DRUKUJ

 

Puszcza - początek

Publikacja:

 07-05-30

Autor:

 Selene
Blade spojrzenie księżyca sączyło się wśród listowia, znacząc smugą trop łodzi. Rytmiczny plusk, tworzony przez zderzenie wioseł i wody, dziwnie harmonizował z muzyką świerszczy.
Nie wiał wiatr. Nie odzywał się ani jeden ptak. Tylko cienie przesuwały się w ciemności po kształtach zranionej ziemi.
Restor skulił się, skryty pośród krzewów i – bojąc się głośniej odetchnąć – obserwował łódź.
Pot spływał mu na oczy, długie włosy już dawno namokły od wilgoci, w brodę uwikłały się drobne listki.
Łódź naznaczało słabe światło latarni umocowanej na dziobie. Postacie skrywał jeden z nieodłącznych cieni i Restor nie mógł bliżej określić, do kogo należały.
Gdy obiekt zniknął już w bladoniebieskiej mgle, napięcie minęło i usiadł na mokrej od dżdżu ściółce leśnej. Jego oddech był szybki i świszczący, serce waliło jako młot.
Gdzieś zagubiona ryba zahaczyła płetwą o powierzchnię wody. Natychmiast zastygł w nasłuchiwaniu. Całkowita cisza napełniała go zgrozą i przeczuciem, że coś nieoczekiwanego niechybnie się stanie.
Wstał i z wolna ruszył przed siebie, kulejąc od zranionej stopy. Oglądał się za siebie za każdym razem, ilekroć zdawało mu się, że słyszy szelest, szmer.
Istotnie, cisza była tylko pozorem.
Natura w zmowie z nocą żywo szeptała swoje uwagi i obserwacje o przybyszu, który pojawił się tu znikąd i teraz tak pokracznie zatapiał się w jej świecie. Co chwilę weryfikowała jego ułomności i niedoskonałości dziwiąc się, co on jeszcze tutaj robi. Niezmiernie alterowało ją, jak to się stało, że on jeszcze żyje. Ze swych rozterek zwierzała się księżycowi, który w milczeniu podzielał jej myśli.
Tymczasem Restor przemierzał dziki busz i nurzał się w odmętach cieni i aksamitnego mroku.
Im bliżej kryjówki, tym był spokojniejszy. Tam czuł się bezpieczniej. To był teraz jego dom – czy tego chciał, czy nie.
Raptownie zatrzymał się przed ostatnią partią krzaków, oddzielającą go od azylu. Usłyszał dziwny dźwięk, jakby znajomy, ale jednak obcy. Słyszał coś brzmiącego jak kroki, tylko że mocno zwielokrotnione. Poczuł narastające drżenie ziemi. Chciał iść dalej, ale gdy tylko uniósł nogę, stracił równowagę. Gdzieś runęło bezbronne drzewo. Jęk jego współbraci oświadczył, że podzilili ten sam los – ich kręgosłypy zostawały zmiażdżone z niesamowitą łatwością. Teraz ziemia trzęsła się tak bardzo, że nie sposób było utrzymać się w pozycji pionowej. Już wiedział, co się zbliża i teraz gorączkowo myślał, gdzie się schronić, skoro nie mógł dostać się do swojej jaskini. Drzewa padały coraz gęściej i bliżej. Od tajemniczej istoty dzieliło Restora zaledwie kilka metrów. W ostatniej chwili uskoczył w bok, gdy ogromna stopa opadła z hukiem na ziemię. Przez jedną minutę miał okazję widzieć zrogowaciałą skórę i ohydnie żółte pazury, wieńczące każdy z sześciu palców. Po chwili uniosła się i podążyła za drugą, wdeptując w rzekę, która natychmiast zalała zagłębienie.
Restor odczekał, aż istota odejdzie na bezpieczną odległość i rzucił się w stronę swojej kryjówki. Pokonał wyrwę, powstałą pod ciężarem nogi olbrzyma i na wpół czołgając się, dopadł jaskini.
Opadł z wysiłkiem na legowisko złożone z mchu i czekał, aż uspokoi się jego skołatane serce.
Natura patrzyła na to ze spokojem i leniwym zdziwieniem.
Zdziwienia zapewne by nie było, gdyby wszystko, co Restora otaczało, nie było czterokrotnie większe niż zwykle.

Data:

 maj 2007

Podpis:

 Selene

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=33453

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl