DRUKUJ

 

Zwierzenia Maryśki

Publikacja:

 06-01-19

Autor:

 kasia88
Był deszczowy dzień, gdy Marysia siedziała sobie na swoim ulubionym wiklinowym bujanym fotelu i czytała swoją ulubioną baśń, czyli „sierotkę Marysię”. Myślała sobie wtedy: „Ech! Ja sama jak ta sierotka!”. Ale jak to zazwyczaj z tymi myślami bywa, również ta uleciała szybko ze złotej głowy dziewczynki. A może już i nawet dziewczyny. Tak! Z całą pewnością dziewczyny. Można by nawet rzec: młodej kobiety. No, ale co w tym właściwie ciekawego? Hmm… Pomyślmy. Zaraz Marysia przedstawi swoją krótką, ale to nie znaczy, że nie wielką przygodę…
Tak, tak… Moja historia nawet w połowie nie jest tak zajmująca jak ta sierotki Marysi. Ale mimo to myślę, że warta jest uważnego posłuchania. Wszystko zaczęło się w zeszłym roku w wakacje, gdy pojechałam na cały lipiec do mojej babci. Było, jak można się łatwo domyślić, bardzo nudno. Wokół same jakieś stare kumy, babcia to tylko podtykała mi pod nos coraz to lepsze smakołyki. Ojej… w tamte wakacje to tak przytyłam, ze ho ho. Zastanawiacie się pewnie, co może być ciekawego w zwykłym pobycie u babci. Otóż było…
Pewnego pięknego dnia, gdy przechadzałam się po babcinym polu łagodnie oświetlonym przez czerwoną poświatę zachodzącego słońca, spostrzegłam w oddali królika. Postanowiłam go dogonić. Biegłam za nim chyba z pięć minut, lecz on cały czas był o te kilka metrów przede mną. Byłam już mocno zasapana, częściowo przez to, że nigdy nie miałam dobrej kondycji, a częściowo przez ten tłuszcz który obrósł mnie całą. Wtedy to postanowiłam: Muszę schudnąć! Lecz niestety moje postanowienie, nie miało fundamentów w rzeczywistości. No i tak tyłam i tyłam aż stałam się grubasem. Nie lubiłam tego, chociaż teraz już lubię swoją tuszę. Pytacie na pewno: dlaczego? - odpowiedź jest prosta. W ferie zimowe wstąpiłam do klubu morsów. Bo myślę sobie, a co tłuszczu trochę mam i w zimnej wodzie przyda się na pewno. I może coś schudnę. No i wstąpiłam. Kąpałam się w lodowatej wodzie, poznałam wielu ludzi i spotkałam miłość mego dotychczasowego dziewiętnastoletniego życia…
Nazywał się on Marian i mimo iż miał dopiero dwadzieścia lat, to jednak już dźwigał przed sobą pokaźny brzuszek. Z uśmiechem opowiadał, że ten jego Maciuś (gdyż tak właśnie nazywał swoje sadełko) to wziął się z połączenia alkoholu ze słodyczami. Z początku uważałam go za obleśnego typa. Ot taki tam grubas. Głupi, chamski i niewychowany. W tej chwili to się nawet dziwię swoim ówczesnym myślom - przecież on jest taki kochany. Mój punkt widzenia zmienił się w dniu, gdy Marian podszedł do mnie i rezolutnie stwierdził, że jego imię pochodzi od mojego. Bardzo mi się to stwierdzenie spodobało i od tej pory zaczęłam mu się uważniej przyglądać. Pod pozytywnym kątem. Stwierdziłam, że ma on ogromne poczucie humoru i jest bardzo miły. A do tego całkiem przystojny. Zaczęłam coraz częściej zawieszać na nim wzrok, chciałam być zawsze obok niego a gdy już byłam to czułam idące od niego pozytywne wibracje. Zauważyłam, że on również jakoś tak przeciągle na mnie patrzy, mimo iż byłam taka gruba i raczej nieinteresująca. Lecz mimo tego iż bardzo, bardzo mocno chciałam się z nim spotkać, to jednak czekałam aż on pierwszy zaproponuje mi randkę. No i w końcu zaproponował. Pamiętam to jak dziś, mimo iż było to całe dwa miesiące temu. Powiedział on dokładnie tak: Marysiu, Maciuś jest głodny, czy pójdziesz ze mną go nakarmić? Z początku pomyślałam: Eee co on gada. Lecz za chwilę sobie przypomniałam, kim jest ten jego Maciuś i entuzjastycznie przystałam na jego propozycję. Poszliśmy do baru i tak właśnie wszystko się zaczęło.
W tej chwili jestem dumna, że posiadam mięciutki tłuszczyk i obecnie nie wyobrażam sobie wieczoru bez puszki piwa, albo wielkiego kawałka ciasta… Dziewczyny! Nie ma się co odchudzać! Bądźmy sobą, nie sprzeciwiajmy się naturze i jedzmy ile wlezie!!!

THE END

Data:

 wakacje 2005

Podpis:

 Kasia

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=22077

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl