DRUKUJ

 

praestigĭum

Publikacja:

 05-05-18

Autor:

 sinuhe
Głośny dźwięk. Paweł otworzył oczy i niespokojnie rozejrzał się dookoła, wydawało mu się, że wszystko jest w porządku, tak jak zwykle. Prócz cichego tykania wielkiego, starego zegara, który przed kilku laty dostał w prezencie od nieżyjącej już ciotki, nie docierały do niego żadne dźwięki. Po zielono-pomarańczowych tapetach pokrywających niezbyt równe ściany pełzały układające się w przedziwne kształty cienie. Paweł pamiętał dzień, w którym wraz z żoną kupował te tapety. Pojechali razem do wielkiego, jasnego sklepu i długo krążyli wśród półek pełnych kolorowych rolek. Pamiętał jak zza kwietnych kontuarów uśmiechali się do siebie i jak przekomarzali się wybierając odpowiedni wzór. Oczy Joasi skrzyły się wtedy złotymi ognikami, rozświetlały jego duszę, nadawały jego życiu sens. Dziś zielono-pomarańczowe ściany to jedna z nielicznych rzeczy, które przypominają mu o niej. Trzy lata temu coś zepsuło się między nimi; przed rokiem zabrała małego Michasia i zniknęła, zostawiając na kuchennym stole tylko kilka słów pożegnania. Próbował jej szukać, a jakże, jednak gdy już trafił na klitkę do której się przeniosła nie potrafił przekonać jej, że warto spróbować jeszcze raz.

Podniósł się na kolana i przesunął po łóżku w stronę okna. Odchylił lekko zasłonę po czym spojrzał na oświetloną żółtawym światłem latarń ulicę. Przypominały mu małego księcia i jego wciąż pracujących latarników, przypominały mu dzieciństwo, czas, kiedy myślał o nich jak o małych magicznych słońcach. Po przeciwnej stronie ulicy dostrzegł nagle skulonego, przesuwającego się powoli i jakby chyłkiem mężczyznę.

Szedł powoli przez dawno niekoszony trawnik. Spoglądał na zaparkowane przy ulicy samochody. Widział ich płonące światłem odbijającego się księżyca reflektory, metalicznie połyskujące karoserie. Noc była chłodna a na bezchmurnym niebie widział tysiące gwiazd. Ciszę burzyło jedynie niezbyt głośne brzęczenie zepsutej ulicznej lampy. Zraniona stopa mocno dawała mu się we znaki, wiedział jednak, że już za chwilę ktoś pomoże mu w walce z bólem. Jeszcze tylko czterdzieści, najwyżej pięćdziesiąt metrów dzieliło go od niewielkiego, zniszczonego budynku.

Data:

 2005

Podpis:

 sinuhe

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=15560

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl