https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
120

Chiny

Autor płaci:
120

  Wycieczka życia  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Folwark zwierzęcy
George Orwell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Chiny

Wycieczka życia

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Ró-ża

Na skrawku zapisane

Nigdy

Proszę o komentarze :)

2012

Sukces na miarę całego kraju. Oceniali: Joanna Kołaczkowska,Andrzej Poniedzielski,Stanisław Zygmunt,Andrzej Zakrzewski

Nieśmiertelny.

Cała akcja odbywa się w XXw. w mieście Avalon oraz Nevada.

ŻART NATURY

Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nowa sytuacja, owo wrażenie porzuconego mężczyzny, intensyfikuje we mnie zupełnie inne doznania

ZBERKOWANY

A jednak coś było nie tak. W autobusie, mimo sporego tłoku, wokół mnie utworzył się pusty okrąg. Na twarzach otaczających mnie ludzi odmalowywał się ni to niepokój, ni to podniecenie, uśmieszki.

"Ściśle Tajne" - fragment książki

Fragment książki, która mam nadzieję stanie się kultowa w środowiskach lubiących paranoiczne, absurdalne teksty, unurzane w specyficznym humorze.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2180
użytkowników.

REKLAMA

POZYCJA: 82921

82921

Prześniedź - Rozdział 11

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
26-06-07

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Psychologia/Thriller
Rozmiar
8 kb
Czytane
181
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
26-06-07

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Anolinka Podpis: Iwona Chojnowska
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Rozdział 11

Opublikowany w:

Prześniedź - Rozdział 11

Biegli, dopóki mroczne zarysy budynków nie zostały w tyle. Zwolnili dopiero na skraju gęstwiny. Przed nimi wyrósł samotny, odcięty od reszty świata budynek sklepu z czerwonej cegły. Amelia stanęła. Gwałtownym ruchem dłoni nakazała dzieciom iść w tamtą stronę. Albert nie protestował, był zbyt zmęczony, a Maja po prostu pociągnęła ją za rękę. Wokół panowała absolutna, martwa cisza.

Podeszli do wejścia. Sklep był zamknięty, ale w oknie na piętrze paliło się żółte, mętne światło. Uderzyła pięścią w drewno. Żadnego echa. Eleonora Domańska otworzyła bezszelestnie. Wyglądała tak samo jak zawsze – ten sam kok, te same okulary. Tylko oczy się zmieniły. Kiedyś były ciepłe, teraz wyglądały jak tafla brudnego lodu.

— Jesteś — stwierdziła chropowatym głosem, nie zadając pytania.

Amelia oparła się o framugę. Chciała wiedzieć co się dzieje i gdzie podziali się wszyscy ludzie.

Staruszka cofnęła się, wpuszczając ich do środka. W sklepie, gdzie kiedyś pachniało chlebem i drożdżami – teraz unosiła się ciężka woń kurzu i czegoś, co dawno uległo rozkładowi. Jak zgniłe jabłka w zamkniętej piwnicy.

— Siadajcie — wskazała krzesła na zapleczu.

Albert opadł na blat i natychmiast zamknął oczy. Maja została w progu, wymieniając z Eleonorą długie, puste spojrzenie. Nie mrugnęła ani razu.

— Widzę, że nie przyszłaś sama — mruknęła sklepowa. — Dobrze.

Postawiła na stole kubki i nalała ciemnego, mętnego naparu z dzbanka stojącego na piecu. Płyn nie parował.

— Pijcie — powiedziała podając napój dziewczynce. Mała nadal nie spuszczała z niej wzroku.

Amelia podniosła kubek. Gruba ceramika nie oddała jej dłoniom najmniejszego ciepła. Upiła łyk. To nie była herbata. Smakowało jak mokra ziemia i zbutwiałe liście Przełknęła z trudem. Przez jej suchy przełyk przetoczył się piekący, ostry ból, od którego aż zaszły jej łzami oczy. Odstawiła naczynie. Potrząsnęła głową i nakreśliła dłonią w powietrzu kształt pustego domu, niemo, lecz kategorycznie domagając się wyjaśnień.

Eleonora usiadła naprzeciwko i poprawiła okulary.

— Nikt nie zniknął, dziecko. To ty przyszłaś za późno.

Amelia zmarszczyła brwi, uderzając palcami w blat.

— Jesteśmy tam, gdzie jesteśmy — ucięła staruszka. — Minęło dwadzieścia pięć lat. Czas się zamyka.

Amelia wyprostowała się, a jej twarz stężała w twardym sprzeciwie. To były przecież tylko jej urodziny. Eleonora zaśmiała się. Sucho, krótko.

— Urodziny. Tak. Ja też tak myślałam.

Sięgnęła przez stół i chwyciła dłoń Amelii. Uścisk był niezwykle mocny, a skóra staruszki szorstka i wyschnięta jak kora. Chciała cofnąć rękę, ale nie miała siły wyrwać się z tego mechanicznego chwytu.

— Słuchaj mnie — sklepowa przysunęła twarz bliżej. Jej oddech nie miał żadnego zapachu. Nie niosła ze sobą najmniejszego ciepła. — Nie szukaj tego, co było. To, co zgubiłaś, nie jest w domach. Jest na drodze.

Zaskoczona wbiła w nią pytający wzrok.

— Prześniedź — szepnęła stara kobieta.

Amelia zamrugała. Znowu to przeklęte słowo.

Eleonora puściła jej rękę i opadła na oparcie krzesła, jakby nagle uszło z niej całe życie.

— To znaczy, że rdza wchodzi głęboko. Że to, co błyszczy, kłamie. Że trzeba iść, póki czas. Matowieje, rozumiesz? Prawda matowieje.

Pokręciła przecząco głową. Wlepiła wzrok w staruszkę, domagając się czegokolwiek, co miałoby sens, ale Eleonora już na nią nie patrzyła. Jej zmęczone oczy spoczęły na Mai, która wciąż stała w progu. Patrzyła na trzylatkę z ciężkim, niewypowiedzianym żalem.

Amelię oblał nagły, dławiący strach. Ten sam ślepy, bezwzględny instynkt, który kazał jej zawsze sprawdzać, czy Albert na pewno jest za nią. Odwróciła gwałtownie głowę w stronę chłopca.

Siedział nieruchomo, z głową opartą o rękę. Zmrużyła oczy. Przez cienką jak pergamin, przeraźliwie bladą skórę jego nadgarstka dostrzegła ciemną plamę sęka w drewnianym blacie. Widziała stół przez jego ramię.

Zimny, paraliżujący skurcz przelał się przez jej wnętrzności. Nie. To tylko światło. Złe, brudne światło z tej starej lampy. Iluzja.

Zignorowała staruszkę. Zdeterminowanym, gwałtownym ruchem poderwała się z krzesła. Chwyciła chłopca i przyciągnęła go mocno do siebie, zasłaniając go własnym ciałem przed wzrokiem Eleonory. Oplotła dłonią jego chłodne przedramię, zaciskając palce tak mocno, by mieć absolutną, fizyczną pewność, że on wciąż tu jest.

Eleonora nawet nie drgnęła. Jej wzrok po prostu prześlizgnął się przez miejsce, w którym Amelia desperacko ściskała chłopca.

— Uciekaj, dziecko. One pamiętają. — Słowa staruszki skropliły się wprost w umyśle Amelii, ciężkie i wyraźne.

Pchnęła Alberta w stronę wyjścia. Nie odda go temu miejscu. Przekroczyła próg, wyciągając chłopca w głuche, chłodne powietrze.

Maja wybiegła przed nimi, zatrzymując się kilkadziesiąt metrów dalej, u samego podnóża stromego nasypu. Dopiero na jego szczycie majaczyły czarne linie torów – żelazna granica, która oddzielała sklep od reszty świata. Kot siedział już na górze, na jednej z szyn, wpatrzony w dół, prosto w Amelię.

Pociągnęła Alberta przez rzadką trawę. Byle dalej. Przez tory, na drugą stronę, z powrotem do osady, nawet jeśli wciąż była pusta. Byle nie myśleć o tej dłoni i o sęku w stole, który widziała przez ramię dziecka. To tylko potężny stres. Jutro wszystko wróci do normy. To racjonalne, desperackie kłamstwo było jedyną rzeczą, która pozwalała jej stawiać krok za krokiem.

Nasyp był stromy i śliski od zbutwiałych liści. Kamienie usuwały się spod butów, ale nie zwalniała. Parła do przodu. Maja była już na szczycie – mała, ciemna sylwetka na tle szarego nieba.

Amelia mocno chwyciła Alberta, by pomóc mu wejść pod górę. Chłopiec potknął się o wystający drewniany podkład. Kiedy go podtrzymała, poczuła w dłoniach tylko zesztywniały materiał swetra, pozbawiony ludzkiego ciężaru.

Zacisnęła palce odruchowo, gorączkowo szukając twardej kości pod grubą wełną. Oblała ją fala zimnej paniki, ale błyskawicznie przekuła ją w bezwzględną determinację. Musiała go chronić. Wiedziała aż zbyt dobrze, jak to jest zostać nagle całkowicie samemu. Jak to jest, gdy ktoś po prostu wyparowuje w środku dnia, zostawiając cię w pustce. Nie mogła pozwolić, by ten przeklęty las odebrał mu wszystko, tak jak kiedyś odebrał jej ojca.

Z tą myślą pociągnęła go mocniej w górę, wymuszając szybsze tempo. Nie patrzyła w dół. Bała się, że jeśli spojrzy, znów zobaczy ciemny żwir prześwitujący przez jego nogi.

Przeskoczyli przez szyny. Żelazo milczało. Żadnej wibracji, żadnej zapowiedzi pociągu. Tylko twardy opór pod podeszwami.

Zbiegli na drugą stronę, w kierunku osady. Domy stały tam, gdzie je zostawili – ciemne, puste skorupy, ale przynajmniej znajome i oddalone od tamtego sklepu. Wpadli do sieni domu Zielińskich. Amelia zatrzasnęła drzwi i przekręciła zamek dwa razy, choć wiedziała, że żaden metal nie zatrzyma tego, co czaiło się na zewnątrz.

Oparła się plecami o drewno. Jej mięśnie drżały z wycieńczenia. W mroku korytarza posłała Mai długie, uspokajające spojrzenie. Byli bezpieczni.

Przysunęła chłopca do siebie i w przypływie panicznej troski oplotła go ramionami, przyciskając mocno do piersi.

Nie wyczuła najmniejszego drżenia, żadnego oporu, jakie powinno stawiać przerażone ciało. Tylko bezwładność. Jakby trzymała kogoś, z kogo doszczętnie uszła resztka woli. Oblał ją chłodny, znajomy strach — ten sam, z którym obudziła się dziewiętnaście lat temu przed pustym lasem. Najgorzej było zawsze w tej jednej sekundzie, kiedy można było jeszcze ruszyć. Uderzenie wspomnienia było tak gwałtowne, że natychmiast zagłuszyło grozę tej ciszy pod jej palcami. Odcięła się od niego odruchowo. Wmawiała sobie, że chłopiec po prostu zamarł w głębokim szoku. Przyciskała go do siebie z desperacką, zwierzęcą siłą. Musiała go zatrzymać.

Podpis: 

Iwona Chojnowska styczeń-luty 2026
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sen o Ważnym Dniu Mefisto i Carmen Ró-ża
Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). "Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie." Na skrawku zapisane
Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 8
Auto płaci: 10

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2026 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.