DRUKUJ

 

Ona

Publikacja:

 03-11-27

Autor:

 Graphitowa
Siedziała przy kominku z nogami na stole, w dłoniach trzymała kubek wolno parującej herbaty. Wpatrzona w ogień, który zawsze ją hipnotyzował wyglądała niczym uosobienie spokoju, ale w rzeczywistości było zupełnie inaczej... Osadzona w malutkiej łódeczce zbudowanej z nadzieji dryfowała po oceanie swych beznadziejnych myśli, z czasem rozpętał się sztorm - nikt nie wiedział, że tonie... Łzy tak delikatnie płynęły po jej policzkach, nawet nie drgnęła gdy dotknęły ust, zagłębiona w swoim smutku porzuciła świat rzeczywisty. Oddalając się w krainę nigdy nie spełnionych marzeń i nigdy nie gojących się ran nawet nie zauważyła, kiedy herbata całkiem wystygła.
Stałam w drzwiach i opierając głowę o futrynę cicho obserwowałam ją - pomnik beznadziejnego spokoju. To tak bardzo bolało... Tęskniła za nim, kiedy odszedł jej życie zamieniło się w jedną wielką łzę. Był jedyną istotą dla której pragnęła i umiała żyć, była tak wpatrzona w niego, iż nawet niezauważyła mojego uczucia... A przecież kochałam ją, jak nikogo przedtem. Gdyby tylko wiedziała, gdybym tylko mogła jej o tym powiedzieć. Bałam się odrzucenia, wiedziałam że nigdy nie odwzajemni moich uczuć, nawet gdyby chciała, nie mogła by...
Powoli odsunęłam się od futryny i podeszłam do niej. Nie poruszyła się gdy wyjęłam kubek z jej dłoni i postawiłam go na stole. W świetle ognia z kominka, z łzami na policzkach i smutkiem w oczach była taka piękna... Najczulej jak umiałam otarłam jej łzę, palce mi drżały, zawsze byłam dla niej czuła i ciepła, miałam, nadzieję, że kiedyś w tych zwykłych gestach zauważy miłość, która wypełniała każdą sekundę mojej egzystencji. Nie spojżała na mnie, równie dobrze mogłoby mnie nie być. To tak strasznie bolało... Wzięłam jej twarz w dłonie, jej aksamitna skóra, zapach lawendy, bliskość jej ciała i te smutne oczy... Drżałam już cała. Jak ten idiota mógł zranić i porzucić tak cudowną istotę? Ja bym cię nigdy nie zostawiła skarbie... W końcu spojżała na mnie, tak strasznie chciałam coś zrobić, cokolwiek, żeby tak nie cierpiała. Nie mogłam się powstrzymać, aby nie przysunąć ust do jej twarzy. Najpierw czoło, potem pokropiony łzą policzek, tak blisko były usta... Minimalnie się odsunęła, ból wypełniał jej spojżenie, patrzyła jeszcze przez chwilę, a potem odwróciła się. "To nic nie szkodzi...przepraszam..." wyszeptałam. Powoli osunęłam się na podłogę, pokonana przez własne uczucia położyłam głowę na jej kolanach, tak rozpaczliwe pragnęłam być z nią! Z czasem cierpienie wypełniło też moje serce. I trwałyśmy tak obie, a nadzieja właśnie wijąc się płonęła w kominku. Spokojne, niczym skorupki, pozostałości dawno zmarłych duszy - trwałyśmy...

Data:

 listopad 2003

Podpis:

 Graphitowa

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=3380

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl