DRUKUJ

 

Nocą....

Publikacja:

 03-06-17

Autor:

 jaszczurzyca
Nigdy nie potrafiłam być aktywna za dnia, czekam na noc, gdy wszyscy zasną, a wokół zrobi się cicho, wtedy zaczynam żyć. Cichutko zabieram się za własne sprawy, rozpoczynam nowe, kończę stare. Nikt mi nie przeszkadza, nikt się mną nie interesuje.
Zazwyczaj nocą czytałam książki, uczyłam się, grałam w "Heros of might and magic" na komputerze……. Trwało to do czasu, gdy nie miałam Internetu i dostępu do tych wszystkich tajemniczych programów i stron pozwalających na spotykanie innych….. aktywnych nocą. Pojawiło się ICQ, potem gadu gadu, czaty i inne. To było dla mnie jak odkrycie nowej planety. Nikt nie wchodził w moją prywatność, pozostawałam anonimowa, a jednak żyłam otoczona ludźmi w moim nocnym życiu. Jak jedna wielka prywatka, w której mogłam uczestniczyć lub nie (oczywiście zawsze uczestniczyłam). Czekałam aż skończy się ten pieprzony dzień, aż przejdę przez rutynę jaką narzucało życie i wrócę do moich nocnych przygód.
Przygody miałam różne: rozmowy teologiczne, naukowe, o bzdurach, o życiu, scrablle on-line, seks przez Internet, gry pseudopsychologiczne (oczywiście na głupszych ode mnie je trenowałam, bo to było zabawniejsze). Jednym słowem wszystko, na co tylko miałam ochotę.
Odcięłam się od życia realnego, od zakupów, gotowania, sprzątania. Wszystkie te czynności sprawiały mi bliżej nieokreślony ból. Mechanicznie robiłam to, co musiałam zrobić, żeby wszyscy dali mi święty spokój. Nic ponad to, nic więcej.
Zmianę we mnie zaczęli dostrzegać moi bliscy (bliskimi byli współlokatorzy i mój narzeczony), którzy robili mi karczemne awantury o mój brak ambicji i brak celu w życiu. W duszy przyznawałam im rację. Widziałam, że prędzej czy później będę musiała zacząć żyć tak jak inni: zabrać się za szukanie pracy, uporządkować własną szafę, iść do fryzjera lub kosmetyczki, kupić sobie jakiś nowy ciuch (w internetowym życiu nie liczyło się jak wyglądam, więc moja garderoba znacznie się skurczyła przez ten czas), iść do banku i dowiedzieć się, co dzieje się na moim koncie, które w ogóle mnie nie obchodziło. Sama myśl o tym, że muszę zamienić mój mały świat na ten wielki, przerażający, zaczynający się o wschodzie słońca a kończący o zachodzie, przyprawiała mnie o gęsia skórkę i natychmiastowy ból głowy.
Przełamałam się. Rzuciłam nocne życie, poszłam do tego pieprzonego banku, fryzjerki, kosmetyczki i kupiłam sobie kilka ciuchów.
Później znalazłam pracę. Najpierw jedną…… drugą. Zarabiałam dobre pieniądze, jeździłam na zakupy raz w tygodniu i nawet zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Nie nawiedziłam pracy, zmuszałam się do wczesnych pobudek, późnych powrotów. Nienawidziłam, ale dawałam z siebie wszystko, żeby pracować dobrze i jak najszybciej awansować. Trzy rzeczy zawładnęły moim życiem: praca, sen, jedzenie. Na nic innego nie miałam już czasu i ochoty. Dostałam lepsze stanowisko, lepsze pieniądze. Gdy dzwoniłam do domu, rodzice byli ze mnie dumni, że wszystko tak dobrze mi się układa.\
Po pewnym czasie zaczęły nudzić mnie zakupy, w pracy nie mogłam wysiedzieć ośmiu godzin, rosnące cyferki na koncie bankowym nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Wmawiałam sobie, że tak powinno być, że wszyscy tak żyją, pracują, nie znoszą pracować, zarabiają i wydają pieniądze, zakładają rodziny i znowu pracują, żeby wykarmić dzieci i wysłać je na studia. Tak żyją moi rodzice, tak żyją sąsiedzi. Jest to całkiem normalne, więc? Dlaczego nie chcę? Dlaczego się duszę? Nie jestem przecież życiowym nieudacznikiem, w kilka miesięcy osiągnęłam to, co sobie założyłam, mogłabym to ciągnąć dalej. Pracować, bogacić się, jeździć coraz lepszym samochodem………wszyscy dookoła byliby ze mnie zadowoleni. Tylko, dlaczego ja niczego w tym wszystkim nie czuję?
Rzuciłam wszystko. Nadal za dnia robię to, co powinnam, ale znowu zepchnęłam to wszystko na drugi plan. Gotuję, robię zakupy, chodzę do pracy. Czekam do zmroku…..
Wszyscy już śpią. Jest trzecia nad ranem, a ja właśnie czytam internetowe forum na temat twórczości Paula Coelho, niektóre opinie mi się nie podobają. Sądzę, że za chwilę dołączę do dyskutujących i będę broniła tego co powiedział stary król w „Alchemiku”, że należy podążać drogą własnej legendy. Później usiądę posłucham, co serce moje ma do powiedzenia o mojej legendzie i napiszę pierwsze w moim życiu opowiadanie.

Data:

 dzisiaj w nocy

Podpis:

 jaszczurzyca

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=248

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl