadł na mnie jak burza, wyrywając kilka lat z życia. Ale głowa pozostała bez zarzutu. Umiem pewnie stać na nogach, prawa ręka nadal jest mocna, oko wiele dojrzy. Wyszłam, jakby inną osobą. Rogata. Uparta. Chyba ładnych lat jeszcze dożyję. Nie utknę w bezczynności, będę pisać dalej. Chwycę tylko dobry temat i jazda. Za wcześnie na pogrzeb marzeń.

Z wiekiem przeszłość musiała mnie dogonić. To chyba nieuniknione. Życie to zawikłana opowieść, pociemniała nie do poznania, pod warstwami rozmaitych werniksów i sadzy. Moja przyzywająca palcem, często szalona. Niekiedy przerywana zapadnięciem zmroku lub końcem wizyty rodziny i przyjaciół.

Tyle się wtedy działo. Mijały miesiące i kwartały. Boże Narodzenia przechodziły w Wielkanoce, Wielkanoce w Boże Narodzenia. Dziś historia przesącza się przez przedmioty wypełniające niewielką przestrzeń mojego domu. Zbierałam je latami. Są inspiracją, sposobem na dobry nastrój o bladym świcie. Nie pozwalają mi zapomnieć. Sekretarzyk otulony światłem małej lampki wzdycha tęsknie wyglądając pracowitych rąk. Laptop mój wierny towarzysz bezsennych nocy w uśmiechu szczerzy klawisze do śpiących spokojnie książek.

Wspomnienia pojawiają się z początku niepewnie i tajemniczo. Później płyną coraz bardziej wartko, coraz szerzej i głębiej. Niektóre są niczym rozdziały wycięte z książki. Lubię do nich sięgać w porze jesiennej szarugi.

Jako mała dziewczynka nabijałam sobie głowę różnymi teoriami, które znajdowały podatny grunt w zielonym, niepielonym ogrodzie mojej głowy. Czytałam i rozprawiałam, a to o książkach, a to o owadach, najchętniej o stonogach, które dusiłam gołymi rękami i o kaktusach. Lubię je do dziś. Miałam tysiąc pomysłów na minutę. Mama patrząc mi w oczy, przyznawała z bólem, że jedynie nie udało się jej obudzić we mnie miłości do jedzenia, i że na pewno umrę z głodu. Wszyscy mieli nadzieję, że mi przejdzie. Ile tym gadaniem krwi mi napsuli. I nic, za żadne skarby. Ostentacyjnie omijałam kuchnię. Nieważne, dokąd niosły mnie chude nogi. Byle dalej..., nuciłam pod nosem, tupiąc głośniej niż zwykle. “Paskudztwo” to był jedyny komentarz do całej tej sytuacji.

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci, wyrósł rosół. Niezwykła zupa mojej mamy, niemy świadek bankructwa mojego dziecięcego uporu. Jeszcze w snach czuję jej łechcący podniebienie wyborny smak i i upojny zapach.

Figuruje w stałym zestawie moich opowieści obiadowych. Wywołuję ją z łatwością z lasu mojej pamięci, gdy z kuchni dochodzi głos mojej wnuczki wystarczająco długo odmawiający zjedzenia makaronu lub puree. Wszystko w nim było, jak trzeba. Mama rzadko odsłaniała tajniki swojej kuchni. Od rana chodziła dumna jak paw, dyrygując hufcami garnków i patelni. Powtarzała, że proporcje składników rosołu wymuszają okoliczności. Inne na co dzień, inne na imprezę, jeszcze inne w święta.

Pamiętam jak dziś:

- Starałam się, by rosół był dopracowany, a nie jakaś tam chuda kwasota o małych oczkach - oświadczyła z rozbrajającym uśmiechem, wyciągając z kredensu odświętny serwis.

Rzuciłam się, by pomóc.

- Smak rosołu zmienia się z upływem lat - usłyszałam po chwili, siadając do bogato zastawionego stołu.

- Niby dlaczego? Byle był smaczny - ojciec odezwał się niespeszonym tonem, powoli wciągając łyk wrzącej zupy.

O mało się nie zakrztusił. Jak przystało na smakosza miał swoje dziwactwa. Maminy rosół uwielbiał jeść wrzący, najchętniej prosto z garnka.

Na reakcję mamy długo nie trzeba było czekać. Dostała krwistych wypieków na pięknej twarzy i uskrzydlona furią powstała od stołu, udając się na świeże powietrze.

Aż ścierpłam.

Imieninowe przyjęcie dobiegło końca wraz z zapadnięciem zmroku. Goście rozeszli się do swoich domów. Nikt nie wiedział, o co chodziło z tym rosołem.

W rozbłysku nastoletniej mądrości ja też wolałam nie dociekać.


Obecne czasy do pięknych nie należą. Wczoraj podreptałam na pobliski targ warzywny. Kupiłam śmo i owo na rosół, wreszcie dorodny pęczek marchwi od jakiejś kobity. Zorientowałam się po akcencie, że nietutejsza. Śmiesznie mówiła po polsku.

- Nie daj Bóg, teraz nawet marchew i pietruszkę mamy z Ukrainy, a nie ma jak polski towar. Wiem, co mówię - pouczyła mnie sąsiadka, zaglądając przez ramię.

Jakimś dziwnym sposobem również znalazła się na rynku. Sepleniąc, strasznie krzywiła się. Wywracała wąskimi ślepiami na wszystkie strony. Nie mogłam patrzeć.

- Trudno za tymi bredniami nadążyć - odpaliłam na szybko.

Spojrzała na mnie jak na obcą.

Wychodząc na zakupy, trzeba być gotową na wszystko, pomyślałam, nerwowo wpychając warzywa do siatki.

Moja rozsądna matka mierząc mnie gromkim wzrokiem, zapewne powiedziałaby:

- Spokojnie, spokojnie. Jej zachowanie należy określić; za co najmniej za niestosowne, ale jestem przekonana, że to nie jej wina. Nie nauczyli biedaczki. Trzeba było jej raczej wskazać odpowiednią drogę, a nie potępiać.

Tak czy owak, odpędzam to polskie piekiełko, jak umiem. Te wszystkie kłótnie, spory i swary. Przewyższają zwykłego człowieka o głowę, wywijają na wszystkie strony i robią, co chcą. Wszyscy gadają, żeby gadać, robiąc nieznośny harmider. Ludzie chyba mają siano we łbach. Kiedyś głośny był tylko bazar. Było na nim więcej handlarzy niż towarów. Dziś parlamentarne trybuny go przypominają. To obraz pełen fałszywych prawd, poza wszelkimi stereotypami.

Na ulicach i placach jest nie lepiej. Zapewne więcej tam tlenu i miejsca dla tłumu.

W drodze powrotnej do domu, po pracowitym dniu, zmęczona przysiadłam na niskim murku, w parku, tuż nad Motławą i patrzę. ,

- Co do licha?

Pierwsze, co wpadło mi w oko, to postać mówcy, głównego aktora ponurego spektaklu. Ładna czaszka. Skórka na niej świecąca. Odziany w dziwny mundur, na nogach wysokie, podkute buty do jazdy. Chudy jak wielki. Wielki jak brzydki. Obok lichej, oklejonej krzyczącymi plakatami sceny, po której się rzucał, furgotały na wietrze brunatne flagi. Gapiów było wielu. Posłusznie słuchali bzdur o Żydach, złych Niemcach, o nieustannym byciu na granicy. o świecie, w którym zagrożenie nigdy nie mija. Słowa latały tak blisko, puchły i ropiały. Wśród tłumu, na zielonym trawniku stała niezrażona, młoda kobieta z dzieckiem na ręku.

To była to chwila bolesnej, jaskrawej iluminacji.

Machnęłam ręką. Myśli w supły się poskręcały, ale skargi nie złożyłam, no cóż. Powiedziałabym, że takiej rozrywki nie uznaję? Gdy sączy się we mnie rzeka lęków i obaw tylko przystaję zamyślona, szukając drogowskazu. Bóg mnie nie słucha, ma tyle ważniejszych spraw na głowie i zmęczone oczy. Wielkiego stracha nie mam, ale muszę uważać. Na lepszy świat się nie zanosi...



Z kuchni doszedł moich nozdrzy podejrzany swąd.

- To chyba mój rosół!

Poderwało mnie. Ruszyłam biegiem do kuchni. Zupa przykrywała ledwie dno.

- A miał być pyszny, taki jak u mamy.

No tak, trochę się pozmieniało.

Podpis: 

Jolka 2026
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Krzyż Sen o Ważnym Dniu Czarny motyl
Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie. Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Ledwie mogłam uwierzyć, mój oddech się skrócił. Chyba tylko czarownica mogła przygonić na zatłoczoną po brzegi plażę wielką chmurę czarnych motyli?! Co one szykują?
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 12

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2025 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.