DRUKUJ

 

samotność

Publikacja:

 08-08-13

Autor:

 woofer
Tym razem jechałem pociągiem, było dobre połączenie z K. Ponad to hotel był blisko dworca. Pochodził ze starych, dobrych czasów , kiedy to zamieszkiwali go pracownicy zjednoczeń na delegacjach, cinkciarze, walutowe kurwy i różne szemrane towarzystwo. Zużyte meble z płyty wiórowej oraz poprzecierane, czerwone chodniczki nie wróżyły nic dobrego. W recepcji dowiedziałem się, że dostanę kolację ...jak mnie wpuszczą. Wpuścili, Bogu dzięki.
Sala restauracyjna była pełna ludzi. Zajmowali oni stoliki wzdłuż ścian, środek był wolny. Chcąc nie chcąc zająłem centralne miejsce w sali. Rzuciłem okiem na gości restauracji. Było ich wyjątkowo dużo, przeważali ludzie w wieku dojrzałym. Podeszła kelnerka, zamówiłem kolację. Czekając, rozłożyłem gazetę i popijałem piwo.
Nagle zaczęła głośno grać muzyka. Na parkiecie pojawiły się pary. Dość wiekowe. Panie w kreacjach wybitnie wieczorowych z odsłoniętymi ramionami i głębokimi dekoltami. Panowie w garniturach. Podczas gdy partnerki tańczyły się w takt przeboju, eksponując swe wdzięki i zaglądając w oczy, panowie tuptali w miejscu ledwo dotrzymując im kroku. Pojawiło się też kilka młodszych par wtapiając się w starszy tłum. Poobserwowawszy jakiś czas zabawę na parkiecie, zająłem się gazetą.
Po chwili poczułem spojrzenia skupione na sobie. Podniosłem wzrok i dostrzegłem kilka pań wpatrzonych we mnie zza jednego stolika. Odruchowo przeczesałem palcami włosy i wyprostowałem się na krześle. No nie jest jeszcze tak źle...
Zacząłem się rozglądać. Obok mnie starszy gość w garniturze popija herbatę, noga na nogę, bokiem do sali, nieobecny. Nagle podejmuje decyzję: gwałtownym ruchem przywołuje kelnerkę, zamawia, wypija dwie setki, zdejmuje marynarkę i z jakąś determinacją rusza na parkiet.
W innym kącie rozochocony dżentelmen próbuje porwać do tańca wyraźnie młodszą panią, ale spotyka się ze stanowczą odmową. Niezrażony wędruje do następnego stolika.
Atmosfera jak na wieczorku tanecznym turnusu sanatoryjnego.
Cztery panie w wieku różnym nadal się mną interesują. Zachowują się przy tym jak nastolatki: chichoczą nerwowo, mówią sobie coś do ucha, popatrują. Zarumieniłem się i puściłem do nich oko. Ucieszyły się. Ponieważ sytuacja zaczęła się robić dziwna, a ja nie miałem ochoty na żadne tańce, przywołałem kelnerkę, żeby uregulować rachunek.
- Szefowo, co to za impreza?- spytałem
- Bal samotnych serc, ale zaraz się kończy.
O kurwa, ale wylądowałem.
Tymczasem bal dobiegł końca. Konferansjer podziękował za
udaną zabawę, zapowiedział następny bal za miesiąc, a towarzystwo zaczęło zbierać się do wyjścia. Najpierw wyszli szybko, chyłkiem ci, którym się nie powiodło. Samotnie ze wzrokiem wbitym w podłogę. Dalej szły świeżo dobrane pary, panowie szarmancko podawali paniom płaszcze, panie zaś, jeszcze podekscytowane, całą swoją postawą wyrażały triumf z udanego polowania. Kokietowaniu i ulotnym spojrzeniom nie było końca. Powstało jeszcze kilka grup, którym zabawy było mało i uzgadniano, do którego lokalu się przenieść.
I nagle zrobiło się cicho. Zostałem sam. Jak palec.
Następny roboczy dzień rozwiał moje nostalgiczne nastroje. Do hotelu trafiłem około siedemnastej, marząc o obiedzie i drzemce. Zszedłem do pustej restauracji i śmiejąc się w duchu z wczorajszego wieczoru czekałem na czerwony barszczyk z pasztecikiem.
W drzwiach pojawiła się lekko sterana życiem dama i skierowała się prosto do mojego stolika. Tu spytała przepalonym, niskim głosem, czy może się przysiąść. Jako żem dobrze wychowany, nie śmiałem odmówić. Pani miała lat czterdzieści kilka, płaską, okrągłą twarz, kręcone włosy, duże, czerwone dłonie i niemiłosiernie brudne paznokcie. Powiedziała cześć kelnerowi i zamówiła drinka. Chwilę na mnie popatrzyła.
- Lubisz się pierdolić ?- zagaiła rozmowę lekko przechodząc na ty.
Zakrztusiwszy się barszczykiem, odpowiedziałem niezbyt płynnie, że chyba tak, że każdy lubi.
- No to dobrze, zaraz tu przyjdzie moja koleżanka, jest w kiblu, bo wiesz, byłyśmy w Warszawie trzy dni u takich facetów, ale nas przeorali, ja ci kurwa mówię i trochę żeśmy popiły i spłukane jesteśmy, ale przyjdzie koleżanka to pójdziemy do ciebie do pokoju i będziemy się pierdolić w trójkę i dasz nam zarobić. Pierdoliłeś się kiedyś w trójkę ?
Barszczyk poszedł mi nosem, odsunąłem talerz bo straciłem apetyt. Pomyślałem, że każdy facet marzy o seksie z dwiema paniami, może nie takimi, nie zdążyłem nic sensownego wydukać, a dama kontynuowała.
- Od tej Warszawy to my takie napalone chodzimy, no wiesz pierdolisz się ciągle trzy dni to tak jest. O zobacz jak mi cycki jeszcze stoją.
I tu zgrabnym ruchem rozchyliła sweterek, żeby mi pokazać. Dobrze, że przestałem jeść, bo zabryzgałbym panią barszczykiem. Rozejrzałem się nerwowo po sali czy nikt tego cyrku nie widzi. Dzięki Bogu byliśmy sami. No nie całkiem bo pojawiła się koleżanka mojej rozmówczyni. Koleżanka była nieco młodsza i zgrabniejsza, miała włosy zaczesane gładko w koński ogon i waciki w uszach.
- Jestem Misia, zaziębiłam się, bo wiesz byłyśmy na wyjeździe, ale nas przeorali... – wychrypiała.
- Idziemy we trójkę zaraz na górę – oznajmiła dama bezimienna.
- Dobra, będzie fajnie, my się lubimy – tu Misia spojrzała na koleżankę.
Zanurzyłem się w krainie absurdu. Ja tu po pracy, chcę uczciwie zjeść coś i podrzemać, a tu atakują mnie bez pardonu dwie obleśne kurwy, nie dając zjeść nawet zupy. Bunt zaczął narastać gdzieś od lędźwi, kręgosłupem doszedł do rąk i twarzy. Zerknąłem na paznokcie i waciki.
- Nie pójdziemy na górę i nie będziemy się pierdolić nawet w piątkę – wysyczałem.
- Dlaczego?! – widmo głodu pojawiło się w ich oczach.
- Bo, kurwa, nie.
Nie odpuszczały, zapowiadały przednią zabawę i kompletny brak zahamowań. Próbowałem się bronić racjonalnymi argumentami od dziesięciu przykazań począwszy ( co je ogromnie rozśmieszyło ) na braku pieniędzy skończywszy. Walka trwała w najlepsze, podusiłbym je z głodu, gdyby na salę nie wszedł facet w garniturze i złotych, drucianych okularach. Jak na komendę moje panie podniosły się z krzeseł i podążyły do jego stolika.
- Guten Tag – usłyszałem.
Byłem wolny. I znów samotny.

Data:

 08.2008

Podpis:

 woofer

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=47077

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl