DRUKUJ

 

OPOWIEM CI PEWNĄ HISTORIĘ

Publikacja:

 03-12-11

Autor:

 straszny dwór
Na dworze mróz i słońce. Lipowa zasypana jest puszystym śniegiem. Z powodu dużych opadów zamknięto ją dla ruchu kołowego. Umyłam okno, żeby bardziej docierała do mnie biel śniegu. Otworzyłam okno, żeby poczuć mróz, żeby dostał się aż do żołądka. Na ulicy same dziewczynki z zapałkami, Kopciuszki i Sierotki Marysie. Gdzieniegdzie widać krasnoludki. Ja jestem chyba Królową Śniegu, jeszcze nie wiem. Wiem za to, że chciałabym wszystko zamrozić, żeby trwało wiecznie. Nie, nie chcę nikogo uśmiercać. Martwi na nic się zdadzą.
Robię kilka bezsensownych ujęć. Jakiś Pinokio gapi się w moją stronę, może na mnie? Dupek. Nie ma powodu, żeby się nad nim zastanawiać. Zrobię lepiej kanapki. Czy Królowa Śniegu jadła kanapki? Może żywiła się wyłącznie śniegiem i soplami lodu? Nieważne. Ja zjem kilka kanapek. Dobra, dobra, popiję lodową, żeby nie było oszukaństwa. Jestem przecież Królową Śniegu, muszę popić lodową. Mogę jeszcze użyć królewskiego. Gdybym była Anną Kareniną popiła bym Eristoffem, Smirnofem i Gorbaczowem. Mógłby być też Jelcyn. Zawsze się znajdzie pretekst. Ale dziś jestem śnieżną damą i wchodzi w grę tylko lodowa.
Wychodzę. Na klatce krasnal w żółtej czapce ciągnie psa, który jeździł koleją. Burek mówi mi, że jeszcze chce pochodzić po śniegu. Nic na to nie mogę poradzić, ale dziwi mnie, że rozumiem mowę zwierząt. To jakaś nowa moc, ciekawe od kogo ją dostałam. W piwnicy Bob Budowniczy narzeka na brak forsy. To zarób.
Ulica z perspektywy spacerowicza wygląda jeszcze lepiej. Muszę więcej chodzić. Mogę zostać bezdomną Królową Śniegu, wtedy będę musiała ciągle chodzić. Ale gdzie będę jadła kanapki? Nie, to głupi pomysł. Pójdę gdzieś daleko, żeby mróz dostał się aż do serca. Żeby już nic nie czuć, żeby skończyło się to cholerne kłucie i żeby w końcu zamrozić myśli, które biegają po wnętrznościach jak hemoglobina. Krążą i krążą i ciągle wracają w to samo miejsce, do mózgu. Dobrze byłoby kogoś spotkać, kogoś znajomego. Nie! Dobrze byłoby kogoś spotkać, kogoś nieznajomego. Nie! Źle! Dobrze byłoby kogoś spotkać, kogoś nieznajomego, kto wydawałby się znajomy od lat. Nie, to nie ma sensu, wracam do domu.


O, ktoś puka. Jakoś tak cicho, dziwnie. Otwierać? Nie otwierać? Raz kozie śmierć!
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale pani jest zdaje się Królową Śniegu, a mi potrzebny jest lód... no, wie pani taki w kostkach...No dobrze powiem wprost: potrzebny mi lód do wódki. Czy mogła by pani?
O Boże przenajświętszy! Skąd on wie?! Skąd on do cholery wie, że jestem Królową Śniegu? Przecież ja to sobie wymyśliłam! Kurwa, jaki lód? O co mu chodzi? Na dodatek ja go skądś znam, ale skąd?!
- Proszę, niech pan przejdzie, chyba mam trochę lodu w lodówce...ale skąd pan wie?
- Widziałem, jak pani wyglądała przez okno. Mieszkam tu w tej samej klatce, więc przyszedłem. Jestem Pinokio.
A więc to tak. Jakiś podły spisek. Ale mi Pinokio! Przecież to kawał chłopa!
- Proszę pana. Pinokio był drewniany i chudy, a w ogóle co to za żarty? Wypraszam sobie.
- To pani mnie tak nazwała. Mi też się nie podoba. Wolałbym być misiem Koalą.
- Dobrze, jest pan misiem Koalą! A teraz niech pan już idzie, mam dużo pracy.
- A lód?
- Nie mam żadnego lodu, proszę już iść.
Spiskowców trzeba traktować z góry. Inaczej się nie da. Należy ich wykończyć, zanim oni wykończą ciebie. A może potraktowałam go jednak za ostro? Przecież taka nie jestem. Głupio wyszło. Ciekawe gdzie on mieszka? Mówił, że w tej samej klatce... Szkoda, że nikogo tu nie znam. Zaraz, zaraz, a Burek? Może Burek powie mi gdzie mieszka Pinokio? Tylko gdzie może mieszkać Burek? Trzeba sprawdzić, czy nie jest na spacerze.
Wybiegam szybko z klatki. Jest! Ja chyba oszalałam, będę pytać jakiegoś kundla o jakiegoś Pinokia. Nic to. Muszę spróbować. Może mam jeszcze moc porozumiewania się ze zwierzętami. Podchodzę jak gdyby nigdy nic do chłopca z psem.
- Drugie piętro po lewej.
No tak, pies przemówił, to znak, że całkowicie postradałam zmysły. Albo mi odbiło, albo to naprawdę jakiś diabelnie dobrze dopracowany spisek. Pinokia jednak muszę sprawdzić.


- Dzień dobry Pinokio, przyniosłam panu lód do wódki.
- Przepraszam panią, ale my się chyba nie znamy?
- Jak to? Jestem Królową Śniegu, pan jest Pinokiem, albo misiem Koala.
- Pani wybaczy, ale nic z tego nie rozumiem. Rzeczywiście piję wódkę i myślałem o lodzie, że by się przydał, ale skąd pani o tym wie?
- Wydawało mi się, że pan u mnie był i prosił o lód. Potraktowałam pana niegrzecznie, więc przyszłam przeprosić...
- To bardzo dziwne, proszę niech pani wejdzie, zostało mi jeszcze trochę wódki.
- Ale ja mogę tylko lodową...
- Ale ja piję właśnie lodową... Skąd pani wie? Zresztą nieważne, proszę przejść, przepraszam za bałagan.
- Ale ja lubię bałagan, pana mieszkanie wygląda zupełnie jak moje, a gdzie ten fotel, który wczoraj kupiłam?
- Mam zamiar kupić fotel... Pani jest naprawdę jakaś dziwna. Napijmy się...


Tak spotkałam kogoś nieznajomego, kto wydawał mi się znajomy od lat.

Data:

 grudzień 2002

Podpis:

 straszny dwór

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=3737

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl