DRUKUJ

 

Gaśnie płomień

Publikacja:

 07-03-01

Autor:

 marika248
Łzy deszczu spływały po ciele młodej, rudej dziewczyny... Było późne, jesienne popołudnie. Niebo przysnute ciemnymi chmurami przypomniało o jej bólu. Nie czuła zupełnie nic, poza przeraźliwym żalem i obojętnością. Nie pamiętała od jak dawna tutaj jest, nie obchodziły jej lodowate krople deszczu spadające na nią z ogromu nieba. Teraz już nic nie miało znaczenia. Życie drastycznie odmieniło się w ciągu kilku zaledwie godzin...
Srebrne serduszko na cieniutkim, srebrnym łańcuszku hipnotycznie huśtało sie w jej dłoniach...
Teraz patrzyła na nie ze smutkiem. Jeszcze niedawno wcale do niej nie należał. Pamiętała ten łańcuszek na jego szyi. Pyzata, uśmiechnięta twarz pojawiła się we wspomnieniach. Nie mogła uwierzyć, że to się stało. A może to tylko jakiś koszmarny sen, może on wciąż żyje i nosi nadal srebrny łańcuszek na piersi.
Niestety to stało się rzeczywistością, od której nie można uciec, chocby nawet schować się w najgłębszych odmętach swojego umysłu. Chciałaby o tym nie wiedziec lub w ogóle nie istnieć. Chciała być obcą osobą w obcym ciele. Czuła na sobie straszny ciężar. Nie mogła sobie wybaczyć. Może gdyby komuś powiedziała, może gdyby ktoś wiedział, to nie doszłoby do tego wszystkiego. Już nie potrafiła płakać, przeogromna rozpacz nie potrzebowała łez.
Wspomnienia uporczywie napływały do jej oczu. To było jak kara, za to, że nikomu nie powiedziała...
Kiedyś lubiła jeżdzić z nim na motorze. Teraz nienawidziła tego pojazdu, gdyby nie on byłoby inaczej.
Obiecał, że nie będzie już się ścigał. Tak bardzo się o niego bała. Twierdził, że zarobi jeszcze trochę i koniec z motorem. Tego dnia miał jechać ostatni raz... I pojechał... ostatni raz. Potem ktoś zapukał do drzwi. Jego matka. Miała oczy pełne łez. To ona powiedziała, że on,.. on już nie wróci.
Srebrne serduszko... To tyle co po nim zostało. Kochał je tak bardzo, że nawet jej nie chciał go ofiarować. Dostała je od jego matki:
- On na pewno by chciał, żebym Ci je dała...
Siedziała na zimnym, betonowym moście trzymając w ręku łańcuszek. Bawiła się nim dłonią. Nagle ześliznął się i upadł na most. Schyliła się... To było jedyne co miała najcenniejszego. Wstała i przeszła przez balustradę. Siegnęła po niego dłonią... W tej chwili pośliznęła się i spadła...
W tej jednej chwili widziała jego uśmiechniętą twarz wyraźnie. Czuła się szczęsliwa, mimo iż jej własny ogień właśnie gasł. Nie mogła się doczekać, kiedy znów go zobaczy....

Data:

 28 lutego 2007r

Podpis:

 Marika

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=31221

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl