DRUKUJ

 

Memento

Publikacja:

 08-03-13

Autor:

 marika248
Marek uwielbiał te chwile zaraz po, gdy leżał obok nagiej, pięknej kobiety paląc papierosa. Nie mógł sobie wyobrazić tego momentu bez palenia. Spojrzał na uroczą blondynkę, z którą dopiero co namiętnie się kochał. Była młoda i śliczna a w dodatku miała cudownie niebieskie oczy, w które mógłby patrzeć bez końca. Teraz dziewczyna spała smacznie na jego piersi. Wyciągnął rękę i pogładził ją po głowie. Ta kobieta wiedziała, co zrobić żeby go zadowolić. Uśmiechnął się na wspomnienie tego, co z nim robiła, spełniała bez słowa sprzeciwu wszystkie jego zachcianki. Nie był zboczony, ale lubił różnorodność w łóżku. W końcu seks nie powinien powszednieć. Marek miał 35 lat, był szanowanym adwokatem. Nie mówił o sobie za dużo, ale był niezwykle inteligentnym człowiekiem, posiadał wiedzę na tematy z różnych dziedzin życia. Kiedy skończył palić objął dziewczynę i zasnął.
Obudziły ją pierwsze promienie porannego słońca wpadające przez okno. Przeciągnęła się mrucząc z zadowolenia. Marek wciąż spał, dlatego postanowiła wziąć prysznic. Strumień gorącej wody spływający po ciele Nadii do reszty ją obudził. Kwadrans później owinęła się ręcznikiem i poszła do kuchni. Postanowiła zrobić im jajka na miękko na śniadanie.
Tymczasem mężczyzna obudził się, a w tym samym momencie zadzwonił telefon. Spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu, po krótkim zastanowieniu zdecydował się odebrać. Nadia słyszała, że Marek już wstał. Postanowiła go zapytać czego chciałby się napić do śniadania. Jednak usłyszała coś, co nie pozwoliło jej iść dalej. Podeszła nieco bliżej.
- Teresko będę wieczorem, obiecuję kochanie. Jak dzieci? Tak, to dobrze. Nie płacz, nic się nie stało. Nie dzwoniłem bo byłem zajęty. Obiecuję, że jak wrócę to zjemy pyszną kolację i będziemy kochać się do rana. Kocham Cię. Pa!
Nadia zamarła. Nie, to niemożliwe. Marek nie ma żony, nie nosił obrączki. Słyszała jak mówił do niej „kochanie” mają dzieci. Mój Boże jak on mógł im i jej to zrobić. Była w szoku. Stała tak oparta o ścianę owinięta ręcznikiem z mokrymi włosami. Postanowiła, że wraca do domu. Wróciła do łazienki, wytarła włosy. W pewnym momencie spojrzała w lustro, miała 23 lata, dopiero co zaczęła studia magisterskie, była piękna i mądra. Rodzice pomogli jej w kupnie kawalerki w ładnej okolicy. Mogła podjąć studia dzienne, jej rodziców było na to stać ale wolała sama zarobić na swoje utrzymanie. Dobrze się uczyła, dostała stypendium naukowe. Do tej pory pracowała jako ekspedientka w butiku, od niedawna była sekretarką w kancelarii prawnej. Dawała sobie świetnie radę. Stała zamyślona przed lustrem, kiedy poczuła, że ręcznik opadł jej na podłogę. W odbiciu widziała jego twarz. Miała ochotę się rozpłakać, kiedy pocałował ją w szyję. Kiedy zaczął przesuwać dłoń w kierunku jej piersi odepchnęła ją. Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony
- Nie mam ochoty- powiedziała i zaczęła się ubierać
- kochanie co się stało? Wczoraj byłaś taka chętna, już myślałem, że nigdy nie przestaniemy się kochać.
Stała odwrócona tyłem do niego. Miała na sobie obcisłe dżinsy i zielony top. Była smutna i zła. Jak mogła mu wierzyć. Zaczęła zbierać swoje rzeczy do kosmetyczki
- Wczoraj było wczoraj. Daj mi spokój
- Powiało chłodem- powiedział i objął ją wpół- Nie pakuj się, możesz tu zostać
- Puść mnie!- krzyknęła
- Nie poznaję Cię Nadia. Co się stało?
Spojrzała na przystojnego mężczyznę o ciemnych włosach i piwnych oczach. Jak ona go kochała… Bolało ją bardzo, chciała jak najszybciej stamtąd wyjść. Miał żonę, dzieci. Nie będzie z nimi walczyła. Teresa była pierwsza, a ona nie odbijała żonatych mężczyzn.
- Nadia do cholery, odpowiedz mi w końcu. Kocham Cię- nie mogła już tego znieść. Jak on śmiał.
- Teresę też kochasz?- zapytała zgarniając rzeczy i wychodząc z łazienki. Wzięła z przedpokoju torebkę i wyszła trzaskając drzwiami. Nie krzyczała, nie histeryzowała ale strasznie cierpiała. Jak sobie pomyślała, że on wracał do tej Teresy, kochał się z nią a potem robił to samo z Nadią to robiło jej się niedobrze.
Mężczyzna przez chwilę stał osłupiały w łazience, potem rzucił się biegiem za dziewczyną. Złapał ją na przystanku , stała z innymi ludźmi czekając na autobus. Chwycił ją za ramię i pociągnął na bok z daleka od ciekawskich spojrzeń.
- Kochanie posłuchaj…
- Nie Marek. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
- Dlaczego podsłuchiwałaś moje rozmowy. Teresa to moja żona ale… Jesteś cudowna, proszę zostań…
- Dość! Nie podsłuchiwałam, szłam zapytać co chcesz do picia. Nie tłumacz się, to nic nie zmieni.
- Wybacz mi Nadia. Zostań
- Daruj sobie. Zachowaj te żałosne teksty dla innej naiwnej. Zostaw mnie. Nie wystarczy Ci, że mnie skrzywdziłeś? Odejdź. Wracaj do Teresy i dzieci a o mnie zapomnij
- Nadia
- Ja o Tobie chcę zapomnieć, nie utrudniaj mi tego. Jedzie mój autobus- powiedziała i wyrwała ramię z jego uścisku. Chwilę później zniknęła w autobusie.
Stał i patrzył jak odjeżdżała. Był zrezygnowany. Nie miał siły jechać do jej mieszkania, i tak go nie wpuści. Z początku miała być tylko przygodą, dla zaspokojenia potrzeb. Z czasem przywiązał się do niej. Kochał Teresę, ale nie mógł sobie darować, że Nadia się o niej dowiedziała. Zresztą i tak miał zamiar skończyć ten romans. Nie chciał okłamywać dłużej Teresy. W zasadzie to dobrze, że Nadia odeszła, był pewien, że nie będzie szukała jego żony> była zbyt dobra żeby skrzywdzić jeszcze kogoś. Miał wyrzuty sumienia..
Nadia miała zajęcia dopiero po południu. Była zła, że tak późno zaczyna. Miała nadzieję, że jakoś zagłuszy natłok myśli. W zasadzie dobrze, że tak się skończyło, ta kobieta niczego nie zdążyła się domyślić, przynajmniej tak sądziła. To nic, że ona sama teraz cierpi, poboli i minie. Starała się wyluzować i udawać, że nic się nie stało. Jednak uczucia były silniejsze, rozpłakała się. Była rozżalona, z Markiem była bardzo szczęśliwa a on ją przez cały czas okłamywał. Chciała usnąć i obudzić się znów u jego boku, żeby było tak jak wcześniej. Wysiadła z autobusu, musiała być pobyć chwilę sama.
Marek wybrał numer telefonu żony, chciał powiedzieć jej, że ją kocha.
- Teresko, kocham Cię skarbie
- ja Ciebie też kocham Marek
- Przyjadę za dwie godziny, bardzo mi Cię brakuje. Chcę być już przy Tobie
- Przyjedź, potrzebuję Cię
- Wszystko będzie dobrze Tereniu. Kocham Cię.
Rozłączył się i usiadł na fotelu. Było mu strasznie ciężko. Teresa od dawna jest inna. Kiedyś pełna życia, chciała łapać świat garściami. Dzisiaj coraz częściej widział w jej oczach smutek i łzy. Nie miał siły patrzeć w te jej duże oczy i może dlatego zdradzał ją z Nadią, młodą, wesołą i pełną życia dziewczyną. Jego żona nie była już taka. Kochał ją, ale nie potrafił sobie z tym poradzić. Mieli dwie cudowne córeczki, Agatkę i Małgosię. Miał cudowną rodzinę, nie wyobrażał sobie żeby miał ją stracić. Rozpłakał się jak dziecko, Teresa umierała a on sobie romanse urządzał a powinien być przy niej i dawać jej całego siebie. Tak często od niej uciekał. Chciał do niej pojechać jak najprędzej, bał się, że nie zdąży. Chwycił kluczyki i pojechał do niej. Nie mógł już dłużej marnować czasu. Jechał bardzo szybko i był w domu godzinę wcześniej niż zapowiadał. Mieszkali w domku na wsi, to było od zawsze marzenie Teresy… Zacisnął mocno powieki żeby pohamować łzy. Stał tak chwilę, kiedy usłyszał szczęk otwieranych drzwi. Stała w nich Teresa. Miała czerwoną chustę na pozbawionej włosów po chemioterapii głowie i niebieską sukienkę do kolan. Z trudem stała trzymając się laski. Podszedł do niej brudząc buty w błocie, które utrzymywało się od dłuższego czasu. Wziął ją na ręce i mocno przytulił do siebie.
- Kocham Cię- wyszeptał- przepraszam Teresko
- Marek…- wyciągnęła swoją chuda rączynkę i dotknęła jego twarzy. Było w tym dotyku tyle miłości.
- Nie było mnie przy Tobie, kiedy tego potrzebowałaś, ale to się zmieni, przysięgam
Wniósł ją do pokoju i położył delikatnie na łóżku
- Zaraz przyjdę- powiedział i pocałował ją w czoło.
Wyszedł do kuchni. Wyjrzał przez okno, widział tam kwiaty, które zasiał dla Teresy. Kochała kwiaty
- Cześć Cyryl. Słuchaj ja muszę na jakiś czas zrezygnować z pracy. Jestem winien to Teresie
- rozumiem stary. Nie martw się poradzę sobie. Pozdrów Teresę
- Dzięki
Wrócił do pokoju i spojrzał czule na żonę. Uśmiechnęła się do niego. Usiadł obok ukochanej, pocałował ją delikatnie w usta, całował jej twarz, dłonie. Byli tylko we dwoje. Pomógł jej ściągnąć sukienkę. Była strasznie chuda, żebra można było z łatwością policzyć. Ona o tym wiedziała i było jej z tym źle. Wiedział, że było jej ciężko. Całował jej brzuch, gładził jej skórę. Ułożył ją wygodnie na poduszkach i pozbawił jej reszty bielizny. Zaczął ją całować po ramionach jednocześnie głaszcząc jej piersi. Teraz liczyła się tylko ona, nic inne nie było ważne, ani Nadia ani nikt. Chciał dać swojej żonie coś pięknego. Tak bardzo pragnął żeby była szczęśliwa. Zasypywał jej ciało pocałunkami kawałek po kawałku. Robił to bardzo długo i systematycznie. Pieścił jej ciało na wiele różnych sposobów, był delikatny i czuły. Na sam koniec wszedł w nią i kochał się z nią jak najdelikatniej potrafił. Później leżał obok niej i trzymał ją za rękę. Patrzyła na niego z miłością. Jej oczy pierwszy raz od dłuższego czasu były radosne. Uśmiechała się a ten uśmiech sprawiał, że wyglądała prawie jak kiedyś, jakby nie była śmiertelnie chora.
- Dziękuję Mareczku. Kocham Cię
- ja Ciebie też kocham Teresko- pochylił się nad nią i pocałował żonę…
Nadia miała ochotę upić się z rozpaczy. Postanowiła wejść do baru, który napotkała idąc. Była to bardzo przyjemna knajpka. W środku stało kilka stolików, wybrała jeden w rogu pomieszczenia. Chciała jak najszybciej zapomnieć o smutku. Piła bez najmniejszych oporów. W pewnym momencie spojrzała na zegarek.
- Jasna cholera!- krzyknęła, za pół godziny miała być na zajęciach. Nie miała szans żeby zdążyć na czas, była na siebie wściekła. Kiedy wychodziła z baru zderzyła się z kimś w drzwiach. Był to Paweł, przybrany brat Nadii. Miał 25 lat, ciepły uśmiech i orzechowe oczy. Rodzice Nadii adoptowali go jak był małym chłopcem. Nigdy nie dali mu odczuć, że nie jest ich rodzonym dzieckiem.
- Nadia? Co Ty tu robisz?- chłopak spojrzał na swoją siostrę. Od zawsze mieli ze sobą dobry kontakt i mogli na siebie liczyć w każdej sytuacji
- Paweł jak dobrze, że jesteś. Zawieź mnie na uczelnię
- Jesteś pijana
- Zaraz pijana. Na lekkim rauszu tylko- rozpłakała się i przytuliła do brata- Paweł zabierz mnie stąd, proszę
Musiało być z nią naprawdę kiepsko, skoro się upiła i płakała, Nadia prawie nigdy nie płakała, zawsze starała się być dzielna. Wziął ją pod ramię i wyprowadził z baru, później odwiózł ją do jej mieszkania. Został z nią, zaparzył im herbatę. Dziewczyna wyglądała okropnie, miała rozmazany makijaż, oczy czerwone od łez a poza tym widać było, że piła. Wziął chusteczkę i zmazała resztki tuszu z jej twarzy. Usiadł na kanapie podając jej gorącą herbatę
- Pij, będzie Ci troszkę lepiej
- Dziękuję
- Powiesz mi co się stało?- zapytał- Nigdy nie widziałem Cię pijanej i w takim stanie
- Nie wiedziałam co robić, chciałam zapomnieć. Mówiłam Ci ostatnio, że Marka
- Pamiętam. To ten co był od Ciebie dużo starszy i dodatku był Twoim szefem
- Paweł, on ma żonę i dzieci. Rano byłam u niego i usłyszałam jak z nią rozmawiał. Przyznał się… Ja tak nie mogłam, zerwałam z nim- łkała
- Dobrze zrobiłaś Naciu. Nie martw się, to minie. Wiem, że go kochałaś, ale to minie.
Kwadrans później Nadia zasnęła a chłopak postanowił zostać z nią jeszcze trochę. Biedna Nadia, miała już nie jednego faceta, ale jeszcze nigdy tak nie cierpiała gdy zrywali. Musiała bardzo kochać tego Marka. Najgorsze, że będzie go widywała w pracy…
Tej nocy Teresa zmarła, umierając była szczęśliwa, miała przy sobie rodzinę i Marka. Mężczyzna siedział przy chorej całą noc. Kiedy odchodziła trzymał ją za rękę. Żałował, że wcześniej przy niej nie był. Nie mógł sobie wybaczyć, że ją zdradził. Nad ranem wyszedł z domu i ściął wszystkie kwiaty z ogrodu. Płakał i ciął te kwiaty zrozpaczony śmiercią żony. W tych chwilach pragnął umrzeć, byleby ona mogła żyć. Ciął tak długo aż padł na kolana. Krzyczał. Tego ranka cała wieś słyszała jego rozpaczliwy krzyk. Jedyne co trzymało go jeszcze przy życiu to jego córki. Pomyślał o tym i wrócił do domu. Pogrzeb Teresy miał się odbyć w poniedziałek.
Przyszła do pracy spóźniona, nie miała ochoty spotkać Marka. Postanowiła, że jak tylko znajdzie inną pracę to odejdzie z kancelarii. W środku panowała jakaś dziwna cisza. Nigdzie nie widziała Marka, poczuła ulgę, że jeszcze nie przyszedł. W pewnym momencie podszedł do niej Cyryl.
- Nadia zbieraj się. Za 15 minut wyjeżdżamy na pogrzeb
Zadrżała. Tak bardzo się bała, że coś się stało Markowi. Była przerażona
- Umarła żona Marka, miała raka. W sobotę w domu, nie cierpiała
Była w szoku, nie wiedziała, że on ma chorą żonę. Myślała, że może była brzydka i dlatego ją zdradzał. Naiwne myślenie zdradzonej. To, co usłyszała poraziło ją. Biedny Marek..
Kościół był mały, drewniany, stał na środku wsi. Pracownicy kancelarii czyli Cyryl, Nadia i Karol wysiedli z samochodu. Większość ludzi weszła już do kościoła. Nadia zauważyła go przy murowanej studni po drugiej stronie ulicy. Podeszła do niego
- Ty tutaj?- zapytał
- Wszyscy przyjechaliśmy z kancelarii, przykro mi Marek- szepnęła
- była tak bardzo chora, nie potrafiłem tego znieść, a teraz nie mogę sobie wybaczyć, tego co zrobiłem
- To nie twoja wina, że umarła
- Nie moja, ale powinienem być przy niej przez cały czas. Przepraszam Cię Nadia. Nie umiałem być z żoną…
Podeszła do nich kobieta, która mogła być matką Marka
- Mareczku już czas, dziewczynki już są w środku
- Już mamo
Kobieta odeszła. Nadia zbliżyła się do Marka i przytuliła go do siebie, mężczyzną siłą powstrzymał łzy
- Idź do rodziny. Wybaczam Ci. Możesz na mnie zawsze liczyć
Dziewczyna położyła rękę na jego ramieniu i poszli oboje w stronę kościoła. Oboje czuli, że nic już nie będzie takie samo…

Data:

 marzec 2008r

Podpis:

 Marika

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=43936

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl