https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
120

Chiny

Autor płaci:
120

  Wycieczka życia  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Folwark zwierzęcy
George Orwell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Chiny

Wycieczka życia

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Pęknięcie - Rozdział 8

Nisa i Ellie znają się od zawsze. Przynajmniej tak się im wydaje. Razem są w stanie stawić czoła wszystkiemu. Gdy któregoś dnia rzeczywistość zaczyna się zmieniać, a do ich życia wkracza ktoś obcy, ich przyjaźń zostaje poddana kolejnej próbie.

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII

— Pajacu! Duchy krążą wokół nas, szukają dziury, chcą się tu dostać. No popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał Miś.

Ró-ża

Na skrawku zapisane

Nigdy

Proszę o komentarze :)

Nieśmiertelny.

Cała akcja odbywa się w XXw. w mieście Avalon oraz Nevada.

2012

Sukces na miarę całego kraju. Oceniali: Joanna Kołaczkowska,Andrzej Poniedzielski,Stanisław Zygmunt,Andrzej Zakrzewski

ZBERKOWANY

A jednak coś było nie tak. W autobusie, mimo sporego tłoku, wokół mnie utworzył się pusty okrąg. Na twarzach otaczających mnie ludzi odmalowywał się ni to niepokój, ni to podniecenie, uśmieszki.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1311
użytkowników.

REKLAMA

POZYCJA: 82913

82913

Prześniedź - Rozdział 6

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
26-05-30

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Thriller/Psychologia
Rozmiar
7 kb
Czytane
154
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
26-05-30

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Anolinka Podpis: Iwona Chojnowska
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Rozdział 6

Opublikowany w:

Prześniedź - Rozdział 6

Tej nocy długo nie mogła zasnąć. W głowie wciąż brzmiał chropowaty głos staruszki: „Nie idź za tym, co lśni. To, co prawdziwe, z czasem matowieje".

Leżąc w ciemności, próbowała rozwikłać te słowa. Jeśli miała szukać drogi, która nie lśni, musiała wybrać odpowiedni moment. W pełnym słońcu świat był zbyt jasny i wyraźny. Z kolei nocą las tonął w czerni, a na niebie iskrzyły gwiazdy. Zostawał tylko ten krótki czas pomiędzy. Zmierzch. Pora, gdy wszystko traciło blask, a rzeczywistość stawała się szara i wypłowiała. To wtedy będzie musiała podjąć decyzję i ruszyć w drogę. Z tą myślą zamknęła oczy i zapadła w ciężki, pusty sen.

Poranek przyniósł chłód. Przy śniadaniu Albert pochłonął dwie pełne porcje resztek, które znalazła w spiżarni. Maja znów nie tknęła swojego talerza.

Później Amelia wyciągnęła z kufra na strychu ubrania, które Zosia odłożyła kiedyś na gorsze czasy. Z chłopcem poszło łatwo, ale trzyletnia dziewczynka pokręciła głową. Była stanowcza. Zamiast się przebrać, wciągnęła za duży, wełniany sweter wprost na swoją letnią, różową sukienkę. Drobne palce zacisnęły się na materiale, jakby mała nie zamierzała oddawać jedynej rzeczy, która wciąż łączyła ją z jej własnym światem. Chwilę później pobiegła za Albertem wprost do kurnika.

Amelia rozwiesiła pranie na sznurze przed domem. Woda z ciężkich tkanin kapała bezdźwięcznie w pożółkłą trawę. Na drewnianych schodkach ganku siedział kot. Wpatrywał się w ciemny otwór szopy w posągowym bezruchu. Rzadki widok – zwierzę, które z taką uwagą pilnuje dzieci.

Młoda kobieta usiadła na stopniu obok. Wsunęła zimne palce w jego gęstą sierść. Dzień powoli mijał. Blade, jesienne niebo zaczęło szarzeć. Zbierał się zmierzch. Zbliżał się czas.

Wstała z ganku. Podeszła do kurnika. Mrok był ciężki, nieprzenikniony. Unosząc dłoń, dała bezgłośny znak do powrotu. Ale z głębokiego cienia wyszła tylko Maja.

Amelia stała przy wejściu. Czekała, aż mrok wewnątrz choćby drgnie. Aż wyłoni się z niego znana czupryna. Nic. Tylko gęsta, nieruchoma pustka.

W jednej sekundzie zalała ją irracjonalna, zwierzęca panika – nieproporcjonalnie wielka wobec zwykłego zgubienia się dziecka w szopie. Zbyt wielka. Zbyt znajoma. Maja nie patrzyła w stronę kurnika. Jej wzrok uciekał za plecy opiekunki, jakby dziewczynka widziała tam coś znacznie ważniejszego. Słońce chowało się już za linią drzew, odbierając światu resztki barw. Amelia poruszyła ustami zadając nieme, gorączkowe pytanie, po czym potrząsnęła lekko ramieniem dziecka, rozpaczliwie domagając się odpowiedzi.

Dziewczynka powoli uniosła rączkę. Wskazała ścieżkę prowadzącą w stronę nasypu. Złoty, popołudniowy blask, który jeszcze przed chwilą kładł się na liściach, zniknął. Droga zszarzała. Zmatowiała.

Zacisnęła palce na ciepłej dłoni trzylatki.

Ruszyły w stronę torów przedzierając się z trudem przez gasnący, bury las. Powietrze stawiało fizyczny opór, nogi ciążyły jak z ołowiu, lecz napierała naprzód, napędzana czystym terrorem. Dopiero po chwili zobaczyła go przy nasypie.

Albert siedział na stalowej szynie, dokładnie w miejscu, gdzie metal wbijał się w ostre, zardzewiałe kamienie. Głowa zwisała mu bezwładnie na pierś, a dłonie spoczywały luźno na kolanach. Tuż obok, na samym środku torowiska, siedział kot. Wpatrywał się w Amelię osobliwymi ślepiami, nie mrugając ani razu. Na sekundę zobaczyła drugą sylwetkę. Małą. Stojącą dokładnie w tym miejscu. I siebie kilka kroków dalej. Nieruchomą.

„Nie biegnij" — powiedział wtedy głos. I nie pobiegła.

Rzuciła się naprzód, natychmiast puszczając dłoń Mai. Otworzyła usta, by wykrzyczeć imię chłopca i zepchnąć go z torów, ale z jej płuc wyrwało się tylko puste, bezgłośne tchnienie. Pociąg z koszmaru znów zadudnił w jej wyobraźni, niosąc ze sobą falę dławiącego, toksycznego ciężaru – poczucia winy, którego jeszcze nie potrafiła ubrać w słowa. Chciała zasłonić go własnym ciałem.

Chłopiec uniósł głowę. Wolno, z ogromnym trudem. W szarym świetle zmierzchu jego skóra wydawała się niemal przezroczysta.

— Ama? — wyszeptał. Jego głos uderzył w głuchą próżnię dziwnie płasko. — Widziałem ich. Mamę i tatę. Wołali mnie na kolację. Chciałem iść..., ale kot stanął na torach.

Chłopiec przeniósł zdezorientowany wzrok na zwierzę, po czym znów spojrzał na nią.

— Patrzył na mnie tak..., że po prostu wiedziałem. Wiedziałem, że nie mogę tam wejść. Że muszę tu na ciebie czekać.

Zamknął oczy.

— Strasznie chce mi się spać.

Osunął się w dół. Amelia dopadła do niego w ostatniej sekundzie. Przycisnęła go kurczowo do piersi, chowając jego twarz w zagłębieniu swojej szyi. Chłopiec leżał w jej ramionach bezwładnie, nie stawiając najmniejszego oporu. Ważył tyle, co garść zbutwiałych liści, jakby pod swetrem znajdowało się tylko chłodne powietrze. Zapadł w głęboki, nienaturalny letarg.

Kołysała go gwałtownie. Jej palce nerwowo sprawdzały jego bezwładne ramiona, gorączkowo poprawiały kołnierzyk, gładziły włosy. W tamtej chwili kompletnie zapomniała o trzylatce, którą zostawiła samą na ostrym żwirze, zaledwie krok od stalowych szyn.

Dziewczynka podeszła do niej bezszelestnie. Stanęła nad klęczącą Amelią, nie patrząc na omdlałego chłopca. Uniosła rączkę i wskazała palcem przestrzeń między zardzewiałymi szynami – dokładnie w miejscu, w którym przed chwilą siedział Albert.

Wciśnięty w żwir leżał mały, brudny kawałek papieru.

Podniosła go drżącymi palcami. Stara, pożółkła koperta z jej imieniem na froncie. Rozdarła papier.

„Droga Amelio, jeśli czytasz te słowa, znaczy, że dotarłaś dalej, niż kiedykolwiek wierzyłaś, że zdołasz. Wiem, że teraz czujesz ciężar w piersi i to znajome wrażenie, że coś umknęło ci między palcami. Nie szukaj odpowiedzi tam, gdzie zawsze patrzyłaś. To, czego potrzebujesz, znajduje się po drugiej stronie tego, co budzi w tobie opór.

Nie wracaj do miejsc, które dają ci ukojenie. One zatrzymują, a ty musisz iść. Zaufaj pierwszemu impulsowi, nawet jeśli wydaje się błędem. Najpewniejsze drogi prowadzą donikąd, a to, co wygląda jak pomyłka, bywa jedynym wyjściem.

Kiedy poczujesz, że powinnaś zawrócić, zrób jeszcze jeden krok naprzód. Gdy usłyszysz w sobie głos ostrzegający, potraktuj go jak echo dawnych lęków, nie jak prawdę. To, czego się boisz, jest bramą. Nie oglądaj się za siebie, nawet jeśli coś cię zawoła twoim imieniem.

Pamiętaj tylko jedno: odpowiedzi nie znajdziesz tam, gdzie zaczęłaś. Ona czeka tam, gdzie wszystko wydaje się obce. Idź.

Ktoś, kto zna twoją drogę lepiej niż myślisz."

Amelia ścisnęła papier. Dłoń jej drżała. Przeczytała jeszcze raz, powoli, jakby chciała zapamiętać słowa, zanim znikną.

Przeczytała ponownie. Nie po nadzieję. Szukając wskazówki. „Nie wracaj do miejsc, które dają ci ukojenie." „Najpewniejsze drogi prowadzą donikąd."

Zatrzymała wzrok na tym ostatnim zdaniu. Było w tym coś ostatecznego. Jeśli cokolwiek zostawiło ten list między szynami, wiedziało, jak bardzo Amelia boi się tego miejsca, a jednocześnie jak kurczowo się go trzyma.

A list mówił jasno: to, co pewne, prowadzi donikąd. Musiała szukać wyjścia zupełnie gdzie indziej. Nie na nasypie, gdzie każdy krok krzyczał, żeby zawrócić.

Wsunęła kopertę do kieszeni. Schyliła się i wzięła Alberta na ręce. Był przerażająco lekki. Jego głowa opadła bezwładnie na jej ramię, a na wpół przymknięte oczy wpatrywały się tępo w miejsce, w którym stalowe szyny urywały się w ciemności.

Amelia spojrzała na dziewczynkę i dała jej bezgłośny znak. Ruszyły przed siebie, zostawiając tory za plecami. Szara ścieżka ciągnęła się dalej, w stronę, której jeszcze nie znały.

Podpis: 

Iwona Chojnowska styczeń-luty 2026
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sen o Ważnym Dniu Pęknięcie - Rozdział 8 Mefisto i Carmen
Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Nisa i Ellie znają się od zawsze. Przynajmniej tak się im wydaje. Razem są w stanie stawić czoła wszystkiemu. Gdy któregoś dnia rzeczywistość zaczyna się zmieniać, a do ich życia wkracza ktoś obcy, ich przyjaźń zostaje poddana kolejnej próbie. "Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."
Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 30
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 10

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2026 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.