DRUKUJ

 

Czarodziej. ( Rozdział drugi )

Publikacja:

 07-12-09

Autor:

 kondor
O rany, 10.00! – Amanda zerwała się z łóżka, jednak po chwili opadła na nie z powrotem gdyż poczuła silny ból w nodze, która była spuchnięta. Zrobiła sobie kawę, zjadła pomarańcza i od razu rozłożyła przed sobą teczkę z aktami nowej sprawy.
– Co tu mamy? – powiedziała sama do siebie.
Wzięła do ręki akt oskarżenia. Powoli zaczęła czytać a zarazem analizować każde słowo tekstu. Przecież ta sprawa jest z góry wygrana. Facet sprzedał łódź motorową bo była jego własnością, a że wydał pieniądze na niecne cele jak pisze jego żona, to jego sprawa bo łódź widniała tylko na jego nazwisko. Była więc jego własnością. Czego zatem chce ta kobieta? –zastanowiła się przez chwilę Amanda po czym sięgnęła jeszcze dwie inne zapisane kartki papieru. Były to zeznania świadków, że do kupna łodzi dołożyli się rodzice tej kobiety. Co mi będzie zatem potrzebne? – pomyślała. Przygotowując listę argumentów, jakimi mogłaby się posłużyć w sądzie poczuła, że jest głodna. Weszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Konserwa, parę plasterków wędliny, jajka i twarożek. O nie, zasłużyłam na obiad – pomyślała.
Amanda nie lubiła gotować. Zwykle jadała obiady w restauracji tuż obok swojego biura, więc nie miała w domu nic, z czego mogłaby przyrządzić jakieś ciepłe danie.
Do restauracji na pewno nie pójdę z tą nogą. Szkoda, że wczoraj tak się obeszłam z Markiem. Być może przyniósłby mi dziś coś ciepłego do zjedzenia. Trudno. Poradzę sobie – postanowiła pójść do pobliskiego sklepu i kupić frytki. Ubrała się, wyciągnęła z szafki pantofle, założyła jeden na lewą nogę. Na prawej miała stałą szynę więc niemożliwością było założyć jakiegokolwiek buta. Niestety jej wszystkie obuwie było na wysokim obcasie. W pewnym momencie straciła równowagę i gdyby nie szafka pewnie runęłaby z hukiem na podłogę. Zdjęła pantofel z lewej nogi i zrozpaczona spojrzała w stronę kapci. O nie, nie wyjdę przecież w kapciach na ulicę i to w połowie października – pomyślała zrozpaczona. Już miała wrócić do lodówki po konserwę, kiedy dojrzała czarne lakierki, które kupił jej Dawid. Założyła jeden i poczuła, że wreszcie bez obaw może dać krok do przodu. Wyszła więc do sklepu. Kupiła frytki, chleb i parę soków. Ale zaraz, dlaczego ten facet nawet do niej nie zadzwonił? Powinien zapytać się o jej zdrowie – myślała jedząc gorące frytki z jajkiem. No tak, przecież nie zostawiła mu nawet swojego numeru telefonu. Ale przecież odwiózł ją pod same drzwi domu, więc wie, gdzie mieszka. Mógłby wpaść chociaż na chwilę. A może boi się żony? Dziewczynka na pewno opowiedziała matce, co się stało. Dostał niezłą burę i teraz siedzi jak mysz pod miotłą. A zresztą to i lepiej bo po co jej ta znajomość? Facet, który absolutnie nie ma w sobie nic, co by mnie fascynowało – myślała. Stary, ciasny samochód, luzacki ubiór i bardzo bezpardonowy sposób bycia. Zwykły, szary mężczyzna niczym nie wyróżniający się z tłumu. Amanda popijając herbatę przypomniała sobie jego podejście do dziecka. Jego opanowanie i spokój. Inny ojciec pewnie wydarłby się na dziecko, on zaś zachował niesamowity spokój. Nie może zatem być złym ojcem.
Jakim ojcem byłby Tomek? – przemknęło jej przez myśl. Czy chęć zostania ojcem była wywołana instynktem czy też był to tylko zwykły kaprys? Po odejściu Tomka nie widziała go aż do sprawy rozwodowej. Sama sprawa przebiegła szybko i za porozumieniem stron. On zabrał swoje rzeczy, meble z salonu i samochód, zostawiając mieszkanie, które przepisał jako jej wyłączną własność. Powiedział tylko, że nie żałuje tego, co się stało bo został już ojcem i jest szczęśliwy. Gdzie teraz jest i co robi? Wyjechał do innego miasta i na tym skończyła się ich znajomość. Marek już nieraz proponował jej aby zamieszkali wspólnie a nawet wspominał coś o trwałym związku, ale jak można żyć pod jednym dachem z kimś, kto chyba nawet prasuje skarpetki? W łóżku Marek też nie był najlepszy. Nie był co prawda takim egoistą jak Tomek, ale za to więcej uwagi skupiał na jej białej, koronkowej bieliźnie niż na jej ciele. Przesadny idiota – skwitowała w myślach. Sama nie wiedziała dlaczego, ale ludzi, którzy się jej w czymś nie podobali od razu zaliczała do grona idiotów. Być może byli i tacy, którzy i ją oceniali podobnie. Siadła w fotelu i znowu otworzyła teczkę z aktami gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Kogo mi tu jeszcze brakuje? Pewnie Iwona – otworzyła z impetem drzwi i znieruchomiała. Zobaczyła Dawida a tuz za nim małą dziewczynkę, która trzymała w ręku reklamówkę z jakimś zawiniątkiem.
– Dzień dobry – powiedział Dawid a za chwilę to samo powiedziała nieśmiało Marta.
– Dobry wieczór – odpowiedziała Amanda, bo na dzień dobry pora była już zbyt późna.
– Przepraszamy za to niespodziewane najście ale sumienie nie dawało mi spokoju i pomyśleliśmy, że powinniśmy cię odwiedzić więc...
– Wejdźcie do środka – przerwała Amanda.
Dawid usiadł na sofie a tuż obok niego Marta.
– Aha! Przynieśliśmy ci coś gorącego do zjedzenia – mówiąc to, Dawid podał Amandzie reklamówkę.
– Co to jest?
- Kurczak.
– O, jeszcze gorący.
– Pomyślałem, że zamiast kwiatów wolałabyś przekąsić coś ciepłego.
– Dziękuję. Zaraz zrobię kawę – odparła Amanda.
– Najpierw zjedz – polecił Dawid.
– Nastawię wodę na kawę i zabieram się za jedzenie.
– Mam nadzieję, że zjecie ze mną! – zawołała z kuchni.
– Nie obraź się, ale zjedliśmy już jednego przed chwilą w barze.
Amanda przyniosła z kuchni talerzyk i sztućce po czym zabrała się za jedzenie. W życiu by nie pomyślała, że szybki kurczak z przyrożnego baru może być tak dobry. Zwykle jadała w dość ekskluzywnych i drogich restauracjach.
– O, woda się gotuje – powiedział Dawid, kiedy rozległ się odgłos gwizdka.Amanda wstala zaparzając dwie kawy.
– A ty co wypijesz? Może sok pomarańczowy? – zwróciła się do Marty.
– Tak, ale nie mogę pić zimnego – odpowiedziała dziewczynka.
– Zaraz ci trochę przygrzeję.
– Najpierw zjedz do końca kurczaka póki jest ciepły – powiedział Dawid.
– Wybaczcie, ale więcej już naprawdę nie mogę. Zostawię sobie na jutro. Mam mikrofalówkę, więc nie będzie problemu aby go odgrzać.
– Smakował? – zapytał z uśmiechem Dawid.
– Był pyszny.
– Tato robi jeszcze lepsze kurczaki, ale dziś była znowu ta pani i tata z nią długo rozmawiał w pokoju a potem nie było już czasu – powiedziała jednym tchem dziewczynka.
Amandą aż wstrząsnęło.
– Martusiu, są pewne rzeczy, o których dzieci nie powinny rozmawiać – zwrócił się do córki Dawid.
– Nic się nie stało – ledwie wydusiła z siebie Amanda.
– Poczekajcie moment, idę zagrzać Marcie trochę soku - powiedziała wychodząc do kuchni.
Mogła go zagrzać w mikrofalówce, wtedy byłoby szybciej ale wolała spędzić parę minut sama w kuchni aby się opanować. Nalewając sok do kubka zauważyła jak trzęsą się jej ręce.
Jakie życie prowadzi ten facet? Nic nie mówi na temat żony, przyjmuje w domu jakieś kobiety. Mimo tego dba o dziecko. I to nawet bardzo...
– Nie jesteś zła na nas za to, że przyszliśmy? – przerwał jej rozmyślania Dawid.
– Nie, dlaczego miałabym być zła?
- Spoważniałaś raptem – zauważył Dawid.
– Mieliśmy przyjść wcześniej ale...
– Każdy ma prawo do prywatnego życia – przerwała mu Amanda.
– Tak, masz rację. Każdy ma prawo do prywatnego życia – powtórzył Dawid.
Dalsza rozmowa przestała się kleić całkowicie. Marta bawiła się wielkim misiem, którego Amana dostała na imieniny od Marka. Nie powiedziała już ani słowa, więc Amanda nie dowiedziała się niczego więcej odnośnie nieznajomej, która była powodem ich spóźnionej wizyty.
– Pójdziemy już. Jest dość późno – spojrzał na zegarek Dawid.
– Tatusiu, kupisz mi takiego misia? – zapytała Marta.
– Kupię Martusiu. Może nie takiego samego ale na pewno podobnego.
– Podoba ci się? – zapytała Amanda.
– Tak, jest śliczny.
– Mogę ci go podarować. Niech to będzie rekompensata za kurczaka.
– Nie, nie mozemy go wziąść – zauważył Dawid.
– Dlaczego? – zapytała zdziwiona Amanda.
– Ale możemy go pożyczyć. Trochę się nim pobawię a później ci go odniesiemy – rzuciła propozycję dziewczynka.
Spojrzenia Amandy i Dawida zbiegły się po czym oboje skierowali wzrok w stronę Marty.
– Dobrze? – zapytała dziewczynka.
– Ja się zgadzam – powiedziała Amanda.
– Ja też – odpowiedział Dawid nie chcąc robić córce przykrości.
– Kiedy mamy teraz przyjść? – zapytała już pewnym głosem Marta.
– Kiedy tylko tata będzie miał czas – odpowiedziała z przekąsem Amanda.
Dziewczynka była już za drzwiami z wielkim misiem, kiedy Dawid odwrócił sie jeszcze i powiedział:
- Dlaczego jest w tobie tyle ironii Amando?
Amanda zdębiała ale było już za późno aby coś powiedzieć bo mężczyzna wziął dziewczynkę na ręce i dość szybkim krokiem ruszył przed siebie.


*****


Dlaczego ta kobieta jest taka dziwna? – myślał będąc już w domu Dawid. Raz potrafi być miła i sympatyczna a innym razem potrafi zranić aż do bólu. Czy ma męża i dzieci? Była sama w domu. A może to typ zgorzkniałej starej panny? Coś w rodzaju naszej pani dyrektor. Nie ona przecież nie jest wcale stara. Ile może mieć lat? Trzydzieści? Dla Marty była dziś bardzo miła. Dla mnie zresztą też dopóki Marta nie wspomniała o wizycie Barbary. Czyżby Amanda była zazdrosna? Nie, to niemożliwe. Przecież prawie wcale się nie znamy. Zresztą widać, że nie jestem mężczyzną, który wzbudziłby jej zainteresowanie. A może to było jej zwykłe, normalne zachowanie? Może sam doszukuję się czegoś, co by oznaczało, że jednak jest zainteresowana moją osobą?


*****


Ostatnie trzy dni, które Amanda spędziła nie wysadzając nosa z domu umożliwiły jej dokładne posprzątanie mieszkania i uporządkowanie spraw zawodowych. Rozliczyła też wszystkie rachunki. Przeanalizowała swoje wydatki i z zadowoleniem stwierdziła, że ostatnie cztery miesiące co prawda były całkowitym poświęceniem się pracy ale też i przyniosły jej niezły zysk.
Jako jedno z nielicznych biur adwokackich, otwartych w sezonie pracowała nie biorąc ani jednego wolnego dnia w przeciwieństwie do Iwony, która połowe lipca spędziła w Grecji. Na koncie Amandy widniała okrągła kwota 15 tysięcy złotych. Na co ją przeznaczyć? – pomyślała.
W domu mam już wszystko, samochód chodzi jak należy więc może w tym roku wybiorę się gdzieś na Sylwestra. Zawsze marzyła aby choć raz spędzić taką noc na wielkim statku dryfującym przy brzegach Morza Śródziemnego. Muzyka, której dźwięki łączą się z szumem fal, wolny stół pełen orientalnych potraw a przy boku... No właśnie, kto? Marek? Nie, on popsułby cały nastrój swoją przesadną dokładnością – Amanda otrząsnęła się z tych marzeń i postanowiła udać się na pogotowie. Dziś miała się zgłosić na kontrol.
Prześwietlenie wykazało, że noga goi się dobrze. Zdjęto jej szynę jednak widać było jeszcze opuchnięcie w kostce. Widząc zwątpienie w oczach Amandy lekarz powiedział z uśmiechem:
- Najgorsze mamy za soba a to co tu pozostało do wesela się zagoi.
Amanda podziękowała i z radością ruszyła do biura. Przeszła przez dość szeroki hol na korytarzu i zatrzymała sie przez chwilę pod drzwiami ich gabinetu jakby chciala upewnić się czy aby Iwona nie wykreśliła jej ze spółki. Na szczęście nadal wisiała ta sama wizytówka, na której widniały oba nazwiska zarówno Iwony jak i w dalszym ciągu Amandy. Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę jednak okazało się, ze drzwi są zamknięte. Wyjęła klucze, otworzyła drzwi i weszła do środka. Rozejrzała się po biurkach ale nie było żadnej informacji usprawiedliwiającej nieobecność Iwony w pracy. Wzięła słuchawkę telefonu i już miała do niej zadzwonić, kiedy pomyślała, ze jednak da sobie z tym spokój. W końcu Iwona też się wcale o nią nie martwiła.Rozłożyła akta sprawy, porobione w domu notatki i zaczęła opracowywać mowę obrończą. Dochodziła 15.00. Amanda miała już całą sprawę zapiętą na ostatni guzik. Zamknęła więc teczkę z aktami i włożyła do szafy, znajdującej się tuż obok biurka Iwony. Dziwne, przez cały dzień nie zjawiła się w pracy. Może coś się jednak stało? Wykręciła numer telefonu Iwony i po chwili usłyszała zaspany głos Piotra:
- Halo.
– Cześć Piotr. Jest może Iwona?
- Kto mówi? – spytał.
– Amanda.
– Iwona od dwóch dni lata jak szalona po sklepach bo są obniżki a dziś miała jeszcze wpaść do fryzjera.
– Co? – z niedowierzaniem zapytała Amanda.
– To, co słyszysz. Jej też w końcu należy się trochę wolnego. Skoro ty uchylasz się od pracy to dlaczego ona ma robić za dwie?
Amanda chciała wygarnąć wszystko co myśli na temat Iwony i jej durnowatego męża ale po prostu odebrało jej mowę. Rzuciła słuchawkę i czym prędzej wyszła z biura.
Koniec naszej wspólnej pracy i w ogóle całej naszej znajomości – Amanda z siłą naciskała nożem na kotlet schabowy. Jutro powiem jej kategorycznie, że odchodzę, niech radzi sobie sama. Wychodziłam nie z takich sytuacji i zawsze dawałam sobie radę. Znajdę inny lokal, otworzę własne biuro. Mam przecież zaoszczędzonych trochę pieniędzy, więc sobie poradzę.Za dwa tygodnie mam sprawę, być może dostanę zaliczkę. Wreszcie będę miała spokój. Nawet w domu. A właściwie po co mi biuro skoro mogę pracować w domu. Mając trzy pokoje śmiało mogę jeden przeznaczyć na miejsce pracy – przemknęło jej przez myśl.



*****


- Panie Dawidzie, telefon do pana - na salę sportową weszła sekretarka trzymając w reku telefon.
– Tak – powiedział Dawid wychodząc na korytarz.
– Dzień dobry. Dzwonię aby poinformować pana, że mamy wolne miejsce na 21 listopada. W tym dniu będzie też znany i ceniony hirurg, doktor Braniewski. Jakby pan był gotowy, proszę mnie powiadomić co najmniej tydzień przed tym terminem – oznajmił doktor Troska.
– Wie pan dobrze, że nie mam zgromadzonych jeszcze wszystkich pieniędzy. Rozmawiałem ostatnio z kuratorką i powiedziała, że robi co może ale to wymaga trochę czasu.
– Rozumiem, ale nie mogę nic więcej dla pana zrobić. Dzwonię tylko aby poinformować pana, że najbliższy termin, w jakim możemy przeprowadzić operację wypada za miesiąc. O ile pan nie wykorzysta tego terminu, trzeba będzie znowu czekać.
– Zrobie wszystko , co będzie w mojej mocy, aby w ten dzień zgłosić się do pana. Dziękuję za telefon.
– Niech pan przedzwoni co najmniej tydzień przed wyznaczoną datą.
– Oczywiście, zadzwonię – Dawid skierował się do sekretariatu po czym drżącą ręką odlożył telefon.
Zostało mu jeszcze do zebrania 17 tysiecy złotych. Skąd je wziąść? Sprzedałem już wszystko co możliwe. Został mi stary samochód ale muszę go trzymać ze względu na Martę. Nie chcę pchać przed sobą wózka inwalidzkiego a przecież dziewczynka nie jest w stanie daleko chodzić – myślał. I tak zrobił co mógł. Sprzedał swoją Toyotę, która była jego oczkiem w głowie. Sprzedał również sprzęt stereofoniczny, ale to wciąż za mało. Przedtem był bardziej żywy i miał niesamowite pomysły. Zapału i chęci do życia mógł mu pozazdrościć niejeden człowiek. Wszystko to do czasu tego nieszczęsnego wydarzenia. Zresztą powinien zmienić swoje życie dużo wcześniej. Zamiast działać, zrobić porządną awanturę, on czekał. Cierpliwie czekał. Ale na co? Nie, lepiej nie wracać do tego. Nie powinno się utrwalać w pamięci złych wspomnień – zganił sam siebie. Wziął do ręki telefon i wykręcił numer kuratorki. Po trzech sygnałach odezwała sie automatyczna sekretarka.
– Pani Basiu, rozmawiałem dziś z lekarzem. Operacja może być przeprowadzona już 21 listopada. Proszę więc o szybki kontakt – zostawił wiadmość Dawid.


*****


Amanda wstała wcześniej niż zwykle. Musiała przygotować się do spotkania z Iwoną. Poukładała sobie porządek tego, co ma powiedzieć, aby się zbytnio nie unosić i być górą.
Zawsze w sądzie stoicki spokój, z jakim odpowiadała na zarzuty prokuratora był jej mocnym atutem. Jak zwykle przed wyjściem zerknęła w lustro. Głowa do góry i uśmiech – powiedziała sama do siebie.
Uśmiech jednak zniknął z jej twarzy, kiedy podeszła do BMW i okazało się, że ma urwany z przodu zderzak i lekko wgiętą tablicę rejestracyjną. Widać ktoś wyjeżdżał z parkingu i musiał zahaczyć o jej samochód. Rozejrzała się dokoła. W pobliżu nie było nikogo. Wyciągnęła z torebki telefon i przedzwoniła na policję. Po około dziesięciu minutach przyjechało dwóch pòlicjantów, którzy spisali protokół i poinformowali Amandę, że powinna się zgłosić do firmy ubezpieczeniowej. Obeszła jeszcze raz samochód i postanowiła od razu pojechać do tej firmy a później już spokojnie zacząć pracę.
W kolejce stały tylko dwie osoby. Wszystko przebiegło w miarę szybko i o 9.40 stała już pod drzwiami swojego biura.
– Dzień dobry – powiedziała kierując się w stronę szafy.
– O, jesteś wreszcie – odpowiedziała zaskoczona Iwona.
Amanda udała, że nie słyszy. Otworzyła szafę i już miała sięgnąć po akta nowej sprawy, gdy zauważyła, że nie ma teczki z jej wczorajszą, zakończoną pracą.
– Nie wiesz, gdzie jest niebieska teczka z aktami mojej sprawy? – zwróciła się do Iwony.
– Akurat ją przeglądałam – powiedziała niepewnie Iwona.
– Jak to przeglądałaś? A co cię ona obchodzi?
- W końcu pracujemy razem – próbowała się usprawiedliwić Iwona.
– Tak? Wczoraj przez telefon usłyszałam od twojego męża zupełnie co innego.
– Taak? – zapytała przeciągając słowo Iwona.
– Ja się uchylam od pracy zaś ty robisz za dwie, co wprost bulwersuje twojego męża.
– Słuchaj, zostaw go w spokoju. To, że ostatnio masz problemy nie znaczy, że my musimy być temu winni. Masz tu swoją sprawę, chciałam ci pomóc, ale skoro nie chcesz, to nie – rzuciła akta na biurko Amandy.
– Ty mi pomóc? W czym? – zapytała siląc się na spokój Amanda.
– Cały czas ci pomagam. Namówiłam nawet Marka aby cię odwiedził, gdy byłaś w domu.
– Serdeczne dzięki. Uważam jednak, że nadszedł już najwyższy czas aby zlikwidować naszą spółkę i skończyć tym samym znajomość.
– Wiesz, że choć raz masz rację – stwierdziła zjadliwie Iwona.
– Nie chcę się z tobą kłócić. Zabiorę swoje rzeczy i od jutra mnie tu nie będzie.
– Nie, to ja stąd odchodzę. Zresztą Piotr już dawno mówił, że powinnam to zrobić.
– Tak, twoja jedyna wyrocznia. Słuchaj go dalej to niedługo nie będziesz miała co jeść.
– A co, żal ci, że ja mam męża, a ty swojego nie potrafiłaś utrzymać?
- Wolę być sama niż utrzymywać pasożyta, jakim akurat jest twój Piotr.
- Tak, oczywiście. Zagłuszasz samą siebie. To nie ty wolisz być sama tylko nikt nie chce być z tobą. Nawet Marek...
– Weź go sobie do kompletu – powiedziała spokojnie Amanda, po czym otworzyła drzwi i wyszła.
Będąc już przy samochodzie usłyszała jeszcze jak Iwona wykrzykuje coś stojąc w oknie. Wsiadła szybko do BMW i odpaliła silnik.
Dokąd jechać? Co robić? – myśli krążyły jej po głowie, jednak stan, w jakim obecnie była nie pozwalał jej na znalezienie żadnej logicznej odpowiedzi. Odstawiła samochód pod domem jednak nie miała ochoty na siedzenie w czterech ścianach. Wybrała się na spacer. Pogoda nie była najlepsza, ale wolała iść bez celu przed siebie niż rozmyślać w domu o niepowodzeniach.


*****


- Mam dla pana dobrą wiadomość – mówiła przez telefon kuratorka.
– Udało mi się zebrać w sumie 6 tysięcy złotych. Operacja Marty przybliża się wielkimi krokami.
– Nie wiem, jak mam pani dziękować – odparł Dawid, w którym znowu urosła nadzieja.
– Przesłuchałam właśnie pana wiadomość w telefonie, dlatego czym prędzej zadzwoniłam, aby poinformować, że ja również działam. Wpadnę do pana w piątek o 17.00 i porozmawiamy.
– Dobrze, będę czekał – Dawid aż podkoczył z radości.
Każda zebrana złotówka przybliżała o jakiś, choć malutki kroczek operację Marty i dawała wielką nadzieję. To dziecko naprawdę zasługuje na normalne życie – myślał Dawid.
Dlaczego akurat ono cierpi za moje błędy? Dlaczego...?

Data:

 Dwa lata temu

Podpis:

 Amadeos

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=40792

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl